andaba
05.11.06, 19:35
Od razu piszę, że nie jestem nauczycielką, żeby nie było, że swoich bronię.
Zauważam ogromne pretensje rodziców do nauczycieli, nie tylko na forum, w realu również. Z wielu zaobserwowanych sytuacji wnioskuję, że ilośc i skala owych pretensji są odwrotnie proporcjonalne do wychowania dziecka - im dzieciak bardziej daje w kość, tym rodzice mają większe "ale" ...
Zastanawia mnie czy to wynika z:
1) Nieznajomości własnego dziecka, niewiary w jego przewiny, chęci wybielenia go.
2) Uważania, że wychowanie należy wyłącznie do nauczycieli i chęci zrzucenia całej odpowiedzialności za zachowanie dziecka na szkołę.
3) Odwrotnie - karygodne zachowanie dziecka wynika z zasłyszanych w domu opinii i poglądu, że nauczycielowi żaden szacunek się nie należy (ta "szmata", rzucona, miom zdaniem zupełnie bez racji w jednym z wątków, poruszyła mnie do głębi.
Niejednokronie (jeżdżę czasem na wycieczki szkolne jako opieka) byłam świadkiem karygodnego zachowania dzieci - chamskich odzywek, zwracania się na "ty" do nauczycielki, bicia innych dzieci, ewidentnie niestosownego zachowania w autobusie czy muzeum. Nieraz rodzice tych dzieci skarżyli mi się na nauczycielkę, że wpisała synowi (córce) uwagę. Bo syn twierdził, że on nic nie robił, a uwagę dostał. Rany jak nic nie robił, jeżeli stałam obok i widziałam zachowanie, za które własne dziecko chyba powiesiłabym za uszy?
Nie twierdzę, że wszyscy nauczyciele są idealni, ale wydaje mi się, że znacznie więcej jest nauczycieli dobrych, natomiast mnóstwo dzieci jest upiornych - i nauczyciele muszą sobie z nimi radzić i za nie odpowiadać...