miwues
06.11.06, 12:32
O polskiej szkole i sposobach jej naprawy rozmawiamy z prof. dr. hab.
Bogusławem Wolniewiczem, filozofem i badaczem religii.
- Co się dzieje z polską szkołą?
- Jest w stanie rozpadu, do którego doprowadzili pedolodzy.
- Przepraszam, kto?
- Pedolodzy, czyli rzekomi dziecioznawcy. Są nimi urzędnicy oświatowi,
profesorowie pedagogiki i profesorowie psychologii, którzy nadawali w
ostatnich kilkunastu latach ton polskiej oświacie.
- Czym się charakteryzuje pedolog?
- Pajdocentryzmem. Czyli stawianiem dziecka w centrum wychowania. Według
nich, to nie dziecko ma być wychowywane do życia w dorosłym społeczeństwie,
tylko szkoła ma się dostosowywać do potrzeb dziecka. Z tym, że jakie są to
ściśle potrzeby, to ustalają właśnie pedolodzy.
- Na przykład?
- Oni uważają, że dziecko wymaga w szkole partnerskiego stosunku, a nie
autorytetu. Co jest, moim zdaniem, całkowicie błędne.
- Nie sądzi pan, że to problem szerszy? We współczesnej kulturze zachodniej
dorośli są zaprogramowani na usługiwanie dzieciom. Doszło do tego, że dzieci
stały się głównymi konsumentami, odbiorcami reklam, a dorośli skaczą wokół
nich i spełniają kolejne zachcianki wykreowane przez popkulturę.
- A wie pan, z czego to wynika? Z utraty przez dorosłych wiary w cokolwiek.
Dlatego też rodzice coraz rzadziej przekazują dzieciom jasny system wartości.
Wolą zepchnąć to na dzieci, które, gdy dorosną, same sobie wybiorą własny. To
jest przejaw kulturowego nihilizmu. Wewnętrznej pustki dorosłych. A handel
oczywiście to wykorzystuje. Doszło do tego, że rodzice utracili kierownictwo
nad swoimi dziećmi na rzecz telewizji, internetu.
- Skąd to zagubienie rodziców?
- To dłuższy proces kulturowy. Mam wrażenie, jakby na cywilizację Zachodu
padł wirus duchowy, który niszczy jej siły odpornościowe. Dostrzegamy już ten
problem, ale nie jesteśmy się jeszcze w stanie bronić, więc działamy
samobójczo. Dlatego kibicuję obecnemu rządowi, który jako pierwszy po 1989
roku chce naprawdę zmienić polską szkołę.
- Reform oświaty po 1989 roku było już bodaj kilkanaście...
- Słowo reforma oświaty staje mi ością w gardle, bo kojarzy się z pedologami.
Żadnej kolejnej fasadowej reformy! Należy kompletnie przewartościować
dotychczasowe myślenie o szkole. W myśl tego, czego domagał się już Janusz
Korczak, o wiele większy autorytet niż który kolwiek z dzisiejszych
pedologów. Korczak postulował oddzielenie młodzieży występnej od normalnej.
Fizyczne oddzielenie. To jest pierwszy słuszny krok.
- Psycholodzy przestrzegają, że stworzymy przestępcze getta, z których
młodzież wyjdzie jeszcze gorsza.
- No i niech wyjdzie. Guzik mnie to obchodzi! Dlaczego ja mam się przejmować
zbirami, a nie grzecznymi dziećmi, które chcą się uczyć, są ambitne, a nie
pozwalają im na to młodzieżowe bandy siedzące w szkołach. Na tym właśnie
polega to pożądane przewartościowanie naszego myślenia. My się ciągle
pochylamy nad młodymi bandytami, debatujemy nad ich trudnym losem, pedolodzy
chcą ich bombardować miłością. Ja uważam, że zgodnie z tym, co mówi Pismo
Święte, są na świecie ludzie z natury źli i nie wszystkich da się
przystosować do normalnego życia. Dlatego priorytetem powinna być dla nas
ochrona ludzi dobrych. W tym przypadku - dobrych uczniów.
- Dzieci nie rodzą się bandytami. Nie każdy miał szczęście wychować się w
szczęśliwej i kochającej się rodzinie, mieć mądrych rodziców. Czy pan chce
skazywać na parszywą egzystencję dzieci tylko dlatego, że miały pecha się źle
urodzić?
- Nikt ich nie chce od razu skazywać. Zwróciłem tylko uwagę na
przewartościowanie - priorytetem powinny być dla nas dobre i ambitne dzieci.
Oczywiście, uczniów źle wychowanych można - z wielkim trudem i bynajmniej nie
łagodnością - wyprowadzić na prostą drogę. I zapewniam pana, że to nastąpi w
szkołach samoczynnie, jeśli same dzieci i ich rodzice zauważą, że powiał tam
inny wiatr, że zapanował tam duch dyscypliny. Jestem przekonany, że większość
dzieci automatycznie się do tego przystosuje. A ta młodzież z defektem
moralnym, która będzie dalej stawiać opór, wyleci ze szkoły.
- Wspominał pan o przypadku gimnazjalisty, który na każde pytanie
nauczycielki odpowiadał przy całej klasie: "odpie..się". Nauczycielka
miała łzy bezsilności w oczach. Ignorowała chamstwo ucznia, bo wiedziała, że
rodzice dziecka nie widzą w jego zachowaniu problemu. Co się powinno stać w
szkole modelowej w takim przypadku?
- Natychmiast po takim zajściu powinna być zawezwana matka czy ojciec tego
dziecka. Musieliby dostać sygnał, że jak podobny wypadek się powtórzy, to
rada pedagogiczna usunie dziecko ze szkoły.
- I co dalej?
- To już nie jest problem szkoły. Niech się potem kuratorium i pedolodzy
martwią, czy ten łobuz pójdzie do specjalnego ośrodka czy będzie w domu przed
telewizorem. Najważniejsze, aby spokojne dzieci uwolnić od balastu chamstwa i
przemocy.
- Minister Roman Giertych jest tu bardziej liberalny. On chce, by w pierwszej
kolejności taki uczeń dostał karę. Sprzątanie korytarza, a nawet mycie kibli -
jak w wojsku...
- Ja byłbym temu przeciwny, bo z tego powstałoby niepotrzebne widowisko. Poza
upokorzeniem tego młodego zbira niewiele byśmy osiągnęli. Uważam, że sytuacja
jest poważna i nie ma co cyrkować. Szkoła to nie wojsko. Należy ostrzegać
ucznia i rodziców, a w razie recydywy - wyrzucać.
- A podział szkół na żeńskie i męskie?
- Nie, nie. To jest zbyt sprzeczne z duchem czasu. Ta młodzież nieustannie
poza szkołą styka się ze sobą. Zbliżenie dystansu między płciami jest cechą
naszej cywilizacji. Wobec tego próba nawrotu do separacji płci, odejście od
koedukacji, wydaje mi się operacją bardzo ryzykowną. Prawdopodobnie takie
rozwiązanie przyniosłoby więcej szkody niż pożytku. Bo naprawa polskiej
szkoły nie może być postrzegana jako wstecznictwo, zacofanie. W ten sposób
minister tylko może stracić poparcie społeczeństwa dla słusznej idei.
- A mundurki?
- Tu znów byłbym mniej rygorystyczny niż minister. Mundurki wydają mi się
jednak staroświeckie. Co nie znaczy, że dziewczynki powinny chodzić do szkoły
z gołymi brzuchami i kolczykami w pępkach. Takich rzeczy bym absolutnie
zakazał. Dotyczy to uczniów, ale także np. młodych nauczycielek. Okres
dojrzewania płciowego to czas niesłychanie wybuchowy emocjonalnie. Chodzi o
to, aby zmniejszyć elementy prowokacji. Wszyscy powinni przychodzić do szkoły
w skromnych i schludnych strojach. Należy też skończyć z tym obcałowywaniem
się na korytarzach, frywolnym zachowaniem.
- Kilka miesięcy temu dyrektor gdańskiego liceum wyrzucił ze szkoły
dziewczynę, bo wystąpiła rozebrana w "Playboyu". Podniosły się głosy, że to
był zamach na wolność uczennicy, która skończyła 18 lat i mogła swobodnie
dysponować swoją cielesnością.
- Klasyczny przykład zidiocenia pedologów. Pamiętam tę ich histeryczną
reakcję, że oto szkoła ograniczyła podmiotowość tej dziewczyny. Że nie
dostrzeżono w niej istoty ludzkiej, która ma własny rozum. Tymczasem jest nie
do pomyślenia, żeby uczennica szkoły występowała w pornograficznej prasie.
Dyrektor postąpił całkowicie słusznie.
- Co jeszcze trzeba zmienić w polskiej szkole?
- Należy odsunąć pedologów od wpływu na szkołę i powierzyć pełnię władzy
nauczycielom i dyrektorom szkół. Już oni będą najlepiej wiedzieli, jak
zapewnić dzieciom bezpieczeństwo.
- A skąd u pana taka wiara w nauczycieli? Przecież to oni pozwalają od lat
uczniom rządzić na szkolnych korytarzach. Żaden profesor od psychologii nie
nakazywał im, by dawali sobie wsadzać kosze od śmieci na głowy. Dlaczego
nauczyciele mieliby się nagle stać autorytetami, skoro od lat wielu z nich
nie radzi sobie z młodzieżą?
- Moja wiara w nauczycieli bierze się z prostego powodu. To są ludzie, którzy
na co dzień stykają się z żywą rzeczywistością szkoły i oni wiedzą, co tam
się dzieje. A przecież cała masa pedologów nigdy w szkole nie uczyła.