Mój syn od roku ma religię w przedszkolu.
W sumie to na początku bardzo się z tego cieszyłam, sama miałam dobre wspomnienia z religii: siostry opowiadały zawsze ciekawe historie o misjonarzach i Murzynkach

, było dużo kolorowania, święte obrazki, piosenki itp. Wszystko byłoby ok, ale w pewnym momencie syn zaczął mówić, że boi się diabła. Ja nigdy go diabłem nie straszyłam, NIGDY. Nigdy też nie podejmowałam takiego tematu.(szczerze mówiąc nie chodzimy z mężem i dziećmi do kościoła). Potem zaczęły się gadki typu: uderzyłem siostrę, bo mi diabeł szeptał. Ręce mi normalnie opadły...Mówię mu: człowieku, nikt Ci nie szeptał, masz wybór, uderzasz, albo nie uderzasz, robisz dobrze, albo źle. Jesteś jak operator koparki: ty decydujesz, ty sterujesz lewarkiem i wszystkimi guzikami

...
Teraz na wakacjach zapomniał, nie mówi w ten sposób. Pewnie do pierwszej lekcji z siostrą.
Rozmawiałam swego czasu z panią przedszkolanką. Twierdzi, że siostra jest łagodna, dobra dla dzieci i ma odpowiednie przeszkolenie. Ale i tak wybieram się do niej, porozmawiać. Nie chcę wykluczać syna z lekcji religii, byłoby mu ogromnie przykro. Ale nie chcę też, by budził się w nocy z płaczem, że śni mu się diabeł i by za złe zachowanie zwalał winę na diable podszepty

Z tego, co pamiętam, diabeł jest wpisany w naukę religii...
Nie wiem, co robić.
A jak wygląda to u Waszych pociech?
M. L.