Dodaj do ulubionych

jak dotrzeć do trzyipółlatka (b. długie)?

20.11.05, 22:33
Witam,

Mam problemy, które postaram się opisać na przykładzie dzisiejszej sytuacji.
Jedziemy pociągiem podmiejskim, najpierw synkowi zdjęłam czapkę i położyłam ją
przez przypadek tak, że daleko było po nią sięgnąć. Po chwili doszłam do
wniosku , że jednak jest przeciąg i założyłam mu kaptur na głowę. Zrobiłam tu
chyba błąd, bo najpierw zabrzmiało to jak propozycja, a potem okazało się
jednak, że trzeba ten kaptur założyć. W odpowiedzi pisk, wierzganie, prężenie
się itp., ale kaptur jednak pozostał na głowie. Nie chciałam robić sceny przy
ludziach, powiedziałam, że porozmawiam z nim na ten temat później. Jak się
rozluźniło w pociągu, powiedziałam, że nie podoba mi się taki sposób protestu
i że dziś obejrzy o jedną bajeczkę mniej na dobranoc (oglądamy bajki na DVD,
zwykle 3, całość trwa ok. pół godziny). Kiedy przy oglądaniu dobranocki się
okazało, że jest o tę jedną bajeczkę mniej reakcja była taka sama jak w
pociągu, wrzask na całe gardło, tupanie, jeszcze do niedawna gdyby mógł, to by
mnie uderzył. Wysłałam go do swojego pokoju, po chwili, jak się trochę
uspokoił przyszłam i próbowałam mu wytłumaczyć, dlaczego o tę jedną bajeczkę
dziś było mniej, przypomnieć mu o co poszło (bo już mu wyleciało z głowy). W
odpowiedzi słyszę: nie chcę nigdy oglądać żadnych dobranocek, no to potakuję,
dobrze, nie będziesz oglądał dobranocek, za chwilę (mieliśmy iść do kuchni na
wieczorną kaszkę) mówi, że nie chce kaszki, odpowiadam: w porządku, nie
dostaniesz kaszki, idź myć zęby, na co odpowiedź, że on jednak chce kaszkę, na
co ja, że nie będzie tak, jak powiedział tak będzie, rozpłakał się strasznie,
jeszcze z rozpędu powiedział też w złości, że nie chce bajeczki z płyty na
dobranoc, a potem zaraz, że chce, jak powiedziałam, że w porządku, jak nie
chce to nie będzie. W końcu z tą bajeczką jednak ustąpiłam, bo nie chciałam,
żeby z nagła nie miał i kaszki i bajeczki. Starałam się mu wytłumaczyć,
dlaczego było o jedną bajeczkę mniej, żeby się nie wściekał, żeby nie stroił
fochów, bo jak powie, tak będzie, ale ciężko mi to szło. W sumie w ogóle nie
chciał mnie słuchać, ciągle tylko mówił przepraszam, i to przepraszam miało
taką kompletnie wypaczoną funkcję, znaczyło ja powiem przepraszam (pewnie i
trochę żałował, ale dlatego, że ja w odpowiedzi na jakieś jego zachowanie na
coś tam nie pozwalam), a ty anulujesz karę. W końcu chyba ustaliliśmy, że jak
na coś mu nie pozwalam to może się zapytać dlaczego, zamiast tupać i krzyczeć
i że jak w złości powie, że czegoś nie chce, to nie dostanie.
Martwi mnie najbardziej to, że bardzo trudno mi było mu wytłumaczyć, dlaczego
tak nie wolno się zachowywać, i dlaczego nie dostał kaszki i tej bajeczki. On
w ogóle nie chciał słuchać moich tłumaczeń, ciągle mi przerywał próbując mnie
przebłagać i wciąż musiałam prosić go podniesionym głosem, żeby mnie posłuchał.
Uważam, że nie może tak być, że czegoś mu zabronię za karę, to w odpowiedzi
muszę wysłuchiwac fochów, że w takim razie on wcale nie chce, czegoś, co
naprawdę chce.
Wiem, że wielu ludzi jest przeciwnikami kary, ale w takim razie co robić. Bić
nie ma sensu (już to przerabiałam i więcej nie zrobię), skoro nie mogę ukarać,
to pozostaje się pogodzić z zachowaniem typu wrzask i wierzganie, z czym
absolutnie nie mogę się pogodzić, bo to też jest klęska wychowawcza. Zresztą
kwestia kary to w dużej mierze kwestia słownictwa, można nazwać to karą, można
nazwać sposobem pokazania, że nie akceptujemy pewnych zachowań, itp. Może
można było wymyśleć coś bardziej adekwatnego, zgadzam się, że nie można za
wszystko zabraniać/skracać dobranocki, bo ten pomysł się wyświechta, ale tzw.
naturalne konsekwencje moim zdaniem wymagają dużej pomysłowości i zresztą
często trzeba zareagować natychmiast, a człowiek ma po prostu pustkę w głowie,
stąd pewnie najłatwiej dać klapsa. Zresztą proszę, dziecko w pociągu zachowuje
się w sposób niedopuszczalny, naturalna konsekwencja: rodzic wysiada sam na
najbliższej stacji. I wiele jest takich sytuacji, których po prostu się nie
da wprowadzić w życie.
Mimo wszystko mam mieszane uczucia, i nie wiem, czy dobrze postąpiłam. Chętnie
zapoznam się z innymi opiniami.

Pozdrawiam,
Jogo
Obserwuj wątek
    • liberata Re: jak dotrzeć do trzyipółlatka (b. długie)? 20.11.05, 23:20
      Pozostawienie kaptura na głowie było właśnie dla dziecka karą, karą o nazwie:
      naturalna konsekwencja. Małe dziecko powinno się karać od razu. Nie ustąpiłaś
      dziecku, przez co powiedziałaś: awantura nic tu nie da. Dobrze zrobiłaś. Ale po
      co karać po raz drugi i to jeszcze po długim czasie kiedy dziecko już dawno o
      tym zapomniało? Czuło się ukarane niesprawiedliwie nie mogąc oglądać bajki,
      ukarane za nic (skoro nie pamiętało o zdarzeniu). I słusznie protestowało.
      Twoje wątpliwości co do sensu tej kary są więc uzasadnine.
      Pozdrowienia i całusy dla dziecka.
    • hanula Re: jak dotrzeć do trzyipółlatka (b. długie)? 21.11.05, 00:19
      > Nie chciałam robić sceny przy
      > ludziach, powiedziałam, że porozmawiam z nim na ten temat później. Jak się
      > rozluźniło w pociągu, powiedziałam, że nie podoba mi się taki sposób protestu
      > i że dziś obejrzy o jedną bajeczkę mniej na dobranoc

      Zgadzam się z Liberatą, tu popełniłaś błąd. Kara (czy też konsekwencja, jak zwał
      tak zwał) dla tak małego dziecka musi być natychmiastowa. W przeciwnym razie
      najpierw dziecko ma poczucie, że mu się upiekło, a potem ma poczucie, że zostało
      pokrzywdzone. To raz.
      Dwa, mam wrażenie, że zrobiłaś problem z niczego. Chłopiec nie chciał założyć
      kaptura, ty mu ten kaptur założyłaś, on protestował, ty to zignorowałaś, kaptur
      został na głowie. To jest bardzo dobra lekcja: protesty, wierzganie, piszczenie
      na mamę nie działają, jest konsekwentna. Na tym się sprawa powinna była zakończyć.

      > odpowiedzi słyszę: nie chcę nigdy oglądać żadnych dobranocek, no to potakuję,
      > dobrze, nie będziesz oglądał dobranocek, za chwilę (mieliśmy iść do kuchni na
      > wieczorną kaszkę) mówi, że nie chce kaszki, odpowiadam: w porządku, nie
      > dostaniesz kaszki, idź myć zęby, na co odpowiedź, że on jednak chce kaszkę, na
      > co ja, że nie będzie tak, jak powiedział tak będzie, rozpłakał się strasznie,
      > jeszcze z rozpędu powiedział też w złości, że nie chce bajeczki z płyty na
      > dobranoc, a potem zaraz, że chce, jak powiedziałam, że w porządku, jak nie
      > chce to nie będzie.

      Za dużo od niego wymagasz, traktujesz malutkie dziecko jak dorosłą osobę. Sama
      piszesz, że wszystko to było mówione w złości, czyli wiedziałaś, że tak naprawdę
      chce tę kaszkę i chce tę bajeczkę. Ja rozumiem, że chcesz go nauczyć, że za
      swoje słowa i decyzje trzeba odpowiadać, ponosić konsekwencje, ale moim zdaniem
      nie w taki sposób, nie w takiej sytuacji - na to jest jeszcze za wcześnie.
      Sama też raz zrobiłam niemal identyczny błąd w stosunku do jeszcze młodszego, bo
      niespełna trzyletniego dziecka. Teraz widzę, że oczekiwałam zbyt wiele.

      > W końcu z tą bajeczką jednak ustąpiłam, bo nie chciałam,
      > żeby z nagła nie miał i kaszki i bajeczki.

      No i żeby dziecka zupełnie nie zdołować, musiałaś okazać niekonsekwencję -
      kolejny błąd. smile

      > chciał mnie słuchać, ciągle tylko mówił przepraszam, i to przepraszam miało
      > taką kompletnie wypaczoną funkcję, znaczyło ja powiem przepraszam (pewnie i
      > trochę żałował, ale dlatego, że ja w odpowiedzi na jakieś jego zachowanie na
      > coś tam nie pozwalam), a ty anulujesz karę.

      Och, jak ja rozumiem ten problem! Łup siostrę w głowę, przepraszam mamusiu, łup
      siostrę w głowę, przepraszam mamusiu. No bo skoro przeprosiłam, to nie możesz
      mnie ukarać, prawda?
      Ja teraz dziecko wysyłam na schody za bicie siostry. Odsiedzi swoje trzy minuty,
      to jej pozwalam przeprosić. Chwilowo działa. smile

      > w ogóle nie chciał słuchać moich tłumaczeń, ciągle mi przerywał próbując mnie
      > przebłagać i wciąż musiałam prosić go podniesionym głosem, żeby mnie
      > posłuchał.

      Bo on sobie pewnie wcale nie zdawał sprawy z tego, że próbujesz mu coś
      wytłumaczyć (coś bardzo trudnego, co przerasta jego możliwości pojmowania).
      Słyszał tylko, że mówisz podniesionym głosem, więc za wszelką cenę usiłował cię
      przeprosić.

      > Uważam, że nie może tak być, że czegoś mu zabronię za karę, to w odpowiedzi
      > muszę wysłuchiwac fochów, że w takim razie on wcale nie chce, czegoś, co
      > naprawdę chce.

      Chyba chcesz mieć za dobrze...
      A fochy najlepiej ignorować. Żeby stroić fochy, trzeba mieć widownię.

      > Wiem, że wielu ludzi jest przeciwnikami kary

      Tak? Eee, nie wierzę. Po prostu nie nazywają tego "karą", tylko "konsekwentnym
      postępowaniem", albo "naturalnymi konsekwencjami postępowania".

      > skoro nie mogę ukarać,
      > to pozostaje się pogodzić z zachowaniem typu wrzask i wierzganie,

      Dziecko wrzeszczy i wierzga, żeby zwrócić na siebie uwagę. Nawet negatywna uwaga
      jest dla niego łatwiejsza do zniesienia niż całkowity brak uwagi. Ignorowanie
      bywa najgorszą karą.

      Hania
    • jogo2 Re: jak dotrzeć do trzyipółlatka (b. długie)? 21.11.05, 07:05
      Jestem Wam bardzo wdzięczna za odpowiedzi. W takim razie, w sytuacjach jak wyżej
      opisane przeze mnie nie należy karać za krzyki, piski i wierzganie, i z takimi
      reakcjami się należy pogodzić, bo go i tak nie oduczę?
      • muhnia Re: jak dotrzeć do trzyipółlatka (b. długie)? 21.11.05, 08:42
        A nie za dużo oczekujesz od trzylatka? Wyobrażasz sobie, że on w chwili
        wielkiej złości i rozczarowania będzie ze stoickim spokojem i elokwencją pytał
        ciebie dlaczego ta kara. Jak chciałaś go ukarać to mogłaś to zrobić od razu.
        Mam wrażenie, że niektórzy rodzice oczekują niewiadomo czego od swoich maluchów
        pod wpływem przeczytanych teorii o wychowaniu zapominając o tym, że ich dziecko
        to nie przykład książkowy. Wychowujmy swoje dzieci naturalnie a nie tak
        przykładnie, bo Pani psycholog X tak radzi. Pomyśl jak ty jako osoba dorosła
        zareagowałabyś na karę za czyn popełniony dawno temu, bo niestety tak można by
        porównać sytuację twojego malca z odwleczoną karą. Nie staraj się być idealna
        bo to sztuczne i twoje dziecko jeszcze nie raz to zakwestionuje. Pozdrawiam
      • aga-ka Re: jak dotrzeć do trzyipółlatka (b. długie)? 21.11.05, 08:44
        Sam się oduczy jak zobaczy, że to nie działa.... smile
        Tylko konsekwentnie nie reaguj na wymuszanie wrzaskami. A jak ładnie do ciebie
        mówi to pochwal że ci się podoba taki sposób wyrażania (np. "b. mi się pdoba
        jak tak ładnie/spokojnie/grzecznie mówisz..)

        Jak ktoś wyżej napisał żeby odstawiać cyrki trzeba mieć widownię...smile

        Powodzenia i cierpliwości. I konsekwencji.

        AGA
      • judytak Re: jak dotrzeć do trzyipółlatka (b. długie)? 21.11.05, 11:54
        jogo2 napisała:

        > Jestem Wam bardzo wdzięczna za odpowiedzi. W takim razie, w sytuacjach jak
        wyże
        > j
        > opisane przeze mnie nie należy karać za krzyki, piski i wierzganie, i z takimi
        > reakcjami się należy pogodzić, bo go i tak nie oduczę?

        krzyki, piski, wierzganie, to nic innego, jak wyraz silnych (negatywnych,
        oczywiście) emocji
        ty już umiesz je inaczej wyrazić, trzylatek jeszcze nie umie
        trzeba go uczyć nie tylko, że tak nie wolno,
        ale też, jak trzeba (jedne dzieci same znajdują odpowiednie słowa i gesty,
        innym trzeba to wyjaśnić, konkretnie, słowo w słowo, jakkolwiek głupio by to
        dla nas, dorosłych wyglądało!)

        a karą za niedopuszczalne zachowanie może być np. to, że mama "się obraziła",
        czyli "chwilowo nie ma serca dla dziecka", nie ma ochoty, jak zwykle, prowadzić
        w tym pociągu rozmowę, odpowiadać na pytania, opowiadać coś, patrzeć razem na
        świat za oknem, i wyraźnie dziecku powie, że "jestem taka zmęczona od tych
        twoich krzyków, że muszę teraz odpocząć, nie gadaj do mnie, póki nie
        wysiądziemy"

        czyli, znów, mamy tu nie "karę z rozdzielnika", tylko "naturalną
        konsekwencję"...

        pozdrawiam
        Judyta

        P.S. no i przed założeniem tego kaptura warto jednak dziecko
        trochę "poprzekonywać", powiedzieć, że jednak jest przeciąg, że może się
        przeziębić, że czapka jest daleko...
        J.
        • liberata Re: jak dotrzeć do trzyipółlatka (b. długie)? 21.11.05, 21:25
          Mnie się wydaje, że tłumaczenie: jest zimno, to, tamto nie dotrze do dziecka,
          które się zaparło. Można zastosować odwrócenie uwagi, tzn. w tej sytuacji -
          zanim doszłoby jeszcze do histerii i dziecko w miarę utrzymywałoby kontakt -
          powiedzieć: zobacz, ta pani nie ma kapturka i jest jej zimno. Dziecko zaczęłoby
          się przyglądać pani. - Poszukamy, czy ktoś ma kurteczkę z kapturkiem. - Nie
          wiem, czy to podziałałoby na twoje dziecko, ale to przykład zabawy, który
          odwraca uwagę od jego "nieszczęścia" - konieczności założenia kaptura. Być może
          po chwili obyłoby się bez protestów: A teraz mama założy kaptur i zobaczymy,
          czy wszystkie liście już spadły z drzew.
          Albo: Mama się boi, że będziesz kaszlał i psikał jak nie założysz kapturka. O
          tak: ehe, ehe, aaaaaaaaapsik -celowo się wygłupiając. Dziecko być może złapie
          przynętę i rozbawione zacznie cię naśladować. Po krótkiej zabawie powiesz: Ale
          będziesz kichał! - I zakładasz kaptur. Może dziecko już nie będzie miało ochoty
          na awantury i wybierze zabawę z mamą.
          Wydaje mi się, że najgorzej jest dopuścić do histerii , bo wtedy już nic do
          dziecka nie dociera, ani prośby, ani groźby, zaprze się i koniec. Lepiej na
          spokojnie.
          • jogo2 Re: jak dotrzeć do trzyipółlatka (b. długie)? 22.11.05, 10:34
            Bardzo Wam wszystkim dziękuję,

            Serdecznie pozdrawiam,
            Jogo
            • anetabaq Re: jak dotrzeć do trzyipółlatka (b. długie)? 22.11.05, 11:27
              Tak czytam i czytam te wszystkie fajne rady smile
              Ale powiedzcie skąd bierzecie TYLE CIERPLIWOŚCI !!!!!!!
              Ja mam conajmniej co pół godziny takie cyrki jak opisała jogo2 w pociągu.
              Staram się być konsekwentna, ale czasami już poprostu wysiadam !!!!!!
              Tłumaczenia (proste, krótkie i zwięzłe, czasami krótka kara 3 minuty w łóżeczku
              aż sie uspokoi)nie dają efektu.
              Jestem z dzieckiem sama na 24 h mąż wraca późno i już mu od razu współczuję, bo
              to co dziecko wypróbowuje na mnie przez "cały dzień", zaraz w ciągu godziny
              wszystko wypróbowuje na mężu. Mamy podobne poglądy co do wychowania i już
              na "dzień dobry tatusi"...małemu współczuje, bo wiem co będzie wyprawiał i jak
              testował tatę...Przyznam, że uciążliwe jest to dla malca i dla nas sad
              Uwielbiamy sie bawić z synkiem (aha nic mu nie dolega wink). Poświęcamy mu sporo
              czasu z przerwami na ugotowanie obiadu i lekkie sprzątanie wink
              Więc jak można mieć świeży umysł na reagowanie w danej sytuacji (napad
              histerii, kładzenie sie na zimnym betonie, cyrkowanie przy sąsiadkach itd.
              itp. - to i tak łagodne zdarzenia winkpo całym dniu cyrków ??????????????? Gdy
              już człowiek wysiada ?????????
              Pozdrawiam smile
              • hanula Re: jak dotrzeć do trzyipółlatka (b. długie)? 22.11.05, 15:19
                Akurat cierpliwości to ja mam bardzo mało, dlatego kwestię napadów złości i
                marudzenia traktuję bardzo poważnie. Moje starsze dziecko (niedawno skończyło 3
                lata) do łatwych nie należy, więc tym bardziej się staram, żeby nigdy nie ulegać
                ani jej wrzaskom, ani jęczeniu. I tu niestety trzeba się wykazać absolutnie
                żelazną konsekwencją. Jeśli z anielską cierpliwością zniesiesz 9 takich napadów,
                a ulegniesz dziesiątemu, to wracasz do punktu wyjścia.

                Nie wiem, jakie dokładnie cyrki masz na myśli, opisz parę przykładów.
          • judytak Re: jak dotrzeć do trzyipółlatka (b. długie)? 22.11.05, 13:01
            liberata napisała:

            > Mnie się wydaje, że tłumaczenie: jest zimno, to, tamto nie dotrze do dziecka,
            > które się zaparło.

            pewnie, że nie
            tłumaczy się (albo raczej: proponuje się, prosi się o założenie kaptura,
            zamiast nakazywać, albo, nic nie mówiąc, założyć) na sam początek, jest wtedy
            największa szansa, że się nie zaprze :o)

            poza tym, to, co ty proponujesz, jest też tłumaczenie, wyjaśnianie na wesoło

            odwracaniem uwagi by było "zobacz, pan konduktor idzie" i założenie znienacka
            kaptura zapatrzonemu w konduktora dziecku...

            pozdrawiam
            Judyta
            • liberata Re: jak dotrzeć do trzyipółlatka (b. długie)? 22.11.05, 22:25
              OK. Zgadzam się.
    • cynta Re: jak dotrzeć do trzyipółlatka (b. długie)? 22.11.05, 12:05
      Moim zdaniem takie male dziecko chce miec juz nad czyms wladze, nie chce byc
      caly czas "obiektem" wladzy innych. Chcialoby zeby choc cos dzialo sie wedlug
      jego upodoban a nie odgornych, narzuconych zarzadzen. Im ich wiecej tym jest
      bardziej zfrustrowane i jeszcze gorzej sie zacina. Mnie tak wychowywano i
      ciagle pamietam taka wszechwladna niechec do doroslych, napewno beda mi cos
      kazali czego ja nie chce. Pewnie ci sie wydaje ze jak z tego kaptura
      zrezygnujesz to ci ubedzie powagi rodzicielskiej i na zawsze bedziesz
      niekonsekwentna. Guzik, nieprawda. Moze lepiej spedzic troche wiecej czsu na
      wytlumaczeniu mu jakie beda konsekwencje z nie wlozonego kaptura ale decyzje
      zostaw jemu. Te cyrki, rzucania itp. sa objawem frustracji dziecka ale 3-
      latkowi mozna juz wytlumaczyc pewne zaleznosci (nie mowie tu o zaleznosci
      miedzy kapturem a bajka i kaszka, bo to nie ma za duzo sensu dla doroslego a co
      dopiero dla dziecka). Moze mu opowiedz o tym w jaki sposob czlowiek sie
      przeziebia (w formie dziecinnej oczywiscie)i moze nastepnym razem da sie to
      zastosowac do szlika tez?
      To wypowiadanie magicznych slowek ktore ma "zalatwic" problem ma chyba zwiazek
      z tym ze dzieci nie lubia wiedziec ze robia cos zle, nie chca zeby to co
      zrobily "trwalo" jako cos zlego. Moja mala zdzielila ostatnio kota lopatka w
      plecy bo chciala go w ten sposob zlapac. Jak jej powiedzialam ze moze tak kotka
      zabic i nie wolno tak robic (ona rozumie zbic jako ze juz nie bedzie, tak jak
      na Bambim) to sie rozplakala oczywiscie i usilowala ze mnie wydusic ze chociaz
      troszeczke mozna go tak ta lopatka traktowac, chociaz w nozke, uszko itp.
      Chodzilo o to zeby to co zrobila nie bylo az takie zle. Oni zupelnie inaczej
      pojmuja pewne rzeczy i moze zanim ich nagniemy na nasze myslenie warto odkryc
      to inne dzieciece podejscie z ktorego moze i my moglibysmy sie czegos
      nauczyc....
      • migotka2000 Re: cynta 22.11.05, 15:16
        Fajnie to ujęłaś. To co piszesz, przypomina mi jak walczyliśmy z Miśkiem, o to
        żeby nie uciekał, nie wybiegał na drogę itp. Misiek z uporem maniaka
        twierdził,że auto na niego nie najedzie, "bo on postawi taki szlaban, albo
        weźmie miecz i zrobi bam bam panu kierowcy". Nam ciśnienie skakało, ale
        truliśmy dalej swoje, posuwając sie nawet do wizji pobytu w szpitalu, naszego
        smutku, smutku wszystkich dziadków, cioć, a nawet zwierząt w rodzinie, gdyby
        Michałek został potrącony przez samochód.

        Kupuję też tą teorię na temat posiadania wpływu na otocznie - za każdym razem,
        kiedy Misiek o coś prosi, bez specjalnej nadzei na spełnieni tej prośby, a my
        mówimy - "Jasne, możesz!", "Jasne, poczytamy!", " Jasne, mam dla ciebie
        Mambę!", to wyraźnie widać, że Młody odzyskuje wiarę w nas jako "spoko
        starych", a nie tylko ustalaczy zasad i zabraniczy.
        • atunia Re: cynta 23.11.05, 09:25
          A jak się walczenie skończyło i po jakim czasie Waszego tłumaczenia?
          Bo bardzo jego twierdzenia przypominają Agatkowe 'ja kopnę to auto'...

          Atunia
          • migotka2000 Re: atunia 23.11.05, 17:05
            Trudno powiedzieć, może ze dwa miesiące? Teraz spacery wyglądaja dużo lepiej,
            ale nadal bardzo go pilnujemy i przypominamy o o tym,że ma sie zatrzymać lub
            zejść na trawnik. Mamy tego pecha,że na naszym nowym osiedlu roi sie od dróg i
            dróżek polnych, a samochody pjawiaja dosłownie znikąd. Nadal obowiązuje zasada
            oczy naokoło głowy, ale Michał przynajmniej reaguje na komendę "uwaga auto"
            i "stój".
      • liberata Re: jak dotrzeć do trzyipółlatka (b. długie)? 23.11.05, 00:38
        Otóż to. Cynta chyba trafiła w sedno. Przecież nie każde dziecko buntuje się,
        bo potrzebuje uwagi rodziców. Są przecież dzieci, które mają jej pod dostatkiem.
        Dlatego wydaje mi się, że wynika to właśnie z uzależnienia od rodziców. Dziecko
        w wielu sytuacjach nie może samo o sobie decydować, jego decyzje nie są brane
        pod uwagę, a wszelkie próby protestu surowo zwalczane. Wyobraźcie sobie
        sytuację, w której osoba, od której zależy wasz byt np. szef zrobił coś, na co
        się nie zgadzacie, ale nie możecie tego uniknąć. Jesteście dorosłe, nie
        zaczniecie go kopać i wrzeszczeć, rzucać się na podłogę, wierzgać nogami i co
        tam jeszcze, ale przyjdziecie do domu i zaczniecie rzucać się w domu -
        nakrzyczycie na dzieci, zrobicie awanturę mężowi za byle co i w ten sposób
        wasza frustracja znajdzie ujście. Dziecko nie radzi sobie z emocjami, nie
        potrafi ich kontrolować lub przełożyć na kogoś innego, jego reakcja jest
        natychmiastowa. I stąd niekontrolowane awantury w miejscach publicznych,
        których jeśli nie da się zdusić w zarodku, zaraz po pierwszym sygnale (a i to
        rzadko się udaje), trzeba po prostu przeczekać z dezaprobatą ale bez nerwów i
        karania. Po czym spokojnie robić swoje. W wielu sytuacjach nie da się bowiem
        dyskutować z dzieckiem, np. weźmiesz mamę za rączkę, czy sam przebiegniesz?
        Wiadomo, że dziecko musi w tej sytuacji i w dziesiątkach innych po prostu się
        podporządkować. Ale warto pozostawić dziecku możliwość wyboru w innych rzeczach
        (idziemy do piaskownicy czy oglądamy bajkę?), aby wiedziało, że rodzice liczą
        się z jego zdaniem.
        A co do historii z kotkiem - to bardzo poruszające. Nie wiem, czy da się tak
        wytłumaczyć każde uporczywe powtarzanie czynności destrukcyjnej ale to bardzo
        ciekawy pomysł. W niektórych przypadkach na pewno.
    • jnielipinska Re: jak dotrzeć do trzyipółlatka (b. długie)? 22.11.05, 13:19
      witam,
      Ja jestem mamą 4 latka, który w dodatku ma ADHD, ale mniejsza z tym.
      Uczęszczam z synem na terapię, która uczy nas oboje sposobu postepowania w
      podobnych sytuacjach. Moim zdaniem problem może byc w tym, że wyznaczasz karę
      która bedzie później. Dziecko w tym wieku nie rozumie jeszcze pojęcia
      czasu.Moi9m zdaniem mały nie rozumie kary typu wieczorem nie bedzie
      bajki.Dlatego sie tak zachowuje jak dochodzi do wykonania przez ciebie kary.
      Moje dziecko miało kiedyś prosty test apropo czasu. Miało przed soba tabliczkę
      czekolady i jedna kostke obok. Terapeuta powiedział mu: Możesz zjeść TERAZ
      kawałek lub cała czekolade za 10 minut. Zjadł kawałek, bo tych 10 minut po
      prostu nie rozumiał. Jak ma być kara to natychmiast. Pozdrawiam
      • migotka2000 Re: kara natychmiast 22.11.05, 15:32
        a propos kary natychmiast - zauważyłam, że wielu rodziców, zazwyczaj tych
        bardziej opanowanych i powściągliwych, nie lubi "ustawiać" dzieci przy
        świadkach. Całkowicie to rozumiem, ale że nie należę do tych opanowanych,
        działam natychmiast np, zabieram Miśka do domu, lub kategorycznym tonem czegoś
        zabraniam.
        Gdy przechodziliśmy bunt dwulatka, rzucanie się na ziemię itp, koncentrowałam
        się na tym, żeby podnieść syna, przytulić i ukoić, nie rozglądając się zanadto
        na ciekawskie spojrzenia typu "da w dupę czy nie". Pamiętam, że mój tata był
        zaszokowany pierwszym "padem" Miśka na ulicy, normalnie wstydził sie, "rany co
        ludzie powiedzą, toż to klęska wychowawcza itp". Jestem zdania,że mały człowiek
        ma swoje zbójeckie prawo do sprzeciwu, a szczegolnie, kiedy nie bardzo potrafi
        jeszcze mówić, a jakoś przecież musi nam zasygnalizowąc, że nie zgadza się na
        to, że nie kupimy mu setnego autka w kiosku.

        Trzylatek to już inna historia, ale fakt,że potrafi mówić wcale nie oznacza,że
        w chwili wybuchu złości jest w stanie nam powiedzić o co mu chodzi. Staram sie
        zachęcać syna, do tego, żeby w takich chwilach nie krzyczł, nie płakał tylko
        powiedział o co dokładnie mu chodzi, a pewnie się dogadamy. I dogadujemy sie.

        Jest tylko jedno ALE - żeby być skutecznym, trzeba zdobyć się samemu na
        opanowanie i cierpliwość, ale to już temat na inne forum...
        • angelka4 Re: kara natychmiast 23.11.05, 06:55
          Czytając Twój post odniosłam wrażenie, żr taktujesz swojego 3,5 letniego synka
          jakby co najmniej był dorosły i dojrzały emocjonalnie. Ustalanie takich zasad
          nie ma sensu, on i tak o nich zapomni. Poza tym karaj od razu, bo taki smyk nie
          za bardzo rozumie za co go karzesz po tylu godzinach. Dzieci momentalnie
          przechodzą od rozpaczy do śmiechu. Życzę wytrwałości. Pozdrawiam
          • hanula Re: kara natychmiast - do angelki 23.11.05, 17:06
            Czy twój post jest odpowiedzią na list Migotki, pod którym się wpisałaś, czy na
            list Jogo?
    • migotka2000 a propos "traktowania jak dorosłego";-) 23.11.05, 17:16
      Ostatnio doszliśmy z mężem do wniosku, że często zdarza nam się traktowć
      naszego trzylatka "jak starego". Nasz Michał fantastycznie mówi, gestykulując
      przy tym, robiąc miny - taki trochę stary maleńki, nie muszę mówić,że jest przy
      tym po prostu fantastyczny! I my najnormalniej w świecie dajemy się nabrać na
      tą jego "dojrzałość" często wymagając zbyt wiele.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka