darek40 Re: moje dziecko kradnie 26.08.06, 20:47 nie wiem czy dobrze zrobiłem ale jak narazie poskutkowało. Moja 4 letnia córka bedąc na imprezce dziecięcej u naszych znajomych (kilkoro dzieci i rodzice) napakowała sobie kieszenie jakimiś słodyczami (czekoladowe kulki). Na tej samej imprezie wcześniej usiłowała zabrac sobie jakiś ładny drobiazg z łazienki. Wcześniej też "coś" się jej zdarzało. Gdy wróciliśmy do domu i odkryłem pełne kieszenie - najpierw wytłumaczyłem, że jest złodziejką. Następnego dnia rano pojechaliśmy do gospodarzy i w obecności 5-letniego solenizanta odniosła wszystkie słodycze na miejsce. oczywiście dostała je od gospodarzy wszystkie z powrotem ale "akcja" była. Nie wiem, czy to podziałało ale od tego czasu tego typu zdarzeń nie ma. Wie, że nic "bez pytania" i jakoś "normalnie" tego przestrzega. Odpowiedz Link Zgłoś
mlody-inwestor A jaka to byla kara ? 27.08.06, 19:07 W jaki sposob ukaraliscie dziecko ? Jesli byla to tylko rozmowa edukacyjna to nic dziwnego iz dzieciak nie slucha. Tylko terror psychiczny go oduczy Niech idzie do rodzicow okradzionych dzieci i sam sie przyzna - upokorzy go to tak bardzo iz drugi raz juz sie zastanowi. Odpowiedz Link Zgłoś
bszalacha Re: moje dziecko kradnie 27.08.06, 19:40 chyba zbyt drastycznie został ukarany tym pierwszym razem,nie sądzisz?Pózniej mogło być już "na złośc".Pomału,spokojnie realizuj "naukę",ale cały czas okazuj zaufanie.No bo musisz mu ufać,nawet,gdy coś powtórzy.I nie traktuj go jak złodzieja,na boga,to przekora. Odpowiedz Link Zgłoś
qba47 ja bym uciął łape gnojowi!!!A jak coś łagodniejsz 27.08.06, 22:07 ja bym uciął łape gnojowi!!!A jak coś łagodniejszego,to jak nie krorzy tu pisali sprałbym gnoja żeby był cały siny!!!Bo wychowywanie "po dobroci"przyniesie tyle ze gnojek bedzie sie śmiał,potem zacznie okradac rodzicow i innych a na koncu zacznie zabijać!!!Tak robia tylko wychowywani"bezstresowo" Odpowiedz Link Zgłoś
elduende tez podkradalam 28.08.06, 00:04 rozne rzeczy mamie. uwazalam,ze na nie nie zasluguje i nawet nie przyszloby mi do glowy, by o nie poprosic. wiedzialam,ze robie zle, ale czulam sie zla i niedobra. i tak nie mialo znaczenia, co zrobie, z gory bylo wiadomo,ze i tak jestem niedobra. pamietam ten stan swiadomosci. mama mnie zawstydzala, potwierdzala tym moje przekonanie na wlasny temat. i stale poczucie rozpaczy. zaznaczam,ze mama bardzo mnie kochala. bylismy przecietna rodzina... dostawalam raz po raz w tylek jak wiekszosc dzieci w moim bloku, mama byla nerwowa i nieszczesliwa, miala trudne dziecinstwo, jak wiekszosc ludzi jej pokolenia( urodzila sie tuz po wojnie). byl czas,ze uwazalam swoje dziecinstwo za koszmar, ale w porownaniu z historiami moich znajomych moje wypadaja dosc normalnie, zeby nie powiedziec niemal sielankowo. wyksztalcilam sobie systemy obronne, przetrwalam dziecinstwo, przeszlam okres buntu, doroslam, przeszlam terapie . przeszlam prog na stawianie granic swojemu dziecku w obawie,ze bedzie sie czulo tak samo jak ja, gdy bede stanowcza. odkrylam, ze granice sa mu potrzebne i nie musza powodowac traumy. wierze,ze odpowiedzialnosc za to co robimy daje nam poczucie sily i tozsamosci. mozna te samą metode zastosowac przeciw dziecku lub dla dziecka. w zaleznosci od naszego nastawienia poniesienie przez niego naturalnych konsekwencji moze byc dla niego ponizajacym dowodem na jego nędzę moralną i wszelaką, lub odnalezieniem sily i odwagi we wzieciu odpowiedzialnosci za swoje dzialanie i odkryciem,ze nawet najbardziej wstydliwe bledy mozna naprawic,ze w kazdej sytuacji tkwi mozliwosc przetransformowania jej i uleczenia. a na deser prawdziwa historia znajomego: gdy byl bodajze dwunastoletnim chlopcem, ukradl mamie jakis element bizuterii, spieniezyl i nabyl marihuane. nim sie wydalo,ze to on, mama zglosila sprawe na policje. Gdy juz sie jej przyznal, to rowniez zglosila. a potem poszla trzymac go za reke, gdy bral udzial w procesie i wysluchiwal od sedziego pouczenia. byla przy nim, nie opuscila go, nie zwrocila sie przeciw niemu. ale nie zdjela z niego konsekwencji. pozwolila mu ich doswiadczyc nie odrzucajac go. dla mnie to niedoscigle mistrzostwo. czy umialabym az tak kochac swoje dziecko? czy nie ratowalabym go raczej chroniac przed konsekwencjami? a jak przeprowadzic cos takiego mądrze, nie przesadzając w druga strone i nie budząc w dziecku poczucia kleski moralnej i odrzucenia? bycie rodzicem to spacer po cienkej linie spadamy nie raz. trzymam kciuki za panią i za synka. jedyny pomysl jaki mam: 1.przywolac w sercu intencje z jaka chce sie cos przeprowadzic- milosc do syna 2.z ta intencja w sercu dzialac ufajac swojej intuicji. mi pomaga, w czestych chwilach zwatpienia i niepewnosci. pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
donpedro72 Daj go nam...!!! 28.08.06, 20:50 Przywieź go do nas na dzielnię, zrobim z niego git małolata, takie bżdonce są potrzebne w naszym fachu, nie? Wyprowadzim go na ludzi, nie kucaj. A jakżeś ładna, to i ciebie przytulim na mecie, będziesz miała kupę chłopaków za niezłe kase. To dawaj, czekamy. Odpowiedz Link Zgłoś