Dodaj do ulubionych

Jak pocieszac dzieci?

07.07.05, 08:51
Jak prosto i skutecznie pocieszac dzieci, gdy inne dziecko powie naszym cos
niemilego? Chodzi mi o takie zwyczajne dzieciece docinki, ktore czasami zabola
jak np. masz brzydkie kapcie, jestes gruby/chudy, masz brzydkie auto itp.. Jak
tu madrze i sprytnie poceszyc swoje dzieci? Co mowicie w takich sytuacjach, bo
wydaje mi sie, ze moje tlumaczenia w stylu, ze Twoje kapcie sa super, a wcale
nie jestes gruby itp. jakos nie trafiaja do dziecka tak dosadnie, jak przykre
komentarze kolegow z przedszkola sad
Obserwuj wątek
    • lila1974 Re: Jak pocieszac dzieci? 07.07.05, 13:31
      Jak mocno uwaga rówiesników zaboli jest w duzej mierze zalezne od poczucia
      wlasnej wartosci. Jesli dzieciaczek jest delikatny, lekliwy itp. to docinki
      beda dla niego strasznym przezyciem. Wydaje mi sie, ze przede wszystkim z domu
      musi wyniesc przekonanie, ze jest cos warte. Kiedy mojej Koniczynie zdarza sie
      uslyszec od dziewczynek w piaskownicy "nie bedziemy sie z Toba bawily, bo
      jestes glupia", to zwyczajnie mówie jej wtedy "Dobrze wiesz, ze nie jestes
      glupia. Dziewczynka Ciebie wcale nie zna. Pewnie wstala dzisiaj lewa noga i
      dlatego jest niemila. Chodz pobawimy sie razem"
    • judytak Re: Jak pocieszac dzieci? 07.07.05, 14:40
      po pierwsze, gusta są różne, nie każdemu się podoba to samo, my to wiemy (?)
      ale dla dziecka to nowość
      czyli: powiedział, że masz brzydkie kapcie? może nie podoba mu się czerwony
      kolor? a który kolor jest twój ulubiony? i "rozprowadzamy" rozmowę w
      kierunku "co się tobie podoba" i w kierunku "jak następnym razem będziemy razem
      wybierać w sklepie..." oraz podajemy dowolną ilość przykładów na to, jak to
      komuś się coś bardzo podoba, a komuś innemu wcale nie...

      po drugie, nie każdy i nie w każdej chwili musi nas lubić
      to jest trudniejsze do przyjęcia, ale nie ma na to rady, trzeba się
      przyzwyczaić i wypracować "sposoby obrony" (nauczyć asertywne odpowiedzi w
      stylu "mi się właśnie takie podobają", "wcale się nie znasz na samochodach"
      i "tylko dlatego tak mówisz, bo jesteś na mnie zły", poradzić zabawę z kimś
      innym, pokazać, w co można fajnie się bawić samemu, najważniejsze: jak się
      dziecko z zapałem bawi się w coś sam na sam, jest właściwie pewne, że w ciągu
      kilku minut ktoś się do niego przyłączy...)

      po trzecie, dla dzieci w wieku przedszkolnym przymiotniki, określające cech
      fizycznych zazwyczaj nie mają "zabarwienia emocjonalnego", czyli jeśli
      kilkuletnie dziecko mówi o kimś, że jest gruby, chudy, duży, mały, rudy,
      czarny, okularnik itp. to najczęściej po prostu stwierdza fakt, nie ma na myśli
      nic złego, czyli zamiast negować ewidencji ("wcale nie jesteś chudy") lepiej
      dodać do tej cechy "pozytywną wartość emocjonalną" ("no, fakt, gruby to ty nie
      jesteś, to dlatego, że tak szybko rośniesz i lubisz dużo biegać, może będziesz
      kiedyś sportowcem?" i przy okazji zwracać uwagę np. na Korzeniowskiego, ile to
      medali wygrał, a jaki chudy ;o))

      to są moje metody, chyba najważniejsze w nich jest to, żeby brać dziecko na
      poważnie, starać się zrozumieć, i nie żałować czasu, nie chcieć "szybko
      załatwić"...

      pozdrawiam
      Judyta
      • joannab-o Re: Jak pocieszac dzieci? 15.09.05, 10:25
        Moje dzieci na takie gadki reaguja uwaznym popatrzeniem na mówiącego i spokojnym
        powrotem do poprzednich zajęć.
        Ja reaguje w zasadzie tak, jak Judytak, tylko mój przekaz jest jest troche
        głębszy - pozwalamy innym ludziom mysleć o nas co chcą. Nie dlatego, że my
        myślimy o sobie wyłacznie pozywywnie, tylko że wiedząc o bezsensowności i
        znikomej wartości poznawczej smileoceniania, SAMI SIEBIE TEŻ NIE OCENIAMY.
        Konsekwentnie nie ucze dzieci żadnego sposobu reagowania na takie zaczepki, nich
        sobie reagują w zależności od sytuacji, ale na własny sposób. Niechec do mijego
        dziecka nie jest dla mnie bolesna - bo niby dlaczego, czy to nie jest normalne,
        ze jednych sie lubi , a innych nie? Dzieci to czują i wspomniana niechęćsmile tez
        je mało rusza.
        joanna
    • acorns Re: Jak pocieszac dzieci? 08.07.05, 12:53
      Ja zawsze prosiłem córkę, żeby mi palcem pokazała która to dziewczynka jej coś
      przygadała, a następnie mówiłem jak ma ją pognębić słownie. A zawsze było o co.
      Albo, że jest gruba, tłuszcz jej się bokiem wylewa i w tych obcisłych ciuchach
      wygląda jaka baleron i łatwiej ją przeskoczyć niż obejść, albo że zęby jej koza
      wypierdziała i może tą swoją szczęką kasować bilety w autobusie i do tego wali
      jej z japy jak z murzyńskiej chaty i jeszcze się zapluwa jak coś gada. Zawsze
      coś się znalazło. Z czasem Młoda nauczyła się takich gadek różnych i atakujące
      ją koleżanki doprowadzała do płaczu w kilka sekund.

      Judytak ma pewnie dużo racji. Ja jednak stawiam na to, żeby dzieciak był
      wygadany i byle kto jej nie przegadał.
      • judytak Re: Jak pocieszac dzieci? 08.07.05, 15:02
        acorns napisał:

        > Albo, że jest gruba, tłuszcz jej się bokiem wylewa i w tych obcisłych
        ciuchach
        > wygląda jaka baleron i łatwiej ją przeskoczyć niż obejść, albo że zęby jej
        koza
        > wypierdziała i może tą swoją szczęką kasować bilety w autobusie i do tego
        wali
        > jej z japy jak z murzyńskiej chaty i jeszcze się zapluwa jak coś gada. Zawsze
        > coś się znalazło. Z czasem Młoda nauczyła się takich gadek różnych i
        atakujące
        > ją koleżanki doprowadzała do płaczu w kilka sekund.

        a ja zawsze uczyłam moich dzieci, że te ich koleżanki, co w ten sposób by
        mówiły, są beznadziejnie głupie, i nie ma co na nie zwracać uwagi, bo i tak
        nikt z takimi nie będzie chciał się bawić, chyba że inne, tak samo
        beznadziejnie głupie dzieci :oP

        pozdrawiam
        Judyta
        • syso Re: Jak pocieszac dzieci? 15.09.05, 09:17
          judytak, bardzo podoba mi sie Twoja odpowiedz, dziekuje serdecznie smile Czasami
          dziecko ma powazny problem, mimo ze dla nas doroslych jest to blahostka, a mnie
          bardzo bola wszelkie epitety i przezwiska i dlatego nie chcialabym uczyc dzieci
          tak jak pisze acorns, zeby na epitet odpowiadali tak samo. Dzieci musimy uczyc
          kultury i empatii od najmlodszych lat, ale co sie dziwic dzieciom, skoro
          rodzicemowia im, zeby powiedzialy kolezance, ze jest gruba jak baleron!
          • acorns Re: Jak pocieszac dzieci? 15.09.05, 12:17
            Problem jest tylko w tym, że te wyzywające, atakujące koleżanki są w grupie i
            mają z kim się bawić, z kim rozmawiać, a osoba przez nie atakowana jest
            zaszczuta, płacze i dostaje tzw. fobii szkolnej czy podwórkowej zależy gdzie
            cała akcja ma miejsce. Samo tłumaczenie dziecku, że one źle robią nic nie daje
            bo i ma dać? Łatwo się mówi "nie przejmuj się". Dziecko wychodzi z domu i tylko
            patrzy czy są "gestapowcy" czy nie? Nawyzywają tym razem czy nie? W tym
            momencie to wyzywający są myśliwymi a wyzywani ofiarami. Między innymi dzięki
            błędom wychowawczym matek, które uczą kultury i empatii w każdej sytuacji. Bo
            wyzywanie się jest niekulturalne. Ja wiem o tym. Ale wiem rówież, że cham nie
            zrozumie innych argumentów niż chamstwo a to, że nie chcesz się zniżać do jego
            poziomu zinterpretuje jako swoje zwycięstwo. Dlatego moja córka jak potrzeba
            jest taką chamką jak stara praska meliniara. A ja jestem jeszcze gorszy. I to w
            przeciwieństwie do kultury i empatii jest skuteczne w postępowaniu z hołotą.
            Cham czuje respekt tylko przed jeszcze większym chamem niż on sam. Chuligan
            czuje respekt tylko przed silniejszym od siebie. I to się nie zmieni.
            Żeby była jasność - w stosunku do ludzi normalnych, przyjaźnie nastawienie
            jesteśmy kulturalni i miło spędzamy z nimi czas, a oni z nami.
            • july.29 Re: Jak pocieszac dzieci? 15.09.05, 12:40
              acorns napisał:

              W tym
              > momencie to wyzywający są myśliwymi a wyzywani ofiarami. Między innymi dzięki
              > błędom wychowawczym matek, które uczą kultury i empatii w każdej sytuacji. Bo
              > wyzywanie się jest niekulturalne. Ja wiem o tym. Ale wiem rówież, że cham nie
              > zrozumie innych argumentów niż chamstwo a to, że nie chcesz się zniżać do
              jego
              > poziomu zinterpretuje jako swoje zwycięstwo. Dlatego moja córka jak potrzeba
              > jest taką chamką jak stara praska meliniara. A ja jestem jeszcze gorszy. I to
              w
              >
              > przeciwieństwie do kultury i empatii jest skuteczne w postępowaniu z hołotą.
              > Cham czuje respekt tylko przed jeszcze większym chamem niż on sam. Chuligan
              > czuje respekt tylko przed silniejszym od siebie. I to się nie zmieni.
              > Żeby była jasność - w stosunku do ludzi normalnych, przyjaźnie nastawienie
              > jesteśmy kulturalni i miło spędzamy z nimi czas, a oni z nami.

              Acorns,
              ja Cię poniekąd rozumiem (tym bardziej, że masz typowe męskie podejście,
              chwilami z pewnością zdrowsze niż emocjonalno-kobiece).
              Musisz jednak też zrozumieć, że są dzieci o takich charakterach, które nigdy
              nie będą w stanie nauczyć się być bardziej chamskie od urodzonych chamów i być
              silniejszymi od chuliganów.
              Przyznaję, być może sama miałam z tym kłopoty w dzieciństwie, teraz przekazuję
              to mojej córce. Pociesza mnie fakt, że przeżyłam szkołę i w pewnym momencie
              poczułam się mocna dzięki częstszemu przebywaniu w gronie kolegów. Po prostu
              sama musiałam się nauczyć sobie radzić z zaczepkami.

              Gdybyś spojrzał na moją córkę, zrozumiałbyś, że żadna siła nie jest w stanie
              nauczyć jej bycia chamską. Myślisz, że nie chcielibyśmy, aby była bardziej
              przebojowa? Ona po prostu taka się urodziła, możemy ją wzmacniać, ale
              niektórych spraw nie da się przeskoczyć.

              Jeśli piszemy już o takich skrajnościach - często wspominam słowa mamy
              bestialsko zamordowanego Tomka Jaworskiego: "gdybyśmy tylko wiedzieli, że tacy
              chuligani staną na drodze naszego syna, na pewno uczylibyśmy go bicia,
              oddawania itd.
              Ale gdy zobaczyłam tych rodziców w telewizji, zrozumiałam, że to byłoby wbrew
              ich naturze. Przecież są tacy ludzie, nie stworzeni do jakiejkolwiek formy
              agresjii.

              Wg Ciebie uczenie dzieci empatii i kultury to błędy wychowawcze.
              Przykre, że doczekaliśmy takich czasów, gdy Twoja opinia pewnie jest prawdziwa
              sad

              pozdr. j.

              • acorns Re: Jak pocieszac dzieci? 15.09.05, 16:04
                > Wg Ciebie uczenie dzieci empatii i kultury to błędy wychowawcze.
                > Przykre, że doczekaliśmy takich czasów, gdy Twoja opinia pewnie jest prawdziwa

                Ja też bym chciał żeby moja opinia była bzdurą a to czego uczyłem Młodą błędem
                wychowawczym. Niestety nie zanosi się teraz na to, żeby było lepiej. Kiedyś
                dziewczyny nie biły się między sobą. Od początku roku szkolnego, czyli dwa
                tygodnie nauki i już drugą solówę między dziewczynami widziałem. To były
                trzecioklasistki (podstawówka). Poszło o jakiegoś Karola, przynajmniej tak
                wywnioskowałem z ich wrzasków.
            • judytak Re: Jak pocieszac dzieci? 15.09.05, 13:13
              po pierwsze, jakbyś przeczytał to, co napisałam, to zobaczyłbyś, że nie ma to
              nic wspólnego z "tłumaczeniem dziecku, że one źle robią", ani mówieniem "nie
              przejmuj się"
              bo i pytanie nie dotyczyło radzenia sobie z "chamami, którzy wyzywają i
              prześladują", tylko z kolegą w przedszkolu, któremu nie podobają się nasze
              kapcie, a to jednak jest spora różnica ;o)

              po drugie, ja mam jakieś standarty, poniżej które się nie zniżam (i nie
              proponuję dzieciom się zniżać), cokolwiek by się nie stało
              uważam, że najważniejsze, żeby człowiek miał dobrą opinię na swój własny temat,
              tego jednego nie opłaca się stracić
              niech każdy sobie myśli, co chce, ja "niezniżanie się do czyjegoś poziomu"
              zawsze interpretuję jako własne zwycięstwo, bo być zdecydowanym, asewrtywnym, a
              nie chamem wcale nie jest tak łatwo, jak by się zdawało...

              po trzecie, załóżmy, że ty potrafisz rozróżnić, kiedy masz być "chamem nad
              chamami", a kiedy miłym, kulturalnym panem
              ale jeśli chodzi o dziecko (w jakimkolwiek wieku), to najpewniej postawi
              granicę gdzie indziej, (np. zinterpretuje jako napaść i prześladowanie
              niepochlebną opinię koleżanki na temat nowej fryzury czy ulubionego
              piosenkarza), a jeśli strategia "na chama" wydaje mu się skuteczna, to będzie
              stosowało znacznie częściej, niż rodzice by sobie tego życzyły...
              (no i będziemy wtedy rozmawiały "o błędach wychowawczych ojców, którzy nauczyli
              swoich dzieci chamstwa"...)

              po czwarte, według mojego własnego doświadczenia, moja strategia jest skuteczna
              sama zawsze się różniłam od grupy rówieśniczej (byłam gruba, byłam ruda, "mol
              książkowy", itd.), moje dzieci też się różnią (są dwujęzyczne, z mamą nie-
              Polką, córka dużo najniższa ze swojego rocznika, syn z lekką postacią mpdz)
              mieszkamy na dużym, starym blokowisku w prawobrzeżnej Warszawie,
              i absolutnie żadnych objawów "wrogości", "chamstwa", czy "prześladowania" na
              razie nie odnotowaliśmy :o)

              pozdrawiam
              Judyta
              • acorns Re: Jak pocieszac dzieci? 15.09.05, 16:16
                judytak napisała:

                > bo i pytanie nie dotyczyło radzenia sobie z "chamami, którzy wyzywają i
                > prześladują", tylko z kolegą w przedszkolu, któremu nie podobają się nasze
                > kapcie, a to jednak jest spora różnica ;o)

                Od kapci się zaczyna. Już w przedszkolu niestety sad

                > po drugie, ja mam jakieś standarty, poniżej które się nie zniżam (i nie
                > proponuję dzieciom się zniżać)

                Jak więc zamierzasz dyskutować z burakiem, który najpierw zajeżdża drogę, Ty go
                obtrąbisz, a on na światłach wychodzi z samochodu i startuje do Ciebie z łapami
                albo wali pięścią w maskę Twojego samochodu?

                > niech każdy sobie myśli, co chce, ja "niezniżanie się do czyjegoś poziomu"
                > zawsze interpretuję jako własne zwycięstwo, bo być zdecydowanym, asewrtywnym,
                > a nie chamem wcale nie jest tak łatwo, jak by się zdawało...

                Tak. Ale cham myśli, że to on wygrał i jest już pewniejszy siebie. Następnym
                razem pozwoli sobie na więcej.

                >
                > po trzecie, załóżmy, że ty potrafisz rozróżnić, kiedy masz być "chamem nad
                > chamami", a kiedy miłym, kulturalnym panem
                > ale jeśli chodzi o dziecko (w jakimkolwiek wieku), to najpewniej postawi
                > granicę gdzie indziej, (np. zinterpretuje jako napaść i prześladowanie
                > niepochlebną opinię koleżanki na temat nowej fryzury czy ulubionego
                > piosenkarza)

                Wtedy właśnie przygada takiej koleżance, że ma np. zgryz jak nutria, a ona
                fryzurę może zawsze zmienić. Myślę, że tak by właśnie było. Dziewczyny jak
                konkurują między sobą są dużo gorsze i bardziej bezwzględne i złośliwe od
                facetów big_grin

                > po czwarte, według mojego własnego doświadczenia, moja strategia jest
                skuteczna
                > sama zawsze się różniłam od grupy rówieśniczej (byłam gruba, byłam ruda, "mol
                > książkowy", itd.), moje dzieci też się różnią (są dwujęzyczne, z mamą nie-
                > Polką, córka dużo najniższa ze swojego rocznika, syn z lekką postacią mpdz)
                > mieszkamy na dużym, starym blokowisku w prawobrzeżnej Warszawie,
                > i absolutnie żadnych objawów "wrogości", "chamstwa", czy "prześladowania" na
                > razie nie odnotowaliśmy :o)

                Tak naprawdę nie ma znaczenia czy jest to blokowisko na Igańskiej czy
                przedwojenne mocno zdewastowane kamienice na Ząbkowskiej czy strzeżone
                luksusowe osiedla na Białołęce. Może się w pewnym momencie znaleźć ktoś kto nas
                nie polubi. Nieważne czy z powodu kapci czy fryzury czy ogólnie za całokształt.
                I trzeba sobie radzić. Córka też nie jest obiektem ataków. Nikt jej nie
                prześladował. Być może dlatego że na samym początku dała komuś parę razy w
                michę bo tak też bywało.
                • judytak Re: Jak pocieszac dzieci? 16.09.05, 11:09
                  acorns napisał:

                  > > ale jeśli chodzi o dziecko (w jakimkolwiek wieku), to najpewniej postawi
                  > > granicę gdzie indziej, (np. zinterpretuje jako napaść i prześladowanie
                  > > niepochlebną opinię koleżanki na temat nowej fryzury czy ulubionego
                  > > piosenkarza)
                  >
                  > Wtedy właśnie przygada takiej koleżance, że ma np. zgryz jak nutria, a ona
                  > fryzurę może zawsze zmienić. Myślę, że tak by właśnie było. Dziewczyny jak
                  > konkurują między sobą są dużo gorsze i bardziej bezwzględne i złośliwe od
                  > facetów big_grin

                  jeśli tu ty, dorosły, ojciec rodziny, uważasz, że jeśli komuś się nie podoba
                  twoja fryzura, to cie atakuje z zamiarem wyrządzania tobie zło, to nie masz,
                  niestety, przyjemnego życia...
                  można popaść w manię prześladowczą ;o)

                  bo ja na ten przykład uważam, że powiedział, bo tak myśli
                  ot po prostu...
                  chyba mi jest łatwiej w życiu ;o)

                  > Może się w pewnym momencie znaleźć ktoś kto nas
                  >
                  > nie polubi. Nieważne czy z powodu kapci czy fryzury czy ogólnie za
                  całokształt.

                  istnieje na świecie mnóstwo ludzi, którzy mnie nie lubią
                  istnieje na świecie też mnóstwo ludzi, których ja nie lubię
                  no i co z tego?
                  mamy się pozabijać?

                  pozdrawiam
                  Judyta

                • linka9 Re: Jak pocieszac dzieci? 16.09.05, 12:26
                  acorns napisał:
                  > Jak więc zamierzasz dyskutować z burakiem, który najpierw zajeżdża drogę, Ty go
                  >
                  > obtrąbisz, a on na światłach wychodzi z samochodu i startuje do Ciebie z łapami
                  >
                  > albo wali pięścią w maskę Twojego samochodu?

                  Może tego "buraka" rodzic od młodych lat nastawił, że jak ktoś na niego trąbi to
                  tylko walić w pyskwink

                  • linka9 nauka nie poszła w las ...? 16.09.05, 13:04
                    linka9 napisała:

                    > acorns napisał:
                    > > Jak więc zamierzasz dyskutować z burakiem, który najpierw zajeżdża drogę,
                    > Ty go
                    > >
                    > > obtrąbisz, a on na światłach wychodzi z samochodu i startuje do Ciebie z
                    > łapami
                    > >
                    > > albo wali pięścią w maskę Twojego samochodu?

                    W wielu wypowiedziach podoba mi się Twoje podejście do zycia i wychowania, ale ...

                    Wyobraź sobie, że za kilka lat Twoja córka jadąc samochodem zamyśliła się,
                    chciała skręcić gdzie indziej i nagle zmieniła zdanie, czy też po prostu dopiero
                    niedawno odebrała prawo jazdy i ... przypadkiem zajechała komuś drogę. A tu
                    jakiś "burak" trąbi na nią niemiłosiernie. I co wtedy robi?
                    Zgodnie z prostymi wpojonymi regułami wybiega i wymachuje rękami waląc w
                    karoserię ...
      • corokia Re: Jak pocieszac dzieci? 16.09.05, 17:24
        czy Twoje dziecko ma koleżanki?kolegów? jak tak dalej "tatuś" będzie ją uczył
        takich pyskówek to zostanie sama jak palec!chcesz ją czegoś nauczyć tak? zeby
        była wygadana itp... ale takie pyskówki są żenujące
    • blamblam Re: Jak pocieszac dzieci? 08.07.05, 13:40
      Nie mam jeszcze takich doświadczeń ale bardzo podoba mi sie wypowiedź judytyk.
      Będę sie starała podobnie wychować synka. chciałabym zeby miał poczucie swojej
      wartości, żeby umial się obrnić ale w kulturalny i inteligentny sposób.
      • july.29 Re: Jak pocieszac dzieci? 15.09.05, 09:40
        blamblam napisała:

        > Nie mam jeszcze takich doświadczeń ale bardzo podoba mi sie wypowiedź
        judytyk.
        > Będę sie starała podobnie wychować synka. chciałabym zeby miał poczucie
        swojej
        > wartości, żeby umial się obrnić ale w kulturalny i inteligentny sposób.

        -----
        cytuję za judytą:

        "a ja zawsze uczyłam moich dzieci, że te ich koleżanki, co w ten sposób by
        mówiły, są beznadziejnie głupie, i nie ma co na nie zwracać uwagi, bo i tak
        nikt z takimi nie będzie chciał się bawić, chyba że inne, tak samo
        beznadziejnie głupie dzieci :oP"

        ----
        uważasz, że to jest kulturalne i inteligentne? Widocznie mamy inny pogląd na
        sprawę.

        A odnośnie pytania:
        najprościej jest powiedzieć, że nie wszyscy muszą nas lubić, ale nie wolno im
        nas obrażać.
        Sto razy wolę, jeśli córka powie zdanie - może dla niektórych naiwne "nie mów
        tak do mnie, bo jest mi wtedy przykro", niż że ma powiedzieć, że koleżanka jest
        głupia.

        Wg mnie tłumaczenie, że inne dzieci są "beznadziejnie głupie", jest
        nieporozumieniem, a do tego jest mało wychowawcze. I naprawdę rozumiem, że
        obrażanie naszego dziecka może być wkurzające, ale nie trzeba się zniżać do
        poziomu obrażających.

        j.
        • july.29 Re: Jak pocieszac dzieci? - do judytyk 15.09.05, 10:38
          Jydyto,
          zwracam honor, przepraszam [wstyd]

          Przeczytałam jedynie Twoją drugą wypowiedź i zrozumiałam ją tak, jak
          odpowiedziałam. Myślałam, że w ten sposób uczysz dziecko, jak ma reagować na
          zaczepki.

          Mam nadzieję, że się nie gniewasz wink Zaszło nieporozumienie.

          j.
          • judytak Re: Jak pocieszac dzieci? - do judytyk 15.09.05, 13:20
            jeśli miałabym się gniewać, to dlatego, że napisałaś, że acorns (pewnie) ma
            rację, kiedy mówi, że uczenie kultury i empatii jest błędem wychowawczym ;o)

            błędem jest mylenie kultury i empatii z brakiem pewności siebie i
            asertywności :o)

            pozdrawiam
            Judyta
    • steffa Re: Jak pocieszac dzieci? 10.07.05, 00:28
      A czy dzieci pociesza się inaczej niż dorosłych? Tylko problemy są inne.
    • blamblam Re: Jak pocieszac dzieci? 15.09.05, 17:52
      no właśnie moja wypowiedź dotyczyła pierwszego postu judytyk.
    • carlafehr Re: Jak pocieszac dzieci? 15.09.05, 18:29
      Zgadzam się z Judytak, więc nie będe się powtarzać. Chciałabym tylko poradzić,
      żeby nigdy nie mówić dziecku nieprawdy typu "wcale nie jesteś gruby/chudy" itp,
      bo straci do Ciebie zaufanie, nie będzie wierzyło potem w to, co mówisz a poza
      tym poczuje się zlekceważone.
      Pzdr.
      Carlafehr
    • rycerzowa Re: Jak pocieszac dzieci? 16.09.05, 12:20
      Wszystkie rady wynikają z założenia,że to cudze dziecko świadomie chciało
      naszemu dokuczyć, zranić, dopiec do żywego. Nie zawsze jest to założenie słuszme.
      Owszem, małe dzieci bywają okrutne w swoich opiniach, ale to tylko dlatego, że
      są bezwzględnie szczere.

      Niestety, jeśli nasza pociecha słyszy, że jest gruba, to najprawdopodobniej
      wymaga odchudzenia. Mamy w dalszej rodzinie 10-letnią dziewczynkę z
      30-kilogramową nadwagą. Rodzice często dyskutują, jak "pocieszyć" córeczkę, gdyż
      dzieci mówią o niej "grubaśnica". Tata radzi, żeby tłuc, mama funduje kolejną
      porcję lodów lub piecze tort. I codziennie schaboszczak, wielki jak naleśnik, na
      otarcie łez.

      Jeśli kolega mówi,że nasze dziecko ma brzydkie kapcie, znaczy to po prostu,że mu
      się kapcie naszego dziecka nie podobają. Kolega ma prawo do własnej opinii, a
      nasze dziecko do swojej.Tak należy to mu wytłumaczyć.
      A może te kapcie są rzeczywiście paskudne?
      Koledzy reprezentują coś, co się nazywa opinią publiczną i czasem warto się w
      ten vox populi wsłuchać, chociaż nie zawsze wysłuchać.
      Dziecko słyszy, że "jedzie mu z dzioba"? Niech starannie myje zęby.

      Ale jesli naszemu dziecku podobają się własne kapcie, samochód, dziwne imię,
      tusza, niech to po prostu powie, tak zwyczajnie: "a mnie się podoba".
      Na trudniejsze przypadki działa zaklęcie "de gustibus est non disputandum",
      właśnie tak, po łacinie.
      Działa, słowo daję.
    • ardzuna Re: Jak pocieszac dzieci? 17.09.05, 15:20
      A ja popieram acornsa, choć w szczegółach może sugerowałabym nieco inne
      sformułowania. Popieram dlatego, ze przebywając w - niestety jeszcze w dalszym
      ciągu męskim - świecie, w tym przez jakiś czas w polityce, nauczylam się na
      własnej skórze jednego: że świadomość swojej moralnej wyższości nie wystarcza,
      żeby nie przegrywać w konkurencji. Mówię o takiej normalnej konkurencji, tzn.
      zwykłej dyspucie politycznej, zebraniach w pracy itp. Osoba zaatakowana
      nieslusznie nie moze patrzeć ze zdziwieniem, ze komuś przyszło do głowy ją
      zaatakować, bo to przecież nieuczciwe, albo siedzieć nieporuszona odczuwając z
      satysfakcją, że jest ponad to. Reguły dyskusji powodują, że taką osobę uważa
      się za jeśli nie obwinioną slusznie, to przynajmniej za zbyt słabą i dlatego
      gorszą od innych, taką, która sobie nie poradzi.

      Niestety kobiety bardzo czesto właśnie albo grzecznie milczą, albo zaczynają
      się tłumaczyć, co tylko pogarsza sprawę; panowie natomiast odgryzają się.
      Stosowawszy przez jakiś czas tę pierwszą taktykę (jako "grzeczna dziewczynka"),
      postanowiłam spróbować drugiej (oczywiście grzecznej dziewczynce nie było latwo
      wykrzesać z siebie natychmiastowych reakcji obronnych). I co się okazało? Jak
      za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znalazłam się w innym swiecie. Nagle
      okazało się, że nie jestem "kobietą", tylko równoprawnym "człowiekiem". Więc
      kochani - jeśli nie chcecie, zeby wasze córki zasilały szeregi kobiet, które
      mają rację, ale nie awansują, nie umieją się obronić i zawsze przegrywają,
      uczcie je samoobrony - nie chamskiej, ale jasnej, zdecydowanej i
      zwerbalizowanej. Nawet gdyby samoobrona odbywała się przez atak.
      • joannab-o Re: Jak pocieszac dzieci? 20.09.05, 08:53
        ardzuna napisała:

        > A ja popieram acornsa, choć w szczegółach może sugerowałabym nieco inne
        > sformułowania.
        ......
        > postanowiłam spróbować drugiej (oczywiście grzecznej dziewczynce nie było latwo
        >
        > wykrzesać z siebie natychmiastowych reakcji obronnych). I co się okazało? Jak
        > za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znalazłam się w innym swiecie. Nagle
        > okazało się, że nie jestem "kobietą", tylko równoprawnym "człowiekiem". Więc
        > kochani - jeśli nie chcecie, zeby wasze córki zasilały szeregi kobiet, które
        > mają rację, ale nie awansują, nie umieją się obronić i zawsze przegrywają,
        > uczcie je samoobrony - nie chamskiej, ale jasnej, zdecydowanej i
        > zwerbalizowanej. Nawet gdyby samoobrona odbywała się przez atak.

        Oboje z acornsem popełniacie ten sam błąd - wydaje sie Wam, że jak nie
        ukształtujecie zachowań dziecka to ono sobie w życiu nie poradzi.
        Czy nie poradziłaś sobie, chociaż Cię nie uczono samoobrony?
        Żeby reagować tak jak opisujesz (o ile się uzna to za stosowne) trzeba mieć
        odpowiedni zasób słów, umiejętność oceny sytuacji, a przede wszystkim, dystans
        wobec świata i siebie. I tego trzeba dziecko uczyć, a nie zdań na pamięć i na
        pamięć rozpiski, co robić w jakiej sytuacji.
        Troszkę bardziej uwierzcie w swoje dzieci!smile
        joanna
        • ardzuna Re: Jak pocieszac dzieci? 21.09.05, 20:49
          joannab-o napisała:

          > Oboje z acornsem popełniacie ten sam błąd - wydaje sie Wam, że jak nie
          > ukształtujecie zachowań dziecka to ono sobie w życiu nie poradzi.
          > Czy nie poradziłaś sobie, chociaż Cię nie uczono samoobrony?

          Owszem - poradziłam sobie z wielkim trudem, brakiem pewności siebie, lękiem i
          pretensją do mamy, że mnie uczyła braku reakcji. Nie zamierzam tego samego
          robić swojemu dziecku. Uczenie, że ma nie wpadać w gniew i zaatakowane nie
          bronić się, to ślepa uliczka i krzywda dla dziecka. Zwłaszcza dziewczynki są
          bardzo często niestety kastrowane przez rodziców z własnego słusznego gniewu
          (bo wtedy nie są "grzeczne").
          • joannab-o Re: Jak pocieszac dzieci? 22.09.05, 11:17
            ardzuna napisała:

            Uczenie, że ma nie wpadać w gniew i zaatakowane nie
            > bronić się, to ślepa uliczka i krzywda dla dziecka. Zwłaszcza dziewczynki są
            > bardzo często niestety kastrowane przez rodziców z własnego słusznego gniewu
            > (bo wtedy nie są "grzeczne").

            Nikt tu przeciez nie zgłasza takiego postulatu???
            Chcesz przełozyć wajhe o 180 stopni. Może jednak mniej byłoby lepiej?
            joanna
            • ardzuna Re: Jak pocieszac dzieci? 22.09.05, 14:40
              W takim razie, jeśli dziecko nie ma być kastrowane z gniewu, to dlaczego uczyć
              je braku reakcji? Czy mozesz mi to wytłumaczyć?
              • joannab-o Re: Jak pocieszac dzieci? 22.09.05, 16:54
                Ardzuna, o uczeniu braku reakcji też nikt nie mówił. Tylko czy powodem do gniewu
                ma byc to, ze ktoś mnie zwyczajnie nie lubi. Nawet jeżeli powie to głośno.
                Prawdziwych powodów do gniewu nie zabraknie, ale próg rozgniewaniasmile może byc na
                różnym poziomie.
                Tolerancja wobec innych i dystans wobec siebie sa lepsze niz uważanie na kazdym
                kroku, zeby nie przegapić zaczepkismile
                joanna
                • ardzuna Re: Jak pocieszac dzieci? 22.09.05, 22:15
                  Absolutnie nie chodzi o gniew z powodu tego, ża ktoś nie lubi dziecka, tylko z
                  powodu docinków. Nie widzę powodu, żeby uczyć dziecka braku reakcji na docinki.
                  • joannab-o Re: Jak pocieszac dzieci? 23.09.05, 08:47
                    ardzuna napisała:
                    żeby uczyć dziecka braku reakcji na docinki.

                    Ej no nie uczę "braku reakcji", żadnych zaleceń moje dzieci nie słyszały i nie
                    usłysza, przysiegam. Same sobie reaguja jak chcą. Ja ich tylko nie uczę
                    gniewnej reakcji na takie byle co, jak docinki, a moje doswiadczenie mówi, że to
                    właśnie ta reakcja jest NABYTA.

                    Ale pewnie sie nie dagadamy - uważam, ze lepiej jest jeżeli moje dziecko
                    pozostaje spokojne w obliczu docinków (a "napastnik" sie wpienia nie wywołujac
                    oczekiwanego odzewu). Ty uwazasz, ze lepiej jest odwrotnie, moge sie tylko dziwić...
                    joanna
                  • joannab-o Re: Jak pocieszac dzieci? 23.09.05, 09:18
                    ardzuna napisała:
                    żeby uczyć dziecka braku reakcji na docinki.

                    Ej no nie uczę "braku reakcji", żadnych zaleceń moje dzieci nie słyszały i nie
                    usłysza, przysiegam. Same sobie reaguja jak chcą. Ja ich tylko nie uczę
                    gniewnej reakcji na takie byle co, jak docinki, a moje doswiadczenie mówi, że to
                    właśnie ta reakcja jest NABYTA.

                    Ale pewnie sie nie dagadamy - uważam, ze lepiej jest jeżeli moje dziecko
                    pozostaje spokojne w obliczu docinków (a "napastnik" sie wpienia nie wywołujac
                    oczekiwanego odzewu). Ty uwazasz, ze lepiej jest odwrotnie, moge sie tylko dziwić...
                    joanna

                    ps
                    Twoi rodzice postepowali wobec Ciebie identycznie jak np. Judytak? Z pewnoscia
                    nie, wiec nie śpiesz sie tak z ocena skutków, tym bardziej, że Judytak zna już
                    skutki- takie same nie są.
                    • ardzuna Re: Jak pocieszac dzieci? 23.09.05, 21:33
                      Rzeczywiscie chyba się nie dogadamy, bo ja absolutnie nie mam planów uczenia
                      dziecka gniewu. Chodzi o uczenie reakcji, _spokojnej_ reakcji, ale jednak
                      reakcji.

                      Ps. na pewno moi rodzice nie postępowali wobec mnie identycznie, jak Judytak,
                      bo ani oni nie byli identyczni, jak Judytak, ani ja nie byłam identyczna, jak
                      dzieci Judytyk.
                      • ardzuna Re: Jak pocieszac dzieci? 23.09.05, 21:35
                        Nieporozumienie zaszło chyba dlatego, że pomyliłaś nietłumienie gniewu, o
                        którym wspominałam wcześniej, z uczeniem gniewnych reakcji.
    • rycerzowa Re: Jak pocieszac dzieci? 18.09.05, 10:27
      - Mamusiu, dzieci mówią,że mam długie ząbki
      - Wcale nie masz za długich ząbków, nie przejmuj się tym
      - Ale dzieci śmieją się ze mnie
      - Dzieci są głupie, twoje ząbki są śliczne, ale nie gadaj tyle, bo mi całkiem
      podłogę porysujesz.

      - Mamusiu, dzieci mówią, że mam za duzą głowę
      - Twoja główka nie jest za duża, nie przejmuj się
      - Ale dzieci się śmieją...
      - Dzieci są głupie i złośliwe. Zamiast sie zamartwiać, idź na zakupy. Trzy kilo
      ziemniaków, kapusta i dwa kilo jabłek.
      - A w czym to przynieść?
      - Jak zwykle, w bereciku.
    • mamapa a ja 22.09.05, 12:07
      pomagam moim dzieciom nazwać ich uczucia` powiedział , że jestes gruby? aha
      smutno ci się robi jak słyszysz takie słowa, prawda? i masz ochotę mu
      dokuczyć , by jego tez tak bolało?`
      samo nazwanie uczuć -targających nim- u dziecka powoduje osłabie nie ich mocy
      i intensywności przeżywania, pomaga dziecku samodzielnie znaleźć rozwiązanie i
      formę obrony , natomiast nieskuteczne jest zaprzeczanie `wcale nie jestes gruby!
      bo dziecko samo wie jakie jest i co o nim mówią, zwłaszcza jak podsłucha
      rodzica jak się skarży cioci oj ten mój synek taki grubiutki, ale jak pieknie je
      sami jako dorośli nie lubimy jak ktoś zaprzecza naszym uczuciom `źle się
      czujesz ?a co ty mówisz ja to dopiero mam powody do złego samopoczucia!!` a
      fundujemy to naszym dzieciom często `pokaż , eee tam taka mała ranka to nie
      boli, no bąź dzielna i nie płacz`
      gdy chodziłam na warsztaty dla rodziców, to przeżyłam szok że jest ok 150
      wyrażeń określających nasze samopoczucie , a my jako dorośli i tak operujemy
      zazwyczaj ok 20-oma , więc nic dziwnego , że spychane i zaprzeczane uczucia u
      dzieci odzywają się z podwójna siłą w niespodziewanych momentach...
      moim zdaniem należy pocieszyć dziecko przez nazwanie jego uczuć, bądź
      nakierowanie na ich samodzielne nazwanie, bo to odbiera połowę ich niszczącej
      mocy oraz wskazać dziecku, że są osoby myślące inaczej niż ono `nie podobają
      się twoje kapcie Wojtkowi? trudno , może lubi inny kolor , ale najważniejsze
      czy tobie się podobają, pamietasz sam je wybrałeś i spodobały ci się od razu w
      sklepie` dopiero wtedy dziecko utwierdza sie w swojej opinii i nabiera sił na
      odparcie ataku w przyszłości ` sam te kapcie wybrałem i już , a tobie nie muszą
      sie podobać!!!`
      takie samodzielne rozwiązanie konfliktu -po ówczesnej pomocy rodzica- buduje w
      dziecku wiarę w siebie i swoje możliwości, Kasia
      co na ten temat sądzicie?
      • ardzuna Re: a ja 22.09.05, 14:41
        mamapa napisała:

        > co na ten temat sądzicie?

        Lubię Gordona i wszelkie gordonopodobne metody. Pzdr.
      • joannab-o Re: a ja 22.09.05, 17:03
        mamapa napisała:

        > pomagam moim dzieciom nazwać ich uczucia` powiedział , że jestes gruby? aha
        > smutno ci się robi jak słyszysz takie słowa, prawda? i masz ochotę mu
        > dokuczyć , by jego tez tak bolało?`

        .................................

        wskazać dziecku, że są osoby myślące inaczej niż ono `nie podobają
        > się twoje kapcie Wojtkowi? trudno , może lubi inny kolor , ale najważniejsze
        > czy tobie się podobają,

        Ale co rózni te sytuacje, ze w pierwszym przypadku mamy nazywac uczucia dziecka,
        a w drugim rozmawiac o gustach?
        Ja bym powiedziała dziecku, ze to czy jest grube to tylko jego problem - bo mu
        sie ciężej ruszac i trudniej dobrac ubraniesmile a kolega niepotrzebnie o tym mówi
        skoro nic konstruktywnego nie wnosismile

        No i czy to "nazwanie" uczuc nie jest raczej ich SUGEROWANIEM? Naprawdę nie
        każdy robi sie w pierwszej sytuacji smutny i ma ochote walnaćsmile
        joanna
        • ardzuna Re: a ja 22.09.05, 22:16
          joannab-o napisała:

          > No i czy to "nazwanie" uczuc nie jest raczej ich SUGEROWANIEM? Naprawdę nie
          > każdy robi sie w pierwszej sytuacji smutny i ma ochote walnaćsmile

          Polecam lekturę "Wychowania bez porażek" Gordona, tam jest to szerzej
          wytłumaczone smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka