IP: *.* 13.08.01, 17:18
Jestem ojcem dwóch rozkosznych chłopaków-łobuziaków - 6 i 9 lat. Czasem zastanawiam się, skąd u nich takie pomysły? Ostatnio przeżywają fascynację zabawami na pobliskich budowach, aż mi włosy dęba stają, jak pomyślę co tam się moze stać. Tłumaczymy z Żoną, pilnujemy, ale zawsze jakoś sie wymkną. W skórę dostają rzadko, ale dostają, ostatnio wczoraj właśnie za to wchodzenie tam gdzie nie wolno. Na szczęście miejsce budowy jest zabezpieczone i zawsze przyłapie ich Stróż. Moi chłopcy jako maluchy nigdy nie dostawały klapsów, zawsze sobie radziliśmy inaczej.... na szczęście. Lanie dostały może ze 3-4 razy ale zawsze jest to naprawdę ostateczność i czuję się trochę mały, że nie potrafię inaczej. Jednak, po 1000 rozmów (zakończonych obietnicą "już nie będę"), różnych konsekwencjach (np. zakazie wychodzenia poza ogródek, oglądania TV itp.) naprawdę nie mamy czasem siły, a taki "doraźny środek" skutkuje zawsze, niestety :(, w każdym razie na tyle, ze dwa razy nie musze później powtarzać, że czegoś nie wolno. Jednak taki mały smyk jest takim samym człowiekiem jak Żona, czy ja - mającym swoją godność, dlatego trochę boli mnie ta moja słabość. Myślę, ze specjalnie im te trzy uderzenia po tyłku nie zaszkoodzą (lanie jest w moim przypadku bardziej z nazwy niż naprawdę), szczególnie, że nasze smyki wiedzą i czują, ze są kochane , szanowane i akceptowane, a lanie jest konsekwencją nieprzestrzegania wcześniejszych wspólnych ustaleń (czyli nie ja mówię i tak ma być, ale poważna rozmowa). Ciekaw jestem Waszej opinii ten temat. Aha przeczytałem posty o klapsach, tylko tam jest mowa o zupełnych maluszkach, a moje smyki są trochę starsze.Dziękuję i pozdrawiam Rodzic
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: Bić, czy nie bić? IP: *.* 13.08.01, 17:21
      przepraszam za ten bałagan w temacie mojego posta, ale robiłem próbny podgląd i wysłałem na ogólny zapominając wpisać normalny temat :)mam nadzieję,że nie zarzucicie mi nieznajomości netykiety, a może Admin mógłby to naprawić?pozdrawiam Rodzic
      • Gość: guest Re: Bić, czy nie bić? IP: *.* 14.08.01, 09:59
        Wiesz co Rodzicu, ja byłam straszliwie niezośnym dzieckiem. Bawiłam sie TYLKO na budowach, w wykopach, na torach kolejowych, skakałam z daszku nad wejściem do bloku oraz z I piętra na kupę piachu. Ciągle się gdzieś włóczyłam, nie było mnie w domu. Nic mi się nigdy nie stało. Mój mały ma 2.2, ale pewnie niedaleko pada jabłko... Juz drże, bo naprzeciwko bloku mam tory kolejowe, a z boku głęboooooooooki kamieniołom...Moze zapisz tych swoich łobuziaków na jakieś dodatkowe zajęcia, pływanie, taniec czy co tam, zeby mięli mniej czasu na łobuzowanie? Pozdrawiam ebe.
      • Gość: guest Bić, czy nie bić czyle co się dziecku opłaca IP: *.* 14.08.01, 11:12
        Przytoczę historyjkę opowiedzianą przez mojego kolegę. Kiedy był w wieku Twoich urwisów czasami opiekował się nim dziadek. Nie wiem jakie stawiał zakazy, ale jakieś były. Rzecz w tym, że mojemu koledze robienie rzeczy zakazanych sprawiało największą przyjemność i do dziś pamięta, że kalkulował, iż bardziej mu się opłaca zrobić to i dostać klapa niż nie zrobić. Po prostu "lanie" było wliczone w koszty. :hap:
        • Gość: guest Re: Bić, czy nie bić czyle co się dziecku opłaca IP: *.* 14.08.01, 13:22
          Ja bylam dokladnie taka sama, jak twoj kolega wiesiu. Moi rodzice nie szczedzili reki, ja o tym wiedzialam i zylismy w pozornej symbiozie. Ja jakos bez klapsow wytrzymuje jakos, a moje dziewczyny broja. Moja mama mowi ze bardziej. Mnie sie wydaje, ze dzieki temu, ze bardzo wiele im wolno tych przestepstw jest wiecej, ale za to mniejszego kalibru. U mojej mamy dziecko mialo byc jak w zegarku. U mnie dziecko jezt dzieckiem, wiec rozrabiac musi, zakazow jest kilka. Po kolezankach dziewczyn widze, ze najsurowsza matka nie jestem. Mysle rodzicu, ze takim urwisom najlatwiej zorganizowac czas- jakies zajecia ruchowe, karate plywanie itp, z dala od budow. Warto nawet przymknac oko na zabawy na daszku klatki, ktora jest niewatpliwie bezpieczniejszym miejscem niz budowa czy srodek jezdni. A klapsy miec w zanadrzu na naprawde powazne przestepstwa. Ja nie zaklinam sie ze nie uderze. Ale staram sie maksymalnie odsunac ten moment. Pozdrawiam.
          • Gość: guest Re: Bić, czy nie bić czyle co się dziecku opłaca IP: *.* 14.08.01, 13:44
            Dziekuję, za odpowiedzi. Gosiu26 wkalkulowywać lania w koszty, to moje łobuziaki, raczej nie mogą, bo nie ma zasady (jak wspomniałem oberwali ze 3 razy, a "okazji" było o wiele więcej, tylko po co?), choć jak ich zanamy, to pewnie to robią :). Ach, ebe, jak my z Żoną doskonale to przysłowie o jabłku i jabłoni znamy :). Wiemy, ze trzeba przeczekać, aż wyrosna i ograniczać czyhające niebezpieczeństwa. Jeżdżę z chłopakami, na wyprawy, do lasu, Żona szaleje z nimi na rowerach, chodzą na basen, piłkę nożną itp, ale wiadomo, że owoc zakazany jest najfajniejszy (no nie :)szczególnie jak można skoszyć do kałuży błota, to co, że może przypadkiem być głęboka?). Co do chodzenia jak w zegarku,to moim łobuzom to nie grozi, jesteśmy dosyć pobłażliwi i na wiele spraw potrafimy przymknąć oko. Chłopaki "w towarzystwie" uchodza za grzecznych i tacy zresztą są (kochane z nich szkraby). A, ze ich energia rozpiera, to nic, w końcu po kimś to mają. Jednak,czasem nasza cierpliwość się wyczerpuje, niestety. Gosiu, życzę Ci, zebyś nie musiała wykrzystywać trzymanych w "zanadrzu" klapsów, bo jak twierdzi Żona bardziej to boli nas niż nasze smyki. Pozdrawiam Rodzic
    • Gość: guest Re: fsdfds IP: *.* 31.08.01, 12:33
      Mam pytanie czy laniu twoje maluchu nie chodziły już na budowę?
      • Gość: guest Re:bić, czy nie bić - odpowiedz dla Miki IP: *.* 31.08.01, 15:47
        Mika,nie chodzą! Ostatnio nikt ich nie przyprowadził do domu, a na nasze pytania gdzie sie bawili nie odpowiadają wymijająco (jak to bywało), a na pytania o zabawy na budowie mówią "nie". Chłopcy nie kłamią, nie miałem dotychczas żadnych powodów, żeby im nie wierzyć. Jak nie chcą sie do czegos przyznać, to zawsze albo nic nie mówią, albo usilują zmienic temat. Jednak nie sądzę, aby ten "zbawienny" skutek przyniosło lanie, bo kilka dni później wracając do domu spotkałem moje skarby tak brudne i ubłocone, że mogły być tylko w jednym miejscu :). Okropnie mnie to zitytowało. Co prawda obiecywałem im lanie za kolejne zabawy na budowie, ale doszedłem do wniosku, ze to zamknięte koło. Mieliśmy kolejną długą rozmowę, podczas której po raz kolejny (nie wiem czy 100 czy 1000) bardzo dokładnie i obrazowo wyjaśniliśmy łobuziakom dlaczego "nie". Mam nadzieję, że przynajmniej chwilowo nastał spokój. Zaczyna się szkoła, i chłopcy będą mieli mniej czasu na łobuzowanie :).Mika, nie wiem, czy tych kilka róznych sytuacji, gdy chłopcy dostali w skórę coś pomogło, zmieniło na chwilę na pewno,ale jak widzisz,spokój nastał dopiero po kilku dniach i rozmowie. Nie zgadzam się absolutnie z teorią, że dzieci bez bicia wychować się nie da,czasem jednak taki klaps wskazuje, ze moze warto jednak posłuchać i pomyśleć nad tym co rodzice cierpliwie powtarzają 1000 razy (i jak trzeba potrafią wytłumaczyć i po raz 1001 - do znudzenia, ostatnio przed wyjściem Żona mówi do chłopaków: "Dokąd nie wolno chodzić?", a oni: "Nad rzekę, na drugą stronę ulicy i na budowę", jak wyszli roześmiałem się pytając co to za nowy pomysł, a ona na to : "wiesz, tak sobie ostatnio wymyśliłam, że jak to powtórzą z milion razy, to może zapamiętają i przestaną?"). Zawsze mówimy sobie, że nikt nie obiecywał, ze łatwo jest wychować dzieci na porządnych ludzi! To ciężka praca ;) sami zresztą to wiecie, więc nawet jak czasem zastosuje się "środek doraźny", to absolutnie nie rozwiązuje to problemu. My to wiemy, i mamy nadzieję, że o tych parę klapsów smyki nie będą miały w przyszłości pretensji. Niestety, nie wszyscy to wiedzą.... Pozdrawiamy forumowiczów,Rodzicielka i Rodzic
        • Gość: patsik Re:bić, czy nie bić - odpowiedz dla Miki IP: *.* 31.08.01, 23:08
          to ja jeszcze ze swojego podwórka...Gilbert jest b.żywy i nie do opanowania,ja natomiast wielce powolna jestem.Nasze niedopasowanie rodzi wiele konfliktów,które kończą się moim krzykiem(idź do pokoju),lub(w razie np.drwin z moich zaleceń) - klapsem.Zdarza się to chyba rzadko(klaps,nie wrzask),bo jestem cierpliwą osóbką.Niemniej jednak już mam namiary na psychologa(ze sobą i swoimi reakcjami oczywiście a nie z nieco zbyt żywotnym synkiem).W każdym razie on się klapsami albo moim podniesionym głosem nie przejmuje(tak to przynajmniej odbieram).Zasadniczo,jak ma dobry dzień,jest baardzo grzecznym pięciolatkiem,natomiast jak coś mu nie przypasuje,zmienia się w furiata(cały tatuś...) i nie ma na to wpływu mój spokój,delikatność czy odpowiedź "furia za furię".Natomiast Ismena od urodzenia była spokojna,wręcz ślamazarna(w porównaniu z bratem).Ale wszystko do czasu...Własnie wkroczyła dumnym i niczego nie lękającym się krokiem w bunt dwulatka.Zaczęło się od niewinnego "nie" na każde pytanie,co potrafię znieść ze stoickim spokojem...Ale wkurza mnie lekceważenie wprowadzonych przeze mnie "norm i zasad bezpieczności" np.przewracanie krzesełka "do jedzenia" do góry nogami i robienie z niego toru przeszkód w momencie,gdy matka tuż obok,ale odwrócona plecami(matka,która jakieś dwie minuty wcześniej po raz 543 powtórzyła:nie łaź po krzesełku,bo połamiesz siebie i jego).No i w tej sytuacji mała dostała klapsa.Lekkiego i w tyłek,ubrany dość grubo(akurat było zimno).Ryk straszliwy wpędził mnie w wyrzuty sumienia,które trwają już miesiąc,natomiast skutki długofalowe są takie:mała zaczęła bić brata i innych członków rodziny albo ze strasznym wrzaskiem latać za niesprzyjającymi jej domownikami:"dośtanieś w tyłek".Wrzeszczy też na Gilberta bez gróźb karalnych:"nie pyśkuj" "idź do pokoju" i inne takie...A ja wtedy widzę,jak zabawnie a jednocześnie głupio sama wyglądam w takich "wrzaskliwych " sytuacjach...i wiecie co? ostatnio mi się rzadziej zdarza,bo jak przypomnę sobie minę Ismenki jak się wydziera,to przestaję się złościć...
          • Gość: patsik Re:bić, czy nie bić - odpowiedz dla Miki IP: *.* 31.08.01, 23:10
            aha!a krzesełko jest nadal conajmniej raz dziennie przystosowywane do mebla wspinaczkowego...
    • Gość: guest Re: fsdfds IP: *.* 02.09.01, 15:07
      Wychowyałam kiedyś dwójkę chłopców jako au pair 4 i 5 lat. Przy mnie wkraczali w 5 i 6. I muszę wam powiedzieć, że 5 lat to chyba najbardziej stresujący wiek dla rodzica. Mój pięcioletni wychowanek był nie do zniesienia. Na wszystko miał jedno słowo - nie, chodził gdzie chciał - ja w prawo to on w lewo, ja do domu to on w morze itp. Ale miej więcej w chwili ukończenia 6 lat nastąpiła w nim totalna zmiana. Bunt się skończył. Można było mu już coś wytłumaczyć i dogadać się. Natomiast pałeczkę przejął młodszy z braci, dotychczas najukochańszy aniołek, który powoli zbliżal się do piątych urodzin.Myślę więc, że takie dzikie okresy w życiu dziecka trzeba po prostu przeczekać. Nie, żeby od razu luz pas, ale po co te klapsy i wrzaski skoro i tak to nie pomaga. To tylko pomaga rodzicom jako odstresawiacz.Ja byłam chowana bardzo ostro i wyrosła ze mnie taka sierotka. Aż się kulę jak ktoś przy nie krzyczy. Trzęsę się przy byle rozmowie z szefem i wogóle każdym od kogo jestem zależna. Makabra. Ja swoją Lenkę wychowam na szczęsliwego, pewnego siebie, odważnego człowieka. Mam nadzieję, że mi się uda.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka