Jestem ojcem dwóch rozkosznych chłopaków-łobuziaków - 6 i 9 lat. Czasem zastanawiam się, skąd u nich takie pomysły? Ostatnio przeżywają fascynację zabawami na pobliskich budowach, aż mi włosy dęba stają, jak pomyślę co tam się moze stać. Tłumaczymy z Żoną, pilnujemy, ale zawsze jakoś sie wymkną. W skórę dostają rzadko, ale dostają, ostatnio wczoraj właśnie za to wchodzenie tam gdzie nie wolno. Na szczęście miejsce budowy jest zabezpieczone i zawsze przyłapie ich Stróż. Moi chłopcy jako maluchy nigdy nie dostawały klapsów, zawsze sobie radziliśmy inaczej.... na szczęście. Lanie dostały może ze 3-4 razy ale zawsze jest to naprawdę ostateczność i czuję się trochę mały, że nie potrafię inaczej. Jednak, po 1000 rozmów (zakończonych obietnicą "już nie będę"), różnych konsekwencjach (np. zakazie wychodzenia poza ogródek, oglądania TV itp.) naprawdę nie mamy czasem siły, a taki "doraźny środek" skutkuje zawsze, niestety

, w każdym razie na tyle, ze dwa razy nie musze później powtarzać, że czegoś nie wolno. Jednak taki mały smyk jest takim samym człowiekiem jak Żona, czy ja - mającym swoją godność, dlatego trochę boli mnie ta moja słabość. Myślę, ze specjalnie im te trzy uderzenia po tyłku nie zaszkoodzą (lanie jest w moim przypadku bardziej z nazwy niż naprawdę), szczególnie, że nasze smyki wiedzą i czują, ze są kochane , szanowane i akceptowane, a lanie jest konsekwencją nieprzestrzegania wcześniejszych wspólnych ustaleń (czyli nie ja mówię i tak ma być, ale poważna rozmowa). Ciekaw jestem Waszej opinii ten temat. Aha przeczytałem posty o klapsach, tylko tam jest mowa o zupełnych maluszkach, a moje smyki są trochę starsze.Dziękuję i pozdrawiam Rodzic