Dodaj do ulubionych

Rodzice kontra nauczyciele

05.11.06, 19:35
Od razu piszę, że nie jestem nauczycielką, żeby nie było, że swoich bronię.

Zauważam ogromne pretensje rodziców do nauczycieli, nie tylko na forum, w realu również. Z wielu zaobserwowanych sytuacji wnioskuję, że ilośc i skala owych pretensji są odwrotnie proporcjonalne do wychowania dziecka - im dzieciak bardziej daje w kość, tym rodzice mają większe "ale" ...
Zastanawia mnie czy to wynika z:
1) Nieznajomości własnego dziecka, niewiary w jego przewiny, chęci wybielenia go.
2) Uważania, że wychowanie należy wyłącznie do nauczycieli i chęci zrzucenia całej odpowiedzialności za zachowanie dziecka na szkołę.
3) Odwrotnie - karygodne zachowanie dziecka wynika z zasłyszanych w domu opinii i poglądu, że nauczycielowi żaden szacunek się nie należy (ta "szmata", rzucona, miom zdaniem zupełnie bez racji w jednym z wątków, poruszyła mnie do głębi.

Niejednokronie (jeżdżę czasem na wycieczki szkolne jako opieka) byłam świadkiem karygodnego zachowania dzieci - chamskich odzywek, zwracania się na "ty" do nauczycielki, bicia innych dzieci, ewidentnie niestosownego zachowania w autobusie czy muzeum. Nieraz rodzice tych dzieci skarżyli mi się na nauczycielkę, że wpisała synowi (córce) uwagę. Bo syn twierdził, że on nic nie robił, a uwagę dostał. Rany jak nic nie robił, jeżeli stałam obok i widziałam zachowanie, za które własne dziecko chyba powiesiłabym za uszy?

Nie twierdzę, że wszyscy nauczyciele są idealni, ale wydaje mi się, że znacznie więcej jest nauczycieli dobrych, natomiast mnóstwo dzieci jest upiornych - i nauczyciele muszą sobie z nimi radzić i za nie odpowiadać...
Obserwuj wątek
    • idachoj Re: Rodzice kontra nauczyciele 05.11.06, 20:04
      Zgadzam się,sama jestem nauczycielką.Rodzice prawie zawsze uważają chyba ,że
      nauczyciele konfabulują,wymyślają..,bo przecież ich dzieci są idealne ,a oni
      się na nie po prostu uwzięli.
    • idachoj Jakby mieli w tym jakis interes!!!! 05.11.06, 20:04

    • obyoby10 Re: Rodzice kontra nauczyciele 05.11.06, 23:17
      A ja jestem nauczycielką i mam te same spostrzeżenia, co andaba.
      Rodzice na ogół są całkowicie bezkrytyczni wobec włąsnych dzieci, a w uwagach
      nauczyciela dopatrują sie zawsze drugiego dna: nie lubi mojego syna, uwzięła
      się itp. Pamiętam akcjęz pierwszego roku pracy w szkole, gdy jeden
      dziesięciolatek życzył pani, żeby jak najprędzej zdechła. Powiedział tak do
      mnie, na inną nauczycielkę. Pprosiłąm rodziców na rozmowę, przy której była
      wychowawczyni i dyrektor (nie pierwszy to był bowiem wybryk chłopięcia.
      Przyszła mama, cała w pretensjach,że zawracamy jej głowę taką bzdurą. Syn jest
      szczery, więc tak powiedział. Ręce opadają...
      Nie wiem, czemu tak jest - kompletny upadek autorytetu nauczyciela -
      paradoksalnie -w czasach, gdy musi mieć ona naprawdę gruntowne przygotowanie do
      pracy z dzieckiem. Zero zaufania do nauczyciela. I ta roszczeniowa postaawa
      wobec szkoły...
      • iwoniaw o widzisz, tu jest pies pogrzebany 06.11.06, 09:04
        > Przyszła mama, cała w pretensjach,że zawracamy jej głowę taką bzdurą. Syn jest
        > szczery, więc tak powiedział. Ręce opadają...

        To nie tylko dzieci są niewychowane. Mnóstwo rodziców również. Oni naprawdę nie
        widzą problemu w chamskich odzywkach, wulgarnym słownictwie, przemocy,
        ignorancji i nieuctwie. Sami tacy są i uważają to za NORMĘ. Z takimi rodzicami
        współpraca jest po prostu niemożliwa.
        Nie chcę tu powiedzieć, że nauczyciele są zawsze święci i bez winy. Część z nich
        nie odbiega zasadniczo od opisanych powyżej rodziców - z takimi nauczycielami
        mają problemy "normalni" rodzice. I oczekiwanie, że zaufanie i szacunek
        nauczyciel "z automatu" powinien miec większe niż inni ludzie z otoczenia
        dziecka, wydaje mi się nie na miejscu. Dziwnym trafem takie oczekiwania mają
        głównie ci nauczyciele, którzy nie traktują z szacunkiem nie tylko uczniów, ale
        i wobez ich rodziców a priori zachowują się, jakby mieli do czynienia z
        jednostkami upośledzonymi i/lub poczuwali się do dania także i im "lekcji".
        • mallard Odwaga potaniała, rozum zdrożał... 06.11.06, 10:00
          Tak należałoby to określić!
          Wiecie, jak na to wszystko patrzę to kiełkuje we mnie myśl, że niestety my
          Polacy, nie dorośliśmy do takiej wolności i poniekąd dobre było to, jak za
          tzw. "komuny", szkoła była przedłużeniem władzy. Wtedy taki kolo dobrze się
          zastanowił zanim napyszczył!

          POzdro.
          • agatka_s Re: Odwaga potaniała, rozum zdrożał... 06.11.06, 11:11
            A dla mnie to jest na odwrotnie: poklosie komunizmu.

            Wciaz nie mozemy pozbyc sie nastawienia ze wszelkie instytucje, urzednicy (a w
            tym i nauczyciele), to sa wrogowie, to sa "ONI". Od razu mamy nastawienie "na
            kontrze", jakim imanentny odruch walczenia, i nastawienie "oni chca mi zrobic
            krzywde, a ja sie nie dam".

            Zamiast nastawic sie nna wspolprace, na to ze w sumie wszyscy idziemy
            (przynajmniej z nauczycielami !) w tym samym kierunku, podswiadomie zakladamy
            ze trzeba walczyc, wyklucac sie, bo inaczej to nic nie osiagniemy.

            To wielki feler mentalny ktory wystepuje w nas Polakach, na
            wszelkich "frontach" naszego zycia (my nawet wojujemy z kosciolem). Niestety
            obecne zycie spoleczno-polityczne nie zmienia tego, znow nas "szkola" do walki
            i poszukiwania wrogow wszedzie i za wszelka cene.

            Moze rodzice sie "wyrodza" i zaczna szkole traktowac jak sojusznika a
            nauczycieli jak "przyjaciol" ?

            Ja tak traktuje wszystkie miejsca gdzie uczy sie, bawi i jest wychowywany moj
            syn, z gory zakladam ze ci ludzie chca mi pomoc wychowac dziecko na dobrego
            czlowieka. Musze powiedziec ze daje to doskonale rezultaty, bo nauczyciele tez
            wola przyjaznych, serdecznych rodzicow, darzacych ich szacunkiem. Tak
            zwyczajnie po ludzku, wola sympatyczna usmiechnieta i otwarta kobieta, niz
            rozwrzeszczanego babsztyla wyklocajacego sie o kazdy duperel.

            Ja bardzo szanuje wszystkich nauczycieli mojego syna (od siostr zakonnych z
            przedszkola, przez pierwsza wychowawczynie ze szkoly publicznej (dotad wysylam
            jej kartki na kazde swieta), profesora choru, trenera na basenie i wszystkich
            obecnych nauczycieli w szkole spolecznej-WIELKIE DZIEKI !!!), moze mialam
            szczescie ze trafilam na takich wspanialych, a moze swoim nastawieniem dalam im
            poprostu szanse takimi wspanialymi byc...

            Zreszta to jest w ogole patent na mile zycie-lubic ludzi i miec pozytywne
            nastawienie-to wraca jak bumerang ! slowo
            • mallard Re: Odwaga potaniała, rozum zdrożał... 06.11.06, 12:15
              agatka_s napisała:

              > A dla mnie to jest na odwrotnie: poklosie komunizmu.
              >
              > Wciaz nie mozemy pozbyc sie nastawienia ze wszelkie instytucje, urzednicy (a
              w
              > tym i nauczyciele), to sa wrogowie, to sa "ONI". Od razu mamy
              nastawienie "na
              > kontrze", jakim imanentny odruch walczenia, i nastawienie "oni chca mi zrobic
              > krzywde, a ja sie nie dam".

              Wiesz co Agatko? Ty masz rację! To jest odreagowanie tamtego czasu przy
              niezmienionej mentalności ludzi.
              Przy jednym jednak będę obstawał:
              Odwaga potaniała, rozum zdrożał!

              Pozdro!
            • maksimum Re: Odwaga potaniała, rozum zdrożał... 06.11.06, 16:33
              agatka_s napisała:

              > A dla mnie to jest na odwrotnie: poklosie komunizmu.

              Dokladnie tak.

              > Wciaz nie mozemy pozbyc sie nastawienia ze wszelkie instytucje, urzednicy (a
              w tym i nauczyciele), to sa wrogowie, to sa "ONI". Od razu mamy
              nastawienie "na
              > kontrze", jakim imanentny odruch walczenia, i nastawienie "oni chca mi zrobic
              > krzywde, a ja sie nie dam".
              >
              > Zamiast nastawic sie nna wspolprace, na to ze w sumie wszyscy idziemy
              > (przynajmniej z nauczycielami !) w tym samym kierunku, podswiadomie zakladamy
              > ze trzeba walczyc, wyklucac sie, bo inaczej to nic nie osiagniemy.
              >
              > To wielki feler mentalny ktory wystepuje w nas Polakach, na
              > wszelkich "frontach" naszego zycia (my nawet wojujemy z kosciolem). Niestety
              > obecne zycie spoleczno-polityczne nie zmienia tego, znow nas "szkola" do
              walki i poszukiwania wrogow wszedzie i za wszelka cene.
              >
              > Moze rodzice sie "wyrodza" i zaczna szkole traktowac jak sojusznika a
              > nauczycieli jak "przyjaciol" ?
              >
              > Ja tak traktuje wszystkie miejsca gdzie uczy sie, bawi i jest wychowywany moj
              > syn, z gory zakladam ze ci ludzie chca mi pomoc wychowac dziecko na dobrego
              > czlowieka. Musze powiedziec ze daje to doskonale rezultaty, bo nauczyciele
              tez wola przyjaznych, serdecznych rodzicow, darzacych ich szacunkiem. Tak
              > zwyczajnie po ludzku, wola sympatyczna usmiechnieta i otwarta kobieta, niz
              > rozwrzeszczanego babsztyla wyklocajacego sie o kazdy duperel.
              >
              > Ja bardzo szanuje wszystkich nauczycieli mojego syna (od siostr zakonnych z
              > przedszkola, przez pierwsza wychowawczynie ze szkoly publicznej (dotad
              wysylam
              > jej kartki na kazde swieta), profesora choru, trenera na basenie i wszystkich
              > obecnych nauczycieli w szkole spolecznej-WIELKIE DZIEKI !!!), moze mialam
              > szczescie ze trafilam na takich wspanialych, a moze swoim nastawieniem dalam
              im poprostu szanse takimi wspanialymi byc...
              >
              > Zreszta to jest w ogole patent na mile zycie-lubic ludzi i miec pozytywne
              > nastawienie-to wraca jak bumerang ! slowo

              Wierze Ci.
            • wj_2000 Re: Odwaga potaniała, rozum zdrożał... 08.11.06, 22:09
              agatka_s napisała:

              > A dla mnie to jest na odwrotnie: poklosie komunizmu.

              Dalszy ciąg Twojego listu robi rozsądne wrażenie.
              Ale to pierwsze zdanie poraża swoją głupotą.
              Po pierwsze. Z "komuną" nie walczył "cały naród", a jedynie część (trzeba
              przyznać spora) inteligentów, szczególnie inteligentów - nieudaczników.

              Zwykły "lud" - potomkowie pańszczyźnianych chłopów, przez władzę byli
              ukierunkowywani na rozwój, na cywilizację, na naukę.

              teraz uruchomione zostały mechanizmy prymitywnego kapitalizmu, gloryfikowana
              jest forsa - z kultury się kpi.
              Drobnomieszczańskiej swołoczy o jakich takich osiągnięciach finansowych, w
              głowach się poprzewracało już zupełnie. To głównie stąd rekrutują się te
              straszne "mamuśki".
              Radzę Ci dobrze. Zmień myślenie o "komunie", o historii Polski. Inaczej nic nie
              zrozumiesz. Będziesz jak pijane dziecko we mgle miotające się między Rokitą a
              Wasermanem.
              • andiiw Re: Odwaga potaniała, rozum zdrożał... 08.11.06, 22:42
                Jaki by temat nie byl Polacy zaraz zejda na tradycyjny watek komuchowo/lewacki.
                Poco sie meczyc nastepnymi 30 stoma postami o wzszosci opcji politycznych,
                proponuje od razu przejsc do fazy zen i oprzec dyskusje na ilosci bledow
                ortograficzno intepunkcyjnych w wypowiediach poprzednikow i jak owe bledy
                rzutuja na poziom intelektualny (parz jego brak) przedmowcow.
              • hedonista.oswiecony ojej 09.11.06, 00:07
                Agata napisała taki ciepły i serdeczny list o budowaniu pozytywnych relacji z
                ludźmi, a Ty się tu o jakieś dziwne rzeczy wykłócasz sam ze sobą. Idź sobie na
                jakieś forum polityczne, to tam się lubią naparzać.
                ech
                ed
      • dariuszgd prawda jest taka 08.11.06, 22:35
        że dopóki nie będzie nauczyciel zarabiał odpowiednio aby poświęcić czas w
        calości na to co jest jego obowiązkiem nie będzie szacunku do niego ze strony
        rodzica a tym samym ucznia.
        • lechujarek Re: prawda jest taka 09.11.06, 11:07
          > że dopóki nie będzie nauczyciel zarabiał odpowiednio aby poświęcić czas w
          > calości na to co jest jego obowiązkiem nie będzie szacunku do niego ze strony
          > rodzica a tym samym ucznia.

          A to NIGDY nie nastąpi w socjaliźmie! PRZENIGDY!!
          Prawda jest taka, że rodzic powinien płacić pieniążki za naukę swoich pociech a
          jak nie to fora ze dwora. Zaraz się znajdzie miejsce - i na odpowiednie zarobki
          jak i na odpowiedni szacunek dla nauczyciela.
          Dzisiaj, kiedy to państwo zdziera każdemu 50% pensji nie dziwię się: ani
          rodzicom którzy mają roszczeniową postawę (płacę AŻ TYLE podatków a co za to
          dostaję) ani nauczycielom którzy mają wszystkiego potąd (haruję AŻ TYLE a co za
          to mam). Podobnie jest w służbie zdrowia, właściwie podobnie jest wszędzie w
          Polsce na linii pracownik-pracodawca. A kto tak naprawdę jest temu wszystkiemu
          winny?
          Dalszego raju w Polsce solidarnej wszystkim życzę smile
    • gosha74 Re: Rodzice kontra nauczyciele 06.11.06, 11:57
      Chyba najgorsze jest to ze ani nauczyciele ani rodzice nie rozumieja ze oni
      powinni byc po jednej stronie a nie po przeciwnych....ze nauczyciel i rodzic
      musza pokazywac dobre wzorce,ze nalezy tak samo ze nie komentuje sie przy
      dziecku zachowan, opinii drugiej doroslej osoby, ze dziecko ma troche inny
      sposob pojmowania swiata i jego myslenie jest na wskrosc logiczne....o tym
      wszystkim musimy pamietac i my-rodzice i my-nauczyciele....bo wielu nauczycieli
      to rodzice, a rodzice to pierwszi nauczyciele dla swoich dzieci.
      Moje dziecko zostalo ostatnio ukarane przez dwie nauczycielki za niewlasciwe
      zachowanie(drapanie po glowie nad plecakiem kolegi) i uwazam ze bardzo
      slusznie, niestety przy tej okazji nauczycielki porownaly go do bandyty i
      oprawcow z Gdanska. Gdy wyrazilam w szkole zdanie ze nie mozna porownywac
      plecaka do gwalconej dziewczynki to jedna nauczycielka przyznala mi racje, ze
      troche niefortunnie uzyly tych slow, chodzilo im o cos innego, ale dzieci
      inaczej to zrozumialy. natomiast zachowanie drugiej wprawilo mnie w oslupienie-
      patrzac mi prosto w oczy powiedziala ze ona nie wie o co chodzi i nic takiego
      mowila. przezylam szok....cala ta sytuacja utwierdzila mnie w przekonaniu ze
      chyba sa nauczyciele ktorzy opuszczali wyklady z pedagogiki na studiach
      pozdro
      • scher Re: Rodzice kontra nauczyciele 06.11.06, 12:21
        gosha74 napisała:

        > Gdy wyrazilam w szkole zdanie ze nie mozna porownywac plecaka do gwalconej
        > dziewczynki

        Rozumiem, że najpierw podziękowałaś nauczycielkom, że zwróciły uwagę na
        niewłaściwe zachowanie Twojego syna?

        Sz.
        • gosha74 Re: Rodzice kontra nauczyciele 07.11.06, 11:57
          tak, najpierw powiedziałam, że na każde złe zachowanie musi być stanowcza
          reakcja osoby dorosłej- a więc kara
      • mallard Re: Rodzice kontra nauczyciele 06.11.06, 12:33
        gosha74 napisała:

        cala ta sytuacja utwierdzila mnie w przekonaniu ze
        > chyba sa nauczyciele ktorzy opuszczali wyklady z pedagogiki na studiach
        > pozdro

        Raczej etyki

        Pozdro pozdro!
        • mart5000 Re:Polska siedzieli na klasy!!! 09.11.06, 12:00
          Społeczeństwo nam sie rozwarstwia i nie bedzie już jednakowych szkół
          publicznych bedą lepsze , gorsze i totalne bagna. Nie ma od tego ucieczki. Ten
          proces trwa, wystarczy spojrzeć na dwie trzy szkoły podstawowe w każdym
          mieście .Różnice już są duże a za jakiś czas bedzie jeszcze gorzej. Status
          niektórych szkół bedzie tak niski, ze tylko dzieci z najuboższych rodzin bedą
          do nich uczęszczały. Jak ktoś myśli że temu się nie uda zapobiec to życzę mu
          szczęścia. ńiech pojeżdzi po Europie i popatrzy tam jest walka o miejsce w
          dobrej szkole już od narodzi dziecka i nie bez znaczenia jest status spółeczny
          i pozycja zawodowa rodziców
        • mart5000 Re:Polska bedzie bogatych i biednych 09.11.06, 12:03
          Społeczeństwo nam sie rozwarstwia i nie bedzie już jednakowych szkół
          publicznych bedą lepsze , gorsze i totalne bagna. Nie ma od tego ucieczki. Ten
          proces trwa, wystarczy spojrzeć na dwie trzy szkoły podstawowe w każdym
          mieście .Różnice już są duże a za jakiś czas bedzie jeszcze gorzej. Status
          niektórych szkół bedzie tak niski, ze tylko dzieci z najuboższych rodzin bedą
          do nich uczęszczały. Jak ktoś myśli że temu się nie uda zapobiec to życzę mu
          szczęścia. ńiech pojeżdzi po Europie i popatrzy tam jest walka o miejsce w
          dobrej szkole już od narodzi dziecka i nie bez znaczenia jest status spółeczny
      • itchyx Re: Rodzice kontra nauczyciele 08.11.06, 19:45
        > chyba sa nauczyciele ktorzy opuszczali wyklady z pedagogiki na studiach
        nie chyba, tylko na pewno:
        jestem w trakcie studiow uzupelniajacych, mam licencjat i pracuje w szkole, jak
        wszystkie osoby w mojej grupie. w tym roku mielismy 15 godzin wykladu z
        pedagogiki: fajna prowadzaca, niezbedne informacje (szkoda ze tylko 15 godzin,
        bo place za to i chcialabym wiecej), dzieki ktorym widze ile bledow
        pedagogicznych popelnilam z niewiedzy - a 80% grupy narzeka ze te zajecia to
        strata czasu i albo opuszcza albo udaje ze slucha.
    • olusia19 Re: Kontra nauczyciele- czy całkiem bez podstaw? 06.11.06, 14:27
      Witam
      Myślę, że wielkim błędem rodziców i nauczycieli jest po prostu brak
      konsekwencji.
      Zapowiada się dzieciom różne rzeczy od nagród do kar, od przedsięwzięć do
      obowiązków i potem się to tak ... moze po polsku.. rozpływa, powodując
      destrukcję i dezorientację.

      - za dobre odpowiedzi miały być plusy, 5 plusów, to stopień - 5. Ile ta długo
      omawiana metoda trwała? 6 tygodni. Potem już przestano stawiać plusy,
      przeliczać je na stopnie itd. Po co było taki system wprowadzać, omawiać,
      rysować tabele itd,?
      - miał być dzienniczek internetowy prowadzony przez szkołę. Ile był prowadzony?
      Ano pół roku, potem nie miał kto ocen wpisać, potem ktoś się stale mylił, potem
      zarzucono pomysł. Dzwonić do wychowawcy nie można, bo on ma czas prywatny,
      spostrzeżenia można omawiać, ale trzeba się zwolnić z pracy.
      - przyszła pani od polskiego, nowa. Na pierwszym zebraniu naopowiadała czego
      ona nie wymaga i co nie zdziała. Od początku roku do teraz - 2 miesiące,
      pełnych leckcji było 6 (słowinie: sześć), bo jest v.derektorką i ma dużo
      obowiązków. Nie wprowadziła jeszcze zeszytu do lektur w 5 klasie, nie ciągnie
      programu zgodnie z lekcjami historii, niczego nie wymaga. Dzieci czytac nie
      umieją.
      - na sobotę i niedzielę nic nie jest zadane, a w tygodniu tak na około godzinę
      pracy ucznia w 5 klasie. Wniosek - zanim się nauczą, zapomną, brak ćwiczeń,
      wprawy.
      - mają nosić 12 kg plecak. Chyba dla uspokojenia nauczycieli, że mają książki,
      bo materiału z nich liznęli zaledwie w tym, jak i w zeszłym roku.
      [Sama pokończyłam z dzieckiem materiał pozostawiony bezpańsko przez nauczycieli
      z 4 klasy - i słusznie, bo nikt po wakacjach do niego nie wrócił]
      Razem wziąwszy dom ma nauczyć (o ile widzi taką potrzebę i potrafi), a szkoła
      wystawi stopnie.
      - dziecko dyslektyczne to wg większości nauczycieli głupie, uparte, z ł o ś l i
      w e. Nie ma w szkole ćwiczeń Dennisona, nie ma ruchu, nie ma gimnastyki
      śródlekcyjnej, coś może p.psycholog słyszała o ćwiczeniach dla oczu, o ósemkach
      dla rąk,ale na zajęciach z dyslektykami włącza dzieciom komputer z grami.
      - zwołano apel i odbyły się grzmoty u dziadka pod pierzyną, że: jak się ktoś
      spóźni, to go czeka .... jak ktoś pyskuje to.... itd. itd. Przez pierwsze 3 dni
      zamykali szkołę i grupa spóźnialskich stała na dole, schodziła p.dyrektor .
      Teraz już każdy chodzi jak chce, stadami się spóźniają.

      Zabrać dziecko z kolejnej szkoły?
      Guwernantkę zatrudnić?
      Tłumaczyć rozwścieczonej wychowawczyni, że dyslektyk nie widzi w którą stronę
      stawia się brzuszek od b?
      Ręce opadają.

      A konsekwencja w domu przeważnie wygląda tak, że szlaban na telewizję odwołuje
      przyjazd cioci i telewizor leci do nocy, że dzieci jedzą śmieci, cukier, który
      je pobudza, a mamusie wpychają dzieciom chipsy i batony do plecaków.

      Konsekwencja po prostu leży na wznak. Oczywiście problemy bywają bardziej
      złożone, ale konsekwencja leżała i leży.

      Ja już zmian nie doczekam, staram się jedynie, by rzeczywistość na śmierć nie
      zagryzła mojego dziecka i mnie.
      • agatka_s Re: Kontra nauczyciele- czy całkiem bez podstaw? 06.11.06, 14:50
        olusia19 napisała:

        > >
        > - za dobre odpowiedzi miały być plusy, 5 plusów, to stopień - 5. Ile ta długo
        > omawiana metoda trwała? 6 tygodni. Potem już przestano stawiać plusy,
        > przeliczać je na stopnie itd. Po co było taki system wprowadzać, omawiać,
        > rysować tabele itd,?


        Zapytac na zebraniu (takim ogolnym) czemu juz ta metoda nie obowiazuje


        > - miał być dzienniczek internetowy prowadzony przez szkołę. Ile był
        prowadzony?
        >
        > Ano pół roku, potem nie miał kto ocen wpisać, potem ktoś się stale mylił,
        potem
        >
        > zarzucono pomysł.


        To samo, zapytac na zebraniu i poprosic o przywrocenie.


        Dzwonić do wychowawcy nie można, bo on ma czas prywatny,


        Poprosic o wyznaczenie 1-2 godzin tygodniowo gdy jest dostepny


        > spostrzeżenia można omawiać, ale trzeba się zwolnić z pracy.

        Tym bardziej, poprosic o mozliwosc telefonicznego kontaktu


        > - przyszła pani od polskiego, nowa. Na pierwszym zebraniu naopowiadała czego
        > ona nie wymaga i co nie zdziała. Od początku roku do teraz - 2 miesiące,
        > pełnych leckcji było 6 (słowinie: sześć), bo jest v.derektorką i ma dużo
        > obowiązków. Nie wprowadziła jeszcze zeszytu do lektur w 5 klasie, nie ciągnie
        > programu zgodnie z lekcjami historii, niczego nie wymaga. Dzieci czytac nie
        > umieją.

        W piatej klasie ? nie umieja czytac ? U nas tez zadnego zeszytu lektur nie ma,
        nie czepiasz sie troche ? Jesli lekcje sie nie odbywaja, lub zastepstw jest
        zbyt duzo, to chyba tez nalezy ten temat poruszyc na zebraniu, i moze
        wystosowac jakies pismo-w imieniu rodzicow np od troji klasowej.


        > - na sobotę i niedzielę nic nie jest zadane, a w tygodniu tak na około
        godzinę

        To chyba dobrze ? Moj syn w piatej klasie tez tak ma. Wszystkie mamy
        narzekaja ze dzieci maja zadawane za duzo. Chyba godzina pracy domowej to
        starczy, ile 12-latek wedlug ciebie powinien sleczec nad lekcjami ?

        > pracy ucznia w 5 klasie. Wniosek - zanim się nauczą, zapomną, brak ćwiczeń,
        > wprawy.
        > - mają nosić 12 kg plecak. Chyba dla uspokojenia nauczycieli, że mają
        książki,
        > bo materiału z nich liznęli zaledwie w tym, jak i w zeszłym roku.


        No niestety kilogramy ksiazek, to problem polskiej szkoly, tu 100% zgoda. ja
        czasem umieram jak podnosze plecak mojego piatoklasisty. ale tego nawet w
        spolecznej szkole nie daje sie rozwiazac-przez prace domowe...


        > [Sama pokończyłam z dzieckiem materiał pozostawiony bezpańsko przez
        nauczycieli
        >
        > z 4 klasy - i słusznie, bo nikt po wakacjach do niego nie wrócił]
        > Razem wziąwszy dom ma nauczyć (o ile widzi taką potrzebę i potrafi), a szkoła
        > wystawi stopnie.
        > - dziecko dyslektyczne to wg większości nauczycieli głupie, uparte, z ł o ś l
        i
        >
        > w e. Nie ma w szkole ćwiczeń Dennisona, nie ma ruchu, nie ma gimnastyki
        > śródlekcyjnej, coś może p.psycholog słyszała o ćwiczeniach dla oczu, o
        ósemkach
        >
        > dla rąk,ale na zajęciach z dyslektykami włącza dzieciom komputer z grami.
        > - zwołano apel i odbyły się grzmoty u dziadka pod pierzyną, że: jak się ktoś
        > spóźni, to go czeka .... jak ktoś pyskuje to.... itd. itd.

        To chyba trzeba porozmawiac, bo to co opisujesz jest raczej powszechnie uwazane
        za naganne.




        Przez pierwsze 3 dni
        >
        > zamykali szkołę i grupa spóźnialskich stała na dole, schodziła p.dyrektor .
        > Teraz już każdy chodzi jak chce, stadami się spóźniają.
        >

        Dbaj aby Twoje dziecko sie nie spoznialo-w sumie tobie powinno zalezec na swoim
        dziecku i jego punktualnosci. Jak kazdy rodzic dopilnuje swego, to wszyscy
        beda na czas (szkola wcale nie musi wtedyu ingerowac)


        > Zabrać dziecko z kolejnej szkoły?

        Nie wiem czemu z "kolejnej"-ale moze poprostu podejmujesz kiepskie wybory ? My
        bylismuy juz w 3 szkolach i wszystkie byly wspaniale (wzgledy czysto praktyczne
        powoodowaly przenosiny, nie merytoryczne)


        > Guwernantkę zatrudnić?
        > Tłumaczyć rozwścieczonej wychowawczyni, że dyslektyk nie widzi w którą stronę
        > stawia się brzuszek od b?

        Nie wierze ze sa jeszcze gdzies nauczyciele, ktorzy nie wiedza na czym polega
        dysleksja. To wiem nawet ja ! ktora w zyciu na oczy dyslektyka nie widziala.


        > Ręce opadają.
        >

        A moze niech te "rece" zamiast opadac, podejda do sprawy konstruktywnie....


        > A konsekwencja w domu przeważnie wygląda tak, że szlaban na telewizję
        odwołuje
        > przyjazd cioci i telewizor leci do nocy, że dzieci jedzą śmieci, cukier,
        który
        > je pobudza, a mamusie wpychają dzieciom chipsy i batony do plecaków.
        >
        > Konsekwencja po prostu leży na wznak. Oczywiście problemy bywają bardziej
        > złożone, ale konsekwencja leżała i leży.
        >



        To trzeba cwiczyc, malymi kroczkami !



        > Ja już zmian nie doczekam, staram się jedynie, by rzeczywistość na śmierć nie
        > zagryzła mojego dziecka i mnie.


        No z takim negatywnym podejsciem tpo rzeczywiscie zycie zagryza...
        • olusia19 Re: Kontra nauczyciele- czy całkiem bez podstaw? 08.11.06, 11:17
          Cała rzecz polega po prostu na tym, że moim zdaniem cały cieżar nauczania jest
          wielokrotnie przeniesiony na dom. W rezultacie nie mam siły walczyć ze szkołą,
          być tą kłopotliwą matką, która się stale domaga: ukończenia ćwiczeń
          przeznaczonych dla danej klasy, przerobienia programu, sięgania do zbiorów
          zadań przynależnych programowi częściej niż 3 razy do roku. itd., pisania
          wypracowań, czytania.
          Dzieci w V kl. nie potrafią czytać, nie tylko ze zrozumieniem, ale po prostu
          nie potrafią płynnie czytać tekstu, nie potrafią wysłowić się, opowiadać, bo są
          pobieżnie przygotowywane do testów. Testami, skrótami, próbuje się "opędzić"
          wiedzę. Generalnie dzieci udają, że się uczą, a szkoła udaje, że uczy.
          Każdy rodzic, domagający się bardzo uprzejmie, przepraszając, że żyje -
          czegokolwiek od szkoły, już na drugim razem uważany jest za intruza, a jego
          dziecko pada na celownik.
          Wygląda to tak: głośno szkoła mówi o potrzebie kontaktu, koniecznej współpracy
          rodziców, czekamy na uwagi itd. Ale niech tylko rodzic zechce coś sugerować, to
          my mu pokażemy i władzę i brak kompetencji i jego miejsce w szeregu.
          Szkoła głównie wystawia stopnie. Wystawia więc pośrednio rodzicom, a
          nauczyciele na końcu roku gratulują sobie wzajemnie udanego roku i wyników, co
          dla mnie zakrawa na kuriozum. Powinni raczej pochylić głowy i chociaż
          zwyczajnie milczeć.
          Po lekcji, gdzie pani 15 min sprawdza listę z komentarzami, 15 min omawia złe
          zachowanie uczniów, 15 min właśnie wyszła i coś tam kazała czytać (wszyscy
          wrzeszczą), po takiej lekcji nikt nic nie potrafi mimo zapisanego tematu.
          Ponadto naprawdę trudno jest rozmawiać z nauczycielem, który wie lepiej i
          porozklejał etykietki na uczniach. W ten sposób widziałam na wycieczce, jadąc
          jako rodzic towarzyszący, jak największa pupilka pani skopała kolegę, ale tak
          zakręciła, że obarczyła go winą, zrobiła słodkie oczka i pani nie uwierzyła ani
          świadkom, ani mnie, bo wie lepiej, że taka słodka dzieweczka "nie mogłaby tego
          zrobić". Dzieweczka więc wie doskonale, że może być bezkarna, co ze
          sprawiedliwością wśród klasy nie ma nic wspólnego.
          Można rzecz oczywiście omówić na zebraniu, rozrobić itd., tylko ta
          sprawiedliwość odbije się na moim dziecku w rezultacie. Dzieci ukarały ją
          bojkotem, a pani jest przeciwko całej klasie.
          Oczywiście mowa tu o zwyczajnej, państwowej szkole, z której mają wyjść robole
          głównie umiejący się podpisać pod listą marnej płacy, o ile dostaną pracę
          zamiatacza liśći.
          • mamaq Re: Kontra nauczyciele- czy całkiem bez podstaw? 09.11.06, 07:37
            jestem mamą 3 synów-28,24 i 16 lat i mam duze doswiadczenie takze w kontaktach ze szkołą,która na przestrzeni lat nauki moich synów zmieniła sie i to niestety na gorsze.Dużo by mówic na ten temat.Niestety pedagogów wsród nauczycieli jest niewielu.Zgadzam sie z "olusią",ze ciężar nauczania przeniesiono w dużej mierze na dom.fakt,że program nauczania jest zbyt obszerny,ale dobry nauczyciel radzi sobie z tym.Potrafi tak poprowadzic lekcje,ze jest czas na pogłębienie wiadomości,czasami dobry zart na temat,możliwość samodzielnego myślenia.Głownie tak potrafią nauczyciele z młodszego pokolenia.Nie uważam reform w szkole za pozytwne,ale jeszcze bardziej nie reformowalni są nauczyciele tzw"starej daty",a przecież świat idzie do przodu.Syn jest uczniem ogólnokształcącej szkoły muzycznej i niestety mam przykre doświadczenia w kontaktach z niektórymi nauczycielami przedmiotów ogólnych.Większość z nich to osoby,które kiedys były uczniami tej lub innej szkoły muzycznej,ale z różnych przyczyn muzykami nie zostali.Ci są najgorsi.Swoje niespełnienie muzyczne odbijają na uczniach zwłaszcza tego instrumentu na którymś kiedyś uczyli się sami i zwłaszcza tych wyróżniających sie swoimi umiejętnośćiami.Dzieci ze wsi są kategorii B,no chyba,ze już ktoś z rodziny lub o tym nazwisku zaistniał.Docinki nauczyciela typu"chyba stałeś w kolejce po wzrost jak rozum dawali" i podobne złośliwośći nie powinny wogóle mieć miejsca.Nie piszę więcej a miałabym jeszcze dużo do przekazania,ale nie wiem czy ktoś ze względu na wielkość testu wogóle to przeczyta.Nauczyciele emeryci-pozwólcie młodym pracowac z młodzieżą,bo Wam należy się już odpoczynek,zajmijcie sie swoimi rodzinami,wnukami ,a każdemu wyjdzie to na zdrowie.
      • ren95 Re: Kontra nauczyciele- czy całkiem bez podstaw? 09.11.06, 09:14
        W zupełności zgadzam się z Olusią. Dodam jeszcze, że nauczyciele bardzo często
        z bezsilnosci chyba, wprowadzają niewspółmierne do winy, niesprawiedliwe kary
        dla całej klasy za przewinienia jednostek. Przykład: uczniowie IV klasy
        (podstawówka)zostali sami w czasie lekcji przyrody- Pani musiała po coś wyjsć z
        klasy. Zapowiedziała dzieciom, że mają być cicho. Niech ktoś mi pokaże normalne
        dzieci w tym wieku i w takiej grupie, które bedą cicho. Oczywiście w klasie
        zrobil się gwar lekki ogólny, a w nim cztery osoby wrzeszczące i szalejące
        mocniej. Przechodząca korytarzem Pani Dyrektor zainteresowała się hałasem,
        wezwała wychowawczynię, dzieci zbiorowo zostały ukarane zakazem uczestnictwa w
        dyskotece andrzejkowej, która miałą sie odbyć tego samego dnia (dla całej
        szkoly). Dla dzieci, które czekały na tą dyskotekę od początku roku, była to
        kara ogromna. A nie wystarczyło np. zadać im za karę dodatkowych zadań,
        zapowiedzieć kartkówki (myślę, że byłoby to bardziej wychowawcze). Oczywiscie
        nauczycielka, której nie było, nie poniosła żadnych konsekwencji, a rodzicom
        nie udzielono wyjaśnień, dlaczego jej nie było w klasie.
        Pozdrawiam konsekwentnych rodziców i myślących nauczycieli
    • alina66 Re: Rodzice kontra nauczyciele 06.11.06, 15:01
      piąta klasa podstawówki klasa mojego syna: wuefista wchodzi do szatni chłopców
      z kijem bejsbolowym i wyje : ku.... przypier.... wam, ch... jedne???

      Pierwsza klasa liceum: ksiądz na religii do mojego syna, który nie jest
      katolikiem, ale naiwnie chciał chodzić na religię w liceum, i myślał (o
      naiwności) że tak jak w szkole w Niemczech na religii będzie mógł podyskutować
      o Bogu i religIACH: PRzyp... ci? Twoja matka jest szmatą, bo cię wychowała na
      bezbożnika.

      Jak ja się cieszę, że mój syn maturę zdaje w tym roku ...
      • scher Re: Rodzice kontra nauczyciele 06.11.06, 15:08
        alina66 napisała:

        > Pierwsza klasa liceum: ksiądz na religii do mojego syna, który nie jest
        > katolikiem, ale naiwnie chciał chodzić na religię w liceum, i myślał (o
        > naiwności) że tak jak w szkole w Niemczech na religii będzie mógł
        > podyskutować o Bogu i religIACH

        Nie pomyliliście religii z religioznawstwem?

        Sz.
        • sir.vimes Re: Rodzice kontra nauczyciele 06.11.06, 15:48
          Nawet jeśli to co to ma do rzeczy?
          • scher Re: Rodzice kontra nauczyciele 06.11.06, 16:50
            sir.vimes napisała:

            > Nawet jeśli to co to ma do rzeczy?

            Oczywiście nie usprawiedliwia to zachowania księdza, ale wyeliminowanie
            pierwotnej przyczyny powinno rozwiązać problem.
            A pierwotną przyczyną jest najprawdopodobniej prowokacyjne zachowanie
            nastolatka, który postanowił chodzić na religię, żeby prowadzić z księdzem
            spory światopoglądowe.

            Sz.
            • maika7 Re: Rodzice kontra nauczyciele 06.11.06, 17:02
              > Oczywiście nie usprawiedliwia to zachowania księdza, ale wyeliminowanie
              > pierwotnej przyczyny powinno rozwiązać problem.
              > A pierwotną przyczyną jest najprawdopodobniej prowokacyjne zachowanie
              > nastolatka, który postanowił chodzić na religię, żeby prowadzić z księdzem
              > spory światopoglądowe.

              Scher, nawet zakładając, że masz racje, to dorosły wyznacza standardy zachowań -
              jak widzac - ksiądz, o ktorym mowa, ma je dośc niskie....

              Moje ateistyczne dzieci chodza na religię (nie ma w szkole religioznawstwa, ani
              etyki, katecheci sie zgadzają na ich obecnośc) i nigdy nie spotkały sie z takim
              traktowaniem.

              Scher, wychowawcy powinni mieć nieco wyzsze standardy zachowań, niż przytoczone.

              M.
              • scher Re: Rodzice kontra nauczyciele 06.11.06, 17:06
                maika7 napisała:

                > Scher, wychowawcy powinni mieć nieco wyzsze standardy zachowań, niż
                > przytoczone.

                Jasna sprawa. Zwracam tylko uwagę, że prowokujący nastolatek potrafi i świętego
                czasem rozgrzać do białości.

                Sz.
                • maika7 Re: Rodzice kontra nauczyciele 06.11.06, 17:10
                  > Jasna sprawa. Zwracam tylko uwagę, że prowokujący nastolatek potrafi i świętego
                  > czasem rozgrzać do białości.

                  Żadne prowokacyjne zachowanie nastolatka nie usprawiedliwia słow o "szmacie",
                  jesli takie padły z ust wychowawcy. ŻADNE!

                  M.
                  • scher Re: Rodzice kontra nauczyciele 06.11.06, 17:21
                    maika7 napisała:

                    > Żadne prowokacyjne zachowanie nastolatka nie usprawiedliwia

                    Taż o tym pisałem.

                    Sz.
                    • maika7 Re: Rodzice kontra nauczyciele 06.11.06, 17:31
                      > Taż o tym pisałem.

                      Jakos malo wyraziscie mi sie wydało, bo bardziej skupiles sie na nastolatku.

                      smile
                      M.
            • 1410_tenrok ciekawostka, tak czytam i oczom nie wierze 08.11.06, 19:04
              ktos u gory napisał, ze szkoła jest pokłosiem komunizmu. I widze, ze ona jest
              nawet pokłosiem stalinizmu, skoro takie tekstu tu lecą.
              Czy ty człowieku pojmujesz, ze w innych krajach na lekcjach religii o Bogu sie
              rozmawia. Pojmujesz to? Ciebie zupełnie nie interesuje, że buc obraza matke
              chlopaka przy innych dzieciach. czym sie różni ten "klecha" od tych małych
              chuliganów, ktorzy angliscie w Bydgoszczy nasadzili kosz na głowe?
              To są niuanase, ale ukazują, jak wiele jest do zrobienia i kto odpowiada za to,
              że dzieci w gdanskim gimnazjum nie pobiegły na skarge do nauczyciela - pewnie
              tez był bucem!!!!
              A ja, gdyby ktos powiedział o mojej matce "szmata" pewnie bym mu skopał tyłek.
              • embea w Toruniu... 08.11.06, 19:38
                to był przypadek z Torunia, tak gwoli precyzjismile
      • agatka_s Re: Rodzice kontra nauczyciele 06.11.06, 15:14
        5 klasa, zacytuje e-mail od nauczycielki ktory dostalam dzis, po mailu w ktorym
        dziekowalam za tygodniowe zajmowanie sie synem, na wycieczce do Rumunii (niezle
        sie nameczyli jechali pociagiem kilka dni (wiadomo jak to z dziemi 2 doby w
        pociagu), byli 2 dni w Budapeszcie, podczas obchodow rocznicowych, mieli sporo
        przygod (na przyklad nie mogli dotrzec na dworzec bo manifestacje zagrodzily
        droge taksowce), naprawde bylam wdzieczna !):

        "Pani Agato!

        Serdecznie dziekuje za mile slowa. Dzieci byly bez zarzutu, sprawily nam
        przyjemnosc swoja obecnoscia. Zamierzamy oczywiscie zorganizowac
        spotkanie z Rodzicami, ale po powrocie tyle spraw na nas spadlo, ze nie
        ustalilismy jeszcze terminu - mysle, ze bedzie to przy okazji jakiegos
        dnia otwartego.

        Serdecznie pozdrawiam"

        Taka komunikacja jest absolutnie ze wszystkimi nauczycielami...Ja tych
        nauczycieli poprostu lubie !!!

        Moze ja naprawde jestem szczesciara !
        • verdana Re: Rodzice kontra nauczyciele 06.11.06, 15:48
          Zarówno niektorzy nauczyciele jak i niektorzy rodzice nie są bez winy. Przede
          wszystkim rzeczywiście, najwyzsza pora, by stali po tej samej stronie, a nie
          nauczyciel bał się rodzica, a rodzic nauczyciela.
          Rodzice nie powinni być wzywani do szkoły w celu ich ochrzanienia, tylko w celu
          poinformowania, ze ich dziecko zachowało się źle - i zastanowienia się
          WSPÓLNIE - jakie konsekwencje wyciągnąć. Rodzice powinni być też przygotowani -
          niestety z mojego doświadczenia wynika, że rodzic jest wzywany, ale zazwyczaj
          nie wie o co chodzi, nie ma szansy porozmawiać z dzieckiem, nie wie, po której
          stronie leży wina - nie zawsze wina jest po stronie dziecka!
          Z drugiej strony nauczyciel powinien, poza sytuacjami drastycznymi, być także
          rzecznikiem dziecka, a nie tylko osobą, ktora domaga się wymierzenia kary. Bo
          to uniemożliwia szczerość. Miałam przypadek, gdy zostałam wezwana, ponieważ moj
          syn stale nie przynosił do szkoły przyborów i zeszytów na angielski.
          Wychowawczyni zażądała natychmiastowego ukarania dziecka. Powiedziałam, ze nie
          pojedzie na szkolną wycieczkę. Wychowawczyni powiedziała "Bardzo dobrze, niech
          ma nauczkę". Poszłam do anglistki, powiedziałam, ze dziecko zostanie surowo
          ukarane. Powiedziała "po moim trupie" i zamiast ochrzanić, przedstawiła mi cały
          plan nauczenia dziecka systematyczności - i to doskonały.
          Tak, moim zdaniem powinny wyglądać kontakty...
          • maika7 zgadzam się z Verdaną 06.11.06, 16:01
            Bywają bardzo trudne wychowawczo dzieci, bywają bardzo trudni, napastliwi
            rodzice i bywaja bardzo trudni w kontakcie nauczyciele, ktorzy nie powinni
            pracowac w szkole.
            Ważne jest, żeby razem probowac problemy wychowawcze, jakie pojawiaja sie w
            trakcie chodzenia dzieci do szkoły. Do tego potrzebna jest otwartośc i chęć
            współpracy pomiędzy nauczycielami i rodzicami. A to bywa trudno. Mimo, że "gramy
            do jednej bramki"

            M.
          • agatka_s Re: Rodzice kontra nauczyciele 06.11.06, 16:07
            Ja do tej pory mialam 3-4 "interwencje"-2 razy z mojej inicjatywy, raz z
            inicjatywy nauczyciela (pani od polskiego poprosila abym przy okazji ja
            odwiedzila, a chciala mi zakomunikowac ze moj syn troche bardziej rozrabia niz
            w zeszlym roku-chciala abym byla tego swiadoma).

            Najbardziej podobala mi sie interwencja siostry w przedszkolu-zawolala mnie do
            siebie i powiedziala ze wydaje jej sie ze syn, zle slyszy i powiedziala" prosze
            z nim pojsc do specjalisty i powiadomic mnie o opinii lekarza"-dla mnie to bylo
            fenomenalne, bo ja tego nie zauwazylam a ona tak ! i to sie nazywa prawdziwe
            dbanie o dobro dziecka (sistry mialy taki autorytet, ze nawet bylo nie do
            pomyslenia sie nie posluchac, albo sie wykrecac "nie mam czasu", od razu
            polecialam do lekarza !).

            Moje kontakty z nauczycielami byly prawie zawsze super.

            Jedyna nauczycielka ktora burzy ten obraz byla katechetka w 2-giej klasie
            (pisalam juz o tym wiele razy), ale ona na wniosek rodzicow zostala zwolniona z
            pracy. To byl przypadek skrajny.


            Mysle verdano ze w tym co piszesz jak zwykle jest duzo prawdy !

          • maksimum Re: Rodzice kontra nauczyciele 06.11.06, 16:48
            verdana
            > Miałam przypadek, gdy zostałam wezwana, ponieważ moj
            > syn stale nie przynosił do szkoły przyborów i zeszytów na angielski.

            Zalezy ,ktora to klasa.
            Moj syn za jednorazowe nieprzyniesienie zeszytu mial obnizony stopien w 6
            klasie.
            Czegos takiego jak stale nieprzynoszenie zeszytow w dobrych szkolach nie ma
            miejsca.

            > Wychowawczyni zażądała natychmiastowego ukarania dziecka.

            I to byl blad nauczycielki,bo to ona jest wymierzania "kary" w szkole i nie
            moze wymagac od rodzica karania w domu.

            > Powiedziałam, ze nie pojedzie na szkolną wycieczkę. Wychowawczyni
            powiedziała "Bardzo dobrze, niech
            > ma nauczkę". Poszłam do anglistki, powiedziałam, ze dziecko zostanie surowo
            > ukarane. Powiedziała "po moim trupie" i zamiast ochrzanić, przedstawiła mi
            cały plan nauczenia dziecka systematyczności - i to doskonały.
            > Tak, moim zdaniem powinny wyglądać kontakty...

            Nauczycielka postapila bardzo dobrze,az moze za dobrze,bo wykroczyla poza swoje
            obowiazki sluzbowe.
            Uczenie dziecka systematycznosci ,to sprawa rodzicow.
            • scher Re: Rodzice kontra nauczyciele 06.11.06, 16:59
              maksimum napisał:

              > Nauczycielka postapila bardzo dobrze,az moze za dobrze,bo wykroczyla poza
              > swoje obowiazki sluzbowe.

              W jakim sensie wykroczyła?

              > Uczenie dziecka systematycznosci ,to sprawa rodzicow.

              Co nie znaczy, że mądre doradztwo nie jest obowiązkiem służbowym nauczyciela.

              Sz.
              • maksimum Re: Rodzice kontra nauczyciele 06.11.06, 17:06
                scher napisał:

                > maksimum napisał:
                >
                > > Nauczycielka postapila bardzo dobrze,az moze za dobrze,bo wykroczyla poza
                > > swoje obowiazki sluzbowe.
                >
                > W jakim sensie wykroczyła?
                >
                > > Uczenie dziecka systematycznosci ,to sprawa rodzicow.
                >
                > Co nie znaczy, że mądre doradztwo nie jest obowiązkiem służbowym nauczyciela.

                W tym wypadku stalo sie tak,ze matka zgodzila sie z porada nauczycielki,ale co
                by bylo,gdyby porada nauczycielki byla nie mniej madra,ale rodzic nie zgodzil
                sie z nauczycielka?

                > Sz.
                • scher Re: Rodzice kontra nauczyciele 06.11.06, 17:07
                  maksimum napisał:

                  > co by bylo, gdyby porada nauczycielki byla nie mniej madra, ale rodzic nie
                  > zgodzil sie z nauczycielka?

                  Rozeszliby się, pozostając przy swoich zdaniach.

                  Sz.
            • maksimum Re: Rodzice kontra nauczyciele 06.11.06, 17:03
              Z moich kontaktow z nauczycielami w NYC widze,ze zdecydowana wiekszosc z nich
              jest dobra.Zdarzaja sie slabe,jak ta w 5 klasie u syna w szkole,ale zadna nie
              byla zlosliwa.
              Syn zapomnial pracy domowej w tamtym tygodniu.To sie moze zdarzyc,bo nie robil
              tego w zeszycie a na komputerze i ja widzialem,ze robil.
              Nauczycielka chciala mu obnizyc stopien z przedmiotu,ale on poprosil mnie,zebym
              napisal,ze on te prace zrobil,tylko zapomnial wziac do szkoly.
              Napisalem mu,ale powiedzialem,ze drugi raz nie napisze,bo on powinien sam
              pilnowac swoich prac domowych,a nie domagac sie usprawiedliwien ode mnie.
              Corka natomiast lubi gadac w szkole i to glosno gada,ale ze sie bardzo dobrze
              uczy,to nauczyciele nie wzywaja mnie do szkoly,tylko na wywiadowkach mowia o
              tym.
              Gdyby slabo sie uczyla,to mialaby z tym problemy i ja tez.
              Widze,ze troche jej obnizaja oceny z tego powodu,ale to mnie nie martwi,bo
              najwazniejsze sa wyniki z testow miejskich i stanowych a te ma bardzo dobre.
              Stopnien nauczyciela moze byc nizszy,wyzszy lub taki sam jak z testow stanowych
              i to juz zalezy od nauczyciela i jego kryteriow.
              Ona nie mowi nic obrazliwego,po prostu jest gadatliwa.
              W domu tez mnie tym wykancza i dlatego wolalbym,zeby miala wiecej pracy domowej.
              • agatka_s Re: Rodzice kontra nauczyciele 06.11.06, 17:12
                Moj syn dwa tygodnie temu dostal pierwsza jedynke, bo zapomnial zrobic zadanie
                (tzn zrobil 2, a trzeciego nie zrobil bo nie zapisal), zorientowal sie juz w
                szkole, chcial zrobic na przerwie, ale pani go przylapala i dala jedynke.

                Zal mi go bylo, bo jedynka za gapiostwo, nie za jakies swiadome przewinienie.
                Niemniej uwazam ze postawiona slusznie, i "nie ma zmiluj".... Aczkolwiek
                poniewaz to byla pierwsza jedynka w zyciu to sie w sumie z niej posmialismy, ze
                uczen bez jedynki to jak zolnierz bez karabinu. Mysle ze ta jedynka bedzie
                zapamietana i troche nauczy wiekszej starannosci (poki co to to roztrzepanie
                jest najwiekszym naszym problemem).

                czyli to byl taki i "wilk syty i owca cala"...
                • maksimum Re: Rodzice kontra nauczyciele 4 vs 5 06.11.06, 18:02
                  agatka_s napisała:

                  > Moj syn dwa tygodnie temu dostal pierwsza jedynke, bo zapomnial zrobic
                  zadanie
                  > (tzn zrobil 2, a trzeciego nie zrobil bo nie zapisal), zorientowal sie juz w
                  > szkole, chcial zrobic na przerwie, ale pani go przylapala i dala jedynke.

                  Swoja droga pani troche przesadzila,bo przerwa jest dla ucznia.
                  Moj syn specjalnie chodzi na sniadania do szkoly,zeby sprawdzic prace domowa z
                  kumplami,czy czegos nie zapomnial i wtedy ewentualnie uzupelnia albo sie doucza.

                  > Zal mi go bylo, bo jedynka za gapiostwo, nie za jakies swiadome przewinienie.

                  Ja mysle,ze nauczycielka doszla do wniosku,ze on nic nie zrobil w domu i
                  wszystko robil na przerwie i dlatego przypalowala.

                  > Niemniej uwazam ze postawiona slusznie, i "nie ma zmiluj".... Aczkolwiek
                  > poniewaz to byla pierwsza jedynka w zyciu to sie w sumie z niej posmialismy,
                  ze uczen bez jedynki to jak zolnierz bez karabinu. Mysle ze ta jedynka bedzie
                  > zapamietana i troche nauczy wiekszej starannosci (poki co to to roztrzepanie
                  > jest najwiekszym naszym problemem).

                  To zalezy od wieku,czym mlodsze tym bardziej zapominalskie.
                  Najbardziej sie usmialem w sobote,bo syn chodzi do innej szkoly na
                  zajecia,ktore przygotowywuja do egzaminow do Stuyvesant H.S.
                  en.wikipedia.org/wiki/Stuyvesant_High_School
                  No wiec syn dostalz testu 102 pkt. a ja jak zwykle pytam jak inni dostali.
                  On na to,ze w jego klasie byl najlepszy ,ale w innej klasie jedna Chinka
                  dostala 117 pkt.To wszystko powyzej 100,to sa jakies extra pkt za jakies extra
                  rzeczy,ktore niekoniecznie trzeba robic.
                  Jego kumpel Gary,tez Chinczyk dostal 70 pkt a jeden w jego klasie tylko 4
                  (cztery).Ale Maciek mowi,ze to straszny gamon.
                  No wiec ten gamon doszukal sie,ze pani popelnila jakis blad i nalezy mu sie
                  jeszcze jeden punkt.
                  Pani przyznala mu racje i poprawila wynik testu z 4 na 5 pkt.
                  Zeby sie zalapac na Stuyvesant trzeba miec testy na co najmniej 95 pkt.
                  Noi w ten sposob wilk byl syty i owca cala.

                  > czyli to byl taki i "wilk syty i owca cala"...
      • mallard Re: Rodzice kontra nauczyciele 09.11.06, 09:38
        alina66 napisała:

        > Pierwsza klasa liceum: ksiądz na religii do mojego syna, który nie jest
        > katolikiem, ale naiwnie chciał chodzić na religię w liceum, i myślał (o
        > naiwności) że tak jak w szkole w Niemczech na religii będzie mógł
        podyskutować
        > o Bogu i religIACH: PRzyp... ci? Twoja matka jest szmatą, bo cię wychowała na
        > bezbożnika.

        W Nowym Testamencie, bodajże w listach Pawła, są słowa skierowane do
        tzw. "chrześcijan", a brzmią mniej-więcej tak:
        "Z waszego powodu poganie bluźnią Imieniowi Bożemu!".
        Natomiast nieżyjący już ksiądz Tischner powiedział:
        "nie znam nikogo, kto został ateistą pod wpływem Marksizmu, natomiast znam
        wielu, którzy nim zostali pod wpływem własnego proboszcza"

        Niezaprzeczalna prawda...

        Pozdr.
    • alfika Re: Rodzice kontra nauczyciele 06.11.06, 18:11
      od razu piszę, że jestem z wykształcenia również nauczycielem, więc żeby nie
      było, że bronię rodziców

      dla mnie i jedni, i drudzy są czasem - zawsze podkreślam: jednostkowo - zdrowo
      rozminięci z powołaniem, czy to do pracy nauczyciela, czy do wychowywania dzieci

      etyka zawodowa nie jest związana z kasą, to jedno
      albo się jest Człowiekiem, albo nie, to od zarobku nigdy zależeć nie będzie

      drugie, że rodzice potrafią oczekiwać, by szkoła załatwiła za nich wszystko...
      i to tylko z ich punktu widzenia - reszta z trzydzieściorga dzieci się liczy
      mniej

      tendencje zauważalne u rodziców widać i u dzieci
      tendencje nauczycieli tylko to nasilają

      szkoda
      • maksimum Caly ciezar nauczania przeniesiona na dom. 08.11.06, 15:36
        olusia19 napisała:

        > Cała rzecz polega po prostu na tym, że moim zdaniem cały cieżar nauczania
        >jest wielokrotnie przeniesiony na dom.

        To samo jest w NYC.
        Dzieciak ma w szkole zadawane,a w domu ma odrabiac lekcje.
        Pani w szkole nie sprawdza odrobionych lekcji albo sprawdza wybiorczo,bo
        obowiazek uczenia sie lezy na uczniu.
        Jak sie uczen nie chce uczyc i rodzic go nie przypilnuje,to bedzie sie uczyl
        byle jak i pojdzie do podlego J.H.(gimnazjum).
        Te dzieci,ktore chca sie uczyc i rodzice ich przypilnuja ,ucza sie dobrze i ida
        do dobrych gimnazjow i liceow.
        I w ten prosty sposob drogi zdolnych i uczciwych oraz leniwych i cwanych
        rozchodza sie raz na zawsze.

        > W rezultacie nie mam siły walczyć ze szkołą,
        > być tą kłopotliwą matką, która się stale domaga: ukończenia ćwiczeń
        > przeznaczonych dla danej klasy, przerobienia programu, sięgania do zbiorów
        > zadań przynależnych programowi częściej niż 3 razy do roku. itd., pisania
        > wypracowań, czytania.

        A kto Ci kaze walczyc?
        Ja tez widzialem niemoctwo niektorych nauczycieli i wtedy sam przerabialem
        program z dziecmi.

        > Dzieci w V kl. nie potrafią czytać, nie tylko ze zrozumieniem, ale po prostu
        > nie potrafią płynnie czytać tekstu, nie potrafią wysłowić się, opowiadać, bo

        > pobieżnie przygotowywane do testów. Testami, skrótami, próbuje się "opędzić"
        > wiedzę. Generalnie dzieci udają, że się uczą, a szkoła udaje, że uczy.

        Podobnie jest w podstawowkach w USA,ale zalezy to od szkoly i nauczycieli.
        W podstawowce rodzic musi pracowac z dzieckiem by to osiagnelo dobre wyniki i
        moglo pojsc do dobrego gimnazjum.
        W dobrym gimnazjum sa dobrzy nauczyciele i tam dzieciak moze juz sam sie uczyc
        i byc tylko sporadycznie wspomagany przez rodzicow.
        W zlych gimnazjach jest taki sam syf jak w zlych podstawowkach,a ze dzieciaki
        dorastaja,to zaczynaja brac gore nad rodzicami i kadra nauczycielska.

        > Każdy rodzic, domagający się bardzo uprzejmie, przepraszając, że żyje -
        > czegokolwiek od szkoły, już na drugim razem uważany jest za intruza, a jego
        > dziecko pada na celownik.
        > Wygląda to tak: głośno szkoła mówi o potrzebie kontaktu, koniecznej
        współpracy
        > rodziców, czekamy na uwagi itd. Ale niech tylko rodzic zechce coś sugerować,
        >to my mu pokażemy i władzę i brak kompetencji i jego miejsce w szeregu.

        To juz jest typowo polska msciwosc obecna rowniez tu na forum.

        > Szkoła głównie wystawia stopnie. Wystawia więc pośrednio rodzicom, a
        > nauczyciele na końcu roku gratulują sobie wzajemnie udanego roku i wyników,
        >co dla mnie zakrawa na kuriozum.

        Zgadza sie i tak samo jest w USA.

        > Powinni raczej pochylić głowy i chociaż zwyczajnie milczeć.
        > Po lekcji, gdzie pani 15 min sprawdza listę z komentarzami, 15 min omawia złe
        > zachowanie uczniów, 15 min właśnie wyszła i coś tam kazała czytać (wszyscy
        > wrzeszczą), po takiej lekcji nikt nic nie potrafi mimo zapisanego tematu.

        Tego to juz w Stanach nie ma.

        > Ponadto naprawdę trudno jest rozmawiać z nauczycielem, który wie lepiej i
        > porozklejał etykietki na uczniach. W ten sposób widziałam na wycieczce, jadąc
        > jako rodzic towarzyszący, jak największa pupilka pani skopała kolegę, ale tak
        > zakręciła, że obarczyła go winą, zrobiła słodkie oczka i pani nie uwierzyła
        ani świadkom, ani mnie, bo wie lepiej, że taka słodka dzieweczka "nie mogłaby
        tego zrobić". Dzieweczka więc wie doskonale, że może być bezkarna, co ze
        > sprawiedliwością wśród klasy nie ma nic wspólnego.

        Podobnie niesprawiedliwie zostal ukarany moj syn,mimo ze narozrabial syn
        nauczycielki.

        > Można rzecz oczywiście omówić na zebraniu, rozrobić itd., tylko ta
        > sprawiedliwość odbije się na moim dziecku w rezultacie. Dzieci ukarały ją
        > bojkotem, a pani jest przeciwko całej klasie.

        Nie robilem z tego ukarania zadnego problemu,bo w czesniej czy pozniej wyniki
        nauczania udowodnia kto ma racje.

        > Oczywiście mowa tu o zwyczajnej, państwowej szkole, z której mają wyjść
        robole
        > głównie umiejący się podpisać pod listą marnej płacy, o ile dostaną pracę
        > zamiatacza liśći.

        Podobnie jest w wiekszosci slabych szkol w USA,dlatego rodzic powinien dbac o
        to by dziecko sie dobrze uczylo niezaleznie od tego jaki slaby nauczyciel jest.
        • kubecek Re: Caly ciezar nauczania przeniesiona na dom. 08.11.06, 23:59
          ... wystarczy zniesc obowiazek szkolny i dac ludziom wolnosc.
          Chodzilem do szkoly podstawowej, technikum, skonczylem studia drugiego [mgr] i
          trzeciego stopnia [dr].
          Nawet w swoim czasie, przez 4 lata uczylem w szkole [LO]. Szkola to marnowanie
          czasu i bardzo nieefektywne z punktu widzenia postepu edukacyjnego
          przedsiewziecie. Natomiast silnie demoralizuje mlodziez. Uczy, ze czas sie nie
          liczy, i uczy braku szacunku do ludzi.
          Np. klasa 36 dzieci. Nauczyciel "odpytuje" Jasia. W tym czasie 35 dzieci jest
          uczone, ze ich czas sie nie liczy.
          2Np. Nauczyciel konczy pytanie - zaczyna opowiadac tresc lekcji - po co?
          Przeciez moznaby to nagrac w wykonaniu najlepszych pedagogow z danego zakresu,
          a dziecko w pizamie z kakao w kubku takie nagranie mogloby obejrzec sobie w
          domu. A tak - jezdzenie samochodami, zanieczyszczanie srodowiska - tylko po to
          aby wziac udzial w spektaklu odpytywania Jasia i posluchac "mini wykladu"
          nauczyciela o przecietnych lub nizszych od przecietnych umiejetnosciach
          dydaktycznych?
          Za drogo i do tego marnotrawstwo czasu polaczone z nauka braku szacunku do
          ludzi.
        • aka10 Re: Caly ciezar nauczania przeniesiona na dom. 09.11.06, 00:37
          Maksimum:
          "Jak sie uczen nie chce uczyc i rodzic go nie przypilnuje,to bedzie sie uczyl
          byle jak i pojdzie do podlego J.H.(gimnazjum).
          Te dzieci,ktore chca sie uczyc i rodzice ich przypilnuja ,ucza sie dobrze i ida
          do dobrych gimnazjow i liceow.
          I w ten prosty sposob drogi zdolnych i uczciwych oraz leniwych i cwanych
          rozchodza sie raz na zawsze."

          Maks,dobra szkola,to taka,ktora potrafi ucznia zainteresowac i nauczyc bez
          pilnowania przez rodzicow. Dzieci pochodza z roznych domow i nie kazdy rodzic
          ma np. mozliwosc dziecko przypilnowac,czy pomoc.No,a nie jest wcale
          powiedziane,ze dziecko takiego rodzica,to len i cwaniak.Gdyby od szkoly
          otrzymal odpowiednia pomoc i zostal dobrze ukierunkowany,to by z cala pewnoscia
          mogl sie znalezc w dobrym gimnazjum i potem liceum.Pozdrawiam.
      • 1410_tenrok Pewnie na mnie naskocza, ale chce powiedziec tak. 08.11.06, 19:25
        Skonczyłem dobrą szkołe za komuny. Wspominam ja z wielkim obrzydzeniem. Oprócz
        wiedzy szkoła nauczyła mnie, niesprawiedliwsci i poczucia bezkarnosci dla
        chamstwa (nauczycieli). Nas trzymamo krotko, choc afery narkotyczne tez były
        (klej, tri, ixi). Było paru nauczycieli, ktorzy byli porządni, cała jednak
        reszta to komunistyczny chłam, ktory wnigdy nie powinien uczyc w szkolee.
        I wyjechałem na emigracje. Mieszkałem w wielu miejscach i widziałem wielu
        ludzi. I spotkałem wielu wspaniałych nauczycieli, ktorzy z pasją opowiadali o
        swoich uczniach. Dziwne, myślałem wówczs, dlaczego nie trafiłem na takich w
        Polsce. Miałem pecha? Po latach wrociłem do Polski. W miedzyczasie rowniez paru
        moich znajomych wybrało ten zawód. Zaobserwowałem w nich przemiane. Stali sie
        tacy, jakie ci, ktorych pamietałem z dawnych lat.... Pomyslałem wtedy ,że to
        wina systemu. To forum i wypowiedzi co po niektorych, tylko mnie w tym
        utwierdzają. W polskiej szkole był krotki okres anarchii, obecnie znowu bedzie
        dom poprawczy. A przeciez wystarczy, aby powołac rady szkolne, ktore bedą
        nauczycielom patrzec na rece. I walic po łapach. Tu nie chodzi o obrone
        chuliganow. Z tymi należy walczyc i bezwzglednie eliminowac. Tu chodzi o to,
        aby nie powtarzaąy sie takie sytuacje, jak w gimnazjum nr 2 w Gdansku. Wina nie
        leży jedynie po stronie tych pieciu goowniarzy. Tak samo winni był dyrektor, a
        smiem twierdzic, ze całe tzw. grono pedagogiczne.
        A teraz czas na angedote. Syn mojego znajomego (historia z przed 7 lat) juz
        jako dziecko niewielkie (3 lata) zapałał miłością do kompów. Wczesnie zaczął
        pisac programy i zapowiadac sie na niezłego informatyka. I dostał sie do
        ogolniaka. W szkole zaliczał oceny niedostateczne z informatyki. Po szkole
        startował w konkursach informatycznych (dochodząc do finałów ogolnopolskich). I
        penwego dnia pani nauczycielka wezwała rodziców do szkoły. Z rozbrajającą
        szczeroscią przekazała, ze syn znajomego nie radzi sobie z informatyką i
        należałoby zabrac go ze szkoły. W trakcie rozmowy pokazano jej dyplomy z
        konkursów. Pani sie zaczerwiniła. Okazało sie, ze o informatyce pojecia nie
        miała (była poprzednio rusycystką). A chlopak wkurzał ją do zywego, poniewaz
        był od niej lepszy. Znalazła na to sposob - nie pytała go i nie poprawiała prac.
        Smiechu było co nie miara, pani naszczescie wyleciała ze szkoły. Syn znajomych
        studiuje informatyke na amerykanskiej uczelni. Pozostał jednak niesmak, mimo
        Happy Endu. Ilu takich dziwnych modeli pracuje w polskich szkołach? I czy nas
        na to stac?
        • hohoho7 Re: Pewnie na mnie naskocza, ale chce powiedziec 08.11.06, 22:03
          A chlopak wkurzał ją do zywego, poniewaz
          > był od niej lepszy. Znalazła na to sposob - nie pytała go i nie poprawiała prac
          > .

          hehe. tzw "polskie piekiełko", niech no tylko ktoś wychyli łeb, to my go zaraz...
          Kompleksy, albo raczej "kompleksiska"
          • fataliti Re: Pewnie na mnie naskocza, ale chce powiedziec 08.11.06, 22:33
            Cholera, ja miałem podobnie

            miałem takiego nauczyciela w gimnazjum (teraz uczęszczam do liceum).
            Nie twierdzę że jestem jakimś geniuszem, ale np w pierwszej klasie na lekcji
            informatyki położyłem na biurku kartkę na której wypisane miałem podstawowe
            komendy HTML (zmiana czcionki, koloru tekstu, pogrubienie itd) (dla tych co nie
            wiedzą: html to jeden z najprostszych, podstawowych języków programowania
            służący do tworzenia stron internetowych). Kumacie że jak koleś to zobaczył to
            powiedział że ma jakieś ważne spotkanie i musi to ode mnie pożyczyć? big_grin

            Ale później jakoś czułem się trochę niedoceniany i oceniany surowiej niż reszta.
            Nie powiem że miałem same lacze bo tak nie było ale zdarzało się wiele słabszych
            nieuzasadnionych ocen.

            Na szczęście obecnie mam nauczyciela, który może mnie czegoś nauczyć i bardzo
            się cieszę smile [Pozdrawiam go big_grin]
    • grasshopper Edukacja w Polsce 08.11.06, 18:41
      Wybierz świadomie swoją przyszłość
    • fachowieccc Re: Rodzice kontra nauczyciele 08.11.06, 22:18
      Jestem nauczycielką. Skądinąd dobrą i z pasją. A opowiem państwu sprawiedliwie
      anegdoty o obu stronach.
      Klasa, której byłam wychowawczynia opowiedziała mi o tym, jak pisali sprawdziany
      z pewnego przedmiotu, którego nauczyciel nie miał o nim zielonego pojęcia.
      Wszyscy pisali umówione wczesniej bzdury. Pani wszystkim zaliczała. Jeden pisał
      dobrze - pani nie zaliczała. Szedł tłumaczyć, dlaczego ma dobrze - pani zaliczała.
      Pani juz nie pracuje.

      Mamusia ucznia (kawał chłopa, 19 lat, 190cm) napisała skargę do dyrekcji, że nie
      pomogłam synkowi na wycieczce nieść bardzo ciężkiego magnetofonu (do autobusu
      tatuś mu zaniósł).

      A z rzeczy tragicznych: raz w ciągu 10 lat spotkałam się z ojcem (!), który
      przyszedł mnie prosić o pomoc, bo syn bije rodziców w domu.Po wstępnym szoku
      -pomogłam.A raz z ojcem, który mi powiedział, że "on tam z gnojkiem o niczym
      rozmawiać nie będzie, a jak pani chce go wychować, to tzreba przy*pie..ć, a
      jak się nie umie, to trzeba zawód zmienić".
    • kubecek ? nauczyciele muszą sobie z nimi radzić ... ? 08.11.06, 23:57
      Niestety nie jest prawda, ze "nauczyciele muszą sobie z nimi radzić ...", bo
      wystarczy zniesc obowiazek szkolny i dac ludziom wolnosc.
      Chodzilem do szkoly podstawowej, technikum, skonczylem studia drugiego [mgr] i
      trzeciego stopnia [dr].
      Nawet w swoim czasie, przez 4 lata uczylem w szkole [LO]. Szkola to marnowanie
      czasu i bardzo nieefektywne z punktu widzenia postepu edukacyjnego
      przedsiewziecie. Natomiast silnie demoralizuje mlodziez. Uczy, ze czas sie nie
      liczy, i uczy braku szacunku do ludzi.
      Np. klasa 36 dzieci. Nauczyciel "odpytuje" Jasia. W tym czasie 35 dzieci jest
      uczone, ze ich czas sie nie liczy.
      2Np. Nauczyciel konczy pytanie - zaczyna opowiadac tresc lekcji - po co?
      Przeciez moznaby to nagrac w wykonaniu najlepszych pedagogow z danego zakresu,
      a dziecko w pizamie z kakao w kubku takie nagranie mogloby obejrzec sobie w
      domu. A tak - jezdzenie samochodami, zanieczyszczanie srodowiska - tylko po to
      aby wziac udzial w spektaklu odpytywania Jasia i posluchac "mini wykladu"
      nauczyciela o przecietnych lub nizszych od przecietnych umiejetnosciach
      dydaktycznych?
      Za drogo i do tego marnotrawstwo czasu polaczone z nauka braku szacunku do
      ludzi.
      • nereus Re: ? nauczyciele muszą sobie z nimi radzić ... ? 09.11.06, 00:00
        Jestem nauczycielem i podpisuję się pod poniższą wypowiedzią. To nie żarty.
        Jestem tego samego zdania.
        • _misza rozwiazanie jest bardzo proste 09.11.06, 01:48
          kamera w kazdej klasie i pdolaczona do internetu. Osoba odpowiadajaca za wyniki
          w nauczaniu (wlasnie, jest taka potrzebna. Za wyniki a nie za przechowywanie
          sraluchow) moze w kazdej chwili sprawdzic co sie dzieje w klasie i zadzwonic na
          komorke: panie kolego, wez sie pan do roboty i zacznij pan cos uczyc do cholery)

          Acha i zmniejszyc klasy do 20 osob oraz zwiekszyc zarobki. Kiedys starszy
          kolega w szkole udzielil mi cennej rady: panie kolego, niech pan wieje z zawodu
          jak najszybciej. Jestem mu za to wdzieczny.
    • nowofundland1 Re: Rodzice kontra nauczyciele 09.11.06, 01:20
      mam przyklad z wlasnego podworka.Zgadzam sie z anaba, dyrekcja bojac sie o
      wlasna skore pozwala rodzicom na wszystko.Dyplomowana nauczycielka jez.
      polskiego z 17 letnim stazem pod wplywem rodzicow skarzacych sie na jej styl
      pracy /a byla wymagajaca/chodzacych na skargi jak male dzieci zostala wrecz
      zaszczuta i zlozyla wypowiedzenie bo juz psychika jej wysiadala.I CO ZROBILA
      DYREKTORKA? a no nic.BYLA kupa slownych zarzutow , zadnych konkretow po prostu
      paAAani taka to to ,pani inna to cos tam.Nic zadnej mozliwosci obrony
      wyjasnienia.Walka o byt ...znajoma ma posade ,czlowiek zniszczony i szkola ma
      wychowac mlodziez??? to sa szczyty
      • _misza Re: Rodzice kontra nauczyciele 09.11.06, 01:50
        znajoma zrobila blad ze byla w zawodzie dluzej niz 4 lata.
        • maksimum Dziecko przypilnowac czy pomoc? 09.11.06, 02:49
          aka10 napisała:

          > Te dzieci,ktore chca sie uczyc i rodzice ich przypilnuja ,ucza sie dobrze i
          ida do dobrych gimnazjow i liceow.
          > I w ten prosty sposob drogi zdolnych i uczciwych oraz leniwych i cwanych
          > rozchodza sie raz na zawsze."
          >
          > Maks,dobra szkola,to taka,ktora potrafi ucznia zainteresowac i nauczyc bez
          > pilnowania przez rodzicow.

          Niestety nie.W podstawowce dziecko jest za male i za slabo zprganizowane by
          robilo prace domowe na czas i to dobrze.
          W NYC w podstawowkach jest obowiazek podpisywania prac domowych uczniow przez
          rodzicow.

          > Dzieci pochodza z roznych domow i nie kazdy rodzic
          > ma np. mozliwosc dziecko przypilnowac,czy pomoc.

          O tym trzeba bylo pomyslec zanim zdecywonano sie na dziecko.
          Dziecko wymaga czasu i opieki.

          > No,a nie jest wcale
          > powiedziane,ze dziecko takiego rodzica,to len i cwaniak.Gdyby od szkoly
          > otrzymal odpowiednia pomoc i zostal dobrze ukierunkowany,to by z cala
          >pewnoscia mogl sie znalezc w dobrym gimnazjum i potem liceum.Pozdrawiam.

          A jak ma szkola za dziecko odrabiac prace domowa?
          Jak przeczytac lekture?

          • aka10 Re: Dziecko przypilnowac czy pomoc?Maks.. 09.11.06, 20:16
            To co wobec tego z dziecmi rodzicow,ktorzy nie sa w stanie/nie chca dzieci
            pilnowac i ew. w razie potrzeby pomagac? Na straty je spisac?
          • ginerwa Re: Dziecko przypilnowac czy pomoc? 09.11.06, 21:10
            > A jak ma szkola za dziecko odrabiac prace domowa?
            > Jak przeczytac lekture?
            To kto za amerykańskie dzieci odrabia lekcje?!
            Kto za nie czyta lektury?!
            Sorry, ale nie moglam sie powstrzymać. Dziecko ma to robić SAMODZILENIE.
            Owszem, mozna go naprowadzić, wyjaśnić. Ale nie odrabiać za nie lekcji !!!
            Choć niektórzy rodzice i owszem, praktykują.
            A później ich prace np. wiszą na wystawce "dziecięcych" rysunków smile
            Zawsze dziwiłam się nauczycielom, którzy takie rzeczy akceputją.
    • alex-alexander Re: Rodzice kontra nauczyciele 09.11.06, 07:09
      Dzieci sa w Polsce rozmanierowani.
      • camel_3d Re: Rodzice kontra nauczyciele 09.11.06, 09:17
        rozmanierowanE.
      • iwona135 Re: Rodzice kontra nauczyciele 09.11.06, 10:21
        a ja mysle ze wielokrotnie nauczyciele ladnie tylko mowia ale tak naprawde jak
        problem jest troche wiekszy bo dziecko ma jakies wieksze problemy i
        niejednokrotnie wybiera droge ucieczki od swoich problemow w ten czy inny swiat
        to zwalaja wszystko na rodzica - ja jako matka czuje sie od trzech lat jak wrog
        publiczny nr 1 jak sie pojawiam w szkole to widze w oczach nauczycieli gromy a
        ta znow przyszla i nie wiadomo czego chce a jej dziecko to wcielony diabel i
        nie ma w zyciu zadnych szans bo po co nad takim pracowac skoro boi sie chodzic
        do szkoly sila sie nie da ale moze innym sposobem ale jak sa momenty gdy sie
        przelamie i jest w szkole to gdzie wyciaganie reki gdzie podejscie pedagogiczne
        no jak sie zjawiasz gagatku to do odpowiedzi 1 za zeszyt 1 za odpowiedz 1 za
        brak pracy domowej to jak taki uczen juz z problemami ma sie przelamac po co
        walczyc jak zabraklo czego !!!!!!!!!!!!!! no wlasnie w ustawie tak ladnie to
        wszystko jest opisane ze terapia pomoc rodzicom itd. ale ?????????????????
        no wlasnie ale ja znow sie czepiam jestem jakas nienormalna matka ktora jest
        tylko matka i zawsze bedzie bic sie o swoje dziecko nawet jesli robi ono cos
        co ja niepokoi i leka pa !!!
    • zgryzlak Głos nauczyciela... 09.11.06, 09:38
      Rózne rzeczy tu padają ale tak naprawdę nie ma jednej:
      - 60% obecnie pracujących nauczycieli nie powinno mieć ze szkoła nic wspólnego
      (brak predyspozycji, brak chęci lub umiejętności). Taki duży odsetek wynika z
      NIEATRAKCYJNOśCI PłACOWEJ zawodu. Najlepsi idą pracować za normalną kasę.
      - Jestem nauczycielem (podobno z powołania), który ma 24 godz dydaktyczne (1523
      złp - za..bista kasa sad). Za taka kasę nikt z młodych robić nie chce - lepiej
      wyjechać do Anglii lub Niemiec. Do zawodu trafiają teraz w 90% kobiety i ci,
      którzy nic innego nie złapią.
      - Dajcie nauczycielom 2200 na rekę - każdy nieudacznik będzie szanował zawód i
      pracę i problemy sie skończą. Praca będzie atrakcyjna - większość dobrych
      przynajmniej się zastanowi.
      I autentyk z ostatniej Rady:
      "Dopóki pensja miesięczna nie pozwoli na kupno 4 nowych opon, to nie będę
      ryzykował ich przedziurawienia"
      • iwona135 Re: Głos nauczyciela... 09.11.06, 10:31
        ja pracuje za 900 zł to zarobki po 20 latach pracy jako ksiegowa w firmie
        prywatnej w malej miejscowosci i nie moge krzyczec bo mnie zwolnia z pracy -
        pracuje z chorymi ludzmi nic sie dla nich i nikt nie liczy a wiec o czym gadamy
        tez z mila checia bym z tad uciekla ale ............ w zyciu sa zawsze jakies
        za i przeciw nie moge sluchac jak nauczyciele sie zala przeciez wiele ludzi ma
        wieksze kwalifiakcje i pracuja jak wyrobnicy za wynagrodzenie lepiej nieraz nie
        mowic
        • zgryzlak Re: Głos nauczyciela... 09.11.06, 13:09
          1. Ale ludzie Ci nie grożą w stylu: "Ładny ma pan lakier".
          2. Rozumiem, że masz mgr i dwie specjalizacje?
          3. Kto ci broni pracy w szkole? - dokształć się i zacznij...

          PS Nie obraź się - ale waląc takie byki ortograficzne, nie jest dziwne, że
          robisz za 900złp... Zresztą jako księgowa zawsze znajdziesz dodatkowe 1/2 etatu
          np w każdym stowarzyszeniu - tylko trzeba chcieć pracować..
          PS. A co do komunałów, że "wiele ludzi ma wieksze kwalifiakcje i pracuja jak
          wyrobnicy za wynagrodzenie lepiej nieraz nie mowic" to podaj przykład ( i nie,
          że znajomy znajomego znajomej, albo słyszałam, że ..)
          Pozdrowienia.
      • jdbad Re: Głos nauczyciela... 11.11.06, 10:02
        Czy to ,że w szkole jest tak dużo kobiet, to znowu dowód na to, że one sie nie
        nadają do mądrzejszych spraw?
    • grasshopper Wybierz świadomie swoją przyszłość 09.11.06, 10:49

    • solstalos Re: Rodzice kontra nauczyciele 09.11.06, 10:58

      To prawda że nauczyciele często mają rację z tym że tylko w przypadku cudzych
      dzieci a przy wychowaniu własnych mają takie same a może i większe kłopoty.
      Wiemy jak trudno wypracować sobie autorytet w w grupie szkolnej i każdej
      innej. Niech każdy uczciwie spojrzy na siebie.
      Pytanie: czy nauczyciele a raczej nauczycielki bo w przeważającej części to
      kobiety potrafią pokazać charakter.
      Jaki to przykład dla całej populacji młodych ludzi?
      Czy nie dostatecznie jasno nie pokazano tego w "supernian..." lub chociażby
      w "True Ron Clark story - The triumph" ?
      Kto idzie do zawodu nauczyciela każdy widzi, kto potrafi zaszczepić pęd do
      nauki tez zdaje sobie z tego sprawę.
      Nauczycie(-ki) chętnie chwalą się zdolnymi uczniami podkęślając że to ich
      zasługa ale ci co łobuzują to już jest wychowanie rodziców i używają
      standartowych narzędzi "wychowawczych" czyli: uwaga do dzienniczka, wezwanie
      rodziców, wysłanie do Dyrektora szkoły, wizyta u szkolnego psychologa i na
      koniec orzecznie o ADHD o ile wcześniej uczeń nie zostanie wydalony ze szkoły.
      I dzisiaj to jest wzór do naśladoania przez dziesiątki naszych zdolnych
      wychowawców.
      I nawet się nie obejrztmy a następne pokolenie z podwójną siłą będzie
      wchodziło w dorosłe życie a rzesza magistrów od nauczynia szła na emeryture.
      Czy ktoś to potrafi zatrzymać?
    • moqa2709 ...a może sms-y ze szkoły 09.11.06, 10:59
      Proponuje sms-y ze szkoły nauczyciel na bieżąco informuje RODZICA co dziecko
      przeskrobało,o złej ocenie czy nieobecności == taka forma kontaktu SZKOŁA-
      NAUCZYCIEL - RODZIC.
      Tylko jest pewien problem szkoła twierdzi że to rodzice powinni wychowywać
      szkoła jest od uczenia. Efekt jest taki że nauczyciele 'odwalaja robotę'
      rodzice wcale się nie interesują co było w szkole i co po szkole robi dziecko .
      Co nas czeka. Uczciwych i solidnych "PRAWDZIWYCH " nauczycieli takim co się
      jeszcze chce uczyć zapraszam do napsania e-mail ,podam szczegóły
      moqa2709@gazeta.pl
    • rix55 Re: Rodzice kontra nauczyciele 09.11.06, 11:02
      A czy ktoś wie ską sie wzięło słowo "nauczyciele" (nauczyć ciele)właśnie stąd -
      nauczyć "ciele w ludzkiej skórze". Najczęściej takim przypadkiem jest
      bezstresowo wychowany wściekły bachor, zwykle wychowuje sie razem z psem
      domowym i jest jesszcze od niego o wiele głópszy. No i później sa skutki dla
      matki aniołek a dla szkoły tylko "ciele" no poza nielicznymi przypadkami
      normalych dzieci, ale tym jest tak samo trudno jak nauczycielomn - nietety
      takie czasy, tylko mało kto to rozumie ???
    • artemida4 Zero tolerancji dla nauczycieli i Giertycha 09.11.06, 11:21
      TO CO JEST DOBRE DLA JEDNEGO DZIECKA, MOŻE OKAZAĆ SIĘ FATALNE W SKUTKACH DLA
      DRUGIEGO DZIECKA.

      Metoda wychowawcza skuteczna w jednej rodzinie, może się okazać zupełnie
      nieskuteczna w drugiej rodzinie.

      A to dlatego, ze nie jesteśmy tacy sami. Noszenie mundurków to zabijanie
      indywidualności.
      Godzina ,,bezpieczeństwa” czyli ,,godzina policyjna” to naruszenie wolności.

      Program ,,zero tolerancji” to narzucenie rodzicom, jak maja wychowywać swoje
      dzieci, to komunistyczne podejście: wszyscy, tak samo, w ten sam sposób....do
      jednego gara!

      To dawanie nauczycielom narzędzia, jeszcze większego krzywdzenia dzieci poprzez
      stawianie niesprawiedliwych ocen, niesprawiedliwe kary, poniżanie,
      wyśmiewanie....to narzędzie do BEZKARNOŚCI.

      Na autorytet trzeba sobie zapracować, a nie DOSTAWAC GO W PREZENCIE od Ministra
      Giertycha.

      Cześć nauczycieli jest niekompetentna i nie powinna wykonywać tego zawodu.

      Pijana nauczycielka przyszła na lekcję do wrocławskiego liceum – renomowanego,
      była odpowiedzialna za międzynarodowe matury i gdyby jej ktoś nie podkablował,
      uczyłaby dalej, a zero tolerancji objęłoby uczniów, nie ją.

      To nie jedyny przykład wrocławskich szkół. Alkoholizm jest plagą zawodu
      nauczyciela. Po chirurgach stanowi drugą potężną grupę. W ubiegłym roku pijana
      kuratorka została zatrzymana przez Policję – 1 września.

      A Pan Giertych daję nauczycielom autorytet w prezencie! A aprop s alkoholizmu
      wśród nauczycieli, to jest to bardzo poważna choroba, nawet przez nich
      niezawiniona, tylko nauczyciele w Polsce są tak niedokształceni, że na ten temat
      nie mają zielonego pojęcia. Więc w jaki sposób chcą pomagać zagrożonym
      uzależnieniami nastolatkom, skoro sami u siebie nie potrafią rozpoznać choroby,
      nie mówiąc już o podjęciu leczenia?

      A co to za nauczyciel, który pozwala sobie założyć wiadro na głowę i nic z tym
      nie robi? Dlaczego nie doprowadził do tego aby wobec chuliganów wyciągnięto
      konsekwencję? Bał się śmieszności? Dał im przykład, że mogą robić tak dalej. No
      to całe szczęście, że on już w szkole nie uczy, bo się najzwyczajniej w świecie
      na belfra nie nadaje!

      OBECNA SYTUACJA W OSWIACIE, TO WINA RODZICÓW I NAUCZYCIELI. Jednym słowem
      dorosłych! Dlaczego więc winę za to maja ponosić dzieci?

      CHYBA TRZEBA ZACZAC OD DOROSLYCH, OD NAUCZYCIELI PRZEDE WSZYSTKIM. WYELIMINOWAC
      TYCH, KTÓRZY SIĘ DO TEGO ZAWODU NIE NADAJA, ZOSTAWIC TYCH KTÓRZY NA AUTORYTET
      SAMI ZAPRACOWALI, A NIE DOSTALI GO W PREZENCIE OD MINISTRA GIERTYCHA.


      Wiele z punktów programu ,,Zero tolerancji” było już dawno w statutach szkół. To
      dlaczego nikt tego nie egzekwował???? Dzieci same miały to egzekwować, czy od
      tego są dorośli?

      A dlaczego tego nie robili? Bo papierkowa robota i wyniki czyli teoretyczny,
      papierkowy ranking szkół i ocena danej placówki była ważniejsza od CZŁOWIEKA, od
      DZIECKA!!!!

      Dzieciaki, młodzież za złe postępowanie, za chuligaństwo powinna być karana,
      ponosić konsekwencje. Szkoły zawsze miały taka możliwość. I nic nie stało na
      przeszkodzie, aby tak było. Sorry stanęli dorośli; rodzice i
      nauczyciele....udając, że nic się nie dzieje, aby nie ucierpiało dobre imię
      szkoły i dobre imię rodziny.

      Jak młodzież ma być inna, lepsza, wrażliwsza....skoro nie ma przykładu z góry? Z
      domu? Ze szkoły?

      Wiele zła by się nie stało ani molestowań seksualnych gdyby młodzież
      uświadamiać, że takie zachowania upokarzają, pokazać do czego mogą doprowadzić,
      mówić o cierpieniu, o krzywdzie drugich osób, o smutkach i łzach.

      Ale nauczyciele widać nie mają na to czasu, a naprawdę wiele, wiele osób, które
      takich działań się podjęło nie wiedziało, że wyrządza taka krzywdę. Dla nich to
      była kategoria ,,JAJ” ,,ŚWINTUSZENIA” ,,NIEZŁEJ ZABAWY”

      Skąd mieli wiedzieć, że mogą wyrządzić tak wielka krzywdę, skoro nikt im tego
      nie wyjaśniał, nie nauczył, nie rozmawiał?????


      I znów wina jest dorosłych, nie młodzieży.

      To może szkoły powinny się skrzyknąć, młodzież tych szkół, i napisać list do
      Pana Ministra Giertycha, że chce programu ZERO TOLERANCJI dla niekompetencji
      Nauczycieli, dla głupoty dorosłych, dla przerostu papierowych wyników nad
      DZECKIEM – CZŁOWIKIEM, dla ZLEGO PRZYKLADU, KTÓRY POSZEDL Z GÓRY, A
      DZIECKO-CZLOWIEK MA ZA TO ZOSTAC UKARANE!!!!!!!

      To jest następny przykład BŁEDU DOROSŁYCH, następny, kolejny zły przykład.
      NAROZRABIALI, nie popisali się, dali dupy na całego...................więc
      dlaczego za zło, którego są przyczyna ONI – DOROSLI nie ponoszą konsekwencji?
      Czemu od siebie nie zaczną zmian?

      Czemu chcą ukarać za to młodzież?

      Bo przymus, zakazy, nakazy, ograniczenia i restrykcje to kara. Tylko adresat nie
      ten!

      A gdzie w tym wszystkim miłość, zrozumienie, rozmowa, nauka o człowieku, o
      dziecku, o jego krzywdzie, o smutku, o łzach, o cierpieniu, o problemach, o
      kłopotach, o radościach......o empatii...........znów na to zabraknie miejsca?





      Fragment Preambuły Konwencji o PRAWACH DZIECKA


      ......dziecko dla pełnego i harmonijnego rozwoju swojej osobowości powinno
      wychowywać się w środowisku rodzinnym, w atmosferze szczęścia, miłości i
      zrozumienia,
      uważając, że dziecko powinno być w pełni przygotowane do życia w społeczeństwie
      jako indywidualnie ukształtowana jednostka, wychowana w duchu ideałów zawartych
      w Karcie Narodów Zjednoczonych, a w szczególności w duchu pokoju, godności,
      tolerancji, wolności, równości i solidarności,


      Artykuł 1
      W rozumieniu niniejszej konwencji "dziecko" oznacza każdą istotę ludzką w wieku
      poniżej osiemnastu lat, chyba że zgodnie z prawem odnoszącym się do dziecka
      uzyska ono wcześniej pełnoletność.

      Artykuł 13
      1. Dziecko będzie miało prawo do swobodnej wypowiedzi; prawo to ma zawierać
      swobodę poszukiwania, otrzymywania i przekazywania informacji oraz idei
      wszelkiego rodzaju, bez względu na granice, w formie ustnej, pisemnej bądź za
      pomocą druku, w formie artystycznej lub z wykorzystaniem każdego innego środka
      przekazu według wyboru dziecka.


      Artykuł 14
      1. Państwa-Strony będą respektowały prawo dziecka do swobody myśli, sumienia i
      wyznania.
      2. Państwa-Strony będą respektowały prawa i obowiązki rodziców lub, w
      odpowiednich przypadkach, opiekunów prawnych odnośnie do ukierunkowania dziecka
      w korzystaniu z jego prawa w sposób zgodny z rozwijającymi się zdolnościami dziecka.
      3. Swoboda wyrażania wyznawanej religii lub przekonań może podlegać tylko takim
      ograniczeniom, które są przewidziane prawem i są konieczne do ochrony
      bezpieczeństwa narodowego i porządku publicznego, zdrowia lub moralności
      społecznej bądź podstawowych praw i wolności innych osób


      Artykuł 15
      1. Państwa-Strony uznają prawa dziecka do swobodnego zrzeszania się oraz
      wolności pokojowych zgromadzeń.
      2. Na wykonywanie tych praw nie mogą być nakładane jakiekolwiek ograniczenia, z
      wyjątkiem tych, które są zgodne z prawem i które są konieczne w społeczeństwie
      demokratycznym do zapewnienia interesów bezpieczeństwa narodowego, porządku
      publicznego, ochrony zdrowia bądź moralności społecznej lub ochrony praw i
      wolności innych osób.


      Artykuł 16

      1. Żadne dziecko nie będzie podlegało arbitralnej lub bezprawnej ingerencji w
      sferę jego życia prywatnego, rodzinnego lub domowego czy w korespondencję ani
      bezprawnym zamachom na jego honor i reputację.
      2. Dziecko ma prawo do ochrony prawnej przeciwko tego rodzaju ingerencji lub
      zamachom.


      Artykuł 28
      1. Państwa-Strony uznają prawo dziecka do nauki i w celu stopniowego
      realizowania tego prawa na zasadzie równych szans, w szczególności:
      a) uczynią nauczanie podstawowe obowiązkowym i bezpłatnym dla wszystkich;
      b) będą popierać rozwój różnorodnych form szkolnictwa średniego, zarówno
      ogólnokształcącego, jak i zawodowego, uczynią je dostępnymi dla każdego dziecka
      oraz podejmą odpowiednie kroki, takie jak wprowadzenie bezpłatnego nauczania
      oraz udzielanie w razie potrzeby pomocy finansowej;

      2. Państwa-Strony będą podejmowały wszelkie właś
      • jdbad Re: Zero tolerancji dla nauczycieli i Giertycha 11.11.06, 10:08
        Częśc pracowników wykonujących różne zawody jest niekompetentna i jakoś nikt
        ich nie zwalnia. Powiem więcej
    • solstalos Re: Rodzice kontra nauczyciele 09.11.06, 11:34
      To prawda że nauczyciele często mają rację z tym że tylko
      w przypadku cudzych dzieci a przy wychowaniu własnych mają
      takie same a może i większe kłopoty.
      Wiemy jak trudno wypracować sobie autorytet w w grupie
      szkolnej i każdej innej. Niech każdy uczciwie spojrzy na
      siebie.
      Pytanie: czy nauczyciele a raczej nauczycielki bo w
      przeważającej części to kobiety potrafią pokazać charakter.
      Jaki to przykład dla całej populacji młodych ludzi?
      Czy nie dostatecznie jasno nie pokazano tego w
      "supernian..." lub chociażby w "True Ron Clark story - The
      triumph" ?
      Kto idzie do zawodu nauczyciela każdy widzi, kto potrafi
      zaszczepić pęd do nauki tez zdaje sobie z tego sprawę.
      Nauczycie(-ki) chętnie chwalą się zdolnymi uczniami
      podkęślając że to ich zasługa ale ci co łobuzują to już jest
      wychowanie rodziców i używają standartowych narzędzi
      "wychowawczych" czyli: uwaga do dzienniczka, wezwanie
      rodziców, wysłanie do Dyrektora szkoły, wizyta u szkolnego
      psychologa i na koniec orzecznie o ADHD o ile wcześniej
      uczeń nie zostanie wydalony ze szkoły. I dzisiaj to jest
      wzór do naśladoania przez dziesiątki naszych zdolnych
      wychowawców.
      I nawet się nie obejrztmy a następne pokolenie z podwójną
      siłą będzie wchodziło w dorosłe życie a rzesza magistrów od
      nauczynia szła na emeryture.
      Czy ktoś to potrafi zatrzymać?


    • julita28 Re: Rodzice kontra .. 09.11.06, 12:57
      Wynika to z niechęci rodziców do wychowywania własnego potomstwa i cedowanie
      tego na szkołę, na kościół, itp. Oni spłodzili, rozpieścili ale teraz to chcą
      mieć święty spokój.
    • monikasz80 Re: Rodzice kontra nauczyciele 09.11.06, 14:00
      Ja pracowałam w szkole, zostałam zwolniona bo uczniowie mnie nie zaakceptowali.
      Dyrektor nawet nie zareagował gdy rzucali we mnie przedmiotami, zatrzaskiwali
      mi drzwi przed nosem, wyzywali, że śmierdze i jestem głupia bo nie mieszkam w
      ich miasteczku. Rodzice twierdzili, że ich dzieci są cudowne a ja zła bo
      wymagam. Od tego byłam. Uczeń już na pierwszej lekcji powiedział:" nie podobasz
      mi się powiem mamie ,że na mnie krzyczałaś i popłacze się , to ona przyjdzie do
      szkoły i cię zwolni". I mnie zwolniła dyrektor latał za nią jak mały piesek.
      Gdy uczeń odtwarzał muzykę z telefonu mogłam mu tylko zwrócić uwagę, bo nie
      moge zabrać telefonu, nie wolno mi dotykać rzeczy ucznia. To paranoja.
      Weźcie się za swoje rozwydrzone dzieci bo któregoś dnia wasze słodkie pocieszki
      poderżną wam gardła gdy nie będziecie im juz potrzebni!!!!
      • mallard Re: Rodzice kontra nauczyciele 09.11.06, 14:14
        monikasz80 napisała:


        > Weźcie się za swoje rozwydrzone dzieci bo któregoś dnia wasze słodkie
        pocieszki poderżną wam gardła gdy nie będziecie im juz potrzebni!!!!

        Monika, to musi nastąpić! My Polacy, uczymy się tylko na błędach (własnych
        oczywiście), -jeśli wogóle się uczymy...

        Pozdr.
      • zgryzlak Re: Rodzice kontra nauczyciele 09.11.06, 14:22
        > Ja pracowałam w szkole, zostałam zwolniona bo uczniowie mnie nie zaakceptowali.
        > Dyrektor nawet nie zareagował gdy rzucali we mnie przedmiotami, zatrzaskiwali
        > mi drzwi przed nosem, wyzywali, że śmierdze i jestem głupia bo nie mieszkam w
        > ich miasteczku.

        Zaraz - ty sobie pozwalałaś na takie zachowania? To co ty za nauczyciel jesteś?
        I jeszcze pozwoliłaś sie obrażać? To czego ty chciałaś ich nauczyć? Jak
        nauczyciel nie potrafi sobie dać rady?
        Jeżeli faktycznie dyrektor cię zwolnił, to miał rację - nie masz predyspozycji i
        strach zostawiać z toba dzieci
        PS Autorytet trzeba sobie wyrobić - on nie przychodzi automatycznie z dziennikiem...
        Sorry i pozdrawiam...
        • hohoho7 Re: Rodzice kontra nauczyciele 09.11.06, 14:51
          Predyspozycje do czego? Do chamstwa?
          Bo konfrontację z małym chamkiem, głupią matką i dyrektorem bucem wytrzyma tylko
          ktoś równie chamski. Pytanie, czy takiej szkoły chcemy?

          Nie sądzę,żeby autorka postu nalezała do nadwrażliwców. Jest poprostu normalna i
          nieprzezwyczajona, że ktos się do niej odnosi w ten sposób. Dyrektor powinien
          stać murem za nauczycielką w tej sytuacji, a matka cóż...jacy rodzice, takie
          dzieci, może przed nią też dzieciak zatrzaśnie drzwi.
          • zgryzlak Re: Rodzice kontra nauczyciele 09.11.06, 15:13
            Jakiego chamstwa?
            Wchodząc po raz pierwszy do klasy zawsze jest cicho - klasa zawsze nie wie czego
            sie spodziewać po nauczycielu. Jesli pokażesz, że na wiele rzeczy nie pozwolisz
            - będą grzeczni. A jak zaczniesz być dla nich kolegą i koleżanka - zlekceważą
            cię i "założą kosz" na głowe.
            Znam to z autopsji - mniej więcej co roku zaczynam uczyć 2 nowe klasy?..
            • hohoho7 Re: Rodzice kontra nauczyciele 09.11.06, 23:15
              > Wchodząc po raz pierwszy do klasy zawsze jest cicho - klasa zawsze nie wie czeg
              > o
              > sie spodziewać po nauczycielu.

              taa... "idąc ulicą, padał deszcz"
              • mallard Re: Rodzice kontra nauczyciele 10.11.06, 07:50
                hohoho7 napisała:

                > > Wchodząc po raz pierwszy do klasy zawsze jest cicho - klasa zawsze nie wi
                > e czeg
                > > o
                > > sie spodziewać po nauczycielu.
                >
                > taa... "idąc ulicą, padał deszcz"

                A wracając świeciło słońce smilesmilesmile
        • mallard Re: Rodzice kontra nauczyciele 09.11.06, 14:56
          zgryzlak napisała:

          > Zaraz - ty sobie pozwalałaś na takie zachowania? To co ty za nauczyciel
          jesteś?
          > I jeszcze pozwoliłaś sie obrażać? To czego ty chciałaś ich nauczyć? Jak
          > nauczyciel nie potrafi sobie dać rady?
          > Jeżeli faktycznie dyrektor cię zwolnił, to miał rację - nie masz
          predyspozycji
          > i
          > strach zostawiać z toba dzieci
          > PS Autorytet trzeba sobie wyrobić - on nie przychodzi automatycznie z
          dzienniki
          > em...
          > Sorry i pozdrawiam...

          Zgryźlak, -tania demagogia! Aż mdło się robi sad
          • zgryzlak Jescze jeden toksyczny rodzic? 09.11.06, 15:14
            Dałbyś takiej "nauczycielce" dziecko na 5 godzin pod opiekę?
            • mallard Zgryźlak, nie uczysz polskiego, prawda? ;) n/t 09.11.06, 16:58

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka