uburama 31.10.06, 19:34 Do jednostki przyszło zawiadomienie o śmierci ojca szer. Kowalskiego. Sierżant zastanawia się jak to delikatnie przekazać szeregowemu. Zarządził zbiórkę. - Ci których ojcowie żyją wystąp! - A ty Kowalski gdzie się pchasz! Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
freez Dobry artykuł 31.10.06, 19:37 Dziękuję za artykuł autorowi, mimo że dla mnie stanowi jedynie wyciąg ze swoistego elementarza postaw, dla innych może być całkiem dobrym kompedium wiedzy ewentualnie casusów. Odpowiedz Link Zgłoś
plaszcz +++ Ja od małego jeździłem na polowania z tatą +++ 31.10.06, 20:12 on strzelał do ptactwa (kaczki kuropatwy) a ja z psem ganiałem za tym co spadło. A dziadek wieszał za nogi upolowane zające na framudze i obdzierał ze skórki, na dole pod zającem znajdowała się duża miska do której skapywała zajęcza krew. Pasztet z zająca palce lizać, a taka świeżo uwędzona kiełbasa z dzika nie do opisania ) A Śmierć ??? żyjesz to i umrzesz, śmierć jest częścią życia, co tu tłumaczyć Teraz są takie idiotyczne czasy że wszyscy udają że żyją, byle by jak najpoprawniej... a czy umiera się poprawnie ? )) Odpowiedz Link Zgłoś
linke1 Śmierć jest częścią życia. 31.10.06, 21:09 W jenym z PSALMÓW napisano: „Życie nasze trwa lat siedemdziesiąt, a gdy sił stanie lat osiemdziesiąt. A to, co się chlubą wydaje to tylko trud i znój, gdyż czas chyżo mija, a my odlatujemy. Ty znowu człowieka w proch obracasz i mówisz wracajcie synowie ludzcy”. Działania te wiążą nas z cyklem doczesnej egzystencji, gigantycznym kołem narodzin i śmierci. Zatem narodziny jak i śmierć są częściami życia, aby żyć to trzeba umrzeć i takie są koleje losu i tego nikt nie jest w stanie zmienić. Wszelkie płacze i szlochania nie są w stanie tego zmienić, jedynie podgrzewają i tak już napiętą atmosferę tego wydarzenia. Śmierć zabiera nas tam gdzie powinniśmy być. Szlochający i płaczący zachowują się tak, bo nie wiedzą, jak się pożegnać; robią to co potrafią najlepszego. Odpowiedz Link Zgłoś
kamil_de_luxe [...] 31.10.06, 21:13 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
hubert5552 Re: mialem identyczna historie :) 01.11.06, 11:02 Mialem identyczna akcje . Kuropatwy, i obdzieranie ze skorki no i pasztet - mniam mniam. I Tez jezdzilem, z ojcem, z dziadkiem, czesto tez dawali mi postrzelac. Ojciec strasznie chcial zebym tez byl mysliwym, ale jakos nie wyszlo. Jak mialem 10-12 lat to dal mi zastrzelic sarenke i tak mi sie smutno zrobilo jak ja zobaczylem z blika jeszcze zywa, ze nie chcialem juz byc mysliwym. No i nie jestem. Za to zegluje. Ale przyznam ze srodowisko mysliwskie dla malego dzieciaka to najwieksza frajada jaka moze byc.) Las, zwierzaki, strzelby no i wspaniale jedzenie po calym dniu chodzenia ) O smierci mowili to samo, ze jest czescia zycia. I masz racje wcale nie umierali poprawnie. Zupelnie tak samo jak sarna ktora sam zabilem. Harczac, i trzesac sie konwulsyjnie. Z jedna tylko roznica. Ojciec umierajac w szpitalu nie mial takiego strachu w oczach jak ta sarna. Moze dlatego, ze przez cale zycie mial doczynienia ze smiercia bardzo czesto na polowaniach i wiedzial, ze to nieodlaczny element zycia. Odpowiedz Link Zgłoś
aro7 Re: To Proste ! ;) : 02.11.07, 11:27 : "- jak nie zjesz gó..arzu kaszki do końca to chyba cie mamusia zabije ! " Odpowiedz Link Zgłoś
pl2512 Piekny i madry tekst! Autorka przekroczyla cienka 31.10.06, 19:50 linie przecietnego pismactwa w gazecie. Tekst pelen zadumy i duchowego swiatla, mimo, ze opisujacy tak ostatecznie ciemna strone zycia. Odpowiedz Link Zgłoś
plaszcz Danse Macabre - wszyscy zatańczymy w jednym tańcu 31.10.06, 21:45 śmierci - biedny z bogatym, ksiądz z mordercą, kaczyński z jaruzelskim Odpowiedz Link Zgłoś
absurdello uburama !!! Ten kawał nie jest śmieszny 31.10.06, 20:06 w tym miejscu i pod tym akurat artykułem Odpowiedz Link Zgłoś
laureno Re: uburama !!! Ten kawał nie jest śmieszny 31.10.06, 20:09 Gość po prostu nie chciał do siebie dopuścić chwili zadumy, więc chciał zmiennić sobie (i innym) nastój. Tak czasem łatwiej. Odpowiedz Link Zgłoś
laureno Re: Jak rozmawiać o śmierci 31.10.06, 20:08 Dobry artykuł. Naprawdę dobry. Odpowiedz Link Zgłoś
empatio Śmierc jest normalnym etapem ludzkiej egzystencji 31.10.06, 20:27 owijanie w bawełne jest przy takim temacie bezcelowe. Oszukiwanie dzieci nic nie pomoże, prędzej czy później mogą doznać szoku, gdy umże ktoś bliski. Nawet jesli się powie, że dziadek zasnął to chyba po mieśącu dziecko zorientuje sie ze cos jest nie tak, skoro dziadek tak długo spi. Odpowiedz Link Zgłoś
edyta4god Re: Śmierc jest normalnym etapem ludzkiej egzyste 31.10.06, 21:06 Pewnie,że oszukiwanie zupełnie nie ma sensu ale przecież tak wielu rodziców to robi. Ja akurat do nich nie należę, ale mi kiedy byłam dzieckiem nikt śmierci nie wytłumaczył , byłam zdana jedynie na fakty i swoją własną wyobraźnię, co rzeczywiście powodowało we mnie niepotrzebny lęk. Myślę ,że autor artykułu zwraca nam uwagę na coś bardzo ważnego w życiu dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
kwasna7 Jak rozmawiać o śmierci 31.10.06, 20:43 Bardzo mądry artykuł, delikatny, ale zawierający konkrety...Może jestem staroświecka, ale denerwują mnie dziciaki, które już od popołudnia szturmują moje drzwi z hasłem"cukierek albo psikus". Prawda jest taka, że łatwiej jest wymalować sowja pociechę na czarno i kupic jej kostium kościotrupa, aniżeli wytłumaczyć jej atmosferę tych dni, tego czasu zadumy i refleksji nad życiem. Ale również czasu pogodnych wspomnień i uśmiechów w głebi duszy, gdy wspominamy bliskich...A może reaguje tak dlatego, iż 2 tygodnie zmarła moja babcia...jedna z ukochanych osób...zawsze usmiechnięta i dobra...w ostatnich latach,tak bardzo bezbronna...ale tak bardzo silna!!! Być może dlatego piszę juz teraz troche nie temat, bo czuje potrzebe wylania z siebie jakiegoś żalu...jakiegoś gniewu...Ten rok jest bardzo trudny dla mnie i mojej rodziny...Babcioa to była 6 osoba w tym roku...Tak bardzo człowiek tęskni i tak bardzo żałuje, że jeszcze czegoś nie zdążyło się powiedzieć, o coś zapytać...Dlatego niestety wciąż aktualne słowa ks. Jana Twardowskiego: "kochamy wciąż za mało i stale za późńo"...Bądźmy więc zawsze mądrzejsi o doświadczenia wczoraj i ostrożniejsi o dzisiaj, aby jutro nie starcić okazji... Odpowiedz Link Zgłoś
tea-sci a mieso? 31.10.06, 21:27 kiedy dajesz do jedzenia dziecku miecho to tez mowisz ze ta swinka umarla akurat na zawal nim ONO je zje? skonczmy moze z oszukiwaniem do samego konca jesli mozemy... Odpowiedz Link Zgłoś
pixelpainter Re: a mieso?Swieta racja! odwiedz www.gs-arts.net 01.11.06, 00:09 Re: a mieso?Swieta racja! odwiedz www.gs-arts.net Odpowiedz Link Zgłoś
pl2512 To jest wlasnie typowe mieszanie dwoch kompletnie 31.10.06, 21:37 roznych rzeczy przez Polakow. Co innego Halloween, pochodzace jeszcze z czasow celtyckich swieto, ktore jako wigilia Wszystkich Swietych bylo na terenach dawnej Rzeczpospolitej znane jako Dziady, a co innego Swieto Wszystkich Swietych glupawo przerobione na jakies swieto zmarlych. Trick or treat nie znaczy tez ,,cukierek albo psikus" i nie ma za zadanie wykpiwac smierc. Amerykanie i Anglosasi obchodza Memorial Day, w ktorym to dniu wspominaja swoich zmarlych i zolnierzy, ktorzy zgineli dla kraju. Halloween w swoim obecnym charakterze jest zabawa, smiechem z zycia i przemijania. To takze swieto sasiadow, kiedy dzieci chodza po sasiedztwie i dostaja cukierki. Nie musza wcale byc przebrane za kosciotrupy ( a to juz tradycja meksykanska i latynoska a nie made in USA), sa przebrane za postacie z filmow Disneya, policjantow, strazakow, krolika Bugsa czy Harrego Pottera. Nie ma w tym nic z kpiny ze smierci czy jakiegos, pozal sie Boze, kultu satanistycznego. Skoro w Polsce 1 listopada nagle przypominamy sobie o bliskich zmarlych i w swoim koszmarnym i ponurym polskim stylu nawiedzamy cmentarze, to nie znaczy, ze inni tego dnia musza tez bawic sie w cierpietnikow. Wspominac swoich bliskich mozna tez ze smiechem a nie z ponurym zmuszaniem sie do placzu. I jak powiedzial pewien grecki medrzec, smierc jest mi obojetna, bo dotyczy moich bliskich a nie mnie. Jezeli jest dalsze zycie po smierci to dobrze, a jak nie ma nic, to tym bardziej mnie to nie dotyczy. Wiec czym sie przejmowac? Jezeli dusza opuszcza cialo, to miejsce jego spoczynku jest bez znaczenia, a jezeli smierc jest koncem czlowieka, to tym bardziej odwiedzanie grobu nie ma sensu. I mial racje. Odpowiedz Link Zgłoś
maheda Re: To jest wlasnie typowe mieszanie dwoch komple 01.11.06, 08:02 Polski styl nie jest koszmarny - jest kolorowy i świecący - trudno chyba powiedzieć, że ukwiecone cmentarze, pełne kolorowych świateł, są ponure? Chwila zadumy i wyciszenia każdemu jest potrzebna. Czy niekoszmarny styl równa się może wg Ciebie koniecznie głośnemu zachowaniu? Nie bardzo wiem, czemu uważasz, że ludzie odwiedzający cmentarze bawią się w cierpiętników i czemu mówisz o zmuszaniu się do płaczu. Przeważnie na ich twarzach nie ma cierpienia - jest zaduma, a niejednokrotnie uśmiech, bo często można spotkać na tymże cmentarzu dawno niewidzianą rodzinę czy znajomych. Jest to przecież okazja, przez wiele osób wykorzystywana, do odwiedzenia tych żyjących, których na co dzień nie ma czasu odwiedzić. Chyba bardzo dawno nie byłeś/aś na cmentarzu w Polsce, dnia 1go listopada. Piszesz - "śmierć mi jest obojętna, bo dotyczy moich bliskich, nie mnie". Hm - jeśli śmierć bliskich Cię nie obchodzi, to najprawdopodobniej nie byli Ci wcale bliscy. Więzy krwi nie mają tutaj akurat żadnego znaczenia. Pytanie ostatnie, choć nie bez znaczenia: Umarła kiedykolwiek osoba naprawdę Ci bliska? Odpowiedz Link Zgłoś
pl2512 Chyba nie do konca zrozumialas o co mi chodzi! 01.11.06, 13:24 ,,Smierc jest mi obojetna, poniewaz dotyczy moich bliskich a nie mnie", chodzi tu oczywiscie o moja smierc czy jakiegokolwiek czlowieka. To bliscy pozostaja po smierci czlowieka w rozpaczy. Jezeli swiadomosc gasnie z momentem smierci, to nie jest ona przezyciem, poprostu ona zwyczajnie nie dotyczy juz osoby zmarlej jako wydarzenie. Dotyczy najblizszych pograzonych w rozpaczy. Pytanie w stylu ,,Umarła kiedykolwiek osoba naprawdę Ci bliska?" jest niesmaczne i dowodzi twojej ignorancji. ,,Poki jestesmy nie ma smierci, gdy jest smierc, nie ma nas", to bardzo podobne slowa Epikura. W tym sensie pisalem o tym, ze smierc nas w rzeczywistosci nie dotyczy, bo kiedy juz ona jest, ,,nas" jako naszej swiadomosci juz nie ma. 1 listopada jest w polskiej tradycji spedem rodzin na cmentarze. Czesto zakonczonym przerazajaca liczba ofiar wypadkow. W wielu kulturach swiata kult przodkow i szacunek dla miejsca ich pochowku jest codzienny przez wszystkie dni w roku. 1 listopada w Polsce nie jest dniem wspomnien zmarlych czy koniecznej zadumy nad smiercia. Jest dniem w ktorym nagle ,,ustawowo" przypominamy sobie o zmarlych. Jak sama zauwazylas rodziny spotykaja sie raz w roku w tym dniu na cmentarzach, ale czy na pewno rozwazaja w zadumie przemijanie i wspominaja swoich bliskich? Czy tylko okazyjnie omiataja grob, plotkuja i obstawiaja plyte nagrobna coraz drozszymi zniczami? A wszystko konczy sie na popijawie rodzinnej podczas ktorej popisujemy sie co kto ma i ile zarabia, albo klniemy swoj kraj i polityke. To jest zaduma? Dlaczego rodziny nie spotykaja sie na swieta Bozego Narodzenia, Wielkanocy, rocznice rodzinne. Czemu z tradycji amerykanskiej nie wzorujemy sie na przepieknym Swiecie Dziekczynienia (Thnaksgiving Day), a sciagamy jedynie popularne medialnie Halloween czy Walentynki, ktore świetami nie sa, tylko dniami jak Valentines Day? Ile osob co niedziela tloczacych sie w kosciele wierzy w zycie po smierci? Bo jezeli wierzymy, to nasze zachowanie 1 listopada jest jedynie zaprzeczeniem tego fundamentu wiary chrzescijanskiej. ,,Poki jestesmy nie ma smierci, gdy jest smierc nie ma nas" powiadal Epikur. Odpowiedz Link Zgłoś
kiczkok Jak rozmawiać o śmierci 31.10.06, 22:12 Ale przecież najlepiej opowiedzieć dziecku historyjke o niebie, przyda sie też historyjka o Jezu i inne historyjki. Generalnie polecam taki czarny tomik opowiadań dla dzieci pod tytułem "Biblia". Mnóstwo tam odpowiednich historyjek dla każdego problemu. gorąco polecam. Odpowiedz Link Zgłoś
variusrufus Pomyślmy... 31.10.06, 22:30 Nie przeczytałem tego artykułu do końca. Zatrzymała mnie jego głupota. Dziecko wychowywane w wierze katolickiej wie, że istnieje takie coś, jak śmierć i to akceptuje. Wie, że istnieje takie coś jak cmentarze i groby dzieci. Nie boi się o siebie i swoją śmierć - nie myśli o tym lub jest spokojne co do swojej przyszłości. Oczywiście - bardzo przeżywa śmierć innych osób (nawet niekoniecznie bardzo bliskich). Powinno się je oswajać z faktem, że śmierć jest nieodłącznym elementem życia, z podejściem, że każdy może umrzeć w każdej chwili. Nie spotkałem się jeszcze z sytuacją, by dziecko płakało lub przejęło się tym, że ma odejść z tego Świata. Paqmiętajmy, że dzieci często są mądrzejsze od dorosłych i potrafią mówić wprost o tym, o czym dorośli boją się wspominać. Odpowiedz Link Zgłoś
monica28 Re: Pomyślmy... 31.10.06, 23:09 Nie wiem ile masz lat ,ale bez względu na to ile lat żyjesz na tym świecie to niewiele wiesz a zwłaszcza o dzieciach....Widziałam wiele dzieci ,które płakały bo uświadomiły sobie ,że umrą .Były to dzieci katolickie.Nie masz pojęcia jak pełne lęków jest dzieciństwo,zwłaszcza gdy ma sztywnych, rygorystycznych rodziców,którzy wierzą ,że ich dziecko samo odpowie sobie na wszystkie ważne pytania...... Odpowiedz Link Zgłoś
the_dzidka Re: Pomyślmy... 31.10.06, 23:48 > Dziecko wychowywane w wierze katolickiej wie, że istnieje takie coś, jak > śmierć i to akceptuje. Wie, że istnieje takie coś jak cmentarze i groby > dzieci. Nie boi się o siebie i swoją śmierć - nie myśli o tym lub jest > spokojne co do swojej przyszłości. Ty chyba zwariowałeś. Odpowiedz Link Zgłoś
figo66 Re: Pomyślmy... 01.11.06, 00:15 Jeśli jesteśmy pogodzeni ze śmiercią nie będziemy mieli tego problemu przekazania dziecku naszego stawu..jeśli jest inaczej, nie oszukamy dziecka.Wyczuje nasz lęk i będzie musiało z tym żyć.. Odpowiedz Link Zgłoś
viking2 Re: Pomyślmy... 01.11.06, 02:27 variusrufus napisał: > Dziecko wychowywane w wierze katolickiej wie, że istnieje takie coś, jak śmierć > > i to akceptuje. Wie, że istnieje takie coś jak cmentarze i groby dzieci. Nie > boi się o siebie i swoją śmierć - nie myśli o tym lub jest spokojne co do > swojej przyszłości. Oczywiście - bardzo przeżywa śmierć innych osób (n Cos tu sie nie zgadza. Co ma tu do rzeczy "wychowanie w wierze"? Wprowadza jeszcze wiekszy metlik - dziecko zada sobie pytanie "dlaczego placzesz na pogrzebie bliskich?". Przeciez - jesli "wychowano Cie w wierze" - to wedlug tego co Ci wpojono, ten kto umarl, wlasnie "poszedl do nieba", do wiecznej szczesliwosci. Wiec co, zazdroscisz mu? Nie chcesz, by Twoi bliscy byli "szczesliwi na zawsze"? Placzesz, bo tesknisz? Nie ma po co - przeciez spotkasz sie z nimi, bo pojdziesz to tego samego "nieba" co i oni. A jesli sa watpliwosci co do tego, czy nieboszczyk "pojdzie do nieba", to musial byc z niego niezly kawal drania - wiec po kim tu plakac? Celowo przejaskrawiam, bo chce przekazac mysl, ze kiedy zaczynamy mowic o biologii i umieraniu, to "wychowanie w wierze" nie ma nic do rzeczy i nic nie wnosi (chyba, ze mowimy o wychowaniu w wierze buddyjskiej, wedle ktorej ten kto umarl i tak odrosdi sie za 49 dni). Jedyne, co ma sens to pomoc zaakceptowac nieuchronnosc tego, kazdy kiedys umrze. Opowiadanie historyjek o niebach, pieklach, duszyczkach, diablach i aniolkach ma mniej wiecej tyle sensu, co przytoczone w artykule eufemizmy typu "babcia odeszla daleko" albo "dziadka juz z nami nie ma". Odpowiedz Link Zgłoś
minerwamcg Re: Pomyślmy... 01.11.06, 02:36 >Nie spotkałem się jeszcze z sytuacją, by dziecko płakało lub przejęło > się tym, że ma odejść z tego Świata. A widziałeś jakieś dziecko z bliska? Rozumiesz, dziecko, taki człowiek, tylko mały, dwie rączki, dwie nóżki... i cholerny lęk przed tym, że zostanie samo. Albo będzie musiało umrzeć i odejść gdzieś, gdzie nie ma mamy i taty. > Dziecko wychowywane w wierze katolickiej wie, że istnieje takie coś, jak > śmierć i to akceptuje. Wie, że istnieje takie coś jak cmentarze i groby > dzieci. Nie boi się o siebie i swoją śmierć - nie myśli o tym lub jest > spokojne co do swojej przyszłości. Masz na myśli dzieci z powiastek dydaktycznych z XIX wieku? Tych wszystkich małych świętych, którzy umierali w dzień po pierwszej komunii, i bardzo się z tego cieszyli, bo mogli być pewni, że nie zgrzeszą? Ja też czytałam te cuda literatury dewocyjnej i zapewniam Cię, że z żywymi, prawdziwymi dziećmi nie mają one kompletnie nic wspólnego. Odpowiedz Link Zgłoś
cuddy Re: Pomyślmy... 01.11.06, 02:47 ja obcuje ze smiercia na codzien, taka mam prace i nikt mi nie wmowi, ze nie boimy sie smierci. problem w Polsce polega na tym, ze boimy sie o niej rozmawiac, i nie mowie tu o dzieciach. a paradoks polega na tym, ze wiekszosc Polakow to katolicy, wiec teoretycznie wierza w zycie pozagrobowe, wiec skad ta zaloba?? ja katoliczka nie jestem, wierze tylko w ludzi i w to, ze najlepiej przetrwaja, jesli bedziemy o nich pamietac. Zaczynamy umierac w dniu, w ktorym sie rodzimy, i to jest najbardziej naturalna rzecz na swiecie, wiec nalezy o tym mowic. Cieplo, komicznie, jakkolwiek, ale mowic. Odpowiedz Link Zgłoś
arachnofobia Re: Pomyślmy... 01.11.06, 12:16 variusrufus napisał: Nie przeczytałem tego artykułu do końca. Zatrzymała mnie jego głupota. Dziecko wychowywane w wierze katolickiej wie, że istnieje takie coś, jak śmierć i to akceptuje. Wie, że istnieje takie coś jak cmentarze i groby dzieci. Nie boi się o siebie i swoją śmierć - nie myśli o tym lub jest spokojne co do swojej przyszłości. A skąd jesteś taki pewien co czuje dziecko? Nie każdemu jest potrzebna jakaś wiara żeby odwiedzać groby bliskich. Czy to katolicka czy każda inna, znajdź wśród tłumu prawdziwego katolika to może przyznam Ci rację. Zresztą uważasz że historyjka o Bogu który czeka w niebie pomaga dziecku zrozumieć śmierć? Raczej nasuwa następne pytania: skoro Bóg jest taki dobry i wszystkich kocha to czemu zabrał babcię/dziadka/wujka/ciocię/siostrę/brata etc. Wszystko ma swoje dobre i złe strony. Odpowiedz Link Zgłoś
ppo Re: Pomyślmy... 01.11.06, 14:15 > A skąd jesteś taki pewien co czuje dziecko? Może ma dobrą pamięć? Albo wciąż jest jednym z nich. Odpowiedz Link Zgłoś
mag.avocado Re: Pomyślmy... 23.11.06, 21:59 "Dziecko wychowywane w wierze katolickiej wie, że istnieje takie coś, jak śmierć i to akceptuje." AKCEPTUJE? Ty chyba sobie jaja robisz, albo zyjesz w klasztorze ZEN. Kazde normalne dziecko BOI sie smierci - jesli sie nie boi, to trzeba isc je leczyc. Strach przed smiercia - mowi Ci to cos? Odpowiedz Link Zgłoś
svarozyc oswoić się ze śmiercią. 01.11.06, 04:01 Wychowywałem się na wsi w górach. Wiedziałem, że zabija się kurki, kaczuszki (tak, je również), owieczki i się je zjada. (aczkolwiek ojciec dbał, żebym nigdy nie widział momentu zabijania). Było to dla mnie czym naturalnym, że zwierzęta się zabija. Pewnego dnia, miałem wówczas 3 może 4 latka, zapytałem rodziców "kiedy mnie zabijecie?". Było to dla mnie tak oczywiste, że prędzej czy później mnie zabiją, że w ogóle nie zdawałem sobie sprawy, że to może ich wprawić w taki... szok. Mamie wyleciał talerz, czy może kubek (nie pamiętam) z ręki, tata siedział przy stole. Wtedy zrozumiałem, że coś jest nie tak. Pamiętam jak dziś pełne troski spojrzenie mamy i ... to wahanie, to "niewiedzenie" co powiedzieć. Powiedziała (z przerwami) "Rysiu.... my cię nigdy...... nie zabijemy" I dalej o tym, że dzieci się nie zabija itd. Wyjaśniło się, skąd mi się wziął pomysł, że zostanę zabity... Dziś (mam 25 lat) ta historia śmieszy Także myślę, że oswojenie się ze śmiercią nie musi być dla dziecka czymś trudnym. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
dziwak4 Re: oswoić się ze śmiercią. 01.11.06, 06:25 Wspaniale napisales o smierci.. ale Twoje rozwazania dotycza wieku dzieciecego czy tez na tyle mlodego (dzis masz 25 lat) ze nie czujejesz smierci. Wlasnie ludzie mlodzi nie czuja jej i nie rozumieja jej tak jak powinno byc. Z biegiem czasu zaczynasz sie do zycia przyzwyczajac i to jest straszne, zaczynasz posiadac bliskich ktorych kochasz (zone,dzieci,przyjaciol,itd) in wtedy chcesz zyc zawsze,Twoja dziecinna niewinnosc tak latwo rozumiejaca nautere ucieka gdzies i kurczowo trzymasz sie zycia,co jest pozytywne bo wten sposon starasz sie jak mozesz dbac o siebie i zycie swych najblizszych, az przycodzi wiek dojrzaly,kiedy (ale tym nie wszyscy sa dtknieci) wiesz ze trzeba odejsc,aby ustapic miejsca mlodszym no i w koncu wypelnic te naturalna koniecznosc.Smierc jest tak piekna jak narodziny a moze nawet piekniejsza jezeli tylko nie jest obciozona poprzez wrogie czlowiekowi rozne systemy szczegolnie systemy wiary,ktorych nie znales bedac dzieckiem. To one dobijaja umeczonego juz dostatecznie czlowieka i jeszcze na tym zarabiaja. Odpowiedz Link Zgłoś
agata_671 Re: oswoić się ze śmiercią. 01.11.06, 06:52 Czy piszesz to, dziwak4, bo sam jesteś dojrzały? Znam to podejście do sprawy. Umarł ktoś, kto też tak uważał. Rozmawialiśmy do końca o życiu i sensie, który z życia wypływa i życie wypełnia. Nieuchronność końca oddechu jest jednak przerażająca, jakkolwiek ją sobie tłumaczysz. Myślę, lżej jest odchodzić, gdy masz zaplecze wiary w swoją nieśmiertelność i to, że spotkasz tych, których kochasz. Wierzę , ze spotkam po drugiej stronie rzeki mojego przyjaciela, mojego dziadka i wszystkich, którzy mnie wyprzedzą w drodze do wieczności. Powiem Ci, że on - zdaje się - też to w końcu zrozumiał. Rozmawialiśmy o Bogu, sile sprawczej i wiecznej. Bo wiara to nic irracjonalnego, to postawa racjonalisty właśnie. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
dziwak4 Re: oswoić się ze śmiercią. 01.11.06, 07:17 Jestes bardzo madra dziewczynka,Agatko. Niestety,ale nie zmienisz praw tego swiata,i bylbym Ci bardzo wdzieczny gdybys zechciala sie im podporzadkowac duchowo, zanim On Cie do tego zmusi. Wyobrazanie sobie,ze po smierci spotkasz swych znajowmych czy rodzicow to poprostu falsz. Dobrze wiesz o tym,tylko wolisz wlasne rozwiazanie,bo latwiej wtedy umierac. Ja nie zamierzam sie upokarzac przed natura i odejde wtedy kiedy czas ten nadejdzie. Nie moge z nia walczyc,a wiec jedyne co mi pozostaje to z godnoscia przyjac to co na mnie bedzie zeslane. Przykro mi,ale jest to dla mnie wazniejsze niz jacys wujkowie,ciotki,nawet rodzice (niezyja juz). Przynajmniej wtedy Szatan,ktory jest Ksieciem tego swiata nie bedzie sie ze mnie smial,bo zabiera dusze ktora mu sie nigdy nie odda,bo na zawsze jest zwiazana z Bogiem. Pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
maheda Re: oswoić się ze śmiercią. 01.11.06, 08:13 > Wyobrazanie sobie,ze po smierci spotkasz swych znajowmych czy > rodzicow to poprostu falsz. Nie możesz Agacie zarzucić fałszu, bo fałsz trzeba wykazać dowodowo, a Ty nie masz żadnych dowodów, opierasz się jedynie na tym, w co sam wierzysz. Wiara w to, co po życiu, nie poddaje się osądowi "prawda - fałsz", bo nie możemy tutaj tego zweryfikować. Wiara Agaty jest dokładnie tyle samo warta, co Twoja wiara i nie masz żadnych podstaw do tego, żeby powiedzieć, że Jej wiara to fałsz. Odpowiedz Link Zgłoś
carton Błąd w rozumowaniu 02.11.07, 12:12 maheda napisała: > Nie możesz Agacie zarzucić fałszu, bo fałsz trzeba wykazać dowodowo, a Ty nie > masz żadnych dowodów, opierasz się jedynie na tym, w co sam wierzysz. A ona niby jakie przedstawiła dowody? I jednynie na czym się oparła - nie na swojej wierze czasem? Logicznym jest, że to głoszący jakąś teorie ma przedstawic dowody na jej prawdziwość, a nie wymagać od oponenta żeby ten udowadniał jej nieprawdziwość. Przykład? Ja sobie stwiedzę, że wokół Marsa krąży zielona kula z galaretki o smaku miętowym. Teraz ty mi udowodnij, że to nieprawda. Odpowiedz Link Zgłoś
allteksts Re: oswoić się ze śmiercią. 04.11.06, 07:15 Dziwaku, jesteś dziwakiem Niespójna ta Twoja wypowiedź. Sam sobie zaprzeczasz, piszesz o Bogu i biologii, o szatanie i człowieku. Jasne, że jedno z drugim może mieć punkty, ba! nawet płaszczyzny styczne, ale u Ciebie tak nie jest. Mam wrażenie, że znam ten sposób myślenia. Dlaczego? ))) Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
nosterek Re: oswoić się ze śmiercią. 02.11.07, 12:40 dziwak4 napisał: > > Wspaniale napisales o smierci.. > ale Twoje rozwazania dotycza wieku dzieciecego czy tez > na tyle mlodego (dzis masz 25 lat) ze nie czujejesz smierci. > Wlasnie ludzie mlodzi nie czuja jej i nie rozumieja jej tak jak > powinno byc. Mam 22 lata. 5 lat temu zaczął się w mojej rodzinie exodus śmierci. Najpierw babcie, dziadkowie, 2 lata temu Mama. Dlaczego uważasz, że młodzi ludzie nie mają pojęcia o śmierci i o tym co się z nią wiąże..? Mnie trudno było się pogodzić i poradzić sobie z zaistniałą sytuacją. Nadal jest ni trudno stawać nad grobem osoby,która powinna mnie nauczyć żyć, powinna być mi wzorem. Czuła się i czuje nadal opuszczona, pozostawiona na pastwę losu. Śmierć towarzyszy mi od paru lat, co dzień myślę o niej, przeżywam. Każdy ma swoją historię i swoje prywatne przeżywanie śmierci. Chciałabym cofnąć czas, wiem, że nie potrafię. A swoim dzieciom będę co dzień powtarzać, że jest osoba, której w prawdzie z nami już nie ma, ale która czuwa nad nimi i kocha ich nad życie. Wierzę, że śmierć i przemijanie mają sens. A podczas narodzin człowiek zamyśli się na chwilę i wierzy, że takie są koleje losu. Odpowiedz Link Zgłoś
macarthur A ja sądzę że są tematy 01.11.06, 07:01 na które można i trzeba oszukiwać i to jest właśnie taki temat Odpowiedz Link Zgłoś
maheda Re: A ja sądzę że są tematy 01.11.06, 08:14 Nie, Artur. Nie można. Dziecko musi się powoli oswajać ze wszystkim, co na świecie jest, żeby - gdy dorośnie - nie robić głupot. Odpowiedz Link Zgłoś
caca33 Re: A ja sądzę że są tematy 01.11.06, 09:51 Jeśli ktoś jest zainteresowany pomocą książek w rozmowie z małymi dziećmi o śmierci odsyłam do wątku poruszanego kiedyś na forum Książki dziecięce, młodzieżowe: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16375&w=30955268&a=31088470 Odpowiedz Link Zgłoś
ppo Są jeszcze inne tematy. 01.11.06, 14:20 Np. życie seksualne człowieka. Tu tez mozna kłamać ile wlezie. Tylko po co? Dziecko i tak prędzej czy później się dowie. A im później, tym bardziej będzie się czuło oszukane przez rodziców i przestanie im ufać. A stąd już tylko krok do narkotyków czy samobójstwa. Można i trzeba oszukiwać tylko wtedy, jesli dostaniesz od kogos prezent, który ci się nie podoba. Wtedy dobre wychowanie nakazuje skłamać, że ci się podoba. Tylko tyle. Dziecka oszukiwać NIE WOLNO! Odpowiedz Link Zgłoś
camel_3d "oswajanie"??? 01.11.06, 09:07 no coz..autorka ma racje...w obecnych czasych umiera sie w szpitalu..nikt nie widzi, nikt nic nie slyszy. Potem szybciutko kostnicy, zaklad pogrzebowy, pochowek.. pa pa ..ludzie odchodza, jakby ich nigdy nie bylo.. Mieszkalem w kamienicy, w ktorej zanli sie wszyscy. Czasem ktos umarl. Wszyscy o tym wiezieli, wszyscy szli na pogrzeb. Trumny nigdy nie byly zamykane. A co wazne, wiekszosc umarla w domu, wiec jako dzieci szlismy sie z nimi pozegnac. Wiadomo, ze smutne to, ale juz wtedy wiedzielismy, ze zycie sie konczy. Pzniej przez wiele lat nie chcielm ogladac zmarlych osob. Zawsze sobie wmawialem, ze chce je zachowac w pamieci jako zywe. Al eto tak na prawde nie funkcjonuje. Brakuje momentu rozstania i uswiadomienia sobie, ze to rozstanie jest na zawsze. Dlatego uwazam, ze nie powinno sie "ukrywac" martwych osob. Oczywiscie jezeli stan ciala na to pozwala. Kazdy pwinien miec mozliwosc oswojenia sie ze swiadomoscie, ze TA osoba juz odeszla, jej czas przeminal. Zaczynam doceniac "czuwanie" przy zmarlym... W Niemczech gdzie mieszkam, doszlo do tego, ze dzieci nie chca grzebac swoich rodzicow czy dziadkow. Bo akurat sa w pracy, w innym miescie i nie maja czasu przyjechac. Musi sie tym zajac panstwo. W Tv byl nawet krotki program o grupie ludzi, ktorzy chodzili na pogrzeby osob samotnych, zeby przynajmniej ktos je odprowadzil, bo rodzina zapomniala lub niem iala czasu przyjechac. Odpowiedz Link Zgłoś
0golone_jajka Re: Jak rozmawiać o śmierci 01.11.06, 10:53 Mój czterolatek doskonale czuje co to znaczy śmierć. Mówię mu o tym często i wcale nie za pomocą idiotycznych "ptaszek zasnął" czy "babcia poszła do nieba". On wie, że ciało się psuje i przestaje działać i w końcu oczka przestają widzieć, uszka słyszeć, ustaje oddychanie i całe ciało wraz z mózgiem umiera i już nic nie czuje. Jak się mały pytał co jest po śmierci, to powiedziałem, że nikt tego nie wie, ale pewnie to samo co przed urodzeniem. Wówczas zrozumiał, że nie wiadomo co jest po śmierci. Dla niego śmierć to naturalne zjawisko. Czasem gdy pokazują w TV jakiś wypadek czy mówią o czyjejś śmierci a mały akurat jest w pobliżu, tłumaczę mu że np. ktoś głupio jechał samochodem i umarł w wypadku itd. Często też jak mały się wygłupia i chce wejść na parapet (już się nauczył, że nie można) pytam go: co by się mogło stać gdybyś stąd spadł. A on odpowiada: umarłbym. Albo pytam co by się stało gdyby zjadł czyjeś lekarstwa (akurat kiedyś mówili o takim przypadku w TV) i on wie, że od tego można umrzeć. A on bardzo nie chce umierać. Przez pewien czas był skonfudowany, bo ja mu opowiadam o kosmosie (nie w kontekście śmierci, tylko tak po prostu, bo go to interesuje) a babcia mu nawkładała, że po śmierci ludzie idą do góry, do nieba i mały się bardzo dziwił, jak tammogą ludzie latać, czym oddychają, co jedzą skoro am nic nie ma )W końcu zrozumiał, że niebo to tylko taka bajeczka Odpowiedz Link Zgłoś
0golone_jajka i jeszcze o śmierci zwierząt 01.11.06, 10:56 jak mały je mięso to mu tłumaczę z jakiego zwierzątka jet to mieso, czasem pokazuję, że to są żebra a to skrzydło itd no i przy okazji że zwierzątko musiało zostać zabite i już nie żyje. Oswajam małego ze śmiercią, bo to nieodłączny element naszego żyycia. Czemu ma mieć jakiś spaczony, nieprawdziwy obraz który potem spowoduje tylko większą traumę? Odpowiedz Link Zgłoś
maheda Re: i jeszcze o śmierci zwierząt 01.11.06, 11:10 Tak samo robiłam i robię. Co prawda moja córka ma już ponad 9 lat, więc ten temat jest już dawno obgadany, ale wiadomo, że w momencie, gdy coś się złego dzieje z bliskimi, to temat wraca... Pozdrawiam, Maria Odpowiedz Link Zgłoś
tea-sci Re: i jeszcze o śmierci zwierząt 01.11.06, 12:47 innymi slowy oswoilas ja z mysla ze zyje na czyjsc rachunek a mowiac wprost ze jest morderca... ale to tak trudno zmienic...prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
aluc Re: i jeszcze o śmierci zwierząt 01.11.06, 13:26 tea-sci napisał: > innymi slowy oswoilas ja z mysla ze zyje na czyjsc rachunek a mowiac wprost ze > jest morderca... ale to tak trudno zmienic...prawda? hmm... a czy uważasz, że lepsze jest bajanie typu "świnka daje mięsko"? a skąd je bierze? od koleżanki? Odpowiedz Link Zgłoś
maheda Re: i jeszcze o śmierci zwierząt 01.11.06, 16:15 "Żyć na czyjś rachunek" - oznacza, że ktoś sam za siebie nie płaci, i że za jego utrzymanie płacą inni. Owszem, moje dziecko żyje na mój rachunek, samo na siebie nie zarabia, ale uważam, że w tym wieku jest to całkowicie normalne. Nie bardzo wiem, czemu uważasz, że każdy, kto nie utrzymuje się sam, jest mordercą? Wszystkie dzieci i osoby niedołężne są mordercami?! Aż sprawdziłam w Słowniku Języka Polskiego, PWN: morderca «przestępca pozbawiający życia drugiego człowieka» Czekam na wyjaśnienie - dlaczego powiedziałeś/aś, że moje dziecko jest mordercą dlatego, że żyje na czyjś rachunek? Pomijam chwilowo publiczne pomówienie mojego dziecka, za które mogłabym Cię podać do sądu. Odpowiedz Link Zgłoś
viking2 Re: i jeszcze o śmierci zwierząt 02.11.06, 03:16 tea-sci napisał: > innymi slowy oswoilas ja z mysla ze zyje na czyjsc rachunek a mowiac wprost ze > jest morderca... ale to tak trudno zmienic...prawda? Tea-sci, tak juz jest ten swiat urzadzony, taka jest rzeczywistosc. Ktorys francuski pisarz (nie pamietam, ktory - wydaje mi sie, ze Robert Merle, ale nie jestem pewien) powiedzial: "zyc, znaczy niszczyc"... A tak juz calkiem na filozoficznym poziomie, to powinnas i rak tez nie myc: wszak mydlo zabija bakterie, wiec za kazdym razem stajesz sie morderczynia. Odpowiedz Link Zgłoś
alinaw1 Jak rozmawiać o śmierci 01.11.06, 13:45 W ostatnich 2 miesiącach umarły dwie bliskie mi osoby: babcia i teść. Dzieci uczestniczyły w pogrzebie (widziały ciało w trumnie)., w uroczystościach. Starszy syn przyjmował to wszystkozupełnie naturalnie. Zadawał pytania, na które ciężko mi było odpowiadać (choć jestem osobą wierzącą, magisterka na katolickiej uczelni).Dziś synek (zostałam w domu z maleńką córcią) wykonał piękną laurkę dla dziadzi i pojechał z nią na cmentarz. Odpowiedz Link Zgłoś
0golone_jajka Re: Jak rozmawiać o śmierci 01.11.06, 13:57 Zadawał pytania, na > które ciężko mi było odpowiadać (choć jestem osobą wierzącą, magisterka na > katolickiej uczelni) Wydaje mi się,że potakiej uczelni to tylko trudniej odpowiadać na takie pytania, bo człowiek stara się wytłumaczyć dziecku jakieś tajemnice wiary zamiast powiedzieć normalnie że człowiek umiera i koniec kropka. Odpowiedz Link Zgłoś
deratyzacja41 Nowatorskie koncepcje autora artykulu ;-)))))))))) 01.11.06, 15:59 Autor artykulu ma racje. Z dzieckiem nalezy rozmawiac o smierci, seksie, przemocy od chwili poczecia. Nalezy takze wtracac co drugie slowo ktrego nie ma w slowniku. Po co czekac az psychika dziecka dorosnie do poziomu gdzie dziecko bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym nauczy sie pewnych faktow o zyciu? Proponuje jednakze aby autor artykulu zaczal swe koncepcje stosowac na wlasnych dzieciach a dopiero potem dzielil sie genialnymi pomyslami z innymi. I radze od niemowlaka uczyc swoje dzieci o alkoholizmie. Takie lekcje z degustacja. To samo z narkotykami. Zycze powodzenia w wychowaniu )))))))))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
maheda Re: Nowatorskie koncepcje autora artykulu ;-))))) 01.11.06, 16:18 Dziecko o wiele bardziej naturalnie przyjmuje pewne fakty, jeśli z nimi jest oswojone "od zawsze". Dziecko, przed którym pewne rzeczy są ukrywane - przeżywa często szok, stając z nimi twarzą w twarz w wieku młodzieńczym, czy późnodziecięcym. Nawet i dorosłym. Odpowiedz Link Zgłoś
0golone_jajka Re: Nowatorskie koncepcje autora artykulu ;-))))) 01.11.06, 16:43 dokladnie tak jest, dla dzieci wszystko jest naturalne bo poznają to po raz pierwszy. Gdy w dzieciństwie się im wmówi jakieś głupoty to potem ciężko im wytłumaczyć prawdziwą naturę rzeczy bez szokowania ich. Np. ze śmiercią - jak się wmówi że człowiek zasypia i idzie do nieba by tam na nas czekać, a potem okaże się że jednak to nie jest tak, że ciało do piachu, a czy czeka czy nie czeka to nikt tego naprawdę nie wie to dopiero jest szok. I to podwójny, bo okazuje się że ukochani rodzice nie mówili całej prawdy. To gdzie jeszcze kłamali? To niebezpieczne wody... Odpowiedz Link Zgłoś
ircias Re: Nowatorskie koncepcje autora artykulu ;-))))) 02.11.06, 12:17 Byłam wczoraj z moim 2 letnim synkiem na cmentarzu u mojego męża i jego ojca. Synek pytał sie po co jedziemy i gdzie a ja mu nic nie powiedziałam. Nie wiedziałam co mu powiedzieć... i nic nie powiedziałam. A dziś mam kiepski dzień i ciągle o tym myślę. Odpowiedz Link Zgłoś
aluc Re: Nowatorskie koncepcje autora artykulu ;-))))) 02.11.06, 12:23 kiedy starszy miał dwa lata z kawałkiem, mówiłam "jedziemy odwiedzić groby tego i owego i zapalić im znicz i zostawić kwiaty" - takie wytłumaczenie w zupełności mu wystarczało, nie domagał się żadnych innych informacji o kwestię pochowania - chilli o to, że w grobach są zakopani ludzie - zapytał dopiero w tym roku (ma niecałe 5 lat), po przewałkowaniu tematu narodzin, śmierci, budowy ludzkiego ciała (kości etc.), przyczyn śmierci, tego, że ktoś tam umarł zanim on się urodził i jak to w ogóle możliwe tak dalej wystarczy odpowiadać dokładnie na pytanie, małe dzieci potrzebują natychmiastowego zaspokojenia ciekawości, a nie wytłumaczenia wszystkiego za jednym razem Odpowiedz Link Zgłoś
borus6 tutaj rodzi się pytanie o sens i cel życia 01.11.07, 21:38 tutaj rodzi się pytanie o sens i cel życia , a kościół tak to pogmatwał i sam nie wie jak odpowiedzieć ludziom Odpowiedz Link Zgłoś
ewciaoka Re: Nowatorskie koncepcje autora artykulu ;-))))) 01.11.07, 22:05 Zgadzam się z tym,co napisano.Ja przeszłam przez taką rozmowę 1,5 roku temu z moim wtedy 7 letnim synem.Kiedy się dowiedziałam,że zmarł jego ojciec(byliśmy 4 lata po rozwodzie)zdrętwiałam.Bardzo bałam się tego ,co się stanie ,kiedy powiem o tym małemu.Poszłam nawet wcześniej do psychologa,szukając wsparcia i podpowiedzi.I to wtedy on mnie utwierdził w przekonaniu,że trzeba powiedzieć o śmierci wprost,bez kombinowania i szukania dobrych słów.Kiedy mówiłam synowi,że jego tata nie żyje,sama (ze strachu przed jego reakcją)nie wytrzymałam i rozpłakałam się.Jakież było moje zdziwienie,gdy syn patrząc mi prosto w oczy zapytał"Dlaczego?","A gdzie teraz jest!"Tak zwyczajnie,naturalnie.Oczywiście były trudne momenty,jak choćby sam pogrzeb,ale gdy wspominam te trudne chwile ,nie mogę oprzeć się zdziwieniu .To mój syn nauczył mnie podejścia do śmierci, jak do naturalnego etapu ludzkiego życia.Każdemu z nas - dorosłych życzę takiej pokory i spokoju w przyjmowaniu śmierci bliskich nam osób.I na koniec-kiedy idziemy na cmentarz-idziemy do taty,to słowa mojego syna. Odpowiedz Link Zgłoś
yennefer79 Re: Nowatorskie koncepcje autora artykulu ;-))))) 02.11.07, 15:12 >Po co czekac az psychika dziecka dorosnie do poziomu gdzie dziecko >bez >uszczerbku na zdrowiu psychicznym nauczy sie pewnych faktow o zyciu? Masz od Pana Boga zobowiazanie na pismie, ze dozyjesz chwili, gdy psychika Twojego dziecka "dorosnie do poziomu"? Zreszta niby jak mialaby dorastac, nie oswajajac sie? Chyba lepiej jest przezywac po kolei: smierc pieska, dalekiego wujka, wiekowego dziadka, a nie od razu po wszystkich "piesek spi", "wujek wyjechal" smierc rodzica. NIe pomyslales/las o tym? Odpowiedz Link Zgłoś
camel_3d Jak rozmawiać o śmierci 02.11.07, 10:42 u nas zawsze smierc byla czescia zycia...w kamienicy gdzie mieszkalem, zasze chodzilismy na pogrzeby sasiadow i wtedy trumna byla otwierana, wiec od najmlodszych lat przyzwyczajalismy sie do tego ze ludzei zyja i umieraja... teraz w "nowoczesnych" panstwach ludzie umieraja w szpitalu, firma pogrzebowa zalatwia wszystko..lacznie z ubueraniem, myciem i pochownkiem, najczesciej trumien sie nie otwiera bo nie wolno Odpowiedz Link Zgłoś
wlodzimierz.ilicz 8 letnie dziecko juz mnie pytało o sens śmierci 02.11.07, 12:57 Wyjaśniłem dokładnie, dlaczego mechanizm śmierci jednostek pozwala przeżyć gatunkowi. Od tej pory nie zauważyłem u dziecka żadnych związanych z tym stresów. Dziecko zrozumiało przynajmniej tyle, że śmierć nie jest bez sensu, że jest jakiś poważny powód. Odpowiedz Link Zgłoś
teyoo Jak rozmawiać o śmierci 02.11.07, 16:30 "Fakt, że i dzieci czasem umierają, bardzo trudno zaakceptować. Każdemu. To przecież tak bardzo wbrew naturze. " Nieprawda, to akurat jest zgodne z naturą. Przecież w przyrodzie zawsze najmniejsze szanse przeżycia ma najsłabszy osobnik. Bardzo często umierają młode zwierzęta. Ludzie nie są wyjątkiem - należymy wszak do świata natury. Śmierć dzieci jest - owszem - trudna do zaakceptowania, ale jednak z naturą zgodna. Odpowiedz Link Zgłoś
drogadodomu Re: Jak rozmawiać o śmierci 03.11.07, 13:08 Żyjemy w świecie który odcina się od śmierci, choroby i starości. Izolujemy ludzi starych i chorych nie rozmawiamy o śmierci Czasami trzeba przeczytać artykuł o takich rzeczywistych prawdach.Żebyśmy się w tym naszym dziwnym świecie nie zagubili. Odpowiedz Link Zgłoś
0golone_jajka Re: Jak rozmawiać o śmierci 03.11.07, 13:10 Mój przedszklak wie, że śmierć to normalna sprawa. Wszystko się rodzi a potem umiera. Taki jest cykl życia. Zdaje się to rozumieć. Odpowiedz Link Zgłoś
maka005 Re: Jak rozmawiać o śmierci 06.11.07, 17:05 jak moja mała pytała gdzie wujek teraz jest to ja jej odpowiedziałam poprostu że w niebie z aniołkami ona oczywiście pytała czy ma tam łużko telefon itp,odpoiadałam jej na to tak jak uwarzałam że jest dobrze ona takie wytumaczenie przyjeła!! Jak na Wszyskich Świętych byłam zniom na grobie u tego właśnie wujka powiedziałam jej poprostu a tu w tym grobie wujek śpi! Myśle że z wiekiem dziecko samo zacznie pojmować dlaczego jest tak a nie inaczej a jak zapyta zawsze można coś odpowiedzieć i wytumaczyć Odpowiedz Link Zgłoś