Dodaj do ulubionych

2,5 latek nie kocham taty

02.03.06, 13:07
witam wszystkie e-mamy,mam spory problem i prosze was o podpowiedz.Mam 2,5
letnia coreczke jestem caly czas z nia w domu ,niestety jeszcze nie pracuje
ale to nie o to chodzi.Moj szkrab nie kocha taty!!!!Czy to jest zwiazane z tym
ze tata pracuje i nie poswieca jej czasu.wiele razy jest tak ze ona idzie do
tatusia z prozba o cos a tatko splawia ja mowiac ze nie ma czasu.tylko tatus
pojawia sie w domku tatus idz sobie ty jestes glupi,brzydki,nie kocham cie
.najlepiej jak siedzi w drugim pokoju i nawet na nia nie patrzy.ale z rana
zawsze biegnie zobaczyc czy tatus jest.(ja spie z mala w osobnym pokoju)lubi
ogladac filmy z tatuskiem zwlaszcza nowego king konga.domyslam sie ze to moze
byc meza wina albo taki czas dwulatka.Mialyscie podobne problemy?Jak to
rozwiazac?dodam ze nie ma problemu by mala zostawala sama z tatusiem w diomku
bo chetnie zostaje.
Obserwuj wątek
    • bojana Re: 2,5 latek nie kocham taty 02.03.06, 13:28
      Cóż maluszek niezbyt wprawnym językiem pewnie mówi tak naprawdę: nie lubię, że
      tata nie poświęca mi uwagi, jestem na niego za to zła, nie podoba mi się, że
      nie chce sie ze mną bawić, że mam go tak mało
      Zapytaj najlepiej kiedy znów powie: nie kocham taty, czy gniewa się na tatę, że
      sie z nią nie bawi? Stawiam na odpowiedź twierdzącą.
      Pomóż córce identyfikować uczucia do taty. Wczuj sie w jej rolę i pytaj czy to
      właśnie czuje.
      Tatę pewnie kocha, ale ma do niego żal o różne rzeczy i nie umie ich nazwać.
      Słusznie zresztą jeżeli jest tak jak piszesz. Spróbuj popracować nad tatą bo
      widać, że maluszek odczuwa z powodu jego pojęcia duży dyskomfort.
      Pozdrawiam
      • sylyah Re: 2,5 latek nie kocham taty 02.03.06, 13:43
        moze zaskocze cie tym ze mowi to doslownie "tatusiu idz sobie nie kocham cie
        ,jestes bydki"pewnie taki jest powod jak napisalas ,martwi mnie tylko to ze
        tatus juz ma tego dosc, zlosci sie na mala i idzie sobie.
        • bojana Re: 2,5 latek nie kocham taty 02.03.06, 14:15
          Wcale mnie nie zaskoczyłaś. Ja mam 4 letniego synka i znam ten sposób
          komunikacji.
          To tym bardziej trzeba popracować nad Twoim mężem bo zachowuje sie ja dwulatek.
          To szczeniackie zachowanie. Złości sie na dziecko, że w swój nieudolny sposób
          komunikuje mu swoje potrzeby... Skoro tatuś ma tego dość to niech popracuje nad
          sobą, jestem pewna, że jeżeli jego postawę zacznie cechować szczere
          zaangażowanie to napewno będzie lepiej.
          Dzieci wyczuwają takie rzeczy znacznie lepiej niż dorośli.
          Pozdrawiam
          PS. Twój post opisuje nie problem tkwiący w dziecku, bo z dzieckiem jest
          wszystko w porządku, tylko problem niedojrzałego taty.
          • bojana Re: 2,5 latek nie kocham taty 02.03.06, 14:40
            Jeszcze moja uwaga - nie powinno sie dziecku tłumaczyć, że nie wolno tak mówić
            (jak mówi Twoje dziecko), bo to tak samo jakbyś mu powiedziała - nie wolno ci
            wyrażać tego co czujesz. Jak się skutecznie "nauczy" dziecko, że tego nie wolno
            mówić, tamtego też nie i tamtego - to w końcu moze z niego wyrosnąć osoba,
            która ma kłopoty z identyfikowaniem własnych emocji.
            Dlatego pisałam abyś pomagała córce identyfikować jej emocje i właściwie (czyli
            w sposób nie raniacy innych) je nazywać.
            Ja dość szybko nauczyłam synka żeby zamiast "idź sobie" mówił "chcę zostać
            sam", i tak dalej, i tak dalej.
            Pozdrawiam i życzę wytrwałoścismile
          • malgoska13 Re: 2,5 latek nie kocham taty 04.03.06, 19:45
            dokładnie to ujełaś. Dwulatek tatuś.
            Mój synek ma 4,5 roku i od paru lat walczę o większe zainteresowanie ojca...
            i niestety niewiele zdziałałam i chyba już nie zdziałam.
            Tylko teraz czasami temu tatusiowi jest głupio jak usłyszy np. przy kimś z
            rodziny 'ja wole mame bo ona ma zawsze dla mnie czas', albo coś w tym stylu.
            Sami sobie winni.
          • sylyah Re: 2,5 latek nie kocham taty 07.03.06, 15:25
            dzieki dziewczyny zaczyna sie cos dziac tatus jak jest w domku to Julia ciaga go
            do zabawy.Dzisiaj nawet w sklepie powiedziala do mnie mama ty idz tata mnie
            bedzie pilnowal.troszke przykro ale super z drugiej strony pomalutku zaczynaja
            sie dogadywac.
    • net_friend Re: 2,5 latek nie kocham taty 02.03.06, 14:39
      Jako ojciec 2.5 rocznej dziewczynki mialem podobny problem. Pracuje dlugo i
      wracam ok. 18.00, ale rozwiazalem problem przyjmujac zasade "poza pracą jestem
      tylko dla niej". Wieczory i weekendy spedzamy na zabawach i czytaniu. Filmy
      raczej sporadycznie. Na niekorzysc dziala krotki dzien ale to juz niedlugo sie
      zmieni. Tata musi zrewidowac swoje podejscie.
      • malgoska13 Re: 2,5 latek nie kocham taty 04.03.06, 19:46
        gratuluje twojej córce taty!
    • agab51 Re: 2,5 latek nie kocham taty 03.03.06, 06:30
      nie czytałam poprzednich odpowiedzi, celowo, zeby się nie sugerować, bo miałam
      taki problem ze swoją córką, i chcę ci pomóc. córka była w podobnym wieku jak to
      się zaczęło, jednak wiem, że to NIE WIEK wpłynał na takie zachowanie, a
      następujące rzeczy:
      po pierwsze, bardzo silnie była związana emocjonalnie ze mną, np jak upadła, a
      byliśmy wszyscy w domu, to i tak przybiegła do mnie, żebym utuliła, (często
      zwyczajnie z przyzwyczajenia) taka mama-dobra na wszystko
      po drugie, miała zaburzone poczucie bezpieczeństwa- kilka razy zniknęłam na dość
      długo (szpital) z drugim dzieckiem. ta rozłąka przyczyniła się do przylgnięcia
      córki do mnie, a odrzucenia innych członków rodziny
      po tzrecie, męża nie było w domu przez większość czasu, mimo iż praca na miejscu
      i dziecko widziało go, gdy tylko miało taką ochotę, to nie to samo, jak czynne
      spędzenie czasu tylko we dwójkę, na rozmowie, zabawie, wspólnym majsterkowaniu etc
      kolejna rzecz- mąż nie był bez winy, wracał zmęczony, i nawet gdy pomogał mi np
      przy kąpieli dzieci, to na zasadzie: no dobra, zrobię to, ale potem dajcie mi
      spokój, musze odpocząć. albo wpadał, i wprowadzał dyscypilnę, ustawiał
      dzieciaki, bo cierpliowści mu brakowało.
      co pomogło- przedszkole dla dziecka, bo dziecko troszkę oddzieliło się ode mnie.
      przestałam tolerować ustawianie dzieci przez męża. kilka razy spięliśmy się na
      ten temat i widzę, że mąż pracuje nad kontaktami z dziećmi. spokojniejszy czas u
      męża w pracy, przez co więcej był w domu, i zaczął spędzać czas z dziećmi, także
      poświęcać zaczął czas na zwykłe bycie z sobą i "nicnierobienie", wspólne wyjścia
      tylko męża i córki (nawet po przysłowiowe bułki do sklepu).
      zabroniłam córce mówić takie rzeczy, jak "nie kocham cię".
      powiedziałam tak (mniej wiecej):
      mozesz złościć się na tatę, i mozesz mu o tym powiedzieć, możesz np rzucić
      misiem, czy zrzucić poduszką z łóżka, ale nie mów takich rzeczy, bo to sprawia
      przykrość. takze mamie, bo mama kocha tatę i mamie jest przykro, gdy ktoś inny
      mówi do taty takie rzeczy.
      niby zaprzeczyłam negatywnym emocjom, ale pozwoliłam jej na złość czy
      wyładowanie tej złości. mała zrozumiała to bezbłędnie! smile
      w sumie tyle tylko zrobiliśmy w tym kierunku, a układy tata-córka znacznie
      poprawiły się.
      fajnie, że twoje dziecko chce zostawać z tatą w domu, bo moja córka nawet tego
      nie chciała. teraz takze nie mam z tym problemu.
      pozdrawiam, serdecznie.
    • agab51 Re: 2,5 latek nie kocham taty 03.03.06, 06:38
      przeczytałam poprzednie odpowiedzi, no cóż, moze faktycznie niefortunne było, że
      zabroniłam jej mówić: nie kocham tatę.
      moja córka także wyganiała tate z pokoju, " nie chcę cię tu widzieć, idź sobie"
      a mąż wychodził. częstoz obrażoną miną. (faktycznie jak dwulatek).z kolei innym
      razem ustawiał dzieciaki: szybciej, na co czekasz, rozbieramy się, kąpiemy się-
      w tym stylu. żeby tylko odbębnić kąpiel, zeby tylko móc samemu zająć się sobą
      czy zwyczajnie odpocząć po pracy.
      dlatego zacząłam od męża. przede wszystkim zabroniłam mu takich zachowań.
      wykorzystałam czas, gdy ma mniej pracy, był bardziej na luzie, i spędzał czas w
      domu.
      pomogło, naprawdę.
      ale przedszkole takze wiele zrobiło na plus, nie tylko w relacjach tata-dziecko.
    • vharia Re: 2,5 latek nie kocham taty 04.03.06, 19:57
      Napewno najwięcej ma do zrobienia mąż- musi poświęcić dziecku tyle swojej uwagi,
      żeby nawiazali nic porozumienia. I to jest moim zdaniem kluczowa sprawa.
      Jeśli chodzi o Twoją rolę, to czy czasem dziecko nie posłuchało paru komentarzy
      i wymówek (Twoich w stronę męża), że się dzieckiem nie zajmuje? Jakichś spięć na
      innym tle (domowe obowiązki chociażby). Dzieci chłoną takie rzeczy a będąc
      zakochane w mamusi "biorą jej stronę".
      Oczywiście nie zrozum tego, co piszę, jako zarzutów! Stoję na stanowisku, ze
      ojciec, który chce być ojcem z prawdziwego zdarzenia, musi poświęcać dziecku
      czas. SAMODZIELNIE organizować wspólne zajecia (a nie być za noge wciągany przez
      mamę). Od jego postawy zależy i Twoja i dziecka. Piłka po jego stronie. A Ty
      uważaj najwyżej, aby nie dolać oliwy do ognia.
      • igrega Re: 2,5 latek nie kocham taty 06.03.06, 13:20
        NIe wiem czy będą to słowa pocieszenia czy nie , ale mój syn (za 2 tygodnie 4
        lata) od czasu do czasu rzuca swoję "nie lubiuę Cie" czasem jest to skierowane
        do mnie czasem do męża. Mój mąż na początku to bardzo przeżywał (obrażał się) -
        jak syn miał ok 2.5 roku nie lubiał tylko taty. Wszystko uległo zmianie gdy i
        ja zaczęłam być nie lubiana gdy czegoś zabrsniam. Mąż przestał się przejmować
        bo zauważył ze to jest tylko takie gadanie. Na pocieszenie moje dziecko
        stwierdziło że zmieni mamę, tatę i siostrę na lepszychsmile))). Po 5 minutach
        stwierdził że jednak zostaje z nami, nie wyprowadza się bo nas kochasmile).
        • allija Re: 2,5 latek nie kocham taty 06.03.06, 13:45
          Ostatnio robilismy przgląd domowej tasmoteki i wszyscy zaśmiewalismy sie do
          rozpuku kiedy moje młodsze dziecko, wtedy 3-latek, zadąsane i naburmuszone
          krzyczało z ekranu "nie kocham taty, idź sobie". Nawet nie wiadomo o co poszło,
          najwyraźniej tata cos zrobił nie tak. Myślę, że trochę to jednak taki okres w
          zyciu dziecka. Nasz tata tez nie poswięcał wtedy dzieciom za duzo czasu,
          praktycznie nie było go w domu bo dużo pracował. Jednak w czasie wspólnych
          wakacji był cały dla dzieci.
          Potrafie sobie wyobrazić jakie to przykre bo parę lat później moi synowie
          kwestionowali wszystko co powiedziała mama, za to to co powiedział lub zrobił
          tata było święte. Kiedy tak było ze starszym synem było mi strasznie przykro.
          Przy młodszym wiedziałam, że tak musi być i przejdzie. Faktycznie przeszło.
          Jeśli sytuacja ogólnie jest normalna tzn. tata rzeczywiście nie robi nic złego
          w stosunku dziecka to ja bym nie darła szat. Tata musi pracowac na dom i dzieci
          i nie może poświęcić az tak dużo czasu dzieciom, kiedy przychodzi zmeczony ma
          prawo do odpoczynku, nie musi natychmiast leciec do pokoju dzieciecego. Małe
          dzieci są zbyt niedojrzale emocjonalnie żeby to zrozumieć dlatego mogą w ten
          sposób protestować. Jednak przyjdzie czas, ze to zrozumieja i tata stanie sie
          tym kim zwykle bywa - autorytetem, kims do kogo mozna zwrócic się o pomoc we
          wszystkim, kto naprawi zepsuta zabawkę, nauczy jazdy na rowerku, kto rozwiąże
          zadanie z matematyki i wytłumaczy reakcję chemiczna /jako, ze tata zwykle ma
          umysł ścisły ale może wytłumaczyc co innego / itd, itp.
          To przyjdzie szybciej niz ci sie wydaje, dzieci tak szybko rosną.
          • mamaemilii Re: 2,5 latek nie kocham taty 06.03.06, 14:01
            allija napisała:
            > i nie może poświęcić az tak dużo czasu dzieciom, kiedy przychodzi zmeczony ma
            > prawo do odpoczynku, nie musi natychmiast leciec do pokoju dzieciecego. Małe
            > dzieci są zbyt niedojrzale emocjonalnie żeby to zrozumieć dlatego mogą w ten
            > sposób protestować. Jednak przyjdzie czas, ze to zrozumieja i tata stanie sie
            > tym kim zwykle bywa - autorytetem, kims do kogo mozna zwrócic się o pomoc we
            > wszystkim, kto naprawi zepsuta zabawkę, nauczy jazdy na rowerku, kto rozwiąże
            > zadanie z matematyki i wytłumaczy reakcję chemiczna /jako, ze tata zwykle ma
            > umysł ścisły ale może wytłumaczyc co innego / itd, itp.
            Zupełnie nie mogę się z tym zgodzić. To tylko usprawiedliwianie "zapracowanych"
            ojców, którzy, tak jak pisały dziewczyny, zachowują się jak dzieci. Na swoje
            zabawy, czas dla siebie znajdują czas, ale by pobyć z dzieckiem już nie - są
            przecież za bardzo zmęczeni.
            Dzieci tego nie zrozumieją, one się z tym po prostu pogodzą. A ich potrzeby, by
            mieć ojca-rodzica na tych samych prawach co mamę, pozostaną. Dobrze, że w tym
            wieku jeszcze potrafią to sygnalizować, choć tak nieporadnie.

            A odnośnie 2,5-latka, to mimo wszystko może być też kwestia wieku. Moja mała ma
            dobre relacje z tatą, a jednak ostatnio wyraźnie woli, gdy ja się nią opiekuję,
            zajmuję. Myślę, że to taka "faza", pewnie niedługo jej przejdzie.
            Najprawdopodobniej dzieje się w jej życiu coś, co powoduje, że potrzebuje
            większego poczucia bezpieczeństwa. Co tu dużo mówić, to mama najbardziej się z
            tym jej kojarzy.
            • allija Re: 2,5 latek nie kocham taty 06.03.06, 14:22
              No to sie w końcu zdecyduj czy to kwestia wieku czy wina ojca?
              Zreszta, pisałam, ze mówie o rodzinie normalnie funkcjonujacej a nie o takiej
              gdzie tata wyraźnie zaniedbuje dom, zone i dzieci.
              Mój mąż w owym czasie pracował bardzo dużo, na nasze nowe mieszkanie. Kiedy
              padał z nóg nie miałabym serca angażowac go do zabaw z dziecmi. Nie latał z
              koleżkami na piwo.
              Tak więc, jeszcze raz podkreślam, ze pisze o normalnej rodzinie, w której sa
              jakies piorytety, a nie infantylnych tatusiach.
              To normalne, ze ważna rola ojca zaczyna sie w późniejszym wieku dziecka. Małe
              dziecko potrzebje bardziej bezpieczeństwa i ciepła matki, starsze, ktore uczy
              sie zycia potrzebuje autorytetu i wiedzy ojca /przypomnijmy choćby
              postrzyżyny/. To oczywiscie tylko jakies ramy, usankcjonowane historycznie i w
              kazdej kulturze, które, uwazam, są gdzies przekazywane genetycznie. To nie
              znaczy, ze kazda matka jest głupia a ojciec gruboskorny.
              • mamaemilii Re: 2,5 latek nie kocham taty 06.03.06, 15:09
                allija napisała:

                > No to sie w końcu zdecyduj czy to kwestia wieku czy wina ojca?
                Wiesz allija, nie mam na tyle odwagi i rozumu, by po jednym poście autorki
                wydawać takie sądy. Krótko mówiąc: za mało danych. A napisałam tylko, jak to
                wygląda u nas, czyli o pewnej "fazie".

                Natomiast odnosząc się do Twoich kolejnych słów:

                > To normalne, ze ważna rola ojca zaczyna sie w późniejszym wieku dziecka. Małe
                > dziecko potrzebje bardziej bezpieczeństwa i ciepła matki, starsze, ktore uczy
                > sie zycia potrzebuje autorytetu i wiedzy ojca /przypomnijmy choćby

                Nie jestem psychologiem, ale nie spotkałam się z taką opinią, że ojciec staje
                się ważny później. Wręcz przeciwnie, ojciec wprowadzany jest w rodzicielstwo
                już podczas ciąży, co może oznaczać, że jest ważny od pierwszych dni życia.
                Odkładanie tego na później prowadzi do tego, że ojciec zna dziecko słabo, i
                siłą rzeczy może mu pomóc tylko w pewnych (przeważnie technicznych) sprawach.
                Ale staje się w tym momencie jakimś dodatkiem do matki.
                A chyba nie o to chodzi. Jeszcze nasi rodzice kontynuowali ten model. IMO warto
                sobie uświadamiać, że może być inaczej. Z pożytkiem dla ojca i dla dziecka
                jednocześnie.

                > postrzyżyny/. To oczywiscie tylko jakies ramy, usankcjonowane historycznie i
                w > kazdej kulturze, które, uwazam, są gdzies przekazywane genetycznie.

                Tak, są przekazywane, ale na pewno nie na poziomie genetycznym, a kulturowym
                właśnie. I najwyższy czas to zmienić. Bo na tym samym poziomie uważa się, że
                matka ma siedzieć w domu z dzieckiem w zamian za becikowe itp. oraz, że bicie
                wychowuje dziecko.

                To nie
                > znaczy, ze kazda matka jest głupia a ojciec gruboskorny.
                A czy ja coś takiego zasugerowałam? Ja tylko nie zgadzam się na
                usprawiedliwianie mężczyzn z powodu ich zapracowania i nie włączanie ich w
                opiekę nad dzieckiem. Zauważ, że tak samo zapracowana matka już
                usprawiedliwiana nie jest.
                • allija Re: 2,5 latek nie kocham taty 06.03.06, 20:27
                  No z twojego postu nie wywnioskowałam zebys miała jakies szczególne problemy z
                  wydawaniem sądów. Przeciwnie, piszesz: ojcowie, dzieci, zupelnie jak ja. I
                  zupełnie jak ja podajesz jak to było u ciebie. Przy czym moje "u mnie" zgadza
                  sie z moją opinią ogólną. U ciebie przeciwnie. Najpierw twierdzisz że ojcowie
                  się migaja od opieki więc dzieci protestują, potem zaś twierdzisz, że u ciebie
                  mąż się nie migał a dziecko protestowało. No, jest w tym jakas niespójność. Ale
                  mniejsza z tym.
                  Nie widze nic dziwnego, że rola ojca wzrasta wraz z wiekiem dziecka. Nie mówie,
                  i nie mowiłam wczesniej, ze w ogóle od początku ojciec nie jest wazny. Jednak
                  rola matki jest inna, czy tego chcesz czy nie. Od wieków to matki rodziły swoje
                  dzieci i tego nie zmienisz zadnym nowatorskim modelem rodziny. Ale chocbys
                  nauczyla męża zmiany pieluch czy przyrzadzania zupek to i tak społecznie
                  spełnia on inną role w wychowaniu. To jest tak, ze np. matka bedąc z dzieckiem
                  wiekszość czasu czegos wymaga i prosi godzinami i nic, przyjdzie tata i powie
                  jedno zdanie a juz jest zrobione. Nie musi krzyczeć i grozic. No, logicznie
                  patrząc jest to niewytłumaczalne, przeciez matka przebywając z dzieckiem
                  powinna miec z nim wiekszy kontakt i większy wpływ na nie.
                  Mozna zmieniac model rodzicielstwa, czy z pozytkiem i dla kogo? tego nie
                  wiadomo do końca, odpowiedź przyjdzie pewnie po latach. Jak na razie nowy model
                  rodziny jakos nie bardzo sie sprawdza. Wystarczy spojrzec na obecna młodzież,
                  takiej degradacji to jednak jeszcze nascie lat temu nie było.
                  A z tymi genami to tez nie do końca moge się zgodzić. Na jakiej podstawie
                  twierdzisz, ze tak byc nie moze? otóż ja wiem, ze przeprowadzano badania na
                  zwierzetach i okazało się, iz przekazuja one swoim następnym pokoleniom wiedze
                  nabyta przez siebie. Jakie społeczne /w grupie/ zachowania pozwalaja im
                  prztrwac lepiej, czym kierowac sie przy zdobywaniu zywnosci i jaką omijać itp.
                  Dla przykladu, jesli nasiona jakiejs rosliny siały pomór wśród jednego
                  pokolenia ptaków to w nastepnych pokoleniach ptaki tego gatunku omijały te
                  własnie rosline z daleka. Taka wiedza nie mogła byc przekazywana ustnie i w
                  książkach ze zrozumiałych wzgledów.
                  Człowiek tez należy do swiata przyrody. I dlatego śmiem twierdzic, że podobna
                  wiedze mógł miec przkazna od swoich przodków. Jakie zachowania społeczne sa
                  najlepsze dla naszego gatunku. I taka własnie rola matki i ojca w rodzinie, jak
                  do tej pory przynajmniej, okazała sie byc najlepsza dla ludzkiego gatunku.
                  Nie wiem dlaczego kojarzysz to z becikowym i biciem.
                  W zasadzie zaś, jak zauważyłam, wszystko sprowadza sie do jednego, do
                  odpowiedzialności. Wystarczy tylko swoje decyzje podejmowac odpowiedzialnie i
                  wiekszość fundamentalnych problemów znika.
                  Jesli decydujemy sie zostac rodzicami to trzeba zdac sobie sprawę na co sie
                  decydujemy i jakie to pociaga za soba konsekwencje. Zarówno dla matki jak i
                  ojca. I tyle. Wtedy nie ma lamentu, ze ojciec unika obowiązku bycia ojcem a
                  matka jest zaganiana i ma wszystkiego dosyć.
                  • mamaemilii Re: do allija 07.03.06, 13:35
                    Z dziką rozkoszą odpowiem na Twój post, szkoda tylko, że będzie tak długo.

                    > Nie widze nic dziwnego, że rola ojca wzrasta wraz z wiekiem dziecka. Nie
                    mówie,
                    >
                    > i nie mowiłam wczesniej, ze w ogóle od początku ojciec nie jest wazny. Jednak
                    > rola matki jest inna, czy tego chcesz czy nie. Od wieków to matki rodziły
                    swoje
                    > dzieci i tego nie zmienisz zadnym nowatorskim modelem rodziny. Ale chocbys
                    > nauczyla męża zmiany pieluch czy przyrzadzania zupek to i tak społecznie
                    > spełnia on inną role w wychowaniu.

                    Samo urodzenie dziecka przez kobietę nie wyłącza z rodzicielstwa mężczyzny. I
                    nie jest to nowatorski model rodziny, ale właśnie wzięcie odpowiedzialności
                    przez oboje za nowe życie, które powołali razem. Ale o tym potem.

                    To jest tak, ze np. matka bedąc z dzieckiem
                    > wiekszość czasu czegos wymaga i prosi godzinami i nic, przyjdzie tata i powie
                    > jedno zdanie a juz jest zrobione. Nie musi krzyczeć i grozic. No, logicznie
                    > patrząc jest to niewytłumaczalne, przeciez matka przebywając z dzieckiem
                    > powinna miec z nim wiekszy kontakt i większy wpływ na nie.

                    Faktycznie jest to dla mnie niewytłumaczalne. U mnie w nowatorskim modelu
                    rodziny, który staramy się realizować, takiej sytuacji nie znajdziesz. Ja też
                    nie muszę prosić godzinami, ani krzyczeć i grozić jako matka, ale to inny
                    temat. A mój mąż stosuje te same metody wychowania, co ja. Nie mówię, że
                    dziecko nas słucha od razu, w końcu jest dwulatką, i przechodzi normalne etapy
                    buntu. Ale na szczęście potrafimy się dogadać i nie trwa to godzinami.

                    > Mozna zmieniac model rodzicielstwa, czy z pozytkiem i dla kogo? tego nie
                    > wiadomo do końca, odpowiedź przyjdzie pewnie po latach.

                    Wiadomo. Z pożytkiem dla kobiet, które mając te same obowiązki, co mężczyźni,
                    pracując tyle samo godzin, nadal obarczane są opieką nad wszystkimi domowymi
                    obowiązkami oraz nad dzieckiem. Natomiast panowie, wychowani w dawnym modelu
                    rodziny, uważają to za naturalne. Wierz mi, więcej zaangażowania ze strony
                    męża, partnera może zdziałać cuda. Prawda jest taka, że korzysta na tym wtedy i
                    kobieta i dziecko.

                    > Jak na razie nowy model
                    > rodziny jakos nie bardzo sie sprawdza. Wystarczy spojrzec na obecna młodzież,
                    > takiej degradacji to jednak jeszcze nascie lat temu nie było.

                    Takie same teksty o młodzieży słyszano i 20 lat temu, i 100. To nie jest
                    argument. I co znaczy, że model się nie sprawdza? Patrzę na moje małżeństwo i
                    tu się sprawdza. Nie do końca, bo mój mąż wielu rzeczy musi się jeszcze nauczyć
                    (niestety, w domu wszystko robiła mama), ale z każdym tygodniem jest lepiej. A
                    on też czuje się lepiej, mając wiekszą orientację w tym, jak zarządzać
                    gospodarstwem domowym i jak opiekować się dzieckiem. Dzięki temu stał się
                    samowystarczalny.

                    > A z tymi genami to tez nie do końca moge się zgodzić. Na jakiej podstawie
                    > twierdzisz, ze tak byc nie moze? otóż ja wiem, ze przeprowadzano badania na
                    > zwierzetach i okazało się, iz przekazuja one swoim następnym pokoleniom
                    wiedze
                    > nabyta przez siebie. Jakie społeczne /w grupie/ zachowania pozwalaja im
                    > prztrwac lepiej, czym kierowac sie przy zdobywaniu zywnosci i jaką omijać
                    itp.

                    Nie zgadzam się choćby dlatego, że istnieją lub istniały takie plemiona, gdzie
                    to mężczyzna jest opiekunem ogniska domowego. Dlatego, że wiele wskazuje na to,
                    że kiedyś mieliśmy matriarchat, w którym z pewnością role były inaczej
                    interpretowane, niż teraz. Geny a kultura to dwie różne rzeczy. Wychowanie
                    mojego męża to nie geny, to właśnie kultura.

                    > Dla przykladu, jesli nasiona jakiejs rosliny siały pomór wśród jednego
                    > pokolenia ptaków to w nastepnych pokoleniach ptaki tego gatunku omijały te
                    > własnie rosline z daleka. Taka wiedza nie mogła byc przekazywana ustnie i w
                    > książkach ze zrozumiałych wzgledów.
                    > Człowiek tez należy do swiata przyrody. I dlatego śmiem twierdzic, że podobna
                    > wiedze mógł miec przkazna od swoich przodków. Jakie zachowania społeczne sa
                    > najlepsze dla naszego gatunku.

                    Ale patrząc na to w sposób opisany przez Ciebie - dlaczego tak wielu ludzi
                    truje się muchomorem albo wilczą jagodą? Czy my sobie nie przekazujemy tej
                    wiedzy? Coś tu szwankuje.

                    > I taka własnie rola matki i ojca w rodzinie, jak
                    > do tej pory przynajmniej, okazała sie byc najlepsza dla ludzkiego gatunku.

                    Wiesz, do tej pory nie było innego wyboru. I czy był najlepszy, to się właśnie
                    okaże, jak wychowamy nasze dzieci.

                    > Nie wiem dlaczego kojarzysz to z becikowym i biciem.

                    Upraszczasz. Odniosłam to do kultury, która owocuje takimi pomysłami jak
                    becikowe, czy płacenie matkom za wychowanie dziecka, a bicie traktuje też jako
                    normalne. Ja ani bicia ani odsunięcia ojca od wychowania dziecka nie uważam za
                    normalne.

                    > W zasadzie zaś, jak zauważyłam, wszystko sprowadza sie do jednego, do
                    > odpowiedzialności. Wystarczy tylko swoje decyzje podejmowac odpowiedzialnie i
                    > wiekszość fundamentalnych problemów znika.

                    I tu się zgadzam. W pełni.

                    > Jesli decydujemy sie zostac rodzicami to trzeba zdac sobie sprawę na co sie
                    > decydujemy i jakie to pociaga za soba konsekwencje. Zarówno dla matki jak i
                    > ojca. I tyle.

                    Dokładnie! I matka i ojciec muszą wiedzieć, co oznacza bycie rodzicem od
                    początku i ponosić odpowiedzialność tej decyzji.

                    > Wtedy nie ma lamentu, ze ojciec unika obowiązku bycia ojcem a
                    > matka jest zaganiana i ma wszystkiego dosyć.

                    Unikanie obowiązku bycia ojcem w tej sytuacji nazywasz odpowiedzialnością? Bo
                    ja wręcz przeciwnie.
                  • malgoska13 Re: 2,5 latek nie kocham taty 07.03.06, 19:04
                    chciałam niewinnie zauważyć, że roslina i ptaszek to nie człowiek...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka