marmaj
27.04.06, 17:54
Jestem tak zdołowana, że brak słów - więc doradźcie mi coś, bo nie wiem co
robić. Sytuacja wygląda tak: córka ma 9 lat, jest bardzo "dojrzała' jak na
swój wiek. Ogólnie nie mam do niej zastrzeżeń - jest dobrym dzieckiem,
posłusznym, dobrze się uczy, wiem też, że mnie kocha - a jednak często
kłamie, sprawiając mi tym ogromną przykrość. Typowy dialog:
-byłaś na szachach dodatkowych? (zajęcia w szkole, których nie lubi "bo
prawie nikt z klasy na nie nie chodzi", ale chcemy, żeby chodzila, bo dzięki
temu uczy się myśleć)
-tak! (odpowiedziane natychmiast, bez wahania, głośno i radośnie)
tutaj mój młodszy syn, który chodzi na te same zajęcia wtrąca, że jej nie
widział
-jak to możliwe, że J. cię nie widział?
-byłam na samym końcu zajęć
-a więc chodzisz tylko na pare minut zajęć?
-tak
-a może w ogole nie byłaś? chyba spytam o to nauczyciela
w tym momencie,przyparta do muru przyznaje się, że nie była
W tym wszystkim najbardziej załamuje mnie, że ona kłamie z taką wprawą, że
nawet by, się nie połapała, gdyby nie syn. Tak się dzieje już od paru lat -
rok temu nie poszła na rekolekcje z klasą i tez "ściemniała", że poszła -
dopiero w rozmowie z nauczycielką wyszło to na jaw. Opowiedziała nawet
zgrabną historyjkę, jak to się źle czuje i mama (czyli ja!) zabroniła jej
iść na rekolekcje. Kłamstwa pojawiaja się oczywiście wtedy, gdy każę jej
robic coś, czego nie chce (pójść na szachy, do kościoła), gdy nie może oprzec
się pokusie i np. pieniądze przeznaczone na zbiórkę zuchową wyda na chipsy,
itp., itd. Ja ja w jakiś tam sposób rozumiem - to tylko dziecko, ale
zamartwiam się tą pewnością z jaką kłamie - co będzie dalej???? Ostatnio
płaczącwyznala mi, że nie przyznaje się do różnych rzeczy, bo się boi kary,
bo jak się przyzna to i tak jest kara, a jak się nie przyzna, to może się nie
dowiem. Wytłumaczyłam jej, że jak się przyzna to kara będzie mniejsza,
natomiast jeśli oprócz nieposłuszeństwa wykaże się też krętactwem, to kara
będzie większa i większa to dla mnie przykrość. Nie wiem zresztą co robić - z
szachów ostatecznie ją wypiszę skoro nie lubi, ale do kościoła musi chodzić,
chcaiłabym tez żeby wydawała pieniądze na to na co one są przeznaczone, a nie
na swoje fanaberie (dostaje tygodniówkę). Czy wprowadzic zwyczaj, że jak się
przyzna to nie ma kary? No ale wtedy to byłaby słaba dyscyplina - może robic
co chce, a jak się przyzna to sprawa anulowana? A z kolei jak będę karać - to
ona będzie klamać? Co robić, pomóżcie... I dziękuję za cierpliwość!