pod_sciana
14.10.04, 21:31
Mamy nie lada problem z córką mojego męża.
Została porzucona przez matkę i oddana ojcu w wieku 7 lat.
Nie chodziła nigdy do zerówki,przemieszczała się po całej Polsce i poza
granicami -słowem -nie miała w zasadzie własnego domu,własciwej opieki,nie
zaznała matczynej troski.
Matka ukrywała się wraz z dzieckiem gdzie popadło.Na dziś -jest pozbawiona
praw rodzicielskich i nie ma żadnego kontaktu z mała z własnej woli.
Matylda mieszka u nas juz na tyle długo,że zaczynamy poważnie obawiać się o
jej dalsze losy -na początku wszystkie zagrania tłumaczyliśmy jej
przeszłością i nieumiejętnościam,podpowiadaliśmy cierpliwie uczyliśmy,ze np.
myjemy się codziennie,że trzeba myć zęby,że majtki się zmienia,że je widelcem
drugie dania,że dzień dobry,że do widzenia,prosze i dziękuję itd.
I chyba nie tylko my-szkoła chyba też mniej wymagała.
Rozpoczęła się nauka w szkole a wraz z nią gehenna.Jest w 2 klasie.
Matyldzie się "nie chce" absolutnie nic.
Ledwo liczy na liczydle,nie dzieli,nie mnoży,odejmuje z błędami typu(5 minus
dwa to 12 np) albo z góry zakłada "nie umiem","nie rozumiem"."nie wiem".
Pół biedy,gdybyśmy mieli pewność,że tak jest - ale to wedle naszych
obserwacji jest absolutna niechęc do uczenia się czegokolwiek-
czytania,liczenia,opowiadania,poznawania czegoś nowego.
Niumiejętności czy niechęc narasta - program szkolny idzie do przodu a my
mamy przekonanie,ze Matylda się cofa bądź stoi w miejscu.
Jak mamy ją zachęcić do uczenia się,jak ją zmotywować?
Kompletnie jej nie zależy,nie odczuwa wstydu,nie żenują jej mierne
osiągnięcia,nie skutkuje po dobroci,nie skutkuje odmawianie jej przyjemności
(od bardzo dawna nie ogląda tv i nie je słodyczy)...
CO my mamy robić????????????????
Jurto...jesteśmy znów wezwani do szkoły...jestem przerażona...