Dodaj do ulubionych

agresywny trzylatek

IP: *.* 22.07.02, 10:01
Mój 3-latek jest agresywny w stisunku do innych dzieci (szczególnie młodszych), niby bawi się jesy=t spokojny ale nagle podejdzie do jakiegoś dziecka i łup- piąchą w brzuch lub popchnie. Jest czywiście skarcony itp albo po porstu zbieram go z mijsca zabawy. Ale.... jest mi głupio przed rodzicami poszkodownanych dzieci i przed samymi dziećmi. Drogie eMAmy - czy miałyście pdobne prblemy i jak sobie z nimi radziłyście. No.. kurczę nie wiem juz co robić, przecież nie mogę go zamknąć w domu bo muszę wychodzić z nim na podwórko.Krystyna
Obserwuj wątek
    • Gość: Gosia1 Re: agresywny trzylatek IP: *.* 22.07.02, 20:27
      Krysiu czytałam, że najlepszą karą dla agresora jest.......ignorowanie go! Tak, tak. Podobno trzeba wtedy przytulić, pocieszyć poszkodowanego ,a własnie "łobuziaka" zupełnie zignorować, aby poczuł się źle, opuszczony, odrzucony z powodu tego co zrobił, aby poczuł, że nikt nie będzie go lubił, jeśli tak dalej będzie się zachowywał. Postępowałam tak w przypadku synka i córki, gdy w pewnym okresie swojego życia mieli takie zapędy w stosunku do siebie. Efekt wręcz zachwycający. Skrucha natychmiastowa i naprawdę szczera. Próby agresji coraz rzadsze aż do całkowitego wyczerpania. Powspółczuj "biednym" dzieciom, poużalaj się nad nimi, przeproś rodziców, a małego po prostu zostaw samemu sobie, po czym wróćcie do domu, gdzie spokojnie powiedz, dlaczego wróciliście tak szybko. I tyle. Niech sobie troszkę poduma o co chodzi. I pokazuj cały czas, że okazywanie sympatii, czułości na dłuższą metę bardziej się opłaca. :-)Pozdrawiam Gosia
      • Gość: joannabo Re: agresywny trzylatek IP: *.* 23.07.02, 16:05
        Protestuję!!!!!!! Gosiu, Ty przecież zawsze piszesz, żeby o ważnych sprawach mówić wprost, szanując "przeciwnika" i jego wolną wolę, wykazując maksimum tolerancji i cierpliwości. Czy dziecko nie zasługuje na takie traktowanie jeszcze bardziej niż dorosły, który w zasadzie powinien już wiedzieć, jak się zachowywać?Tak - powstrzymać agresję, pocieszyć skrzywdzonego, ale nie odtrącać krzywdziciela (posłuchaj, co napisałaś:"aby poczuł się źle, opuszczony, odrzucony"), tylko mu spokojnie wytłumaczyć , że źle zrobił, pomóc mu zrozumieć swój czyn i siebie samego. Jeżeli będzie w takim momencie odtrącony, nieakceptowany, to nauczy się zaledwie, jak unikać dezaprobaty, a nie dlaczego nie należy krzywdzić innych ludzi. Czy skrucha, o której piszesz, to rzeczywiście żal za grzechy, czy raczej egoistyczna kalkulacja opłacalności? To oczywiście dwie różne sprawy! Niewyrządzanie krzywdy zamiast celem staje się środkiem do celu, a okazja do dostrzeżenia cudzych potrzeb marnuje się.Myslę, że Twoje dzieci są niegresywne i życzliwe nie dzięki temu, że tak postepowałaś, a dzięki temu, że mają taką fajną, życzliwą dla wszystkich mamę. Nie chodzi mi o komplementy, a o wymiar praktyczny - niech czytający Twoje rady ryzykuje ich stosowanie tylko wtedy, jeżeli uważa się za obdarzonego równie hojnie zaletami charakteru.joanna
        • Gość: Gosia1 Re: agresywny trzylatek IP: *.* 23.07.02, 17:56
          Joasiu, zawstydziłam się......Ale w sumie nie dlatego, że źle napisałam, ale dlatego, że używając skrutów myślowych, nie wyraziłam wszystkiego tego, o czym myślałam. Podtrzymuję nadal fakt, aby nie zajmować się agresorem ale pokrzywdzonym. Małego "bijuska" zostawić w spokoju, nie krzyczeć, nie sztorcować ani nawet przez pewien czas nie rozmawiać. Joasiu, nie popadajmy w przesadę w drugą stronę. Życie jest twarde - zawsze i wszędzie, oprócz domowego zacisza. A my - mamusie kochające ponad wszystko nasze dzieci musimy Je przygotować do wyjścia w świat pełen lwów. Jeśli w tym świecie taki "malec" zrobi coś złego będzie potępiony. I nie ma przeproś. Będzie odrzucony, ignorowany - i albo przyjmie to z honorem, nauczony jak w takiej sytuacji postępować, że należałoby przeprosić, przyznać się do błędu, albo jako niepokorna dusza będzie nadal brnąć w kłamstwa, agresję itp - przecież skądś tacy ludzie się biorą!!! Świat pełen jest właśnie takich przebijających się łokciami "ludzi sukcesu".....Dlatego zastosowałam metodę opisywaną i przytoczoną tutaj na własnych smykach. Oczywiście Josaiu że zastosowałam ją z miłością, łagodnością, czułością - bo kocham moje smrodki ponad wszystko na świecie a poza tym obce jest mi zachowanie złośliwe, wręcz podłe (tak bardzo się cieszę, że zwróciłaś na to uwagę.....:-)), dlatego "ignorując" synka krwawiło mi serce, ale wiedziałam, że dobrze robię. On bijąc siostrę, sprawiał Jej ból. Musiał ponieść karę. Każda kara boli. Mimo, że nie jest fizyczna. Dzieci cierpią bardzo nawet z powodu szlabanu na telewizor - i rozpacz z tego powodu jest autentyczna i mocna. Pomimo żalu, jaki odczuwam widząc to cierpienie, konsekwentnie odmawiam zniesienia kary - jedynie po takiej prawdziwej skrusze idę na kompromis i łagodzę ją. Moje dzieci mając jasne i czytelne granice są spokojniejsze (o niebo, gwarantuję!!!), niż wcześniej, kiedy ulegając presji, łzom, rozpaczy, krzykom, awanturom dla pozornie świętego spokoju rezygnowałam z kary. Daję słowo, że te moje kochane aniołki w pewnym momencie zrobiły się nie do wytrzymania - przyjęły pozycję roszczeniową w stosunku do życia i do nas - rodziców. Łagodnie i z miłością - tego nie napisałam, chyba z roztargnienia - ale tak właśnie być powinno. Rozmowa owszem - bardzo dużo rozmów, tłumaczeń, kołysania, przytulania, słowem łagodzenia miłością tej kary.........ale potem. Najpierw trzeba skupić się na pokrzywdzonym i to jemu oddać swoją uwagę. Widzisz od tego się zaczyna - od dzieciństwa pełnego agresji, rozejrzyj się troszkę, zobacz jakie są niektóre matki, jak postępują z własnymi dziećmi, jak reagują na to, że ich dziecko jest podłe, złośliwe, że bije, rzuca kamieniami, że używa wulgarnego słownictwa....... Gdyby rzecz dotyczyła dorosłych co byś zrobiła na początku? Tłumaczyłabyś temu "złemu", że źle zrobił, czy rzuciłabyś się na pomoc pokrzywdzonej osobie? I tu jest sedno - dzieci to ludzie. Jeszcze nie ukształtowani, ale ludzie. I tak, jak Je wychowamy, jaki Im świat pokażemy - takie życie będziemy mieć potem. Żeby jeszcze uzupełnić mój opis dodam, że moje dzieci są rozpieszczane niemiłosiernie. :-) W miarę możliwości kupujemy Im wszystko o czym marzą - ja sama wiem, ile lat kosztują niespełnione marzenia....... Szanujemy Ich hobby - Krzyś ma WSZYSTKO, co dotyczy dinozaurów, po prostu wszystko co tylko było do kupienia w naszym i nie tylko naszym mieście, Ania - wszystko co dotyczy plastyki, malarstwa, jak również kotów i psów. Jeździmy z Nimi na ogniska, imprezy rodzinne, bierzemy Ich ze sobą prawie wszędzie - nie lubimy się z Nimi rozstawać. Od maleńkości byli noszeni na rękach, niańczeni, spali z nami - wbrew całemu światu, który straszył nas, że to nienormalne....Wycałowani, wypieszczeni, wyłaskotani, wyprzytulani - miłości tyle, że można nią dzielić. :lol: :lol: :lol: :Lol: Pozdrawiam Gosia
    • Gość: joannabo Re: agresywny trzylatek IP: *.* 24.07.02, 10:36
      No właśnie, Gosiu. Chyba sobie zdajesz sprawę, że nie wszystkie dzieci mają taką atmosferę w domu? Rozmawiałam na innym forum z dziewczyną, która wcale nie wyglądała na potwora, ale jej się nie udało stworzyć takiej przeciwwagi dla podobnych aktów (też chwilowego) odrzucenia, dla karania przez dezaprobatę. Teraz jej córka ma 8 lat, od rana jest naburmuszona i opryskliwa i tylko czeka, kiedy będzie mogła pójść sobie z domu do koleżanek. Nauczyła się od mamy, że akceptację się kupuje, a na podwórku kupuje ją taniej. No i teraz już nie rodzice ją wychowują tylko 8-letnie koleżanki, a jedyna droga do odzyskania dziecka to pokazanie mu, że jest kochane naprawdę bezinteresownie i za darmo. Tyle, ze naprawianie, o ile się uda, będzie bardzo trudne, w przeciwieństwie do psucia, które poszło łatwo i niepostrzeżenie.Chyba każdy, kto zastanawia się nad wychowaniem w ogóle, czuje instynktownie, że istnieje jakieś nieuchwytne COŚ, które gmatwa sprawy z pozoru proste, powoduje, ze dobre intencje prowadzą często do fatalnych skutków, psuje ni z tego ni z owego idealne, wydawałoby się, stosunki z dziećmi i obarcza niepewnością wszystkie wychowawcze plany. W Ameryce ponad 50% rodziców nastolatków przyznaje się do tego, że żałuje, że w ogóle ma dzieci. Ponad połowa! A ilu się nie przyznaje, w tym kraju zadowolonych ludzi?Myślę, że to COŚ to właśnie skutek uzależniania przez rodziców akceptowania dziecka od czegokolwiek, od jakiejkolwiek jego cechy czy zachowania. Niby każdy uświadomiony rodzic o znaczeniu bezwarunkowej akceptacji wie, ale jednak jeszcze nie wychwycono tego, jak decydujacą rolę ona odgrywa. Według mnie człowiek, którego od dziecka przyjmowano takim, jakim jest i człowiek, który nauczył się, że kochany (lubiany) jest ZA COŚ, że musi się STARAĆ o akceptację, to dwie całkiem inne, o innych mechanizmach psychicznych, osoby. I myślę, że nawet taka chwilowa dezaprobata dla osoby (nie dla czynu) i nawet samo zagrożenie nią wystarczy, żeby zmienić dziecko. Oczywiście Gosiu, że dziecko trzeba wychować. Wychowywać to znaczy pomagać komuś, żeby nie robił źle tylko dobrze. Pomagać - czyli działać z pozycji kogoś, kto już umie, ale jest równy temu, komu pomaga. Pomagać - czyli wspierać kogoś w rzeczywistym działaniu z wolnej woli (a nie wymuszać działanie).Ktoś może powiedzieć, że to naiwność wierzyć, że dziecko będzie robić dobrze, bo uzna wartość dobrego postepowania. Ja powiem, że naiwne jest wierzyć, że będzie robić dobrze, bo dostanie za to nagrodę. A jeśli ktoś zaoferuje mu lepszą nagrodę za robienie źle? Jeżeli chcemy, zeby normy moralne były dla dziecka ważne, to nie przekazujmy mu czegoś przeciwnego - że to nagroda (brak kary) jest ważna.Wracajac do konkretnej sytuacji. Masz naturalny odruch, żeby pocieszyć dziecko skrzywdzone przez Twoje, ale wywołuj i w krzywdzicielu współczucie dla skrzywdzonego, a nie lęk o siebie. Ukarane ignorowaniem, cierpiące przez to dziecko nie jest przecież w stanie jednocześnie zaangażować się w cudze cierpienie. Może nawet pobitego obciążać winą za własne przykrości i juz całkiem wszystko jest wywrócone do góry nogami. Wszystkie działania wychowawcze są skuteczniejsze jeżeli dziecko czuje się rozumiane, bo tylko wtedy ono samo potrafi oddzielić potępienie dla czynu od potępienia siebie.Serdeczne pozdrowienia. Przepraszam, ja z kolei mam skłonności do robienia wykładów.A tak swoją drogą, już miałam nadzieję dotrzeć na eMamie do kogoś, kto nigdy nie zagląda na Wychowanie, a tu przeniesiono wątek!joanna
      • Gość: Gosia1 Re: agresywny trzylatek IP: *.* 25.07.02, 11:02
        Fakt Joasiu, tuląc skrzywdzonego, jednocześnie próbuję obudzić współczucie dla Niego u mojego kochanego agresorka. No i nigdy nie dałam odczuć synkowi, czy córce, której też przeciez zdarzają się wpadki, że przez to są mniej kochani. Moją życiową dewizą jest kochać nie za coś, ale kochać po prostu - bo jest. Takie jakie jest - sobą. Urodziłam dziecko i kocham Je, mimo, że czasem nie jest takie jakie bym sobie wymarzyła. Nie będzie mieć szóstek czy piątek w szkole? Nieszkodzi. Jest moje!! To moje dziecko i dlatego Je kocham. Że po prostu jest! Tyle wystarczy do miłości. A co dalej? Nie wiem. I Ania i Krzyś sami wybiorą drogę, którą pójdą. Mnie pozostaje być, aby mieli świadomość, że jest mama, która będzie zawsze gotowa porozmawiać, przytulić, załadować akumulatory na drogę. :-) Naprawdę rozumiem to co piszę, bowiem ja osobiście zawiodłam swoją mamę, któa miała wielkie ambicje w stosunku do mojej osoby (nie bezzasadne...). Ale kocha mnie, pomimo tego. I chyba o to chodzi, prawda? Pozdrawiam Joasiu bardzo cieplutko - GosiaP.S. Kurcze, stworzyłyśmy własną dyskusję. ;) Krysiu, przepraszam, pozostaje mi mieć tylko nadzieję, że coś z tego wyniosłaś dla siebie. Pozdrawiam!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka