Dodaj do ulubionych

Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-)

27.10.05, 15:09
No wlasnie : byliscie tz. trudnym dzieckiem ( obojetnie co by to mialo znaczyc
), rodzice sie z Wami "meczyli" nieziemsko, nauczyciele rwali wlosy z glowy
nie wiedzac, co poczac ??? A teraz sa z Was ludzie ??? smile
Podzielcie sie doswiadczeniem i madroscia zyciowa. Ku pokrzepieniu serc
strapionych i przemeczonych matek smile))
Obserwuj wątek
    • cynta Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 28.10.05, 08:49
      Zobacz, nie ma tu takich... hi hi
      O.k. to napisze o sobie: Bylam uparta i tzw trudna, szybko wyrobilam sobie
      opinie dziecka krmabnego i klopotliwego, a w dodatku nie jadlam. Podobno juz w
      wieku 5 miesiecy nie chcialam nic jesc i tylko podstepy utrzymywaly mnie przy
      zyciu. Dobrze chociaz ze bylam zabawna. Ja ze swojej strony "pamietam"
      nieustajacy atak doroslych na mnie, zmuszanie do czegos (do jedzenia, do
      spania) i to co musialo byc konswkwencjami mojego uporu ale w mojej glowie nie
      mialo zwiazku z niczym czyli krew lecaca z nosa, postrzepiona dyscyplina na
      koziej nozce, zamykanie w garazu, wyrzucanie na dwor... Nawet moja wlasna mama
      przyznala ze jak na to wszystko to niezle wyladowalam: jesc zaczelam jak mi
      wycieli migdaly i wreszcie moglam ten zer przelknac, w szkole nie mialam
      problemow, wyszlam za maz w wieku 20 lat na pierwszym roku studiow i nie bylam
      w ciazy!, ciagle mam tego samego meza (choc bez wertepow sie nie obylo),
      wyemigrowalismy bo taki mialam pomysl, skonczylam studia, nawet jakis tam tytul
      mam, znam dobrze 3 jezyki, mam (wreszcie) dobra prace, 4 corki z ktorych jestem
      bardzo dumna i chyba nie jestem zla mama... czyli wyszlam na ludzi?
      A ciagle sie lapie na zdziwieniu jakim mnie napelnia stwierdzenie mojej 3-latki
      ze chce isc spac... ja bym za zadne skarby swiata dobrowolnie nie poszla.....
      • opppi Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 29.10.05, 21:04
        naukowo nie dowiedzione: trudne dzieci maja latwe dzieci. Co wiecej krotko
        trzymani maja tendencje do rozpieszczania, natomiast Ci rozpieszczani nie
        wyobrazaja sobie dziecku popuscic.
        • teniusia1 Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 03.11.05, 21:35
          naukowo może nie ale coś w tym jest. Jestem jedynaczką, pozwalano mi na duzo.
          Byłam rozpieszczana. Teraz sama mam 2 dzieci i dyscyplina to u mnie podstawa.
          Pozwalam im na szalone zabawy, na to żeby od czasu do czasu nie zjeść obiadu,
          ale jak cos powiem to jest święte i nie znoszę sprzeciwu.
      • ebucha Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 03.11.05, 08:40
        boszzz ja chyba byłam najgorszym dzieckiem świata.Nie chciałam nigdzie zostać
        nic od nikogo zjeść,chciałam tylko czytać i czytać...jako nastolatka byłam
        najbardziej nieusłuchana opryskliwa i wredna.Zmieniłam nawet szkołe bez wiedzy
        rodziców..oberwało mi sie nie ma co.Ale coś wam powiem to było mdobre
        posunięcie (chyba jedyne w tym czasie) bo w tej chwili mam taki zawód że
        zarabiam dobre pieniądze, spełniam się zawodowo.
        wyszłam za mąż jak miałam 20 lat, wcale nie żałuję bo mój mąż jest cudowny,
        chociaż miał być przygoda tylko na wakacje.W tej chwili jako jedyna z 4 córek
        pomagam moim rodzicom choć sądzili że nic za mnie nie będzie.naprawdę nie warto
        się martwić tym że dziecko jest takie nie inne jak dobrze z nim postąpicie to
        nie będzie miało więkwszych problemów jako dorosły człowiek.
    • triss_merigold6 Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 28.10.05, 09:46
      Dzieckiem byłam grzecznym i spokojnym, wręcz nieśmiałym. Nastolatką trudną. Z
      jednej strony zero problemów z nauką a z drugiej własne życie (towarzyskie
      zwłaszcza). Wagarowałam dość często urywając się z ostatnich lekcji. Sorry ale
      gdyby mi rodzice w ramach sankcji w wieku lat 15-16 robili "szlaban" czy
      odbierali kieszonkowe to absolutnie nic by nie uzyskali.wink
    • lilla_veneda Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 28.10.05, 09:51
      To nie będzie o mnie ale o dziecku moich znajomych. Kiedy pojawił sie na
      świecie, jego rodzice byli juz dojrzałymi ludźmi. Synek mało nie wpędził ich do
      grobu. Moja mama wspomina, że nigdy nie widziała tak nieposłusznego dziecka
      (nie napiszę, że rozpuszczonego, bo rodzice na głowie stawali, żeby go
      poskromić, reagowali, pracowali nad nim, ale był to trud syzyfowy). Szalał w
      mieszkaniach odwiedzanych ludzi, skakał po meblach, okaz krnąbrności i uporu.
      Mały pod względem intelektualnym był wręcz genialny (czytanie, pisanie opanował
      w locie zanim nauczył się siadać na nocnik- to akurat zaczął późno)W szkole
      nudził sie śmiertelnie, dwa razy w roku przenosili go do wyższej klasy. Potem
      spowazniał, poświęcił się nauce. W wieku 24 lat miał doktorat i wybitne jak na
      ten wiek osiągnięcia naukowe. Ożenił sie, odnosi miedzynarodowe sukcesy w
      elitanej dziedzinie sportu, duzo podróżuje po świecie. Słowem: wzór
      Tak więc duży temperament malucha i jego "charakterek" mogą nu wyjść na dobre.
      Sama sie tym pocieszam, bo mój synuś to tez niezły "egzemplarz". Gdybym była
      brunetką, chyba bym przez niego osiwiała.Oby w przyszłości tez wyszedł na ludzi.
      • macarthur ja byłem idealnym dzieckiem 28.10.05, 18:16
        jakiego rodzice mogą sobie wymarzyć, ale jestem za trudnym dorosłym
        niewiele w życiu osiągnąłem nie liczę zmywarki na raty, nie mam żony ( 35 lat )
        mam kłopoty z pracą w grupie i nic mi się nie chce, pocieszam się tym że w
        rodzinie i tak jestem białą owcą
        • bimbom Re: ja byłem idealnym dzieckiem 29.10.05, 20:59
          To tak jak ja- o kurczewink
          • mr.mgr Re: ja byłem idealnym dzieckiem 02.11.05, 17:31
            i ja tak samo.... chociaż uważam , że każdy sam odpowiada za swoje życie i za
            to jak się ono potoczy, to jednak teraz trochę żałuję, że w pewnym wieku
            uwierzyłem że "dwója" w dzienniku jest najgorszą rzeczą jaka może się zdarzyć
            człowiekowi.
        • adrianld Re: ja byłem idealnym dzieckiem 03.11.05, 11:04
          hmmm brzmi jak tlumaczenie swojego niespelnienia. Wystarczy ruszyc tylek i
          wziasc sie za siebie.
    • wieczna-gosia Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 28.10.05, 10:03
      moj maz smile

      w przedszkolu pani sugerowala, zeby dostawal srodki na uspokojenie.
      w szkole jechal wylacznie na talencie matematycznym, ktory mial wrodzony. Raz
      siedzial w siodmej klasie. W liceum nadal sie nie uczyl. Zdal mature, do studiow
      nigdy nie dorosl i nie dorosnie chyba juz, ale bardzo profesjonalnie sie nami
      zajmuje, jest odpowiedzialny, jest naprawde swietnym ojcem. Sukcesow wielkich
      nie ma ot pokojnie zycie, zona dzieci, mozna na nim polegac.
      • triss_merigold6 Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 28.10.05, 10:14
        Ja pamiętam dziecko znajomych rodziców.... to był potworny bachor. Potworny.
        Rozwrzeszczany, kopiący, spazmujący na podłodze. Wyrósł na bardzo
        zrównoważonego młodzieńca, skończył świetne studia, ożenił się, jest dzieciatym
        poważnym analitykiem.
    • pacynka27 Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 28.10.05, 13:43
      Mój brat. Nie chciał sie uczyć. Na siłę przeciągali go z klasy do klasy. Matematyka była dla niego czarną magią. A teraz - pan inzynier po Politechnice.
      • verdana Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 28.10.05, 13:51
        Mój rówieśnik, dwa lata młodszy. Szatan. Nie odwiedzałysmy z mama jego domu, bo
        wytrzymać się nie dało.
        Obecnie tłumacz poezji łacinskiej.
        Mój syn - dwukrotnie przenoszony do innych szkół z powodu fatalnych stopni. Nie
        odrabiał lekcji, nie miał zeszytów, nie przyznawł sie do ocen.
        Obecnie student 4 roku + dodatkowe studium zaoczne. Nie moze odżałować, że sa
        swięta, bo zajecia mu przepadają.
        Mój ojciec. Oblał maturę. Obecnie prof. dr hab., prorektor.
        • misia72 niezwykle krzepiace !!! :-))))) 28.10.05, 13:52
          piszcie dalej smile
    • lolinka2 Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 28.10.05, 14:01
      byłam, oj, byłam.
      1. Wcześniak i do tego z hypotrofia płodową
      2. Po dwóch poważnych chorobach do 4 roku życia - obie z zagrożeniem zycia poważnym, jedna z dwutyg, śpiączką
      3. Po tym została nerwica, jak jasny gwint, do tej pory nieraz dziko reaguję...
      4. Totalnie zbuntowana nastolatka - dziwaczne ubrania, teksty (bluzgałam po prostu matce i ojcu), biłam matkę nieraz (rzut butem, spoliczkowanie albo kopniaki)
      5. W szkole akurat na mnie nie mieli o co narzekać - najlepsza uczennica smile) aczkolwiek ile przewagarowałam nie wie nikt poza rodzicielką której musiałam powiedzieć godzinę przed zniknięciem to wtedy pisała usprawiedliwienie. (miałam wyznaczony limit 10 lewych nieobecności w semestrze - od jednogodzinnych do całodziennych, jeśli przegięłam musiałam na własną rękę kołowac kwitek od lekarza)

      I co teraz...?
      1. Matka prawie dwojga dzieci
      2. Szczęśliwa żona jednego męża.
      3. Uczciwy właściciel szkoły językowej z wykształceniem wyższym
      4. Praworządny Świadek Jehowy (nie używający zdecydowanie takich słów jak za czasów młodości... i ubierający się w 100% normalnie i akceptowalnie)
      5. W miarę zdrowa - jak na przejścia z dzieciństwa
      • lolinka2 Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 28.10.05, 14:02
        Ach, no i jak każdy jedynak nie jadłam - żyję smile)
        • axela moj M jest chyba niezlym przykladem 28.10.05, 15:39
          przez cala podstawowke srednia 3.0, zawodowka ledwo, ledwo. Wieczne awantury z
          nauczycielami, bojki z kolegami.
          generalnie do 16 roku zycia szkolny margines.
          Potem ni z tego ni z owego zaczal technikum, tak sam z siebie, matura zdana z
          wyroznieniem, studia skonczone z wyroznieniem.
          Teraz pan magister, inzynier informatyk, dobry fachowiec, dobry maz.
          Przez cale zycie slyszal od nauczycieli ze jemu nauka przychodzi ciezko i
          dobrze jak bedzie mial 3, poprostu nikt nie umial go zainteresowac.
          Zreszta nauczyciele niestety potrafia przewaznie tylko cytowac podreczniki i
          nic wiecej wiec trudno sie dzieciom dziwic ze sie w szkolach nudza.
    • microtune Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 28.10.05, 18:11
      totalna olewaczka wszystkich i wszytskiego, potrafiaca wyjechac sobie na
      wakacje na 4 dni nie mowiac gdzie, chodzaca wlasnymi drogami i zyjaca we
      wlasnym swiecie, moi rodzice nie wiedzieli co sie ze mna dzieje i gdzie sie
      wlocze, dobrze ze maja jasne wlosy bo by osiwieli, w podstawowce mialam zeszyt
      w ktorym nauczyciele na kazdej lekcji potwierdzali ze bylam na zajeciach,
      jak mozna bylo narozrabiac to bylam pierwsza, do wszelkich imprez i wyglupow
      tez, studia tez jakos przeszly, jedyne co to nie mialam problemow z nauka, a
      moj brat jest... moim totalnym przeciwienstwem wink

      obecnie - grzeczna doktorantka i analityk w firmie konsultingowej... z nieco
      nieuporzadkowanym zyciem - wariactwo i zamilowanie do sportow ekstremalnych
      zostalo bo bez tego zycie traci smak ale juz pod kontrola, poza tym nie chce
      dzieciom opowiadac "a mama to w waszym wieku siedziala wieczorami w domu i sie
      uczyla"

      zawsze uwazalam tez ze predzej poradza sobie w zyciu tzw. trudne dzieci ktore
      sa aktywne niz te "latwiejsze" ktore sa ciche i niesmiale
      • malamala6 Super topik!! 28.10.05, 18:58
        jw.
        • ola_zosia A ja byłam i jestem trudna 28.10.05, 19:21
          W każdym razie tak uważa moja matka wink
          Wierzcie mi, przesadza!
          Nie szlajałam się, nie puszczałam się na lewo i prawo, nie ćpałam, nie piłam.
          Czytałam mnóstwo książek.
          Nie nadużywałam gier komputerowych.
          Nie plotkowałam z koleżankami.
          Uczyłam się najpierw bardzo dobrze, potem nieźle.
          Znam dwa języki obce - angielski i francuski.
          Maturę zdałam, na studia się dostałam.
          Magisterkę zrobiłam z wynikiem bdb.
          Zaczęłam właśnie studia podyplomowe.
          Zdałam egzamin CPE (Certificate of Proficiency in English).
          Pracuję.
          Płacę rachunki.
          Należę do biblioteki, kupuję książki.

          ALE: mieszkam z moim narzeczonym, którego moja matka zupełnie nie docenia!
          Ponadto mam własne zdanie. Nie zgadzam się ze zdaniem mamusi w każdej sprawie.
          Nie wyszłam za mąż za profesora uniwersytetu. Nie zrobiłam doktoratu. Nie
          skończyłam studiów lingwistycznych, tylko psychologiczne.

          I dlatego jestem okropną, krnąbrną córką.

          Pffff....
    • artur.banaszkiewicz Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 28.10.05, 19:27
      moim skromnym zdaniem, tzw trudne dzieci, zawsze wychodza na ludzi, ja bylem
      tzw trudnym dzieckiem, juz w podstawowce sprawialem klopoty wychowawcze,
      musialem nawet korzystac z pomocy szkolnego psychologa, potem szkola srednia,
      wlasciwie jej nie ukonczenie, po pierwszym polroczu mialem na 9 przedmiotow 7
      ocen niedostatecznych, przenosiny do zawodowki i wstyt przed samym soba, ze
      jestem za glupi aby cos w zyciu osiagnac.dlatego tez kiedy musialem wstawac o 5
      rano aby zdazyc na szkolne praktyki a rece mialem uwalone po lokcie w smarach a
      czarne paznokcie pokazywaly mi kim jestem i niestety kim juz zostane,
      pozstanowienie, tak dalej byc nie moze.potem bylo juz tylko lepiej, skonczona
      szkola srednia, potem studium policealne, studia, praca w banku, stanowiska
      kierownicze w tej chwili jestem kierownikiem dzialu jednego z hipermarketow w
      anglii, znam dobrze angielski i rosyjski tak wiec chyba nawet krnabrne dziecko
      moze wyjsc na ludzi, ale musi tego samo chciec.
    • moniqx Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 28.10.05, 19:27
      Kiedyś - podstawówka ledwo-ledwo, w liceum wieczne wagary, więcej godzin
      nieusprawiedliwionych niż usprawiedliwionych (nauczyciele mieli zamiar nie
      klasyfikować mnie do kolejnej klasy.... co roku!!!), mimo iż się uczyłam z
      polskiego zawsze miałam "mierny", każde wakacje pod namiotem rodzice nigdy nie
      byli poinformowani kiedy i gdzie się wybieram - poprostu pakowałam się i nic
      mnie wiecej nie obchodziło, nie dawałam znaku życia przez prawie 2 miesiące)

      Teraz - słuchaczka III roku studium doktoranckiego, prowadząca zajęcia ze
      studentami (w pewnym sensie autorytet), szczęśliwa mężatka

      Pare miesięcy temu spotkałam swoją polonistkę i myślałam, że jej oczy wyjdą z
      orbit ze zdziwienia!!!!!
    • indi980 Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 28.10.05, 19:44
      ja bylam trudnym dzieckiem - uparta, nie chcialam jesc, krnabrna, mrukliwa,
      zawsze na nie i do tego klocilam sie z siostra. w szkole zawsze siedzialam
      tylem do tablicy, robilam na zlosc nauczycielkom, brzydko pisalam i gadalam na
      lekcjach. ale oceny zawsze mialam bardzo dobre. w liceum wagary, ucieczki z
      domu, imprezy i wszystko to, co bylo zabronione. zawsze na nie smile moja mama
      zwyla powtarzac, ze zawsze musiala swiecic za mnie oczami ze wstydu smile ale
      zdalam najlepiej mature z calej szkoly, skonczylam dwa fakultety, znam 4
      jezyki, od 10 lat z tym samym facetem (teraz jest moim mezem), mam przyjaciol,
      prace i poczucie, ze ide swoja wlasna droga i nic nikomu nie zawdzieczam. a moi
      rodzice sa ze mnie bardzo dumni smile chyba warto byc troche trudnym dzieckiem.
    • librero Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 28.10.05, 20:27
      owszem, ja byłam. zaczelo sie w wieku lat nastu, kiedy poszlam do liceum -
      czesniej zajmowalam sie glownie czytaniem ksiazek. Wagary, narkotyki dosc
      ostro, imprezy non stop i nieciekawe towarzystwo. Teraz mam dobrą pracę, znam
      dwa języki, skonczylam dwa kierunki studiow na uniwerku i ogolnie znajomi z lat
      dawnych nie poznaja mnie. Wszyscy mysleli, ze kiepsko skoncze wink Tak sobie
      msyle, ze z ta mityczną zmianą charakteru co 7 lat cos musi byc na rzeczy, bo
      ja zmienilam sie diametralnie.
      • alutka100 Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 28.10.05, 20:55
        Cudny watek, chociaż pojęcie "trudnosci" jest względne.
        Moze tak już jest, że kazdy ma swoja gwiazdę i geny i jeśli .. rodzice mu za
        bardzo nie przeszkodzą to i tak wyjdzie na ludzi. Więc pewnie nie warto się tak
        przejmować.
        Szkoda natomiast, że w tym wątku nie zabiorą głosu osoby, które wylądowały na dnie.
        Ja natomiast nie znam ani jednej osoby, która zapowiadała się kiepsko (np
        oceny), a wybiła się w poźniejszym okresie.
        • anetka1606 Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 07.11.05, 14:04
          ja i mój brat...
          on spokojny, nie wadził nikomu,ulubieniec mamusi,cichy przepychany z klasy do
          klasy,w zawodówce pobył pół roku!!!Oszukiwał starych przez następne pół roku,
          że jeszcze do szkoły chodzi, świadectwa nie dostał,uciekał z domu.Nie uczył
          sie , nie chciał pracować....ale w końcu jakoś zmądrzał.Znalazł pracę, szybko
          się ożenił, ma dwoje dzieci.Ma 35 lat i jest cieciem na parkingu.Oczywiście
          głosował na Kaczyńskiego.
          Ja od początku krnąbrna, mająca własne(inne )zdanie, zakała rodu, nie chciałam
          gotowac i piec ciasta jako 16 -latka!!jedyną moją zaletą było to, że się
          dobrze uczyłam(słowa mamusi!!)Mam 30 lat i dobrze mi się wiedzie, szkoły
          skończyłam, umiem piec ciasta i gotować!!rzadko spotykam się z rodziną, bo
          jakoś ich nie lubię i zawsze próbuja zdyskredytować moje sukcesy(moje sukcesy
          są ich sukcesami, ale moje porażki są tylko moje)Mam 6 letniego trudnego syna i
          wielki strach, aby nie zapatrzył sie w wujka!!!
      • dandeliona Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 30.10.05, 15:12
        Uhh... jakbym widziała siebie. Przed liceum zajmowałam się głównie czytaniem
        książek, miałam bardzo nielicznych znajomych, czułam się jak odmieniec. Oceny
        miałam dobre. Jak wielu jedynaków przez długi czas nie chciałam jeść. Wiąże to
        też z brakiem ojca. Teraz jestem w liceum - dalej uważam się za odmieńca, uczę
        się trochę gorzej, ale dalej nieźle, mam za sobą doświadczenia z mocnymi
        narkotykami, alkoholem, imprezy itp itd... słucham innej muzycy niż znajomi i
        większość populacji, czuję się niezrozumiana i inna. Nie zgadzam się ze zdaniem
        matki.. Zastanawiam się , co ze mnie wyrośnie, ale wasze wypowiedzi dają mi
        sporą nadzieję. Poznałam swoją 12 - letną przyrodnią siostrę co daje mi duża
        motywację do zyciasmile
    • mieszkogw Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 28.10.05, 20:53
      Napisze tylko tyle, bo wlasnie przerabiamy kolejna chorobe Gabrysi (3 lata):

      Dziecko grzeczne to zazwyczaj pojęcie wewnętrznie sprzeczne.
      Dziecko grzeczne to dziecko chore.
      Kocham moją córkę za to, że się buntuje i mnie nie słucha (co nie znaczy, że
      nad nią nie panuję, wtedy kiedy trzeba). jeżeli robi się grzeczna, to moją
      pierwszą reakcją jest niepokój o jej zdrowie...
      • alutka100 Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 28.10.05, 20:57
        mieszkogw napisał:

        > Kocham moją córkę za to, że się buntuje i mnie nie słucha (co nie znaczy, że
        > nad nią nie panuję, wtedy kiedy trzeba). jeżeli robi się grzeczna, to moją
        > pierwszą reakcją jest niepokój o jej zdrowie...

        Oj, to nie do końca tak. Jeśli ktoś się robi grzeczny z uległości, na przekór
        sobie to rzeczywiście źle wróży, ale sa tez osoby ułozone z natury i takie
        pozostają do końca, bynajmniej nie dlatego, ze są chore.
        • mieszkogw Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 28.10.05, 21:20
          Osoby tak, ale nie dzieci
    • jeune-et-belle Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 28.10.05, 21:17
      Troche sie pocieszylam, bo moj syn wlasnie taki jest: zerwal ze szkola, jedyne
      swiadectwo jakie ma to 8 klasa, potem juz w liceach tylko mial warunki. Teraz od
      paru lat nie robi nic, jesli nie liczyc zaliczonego wojska i stalego ogladania TV.
      Ale: zna niezle angielski, jest poprawny w stosunkach rodzinnych, nie pije i nie
      cpa, ma kolegow (ale nie "szlaja sie" z nimi!), w domu trzyma porzadek w swoich
      rzeczach ... No wlasciwie nie ma do czego sie przyczepic... Tylko ze nie
      pracuje, nie uczy sie, nie ma zadnej nakreslonej perspektywy w wieku 24 lat! Ale
      moze jeszcze ma czas?!...
    • cztery.strusie Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 28.10.05, 22:17
      Trudne pewnie wyrośnie, chyba że ktoś się na nie zaweźmie i zdoła złamać. To
      raczej łatwe dzieci nie wyrastają na ludzi. Grzeczne, ciche, uległe, posłuszne.
      Byłam tzw. idealnym dzieckiem. I co ze mnie wyrosło? Nieszczęśliwe, tchórzliwe,
      gardzące sobą ZERO. Nienawidzę siebie za to, kim jestem teraz, i nienawidzę tego
      dziecka, którym byłam, za to, że się tak dało stłamsić.
      • zushka Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 28.10.05, 22:38
        uf..mam nadzieję,że mój syn tego nie przeczyta.
        Do tej pory nie wiem jak skończyłam szkołe podstawową, chyba dzięki koleżance
        Agnieszce.Dostawała słodycze, ja rozwiązane sprawdziany. Lenistwo trwało do
        szkoły średniej, tam zostałam sama i okazało się ,że takim nieukiem nie jestem.
        Dziś mam za sobą studia na politechnice. Do tego uparciuch, kłamczuch,
        kombinator itd. Mój brat ...zawody ze schodzenia po rynnie z dachu, picie w
        piwnicach, wagary-dziś prawnik smile
    • framberg Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 28.10.05, 23:17
      W podstawówce za pornografię mnie przerzucili do innej klasy (w siódmej). W
      liceum nauczycielki na radach pedagogicznych odbywały jakieś dziwne sądy bo
      leczyłem kompleks małego wzrostu rwąc dziewuchy na pęczki. Na studiach, na
      pierwszym roku poszedłem na urlop zdrowotny bo by mnie wywalili (nie wstawałem
      przed dziesiątą). W czasie urlopu zrobiłem dziecko, ożeniłem się. Potem się
      ustatkowałem, zrobiłem drugie dziecko, skończyłem studia podjąłem pracę i po
      trzynastu latach się rozwiodłem. Teraz jestem szczęśliwym małżonkiem (znowu),
      mamy małego dzidziusia. Co jeszcze, kupiłem dom, zbudowałem drugi (mamy teraz
      dwa), nasadziłem drzew, dokupiłem drugi samochód. Pokończyłem różne studia,
      również doktoranckie (doktoratu nie chce mi się robić). - Nie wiem, wyszedłem
      na ludzi?
      • 156cm Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 28.10.05, 23:32
        Tylko wtedy, jesli placisz alimenty i jestes ojcem trojki swoich dzieci, nie
        tylko dzidziusia.
        • doomi Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 28.10.05, 23:46
          Dobry wątek. Tylko jak to często bywa trochę przekoloryzowany. Pewnie że można
          wyjść na ludzi, ale jak ktoś słusznie zauważył nie wszyscy tak kończą cudnie
          jak tutaj opisujecie. A już pisanie że jak ktoś jest miły, grzeczny, ułożony,
          na wagary nie chodzi itd. to na pewno na ludzi nie wyjdzie to już gruba
          nadinterpretacja. Znam "trudnych" świetnie sobie radzących i takich którzy
          niestety skończyli na dnie. Takie życie. Generalizowanie jest bez sensu. Miłej
          zabawy smile))))
          • grzybek65 NIe ma trudnych dziecki 29.10.05, 00:43
            Klsyfikowałam się pod każdym względem do tzw. trudnych dzieci. Miałam dzikie
            pomysły, nie jadłam, nie chciałam sprzatać, byłam leniwa - tylko czytałam
            książki, generalnie chadzałam swoimi drogami, których nie znał nikt z
            dorosłych, uciekłam z domu (i to nie raz - ale niedaleko), w szkole gadałam,
            potrafiłam przylać, z zasady się nie uczyłam (chociaż miałam b. dobre stopnie)
            i byłam nieładna (tzn, wysoka chuda i z wiecznie rozczochranymi włosami,
            opadającymi podkolanówkami - jeszcze się je wtedy nosiło). Nie lubiana przez
            rówieśników.
            W liceum ta sama lista przewinień plus chłopak troche dla mnie nieodpowiedni.
            Jednym słowem zgroza i przedmiot trosk całej rodziny.
            Wyszłam za mąż na III roku i wszystkie ciotki krakały, że: w ciąży (nie byłam),
            że rzuci studia (skończyłam), a mojego narzeczonego nawet rodzony brat przede
            mna ostrzegał (że go rzucę i że miałm chłopaków na pęczki, co nie dokońca było
            prawdą, bo chłopaków wprawdzie miałam, ale zawsze pozostawali tylko dobrymi
            kolegami).
            Moja młodsza siostra za to była wzorem cnót wszelakich: grzeczna, miła, ładna,
            układna, lubiła sprzatać i zawsze mówiła, gdzie wychodzi i kiedy wróci.
            Skończyłam studia, wyszłam za mąż, bardzo kocham mojego męża, chociaż jesteśmy
            ponad 20 lat razem. Sukcesy zawodowe i rodzinne (dwóch wspaniałych - chociaż
            czasmi niegrzecznych synów). Przedmiot dumy całej bliższej i dalszej rodziny.
            Nawet mój mąż mawia, że najepsze w życiu, co zrobił, to to, że się mnie nie
            przeraził i mnie zdobył. Mam bardzo wielu dobrych sprawdzonych przyjaciół i
            nigdy w pracy nie miałam żadnych problemów z podwładnymi (z szefami owszem, bo
            brak pokory do nich mi pozostał).
            Teraz wyjaśnię, po co ten przydługi wstęp.
            Pamiętam, żę ZAWSZEE, ALE TO ZAWSZE!!! miałam dobre intencje, ale nic mi nie
            wychodziło. Dlaczego? Bo miałam głupich nauczycieli, którzy nie potrafili sobie
            poradzić z bardzo inteligentnym dzieckiem, nudzącym się w szkole okrutnie i
            zawsze interpretowali to tak, jak im pasowało, chociaz oczywiste fakty często
            były inne. Moi rodzice nie chcieli przyjąć do wiadomości, że nie jestem
            aniołkiem z loczkami, a tata potrafił mi zdrowo przylać. Co oczywiście rodziło
            bunt. Nie miałam żadnych wspólnych zainteresowań z rówieśnikami, bo gdy one
            chodziły z chopakami - ja chciałam na biegun północny.
            Jednym słowem - dziwadło.
            Moi synowie aniołkami z loczkami nie byli (tzn loczki miał młodszy, ale poza
            tym wszystko z diabełka). Dawał popalic zdrowo, ale gdy byłam z nim u
            psychologa - nie z powodu zachowania - po rozmowie z psychologiem okazało sie,
            że wszystko, co man prezentował, wynikało z bardzo wysokiej inteligencji i
            faktycznie potwierdza się to na każdym kroku (teraz na 13 lat i u takiego
            dziecka to juz dobrze widać). Nadal czasem jest trudny.
            Bardzo często dzieci inteligentne nosi i sprawiają sobie tym problemy,
            popełniają błędy i szaleństwa, ale najczęściej w pewnym momencie ich aktywność
            jest skierowana na zupełnie inne rzeczy.
            Zwykle winę za to ponosza rodzice lub szkoła.
            Dla wyjasnienia: moja siostra zupełnie sobie nie radzi, ma problemy z pracą, z
            kolejnymi facetami i ze sobą. bardzo chce jej pomó, ale to trudny przypadek, bo
            nigdy nie wyszła poza rolę grzecznej dziewczynki.
        • framberg Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 29.10.05, 00:41
          Starsze dzieci skończyły studia, pożeniły się, wyjechały w świat. Jestem więc
          już dziadkiem. Całe szczęście, że wyglądam na 10 - 15 lat mniej niż mam wink))
      • rozowykot Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 28.10.05, 23:48
        Nie ma trudnych dzieci ,są tylko głupi rodzice, nauczyciele ,
        wychowawcy.Najmądrzejszy pedagog Janusz Korczak mówił dziecko to taki sam
        człowiek jak ty ,tylko bardziej szczery ,otwarty , bezpośredni. Oszukiwać,
        kłamać i wszelkiego innego zła np nietolerancji i okrucieństwa uczy się od
        opiekunów.Jeśli mówisz ,że masz trudne dziecko, zastanów się , jak trudnym
        dorosłym sam jesteś.Pracowałam przez wiele lat z tzw. trudną młodzieżą , i
        twierdzę, że wielu tym dzieciakom lepiej byłoby w życiu , gdyby były
        sierotami.Najradośniejsze stwierdzenie "tatusia" jakie usłyszałam brzmiało, bo
        ja jestem zajęty i nie mam czsu na jego sprawy. Zachowałam się wtedy wrednie i
        powiedziałam tatusiowi, że jak miał czas zrobić to powinien mieć czas kochać,
        ale jak nie chce znależć czasu to niech się zrzeknie praw rodzicielskich, a ja
        znajdę czas by kochać jego dziecko. I POMOGŁO! Ale dziś na jeżdżenie na rowerze
        trzeba mieć kurs, tylko na dziecko wystarczy mieć genitalia nie trzeba ani
        serca, ani rozumu, ani zasad.Jeszcze 5 minut i LPR oprócz rodzenia dzieci z
        gwałtu każe gwłcicielom przyznawać prawa rodzicielskie, a potem będziemy
        biadać nad moralnośćią młodzieży, no ale jeśli do sejmu wchodzą takie ofiary
        umysłowe i etyczne to ja się nie dziwię, że potem mowimy otrudnych dzieciach.
    • breweria Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 29.10.05, 00:11
      bylam trudna nastolatka z dobrej rodziny i doskonalej szkoly. wagaraowalam,
      mialam podle stopnie itd,wyszłam na tym wszystkim bardzo dobrze mimo ze
      przylgnela do mnie etykietka czarnej rodzinnej owieczki, z trudnym charaterem i
      dziwnymi pomyslami.trudne dziecko to przede wszystkim dziecko
      niezrozumiane.często zagubione, czesto się boi, cżesto nie wie co dalej.a wiec
      drodzy rodzice popatrzcie na swoje "trudne i krnabrne"(och ile razy ja to
      slyszalam....)z nieco innej prespektywy, z nieco mniejszymi nerwami i
      oczekiwaniami nieco mniej z gory.moze jak marcin czy zosia nie pojda przez
      tydzien do szkoly to bedzie bardziej pedagogiczne niz to, ze kazecie mu tam
      isc.nie twierdze,że tak jest zawsze i jest to recepta na wszystko.jednakże moze
      akurat w waszym przypadku.......?
      • aniutek Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 29.10.05, 00:40
        bylam rewolucyjnym nastolatkiem, wyrzuconym z 2 szkol - liceow, mature tez pisalam pozniej, zawsze
        mialam swoje zdanie, ktorego nie balam sie wyrazac, niezastanawialam sie jakie przyniesie to
        konsekwencje czarne bylo czarne biale biale.ubrana na czarno, w czerwonych skarpetkach i czarnym
        berecie, z ksiazka w reku i jezem na glowie wierzylam, ze postawie na swoim. heheheheh i postawilam.
        skonczylam studia z wyroznieniem ( nie w PL smile pracowalam z duzym sukcesem dla big 10, materialnie
        nie nazekam, intelektualnie tez nie jest najgorzej, wlasnie wybieram sie na kolejne studia- bedzie to
        moj 3 zawod.
        Rodzice nie zalamywali rak ale mocno sie martwili ,ze z moim nie pokornym charakterem bede miala
        same problemy w zyciu ( pozne lata 80) zawsze byli dla mnie podpora, duoz rozmawiali, tlumaczyli
        szukali wyjsc z trudnych sytuacji.
        wyszlam na ludzi smile i to wlasnie dzieki tym rogom z mlodosci !!!!
        • aniutek Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 29.10.05, 00:53
          aaa dodam jeszcze, ze wyprowadzilam sie od rodzicow w wieku 17 lat, dzis mam 37 i ciagle jestem z tym
          samym facetem, ojcem 2 naszych dzieci.
          kawal cholery byl ze mnie.
    • 1robek Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 29.10.05, 00:34
      Mam 39 lat, i dwoje dzieci 10 i 14 lat, ale bylem smierdzacym leniem w wieku lat
      -astu. Nawet w podstowce mialem ciagle nagany (za nic oczywiscie!). potem
      technikum (przewodniczacy klasowego i szkolnego zarz.wink, unieerek, milosc,
      wyjazd, od nowa nauka i praca. wychowanie? o dupe roztrzaskac! i co?
      co sie ma to sie daje, albo daje sie to co sie ma, lub sie robi ...
      a ze sie nie kuma dzis ps2 lub xyz158?
      pamietam jak pierwszy raz dzwonilem z telefonu z "naciskami" - horror,
      lecz jak moj syn (7lat) znalazl sie przed telefonem z tarcza do wykrecania to
      komletnie zglopial.
      wachowanie, kultura, okolicznosci, psychologia, socjologia, pierdu-pierdu,
      moj ojciec nie mial pradu na wsi, wiec odrabial lekcje przy swieczce
      ja widzialem swiatt przez telewizor cz-bialy
      moje dzieci urodzily sie z telef. kom., kompt, tv plasma.
      jak mam wychowac gostka ktory na ps2 "deska" jest leprzy wirtualnie odemnie,
      choc w rzeczywistosci tak nie jest, ale tak bedzie.
      pzdr dyskusje wychowawczo-teoretyczna.
      trza nie miec gremlinsow zeby sie zastanawiac jak to sie robi

    • jo_123 Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 29.10.05, 01:29
      moja siostra jest najlepszym przykładem, że "trudne" (czytaj krąbrne,
      mające "swoje" zdanie)dziecko może wiele osiągnąć. Zmieniała dwa razy szkołę
      średnią. Jej nauczyciel matematyki doprowadził do tego, że moja siostra zdała
      maturę w CKU. Matematyk przekwalifikował się na informatyka, siostra po
      studiach awansowała na panią dyrektor i... spotkali się w relacjach
      pracodawczyni/pracownik.
      Samo życie.
    • cynta Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 29.10.05, 03:25
      Wychodzi nam ze im gorzej tym lepiej, dziwne nie? Czyli co nas, lub tych o
      ktorych piszemy nie ubilo to nam dalo sil (taki sobie ze mnie tlumacz :o) A
      moze podyskutujemy nad tym co spowodowalo ze jedni trudni wyszli na ludzi a
      inni nie? Co bylo tym elementem decydujacym, rodzina, genetyka? a moze oni
      poprostu nie byli trudni tylko nie zrozumieni?
    • 11anna11 Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 29.10.05, 08:50
      Nie jest tak, że trudne dzieci wychodza na ludzi częściej niż grzeczne dzieci.
      Po prostu po grzecznych dzieciach można sie spodziewać, że wyjdą na ludzi
      natomiast jak taki niegrzeczny wyjdzie na ludzi, to wszyscy na to zwrócą
      uwagę... taki nicpoń i jakoś wyszedł na ludzi. Jest to marna pociecha dla
      rodziców. Każdy wolałby mieć dobre dziecko, które wyszło na ludzi niż stresować
      się, znosić fochy, humory a czasem zwykłe chamstwo swojego dziecka i po latach
      miec satysfakcję,że no... jakoś się udało. Tych wszystkich lat strachu, obawy,
      nerwów nic nie zwróci i chyba tak naprawdę nie zrekompensuje.
    • frankhestain Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 29.10.05, 09:21
      nie ma trudnych dzieci, są rodzice którzy nie potrafią lub nie chcą dać miłości
      wsparcia czasu, po dziecku widać że w domu coś jest nie tak
      • alutka100 są trudne dzieci 29.10.05, 10:19
        frankhestain napisał:

        > nie ma trudnych dzieci,k

        Nieprawda. I jest to nie tylko moja opinia, ale rownież wielu psychologow.
        Niektóre dzieci są trudne, bez wzgledu na to, jak je wychowujemy.

        >są rodzice którzy nie potrafią lub nie chcą dać miłości
        >
        > wsparcia czasu, po dziecku widać że w domu coś jest nie ta

        Nie ma natomiast dzieci z góry przegranych, kazdy ma szansę wyjść na ludzi,
        wychowanie natomiast takich jednostek wymaga wiele wysiłku, wiedzy i jest o
        wiele trudniejsze niż tzw normalnego dziecka. I rzeczywiscie nie każdy rodzic
        (wychowawcza, psycholog) potrafi temu wyzwaniu sprostać.
      • 11anna11 Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 29.10.05, 10:22
        Niewiele wiesz i lecisz schematami, czyli głupoty pieprz...sz!
    • rycerzowa A dlaczego tak sie stało? 29.10.05, 11:18
      Przeczytałam wszystkie posty i zastanowiłam się, co łączy te historie.

      Otóż wszystkie te dzieci były bardzo inteligentne. Mimo to, a może z tego
      powodu, miały kłopoty w szkole i w domu, ale gdy postanowiły coś osiągnać,
      były w stanie odrobić zaległości i wyjśc na prostą.
      Zdolności intelektualne okazały się bezcennym kapitałem.
      A ponieważ ludzi zdolnych jest wśród nas niewielu, zatem i takie spektakularne
      "nawrócenia" zdarzają się raczej rzadko.

      Ciekawa historię opowiedziała mi onegdaj moja koleżanka ze studiów. Była
      bachorem nieznośnym, nadpobudliwym, agresywnym. Demolowała mieszkanie, gryzła i
      kopała ludzi z otoczenia. W szkole kłóciła się z nauczycielami, kradła dzieciom
      drugie sniadania (bez sensu), nie chciała odrabiać lekcji, ledwo przechodziła z
      klasy do klasy. Matka płakała, ojciec rwał włosy z głowy. Sasiedzi robili
      awantury rodzicom.
      Gdy miała 12-13 lat, dowiedziała się, że jest adoptowana.
      Samodzielnie wyjaśniła sprawę, nie informując otoczenia, że wie.
      I - wbrew wszelkim teoriom - zmieniła się na lepsze, nagle, trwale. Stopniowo
      poprawiła stopnie, aż się wybiła na prymuskę. Wobec rodziców - sama
      serdeczność. Na studia wybrała się do stolicy. Była jedną z najlepszych
      studentek na roku. Każde kilka wolnych dni wykorzystywała, by się tłuc przez
      pół Polski i odwiedzić rodziców. Miała mozliwość pozostania w Warszawie,
      szansę pracy naukowej, ale oczywiste było, że wróci do swego miasteczka, do
      rodziców.

      Po kilkunastu latach, gdy przypadkiem przejeżdżałam przez tę mieścinę,
      postanowiłam znaleźć jakiś ślad tej koleżanki. Oczywiscie, "wszyscy" ją znali.
      Nowy, piękny dom, dobrze prosperująca firma, dobry mąż, udane dzieci.

      Ale czemu nagle coś się w człowieku odmienia, że chce zmienić swój los?
      • cynta Re: A dlaczego tak sie stało? 29.10.05, 14:35
        Hym.. to ciekawe. Zwroccie uwage ze te "nawrocenia" odbywaja sie z reguly kiedy
        ci "trudni" staja sie dorosli lub prawie dorosli czyli wtedy kiedy czlowiek
        zaczyna sam dla siebie budowac swoje zycie i juz nie zalezy od nikogo i juz
        nikomu nie musi sie przeciwstawiac. Zaczynamy pojmowac swiat i, zgadzam sie z
        Rycerzowa, jezeli mamy dosci inteligencji mozemy wyjsc "na swoje", na prosta
        nawet czasem ze znacznym katem odchylenia od zera. Ja osobiscie pamietam ten
        moment i moze popytajcie tych trudnych moze i oni pamietaja. Mialam tylko 12
        lat wiec jeszcze przez pare musialam walczyc z brakiem akceptacji faktu ze ja
        juz robie (lub usiluje robic) wszystko na wlasny rachunek, nic od nikogo nie
        chce nawet tego zeby mnie kochali.
        • magdmaz Re: A dlaczego tak sie stało? 29.10.05, 21:10
          A mnie się nasuwa jeszcze jedno - oprócz inteligencji energia, witalna siła,
          która sprawia, ze w dzieciństwie naprawdę trudno z takim wytrzymać, ale potem
          potrafi zadziałać, weźmie życie we własne ręce, nie uczepi się mamusinej
          spódnicy, chłopa, żony...
          Mam inteligentną, energiczną, głośną, nieopanowaną córkę i zdolnego, ale
          grzeczniejszego synka... A co zrobić, zeby był trochę niegrzeczniejszy?
          • jp331 Re: A dlaczego tak sie stało? 29.10.05, 22:29
            Jestem matką dwóch już prawie dorosłych synów,20 i 24 lata.Ten 24 letni to z
            dzieciństwa i młodzieńczych lat przeurocze dziecko z ktorym nigdy nie było
            żadnych kłopotow.Jadł,bawił się ,nie plakał ,nawet jak mu sie zdarzyło to tak
            żeby nikt nie widział,uczył się pięknie,swiadectwa z czerwonymi
            paskami ,nagrody triumfy do matury.dziecko ,którym rany mozna było leczyć z
            charakterem,uczciwy i cudowny dla nas rodziców,słodkie dziecko.Jego charakter i
            los odmienił się gdzieś około 20-stki.Jakby diabeł ogonem zakręcił z dzieckiem
            kontakt się urwał ,przestał się uczyć ,kłamie,nie rozmawia tylko wtedy kiedy
            chce,zatracił wszystkie cechy ,ktore kiedyś posiadał-dla mnie to nie
            zrozumiałe,bo my slałam ze z nim nie będzie żadnego problemu.Mial być
            pilotem ,teraz naprawia stare komputery w USA,żeni się z dziewczyną,którą zna 3
            tyg,zaczynał ze 3 uczelnie ,żadnej nie skończył.Nie powiem ludzie są zadowoleni
            z niego ,ale on stracił całą swoją przyszłość-gdzie popełniłam błąd????zadaję
            sobie każdego dnia po stokroć razy i wymyslam sobie od idiotek,że straciłam
            TAAAAAKIE DZIECKO-kocham go nade wszystko ,a nie wiem co mogę dla niego
            zrobić ,by trafił znów na ten sam tor ,po którym kroczył przez 20 lat-
            podpowiedzcie proszę.
            • rozowykot Re: A dlaczego tak sie stało? 30.10.05, 12:07
              Twój syn spełniał twoje marzenia o przyszłości , a nie swoje. Zastanów się ,czy
              ON jest szczęśliwy z tym , co ma . Jeśli jest szczęśliwy to nie bądź upiorną
              mamusią tylko ciesz się szczęściem swego syna ,nawet jeśli nie wygląda ono tak
              jak ty to sobie zaplanowałaś, a swoją drogą drugiego syna nie kochasz?, bo nic
              o nim nie piszesz.Twoj syn zmienił się koło 20 , bo wtedy zrozumiał, że nie
              musi być posłuszny ,gdyż nie jest od ciebie zależny. Był upiornie wzorowy dla
              świętego spokoju. Sama taka byłam ,bo jak nie byłam to moja mamusia w
              najlepszym wypadku się tygodniami awanturowała, a w najgorszym podcinała żyły i
              odkręcała gaż bo nie ma po co żyć. Boże jak ja nienawidziłam mojego domu. Teraz
              żyję jak chcę ,choć mama nadal ciągle wybrzydza, ale mówię wtedy, że 50 lat już
              skończyłam i nich sobie adoptuje Murzynka na odległość to go nie zadręczy.
              • jp331 Re: A dlaczego tak sie stało? 30.10.05, 23:21
                rozokywot-odpisuje na Twój list.To nie tak było jak myslisz.Moje dzieci miały
                zawsze dowolnośc we wszystkim.Od maleńkiego każdy z nich miał tłumaczone co
                jest dobre ,a co złe,nikt niczego im nie narzucał ,nigdy nie były bite,ja nie
                robiłam żadnemu z nich wyrzutow,oni poprostu obydwaj tacy byli
                spokojni ,normalni ,bezkonfliktowi,az dziwne bo i ja i mój mąz nie bylismy tacy
                święci .Każdorazowo ,kiedy trzeba bylo wybrać szkołe ,najwiecej do powiedzenia
                mieli zawsze chłopcy ,nikt nie narzucał im ,nie stawiał warunkow,ja nigdy
                niesprzeciwiałam sie co ustalili tak było,liceum ,studia.Była decyzja studiuje
                lotnictwo ,serce mi zadrżało ze strachu ,ale nie sprzeciwiałam sie,tak
                zadecydował,a potem się zaczęło.Acha bo zapomniałam powiedzieć,że obydwaj moi
                synowie studiuja za granicą.Na każde pytanie jak mu idzie była jedna odpowiedz
                ok,zdane egz-tak.Podrabiał certyfikaty,kłamał mówiąc ze się uczy ,że lata,że
                pracuje,a co robił w tym czasie ???-spał pracowal na farmie ,dopiero po 5
                latach ,kiedy powinnam zobaczyć dyplom dowiedziałam sie ,że Syn zmienił 3
                uczelnie ,na zadnej nic nie skonczył a w tym roku zamiast pisac prace
                dyplomowa,będzie pracował na 2 lub 3 posadach jako fizyczny,żeby utrzymać
                rodzinę,stacił 5 lat na kłamstwie, z powodu wielkiego zaufania do naszego
                ukochanego,cudownego dziecka-nikt nawet nie podejrzewał,ze on tak bezsensownie
                stracił swoją przyszłośc.Drugiego Syna kocham tak jak i pierwszego,nie
                wyrózniam żadnego z nich w żaden sposób,ten dopiero zaczyna pełen
                nadziei,przekonania o słuszności swojego wyboru,tez wybrał sam ,my
                zaakceptowalismy,ale ten już nie był taki słodki,też uczył się ,byl
                posłuszny ,ale zawsze był rogaty,także jakby mu sie coś zdarzyło,to wcale nie
                byłabym zdziwiona.Ale z powodu totalnej klęski zawodowej starszego Syna
                umówiliśmy się z młodszym ,że nawet jakby sie działo coś co może tylko
                wskazywać na to ,że może być jakieś niepowodzenie ma nas natychmiast
                informowac,a nie zmieniać kolejne uczelnie z których nic nie wynika.Nie jestem
                jakas tam głupią egoistka,która spełnia własne marzenia poprzez dzieci.która
                wymy sla zadania nie do wykonania,nigdy moje dzieci nie mogły mnie widziec
                zaklopotanej,zmartionej,już nie mówiąc o podzynaniu sobie żył czy coś
                takiego,nie jestem też zapatrzoną w swoje dzieci matką ,realnie patrzę na
                świat,chcieliśmy by naszym dzieciom zyło się lepiej niz nam,bo ja mam 50 lat i
                dopiero teraz studiuję bo całe swoje młode życie poświęciłam na wychowanie
                dzieci i pracę,bo inaczej nie mogło być.A nasz starszy Syn stracił tyle naszych
                lat pracy,bo niby!!!! uczył się za nasze pieniądze,miał nam na starość pomóc
                gdybyśmy potrzebowali tej pomocy,a teraz w jaki sposób on nam może pomóc jak on
                sam nie będzie miał za co życ,ze swoją Rodziną?Wiem ,że napewno gdzieś
                popełnilismy bład w wychowaniu ,ale oni nie powinni mówić o nas że bylismy dla
                nich żli,bo nie bylismy,a co powiedzą to może kiedys usłyszymy na forum.

                Chciałabym usłyszeć od swojego Syna,czy jest szczęsliwy???-byłabym
                spokojniejsza o niego, i wcale nie kochałabym go bardziej kiedy byłby
                pilotem,bo mojej miłosci może ma za duzo-dlatego tak jestem rozgoryczona ,ale
                odpowiedzi od swojego SYNKA nie usłysze ,bo unika nas jak piekła.pozdrawiam.
                • clk Re: A dlaczego tak sie stało? 01.11.05, 23:47
                  Witam,
                  przepraszam, po przeczytaniu Twojego postu, wychodzi mi, ze jestes moja matka
                  (ale wiem, ze nie jestes).
                  ona tez uwzala, ze "za jej pieniadze mam sie ksztalcic, aby potem ja utrzymywac.
                  Chociaz nie falszowalam niczego i sama na siebie zarabialam. kiedy zrezygnowalam
                  ze studiow (i tyranii matki) nie mam matki (z jej checi) a ona corki.
                  Minal rok i ja nie zaluje.
      • ts2 Re: A dlaczego tak sie stało? 01.11.05, 23:10
        czemu? Robimy pewne rzeczy instynktownie.W pewnym momencie poprostu czujesz ,że
        musisz coś ze sobą zrobić.No i robisz smile
    • rycerzowa Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 29.10.05, 23:22
      Bo czasem trudne dziecko to taki ktoś, kto po prostu żyje po swojemu.

      Mój sąsiad, profesor uniwersytetu, pochodzi z zapadłej wsi. W młodości był
      wyzywany od próżniaków i gamoniów, bo nie interesował się kosą i orką , tylko
      książkami i medytacją. Uczył się tylko po nocach. Ojciec nigdy mu nie wybaczył,
      że nie został gospodarzem i trzeba było ziemię oddac państwu za rentę.

      Profesorostwo mają jedyną córkę, która nie ma żadnych ciągot naukowych. Nie było
      z nią innych kłopotów, poza tym,że nigdy nie lubiła się uczyć, że miała tylko
      trójki. Jest średnio zdolna, ale, jak mówi jej ojciec, "głupsi konczą studia i
      robią doktoraty". Trzeba tylko chcieć. Ale ona nie chce. Po maturze znalazła
      pracę ekspedientki i jest bardzo zadowolona. Tylko sklepy zmienia co parę lat.
      Szybko wyszła za mąż i urodziła dziecko. Jest dobrą zoną i matką, miłą i uczynną
      dziewczyną, ale rodzice widzą tylko to, że ona "nie chce się uczyć". I jest to
      dla nich dramat, ich życiowa klęska.
      Niedawno młodzi przeżywali jakiś kryzys małżeński (który udało im się zażegnać).
      Sąsiadka zwierzyła mi się, jaką wielką rodzice mieli nadzieję,że mąż córkę
      rzuci, wtedy ona wróci do nich z dzieckiem i pójdzie choćby na zaoczne
      studia. Paranoja.
      • alutka100 co to znaczy "wyjść na ludzi"? 29.10.05, 23:34
        Czy wyznacznikiem ma być własne zadowolenie, rodziców, społeczenstwa?

        rycerzowa napisała:

        > Sąsiadka zwierzyła mi się, jaką wielką rodzice mieli nadzieję,że mąż córkę
        > rzuci, wtedy ona wróci do nich z dzieckiem i pójdzie choćby na zaoczne
        > studia. Paranoja.

        Dokładnie. Swoiste rozdwojenie ...
      • maksimum Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 30.10.05, 05:28
        rycerzowa napisała:

        > Bo czasem trudne dziecko to taki ktoś, kto po prostu żyje po swojemu.
        >
        > Mój sąsiad, profesor uniwersytetu, pochodzi z zapadłej wsi. W młodości był
        > wyzywany od próżniaków i gamoniów, bo nie interesował się kosą i orką , tylko
        > książkami i medytacją. Uczył się tylko po nocach. Ojciec nigdy mu nie
        wybaczył,
        > że nie został gospodarzem i trzeba było ziemię oddac państwu za rentę.

        Jak zwykle ojciec mial racje,a syn musial cale zycie czekac,zeby sie o tym
        przekonac.
        Splodzilby se 5-cioro lub 7-mioro dzieci z miejscowa dziewuchai bylby
        zadowolonyz zycia,a sasiedzi cieszyliby sie,ze maja madrego soltysa.
        Moze by wygral wybory do Sejmu lub wladz lokalnych i zycie faveta byloby
        spelnione.

        > Profesorostwo mają jedyną córkę, która nie ma żadnych ciągot naukowych. Nie
        było
        > z nią innych kłopotów, poza tym,że nigdy nie lubiła się uczyć, że miała tylko
        > trójki. Jest średnio zdolna, ale, jak mówi jej ojciec, "głupsi konczą studia i
        > robią doktoraty".

        Ojciec to oczywiscie mowi z wlasnego doswiadczenia,bo siem zawziun by isc pod
        gore i stracil instynkt samozachowawczy.
        Co by sie w zyciu nie robilo,to trzeba po sobie pozostawic godnych potomkow.
        Profesorstwo natomiast w genach orke maja i grabienie siana i dlatego corka
        jedynaczka taka nieudana.

        > Trzeba tylko chcieć. Ale ona nie chce. Po maturze znalazła
        > pracę ekspedientki i jest bardzo zadowolona. Tylko sklepy zmienia co parę lat.

        Domyslam sie,ze to profesorstwo ze wschodniej Polski w kraju nad Wisla
        zdobywalo tytuly,a corcia na obczyznie kase obsluguje.

        > Szybko wyszła za mąż i urodziła dziecko. Jest dobrą zoną i matką, miłą i
        uczynną
        > dziewczyną, ale rodzice widzą tylko to, że ona "nie chce się uczyć". I jest
        >to dla nich dramat, ich życiowa klęska.

        Ich dramatem jest to,ze ich geny nadaja sie na smietnik,nawet jakby mieli 5-tke
        dzieci.

        > Niedawno młodzi przeżywali jakiś kryzys małżeński (który udało im się
        zażegnać).
        > Sąsiadka zwierzyła mi się, jaką wielką rodzice mieli nadzieję,że mąż córkę
        > rzuci, wtedy ona wróci do nich z dzieckiem i pójdzie choćby na zaoczne
        > studia. Paranoja.

        Zadna paranoja.Pozniej oni po znajomosci by juz jej doktorat zalatwili i
        kupiliby jej dom z drugiej strony Ciebie.
        Po jakims czasie jakis maslak ze wsi wziun by jom za zone i dziadkowie
        produkowaliby nastepnego doktoranta.
        • rycerzowa Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 30.10.05, 10:05
          Jak to swój swojego zrozumie...
          • maksimum Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 30.10.05, 19:08
            rycerzowa napisała:

            > Jak to swój swojego zrozumie...

            To ta sklepowa,to Ty?
            • rycerzowa Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) 31.10.05, 11:18
              A co, potrzebujecie sołtysie kogos do GS-u? Żonka durna i liczyć nie umie?
              • maksimum Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) LESBA Z GE 31.10.05, 23:08
                rycerzowa napisała:

                > A co, potrzebujecie sołtysie kogos do GS-u? Żonka durna i liczyć nie umie?

                Umi nie umi,to nie chodzi o robote ale o zycie.
                Z twojego opisu wynikaloby ,ze zycie panstwu profesorstwu wyszlo znakomicie,ino
                dzieciak im siem nie udal.
                A cykl zycia polega na tym,by wychowac dzieci na lepszych ludzi niz samemu sie
                jest.
                Gdyby byli obojniakami(lesba z gejem)no to bym powiedzial,ze spelnili swoje
                poslannictwo na ziemi,ale jako hetero sie zupelnie nie sprawdzili.
                • ts2 Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) LESBA 01.11.05, 23:42
                  dzięki wam za ten wątek!!! smile
                • rycerzowa Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) LESBA 03.11.05, 10:43
                  Oj Maksiu, Maksiu, jak ty nic nie rozumiesz!
                  • maksimum Re: Trudne dziecko? wyszlo na ludzi ??? ;-) LESBA 03.11.05, 19:50
                    A jaki jest twoj poglad na te sprawy?
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=31228081&v=2&s=0
    • clk Ja byłam takim dzieckiem :) 30.10.05, 11:46
      Na poczatku chcialam powiedziec - rewelacyjny watek.
      Wychodzi, ze nie tylko ja bylam beznadziejnym" dzieckiem jak wmawiali mi rodzice.

      Od malego byłam zywa. I zawsze pod kontrola rodziców. W podstawowce nie bylo
      problemów, zawsze dobre oceny, tylko z zachowaniem bylo nie tak. Uwielbiałam
      czytac, nie wolno mi bylo tego robic, bo mialam sie wszystkiego uczyc.Za kazda
      zla ocene, bylam karana. Nie wolno mi bylo wychodzic na dwor, ogladac TV,
      spotykac sie z kolezankami. Dla dziecka w wieku podstawowki to dramat.

      Skonczyło sie w Liceum (ktore wybrali rodzice). Fatalne oceny, ucieczka z domu.
      I same zakazy. Wyjscie z kolezankami? Nie. Własny ubior? Nie. Na wszystko
      slyszalam nie. Mialam sie tylko uczyc i nic wiecej. Z drugiej strony zero
      zainteresowania rodzicow moimi problemami. Z klasy do klasy zdawalam ledwo ledwo
      , od nauczycieli slyszalam, ze "nie kazdy musi miec srednie wyksztalcenie", od
      rodzicow, ze jestem darmozjadem i jak mi sie nie podoba ich sposob widzenia
      mojego zycia, to ich juz nie obchodze.
      Do tego doszedl facet, ktorego rodzice nie akceptowali i robili wszystko, aby mi
      tego zakazac.
      Ku zdziwieniu wszystkich, mature zdałam (w tajemnicy przed rodzicami wybralam
      wlasne przedmioty, a nie te, ktore oni chcieli) i to z kilku na bardzo dobrze.
      Poszlam na studia, ktorych oni nie akceptowali, wiec musialam isc do pracy. W
      wieku 21 lat slyszalam nadal, z kim sie mam spotykac, w co sie ubierac itd.

      Z domu wyprowadzilam sie w zeszlym roku, po wielkiej awanturze z rodzicami.
      Stwierdzili, ze skoro chce sama podejmowa decyzje, nie chca utrzymywac ze mna
      kontaktow.

      Obecnie mieszkam z moim facetem, ktory w niedalekiej przyszlosci bedzie moim
      mezem. Mam prace, studiow nie skonczylam, ale zamiar taki jest. Nie narzekam
      specjalnie, mam ustabilizowane zycie, nie boje sie powiedziec tego co mysle.

      Ciekawa jestem, czy ktos dotrwa do konca tego co napisalam smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka