Dodaj do ulubionych

kiedy o śmierci

IP: *.* 21.03.03, 19:06
Witajcie, zastanawiam sie kiedy dziecko jest na tyle "duze", zeby powiedziec mu, ze ludzie (zwierzeta, ptaki...) umieraja? Mam dwu i pol letnia coreczke, ktora gada jak najeta, o wszystko pyta i wszystko chce wiedziec (dlaczego nie mozna skoczyc z balkonu u babci? (14 pietro), co to jest cmentarz?, dlaczego myszy sie boja kota?, dlaczego ten kot spal na srodku drogi? ... ... ...). Staram sie jej wszystko tlumaczyc i mowiec jak najjasniej i wydaje mi sie, ze temat smierci trzeba potraktowac tak samo naturalnie i rzetelnie jak obserwacje mrowiska, ale moj maz uwaza, ze coreczka jest jeszcze za mala i ze moglaby sie przerazic. Moim zdaniem przerazic to sie moze wlasnie pozniej kiedy temat nie podejdzie naturalnie tylko np umrze ktos bliski. No, ale nie wiem i dlatego pytam. Moj maz tez nie wie bo jak go pytam kiedy chce ja poinformowac o tak istotnej sprawie to tylko mowi, ze nie wie ale na pewno nie teraz a w ogole to on nie ma czasu...Ja tez sie troche boje, ze to moze dziecko przestraszyc, zwlaszcza, ze mala i tak zle sypia, budzi sie w nocy i krzyczy (ale raczej ze zlosci niz ze strachu). Moze dziecko do rzezcy "ostatecznych" (nie tak bardzo ostatecznych - jestem osoba wierzaca) dojrzewa jakos pozniej?Napiszcie jak to bylo u was, albo moze ktos czytal cos madrego na ten temat?Zyrafo
Obserwuj wątek
    • Gość: mycha123 Re: kiedy o śmierci IP: *.* 22.03.03, 18:49
      Hej!ja też mam bardzo wrażliwego synka. Kiedy był mały i ugryzł truskawkę to płakał, że ją boli. Jesienią przerabialiśmy przyklejanie liści na drzewach ( serio!), żeby jeszcze porosły. Mimo tego nigdy nie ukrywaliśmy przed nim żadnych drażliwych tematów, co oczywiście nie oznaczało uświadamiania na siłę. Synek zawsze dostawał odpowiedź na swoje pytanie ( a pytać zaczął wcześniej niż chodzić...). Starałam się tylko nie mówić mu zbyt dużo. To znaczy odpowiedzieć na pytanie w sposób w miarę zrozumiały, ale bez zbędnych dywagacji. Nigdy nie ukrywaliśmy, że mięso, które jemy pochodzi ze zwierząt, chociaż jednocześnie uczyliśmy go szacunku dla nich. To było akurat łatwe, bo często bywamy na wsi, gdzie świnka jest i na żywo i na kanapce, i nikomu nie wydaje się to dziwne. Podobnie było z innymi sprawami. Temat śmierci też rozwinął nam się jakoś "przy okazji". Michałek od małego jeźdźił z nami na cmentarz i modlił się do aniołka za zmarłych dziadków, sadząc kwiaty w ogródku obserwował jak rosną i umierają, odwiedzając prababcię uczył się różnic między starym i młodym człowiekiem. Oczywiście madszedł taki dzień, kiedy pojawiło się to straszne pytanie:"Mamusiu, czy ty i ja też umrzemy jak babcia?", ale po pierwsze - nie było to wcale tak wcześnie (ok. 4 roku życia), a po drugie- było ono chyba gorsze dla mnie niż dla synka, któremu po prostu powiedziałam, że tak, ale na pewno nie prędko , bo zwykle umierają ludzie starzy. Zaręczam ci, że nie było żadnych nocnych krzyków i strachu, bo też nikt Michałka śmiercią nie straszył. Dla mojego synka bardzo sugestywna okazała się chrześcijańska wizja nieba z dobrym panem Bogiem, aniołkami i babcią, która już nie żyje.Oczywiście wiem, że to dopiero początek. Pojawią się następne wątpliwości, ale chyba łatwiej stopniowo rozwijać jakiś trudny temat, niż zbywać pytania dziecka a potem zwalić mu na głowę "całą prawdę".Ja w każdym razie uważam, że nie wolno lekceważyć żadnych pytań ze strony dziecka ( jak podrośnie to już Cię nie zapyta!!!), nie warto tylko tych pytań wyprzedzać. UFF! Przepraszam wyszło mi przydługo, a chciałam tylko napisać, że odpowiedni moment na rozmowę na jakiś temat przychodzi zwykle wtedy, kiedy dziecko się nim zainteresuje, a świat najlepiej pokazywać po kawałku . Tak przynajmniej wynika z moich doświadczeń.Powodzenia!
    • Gość: knabi Re: kiedy o śmierci IP: *.* 25.03.03, 18:13
      Cześć! Moje córeczki mają prawie 6 i ponad 2,5 roku. Młodsza jeszcze jakoś nie poruszyła tematu śmierci, ale że starszą już dawno to "przerabialiśmy", o ile dobrze pamiętam, to przy oglądaniu zdjęć. Straciłam moją mamę, jak Julia miała roczek, więc na wielu zdjęciach są razem - na pytanie a to kto, odpwiedziałam, że moja mamusia, która umarła i poszła do nieba. I temat przycichł, bez przeżywania (a miała ok. 2 lat). Potem byłyśmy razem na cmentarzu... Dzieci chyba przyjmują śmierć, jako coś naturalnego, zwłaszcza dopóki jest abstrakcją, bo dotyczy osób niepamiętanych... Trochę trudniej było, gdy w ciągu ostatniego 1/2 roku odeszły trzy osoby z rodziny, ale przekonałam się że dzieci odsuwają od siebie smutne myśli - tak przynajmniej zrobiła moja córeczka. A może tylko taka skryta jest? Czasami wspomina najbliższą jej ciocię. Młodszej nic nie powiedziałam, ale będę musiała zrobić to latem, gdy cioci Basi nie będzie na wsi...Oj, temat rzeka - jak widać :)Myślę, że rozmów o sśmierci nie ma sensu unikać. Chociaż o kotkach leżacych na chodniku...zgadzam się, że śpią :)Pozdrawiam Ania
    • Gość: Justyna1212 Re: kiedy o śmierci IP: *.* 26.03.03, 09:51
      Moja córka ma już prawie trzy lata. Ja nie wiem jak wytłymaczyć jej śmierć. Gdy zaczynam o tym mówić, słowa tkwią mi w gardle i łzy nie pozwalają mówić. Na tyle ile potrafię, mówię jej o tym. Chodzimy na cmentarz, mówię jej o tym, że starzy ludzie umierają (a dlaczego?), że nieraz dzieci umierają (a dlaczego?) To strasznie trudne dla mnie mówić o śmierci ludzi. Inaczej, jeśli odchodzą ludzie starzy. Jest smutno, przykro, ale taka jest kolej rzeczy. Ja nie umiem mówić o smierci ludzi, którzy powinni zyć. Wtedy nie umiem mówić (wracają wspomnienia sprzed lat, ból, złość i żal). Nie umiem wytłumaczyć jej dlaczego tak naprawdę zdechła mysz, którą zadusił kot (w dodatku ona bardzo lubi koty, ja-nie). Ja nie umiem dobierać słów. Bo przecież dziecko widziało, jak kot nosił w pysku mysz, a teraz ta mysz leży bez ruchu i tata wyrzuca ją gdziś daleko... (czasem jeździmy na wieś). No co, zdechła, kot ja zagryzł? Jest ma łatwiej tłumaczyć na przykładzie rybek w naszym akwarium. Tak często zdycha jakaś ryba. Była chora, stara i tyle. Ja nie umiem mówić o śmierci ludzi, którzy nie powinni umierać...
    • Gość: kropa Re: kiedy o śmierci IP: *.* 26.03.03, 13:56
      Hej! Wydaje mi sie, że świetnie czujesz, jak rozmawiać o śmierci - właśnie najprościej. Moje doświadczenie było okrutne, a w tej kwestii nieuniknione - zginął mój mąż, tydzień przed drugimi urodzinami córeczki. Pomijając to, co wyczuwała z atmosfery w domu, pytała. Ja mówiłam tylko, że tata jest w niebie, że kocha,że widzi, jaka jest, jak rośnie, że jak dotknie rączką serduszka i ono zabije, to tata mówi, że ją kocha itd. Ciągłość na odległość, stała obecnośc, a jak ktoś nie wierzy w życie po śmierci, wystarczy, że powie o życiu w nas - w naszych sercach, wspomnieniach.W miarę jak rosła, pytania powracały - np. jak tata dostał się do nieba? Balonem? Bywało też śmiesznie...Był też rozpaczliwy moment przy kąpieli: a moje rączki umrą?...płacz/ utulanie... a moje nóżki też umrą?...płacz/ utulanie... i tak długo...Bo to chyba jest coś, co sie musi wypłakać jak trzeba, utulić, oswoić.Teraz panienka już sześcioletnia i trzy miesiące temu urodziłam synka - były pytania o poczynanie, rodzenie, śmierć.Niedawno przeczytałam u Dolto, żeby jak dziecko się martwi, że ty możesz umrzeć - mówić, że tego nigdzy nie wiadomo, że chce się jak najdlużej i że "umiera się dopiero, kiedy przestaje się żyć" - to podobno bardzo do dzieci trafia i je uspokaja.I że to nieodłączna część życia i trzeba normalnie o tym rozmawiać - prosto, odpowiednio do wieku. Jeśli samemu ma się jakiegoś strasznego boja, to można go łatwo sprzedać dziecku ( w imie czego ja w 7 m-cu ciąży na wesołym miasteczku, z lękiem wysokości... tylko nerwowo chichotałam...)Serdeczne pozdrowieniaAnika

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka