Czesc!Poczytalam sobie rozne posty, z roznych tematow i troszke mi sie zrobilo smutno... Mam dwuletnia (dokladnie 2 i prawie 2 miesiace) corcie, ktora sie swietnie rozwija fizycznie i wszystko rozumie, co sie do niej mowi, sama nie mowi (mowi tylko po swojemu, zrozumialch slow mowi tylko pare i na pewno nie w zdaniach), a Wy opisujecie co Wasze nawet 16-sto miesieczne dzieci powiedzialy zabawnego (posty z "A wiecie co moje dziecko")... Wasze niespelna dwulatki znaja literki i cyferki (posty z "metody Domana"), a moja corcia zupelnie sie tym nie interesuje. Co prawda jako pracujaca mama nie mam wiele czasu w tygodniu na zajmowanie sie nauka literek - wolimy robic babki z piasku i chodzic na spacery przez te 2-3 godziny, ktore mam dla niej po pracy... Czy to zle? Czy moje dziecko za malo umie? Do tej pory zdawalo mi sie, ze to wystarczy, ze sama potrafi zrobic piekna babke z piasku, zjechac z kreconej zjezdzalni, jezdzi jak szalona na rowerku, nakrywa do stolu (oczywiscie niezbyt rowno

), potrafi zdjac sama buty i umyc buzie... Co Wy myslicie? Czy powinnam si emartwic, ze jeszcze nie mowi i nie zna literek? Pozdrawiam serdecznie.