Dodaj do ulubionych

przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opiekuń

04.11.06, 15:19
czego

Aż mnie krew zalała jak usłyszałem we wczorajszym serwisie wypowiedź pewnej
przedszkolanki,że
"jeśli rodzic sie nie zgłosi na czas i uprzedzi telefonicznie to nie
pozostaje jej nic inego tylko oddać do pogotowia czy innej placówki
opiekuńczo wychowawczej ewentualnie rodzic zapłaci za nadgodzny"

Pyatnie podstawowe,kogo polskie placówki pszedszkolne zatrudniają na
stanowisko opiekunek/przedszkolanek,czy to są osoby ludzki,czy jakieś roboty
bez serca,które pracują na jakiejś plantacji gdzie warzywami są czyjeś dzieci
i tak zarabiają na akord za rzepracowane godziny?Jakim cudem ktoś taki w
ogóle został zatrudniony w przedszkolu/złobku czy innej placówce,czy dlatego
żepokazał jakiś idiotyczny dokument świadczoący o zaliczeniu jakichś tam
teoretycznych wiedzy co każdy cywilizowany człowiek wie na temat wychowania?
Taka osoba musi mieć zasady mporalne,poglądy,zaangażowanie w pracy z dziećmi
a ni yć jakimś rootem co wykuł jakieśtam durne regułki na pseudorsach dla
wychowawców itp
Już nie pierwszy raz słyszę taką lu podobną publiczną wypowiedź i nie mogę
pojąć jakie prawo obca osoba może sobie roić co jej się podoba z obcym
dzieckiem i publicznie głosić takie herezje.Niech wreszcie ministerstwo zrobi
jakąś rewizje i wywali te za przeproszeniem "szmaty" z takich
odpowiedzialnych stanowisk i aby nie miały więcej dostępu do czyichś dzieci.


Obserwuj wątek
    • andaba Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 04.11.06, 15:27
      No, a rodzice? Owszem czasem zdarza się, że stanie się jakaś tragedia, ale to raczej rzadkie przypadki. Częściej rodzice mają ważniejsze sprawy na głowie niż odebranie dziecka na czas z przedszkola. A w końcu taka przedszkolanka też ma swoją rodzinę, prawda? Za jakie grzechy ma kwitnć w przedszkolu do 20?
    • triss_merigold6 Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 04.11.06, 16:17
      Od kiedy to ministerstwo ma coś z tym wspólnego? Przedszkolanki do publicznych
      przedszkoli są opłacane z funduszy gminy czyli samorządu terytorialnego.
      Szczerze wątpię czy faktycznie jakieś dziecko trafiło do pogotowia opiekuńczego
      ale sorry, przedszkole jest czynne w określonych godzinach i rodzice mają
      obowiązek się stosować. Są niepubliczne placówki czynne dłużej.
      • myelegans Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 04.11.06, 16:51
        Tu gdzie mieszkam placi sie za kazda minute spoznienia rodzicow, i to dosyc
        duzo, to motywuje rodzicow, zeby podjeli kazdy wysilek i odbierali dziecko na czas.
        A gdzie sa rodzice w tym czasie, i dlaczego nie informuja przedszkola, ze w
        pewnych wypadkach moga sie spoznic np. korek na drodze, albo nie zorganizuja
        kogos w zastepstwie, zeby odebral dziecko.
        Czy wiesz, jak sie czuja dzieci, po ktore rodzice sie notorycznie spozniaja?
      • shady27 swiete slowa Triss 04.11.06, 17:04

      • e_r_i_n Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 05.11.06, 12:49
        triss_merigold6 napisała:

        > Od kiedy to ministerstwo ma coś z tym wspólnego? Przedszkolanki do
        > publicznych przedszkoli są opłacane z funduszy gminy czyli samorządu
        > terytorialnego.

        No nie do konca. Na dzialanie przedszkoli i szkol gminy dostaje od panstwa
        subwencje oswiatowa. Sa bezposrednim pracodawca nauczycielek, natomiast na to,
        co sie dzieje w tych placowkach, ministerstwo ma duzy wplyw.
    • ksenia74 Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 04.11.06, 16:56
      Mnie też krew zalała. Czasy są takie że niejedna osoba pracująca 8 godz tak
      naprawdę bywa w pracy dłużej niż głosi teoria. Ciekawa jestem reakcji ludzi
      gdyby np o 16.00 wyprosić klientów z hurtowni bo pracownicy są po pracy ????
      albo z marketu bo panie kasjerki przepracowały już 8 h? albo w przychodni bo na
      ostatnią osobę nie starczyło czasu? Takie są fakty że w razie potrzeby zostaje
      KAŻDY i w każdej pracy. Czyż nie tak? Która z was powie szefowi: sorry, czas
      minął? Dlatego niedobrze mi na wypowiedzi takich świętych krów.
      • kaja2002 Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 05.11.06, 18:30
        ksenia74 napisała:

        > Mnie też krew zalała. Czasy są takie że niejedna osoba pracująca 8 godz tak
        > naprawdę bywa w pracy dłużej niż głosi teoria. Ciekawa jestem reakcji ludzi
        > gdyby np o 16.00 wyprosić klientów z hurtowni bo pracownicy są po pracy ????
        > albo z marketu bo panie kasjerki przepracowały już 8 h? albo w przychodni bo na
        > ostatnią osobę nie starczyło czasu? Takie są fakty że w razie potrzeby zostaje
        > KAŻDY i w każdej pracy. Czyż nie tak? Która z was powie szefowi: sorry, czas
        > minął? Dlatego niedobrze mi na wypowiedzi takich świętych krów.
        Tylko, że każdy dostaje kasę za nadgodziny, a wierz mi, w przedszkolach trudno o
        to. Po drugie każdy WIE, że musi zostać i po co, i jak długo. A nauczycielka
        siedzi i czeka nie wiadomo na co i do kiedy.
        • titta Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 05.11.06, 20:46
          Ty lepiej zmien prace, zeobacz co to znaczy "kazdy dostaje za nadgodziny"...W
          opisanych wyzej sytuacjach sadze, ze raczej nikt.
      • asia06 Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 06.11.06, 07:58
        No i to jest nienormalne. Właśnie kienci powinni też być wyproszeni, skoro czas
        minął. A panie kasjerki nie powinny pracować ani minuty dłużej.
      • a_gurk Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 21.11.07, 22:57
        Zapraszam Do Wielkiej Brytanii. Tu na 15 min. przed zamknieciem
        sklepu informuje sie klientow o pozostalym czasie i bywa, ze o
        rownej godzinie delikatnie sie ich wyprasza I nikt sie nie oburza,
        bo przeciez kazdy ma swoje zycie.
        A druga strona medalu to taka, ze w POlsce zapomniano o tym, ze
        rzadko kto pracuje obecnie do 15:00 i placowki typu zlobki czy
        przedszkola powinny byc minimum czynne do 17:00, jak nie do 18:30.
        Tak jest we Francji, wlasnie Wielkiej brytanii i innych krajach.
        Wiem, ze powoli tak sie dzieje i u nas, ale baardzo powoli.
        • ania1500 Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 21.11.07, 23:07
          bardzo dobry sposob ,jesli rodzice nie pamietaja,ze maja
          dziecko,ktore trzeba odebrac i nie potrafia zawiadomic
          przedszkola ,ze sie nie wyrobia na czas, niech odbieraja swoje
          dziecko z pogotowia opiekunczego,bo niby z kad taka opiekunka ma
          wiedziec czy wlasnie rodzice nie wpadli pod samochod i dlatego ich
          nie ma tyle czasu.wymagania sie stawia nauczycielom maja byc
          lojalni,to niech to dziala i w druga strone.pracownicy takich
          instytucji jak przedszkola czy zlobki maja swoje zycie swoje rodziny
          pracuja do okreslonej godziny a rodzice chyba wiedza do ktorej
          czynne jest przedszkole do ktorego chodzi ich dziecko.
          • a_weasley Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 21.11.07, 23:48
            ania1500 napisała:

            > rodzice chyba wiedza do ktorej
            > czynne jest przedszkole do ktorego chodzi ich dziecko.

            Wystaw sobie, że są na świecie matki, które mają coś do roboty oprócz zajmowania
            się dzieckiem.
            I ojcowie, którzy nie mogą rzucić wszystkiego na środku, bo dziecko chlipie,
            żeby tatuś je pogłaskał. Albo bo pani przedszkolanka nie może poczekać pół godziny.
            Jak ktoś chce pracować równiutko od-do, niech się najmie do rozdawania ulotek.
            • ania1500 Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 22.11.07, 00:14
              a_weasley napisał:

              > ania1500 napisała:
              >
              > > rodzice chyba wiedza do ktorej
              > > czynne jest przedszkole do ktorego chodzi ich dziecko.
              >
              > Wystaw sobie, że są na świecie matki, które mają coś do roboty
              oprócz zajmowani
              > a
              > się dzieckiem.
              > I ojcowie, którzy nie mogą rzucić wszystkiego na środku, bo
              dziecko chlipie,
              > żeby tatuś je pogłaskał. Albo bo pani przedszkolanka nie może
              poczekać pół godz

              no sory,ale zadzwonic i poinformowac,ze sie przyjdzie godzine
              pozniej mozna,a ja mowilam o sytuacji kiedy nie ma informacji ze
              strony rodzicow,babka siedzi z dzieckiem nie wie co sie dzieje,no to
              co ma zrobic spac z nim w tym przedszkolu,a moze latac po np.wawie i
              szukac rodzicow.
              > iny.
              > Jak ktoś chce pracować równiutko od-do, niech się najmie do
              rozdawania ulotek.
              >
            • ania1500 Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 22.11.07, 00:41

              >
              > Wystaw sobie, że są na świecie matki, które mają coś do roboty
              oprócz zajmowani
              > a
              > się dzieckiem.
              > I ojcowie, którzy nie mogą rzucić wszystkiego na środku, bo
              dziecko chlipie,
              > żeby tatuś je pogłaskał.


              a to jest juz ich problem,moim zdaniem jak sie podejmuje decyzje ,ze
              chce sie miec dziecko to wczesniej powinno sie tak wszystko
              zorganizowac w swoim zyciu,aby mozna bylo byc z dzieckiem w
              domu,mowie tu o matce.jesli chodzi o tatusia,to sa tacy jak moj maz
              ktorzy zawsze moga przyjechac bo pracuja u siebie i nic im za to nie
              grozi,sa tez tacy ktorzy potrafia isc do pracodawcy powiedziec ,ze
              musi wyjsc i wraca do domu nawet na te 10 min,i tacy ktorzy naprawde
              nie moga ,ale oni sa usprawiedliwieni jezeli nie mysla tak jak ty.
              gdyby moj maz powiedzial mi w jego sytuacji ,ze nie przyjedzie tylko
              dlatego,ze dziecko chce sie przytulic do ojca i "chlipie",zostawil
              by mnie sama pomimo,ze prosilam o pomoc,uznala bym ,ze nie
              interesuje go ani ja ,ani nasze dziecko.
              no ale widac,ze ludzie potrafia sie odpowiednio dobrac,zawsze
              wiedzialam ,ze moj maz to najwspanialszy facet na swiecie,a teraz
              tylko utwierdzialm sie w tym przekonaniu.
            • kropkacom Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 22.11.07, 06:26
              > żeby tatuś je pogłaskał. Albo bo pani przedszkolanka nie może poczekać pół godz
              > iny.

              Pani z przedszkola tez ma swoje życie i niekoniecznie musi zajmować się Twoim
              dzieckiem po godzinach swojej pracy. Żyjemy w dobie komunikacji totalnej. Jeżeli
              wiesz że nie możesz dziecka odebrać na czas to zadzwoń. A poza tym jak się już
              sprowadziło dziecko na świat to trzeba teraz ponieść tego konsekwencje a nie
              walić teksty typu:"Wystaw sobie, że są na świecie matki, które mają coś do
              roboty oprócz zajmowania się dzieckiem". I biorę pod uwagę że kobiety pracują i
              często bo muszą a nie chcą. Tylko wtedy mają obowiązek znaleźć dziecku opiekę w
              czasie swojej nieobecności. A nie liczyć na zmiłowanie obcej osoby.
              • a_weasley Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 22.11.07, 14:30
                kropkacom napisała:

                > wiesz że nie możesz dziecka odebrać na czas
                > to zadzwoń.

                Oczywiście że trzeba zadzwonić, tyle że:
                1. Nie zawsze jest to technicznie możliwe. W tym celu trzeba, żeby na jednym
                końcu była naładowana komórka z impulsami i wbitym potrzebnym numerem, na drugim
                ktoś siedzący przy telefonie stacjonarnym (przecież pani sekretarka też ma swoje
                życie i nie ma obowiązku siedziec po godzinach) lub pani przedszkolanka, która
                nie zostawiła komórki w torebce i która podała swój numer rodzicom (czego robić
                nie ma obowiązku), która w ogóle ma komórkę (też nie ma obowiązku).
                2. No dobrze, rodzic zadzwonił ktoś. Zadzwoniła na przykład opisana przeze mnie
                nauczycielka, że autobus w trasie ugrzązł w beznadziejnym korku i mają dwie
                godziny obsuwu. Albo że czeka na mamę ucznia, która dzwoniła, że się spóźni
                kwadrans, mija już 40 minut, tamta nie odbiera telefon, nie wiadomo, co się
                dzieje. Albo mama danego dziecka jest w danym momencie u lekarza z drugim
                dzieckiem, które wywaliło sobie na nogę zydel rustykalny misternie rzeźbiony,
                jak dobrze pójdzie to ona będzie za godzinę, a jak nie to Bóg raczy wiedzieć...
                i co wtedy? Tyle się zmienia, że przedszkolanka wie, że dana osoba żyje i co się
                z nią mniej więcej dzieje (względnie ona mówi, że się z nią dzieje).

                > nie liczyć na zmiłowanie obcej osoby.

                Prawdą jest, że rodzice powołując dziecko do życia wiedzieli, w co się pakują.
                Ale owa obca osoba nie jest przechodniem na ulicy, tylko zawodowym pracownikiem
                przedszkola. Nie trafiła tam za karę ani wskutek łapanki, lecz zatrudniła się
                dobrowolnie w instytucji powołanej do opieki nad dziećmi, a nie w hurtowni
                artykułów złącznych. A to oznacza, że czasem będzie trzeba zostać dłużej.
                Niania, która w takiej sytuacji, będąc zatrudniona do czwartej, o czwartej trzy
                oddaje klucz sąsiadce i zostawia dziecko samo w domu (albo tejże sąsiadce przed
                drzwiami), następnego dnia mogłaby nie przychodzić do pracy. W czym
                przedszkolanka jest lepsza od niani?
                • kropkacom Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 22.11.07, 14:45
                  > 1. Nie zawsze jest to technicznie możliwe.

                  Tak patrząc na sprawę zawsze znajdziesz jakieś ale. A powinieneś zadbać o to by
                  zdążyć a jeśli nie to mieć przy sobie naładowaną komórkę z impulsami. Bo
                  zakładam że rozmawiam z dorosłą osobą a nie nieodpowiedzialnym dzieckiem.

                  > A to oznacza, że czasem będzie trzeba zostać dłużej.

                  Nie możesz tego od przedszkolanek oczekiwać. Bo na pewno nie chciałbyś sam
                  znajdować się notorycznie w sytuacji że zostajesz w pracy dłużej. Poza tym te
                  panie tez maja własne życie, gonią je godziny i maja swoje dzieci.

                  > Niania, która w takiej sytuacji, będąc zatrudniona do czwartej, o czwartej trzy
                  > oddaje klucz sąsiadce i zostawia dziecko samo w domu (albo tejże sąsiadce przed
                  > drzwiami), następnego dnia mogłaby nie przychodzić do pracy. W czym
                  > przedszkolanka jest lepsza od niani?

                  Tylko ze niania może sie wykłócać o zapłatę nadgodzin a przedszkolanka już nie.
                  A może powinna od rodzica dziecka zażądać zapłaty?
                  • a_weasley A teraz konkretnie 22.11.07, 18:33
                    kropkacom napisała...

                    ...napisała mnóstwo rzeczy o tym, co kto powinien, a ja przedstawiłem konkretną
                    i realną sytuację z bynajmniej nie retorycznym pytaniem, co jej zdaniem ma
                    zrobić przedszkolanka w danej sytuacji.

                    > Tylko ze niania może sie wykłócać o zapłatę nadgodzin a przedszkolanka już nie.
                    > A może powinna od rodzica dziecka zażądać zapłaty?

                    Tak w ogóle to ona powinna mieć w obowiązkach takie awaryjne nadgodziny, a
                    rodzice powinni być obciążani w ramach opłaty za przedszkole. To byłaby sytuacja
                    najzdrowsza. Jeśli tak nie jest, to oczywiście rodzice jej powinni zapłacić,
                    chyba że w sposób wyraźny przyjęcia zapłaty odmówi.
                    • kropkacom Re: A teraz konkretnie 22.11.07, 18:57
                      > ...napisała mnóstwo rzeczy o tym, co kto powinien, a ja przedstawiłem konkretną
                      > i realną sytuację z bynajmniej nie retorycznym pytaniem, co jej zdaniem ma
                      > zrobić przedszkolanka w danej sytuacji.

                      Przedszkolanka w opisanej przez ciebie lub każdej innej sytuacji nie zostawi
                      dziecka samemu sobie. Mówimy tu raczej o notorycznym spóźnianiu się z odbiorem
                      latorośli. No i o tym czy mamy obowiązek tolerować takie zachowania rodziców. Bo
                      oprócz wypadków losowych jest jeszcze prosta niefrasobliwość ludzka.

                      > Tak w ogóle to ona powinna mieć w obowiązkach takie awaryjne nadgodziny, a
                      > rodzice powinni być obciążani w ramach opłaty za przedszkole.

                      Tak powinno być. A jak jest?
                      • a_weasley Klient i firma 23.11.07, 11:32
                        W całej tej dyskusji gdzieś znikł jeszcze jeden szczegół, mianowicie to, kto tu
                        jest klientem.
                        W oczywisty sposób rodzice. Klient płaci i jak są jakieś problemy, to świadczący
                        usługi powinien iść na rękę klientowi - co oczywiście nie zmienia faktu, że
                        klient powinien z tego korzystać z daleko powuniętym umiarem.
                        Kto powinien iść na rękę? Ten, z kim się klient umówił. Jak to wygląda z punktu
                        widzenia pracownika? To już sprawa między firmą a pracownikiem.
                        Wiadomo, że zdarzają się różne okoliczności życiowe. Oczywiście byłoby dobrze,
                        gdyby rodzice potrafili zabezpieczyć się przed wszelkimi przeszkodami i
                        przewidzieć wszystko z własną nagłą śmiercią włącznie, ale w praktyce tak się
                        nie daje. Zwłaszcza że większość przedszkolaków ma oboje rodziców pracujących -
                        i nie każdy może spojrzeć na zegarek i powiedzieć "to do widzenia, panie
                        kierowniku, widzimy się jutro, szanuj pracownika swego, bo możesz mieć gorszego".
                        Są choroby własne, choroby w rodzinie, awarie, korki, wypadki. Nie zawsze można
                        zadzwonić i właśnie w tych najpoważniejszych sytuacjach niekoniecznie człowiek
                        ma do tego głowę, a nawet jak zadzwoni, to też niekoniecznie może powiedzieć,
                        ile to potrwa.

                        kropkacom napisała:

                        > Przedszkolanka w opisanej przez ciebie lub
                        > każdej innej sytuacji nie zostawi
                        > dziecka samemu sobie.

                        A to na pewno, bo jeśli w całej tej historii jest cokolwiek bezspornego, to to,
                        że tego jej zrobić nie wolno.

                        > oprócz wypadków losowych jest jeszcze prosta
                        > niefrasobliwość ludzka.

                        Zapewne, zapewne. Jakkolwiek z punktu widzenia przedszkolanki, która kwitnie w
                        przedszkolu po godzinach, efekt jest ten sam: już by prawie była w domu, a
                        siedzi tutaj. Bez gwarancji, że dany rodzic np. zafunduje jej taksówkę do domu
                        (ja bym tak zrobił).

                        > > rodzice powinni być obciążani w ramach opłaty
                        > > za przedszkole.

                        > Tak powinno być. A jak jest?

                        Nie wiem, chętnie się dowiem.
                        • mama303 Re: Klient i firma 23.11.07, 19:55
                          a_weasley napisał:
                          >Oczywiście byłoby dobrze,
                          > gdyby rodzice potrafili zabezpieczyć się przed wszelkimi
                          przeszkodami i
                          > przewidzieć wszystko z własną nagłą śmiercią włącznie, ale w
                          praktyce tak się
                          > nie daje.

                          I po to są własnie takie instytucje jak pogotowie opiekuńcze.
                          • a_weasley Re: Klient i firma 23.11.07, 20:18
                            Tak, oczywiście, należy robić wszystko, co się da, żeby być na czas. Ale czasem
                            owo wszystko to nie dosyć.
                            Tak, należy informować. Ale primo, nie zawsze to jest możliwe, secundo - dalej
                            nie rozwiązuje to całego problemu.

                            mama303 napisała:

                            > I po to są własnie takie instytucje jak pogotowie
                            > opiekuńcze.

                            Nie. Po to są takie instytucje jak nadgodziny. Albowiem, jak wspomniałem,
                            rodzice (a także i przede wszystkim dziecko) są klientem, a przedszkole
                            wyświadcza im usługę i bierze za to pieniądze. To zaś znaczy, że klientowi ma
                            być jak najwygodniej, nawet kosztem niewygody usługodawcy.
                            Konieczność zostania dłużej itp. uciążliwości są wpisane w każdy zawód
                            polegający na świadczeniu usług i nie widzę powodu, dla którego przedszkolanka
                            miałaby być tu wyjątkiem.
                            Co więcej, przypuszczam, że żadne prywatne przedszkole nie wpadłoby na taki
                            pomysł. Po prostu dlatego, że po pierwszym tego rodzaju numerze by splajtowało z
                            braku chętnych.
                            Na marginesie zauważę, że rozmowa o pogotowiu ma sens w wielkim mieście. Gdy do
                            najbliższego PO jest 40 km, a najbliższa całodobowo czynna policja jest o 20 km
                            (mam tu przed oczami miasteczko, w którym regularnie bywam), dyskusja jest
                            bezprzedmiotowa. I jakoś tamtejsze przedszkolanki żyją.
                            • ania1500 Re: Klient i firma 23.11.07, 21:12
                              tylko,ze my nie mowimy o jednym konkretnym przedszkolu na jakiejs
                              wsi,tylko ogolnie,sory w sklepie tez ktos na tobie zarabia kase a
                              jednak ten sklep nie czeka na ciebie do 24 bo ty akurat chcesz sobie
                              mleko kupic.sa rozne przedszkola i maja rozne godziny pracy,wiec
                              jesli ktos nie moze sie wyrobic na siedemnasta,to niech odda dziecko
                              do takiego co pracuje do 19.masz racje ta rozmowa jest
                              bezprzedmiotowa bo normalna sprawa jest ,ze jesli wymagasz dobrego
                              traktowania ze strony przedszkolanki,traktuj ja w taki sam sposob.
                              ty bys byl dobrym pracownikiem,ja bym cie chetnie zatrudnila u
                              siebie ,i sprawdzila bym w praktyce twoja milosc do nadgodzin,nawet
                              tych zaplaconych,ale kosztem twojej rodziny,ciekawe czy wtedy tez
                              bys tak mowil jak teraz,watpie.
                            • mama303 Re: Klient i firma 23.11.07, 21:19
                              a_weasley napisał:

                              >> Nie. Po to są takie instytucje jak nadgodziny. Albowiem, jak
                              wspomniałem,
                              > rodzice (a także i przede wszystkim dziecko) są klientem, a
                              przedszkole
                              > wyświadcza im usługę i bierze za to pieniądze.

                              Nadgodziny sa dla tych, którzy chca z nich korzystać. Nikt nie ma od
                              nikogo prawa żądać siedzenia po godzinach a przedszkole owszem
                              świadczy usługę ale do okreslonej godziny.
                    • ania1500 Re: A teraz konkretnie 22.11.07, 21:18

                      >
                      > Tak w ogóle to ona powinna mieć w obowiązkach takie awaryjne
                      nadgodziny, a
                      > rodzice powinni być obciążani w ramach opłaty za przedszkole. To
                      byłaby sytuacj
                      > a
                      > najzdrowsza. Jeśli tak nie jest, to oczywiście rodzice jej powinni
                      zapłacić,
                      > chyba że w sposób wyraźny przyjęcia zapłaty odmówi.
                      >
                      nie powinna miec takich nadgodzin,przedszkole jest czynne np.16 i
                      rodzic ma obowiazek albo osobiscie,albo przez kogos odebrac
                      dziecko,sytuacja ktora opisujesz doprowadzila by,ze te panie
                      siedzialy by tam nie wiadomo do ktorej.bo dla wiekszosci nie bylo by
                      problemem zaplacic za te nadgodziny,a co z rodzina i zyciem
                      osobistym przedszkolanki.pisalam juz i napisze jeszcze raz jesli sie
                      ma dziecko,to trzeba tak robic ,aby dla tego dziecka miec czas.
                      oddajesz do przedszkola ok.ale przynajmniej przyjdz po to dziecko i
                      nawet nie dla tej pani ale dla wlasnego dziecka bo ono na ciebie
                      czeka,widzi ,ze inni rodzice potrafia przyjsc na czas,ja bym nie
                      chciala byc tak traktowana przez swoich rodzicow.zreszta ja wogole
                      nie wiem o czym my tu gadamy,dla mnie sprawa jest oczywista ,takie
                      zachowanie ze strony rodzicow jest nie dopuszczalne.
    • mamastasia Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 04.11.06, 20:57
      Jaaaasne powinna siedzieć z dziećmi do północy albo najlepiej sama je
      odprowadzić do domu... A tak serio - to co wg Ciebie ma zrobić? Przedszkolanki
      mają też własne rodziny, własne życie i plany. Podpisujesz umowę na opieke nad
      dzieckiem w określnych godzinach -jak nie wyrabiasz to zartudnij opiekunkę albo
      zapisz dziecko do prywatnego przedszkola, ale i tam po godzinach nikt nie bedzie
      siedział z cudzym bądź co bądź dzieckiem za darmo. Zaangażowanie w pracę,
      człowieczeństwo i zasady moralne obowiązują też rodziców.
      Jestem za tym by też rodzice, którzy nie poczuwają sie do odpowiedzilego
      podejścia do swojej części umowy (odbiór dziecka w określonej godz) też mieli
      zakaz umieszczania dzieci w przedszkolach pańswtowych - to a propos tych "szmat".
      Pozdrawiam
      • verdana Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 04.11.06, 21:43
        W domu przedszkolnych opiekunek tez czekaja dzieci. I gdyby przyjać taki punkt
        widzenia - pracujesz, jesteś dyspozycyjny 24 godziny na dobę, to z życia
        wszystkich osób zrobił by sie horror.
        Nie wiem, co moze zrobić nauczycielka przedszkolna w wypadku, gdy rodzice
        notorycznie się spóźniają. A są tacy - zamożnie i dyspozycyjni. To co, że
        zapłaci za dodatkową opiekę? Przedszkole nie jest czynne 24 godziny na dobę.
        • edytka_73 Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 05.11.06, 00:44
          A jakby przypadkiem przedszkolanka wpadła na pomysł, by cudze dziecko zabrać ze
          sobą do domu (bo tam czekają na nią jej dzieci a cudzemu chciała po ludzku
          oszczędzić pogotowia opiekuńczego) - to od razu stanie przed sądem za uprowadzenie.

          Kiedyś zdarzyło mi się, że dziecko z kl. I SP zostało w szkole, bo wszyscy
          zapomnieli, że trzeba go odebrać. Udało mi się w końcu skontaktować z sąsiadką,
          która czasem się nim opiekowała i prywatnym samochodem odwiozłam go do niej.
          A gdybym miała po drodze wypadek?
          A gdyby dziecku pod opieką sąsiadki coś się stało?
          Kolejnym razem już nie zrobiłam takiego "dobrego uczynku".
          • guinda Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 05.11.06, 01:59
            e-ftalo, nie irytuj sie tak. Kazda szkola czy przedszkole ma obowiazek oddac
            dziecko na policyjna izbe dziecka, gdy rodzic sie spozni, lub w ogole nie ma
            zamiaru przyjsc po dziecko ( tak tez sie zdarza). To jest normalna procedura i
            naprawde nei ma sie czemu dziwic. Jak nie wierzysz to zapytaj w kazdej placowce
            ci tak odpowiedza. Oczywiscie pani moze poczekac na rodzica, ale nie musi,
            jesli nie wie np. kiedy i czy w ogole przyjdzie. Moze tez odprowadzic dziecko
            do domu, ale tak jak napisala edytka gdyby cos sie stalo po drodze, albo
            sasiadka ktorej oddala dziecko zrobilaby mu krzywde, lub cokolwiek innego by
            sie stalo to ta pani z przedszkola by za to surowo odpowiedziala. A jezeli odda
            dziecko np. policjantom jest w porzadku wobec prawa i wobec rodzicow, dla
            ktorych czasem zrobienie zakupow jest wazniejsze niz odebranie na czas wlasnego
            dziecka. Moja corka chodzi do zlobka i ja sie po nia nie spozniam, bo wiem jak
            to moze ( choc nie musi - wszystko zalezy od pani) sie skonczyc, poza tym sama
            pracuje w szkole i wiem ze takie notoryczne spoznianie sie po wlasne dzieci
            jest naduzyciem wobec nauczycieli, a ci musza sobie jakos w takich sytuacjach
            radzic. I dobrze ze chca to robic zgodnie z prawem. Co prawda nie pamietam,
            zeby u nas w szkole zadzwoniono na izbe dziecka, aby ktos sie zajal maluchem (
            bo najczesciej jednak siedzi sie z takim dzieckiem az sie rodzic zjawi), ale
            taka ewentualnosc istnieje.
            • a_weasley Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 23.11.07, 11:18
              guinda napisała:

              > dziecko np. policjantom jest w porzadku wobec prawa

              Nie takie rzeczy ludzie robią i są w porządku wobec prawa.
    • jakw Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 05.11.06, 09:26
      No dobrze - przedszkole jest np. do 17.30, o 19 rodzic nie daje znaku życia -
      to co taka przedszkolanka ma właściwie zrobić? Czekać do następnego dnia?
    • syllo Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 05.11.06, 10:53
      Witam,
      pracowałam w przedszkolu i wiem, jak się notorycznie potrafią spóźniać rodzice,
      generalnie zawsze Ci sami i jakie kosmiczne powody padają, gdy się tłumaczą. A
      mnie szczerze mówiąc guzik interesuje dlaczego, kończę pracę o 18:00 i chcę iść
      do domu, zjeść obiad z mężem, pójść do kina, na umówione spotkanie,itp. Po ośmiu
      godzodzinach pracy z dziećmi jestem po prostu zmęczona, albo muszę
      nadzwyczajniej w świecie odebrać własne dziecko z przedszkola, zwolnić
      opiekunkę, która czeka na mnie w domu, a ja chcę być wobec niej w porządku i
      nienadużywać jej cierpliwości-mam swoje życie prywatne. Kochani rodzice
      pomyślcie jak się czują dzieci, których rodzice ciągle się spóźniają i siedzą w
      tych przedszkolach już same tylko z panią, która patrzy co chwilę na zegarek i
      pyta:"gdzie ta Twoja mama?". Czują się opuszczone, zaniedbane, porzucone. Poza
      tym osoby pracujące z dziećmi nie są po jakiś kursach, tylko mają wykształcenie
      wyższe pedagogiczne. I ja jako pedagog terapeutyczny czuję się dotknięta słowami
      e-flato. Jego małostkowość i prymityzm wypowiedzi są dla mnie szokujące i
      świadczą tylko o nim samym.
    • praktycznyprzewodnik Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 05.11.06, 11:34
      Moja mama w latach szescdziesiatych byla kierowniczka złobka. Najgorsze były
      soboty, zawsze jakas mama nie zglosila sie po dzicko. Wtedy bylo w zwyczaju, ze
      jakas pracownica brala dziecko do wlasnego domu i w poniedzialek przywozilo
      spowrotem do zlobka. Matka i owa pracownica same sie prywatnie rozliczaly za
      opieke w czasie weekendu.
      • kaja2002 Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 05.11.06, 12:00
        Chciałam jeszcze dodać, że w przedszkolach nie pracują "opiekunki po
        pseudokursach" i nie wykazują się przy zatrudnianiu "jakimiś tam papierkami z
        tychże pseudokursów". W przedszkolach pracują NAUCZYCIELKI, które aby dostać
        pracę w publicznym przedszkolu MUSZą MIEć UKOńCZONE STUDIA NA KIERUNKU
        WYCHOWANIE PRZEDSZKOLNE. A za szmatę bardzo dziękuję.
        • kaja2002 Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 05.11.06, 12:11
          "Od kiedy to ministerstwo ma coś z tym wspólnego? Przedszkolanki do publicznych
          przedszkoli są opłacane z funduszy gminy czyli samorządu terytorialnego." -
          opłacane są przez gminę i owszem, ale ministerstwo ma wiele wspólnego z
          przedszkolami publicznymi. Ludzie, zrozumcie wreszcie, że przedszkola w latach
          70-tych przestały być placówkami tylko opiekuńczymi. Nie macie pojęcia ile pracy
          ma nauczycielka w przedszkolu - nie uczy tylko wierszyków, piosenek i literek.
          Plany miesięczne, roczne, zatwierdzane przez ministerstwo Programy itd, itp.
          Poza tym chyba właśnie większość nauczycielek w przedszkolach pracuje tam z
          powołania, bo kończąc studia dostają 800 złotych na rękę, więc nie wiem, co
          innego prócz sympatii dla dzieci mogłoby je do pracy w przedszkolach nakłonić.
          Zarobki na pewno nie.
          A odprowadzanie dzieci na policję regulują przepisy a nie serce nauczycielki.
    • e_r_i_n Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 05.11.06, 12:45
      e-ftalo napisał:
      > Pyatnie podstawowe,kogo polskie placówki pszedszkolne zatrudniają na
      > stanowisko opiekunek/przedszkolanek,czy to są osoby ludzki,czy jakieś roboty
      > bez serca,które pracują na jakiejś plantacji gdzie warzywami są czyjeś dzieci
      > i tak zarabiają na akord za rzepracowane godziny?

      No wlasnie, zatrudniaja... Te panie pracuja w OKRESLONYCH godzinach. Jesli
      rodzic utknie w korku i zadzwoni, mowiac, ze sie spozni, zazwyczaj nie robia
      problemow (przynajmniej u nas). Natomiast jesli rodzic notorycznie nie odbiera
      dziecka na czas, to trzeba sprawe jakos rozwiazac. Na pewno nie zmuszajac
      przedszkolanke do siedzenia po godzinach dzien w dzien.
      Pomysl w pogotowiem drastyczny (dla dziecka przede wszystkim), ale podejrzewam,
      ze jeszcze nigdzie nie zrealizowany, a majacy na celu zmobilizowanie rodzicow.

      > Jakim cudem ktoś taki w ogóle został zatrudniony w przedszkolu/złobku czy
      > innej placówce,czy dlatego żepokazał jakiś idiotyczny dokument świadczoący o
      > zaliczeniu jakichś tam teoretycznych wiedzy co każdy cywilizowany człowiek
      > wie na temat wychowania?

      W takim ukladzie niech zmienia przepisy i zatrudniaja w przedszkolu kazdego -
      spawacza, informatyka czy osobe z wyksztalceniem podstawowym. W koncu w
      przedszkolu dzieci sie tylko karmi i pilnuje, zeby sie nie pozabijaly.

      > Taka osoba musi mieć zasady mporalne,poglądy,zaangażowanie w pracy z dziećmi
      > a ni yć jakimś rootem co wykuł jakieśtam durne regułki na pseudorsach dla
      > wychowawców itp

      Taa. Byl na emamie watek o lekarzach, w ktorym pare osob stwierdzilo, ze lekarz
      powinien byc do dyspozycji pacjentow 24/7. Przeszkolanki tez powinny
      zrezygnowac z wlasnego zycia, bo tak sie niektorym wydaje...

      > Już nie pierwszy raz słyszę taką lu podobną publiczną wypowiedź i nie mogę
      > pojąć jakie prawo obca osoba może sobie roić co jej się podoba z obcym
      > dzieckiem i publicznie głosić takie herezje.

      A ja nie rozumiem, jak rodzic moze WŁASNEGO dziecka nie odbierac na czas.


      • beata132 Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 05.11.06, 13:21
        e_r_i_n napisała:

        > A ja nie rozumiem, jak rodzic moze WŁASNEGO dziecka nie odbierac na czas.

        Święte słowa.

        I jeszcze kilka słów do kseni74

        ksenia 74 napisała:

        "Mnie też krew zalała. Czasy są takie że niejedna osoba pracująca 8 godz tak
        naprawdę bywa w pracy dłużej niż głosi teoria. Ciekawa jestem reakcji ludzi
        gdyby np o 16.00 wyprosić klientów z hurtowni bo pracownicy są po pracy ????
        albo z marketu bo panie kasjerki przepracowały już 8 h? albo w przychodni bo na
        ostatnią osobę nie starczyło czasu? Takie są fakty że w razie potrzeby zostaje
        KAŻDY i w każdej pracy. Czyż nie tak? Która z was powie szefowi: sorry, czas
        minął? Dlatego niedobrze mi na wypowiedzi takich świętych krów".

        Te "święte krowy" zajmują się Twoim dzieckiem, to po pierwsze. Jeśli nie
        podobają Ci się godziny otwarcia przedszkola to wynajmij opiekunkę, która przez
        24 godz. na dobę będzie się nim zajmowała. A teraz najważniejsze. Czy nie
        zależy Wam na tym, aby Wasze dzieci były szczęśliwe? Bo z niektórych wypowiedzi
        wynika tylko nienawiść do nauczycielek przedszkolnych, a jakoś o uczuciach i
        stresie dzieci, które kilka godzin czekają na rodziców, żadna nie wspomina.
        • e_r_i_n Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 05.11.06, 14:04
          beata132 napisała:

          > A teraz najważniejsze. Czy nie zależy Wam na tym, aby Wasze dzieci były
          > szczęśliwe? Bo z niektórych wypowiedzi wynika tylko nienawiść do nauczycielek
          > przedszkolnych, a jakoś o uczuciach i stresie dzieci, które kilka godzin
          > czekają na rodziców, żadna nie wspomina.

          To jedno.
          A drugie: co to za rodzic, ktore swoje dziecko oddaje pod opieke 'glupich krow
          po byle jakim kursie'? W koncu dziecko w przedszkolu spedza wieksza czesc dnia.
          Jakiz pozytywny wplyw na nie moze miec taka glupia, niedouczona krowa?

          • monia145 Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 05.11.06, 14:30
            Też mnie zastanawia ta pogarda i brak szacunku dla przedszkolanek wylewająca
            się z niektórych postów.......ale przynajmniej wiadomo, dlaczego później, w
            szkole dziecko ma taki neagtywno-arogancko-bezczelny stosunek do nauczycieli,
            te "święte krowy" zaowocują po jakimś czasie.......
        • ksenia74 Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 05.11.06, 17:32
          Prostuję: moje dziecko jest zawsze odbierane przed czasem, a święta krowa odnosi
          się do konkretnej osoby a nie przedszkolanek ogółem. Nie mam nic przeciwko
          płaceniu osób spóżniających się notorycznie lub złośliwie ale tekst z policją
          jako straszak na rodziców ogółem, niezależnie od sytuacji ??? Poza tym
          podkreślam, co na pewno wie większość pracujących mam, zostawanie w pracy w
          sytuacjach awaryjnych jest teraz normą chyba we wszystkich zawodach (
          pozazdrośćić jeśli ktoś nie wie). Dlaczego nauczyciele przedszkoli mają być
          ponad? Nie chcę żeby zostawali codziennnie, ale nagła sytuacja to nagła i niech
          te nadgodziny potem mogą odebrać np kiedy jest mniej dzieci. Nie do mnie należy
          rozwiązanie tej kwestii ale wszystko da się załatwić.
          • mallard Ksenia! 05.11.06, 17:52
            1. Powiedz proszę, co ma zrobić przedszkolanka, kóre ma swoje plany na
            popołudnie (np. ma iść ze swoim dzieckiem na dawno umówioną wizytę do lekarza).

            2. istnieje chyba coś takiego jak telefon, prawda? Ba! Teraz każdy ma go w
            kieszeni...

            3. Próbowałaś stawiać się na miejscu tych pań, czy tak po prostu się pultasz?
          • e_r_i_n Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 05.11.06, 17:53
            ksenia74 napisała:

            > Dlaczego nauczyciele przedszkoli mają być ponad?

            Dlatego, ze to NIE JEST NORMALNE.

            > Nie chcę żeby zostawali codziennnie, ale nagła sytuacja to nagła i niech
            > te nadgodziny potem mogą odebrać np kiedy jest mniej dzieci.

            Zwazywszy na ilosc dzieci w przedszkolu, niech codzinnie to nagla sytuacja
            zdarzy sie rodzicom innego dziecka, wychodzi, ze przedszkolanka musi codziennie
            po godzinach zostawac.
            • ksenia74 Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 06.11.06, 07:49
              To jest moje osobiste zdanie jako matki przedszkolaka i takie ono jest. Kropka.
              Nie sugeruj że codziennie po południu jest ta sama pani bo to nieprawda. Dla
              mnie to JEST normalne że czasem trzeba zostać po godzinach, bo na moje miejsce
              jest ktoś kto zostanie. To jest tzw. rynek. Nie chodzi mi bynajmniej o o drugi
              etat. A plany na wieczór ma chyba każdy nie tylko nauczyciel, lekarz nie zdaża
              się codziennie. I nie jest rozwiązaniem straszenie rodziców. U mnie w
              przedszkolu albo takie sytuacje się nie zdażają, albo sporadycznie, albo są
              inaczej rozwiązywane, nikt nie słyszał o P.O. Twoja reakcja jest taka jakbym
              chciała biedne panie zamknąć do więzienia wink
              • e_r_i_n Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 06.11.06, 08:53
                ksenia74 napisała:

                > Nie sugeruj że codziennie po południu jest ta sama pani bo to nieprawda.

                We grupie mojego dziecka sa dwie panie. W jednym tygodniu jedna jest rano,
                druga po poludniu, w drugim - na zmiane. Tak wiec przez tydzien po poludniu
                jest jedna i ta sama pani.

                > Dla mnie to JEST normalne że czasem trzeba zostać po godzinach, bo na moje
                > miejsce jest ktoś kto zostanie. To jest tzw. rynek.

                Oczywiscie, czasem trzeba. Jesli jednak, jak juz pisalam, kazdym z
                rodzicow 'czasem' bedzie musial zostac, to przedszkolanki beda musialy byc po
                godzinach prawie caly czas. U nas w przedszkolu tez nikt nie robi problemu z
                tego, ze sie spozni (mi sie zdarzylo to dwa razy - raz wlasnie dlatego, ze
                musialam cos pilnego skonczyc, drugi raz, bo metro przestalo jezdzic, a
                autobusem jade do przedszkola godzine w godzinach szczytu) i owszem, dziecko
                czekalo z pania w sali zajmujac sie czyms (nawet nie w szatni gotowe do
                wyjscia). Tyle tylko, ze zadzwonilam do pani, a potem ja przeprosilam za
                klopot. Robienie z tego normy jest, moim zdaniem, bledem. Bo norma powinno byc
                odbieranie dzieci na czas.
                Inna sprawa, ze metoda, o ktorej jest watek, ma byc dyscyplinujaca nie dla
                rodzicow, ktorym sie sporadycznie zdarzy spoznic po dziecko (bo takich sie
                rozumie), tylko dla tych, ktorzy zawsze albo bardzo czesto sie spozniaja,
                bynajmniej nie dlatego, ze musieli zostac po godzinach. A takich wcale niemało
                jest.
              • mallard Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 06.11.06, 09:37
                Jestem prawie pewien, że jak Polska Polską, żadna jeszcze przedszkolanka nie
                oddała dziecka do policyjnej izby (moja żona przyszła kiedyś z dzieckiem do
                domu, po uprzednim dwugodzinnym siedzeniu w pracy. Chłopiec tak się u
                nas "zadomowił", że nie chciał iść, a potem ciągle pytał kiedy znów pójdzie do
                pani).
                Natomiast sielanka się skończy właśnie wtedy, kiedy jak ktoś tu mądrze napisał,
                dziecku coś tam się stanie (nawet niegroźnego) wtedy, gdy pani się nim
                zaopiekuje. Wtedy będzie i uprowadzenie i wogóle wszystko! W dobie rosnących
                lawinowo postaw roszczeniowych rodziców ("przedszkole powinno!") taki
                scenariusz jest coraz bardziej prawdopodobny. Kilka spraw sądowych i policyjna
                izba dziecka będzie na porządku dziennym...
                Poza tym Kseniusiu, w sytuacji gdy po dziecko nikt się nie zgłasza i nie ma
                kontaktu z opiekunami, przedszkolanka NIE MA PRAWA go zabrać do swojego domu, a
                wręcz ma OBOWIĄZEK zgłosić na policję to dziecko jako porzucone, ale zapewniam
                Cię, że nikt nie zrobiłby tego już o 17:15!
                Aha! Lekarz nie zdaRZa się codziennie, ale się zdaRZa...

                Pozdr.
                • ksenia74 Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 06.11.06, 14:06
                  Oj faktycznie sie zdaRZa smile Mallardusiu. A chodzi mi o te właśnie 15 min bo mam
                  wrażenie na podst wypowiedzi że dla osób z kręgów "zbliżonych do pedagogicznych"
                  już taki rodzic to patologia.
                  U mnie w przedszkolu po południu jest jedna pani nauczycielka ( na 6) bo po 16
                  zostaje mało dzieci. Czyli przy odrobinie organizacji taki "dyżur" wypada 1 na
                  ponad tydzień. No ale to w zasadzie jałowa dyskusja. Pozdr.
                  • mallard Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 06.11.06, 14:15
                    ksenia74 napisała:

                    > Mallardusiu.

                    smilesmilesmile
              • e_r_i_n Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 06.11.06, 09:39
                ksenia74 napisała:

                > A plany na wieczór ma chyba każdy nie tylko nauczyciel, lekarz nie zdaża
                > się codziennie.

                Mallard mi na to uwage zwrocil - a skad mozesz wiedziec, ze akurat dzisiaj
                przedszkolanka nie ma wizyty u lekarza? Pytasz ja o to codzinnie rano?
          • jakw Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 06.11.06, 18:50
            ksenia74 napisała:

            > Nie chcę żeby zostawali codziennnie, ale nagła sytuacja to nagła
            Wystarczy, że każdy z rodziców dzieci w przedszkolu 1x na 3 m-ce stwierdzi: "A
            to dzisiaj się spóźnię. Jak sobie raz jakaś pani posiedzi 2 godziny dłużej to
            nic się nie stanie" - średnio codziennie ktoś pewnie będzie musiał dłużej
            siedzieć.
            Jeśli pracujesz w pracy, w której często zdarzają się awaryjne nadgodziny,
            musisz mieć pewnie wyjście awaryjne: - tata, babcia, ewentualnie sąsiadka-
            emerytka. Ewentualnie możesz też zapisać dziecko do przedszkola blisko pracy.
            • ksenia74 Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 07.11.06, 16:40
              jakw napisała:

              > Wystarczy, że każdy z rodziców dzieci w przedszkolu 1x na 3 m-ce stwierdzi: "A
              > to dzisiaj się spóźnię. Jak sobie raz jakaś pani posiedzi 2 godziny dłużej to
              > nic się nie stanie" - średnio codziennie ktoś pewnie będzie musiał dłużej
              > siedzieć.

              Dlaczego jeśli ja piszę o sytuacji nagłej to Ty interpretujesz to w ten sposób?
              Ja tu widzę że wg Ciebie to rodzice są po prostu złośliwi; nie kochają dzieci
              tylko kombinują jak dokuczyć przedszkolankom. Żalosne po prostu.

              > Jeśli pracujesz w pracy, w której często zdarzają się awaryjne nadgodziny,
              > musisz mieć pewnie wyjście awaryjne: - tata, babcia, ewentualnie sąsiadka-
              > emerytka. Ewentualnie możesz też zapisać dziecko do przedszkola blisko pracy.

              Jeśli o mnie chodzi to gdy mam nadgodziny ( nieplatne. czasem to kilkanaście
              min.) to odbiera mąż ale właśnie wczuwam się w sytuację tych którzy SAMI
              odbierają dzieci i akurat nie wiem korek/szef/pogoda nie pozwolą dotrzeć na czas
              i parę min się spoznią.

              A w wypowiedzi o 'krowach" sednem jest dziwne wg mnie podejscie do pracy. U
              mnie mimo że płaci mi państwo /tak marnie jak i w przedszkolu /(wiem tam gmina)
              nikt nie patrzy na 10 czy 20 min zostania dłużej. Tzn ja nie patrzę. Wliczam to
              w "koszt uzyskania przychodu". Tak też bym chciała aby patrzyli inni. Uff! Nie
              wiem czy niestety większość mnie zrozumie może jestem jakaś nienormalna????

              Inna sprawa to nie miałam pojęcia że ktoś z premedytacją przychodzi po dzieci po
              czasie. To dla mnie też nienormalne i patologia sad Moje dziecko by mi nie
              darowało takiej przykrości.
              • nzuri Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 07.11.06, 17:01
                Kseniu - to proste - przepisy są jakie są, przedszkole ma zapewnić opiekę od -
                do. Informacja, o której była mowa na początku nie brzmiała "Jak się rodzic
                spóźni 5 minut dzwonię po policję". Bo też nikt tak nie robi.To była informacja
                co powiina zrobić przedszkolanka zgodnie z przepisami. I nie ma tu znaczenia
                czy pani płacą czy nie za nadgodziny, tak samo nie ma znaczenia czy Tobie
                płacą. Po prostu tego nie można wymagać w obecnej sytuacji prawnej. WYMAGAĆ i
                mieć pretensji. Można natomiast o to grzecznie poprosić. To nie boli, naprawdę.
                Mnie się raz jeden zdarzyło, że nie mogłam odebrać syna o czasie (mąż był w
                delegacji a ja nie mogłam wyjść ze spotkania, na którym ważyły się losy mojej
                pracy). Zadzwoniłam i przeprosiłam, poprosiłam o dłuższą opiekę. Tak samo, jak
                wiedząc że się spóźnie dzwonię do mamy. Bo ani od przedszkola ani od mamy nie
                wymagam czegoś do czego nie mam prawa.
                Jak rodzic nie wymaga i zadzwoni wcześniej, uprzedzi, poprosi - zawsze coś
                można ustalić. I wtedy zostaje z dzieckiem ten kto może, kto może też sobie
                zorganizować sprawy rodzinne (np. dzwoniąc i uprzedzająć itd.), a nie ten kto
                nie może (i tylko klnie na czym świat stoi) i wszyscy wliczając w to dziecko
                (bo wie, że rodzic przyjdzie później)są szczęśliwsi..
                Nie można ludzi stawiać pod ścianą i jeszcze krzyczeć, że są niezadowoleni.
                • e_r_i_n Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 07.11.06, 17:51
                  nzuri napisała:

                  > Nie można ludzi stawiać pod ścianą i jeszcze krzyczeć, że są niezadowoleni.

                  Niby takie oczywiste, a nie wszyscy to rozumieja.
              • nzuri Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 07.11.06, 17:04
                I jeszcze jedno - Piszesz "o sytuacji nagłej" - powiedz mi skąd wiesz w danej
                chwili, że sytuacja nie była nagła? Czy wymagasz od przedszkolanek umiejętności
                jasnowidzenia? Jak nagła to czekam grzecznie z uśmiechem na ustach a jak z
                olewactwa to do pogotowia opiekuńczego?
                Nie mówiąc o tym, że sytaucją nagłą, jest też np. wypadek samochodowy - i rodzi
                w ogóle nie przyjdzie, bo leży w szpitalu. Ile ma czekać?
              • e_r_i_n Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 07.11.06, 17:49
                ksenia74 napisała:

                > Dlaczego jeśli ja piszę o sytuacji nagłej to Ty interpretujesz to w ten
                > sposób?

                To jasne - dlatego, ze taka sytuacja nagla moze sie zdarzac codziennie innemu
                rodzicowi, a wiec przedszkolanka jedna czy druga nie zostanie po godzinach raz
                na caly rok szkolny, tylko duzo czesciej.
                I nikt nie mowi, ze sie sytuacje nagle nie moga zdarzyc. Moga. Tyle, ze wtedy
                panie w przedszkolu zostaja, bo chca (poproszone przedtem przez rodzica), a nie
                dlatego, ze musza. I naleza im sie za to podziekowania i przeprosiny, a nie
                stwierdzenie, ze to ich zakichany obowiazek.

                > Inna sprawa to nie miałam pojęcia że ktoś z premedytacją przychodzi po dzieci
                > po czasie. To dla mnie też nienormalne i patologia sad Moje dziecko by mi nie
                > darowało takiej przykrości.

                Podejrzewam, ze przypomnienie tego przypisu ma na celu zdyscyplinowanie wlasnie
                takich rodzicow, ktorzy odbieraja dzieci tak pozno, jak sie da.
              • jakw Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 07.11.06, 18:11
                ksenia74 napisała:

                > jakw napisała:
                >
                > > Wystarczy, że każdy z rodziców dzieci w przedszkolu 1x na 3 m-ce stwierdz
                > i: "A
                > > to dzisiaj się spóźnię. Jak sobie raz jakaś pani posiedzi 2 godziny dłuże
                > j to
                > > nic się nie stanie" - średnio codziennie ktoś pewnie będzie musiał dłużej
                >
                > > siedzieć.
                >
                > Dlaczego jeśli ja piszę o sytuacji nagłej to Ty interpretujesz to w ten
                sposób?
                > Ja tu widzę że wg Ciebie to rodzice są po prostu złośliwi; nie kochają dzieci
                > tylko kombinują jak dokuczyć przedszkolankom. Żalosne po prostu.
                A gdzie napisałam, że rodzice nie kochają dzieci? Ale wystarczy, że każdy
                rodzic stwierdzi, że przecież raz na kilka m-cy może się spokojnie spóźnić i
                średnio codziennie jakaś pani będzie musiała dłużej siedzieć. Z punktu widzenia
                tego pojedyńczego rodzica to pikuś, z punktu widzenia przedszkola - poważny
                problem, którego nie rozwiąże stwierdzenie:"nie chcę, żeby zostawali
                codziennie".
                Zresztą nie sądzę, żeby przy kilku minutach spóźnienia pani się opłacało wieźć
                dziecko na policję - zwłaszcza jeśli wie, że rodzic za 5 minut będzie (bo
                dzwonił, że właśnie stoi w korku 2 przecznice dalej).
    • lola211 Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 05.11.06, 14:50
      Nie lubie sie spoźniac i stwarzac przez to problemow pani ze swietlicy(bo
      przedszkole mam juz za soba).Ale bywa ze stoje w megakorku i dojazd 5 km do
      szkoly zajmuje mi ponad godzine - nie mam szans dotrzec na czas.
      Oczywiscie pania przeprosze, ale nie czuje sie specjalnie winna- sila wyzsza.Na
      szczescie jeszcze nie słyszalam o próbie zastosowania podobnej metody- oddania
      dziecka do placówki.
    • jaka.to.melodia Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 05.11.06, 14:54
      może przedszkolanka ma własne życie, własne plany na wieczór, nie tylko
      niańczenie cudzych dzieciaków?! nic dziwnego że chce pieniądze za siedzenie po
      godzinach lub odmawia takiego siedzenia i oddaje do pogotowia.
      • makatka4 Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 05.11.06, 15:42
        Moim zdaniem skupiliście się na wątkach pobocznych, czyli sporze kto jest
        gorszy: leniwe przedszkolanki bez serca, czy olewczy rozwydrzeni rodzice.
        Tymczasem problem leży, moim zdaniem, całkiem gdzie indziej.
        Otóż w dzisiejszych czasach jest paranoją, by przedszkola - służące wszak w
        pierwszym rzędze rodzicom pracującym zawodowa - działały do godziny 17 czy
        17.30.
        Mnóstwo ludzi pracuje dziś w biurach w godzinach teoretycznych 9-17. Na 17
        zdążyć po dziecko nie sposób, na 17 30 - jest szansa, ale brak gwarancji.
        Dlatego moim osobistym należy walczyć z gminamio to, by przedszkola - choćby w
        okrojonym wymiarze - były czynne stosownie dłużej. Tak by rodzicie nie musieli
        bać się, że spóźniony autobus, czy dłuższa o parę minut rozmowa z szefem będzie
        skutkowała odwiezieniem dziecka do pogotowia opiekuńczego. Sądzę, że nabardziej
        praktycznym rozwiązaniem byłaby świetlica - przedszkolanki wychodzą o swojej
        przepisowej godzinie, a dzieci zostają z jedną czy dwiema paniami, które są
        zatrudnione w stosownym wymiarze czasu i oczywiście za to opłacane.
        • e_r_i_n Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 05.11.06, 15:59
          Mysle, ze jednak sprawa odbierania dzieci o czasie jest tematem glownym tego
          watku.
          Zgadzam sie, ze przedszkola powinny byc czynne dluzej. Ale jesli rodzic wie, ze
          pracuje do 17, to wynajmuje opiekunke/zalatwia kogos, kto dziecko odbierze.
          Jesli zdarzy sie pozniejsze wyjscie z pracy/korek, to nikt spoznionemu
          rodzicowi glowy nie urwie (szczegolnie, jesli zadzwoni i powiadomi, ze jest w
          drodze, ale sie spozni). Mowa raczej o rodzicach, ktorzy notorycznie odbieraja
          dziecko po czasie. A takich troche jest, chociazby w naszym przedszkolu (z
          opowiadan pani), co ciekawe - niepracujacych.
          • makatka4 Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 05.11.06, 16:43
            Rzecz polega na tym, że zamykając przedszkola publiczne o godzinie 17 czy 17.30
            organizator całej zabawy (kuratorium?) prosi się o takie właśnie kłopoty, bo
            obie pory (wychodzenia z pracy rodziców i wychozenia z pracy przedszkolanek)
            ustawione są na styk. Dla mnie to idiotyczne tworzenie społeczeństwu problemów,
            bo rozwiązanie jest proste i nienajdroższe. WIęc po co to robią? Na złość, czy
            jak?
            • malila Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 05.11.06, 16:47
              Może z bezmyślności. Sami pewnie kończą pracę o 16.00
              • e_r_i_n Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 05.11.06, 17:20
                Coz, fakt jest taki, ze to rodzice musza przede wszystkim myslec o swoich
                dzieciach. Nie wszyscy dookola.
                • malila Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 06.11.06, 09:04
                  To, że rodzice są przede wszystkim od myślenia o swoich dzieciach, nie oznacza,
                  że urzędy stworzone po to, żeby ułatwiać ludziom życie, ustalały zasady sobie a
                  muzom. Przedszkola działające do szesnastej miały sens wtedy, gdy ludzie
                  programowo kończyli pracę o 15.00. Teraz warto by było uwzględnić zmiany, jakie
                  się pod tym względem dokonały. I nie ma tu na myśli zmian związanych z
                  długością czasu pracy, tylko z przesunięciem godzin.
                  A jeśli chodzi o permanentne spóźnianie się rodziców, bądź zbyt długie
                  zostawianie dziecka w przedszkolu, może warto by było takich rodziców zgłaszać
                  opiece społecznej.
                  • e_r_i_n Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 06.11.06, 09:08
                    Dlatego tez nalezy dyskusje podielic na dwie czesci: po pierwsze, majac stan
                    faktyczny taki, jaki mamy, nalezy sie stosowac do zasad panujacych, czyli
                    odbierac dzieci do 17. Po drugie, nalezy wywalczyc, jesli jest taka potrzeba,
                    aby przedszkola pracowaly dluzej.
                    Nie mozna usprawiedliwiac niewywiazywania sie z obowiazkow faktem, ze nie jest
                    tak, jak bysmy chcieli.

                    malila napisała:

                    > A jeśli chodzi o permanentne spóźnianie się rodziców, bądź zbyt długie
                    > zostawianie dziecka w przedszkolu, może warto by było takich rodziców
                    > zgłaszać opiece społecznej

                    Pewnie warto.
            • e_r_i_n Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 05.11.06, 17:19
              makatka4 napisała:

              > Rzecz polega na tym, że zamykając przedszkola publiczne o godzinie 17 czy
              > 17.30 organizator całej zabawy (kuratorium?) prosi się o takie właśnie
              > kłopoty, bo obie pory (wychodzenia z pracy rodziców i wychozenia z pracy
              > przedszkolanek) ustawione są na styk.

              Godziny otwarcia przedszkoli ustala pewnie organ prowadzacy, czyli gmina.
              I watpie, zeby robili to na zlosc - po prostu wydluzenie pracy przedszkoli
              wiazaloby sie z koniecznoscia zatrudnienia dodatkowych osob, a to, jak wiadomo,
              wiaze sie z koniecznoscia znalezienia dodatkowej kasy.
              Poza tym stan faktyczny jest jaki jest i poki sie nie zmieni, to rodzice musza
              wymyslic sposob, aby ich dzieci nie zostawaly w przedszkolu 'po godzinach'.
              I o tym mowa w tym watku, nie o tym, co by bylo gdyby.
              Chociaz, jak juz napisalam, dobrze by bylo, gdyby przedszkola dostosowac do
              obecnych realiow.
              BTW przedszkola sa czynne do 17 zazwyczaj w duzych miastach. W mniejszycj 16 to
              jest luksus.
              • syllo Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 06.11.06, 08:38
                Godziny otwarcia przedszkola są związane i dostosowane do dzieci, jakies mądre
                osoby ustaliły ile czasu dziecko moze spedzać z dala od rodziców bez szkody dla
                niego samego, niestety ta granica przesuwa się ze szkodą dla dzieci, bo z roku
                na rok są coraz trudniejsze, w prywatnych dzieci mogą zosawać dłużej , ale to
                niczego nie zmienia, bo rodzice i tak sie spóźniają. Przedszkole w którym
                pracowałam było otwarte do 18:00 a rodzice i tak się spóźniali(ci sami).
                Obecnie są placówki otwarte całą dobę, ale nie sądzę by było to dobre
                rozwiązanie i załatwiło problem.
        • jdbad Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 12.11.06, 09:14
          W niektórych miastach są już takie przedszkola, które działają do 20.00, ale
          trzeba ich po prostu poszukac.
    • alfika Re: bez sensu 05.11.06, 15:20
      kilka razy zdarzyło się moim rodzicom nie zdążyć po mnie do przedszkola
      i co? i czasem panie sie naburmuszały, a czasem czekały cierpliwie - i to
      bywało, że dość długo... raz skończyło się aferą, bo późną jesienią siedziałam
      w kurteczce na schodach pod drzwiami, na dworze, a jakże, bo pani chciała jak
      najszybciej zamknąć przedszkole - ale czekała ze mną, zuch dziewczyna smile))
      pamiętam, że tata ją za to moje siedzenie na schodach objechał

      a powód spóźnień był banalny i prosty - rodzice w tym czasie stali przy stole
      operacyjnym i składali kogoś do życia

      mieszkaliśmy 400 km od najbliższej rodziny, a znajomi albo pracowali, albo
      razem z nimi pracowali z szpitalu, albo nikt nie myślał o zegarku - i to chyba
      dobrze dla aktualnie operowanego... smile
      • mallard Widzisz Eflato ja się wygłupileś? 05.11.06, 17:26
        Kliknąłem Twoje brednie do wywalenia!
        • kaja2002 Re: Widzisz Eflato ja się wygłupileś? 05.11.06, 17:34
          Oprócz znajomych i rodziny można jeszcze zatrudnić opiekunkę za pieniądze. To po
          pierwsze. A po drugie - każdy rodzic ma prawo ubiegać się o przedłużenie godzin
          otwarcia p-kola. Jeśli takich osób jest więcej - można to zrobić, po prostu
          któraś z nauczycielek zacznie pracę pół godziny później i pół godziny później ją
          skończy. Wszystko lub prawie wszystko można załatwić normalnie, kulturalnie,
          rozmową z odpowiednimi osobami. I chyba z lepszym skutkiem niż bluzganie na
          nauczycielki na forum.
          • alfika Re: :) 06.11.06, 11:46
            wiesz, 20 parę lat temu to raczej ludzie mieli pracę - zresztą na jedno
            popołudnie trudno opiekunkę zatrudnić, operując smile))))))
            jak pisałam, zdarzyło się to kilka razy

            opiekunka za pieniadze nie załatwia sprawy

            a swoją drogą, ciekawe, dlaczego moi rodzice nie odeszli od stołu o 15.00?
            hmmm.... muszę z mamą porozmawiać...
          • lola211 Re: Widzisz Eflato ja się wygłupileś? 06.11.06, 19:10
            >Oprócz znajomych i rodziny można jeszcze zatrudnić opiekunkę za pieniądze.

            A gdzie znajdziesz kogos, kto bedzie dyspozycyjny, by popilnowac raptem godzine
            dziennie dziecko za marne grosze w sumie?
            • pawelek.mar Re: Widzisz Eflato ja się wygłupileś? 07.11.06, 09:24
              lola211 napisała:

              > >Oprócz znajomych i rodziny można jeszcze zatrudnić opiekunkę za pieniądze
              > .
              >
              > A gdzie znajdziesz kogos, kto bedzie dyspozycyjny, by popilnowac raptem
              godzine
              >
              > dziennie dziecko za marne grosze w sumie?

              Ja znalazłem (bez najmniejszego problemu) opiekunkę, która odbiera z
              przedszkola syna i zajmuje się nim 1 godz. max. 2. Jestem z niej bardzo
              zadowolony. 8zł/h
      • bogini_nocy Re: bez sensu 06.11.06, 14:03
        alfika napisała:

        > kilka razy zdarzyło się moim rodzicom nie zdążyć po mnie do przedszkola
        > i co? i czasem panie sie naburmuszały, a czasem czekały cierpliwie - i to
        > bywało, że dość długo... raz skończyło się aferą, bo późną jesienią
        siedziałam
        > w kurteczce na schodach pod drzwiami, na dworze, a jakże, bo pani chciała jak
        > najszybciej zamknąć przedszkole - ale czekała ze mną, zuch dziewczyna smile))

        ironia niepotrzeba, bo przecież to nie jest żadna rozkosz siedzieć po nocach z
        czyimś dzieciakiem.


        > pamiętam, że tata ją za to moje siedzenie na schodach objechał

        to sie nieładnie zachował, bo powinien grzecznie przeprosić. Dobrze, że Cię
        odebrał smile
        >
        > a powód spóźnień był banalny i prosty - rodzice w tym czasie stali przy stole
        > operacyjnym i składali kogoś do życia

        chwała im za to, jednak jak sama pisałaś, nie byl to sporadyczny przypadek lecz
        w przypadku Twojej rodziny powszechne zjawisko. Pierwsze primo: nie ma takiej
        możliwości, aby nie przewidzieć, ż emoże być spóźnienie i aby zadzwonić do
        przedszkola uprzedzająć o takiej sytuacji (Twoim rodzicom najwyraźniej
        brakowało takiej wyobraźni...może nie powinni decydować się na dziecko, skoro
        takie organizacyjne sprawy są aż tak skomplikowane), a po drugie promo, to
        najlepszy dowód na to, że wprowadzenie opłat za nadgodziny byłoby doskonałym
        rozwiązaniem. Nikt do nikogo nie miałby pretensji....

        > mieszkaliśmy 400 km od najbliższej rodziny, a znajomi albo pracowali, albo
        > razem z nimi pracowali z szpitalu, albo nikt nie myślał o zegarku - i to
        chyba
        > dobrze dla aktualnie operowanego... smile

        tak, bardzo dobrze. Gorzej dla dziecka, przedszkolanek i ich rodzin...

        Zdrowia
        • alfika Re: bez sensu 06.11.06, 18:06
          bogini_nocy napisała:

          >
          > ironia niepotrzeba, bo przecież to nie jest żadna rozkosz siedzieć po nocach
          z
          > czyimś dzieciakiem.


          każdy po swojemu traktuje swój zawód - ojciec przenigdy się nie skarżył na
          przedłużanie dnia pracy i również z tego powodu jest człowiekiem, którego
          szanuję chyba najbardziej

          ironię zaś stosuję wtedy, gdy JA uznam, że jest na miejscu lub potrzebna, to
          nie jest sprawa do dyskusji

          >
          >
          > > pamiętam, że tata ją za to moje siedzenie na schodach objechał
          >
          > to sie nieładnie zachował, bo powinien grzecznie przeprosić. Dobrze, że Cię
          > odebrał smile


          poczekaj, aż Twoje dziecko ktoś w październiku czy listopadzie potrzyma na
          schodach - wtedy przeproś, żeby ładnie się zachować smile)))))))


          >
          > chwała im za to, jednak jak sama pisałaś, nie byl to sporadyczny przypadek
          lecz
          > w przypadku Twojej rodziny powszechne zjawisko.


          jak sama pisałam, zdarzyło się to kilka razy (może 3?) w ciągu kilku lat -
          rzeczywiście... powszechne zjawisko...
          uważaj z podsumowywaniem czyjejś rodziny, to wyjątkowy przejaw... czego? sama
          sobie odpowiedz



          Pierwsze primo: nie ma takiej
          > możliwości, aby nie przewidzieć, ż emoże być spóźnienie i aby zadzwonić do
          > przedszkola uprzedzająć o takiej sytuacji (Twoim rodzicom najwyraźniej
          > brakowało takiej wyobraźni...może nie powinni decydować się na dziecko, skoro
          > takie organizacyjne sprawy są aż tak skomplikowane), a po drugie promo, to
          > najlepszy dowód na to, że wprowadzenie opłat za nadgodziny byłoby doskonałym
          > rozwiązaniem. Nikt do nikogo nie miałby pretensji....


          dokładnie tak - rodzice najspokojniej w świecie nie jechaliby potem na gwałt
          mnie odbierać; komuś może zabrakło wyobraźni?
          a widziałaś lekarza, który leci dzwonić do szanownej pani przedszkolanki, bo
          musi jej powiedzieć przepraszam już-zaraz-natychmiast?
          takich lekarzy pozostaje ci życzyć
          i twojej rodzinie, twoim dzieciom... i jak?
          dalej to takie ważne - zadzwonić, jak nie wiesz, ile zabieg jeszcze potrwa?
          chyba z księżyca spadłaś smile

          i zaczynam się zastanawiać, kim ty jesteś, że pozwalasz sobie na takie teksty
          wobec człowieka, który parę lat temu zmarł na dyżurze...
          nie cisną mi się najgorsze słowa, spokojnie smile
          już wiem, ze teraz takie rozwydrzone pannice, którym się wszystko należy, ale
          które z siebie nic - spotyka się na każdym rogu ulicy, wszędzie

          >
          > Zdrowia
          >
          >

          sobie życz zdrowia, aniele - i takich ludzi na swojej drodze, jakim jesteś smile
          • mallard Alfika! :) 07.11.06, 09:12
            W grupie mojej żonki wielu rodziców to lekarze i zawsze są na czas, a jak nie
            to jakoś inaczej to załatwiają.
            Kiepscy lekarze?

            Pozdro.
            • alfika Re: Alfika! :) 07.11.06, 11:43
              możliwe, że grupa twojej żonki nie pracuje w latach 70-80. w małym miasteczku,
              a niektórzy niewiele pamiętają i przenoszą realia w czasie smile

              ale myślę, że nie chodzi o sytuację, ale dowód, kto jest kiepskim lekarzem -
              dziwne zboczenie z tematu, jak się ma jakość medyka do przedszkola i odbioru
              dziecka???
              ale niech tam, widocznie powiązania widzisz - pogratulować fantazji i
              umiejętności logicznego wnioskowania smile
              z tym cię pozostawiam, a grupa twojej żonki to na pewno najlepsza załoga dżi w
              całej światowej medycynie wink
              • mallard Re: Alfika! :) 07.11.06, 13:07
                alfika napisała:

                > możliwe, że grupa twojej żonki nie pracuje w latach 70-80. w małym
                miasteczku,
                > a niektórzy niewiele pamiętają i przenoszą realia w czasie smile

                Niektórym widać trzeba "kawę na ławę", a więc: Grupa mojej żonki, to grupa
                przedszkolna, a więc dzieci. Wśród ich rodziców jest kilkoro lekarzy. (to gwoli
                jasności)

                > ale myślę, że nie chodzi o sytuację, ale dowód, kto jest kiepskim lekarzem -
                > dziwne zboczenie z tematu, jak się ma jakość medyka do przedszkola i odbioru
                > dziecka???

                To Ty mi powiedz Alfika, przecież Ty to sugerujesz (może nieświadomie?)

                > ale niech tam, widocznie powiązania widzisz - pogratulować fantazji i
                > umiejętności logicznego wnioskowania smile

                Jak pisałem: Ja nie widzę, Ty chyba widzisz, bo komuś tam wcześniej życzyłaś
                takich właśnie lekarzy, co to dzwonią do przedszkola, że przyjdą później po
                dzieci.

                > z tym cię pozostawiam,

                O ja nieszczęśliwy! Co ja teraz pocznę?!

                a grupa twojej żonki to na pewno najlepsza załoga dżi w
                > całej światowej medycynie wink

                Jeszcze raz: To są dzieci!

                Pa!
                • alfika Re: Alfika! :) 07.11.06, 13:19
                  mallard napisał:
                  >
                  > Niektórym widać trzeba "kawę na ławę", a więc: Grupa mojej żonki, to grupa
                  > przedszkolna, a więc dzieci. Wśród ich rodziców jest kilkoro lekarzy. (to
                  gwoli
                  >
                  > jasności)


                  nadal nie rozumiesz smile)))
                  kwestia realiów i płynących stąd powodów takiego, a nie innego stanu rzeczy -
                  najprościej: porównaj sobie czasy, realia i przede wszystkim chęci
                  zainteresowanych
                  bardziej "kawa na ławę" nie mogę smile)))))

                  >
                  > > ale myślę, że nie chodzi o sytuację, ale dowód, kto jest kiepskim lekarze
                  > m -
                  > > dziwne zboczenie z tematu, jak się ma jakość medyka do przedszkola i odbi
                  > oru
                  > > dziecka???
                  >
                  > To Ty mi powiedz Alfika, przecież Ty to sugerujesz (może nieświadomie?)


                  piszę wprost przecież smile
                  sądziłam, że temat dotyczy przypadków i powodów pozostawiania dzieci czasem
                  dłużej w przedszkolach - bywa, że wbrew własnej woli rodziców
                  temat zszedł na wyobraźnię i jakośc leczenia przez medyków, tego czy powinni na
                  dziecko się decydować czy nie
                  jak widać, źle sądziłam smile

                  >
                  > > ale niech tam, widocznie powiązania widzisz - pogratulować fantazji i
                  > > umiejętności logicznego wnioskowania smile
                  >
                  > Jak pisałem: Ja nie widzę, Ty chyba widzisz, bo komuś tam wcześniej życzyłaś
                  > takich właśnie lekarzy, co to dzwonią do przedszkola, że przyjdą później po
                  > dzieci.
                  >

                  o rany, człowieku smile)) ja o niebie, ty o chlebie smile
                  rzeczywiście, moi rodzice komórek nie mieli, specjalnie i na złość
                  przedszkolankom...
                  widzę, ze uparcie dalej brniesz w swoje wyobrażenia smile
                  więcej o realiach nie napiszę, nie umiesz czytać smile


                  > > z tym cię pozostawiam,
                  >
                  > O ja nieszczęśliwy! Co ja teraz pocznę?!


                  zapewne prawe dzieci smile

                  >
                  > a grupa twojej żonki to na pewno najlepsza załoga dżi w
                  > > całej światowej medycynie wink
                  >
                  > Jeszcze raz: To są dzieci!
                  >
                  >
                  >
                  nie szkodzi, i tak są najlepsze w medycyniesmile

                  (mniej wiecej tak rozmawiasz)
                  • mallard Alfiniu roztomiła! 07.11.06, 13:40
                    Mam wrażenie, że rozmawiamy w dwóch różnych językach, a po epitecikach, kórymi
                    zaczynasz częstować innych forumowców widzę, że zaczyna robić się ciepło (może
                    trafiliśmy na ten gorszy czas? wink).
                    Ja się wycofuję, -nie chcę podtrzymywać bezsensownej przepychanki!

                    Bywaj! smile
                    • alfika Re: coś ci się słonko pomyliło 07.11.06, 13:42
                      jak umiesz czytać, to szukaj tych epitecików smile
                      trzymam kciuki
                      andropauza jest ponoć gorsza od "złych dni" kobiety wink))
                      a do okresu ciązy się nie umywa

                      pa
          • moler1 Re: bez sensu 07.11.06, 09:15
            alfika napisała:

            > bogini_nocy napisała:
            >
            > >
            > > ironia niepotrzeba, bo przecież to nie jest żadna rozkosz siedzieć po noc
            > ach
            > z
            > > czyimś dzieciakiem.
            >
            >
            > każdy po swojemu traktuje swój zawód - ojciec przenigdy się nie skarżył na
            > przedłużanie dnia pracy i również z tego powodu jest człowiekiem, którego
            > szanuję chyba najbardziej

            Rodzice są po to, aby ich szanować, a to, że Twój ojciec się nie skarżył nawet
            w najmniejszym stopniu nie jest wyznacznikiem dla pozostałych rodziców.


            >
            > ironię zaś stosuję wtedy, gdy JA uznam, że jest na miejscu lub potrzebna, to
            > nie jest sprawa do dyskusji


            muszę powiedzieć, że masz kiepskie wyczucie potrzeby ironii smile))
            >
            > >
            > >
            > > > pamiętam, że tata ją za to moje siedzenie na schodach objechał
            > >
            > > to sie nieładnie zachował, bo powinien grzecznie przeprosić. Dobrze, że C
            > ię
            > > odebrał smile
            >
            >
            > poczekaj, aż Twoje dziecko ktoś w październiku czy listopadzie potrzyma na
            > schodach - wtedy przeproś, żeby ładnie się zachować smile)))))))

            może warto zadzwonić do przedszkola z informacją, że spóźnienie może nastąpić.
            Przecież to łatwe, a mimo to tak trudne do wyobrażenia sobie przez wielu
            rodziców...
            Powinny być opłaty za nadgodziny, ni ebyłoby wtedy zniecierpliwonych opiekunek,
            a i spóźnialskich rodzicó byłoby znacznie mniej, jestem o tym przekonany smile))

            >
            > >
            > > chwała im za to, jednak jak sama pisałaś, nie byl to sporadyczny przypade
            > k
            > lecz
            > > w przypadku Twojej rodziny powszechne zjawisko.
            >
            >
            > jak sama pisałam, zdarzyło się to kilka razy (może 3?) w ciągu kilku lat -
            > rzeczywiście... powszechne zjawisko...
            > uważaj z podsumowywaniem czyjejś rodziny, to wyjątkowy przejaw... czego? sama
            > sobie odpowiedz

            te 3 razy w ciągu kilku lat to dopiero teraz dopowiedziałaś, z wcześniejszego
            wpisu wynikało, że nie były to pojedyńcze wpadki. Zresztą 3 razy to też nie
            jest mało. Wolałbym nie pozostawiać swojego dziecka w przedszkolu bez żadnej
            informacji. Nie sądzę, że byłyby jakieś istotne problemy z przedszkolankami,
            gdyby rodzice nieco poważniej traktowali swoje dzieci, a nie tylko pracę. nie
            mówię o tym, że zawsze trzeba rzucać wszystkie papiery i biec po dziecko, ale
            pewne rzeczy można przewidzieć i zrobić jakiś telefon.

            > Pierwsze primo: nie ma takiej
            > > możliwości, aby nie przewidzieć, ż emoże być spóźnienie i aby zadzwonić d
            > o
            > > przedszkola uprzedzająć o takiej sytuacji (Twoim rodzicom najwyraźniej
            > > brakowało takiej wyobraźni...może nie powinni decydować się na dziecko, s
            > koro
            > > takie organizacyjne sprawy są aż tak skomplikowane), a po drugie promo, t
            > o
            > > najlepszy dowód na to, że wprowadzenie opłat za nadgodziny byłoby doskona
            > łym
            > > rozwiązaniem. Nikt do nikogo nie miałby pretensji....
            >
            >
            > dokładnie tak - rodzice najspokojniej w świecie nie jechaliby potem na gwałt
            > mnie odbierać; komuś może zabrakło wyobraźni?
            > a widziałaś lekarza, który leci dzwonić do szanownej pani przedszkolanki, bo
            > musi jej powiedzieć przepraszam już-zaraz-natychmiast?
            > takich lekarzy pozostaje ci życzyć
            > i twojej rodzinie, twoim dzieciom... i jak?
            > dalej to takie ważne - zadzwonić, jak nie wiesz, ile zabieg jeszcze potrwa?
            > chyba z księżyca spadłaś smile

            mam wielu przyjaciół lekarzy, w tym chirurgów, wszyscy z dziećmi i uważam, że z
            tymi Twoimi teoriami o właśnie Ty Alfiko z księżyca spadłaś. Wszystko można
            zaplanować, trezba tylko odrobinę chcieć i mieć posiadać minimum wyobraźni.


            > i zaczynam się zastanawiać, kim ty jesteś, że pozwalasz sobie na takie teksty
            > wobec człowieka, który parę lat temu zmarł na dyżurze...

            teraz to Ty zaczynasz dramatyzować smile Jeżeli się nie mylę, to Ty wprowadziłaś
            do dyskusji wątek taty smile

            > nie cisną mi się najgorsze słowa, spokojnie smile
            > już wiem, ze teraz takie rozwydrzone pannice, którym się wszystko należy, ale
            > które z siebie nic - spotyka się na każdym rogu ulicy, wszędzie
            >
            > >
            > > Zdrowia
            > >
            > >
            >
            > sobie życz zdrowia, aniele - i takich ludzi na swojej drodze, jakim jesteś smile

            trochę Cię poniosło, ale też sama się podłożyłaś. No cóż, muszę zgodzić się z
            Boginią i muszę przyznać, że opłaty za nadgodziny byłyby najlepszym
            rozwiązaniem.
            Alfiko, dobra z Ciebie dziewczyna, ale Twoje teorie są odrobinę infantylne i
            nieodrobinę demagogiczne.

            Z pozdrowieniami
            >
            • alfika Re: bez sensu 07.11.06, 12:23
              moler1 napisał:

              > Rodzice są po to, aby ich szanować, a to, że Twój ojciec się nie skarżył
              nawet
              > w najmniejszym stopniu nie jest wyznacznikiem dla pozostałych rodziców.


              dla mnie tym bardziej, więc pozwól, że jednak będę swoje zdanie wyrażała,
              niczyje więcej smile

              czasem rodziców się szanuje z poczucia obowiązku, co jest nagminne i pewnie
              nikomu nie szkodzi - a czasem dlatego, że byli godni najwyższego szacunku, nie
              tylko ze strony własnych dzieci
              trzymam kciuki za twoje odkrywanie różnicy w tej kwestii smile


              >
              > muszę powiedzieć, że masz kiepskie wyczucie potrzeby ironii smile))

              ale to twoje zdanie i tobie podobnych - wybacz, dla mni ani ciekawe, ani ważne -
              decyzja pozostaje po mojej stronie, kiedy ironizuję i nic nikomu do tego smile))
              wyjątkowo się podkładasz, jak widzę smile


              > może warto zadzwonić do przedszkola z informacją, że spóźnienie może
              nastąpić.
              > Przecież to łatwe, a mimo to tak trudne do wyobrażenia sobie przez wielu
              > rodziców...
              > Powinny być opłaty za nadgodziny, ni ebyłoby wtedy zniecierpliwonych
              opiekunek,
              >
              > a i spóźnialskich rodzicó byłoby znacznie mniej, jestem o tym przekonany smile))


              akurat ta kwestia jakoś naprawdę słabo dotyczy mojej wypowiedzi...
              nie chcę mi się tłumaczyć po raz kolejny jak tłukowi - a i tobie to pewnie
              ubliży - że to były lata 70-80. , małe miasteczko, telefon zapewne tylko w
              gabineciku kierowniczki przedszkola, która wychodziła kiedy chciała... nawet
              czasu, kiedy zabieg się skończy, nikt nie przewidzi (naprawdę, zaraz będzie
              temat, jak złych mamy medyków, że nie potrafią nawet wróżyć... już to czuję smile)

              a od stołu operacyjnego niech zespół odchodzi przy zabiegach twoich bliskich,
              przecież przedszkolanka ważniejsza smile

              porusz umysł, nie patrz na wszystko z jednej strony, bo to zwykłe ograniczenie -
              już nawet nie infantylizm smile


              > te 3 razy w ciągu kilku lat to dopiero teraz dopowiedziałaś, z
              wcześniejszego
              > wpisu wynikało, że nie były to pojedyńcze wpadki.


              ...ziewam... ale niech będzie, zacytuję siebie smile
              oto początek mojego pierwszego wpisu na ten temat:
              "kilka razy zdarzyło się moim rodzicom nie zdążyć..."

              >
              > mam wielu przyjaciół lekarzy, w tym chirurgów, wszyscy z dziećmi

              wzruszyłam się smile))

              i uważam, że z
              >
              > tymi Twoimi teoriami o właśnie Ty Alfiko z księżyca spadłaś. Wszystko można
              > zaplanować, trezba tylko odrobinę chcieć i mieć posiadać minimum wyobraźni.
              >
              >

              zapytaj swoich przyjaciół, jak planują nieplanowe operacje smile)))))))))))))


              >
              > teraz to Ty zaczynasz dramatyzować smile Jeżeli się nie mylę, to Ty
              wprowadziłaś
              > do dyskusji wątek taty smile


              jasne, aniołku smile
              wszak pisałam o ojcu, a nie o konkretnej sytuacji dotyczącej odbioru dziecka,
              prawda? smile))))) tu w ogóle przecież nie idzie o odebranie dziecka nie na czas,
              ale o to, by robić psychoanalizę mojego nieżyjącego ojca smile)))
              brawo, cóż za wyczucie tematyki smile))))))

              więc w sumie racja, spadłam z księżyca:
              myślałam, że rozmawiam z dorosłymi ludźmi, nie rozwydrzonymi dziećmi smile
              nie sądziłam, że to da Wielce Ważnym Forumkom oceniać mojego ojca
              ale niech i tak będzie, że towarzystwo pozwala sobie na wszystko
              tak więc - z kim i o czym tu rozmawiać? bo nie o przedszkolankach, jak widzę smile

              >
              > trochę Cię poniosło, ale też sama się podłożyłaś. No cóż, muszę zgodzić się z
              > Boginią i muszę przyznać, że opłaty za nadgodziny byłyby najlepszym
              > rozwiązaniem.


              wniosek: podczas rozmowy z kimś, kto tak obstaje przy nie karaniu dzieci, przy
              ochronie praw przedszkolanek, kto posądza się o tak wielką mądrość i dobrą
              wolę - nie należy pisać o konkretach, bo tych "Dobrych Ludzi" nikt nie uczy
              szacunku dla czyichś bliskich, nieoceniania, rozumienia słowa czytanego... -
              pozostaje mieć nadzieję, że wprost, bez osłony komputera, daliby radę
              powiedzieć to samo, co chrzanią tu...

              co do opłat - jak najbardziej się zgodziłam (to też przeoczyłeś, a do
              podsumowań się rwiesz smile)) -
              przynajmniej kretynce do głowy by nie strzeliło trzymać dziecko na schodach
              oczywiście: może smile))))

              > Alfiko, dobra z Ciebie dziewczyna, ale Twoje teorie są odrobinę infantylne i
              > nieodrobinę demagogiczne.

              a tu już nawet nie ma co komentować, nie lubię jak ludzie pozwalają sobie na
              oceny - nie myśląc
              • nzuri Re: bez sensu 07.11.06, 13:11
                Alfiko - to powiedz - jak długo ta przedszkolanka ma czekać? Godzinę, dwie,
                trzy?
                Skąd ma wiedzieć, że rodzic przyjdzie i o której?
                I nie mówimy tu o latach 70/80 - mówimy o czasie obecnym, dobie telefonów
                komórkowych, i pełnej dostępności tel. stacjomarnych.
                A nawet przenosząc sytuację Twoich rodziców na czasy obecne - piszesz, że nie
                można przewidzieć czasu operacji (fakt), czy opiekunka powinna siedzieć z
                cudzym dzieckiem w pustym przedszkolu, np. do rana? A potem abarot do pracy?
                • alfika Re: bez sensu 07.11.06, 13:38
                  własnie w tym rzecz, że dzisiaj są całkiem inne czasy, a i tak sytuacje podobne
                  mogą się zdarzyć - poza tym, że ludzie mają komórkę i niech będzie, że
                  przedszkolanka jest Strasznie Ważna właśnie wtedy, kiedy nie masz możliwości
                  wyrwać się po dziecko smile - niech będzie, że zostawia się pacjenta, żeby
                  Przedszkolance powiedzieć, że nie wiesz, kiedy skończysz zabieg...
                  nie wydaje ci się to dziwne?
                  naprawdę ta przedszkolanka jest najważniejsza???
                  - bo jeśli chodzi rzeczywiście o dziecko - to dziecko lepiej zdaje sobie sprawę
                  z realiów pracy rodziców, mając wyjaśnione w domu (nie piszę o rodzinach, gdzie
                  sprawa rozbija się o spotkanie znajomka na ulicy czy kolejną przedłużoną
                  alkoholową imprę)

                  a w przedszkolu nie ma mądrych, jeśli pozostawianie dzieci jest nagminne - że
                  powinna być przedszkolanka dyzurna?
                  a dlaczego ministerstwo ma nie dać na taką kasy, tylko rodzice? (nie mam wiele
                  przeciw temu, ale właściwie dlaczego, skoro to nie zawsze wina rodziców, że
                  późno przychodzą?)
                  nie rozumiem - to rodzice mają dbać o przedszkolankę czy jej pracodawca???

                  a wiesz, dlaczego w przedszkolach nei ma dyżurnych przedszkolanek - pomijając
                  kasę? bo i tak mało która chciałaby zostać smile))
                  bo żadna nie wyobraża sobie, że można iść wieczorem - albo nocą, nie daj Boze,
                  do domu - i rano lecieć znowu do pracy
                  (dla porównania: lekarzom zdarza się, że sterczą w dzień przy zabiegach, po
                  południu czy nocą podczas dyżuru dalej są przy zabiegach - a od rana czeka ich
                  kolejny dzień pracy)

                  czyżby różne oczekiwania od siebie i różne poczucie odpowiedzialności?

                  idę, bo mi zaraz jakaś kolejna bogini wyskrobie, że w takim razie lekarze nie
                  powinni mieć dzieci smile
                  • sir.vimes Re: bez sensu 07.11.06, 13:45
                    W opisywanych przez ciebie sytuacjach (abstrahując od twojego dzieciństwa - to
                    dawno było i inne czasy) problem to raczej pensje lekarzy a nie przedszkolanki
                    (bo to nie są ukochane babcie i jak najbardziej mogą nie mieć ochoty siedzieć
                    dwie godziny dodatkowo z czyimś dzieckiem). Lekarze z przyzwoitymi pensjami
                    mogliby zatrudnić kogoś do przyprowadzania itp - i po problemie. Poza tym,
                    mogłyby być dyżurne co siedzą dłużej w przedszkolu, ale to nie od pań zależy
                    tylko od decydentów, którzy najczęściej mają to w d. i kończą pracę o 15 więc i
                    tak nie pojmują problemu.
                    • alfika Re: bez sensu 07.11.06, 13:51
                      przyzwoite pensje lekarzy smile))

                      ok, ok, są wszak prywatne gabinety (abstrahując od lat70-80 )smile

                      anestezjolog wg ciebie powinien usypiać po godzinach i wybudzać na życzenie
                      rodziny?

                      ok, ok, są dentyści, z którymi można współpracować albo otworzyć terapię bólu i
                      po sprawie, już dorobione smile jak kots chce, to da radę, taka przedszkolanka
                      doszkolona też - terapie pedagogiczne itp.

                      ale, ale... czyz nie chodziło o spędzanie czasu z dziećmi i o dobro dzieci?
                      nie... chyba chodziło o to, by przedszkolanka się nie poświęcała zanadto

                      są dwie strony medalu i ludzie najeżdżający bez opamiętania na rodziców, którym
                      zdarza się spóźnić nie z ich winy - lekko się zapędzili w kozi róg
                      • sir.vimes Re: bez sensu 07.11.06, 14:13
                        No, w ten sposób rzeczywiście nie da się rozmawiać.
                        Nie skrytykowałam pracy lekarzy i specyfiki tej pracy - wręcz przeciwnie. Cóż,
                        wydaje mi się, że czepiasz się dyskutantów, bo masz zły dzień. Przykro mi, że ci
                        żle ale nie jestem workiem treningowym i nie odpowiadam za twój nastrój.
                        Prześpij się i wróć do dyskusji gdy będziesz zdolna do argumentacji.
                        • alfika Re: bez sensu 07.11.06, 14:45
                          dzięki za przemyslane rady człowieczka zza ekranu smile
                          nie interesują mnie osobiste wycieczki, więc nie wrócimy do rozmowy

                          pouczaj innych
                          papatki, misiu smile
                  • mama_kotula Re: bez sensu 07.11.06, 13:47
                    alfika napisała:

                    > lekarzom zdarza się, że sterczą w dzień przy zabiegach, po
                    > południu czy nocą podczas dyżuru dalej są przy zabiegach - a od rana czeka ich
                    > kolejny dzień pracy)

                    Alfika, ale chyba się zapędziłaś. Taka jest specyfika zawodu lekarza, a nie jego
                    dobra wola. O tym, czy ta specyfika jest właściwa, nie zamierzam dyskutować, bo
                    nie jest to tematem tego wątku.


                    PS. Jestem córką lekarza, a nie przedszkolanki, jakbyś miała zamiar mi coś
                    udowadniać.
                    • alfika Re: bez sensu 07.11.06, 13:54
                      nie przeczytałaś dokładnie - jeśli wprowadzi się dyżury w przedszkolu, to taka
                      będzie też specyfika zawodu przedszkolanki

                      ale rzeczywiście, tu nie ma co porównywać
                      • mama_kotula Re: bez sensu 07.11.06, 14:02
                        alfika napisała:

                        > nie przeczytałaś dokładnie - jeśli wprowadzi się dyżury w przedszkolu, to taka
                        > będzie też specyfika zawodu przedszkolanki

                        Ale odsądziłaś przedszkolanki od czci i wiary, pisząc, że żadna z nich nie
                        wyobraża sobie pracy w nocy itd., jednocześnie klasyfikując je jako istoty na
                        niższym stopniu empatii i wyższym stopniu egoizmu niż lekarze, którzy ze świętym
                        poświęceniem pracują bez przerwy 36 godzin. Zapewniam cię, że sporo lekarzy
                        chętnie zrezygnowałoby z takiego poświęcenia swojego czasu i energii, gdyby
                        tylko mogła, co - imho - wcale nie czyni ich gorszymi lekarzami i nie sprowadza
                        do poziomu przedszkolanki - bezrozumnej egoistki, jakiej obraz wyłania się z
                        twoich postów.
                        I to miałam na myśli pisząc, że się nieco zapędziłaś.

                        Istnieją przedszkola prywatne całodobowe, gdzie z powodzeniem funkcjonuje
                        stanowisko przedszkolanki dyżurnej. Czyli jednak któreś z tych podłych egoistek
                        wyobrażają sobie pracę po godzinach czy w nocy i c.h.c.e tak pracować, to był
                        jej wybór, jak nie chce - droga wolna, może zmienić przedszkole.
                        • alfika Re: bez sensu 07.11.06, 14:40
                          przedszkola całodobowe istnieją - nie każdy jednak mieszka w warszawce czy
                          innym, nieco większym od przeciętnego, mieście - więc nie każdy ma dostęp do
                          wszystkiego

                          poza tym, znam środowisko lekarskie i nie zdarzy mi się powiedzieć, ze są
                          święci - ale środowisko przedszkolanek i nauczycielek niestety też znam - i
                          wolę o niebo to pierwsze - z powodów, które wymieniłaś za mnie

                          nie o osobiste upodobania jednak chodzi, ale o specyfikę zawodu,
                          zaś mimo wszystko wiem, że etyka i poświęcenie przynależne jest konkretnym
                          ludziom, nie zawodom - to tak ucinając zbaczanie z tematu

                          utworzone w najmniejszym nawet przedszkolu stanowisko dyżurnej problem
                          rozwiąże, rodzice nie będą myśleć o krzywdzie pani z przedszkola i dziecmi,
                          szczególnie tymi zaniedbanymi - będzie miał się kto po godzinach zająć

                          ot, taka propozycja

                          ale o nauczycielki martwić się powinien pracodawca - i brać wszelkie sytuacje
                          pod uwagę, jakie tylko życie podpowiada - albo zamknąć przedszkola, jeśli coraz
                          mniej chętnych jest, by z nich korzystać
                          (i tak się dzieje u nas)

                          tak więc, któż tu się zapędza?
                          • e_r_i_n Re: bez sensu 07.11.06, 15:04
                            alfika napisała:

                            > albo zamknąć przedszkola, jeśli coraz
                            > mniej chętnych jest, by z nich korzystać
                            > (i tak się dzieje u nas)

                            U Was chyba smile
                            U nas sa kilometrowe kolejki do przedszkoli.
                            • alfika Re: bez sensu 07.11.06, 18:50
                              dokładnie to napisałam, u nas -
                              czyli w moim mieście smile
                      • nzuri Re: bez sensu 07.11.06, 14:16
                        Ale dyskusja jest nie o tym czy dyżury są potrzebne. I nie o tym też na
                        poczatku pisałaś. jak się wprowadzi dyżury to będzie inna inszość. Dyskusja
                        jest o tym czy teraz, gdy dyzurów NIE MA, rodzice mają prawo wymagać od
                        przedszkolanki by zostawała z dzieckiem Bóg wie ile czasu, nie wiedząc nawet
                        czy rodzice zechcą po dziecko przyjść. I czy mają prawo mieć do niej pretensje,
                        że postapi zgodnie z prawem i skieruje dziecko do pogotowia opiekuńczego.
                        No bo wkońcu taki lekarz (inżynier, kierowca, policjant, ktokolwiek) ma prawo
                        mieć Bardzo Ważne Sprawy a przedszkolanka to jest "święta krowa" i "szmata.
                        • nzuri Re: bez sensu 07.11.06, 14:21
                          I tak gwoli wyjaśnienia, bo się boję, że ktoś nie doczyta - te "święte krowy"
                          itd. to cytaty były a nie mój pogląd. ja przedszkolanki szanuję bardzo, bo
                          pracę mają trudną i wymagającą, czapka z głowy, nie mogłabym tyle godzin
                          spędzić z kilkunastoma czy kilkudziesięcioma dziećmi.
                        • alfika Re: bez sensu 07.11.06, 14:43
                          nie używam słów święta krowa i szmata wobec przedszkolanek, więc spasuj smile

                          mi szło od początku o to, że różne są w życiu sytuacje - i niechby sztab
                          przedszkolanek oceniał te sytuacje jako bezsensowne - to nei zmienia faktu, że
                          lekarz, będący w trakcie zabiegu, z pracy ot, tak nie wyjdzie, bo zaraz
                          zmiennik powinien go zastąpić
                          skończy swoje i pójdzie do domu

                          a może pacjentów dało by się hibernować do następnego dnia?
                          to tak, jak z odstawieniem dziecka do placówki policyjnej smile

                          i wszyscy będą szczęśliwi
                          • sir.vimes Re: bez sensu 07.11.06, 14:52
                            To może dziecko zahibernować? Nie pisz pierdół, wszyscy się zgodzili, że praca
                            lekarza jest specyficzna. Bez sensu napadasz, mam wrażenie, że wcale nie czytasz
                            odpowiedzi tylko ciągniesz swoje, poza kontekstem i nie wiadomo po co.

                            Dziewczyno! To że ktoś ma odpowiedzialną pracę, w której musi zostać dłużej i
                            nie może się od niej oderwać jeszcze nie znaczy, że trzeba go traktować jak
                            świętą krowę której wszystko wolno.

                            Ja np. dostrzegłam problem i zwróciłam uwagę, że wielu lekarzy zarabia bardzo
                            mało (a także pielęgniarki - przecież one też nie zawsze mogą oderwać się od
                            pracy i wyjść , kiedy chcą) więc trudno im pozwolić sobie na opiekunkę, która by
                            dziecko odbierała. Dla ciebie to nie problem (odpowiedziałaś mi arogancko) -
                            więc w czym jest problem? Chcesz po prostu, by uznano za normalne, gdy dziecko
                            czeka z przedszkolanką 3 godziny czy postulujesz by przedszkolanki były gotowe
                            spędzać z dziećmi całą dobę itp i żeby rodzic nigdy nie musiał uprzedzać czy się
                            spóżni i czy wogóle się zjawi. To już nie przedszkole, tylko raczej dom dziecka.
                          • nzuri Re: bez sensu 07.11.06, 15:22
                            Alfika - a gdzie ja napisałam, że to cytaty z Twoich wypowiedzi???
                            Więcej dystansu.
                            A tak w ogóle - skąd przedszkolanka ma wiedzieć dlaczego rodzic się spóźnia??
                            Że ma np. operację a nie "tylko tak ma ochotę"?
                            No i dalej czekam mna odpowiedż jak długo ma czekać przedszkolanka (zakładam
                            dla ułatwienia sytuacje obecną czyli brak dyzurów?
                  • jdbad Re: bez sensu 12.11.06, 09:26
                    i ty naprawdę uważasz, że taki lekarz jeszcze się do czegoś nadaje, gdy tak
                    pracuje bez przerwy?
              • moler1 Re: bez sensu 07.11.06, 15:37
                alfika napisała:
                >

                > czasem rodziców się szanuje z poczucia obowiązku, co jest nagminne i pewnie
                > nikomu nie szkodzi - a czasem dlatego, że byli godni najwyższego szacunku,
                nie
                > tylko ze strony własnych dzieci
                > trzymam kciuki za twoje odkrywanie różnicy w tej kwestii smile

                jesteś szalenie niekonsekwestna w swoich wypowiedziach, a wszystko próbujesz
                nadrobić tonem "niedopowiedzianego" belfra, co przyznaję jest równie zabawne
                jak edukacyjne pomysły naszego najwyższego ministra smile))
                Szanować trzeba mieć za co, a przypadki rodzinne, które opisujesz mojego
                szacunku w żaden sposób nie wbudzają.
                Trzymam kciuki za twoje odkrywanie dlaczego smile))


                > >
                > > muszę powiedzieć, że masz kiepskie wyczucie potrzeby ironii smile))
                >
                > ale to twoje zdanie i tobie podobnych - wybacz, dla mni ani ciekawe, ani ważne

                ale to jest MOJE zdanie i ja sie z nim całkowicie zgadzam, niezgadzasz się
                jedynie ty i tobie podobni smile
                > -
                > decyzja pozostaje po mojej stronie, kiedy ironizuję i nic nikomu do
                tego smile))

                oczywiście, masz rację, decyzja jednak pozostaje po mojej stronie kiedy bedę
                informował, że ironia jest raczej żałosna niż trafna i nic nikomu do tego wink))


                > wyjątkowo się podkładasz, jak widzę smile
                >
                >
                > > może warto zadzwonić do przedszkola z informacją, że spóźnienie może
                > nastąpić.
                > > Przecież to łatwe, a mimo to tak trudne do wyobrażenia sobie przez wielu
                > > rodziców...
                > > Powinny być opłaty za nadgodziny, ni ebyłoby wtedy zniecierpliwonych
                > opiekunek,
                > >
                > > a i spóźnialskich rodzicó byłoby znacznie mniej, jestem o tym przekonany
                > smile))
                >
                >
                > akurat ta kwestia jakoś naprawdę słabo dotyczy mojej wypowiedzi...
                > nie chcę mi się tłumaczyć po raz kolejny jak tłukowi - a i tobie to pewnie
                > ubliży - że to były lata 70-80. , małe miasteczko, telefon zapewne tylko w
                > gabineciku kierowniczki przedszkola, która wychodziła kiedy chciała... nawet
                > czasu, kiedy zabieg się skończy, nikt nie przewidzi (naprawdę, zaraz będzie
                > temat, jak złych mamy medyków, że nie potrafią nawet wróżyć... już to
                czuję smile)

                to zupełnie nie o to chodzi...
                Prawda jest taka, że ze swoim rodzinnym przykładem wyskakujesz jak filip z
                konopii, później się dziwisz, że wzbudzasz tym powszechny chichot smile


                > a od stołu operacyjnego niech zespół odchodzi przy zabiegach twoich bliskich,
                > przecież przedszkolanka ważniejsza smile

                smile)) Wiesz, w pewnym momencie dyskusja zawsze osiąga punkt, z którego jest
                tylko przepaść. Wynika to z dwóch rzeczy: osiągnięcie szczytu demagogii i
                szczytu głupoty smile))) Jeden z tych szczytów właśnie zdobyłaśsmile Parafrazując
                Cię, życze powodzenia w odkrywaniu tego, o który szczyt chodzi smile))

                > porusz umysł, nie patrz na wszystko z jednej strony, bo to zwykłe
                ograniczenie
                > -
                > już nawet nie infantylizm smile

                wspaniała rada smile Spróbujmy razem wytęzyć resztki szarych komórek to może
                wymyśłimy koło smile))
                >
                > > te 3 razy w ciągu kilku lat to dopiero teraz dopowiedziałaś, z
                > wcześniejszego
                > > wpisu wynikało, że nie były to pojedyńcze wpadki.
                >
                >
                > ...ziewam... ale niech będzie, zacytuję siebie smile
                > oto początek mojego pierwszego wpisu na ten temat:
                > "kilka razy zdarzyło się moim rodzicom nie zdążyć..."


                teraz wszytsko jasne, ty jak piszesz to pisz, stąd te opinie smile))
                >
                > >
                > > mam wielu przyjaciół lekarzy, w tym chirurgów, wszyscy z dziećmi
                >
                > wzruszyłam się smile))

                niepotzrebnie, to nie są tragiczne przypadki, Twoja historia jest bardzie
                urzekająca smile))
                >
                > i uważam, że z
                > >
                > > tymi Twoimi teoriami o właśnie Ty Alfiko z księżyca spadłaś. Wszystko moż
                > na
                > > zaplanować, trezba tylko odrobinę chcieć i mieć posiadać minimum wyobraźn
                > i.
                > >
                > >
                >
                > zapytaj swoich przyjaciół, jak planują nieplanowe operacje smile)))))))))))))

                jesteś dużą dziewczynką, ale chyba jednak nie wiesz, że na minutę przed
                wejściem do sali można zrobić telefon....takie urządzenie w 21 wieku dosyć
                powszechne wink Wiekszość lekarzy potrafi je obsługiwać, sam widziałem smile))
                > >
                > > teraz to Ty zaczynasz dramatyzować smile Jeżeli się nie mylę, to Ty
                > wprowadziłaś
                > > do dyskusji wątek taty smile
                >
                >
                > jasne, aniołku smile
                > wszak pisałam o ojcu, a nie o konkretnej sytuacji dotyczącej odbioru dziecka,
                > prawda? smile))))) tu w ogóle przecież nie idzie o odebranie dziecka nie na
                czas,
                > ale o to, by robić psychoanalizę mojego nieżyjącego ojca smile)))


                zostaw tego biednego człowieka w spokoju, to na prawdę robi się żałosne


                > brawo, cóż za wyczucie tematyki smile))))))
                >
                > więc w sumie racja, spadłam z księżyca:
                > myślałam, że rozmawiam z dorosłymi ludźmi, nie rozwydrzonymi dziećmi smile
                > nie sądziłam, że to da Wielce Ważnym Forumkom oceniać mojego ojca
                > ale niech i tak będzie, że towarzystwo pozwala sobie na wszystko
                > tak więc - z kim i o czym tu rozmawiać? bo nie o przedszkolankach, jak
                widzę smile
                >
                > >
                > > trochę Cię poniosło, ale też sama się podłożyłaś. No cóż, muszę zgodzić s
                > ię z
                > > Boginią i muszę przyznać, że opłaty za nadgodziny byłyby najlepszym
                > > rozwiązaniem.
                >
                >
                > wniosek: podczas rozmowy z kimś, kto tak obstaje przy nie karaniu dzieci,
                przy
                > ochronie praw przedszkolanek, kto posądza się o tak wielką mądrość i dobrą
                > wolę - nie należy pisać o konkretach, bo tych "Dobrych Ludzi" nikt nie uczy
                > szacunku dla czyichś bliskich, nieoceniania, rozumienia słowa czytanego... -
                > pozostaje mieć nadzieję, że wprost, bez osłony komputera, daliby radę
                > powiedzieć to samo, co chrzanią tu...

                smile prymitywne smile
                >
                > co do opłat - jak najbardziej się zgodziłam (to też przeoczyłeś, a do
                > podsumowań się rwiesz smile))

                nieprzeoczyłem, zwróciłem na to uwagę, że w tej kwestii wszyscy się zgadzamy.
                Masz gigantyczny problem z koncentracją. Wiem, że umiesz czytać (z rozumieniem
                gorzej) to wróć do tego wątku. Potrafisz tylko się pienić nie wnosząc do
                argumentacji zupełnie nic wink)) szkoda...smile

                > przynajmniej kretynce do głowy by nie strzeliło trzymać dziecko na schodach
                > oczywiście: może smile)))

                nie pochwalam tego

                > > Alfiko, dobra z Ciebie dziewczyna, ale Twoje teorie są odrobinę infantyln
                > e i
                > > nieodrobinę demagogiczne.
                >
                > a tu już nawet nie ma co komentować, nie lubię jak ludzie pozwalają sobie na
                > oceny - nie myśląc

                to musisz mieć olbrzymie problemy z jaźnią, jak WY się zgadzacie??? :-)))

                powrotu do zdrowia życzę serdecznie bardzo :-)))
      • jakw Re: bez sensu 07.11.06, 18:22
        alfika napisała:
        >
        > a powód spóźnień był banalny i prosty - rodzice w tym czasie stali przy stole
        > operacyjnym i składali kogoś do życia
        Jak
      • jakw Re: bez sensu 07.11.06, 18:24
        sorry, za szybko poszło

        Wiesz , nie sądzę, żeby większość rodziców była lekarzami na OIOM-ie czy czymś
        takim i nie była w stanie nawet zadzwonić, że się spóźni z powodu ratowania
        życia/zdrowia jakiegoś człowieka.
    • asia06 Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 06.11.06, 07:56
      Popieram. Przedszkolanki to osoby, które też mają swoje dzieci, które na nie w
      domu czekają. I z jakiej racji mają siedzieć w pracy po godzinach?
    • vharia :DDD 06.11.06, 10:30
      A to dobre! A jesli przedszkolanka ma swoje dziecko do odebrania ze żłobka/od
      opiekunki/ze swietlicy? Nawet jeśli nie ma: czy jest instytucją charytatywną,
      zeby pilnowała komuś dziecka w nieskończoność?
      A moze zamiast linczować przedszkolanke za to, że odstawi dziecko do innej
      placówki przeznaczonej do opiekowania się dziećmi zaniedbanymi przez rodziców,
      zabierac prawa rodzicielskie rodzicom, którzy nie odbierają dzieci z
      przedszkola? Świetlice szkolne informują w takich wypadkach sąd rodzinny (jeśli
      sytuacja się powtórzy).
    • pawelek.mar Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 06.11.06, 11:03
      e-ftalo napisał:

      > czego
      >
      > Aż mnie krew zalała jak usłyszałem we wczorajszym serwisie wypowiedź pewnej
      > przedszkolanki,że
      > "jeśli rodzic sie nie zgłosi na czas i uprzedzi telefonicznie to nie
      > pozostaje jej nic inego tylko oddać do pogotowia czy innej placówki
      > opiekuńczo wychowawczej ewentualnie rodzic zapłaci za nadgodzny"
      >
      > Pyatnie podstawowe,kogo polskie placówki pszedszkolne zatrudniają na
      > stanowisko opiekunek/przedszkolanek,czy to są osoby ludzki,czy jakieś roboty
      > bez serca,które pracują na jakiejś plantacji gdzie warzywami są czyjeś dzieci
      > i tak zarabiają na akord za rzepracowane godziny?Jakim cudem ktoś taki w
      > ogóle został zatrudniony w przedszkolu/złobku czy innej placówce,czy dlatego
      > żepokazał jakiś idiotyczny dokument świadczoący o zaliczeniu jakichś tam
      > teoretycznych wiedzy co każdy cywilizowany człowiek wie na temat wychowania?
      > Taka osoba musi mieć zasady mporalne,poglądy,zaangażowanie w pracy z dziećmi
      > a ni yć jakimś rootem co wykuł jakieśtam durne regułki na pseudorsach dla
      > wychowawców itp
      > Już nie pierwszy raz słyszę taką lu podobną publiczną wypowiedź i nie mogę
      > pojąć jakie prawo obca osoba może sobie roić co jej się podoba z obcym
      > dzieckiem i publicznie głosić takie herezje.Niech wreszcie ministerstwo zrobi
      > jakąś rewizje i wywali te za przeproszeniem "szmaty" z takich
      > odpowiedzialnych stanowisk i aby nie miały więcej dostępu do czyichś dzieci.


      No i co Cię tak zszokowało??? To, że rodzice mają w dupie swoje dzieci i
      odbierają je kiedy chcą???
      Uważam, że placówki opiekuńczo wychowawcze to przesada, ale za nadgodziny to z
      całą pewnościa rodzice powinni byc obciążani. Kasa zawsze najlepiej motywuje.
    • aniask_mama Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 06.11.06, 11:37
      Ja myślę, że sytuacja nie wyniknęła z faktu pojedynczych przypadków
      nieodebrania dzieci, ale z jakiejś patologii. I to, że przedszkolanka ma
      podejście, wykształcenie i powołanie nie obliguje ją do notorycznej opieki nad
      dzieckiem, bo... rodzic nie przyszedł dziecka odebrać (i zapewne nawet nie
      zadzwonił, że się spóźni).

      U nas w przedszkolu bylo zebranie, rodzice ustalili do której ma być czynne i
      jest "kara" za nieodebranie dziecka do czasu zamknięcia przedszkola - 10zł/h. I
      nie chodzi tu o sporadyczne przypadki, gdy rodzic stał w korku i zadzwonił, ze
      dojechać nie może. Od kiedy wprowadzono karę jakoś problem przestał uistnieć.

      A tak na marginesie, potencjalna opiekunka mojego dziecka pracowała w tzw.
      żłobku tygodniowym, rodzice zostawiali dziecko w pn rano i przychodzili dopiero
      w pt po południu. I niejednokrotnie rodzice zapominali i ona brała te dzieci do
      siebie na weekend.
    • alfika Re: ale podsunięto mi pewną myśl.... 06.11.06, 19:05
      ... skoro panie takie wrażliwe na punkcie swoich praw, to chyba nie ma sensu
      oddawać dziecka do przedszkola
      jedni wyjadą z kraju, inni zarobią na opiekunkę, jeszcze inni mają chętne
      rodzinki do pomocy...
      i dla dziecka lepiej, że przedszkola będą zamykane smile

      potem powstaną prywatne i problem się sam rozwiąże smile
      może lepiej, że nikt juz nie będzie wieszał brudnych majteczek na pośmiewisko w
      celach wychowawczych ani kazał śpiewać z innymi dziećmi, jak właśnie wyleci ząb
      i dziecko ma usta pełne krwi? no właśnie, może nie smile - i super!

      pogadamy z nianią juz na wstępie, dzięki smile))
      • e_r_i_n Re: ale podsunięto mi pewną myśl.... 06.11.06, 19:14
        To chyba nie wrazliwosc, tylko po prostu wymaganie od rodzicow kultury.
        • alfika Re: ale podsunięto mi pewną myśl.... 06.11.06, 22:21
          w życiu są różne sytuacje, a Ty akurat tutaj widzisz miejsce na rozmowę o
          kulturze???
          jak pisałam powyżej - moim rodzicom do głowy nie strzeliło wymagać, by pacjent
          kulturalnie zszedł ze stołu operacyjnego, bo juz po 15.00 smile)) a może
          powinni? smile)))

          w porządnych domach ponadto uczono, że kultury to się od siebie wymaga, nie od
          innych smile

          no, ale nauczycielki bywają straszne - a że z wykształcenia jestem, z wieloma
          do czynienia swego czasu miałam i niestety, mało która nie jest zmanierowana

          tak więc - trudno, ja na chleb za dużo chyba im nie dołożę smile
          • triss_merigold6 Re: ale podsunięto mi pewną myśl.... 06.11.06, 22:35
            Wiesz, nie dobijam się na osiedlową pocztę o 20:05 ponieważ o tej godzinie jest
            już zamknięta. Zakładam również, że po 19 nie otworzą specjalnie dla mnie
            pralni.
            W dobie telefonów należy uprzedzać o spóźnieniu do przedszkola po dziecko i
            dopłacać za nadgodziny. Wątpię czy przedszkolanki robią dzikie afery z
            oddawaniem dzieci do Izby Dziecka w wypadku spóźnień 5-10 minutowych. Jak komuś
            nie pasuje przedszkole do 17 to są placówki prywatne czynne dłużej. Albo można
            wziąć opiekunkę zeby dziecko odbierała o właściwej porze.
            • alfika Re: ale podsunięto mi pewną myśl.... 06.11.06, 22:48
              dla wyjaśnienia: moi rodzice spóźnili się i godzinę, i pewnie dłużej, jakoś
              mało kto przewidzi, jak przebiega i kiedy się skończy zabieg
              no, oczywiście pewnie poza przedszkolanką smile)))))))))

              a poczta, pralnia, przedszkole i szpital to raczej bardzo różne instytucje, o
              ile mi wiadomo?
              dziecko też rzadko na pocztę czy do pralni się oddaje - chyba

              zawody związane z opieką powinny wykonywać osoby nadające się do tego, dla
              których etyka i oddanie coś znaczy - inaczej może lepiej jednak w tej pralni
              czy na poczcie się zahaczyć?
              lepiej dla wszystkich

              Waszym przemyśleniom pozostawiam smile
              • vharia Re: ale podsunięto mi pewną myśl.... 06.11.06, 23:14
                W życiu jest tak, ze jeśli bierzemy na siebie odpowiedzialność za kogoś, to
                musimy resztę swojego życia tak zorganizować, żeby sie z tego zobowiązania
                wywiązać. Dlatego decydując sie na dziecko trzeba się zastanowić nie tylko czy
                nas na nie "stać", czy będzie miało gdzie mieszkać itp ale też czy jesteśmy w
                stanie/mamy ochotę zapewniać mu niezbędną opiekę.

                Istnieje wiele zawodów i ludzie je zmieniają (aż do rezygnacji z pracy w ogóle
                włącznie), jeśli nie dają rady opiekować się dzieckiem. Dotyczy to także pracy
                wykonywanej z pasją i społecznie użytecznej. Zwłaszcza, jeśli rodziców jest
                dwoje. Nie można się nią zasłaniać i przerzucać odpowiedzialności za własne
                dziecko na inne osoby pod jej pretekstem.

                Tak tylko spytam: Rodzice zawsze robili te operacje razem przy jednym stole? I
                rozumiem, że wypracowanych nadgodzin nikt im (chirurgom) ani nie oddawał ani nie
                opłacał?
                • e_r_i_n Re: ale podsunięto mi pewną myśl.... 06.11.06, 23:24
                  Podpisuje sie...
                • alfika Re: ale podsunięto mi pewną myśl.... 07.11.06, 13:07
                  vharia napisała:


                  > Tak tylko spytam: Rodzice zawsze robili te operacje razem przy jednym stole? I
                  > rozumiem, że wypracowanych nadgodzin nikt im (chirurgom) ani nie oddawał ani
                  ni
                  > e
                  > opłacał?


                  w kwestii decydowania się na dziecko i na konkretny zawód zupełnie się z toba
                  nie zgadzam - tego nie da się podciągnąć pod receptę dla wszystkich, bo każdy
                  człowiek rozumuje i odczuwa po swojemu - i tak jak ty byś zapewne nie chciała,
                  żeby ktoś mówił ci, czy masz mieć dziecko, czy nie, czy masz zmienić pracę, czy
                  nie - i do kogo masz się dostosować - tak samo nie powinnaś tego robić innym
                  ale to moje prywatne zdanie

                  (tylko dziwnym trafem do głowy nikomu nie strzeli jakoś, że może ktoś operował
                  syna takiej "wykorzystywanej" przedszkolanki smile ... myślę, ze zajęłaby się
                  wtedy dziećmi całego świata za friko, z pocałowaniem ręki - ale to też nie
                  temat o zmianie widzenia sprawy ze względu na prywatne dobro)

                  mój tata był anestezjologiem, mama pielęgniarką anestezjologiczną - z reguły
                  operowali razem - o reszcie - że małe miasteczko, dawno itp. było wcześniej,
                  powtarzać się nie będę

                  proponuję, byście - w miarę umiejętności, oczywiście smile - powstrzymały swoje
                  zapędy do wypisywania bzdurek nt. odchodzenia od stołu jednego czy drugiego,
                  kto i co mógł i co powinien - ale to tylko taka mała prośba, jak ktoś nie
                  zdzierży, niech bluzga - może mu pomoże

                  ani to miejsce, ani temat do udowadniania, jak to ludzie powinni byli
                  postępować - i nie do tłumaczeń, dlaczego tak nie czynili, jak 30 lat później
                  mądralińscy na forum wypisują
                  żyjecie w innych realiach, co innego wam przekazano w domu
                  i tak niech sobie zostanie

                  zaś jak przedszkolankom nie podoba się ich praca, naprawdę moga zatrudnic się
                  na poczcie
                  albo w pralni, zgodnie z waszymi propozycjami

                  niniejszym zakończyłam temat smile
                  • vharia Re: ale podsunięto mi pewną myśl.... 07.11.06, 15:31
                    alfika napisała:
                    > w kwestii decydowania się na dziecko i na konkretny zawód zupełnie się z toba
                    > nie zgadzam - tego nie da się podciągnąć pod receptę dla wszystkich, bo każdy
                    > człowiek rozumuje i odczuwa po swojemu - i tak jak ty byś zapewne nie chciała,
                    > żeby ktoś mówił ci, czy masz mieć dziecko, czy nie, czy masz zmienić pracę, czy
                    >
                    > nie - i do kogo masz się dostosować - tak samo nie powinnaś tego robić innym
                    > ale to moje prywatne zdanie

                    Czyli jak ktoś Kalemu ukraść krowy to granda, za to jak Kali ukraść, to już
                    swietnie. Przedszkolance uziemionej z nieodebranym dzieckiem przypadkiem ktoś
                    nie dyktuje, ze teraz nie może zająć się swoim dzieckiem/zdrowiem/ważnymi
                    sprawami? Rozbrajające jest podejście, że ona takowych z pewnoscią nie ma.

                    Bo jak już jesteśmy przy dramatycznych przykładach z pola
                    zdrowotno-ratowniczego, to może owa przedszkolanka opiekuje się kaleką
                    matką/męzem/dzieckiem/przyjaciółką? Skoro zaś tak, to może wyjdzie i zostawi
                    dziecko samo pół godziny wcześniej, wszak spieszy się, a powody ma ważkie.

                    Umknęło Ci, że to nie ja/ktoś dyktuję w tym wypadku, co inna osoba ma robić,
                    tylko ta osoba sama sobie stwarza konkretne warunki. I oczekiwanie, że z tego
                    powodu, ze ktoś żyje/pracuje tak-a-tak, inni będą ponosić konsekwencje to dla
                    mnie hit. Ponoszenia konsekwencji wymaga od zainteresowanego samo życie a nie inni.

                    > proponuję, byście - w miarę umiejętności, oczywiście smile - powstrzymały swoje
                    > zapędy do wypisywania bzdurek nt. odchodzenia od stołu jednego czy drugiego,
                    > kto i co mógł i co powinien - ale to tylko taka mała prośba,

                    Chyba wszyscy jak jeden wyrazili pogląd, że decydując się na pracę, która wymaga
                    mojej dyspozycyjności a jednocześnie na dziecko automatycznie decyduję się na
                    znalezienie i opłacenie dyspozycyjnej opiekunki, bo przedszkolanka z założenia
                    taką nie jest. Gdzie poza Twoimi postami było o odchodzeniu od stołu?


                    >jak ktoś nie
                    > zdzierży, niech bluzga - może mu pomoże
                    To, przepraszam, do mnie??? Chyba się rozpędziłaś.

                    Ze wzgledu na to, że wydaje mi się, iż bardzo osobiście odbierasz tę dyskusję,
                    zaznaczę:
                    nie piszę o Twoim ojcu, jego życiu, szacunku, jaki mu się należy ani powołaniu
                    lekarskim.
                    Piszę o oczekiwaniu od innych osób, że poświęcą swoje sprawy, zaniedbają
                    obowiązki i narażą się na kłopoty dla nas- bo nam tak wypadło. I stoję na
                    stanowisku, ze takie oczekiwanie to egoizm i nic więcej.

                    Weź pod uwagę, ze w przedszkolu jest kilkadziesiąt dzieci. Pomnóż to przez kilka
                    spóźnień w przedszkolnej karierze. Robi się KILKASET. Nie dwa razy w roku, tylko
                    z.a.z.w.y.c.z.a.j. pani siedzi po godzinach. I problemu nie nakręcają
                    zapracowani lekarze, strażacy i policjanci, tylko powszechne przekonanie, że
                    "nic jej nie będzie".
                    • e_r_i_n Re: ale podsunięto mi pewną myśl.... 07.11.06, 16:00
                      vharia napisała:

                      > Weź pod uwagę, ze w przedszkolu jest kilkadziesiąt dzieci. Pomnóż to przez
                      > kilka spóźnień w przedszkolnej karierze. Robi się KILKASET. Nie dwa razy w
                      > roku, tylko z.a.z.w.y.c.z.a.j. pani siedzi po godzinach. I problemu nie
                      > nakręcają zapracowani lekarze, strażacy i policjanci, tylko powszechne
                      > przekonanie, że "nic jej nie będzie".

                      Otoz to. To samo pisze i probuje wyjasnic od jakiegos czasu smile Ale moze jak juz
                      kolejna osoba napisze, to w koncu zostanie zauwazone.
                      • bogini_nocy Re: ale podsunięto mi pewną myśl.... 07.11.06, 16:13
                        e_r_i_n napisała:

                        > vharia napisała:
                        >
                        > > Weź pod uwagę, ze w przedszkolu jest kilkadziesiąt dzieci. Pomnóż to prze
                        > z
                        > > kilka spóźnień w przedszkolnej karierze. Robi się KILKASET. Nie dwa razy
                        > w
                        > > roku, tylko z.a.z.w.y.c.z.a.j. pani siedzi po godzinach. I problemu nie
                        > > nakręcają zapracowani lekarze, strażacy i policjanci, tylko powszechne
                        > > przekonanie, że "nic jej nie będzie".
                        >
                        > Otoz to. To samo pisze i probuje wyjasnic od jakiegos czasu smile Ale moze jak
                        juz
                        >
                        > kolejna osoba napisze, to w koncu zostanie zauwazone.

                        macie na myśli Alfikę? Może i jest to jakaś metoda, jak usłyszy coś kilka razy
                        to może uwierzy, chociaż raczej spodziewam się życzeń spotkania lekarza
                        odchodzącego od stołu, deklaracji szacunku do Taty, a wszystko to okraszone
                        nutką nadziei na zastanowienie się nad swoim losem błądzących, omylnych
                        rodziców skumanych z gawiedzią przedszkolną, niewiedząc czemu nie nazwywaną
                        jeszcze mafią przedszkolanek.... smile))
                  • gaja78 Re: ale podsunięto mi pewną myśl.... 21.11.07, 19:23
                    alfika napisała:

                    > mój tata był anestezjologiem, mama pielęgniarką anestezjologiczną - z reguły
                    > operowali razem - o reszcie - że małe miasteczko, dawno itp. było wcześniej,
                    > powtarzać się nie będę

                    Zarówno w szpitalu - na bloku operacyjnym, jak i w przedszkolu na 100% był telefon. I w razie nieplanowanego długiego zabiegu rozpoczynającego się w pobliżu godziny odebrania dziecka z przedszkola zawsze ktoś mógł zadzwonić ze szpitala.

                    Napisała córka osoby spędzającej przy stole operacyjnym wiele godzin. Nigdy przenigdy nie zdarzyło się, że w sytuacji podbramkowej ktoś z rodziny nie został powiadomiony o późniejszym powrocie mamy z pracy z powodu przedłużającego się zabiegu. Zawsze miał kto zadzwonić, poproszony wcześniej przez moją mamę o taki telefon "w razie czego" jeszcze przed zabiegiem.

                    Mowa o sytuacji w małym miasteczku z jednym szpitalem z małą ilością personelu.

                    Tak więc na mój gust Alfika przykład twoich rodziców jest kompletnie nie na temat. Bo w omawianym problemie chodzi o rodziców, którzy nie dzwonią do przedszkola w celu uprzedzenia o spóźnieniu. Jeśli w miejscu pracy jest telefon i jest osoba, która może do niego podejść (a w szpitalu zawsze jest), to doprawdy niepowiadomienie przedszkola o spóźnieniu rodziców jest smutne sad
              • pawelek.mar Re: ale podsunięto mi pewną myśl.... 07.11.06, 09:37
                alfika napisała:

                > dla wyjaśnienia: moi rodzice spóźnili się i godzinę, i pewnie dłużej, jakoś
                > mało kto przewidzi, jak przebiega i kiedy się skończy zabieg
                > no, oczywiście pewnie poza przedszkolanką smile)))))))))
                >
                > a poczta, pralnia, przedszkole i szpital to raczej bardzo różne instytucje, o
                > ile mi wiadomo?
                > dziecko też rzadko na pocztę czy do pralni się oddaje - chyba
                >
                > zawody związane z opieką powinny wykonywać osoby nadające się do tego, dla
                > których etyka i oddanie coś znaczy - inaczej może lepiej jednak w tej pralni
                > czy na poczcie się zahaczyć?
                > lepiej dla wszystkich
                >
                > Waszym przemyśleniom pozostawiam smile

                Ciągle wierzę, że sama nad swoimi bzdurkami się pochylisz, coś Cię może do
                przemyśleń skłoni.

                gorące pozdrowienia
              • pawelek.mar Re: ale podsunięto mi pewną myśl.... 07.11.06, 09:37
                alfika napisała:

                > dla wyjaśnienia: moi rodzice spóźnili się i godzinę, i pewnie dłużej, jakoś
                > mało kto przewidzi, jak przebiega i kiedy się skończy zabieg
                > no, oczywiście pewnie poza przedszkolanką smile)))))))))
                >
                > a poczta, pralnia, przedszkole i szpital to raczej bardzo różne instytucje, o
                > ile mi wiadomo?
                > dziecko też rzadko na pocztę czy do pralni się oddaje - chyba
                >
                > zawody związane z opieką powinny wykonywać osoby nadające się do tego, dla
                > których etyka i oddanie coś znaczy - inaczej może lepiej jednak w tej pralni
                > czy na poczcie się zahaczyć?
                > lepiej dla wszystkich
                >
                > Waszym przemyśleniom pozostawiam smile

                Ciągle wierzę, że sama nad swoimi bzdurkami się pochylisz, i że coś Cię może do
                przemyśleń skłoni.

                gorące pozdrowienia
              • pawelek.mar Re: ale podsunięto mi pewną myśl.... 07.11.06, 09:37
                alfika napisała:

                > dla wyjaśnienia: moi rodzice spóźnili się i godzinę, i pewnie dłużej, jakoś
                > mało kto przewidzi, jak przebiega i kiedy się skończy zabieg
                > no, oczywiście pewnie poza przedszkolanką smile)))))))))
                >
                > a poczta, pralnia, przedszkole i szpital to raczej bardzo różne instytucje, o
                > ile mi wiadomo?
                > dziecko też rzadko na pocztę czy do pralni się oddaje - chyba
                >
                > zawody związane z opieką powinny wykonywać osoby nadające się do tego, dla
                > których etyka i oddanie coś znaczy - inaczej może lepiej jednak w tej pralni
                > czy na poczcie się zahaczyć?
                > lepiej dla wszystkich
                >
                > Waszym przemyśleniom pozostawiam smile

                Ciągle wierzę, że sama nad swoimi bzdurkami się pochylisz, i że coś Cię może do
                przemyśleń skłoni.

                gorące pozdrowienia
          • e_r_i_n Re: ale podsunięto mi pewną myśl.... 06.11.06, 23:28
            alfika napisała:

            > w życiu są różne sytuacje, a Ty akurat tutaj widzisz miejsce na rozmowę o
            > kulturze???

            Tak, bo jesli juz nie poczucie odpowiedzialnosci, to kultura wymaga wywiazania
            sie z obowiazku, ktory na siebie przyjelismy, czyli odebrania dziecko do
            okreslonej godziny.

            > jak pisałam powyżej - moim rodzicom do głowy nie strzeliło wymagać, by
            > pacjent kulturalnie zszedł ze stołu operacyjnego, bo juz po 15.00 smile)) a może
            > powinni? smile)))

            Juz w tym watku to napisalam, ale w swoim ironicznym zaslepieniu moze nie
            dostrzeglas - osrodki wychowawcze to ma byc, IMO, bat nie na tych, ktorym
            sporadycznie sie przydarzy spoznienie do przedszkola (a do takich naleza, jak
            rozumiem, Twoi rodzice), tylko na odbierajacych po czasu dzieci notorycznie.
            Wiec nie unoś sie tak i nie szastaj tym wypraszaniem chorego ze stolu.

            > w porządnych domach ponadto uczono, że kultury to się od siebie wymaga, nie
            > od innych smile

            Dokladnie. Dlatego ja od SIEBIE wymagam kulturalnego stawienia sie na czas po
            dziecko, a nie od pań kulturalnego i z usmiechem zostawania po godzinach.

            > no, ale nauczycielki bywają straszne - a że z wykształcenia jestem, z wieloma
            > do czynienia swego czasu miałam i niestety, mało która nie jest zmanierowana

            Przykre, ze na takie trafilas. Widac ja mam wiecej szczescia.

            > tak więc - trudno, ja na chleb za dużo chyba im nie dołożę smile

            Moze to i dobrze?
            • alfika Re: ale podsunięto mi pewną myśl.... 07.11.06, 12:30
              a teraz zgadnij, dlaczego nie porozmawiamy...
              widzę, że to forum traktujesz, jak jedna z wielu, do wychowywania innych
              jeśli miałabym coś pisać o braku kultury...
              resztę sobie dopowiedz - o ile przerwiesz swój tok oceniania, krytykowania i
              zabawnych prób ustawiania dorosłych ludzi
              • e_r_i_n Re: ale podsunięto mi pewną myśl.... 07.11.06, 14:16
                Byc moze po prostu Twoje posty wywoluja dziwne odruchy (zauwaz, ze u duzej
                liczby osob, wiec to nie jest przewrazliwienie jednego forumowicza). Mysle, ze
                problemu by nie bylo, gdybys chociaz raz zechciala przeczytac calosc
                wypowiedzi, a nie kpic z wyrwanych z kontekstu sformulowan.
                Pozdrawiam
                • mallard Re: ale podsunięto mi pewną myśl.... 07.11.06, 14:26
                  e_r_i_n napisała:

                  > Byc moze po prostu Twoje posty wywoluja dziwne odruchy (zauwaz, ze u duzej
                  > liczby osob, wiec to nie jest przewrazliwienie jednego forumowicza). Mysle,
                  ze
                  > problemu by nie bylo, gdybys chociaz raz zechciala przeczytac calosc
                  > wypowiedzi, a nie kpic z wyrwanych z kontekstu sformulowan.
                  > Pozdrawiam

                  Erin odpuść, -szkoda czasu antenowego! smile

                  Pozdro!
                  • alfika Re: ale podsunięto mi pewną myśl.... 07.11.06, 14:48
                    i o to szło - pouczajcie się nawzajem smile wszak to forum wychowanie...
                • alfika Re: ale podsunięto mi pewną myśl.... 07.11.06, 14:47
                  to straszne smile))
                  "siła w narodzie" i "rację ma zawsze większość"?
                  gdzie to było... a juz wiem smile ale mało kto to chyba pamięta, choc tak wielu
                  załapało smile))

                  Kopernika też chcieli spalić na stosie smile
                  pa
          • syllo Re: ale podsunięto mi pewną myśl.... 15.11.06, 09:38
            Nawet jeżeli Twoi rodzice pracowali jako lekarze, to nie oznacza, że powinni
            mieć jakiej profity z tej okazji, zawód jak każdy inny, owszem ratowali ludziom
            życie- szacunek, ale nie sądzę żeby to robili po godzinach, a jeżeli nawet, to
            mogli zatrudnić opiekunkę do odbioru ich pociechy, a nie kazac biednej pani w
            przedszkolu czekać poza swoimi godzinami pracy, dla mnie to nie humanitarne i
            brak szacunku do czyjegoś czasu. I nie ma co w to mieszać kompetencji
            przedszkolanek, bo nie o tym mowa w tym poście, rozmawiamy o notorycznie
            spóźniających sie rodzicach- cierpią na tym dzieci i panie w przedszkolu. I ja
            to nazwę brakiem odpowiedzialności za swoje postępowanie, to są Wasze dzieci i
            jesteście zobligowani do odebrania swoich dzieci na czas i to jest problem
            rodzica jak to zorganizować i jakich się podjąć środków, żeby dziecko było
            odbierane na czas.
      • pawelek.mar Re: ale podsunięto mi pewną myśl.... 07.11.06, 09:30
        alfika napisała:

        > ... skoro panie takie wrażliwe na punkcie swoich praw, to chyba nie ma sensu
        > oddawać dziecka do przedszkola
        > jedni wyjadą z kraju, inni zarobią na opiekunkę, jeszcze inni mają chętne
        > rodzinki do pomocy...
        > i dla dziecka lepiej, że przedszkola będą zamykane smile
        >
        > potem powstaną prywatne i problem się sam rozwiąże smile
        > może lepiej, że nikt juz nie będzie wieszał brudnych majteczek na pośmiewisko
        w
        >
        > celach wychowawczych ani kazał śpiewać z innymi dziećmi, jak właśnie wyleci
        ząb
        >
        > i dziecko ma usta pełne krwi? no właśnie, może nie smile - i super!
        >
        > pogadamy z nianią juz na wstępie, dzięki smile))

        Twoje przedszkole to był rzeczywiście dramat. Teraz rozumiem skąd ta trauma. W
        moich oczach jesteś usprawiedliwiona, przyznaję łatwego dzieciństwa nie
        miałaś...

        pozdrawiam serdecznie, trzymaj się mocno
        • alfika Re: ale podsunięto mi pewną myśl.... 07.11.06, 12:32
          przemyśl pierdułki, które wypisujesz
          bywaj
    • sir.vimes Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 07.11.06, 12:58
      Nie widzę problemu w opisanej sytuacji - mam wrażenie, że jeżeli dziecko musi
      czekać aż rodzice przypomną sobie, że istnieje to jest jak najbardziej sytuacja
      w której należy im się prztyczek w nos a nie zachwyt przedszkolanki, że może
      jeszcze 3 godzinki spędzić z ich dzieckiem. Gorzej, że to stresująca sytuacja
      dla dziecka.

      Nieodebranie dziecka z przedszkola to sytuacja dla mnie niewiarygodna po prostu.
      Jasne, czym innym jest 10 minutowe spóżnienie - no, nawet może się zdarzyć, że
      nie ma jak zadzwonić (np. w metrze czasem nie da rady) ale żeby dziecko czekało
      pół godziny czy dłużej, no nie wierzę.

      Z powyższych postów wynika, że większość ludzi to samotni rodzice bez
      przyjaciół, bez rodziny, zarabiający tak mało, że zatrudnienie osoby na 1, 5 h
      dziennie to tylko w sferze marzeń a za to wykonujący taką pracę , że codziennie
      trzeba zastawać po godzinach. No, jeżeli trzeba, to trzeba też się do tego jakoś
      odnieść. To nielogiczne - wiesz, że zostaniesz do 19 a roi ci się, że odbierzesz
      dziecko o 17??????? Chyba jeżeli się to wie , to organizuje się kogoś innego by
      dziecko odebrał. Ja np. pamiętam mamy mieszkające blisko siebie, które nawzajem
      upoważniły się do odbioru dzieci. I nawet w sytuacjach, gdy któraś w ostatniej
      chwili dowiadywała się , że zostać w pracy musi nie było żadnego problemu.

      Chyba jedyną sytuacją w której coś takiego rozumiem jest to o czym pisze alfiko
      - rzeczywiście 20 lat temu telefony nie były tak oczywiste jak teraz i nie
      wyobrażam sobie chirurga, który przerywa operację by wyjść zadzwonić. W obecnych
      czasach to zakrawa na groteskę po prostu.

      Nie ma co oskarżać pań w przedszkolu , najwyżej gminy itp że przedszkola
      działają do 17, czyli do godziny o której większość ludzi kończy pracę. Ale np u
      nas w przedszkolu w swoim czasie padła propozycja, by przedszkole było czynne od
      8 do 18, rodzice nie zgodzili sie.
      • nzuri Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 07.11.06, 13:18
        sir.vimes - mój syn chodzi do przedszkola (prywatnego) czynnego do 18.
        Zapewniam Cię, że są rodzice, którzy się "nie wyrabiają". Notorycznie Ci sami.
        W tych rodzinacj tak mają - matki obu chłopców nie pracują - więc nie ma mowy o
        nadgodzinach. Do której by to przeszkole nie było czynne - zawsze znajdą się
        tacy co nie odbiora na czas (inna sprawa, ze powinny być czynne dłużej niż do
        17).
        A w przedszkolu syna było i tak, że jedno z dzieci - po śmierci ojca, kiedy
        matka musiała załatwić mnóstwo spraw i to wyjazdowo - było odbierane o 21 a
        nawet kilka razy nocowało. Zawsze jednak było to uzgodnione z opiekunką i
        włascicielami.
        A co do meritum - ktoś już napisał, że info o wsposobie postępowania
        z "nieodebranymi" dziećmi, nie stanowi widzimisię przedszkolanki, ale wynika z
        przepisów.
        • sir.vimes Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 07.11.06, 13:28
          "Zapewniam Cię, że są rodzice, którzy się "nie wyrabiają". Notorycznie Ci sami.
          W tych rodzinacj tak mają - matki obu chłopców nie pracują - więc nie ma mowy o
          nadgodzinach."

          To jest niesamowite. I moim zdaniem to żadna krzywda, że w takiej sytuacji ktoś
          zaangażuje inne władze np poprzez odwiezienie do tej nieszczęsnej policyjnej
          izby. Jasne, dla dziecka to koszmar ale może tym rodzicom otworzą się oczęta i
          zaczną chociaż troszkę się nim przejmować??? To jest horror - dziecko olewane do
          tego stopnia, że zapomina się je notorycznie odebrać. Jak najbardziej właśnie
          takim rodzinom ktoś powinien przyjrzeć się z bliska - a to, że dotyczy to osób
          niepracujących (i mam wrażenie, nie studiujących na 3 kierunkach, prawda?) jest
          tym bardziej absurdalne. Rany, to po prostu okrutne!
          • kaja2002 Alfika! 07.11.06, 14:47
            Piszesz "idę", "papatki" i tym podobne, po czym znowu piszesz wylewając żółć...
            • alfika Re: Alfika! 07.11.06, 14:52
              słuszna uwaga smile
            • mallard Re: Alfika! 07.11.06, 14:54
              kaja2002 napisała:

              > Piszesz "idę", "papatki" i tym podobne, po czym znowu piszesz wylewając
              żółć...

              Kaja wejdź w wyszukiwarkę, -tej żółci są całe hektolitry wink
              • kaja2002 Re: Alfika! 07.11.06, 14:58
                Eee, wolę czytać wesołe i sympatyczne treści, po co mi się denerwować?
              • e_r_i_n Re: Alfika! 07.11.06, 15:04
                Faktycznie.
                Coz, jako zem empatyczna osoba, nie skomentuje smile
                • janeczka79 Re: Alfika! 13.11.06, 08:42
                  Wybacz, ale...co to za rodzice, którzy nie odbieraja na czas swoich
                  pociech...i o ile nie chodzi o jakiś nieszczęsliwe zrządzenie losu,
                  wypadek czy coś, co zdarza się baaardzo rzadko, to...taka sytuacja kojarzy mi
                  się tylko z jakąś patologią...
                  Przedszkole to placówka czynna w określonych, znanych rodzicom godzinach!!!
                  Jeśli zaś, nie są w stanie opiekować się swoim dzieckiew w czasie gdy
                  przedszkole jest zamykane, powinni rozejrzec się za placówkami całodobowymi,
                  tygodniowymi...nie wiem...
                  A przedszkolanka nie ma obowiązku sie poświęcać, i zajmować się dziećmi
                  zapominalskich rodziców, bo niby dlaczego...Niektórzy nie dorośli do tej roli
                  ale wymagania mają, prawda...

                  Żałosnesad

                  • alfika Re: Alfika! 14.11.06, 14:30
                    jeszcze jedno zaproponuję - oczywiście w tym swoim zapiekleniu i pluciu jadem,
                    jak uosobienia życzliwości, serdeczności i prostej mądrości życiowej na tymże
                    uroczym forum sugerują smile))))

                    znajdźcie sposób, aby przedszkolanka mogła odróżni zdarzenie losowe od
                    zaniedbania i patologii... a potem to juz tylko hajda na pogotowie opiekuńcze
                    albo izbę małego dziecka smile

                    dziękuję smile
                    uściski słodziutkie
                    pa
                    • mallard Re: Alfika! 14.11.06, 15:26
                      Sygnaturka jaka jest każdy widzi smile

                      I nie tylko ona winkwinkwink
                      • janeczka79 Re: Alfika! 14.11.06, 19:13
                        Kim jest alfika??? Czy to osoba mająca traumę z dzieciństwa związana z tym, że
                        rodzice zapominali jej odbierać z przedszkola???
                        • e-ftalo Re: Alfika! 15.11.06, 13:46
                          mnie to naprawdę nie interesuje jakie system narzuca kwalifikacje do pracy w
                          przedszkolu,bo po pierwsze jestem mężczyzną,więc nie pracuję w pszedszkolu,po
                          drugie według mnie trzeba się do tego nadawać ,o czym NIE DECYDUJĄ WKUWANE
                          REGUŁKI ZE STUDIÓW,bo dziecko to nie pacjent leczony przez lekarza

                          Wyższe wykształcenie jest wskazane,ale nie każdy w naszym kraju musi być
                          studentem,tylko dlatego żeby móc pracować dziećmi-to są 2 różne rzeczy,wszak
                          wskazane jest aby osobas taka była wykształcona.Ja owszem jestem
                          studentem..informatyki,ale nie wie m czy do dlatego znalazłem taką pracę i na
                          szczęście nikt mnie zmusza do prania mózgu,bo to mi potrzebne do pracy zdobyłem
                          doświadczeniem,wiele czytałem,ale z własnej nie przymuszonej woli,aby wykonywać
                          pracę jak najlepiej

                          mandy5 ja dalej nie wiem,nieraz musiałem zastąpić rodzica i raczej nie mam
                          żadnych urojeń co do tematu.
                          No ale to były starsze dzieci,być może te z przedszkola są bardziej narażone na
                          wypadki-tego nie wiem,nie jestem mamą ani pszedszklanką.Być może w podręczniu
                          pań pszedszkolanek jest owa lista niebepieczeństw czająca się na dzieci
                          zabranych pod opiekę do domu,tego już roztrząsał nie będę
                          • e_r_i_n Re: Alfika! 15.11.06, 20:00
                            e-ftalo napisał:

                            > mnie to naprawdę nie interesuje jakie system narzuca kwalifikacje do pracy w
                            > przedszkolu,bo po pierwsze jestem mężczyzną,więc nie pracuję w pszedszkolu,po
                            > drugie według mnie trzeba się do tego nadawać ,o czym NIE DECYDUJĄ WKUWANE
                            > REGUŁKI ZE STUDIÓW,bo dziecko to nie pacjent leczony przez lekarza

                            Skoro Cie nie interesuja, to nie wypisuj bredni pt 'panie po kursach'.

                            > Wyższe wykształcenie jest wskazane,ale nie każdy w naszym kraju musi być
                            > studentem,tylko dlatego żeby móc pracować dziećmi-to są 2 różne rzeczy,wszak
                            > wskazane jest aby osobas taka była wykształcona.

                            Warto nauczyc sie znaczenia slow, ktorych sie uzywa smile

                            > Ja owszem jestem studentem..informatyki,ale nie wie m czy do dlatego
                            > znalazłem taką pracę i na szczęście nikt mnie zmusza do prania mózgu,bo to mi
                            > potrzebne do pracy zdobyłem doświadczeniem,wiele czytałem,ale z własnej nie
                            > przymuszonej woli,aby wykonywać pracę jak najlepiej

                            A jak sie ma to do tematu watku?

                            > tego nie wiem,nie jestem mamą ani pszedszklanką.Być może w podręczniu
                            > pań pszedszkolanek jest owa lista niebepieczeństw czająca się na dzieci
                            > zabranych pod opiekę do domu,tego już roztrząsał nie będę

                            Jestes studentem informatyki, nie jestes matka (nie wiem, czy ojcem). Skad wiec
                            ten watek?
                          • vharia Re: Alfika! 15.11.06, 20:59
                            Wzruszające- chciałoby sie powiedzieć. Jak w takim razie odróznić panią, która nie nadaje sie nawet do sprzątania przedszkola (choć przysięga, ze "poczytała" to, co jej będzie potrzebne) od takiej, która będzie dobrą wychowawczynią? Zaglądajac im głęboko w oczy?
                            Co do listy niebezpieczeństw, za które odpowiada przedszkolanka, to znajduje sie ona w prawie karnym.
                      • alfika Re: mallard... 16.11.06, 14:38
                        wybacz, ale twoje wypowiedzi przedstawiają dla mnie tak niską wartość, że
                        czytam je z przymróżeniem oka - myślę, że powinieneś to wiedzieć zanim znowu
                        spróbujesz poświęcić się znowu radosnym wypowiedziom na mój temat - w tematach
                        nie dotyczących mojej skromnej osoby smile)))

                        ps. janeczko, pilnuj swojego noska, wyjątkowo bezsensowne jest włażenie na
                        forum i wypisywanie pierdółek o kimś, o kim nic nie wiesz, nie sądzisz?

                        no, chyba, że zapałałaś do mnie afektem - to już nic ci na to nie poradzimy
                        tutaj smile
                        • janeczka79 Re: ;););) 16.11.06, 14:58
                          Pilnuję swojego noskawink i nie tylko...Nie sądzę by to była pierdołka...dbam o
                          twoje psychiczne zdrowie, i ta trauma mnie martwiwink
                          A co do wiedzy na twój temat, to hmmm...jest jej dużo w tym wątku...każda twoja
                          wypowiedż została poddana wnikliwehj analizie zespołowi psychologówwink
                        • mallard Re: mallard... 16.11.06, 15:54
                          alfika napisała:

                          > wybacz, ale twoje wypowiedzi przedstawiają dla mnie tak niską wartość, że
                          > czytam je z przymróżeniem oka

                          Spróbuj z przymrUżeniem, -to daje lepsze efekty.


                          - myślę, że powinieneś to wiedzieć zanim znowu
                          > spróbujesz poświęcić się znowu radosnym wypowiedziom na mój temat - w
                          tematach
                          > nie dotyczących mojej skromnej osoby smile)))

                          Wiem to, ale ZNOWU spróbuję poświęcić się ZNOWU radosnej wypowiedzi na Twój
                          temat:

                          Wklejasz uśmieszki na prawo i lewo, ale tak naprawdę, to z poczuciem humoru
                          kiepściunio u Ciebie, oj kiepściunio... wink

                          A wogóle to niech Ci będzie: WYGRAŁAŚ! Leżę i kwiczę smilesmilesmile

                          Los pozdrawiatos!
                          • alfika Re: mallard... 17.11.06, 12:45
                            mallard napisał:


                            >
                            > Spróbuj z przymrUżeniem, -to daje lepsze efekty.


                            a mi się bardziej podoba przymróżenie smile))
                            i co mi zrobisz? smile


                            reszty nie mam czasu przeczytać
                            albo mi się nie chce winkwinkwink
                            • bogini_nocy Re: mallard... 17.11.06, 16:03
                              alfika napisała:

                              > mallard napisał:
                              >
                              >
                              > >
                              > > Spróbuj z przymrUżeniem, -to daje lepsze efekty.
                              >
                              >
                              > a mi się bardziej podoba przymróżenie smile))
                              > i co mi zrobisz? smile
                              >
                              >
                              > reszty nie mam czasu przeczytać
                              > albo mi się nie chce winkwinkwink
                              >

                              chce ci sie, chce smile)) czytasz z wypiekami na buźce smile))
                            • mallard Re: mallard... 17.11.06, 16:49
                              alfika napisała:

                              > mallard napisał:
                              >
                              >
                              > >
                              > > Spróbuj z przymrUżeniem, -to daje lepsze efekty.
                              >
                              >
                              > a mi się bardziej podoba przymróżenie smile))
                              > i co mi zrobisz? smile

                              Nic! Nawet nie będę próbował smile


                              > reszty nie mam czasu przeczytać
                              > albo mi się nie chce winkwinkwink

                              Eee tam! Ja wiem, że jako prawdziwa kobieta przeczytałaś już smile.
                              To co, -zgoda? (prawicy nie wyciągam, bo do kobiety pierwszemu nie wypada! smile)

                              mallard.
                              • alfika Re: mallard... 19.11.06, 22:03
                                no i nie przeczytałam - mam mocno męskie spojrzenie na świat (również na typowo
                                babską waleczność twoich wielbicielek smile)

                                pożyjemy, zobaczymy, z czym jeszcze wyskoczysz... póki co zmykam
                                • mallard Re: mallard... 20.11.06, 08:14
                                  alfika napisała:

                                  > póki co zmykam

                                  winkwinkwink
    • e-ftalo Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 22.01.07, 17:18
      apropo tych specjalizacji,ciekaw jestem do kiedy są zapisy?

      ps.powyższy post jest wklejony 2 razy,wobec czego ja też 2 razy śmiem pytać o
      specjalizację
      • e-ftalo Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 21.11.07, 17:16
        coraz częściej słyszymy o samowoli instytucji,a to przedszkolankach,a to
        pedagogu szkolnym,gdzie dzieje się coś bez uzgodnienia z rodzicem.

        Czy przez ten rok pojawiły się przedszkola czynne dłużej.
        Jak sądzicie,czy takich sytuacji jest dziś więcej niż np 10 lat temu czy dziś
        rodziców bardziej się szanuje czy raczej nie?
    • a_weasley Skoro nauczycielka w gimnazjum musi czekać... 21.11.07, 20:01
      Zdarzało mi się ostatnio parokrotnie obstawiać wycieczki gimnazjalne. Ze
      zdziwieniem się dowiedziałem, że tego samego gimnazjalisty, który codziennie
      kursuje sam z domu do szkoły i z powrotem, po powrocie z wycieczki - godzina
      powiedzmy 16 czy 17, pora roku taka, że jest o tej porze jasno - samego puścić
      nie można (szkoła jest nie w jakichś slumsach, lecz w centrum Warszawy,
      zaznaczam). Trzeba go oddać opiece domowej i nie ma, że rodzice nie mają nic
      przeciwko temu, żeby wrócił sam.
      I jeśli po kogoś rodzice nie przyszli, wychowawczyni, zmordowana po
      pięciodniowym intensywnym wyjeździe, czekała z niedobitkami do skutku i nie ma,
      że w domu czekał mąż, ośmioletni synek i trzyletnia córka. Raz było to półtorej
      godziny. Mocno wątpię, by ktoś jej za to ekstra zapłacił.
      Abstrahuję w tej chwili od tego, czy takie wymagania w przypadku gimnazjalisty
      mają sens. Moim zdaniem nie, ale to zupełnie inna historia. Faktem jest, że
      jeżeli ktoś ma w obowiązkach odpowiedzialność za coś lub kogoś, to pilnuje, aż
      go nie zluzują. Portier nie zamyka obiektu na patyk, bo mu się zmiana kończy, a
      zmiennik nie przyszedł, ani helpdesk w takiej sytuacji nie idzie do domu.
    • szymama Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 23.11.07, 12:31
      tu gdzie mieszkam, a nie ejst to polska, mozesz sie spoznic do 20
      minut po dziecko. Jesli po tym czasie nie powiadomisz szkoly czy
      przedszkola, ze sie spoznisz lub panie nie moga sie do ciebie
      dodzwonic( dzwonia 2 razy), odbierasz albo nie, dziecko z pogotowia
      opiekunczego. mozesz miec postawione zarzuty zaniechania opieki nad
      dzieckiem. Dodam tylko, ze dzieci nie sa same puszczane ze szkoly do
      ukonczenia 11 roku zycia. Akurat nauczyciele to tacy sami ludzie jak
      ty, jesli masz problem z odebraniem dziecka ze szkoly, to to jest
      twoj problem, nie nauczycieli. moim zdaniem bardzo dobry pomysl.
      • ania1500 Re: przedszkolanka oddaje dzieci do pogotowia opi 23.11.07, 19:07
        szymama napisała:

        > tu gdzie mieszkam, a nie ejst to polska, mozesz sie spoznic do 20
        > minut po dziecko. Jesli po tym czasie nie powiadomisz szkoly czy
        > przedszkola, ze sie spoznisz lub panie nie moga sie do ciebie
        > dodzwonic( dzwonia 2 razy), odbierasz albo nie, dziecko z
        pogotowia
        > opiekunczego. mozesz miec postawione zarzuty zaniechania opieki
        nad
        > dzieckiem. Dodam tylko, ze dzieci nie sa same puszczane ze szkoly
        do
        > ukonczenia 11 roku zycia. Akurat nauczyciele to tacy sami ludzie
        jak
        > ty, jesli masz problem z odebraniem dziecka ze szkoly, to to jest
        > twoj problem, nie nauczycieli. moim zdaniem bardzo dobry pomysl.


        bardzo dobry,popieram,i tak powinno byc w polsce,zacznijmy szanowac
        sie nawzajem wreszcie.
    • a_weasley A gdzie w tym wszystkim dziecko? 23.11.07, 22:04
      Obrońcy praw przedszkolanki tak się tu skupili na niej, że stracili z pola
      widzenia dziecko. Jakby na tym, że pani nie poczeka, tylko gdzieś dziecko
      upchnie, tracili tylko rodzice, i dobrze im tak.
      No stało się. Mamy nie ma, nie wiadomo gdzie jest albo dała znać, że będzie za
      powiedzmy godzinę. Bardzo źle to świadczy o mamie, ale w danym momencie tak jest
      i nie da się tego zmienić. Dziecko jest dostatecznie zestresowane. Jego jedynym
      źródłem jakichś resztek poczucia bezpieczeństwa jest Pani.
      I co teraz Pani robi? Jedzie z nim w obce miejsce, oddaje jakimś obcym ludziom,
      między obce dzieci - bądźmy szczerzy, raczej z dołów społecznych pochodzące.
      Teraz też będzie czekało na mamę / tatę, też nie wie, jak długo, tyle że w obcym
      miejscu wśród obcych ludzi.
      I to wolno, tak? To w dziecku nie wywoła traumy?
      • mama303 Re: A gdzie w tym wszystkim dziecko? 23.11.07, 22:09
        a_weasley napisał:

        > I to wolno, tak? To w dziecku nie wywoła traumy?
        Może wywołać oczywiście tylko co ma do tego nauczycielka?.
        • drogadodomu Re: A gdzie w tym wszystkim dziecko? 04.12.07, 16:43
          Czekając na syna pod świetlicą zaczęłam czytać regulamin, świetlica działa od 7
          do 18, a jeżeli dziecko nie będzie odebrane terminowo to wezwany zostanie Patrol
          Szkolny. Wcześniej jakoś mi to umknęło. Myślę, że dla dziecka z klas 0-3
          przyjazd strażnika miejskiego to też nic przyjemnego. Może taka wywieszka w
          przedszkolu, zapewne całkowicie zgodna z prawem da do myślenia nie jednemu
          rodzicowi.
          • ewa-krystyna Re: A gdzie w tym wszystkim dziecko? 05.12.07, 00:57
            pracuje jako przedszkolanka w prywatnym przedszkolu w Kanadzie... wedlug
            regulaminu rodzice lub opiekunowie lub inna wyznaczona przez rodzicow/opiekunow
            osoba musi odebrac dziecko do godziny 18-tej. Rodzic ma obowiazek zawiadomic
            przedszkole,ze sie spozni i jak dlugo; za KAZDA MINUTE SPOZNIENIA RODZIC PLACI
            PRZEDSZKOLANCE $1 bezposrednio do reki; jesli sytuacja sie powtarza dziecko
            zostaje po prostu usuniete z przedszkola - na jego miejsce czeka juz inne na
            liscie oczekujacych... poza tym jesli rodzic nie skontaktuje sie wczesniej z
            przedszkolem lub spoznia sie notorycznie i znaczaco przedszkolanka ma prawo
            poinformowac policje juz o 18h01 i ta odbiera dziecko spod przedszkola a dla
            rodzicow zostaje informacja na ich sekretarce jak rowniez kartka przypieta do
            drzwi wejsciowych przedszkola z info gdzie moga odebrac dziecko... jesli zdarzy
            sie,ze policja odbierze dziecko 3 razy to rodzic ma "na karku" pracownikow
            socjalnych z Child Services i moze sie liczyc z zarzutem zaniedbania dziecka i
            przez najblizszy czas z czestymi kontrolami owych pracownikow....
            a tak jeszcze na marginesie czytajac co poniektore posty rodzicow nie
            rozumiejacych "jak taka przedszkolanka moze tak postapic" to moze by zaczeli
            najpierw od siebie i przypomnieli sobie kto lub co jest dla nich najwazniejsze
            na swecie: dziecko czy praca,zakupy itp.... na prawde w glowie mi sie nie miesci
            jak mozna spoznic sie po wlasne dziecko do przedszkola! i jeszcze zaslaniac sie
            praca.... jesli nie mozna osobiscie odebrac dziecka trzeba pomyslec o jakims
            zastepstwie na czas... wspomniane osoby powinny posiedziec kilka dni w
            przedszkolu w godzinach zamkniecia i zobaczyc jak dzieci czekaja na rodzicow,jak
            podswiadomie czuja,ze rodzice powinny juz byc a ich nie ma... nigdy swiadomie
            bym nie pozwolila na takie przezycie wlasnemu dziecku... zawsze jest jakies
            wyjscie i zawsze mozna znalezc odpowiednie rozwiazanie problem w tym,ze trzeba
            chciec i miec poczucie szacunku nawet do zwyklej przedszkolanki i przede
            wszystkim wlasnego dziecka...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka