Moje dziecko płacze:
-jak czegoś chce
-jak czegoś nie chce
-jak mu sie coś nie udaje (np otworzyć szuflady, której nie powinien zresztą
otwierać)
-jak nie może skądś wyciągnąć swojej zabawki
-jak nie może dosięgnć komórki leżącej na stole
-jak chce na rączki
-jak nie chce na rączki
-jak nie może gdzieś wejśc
-jak nie może skądś zejść
-jak są zamknięte drzwi do łazienki a w środku jest mama albo tata
-jak sam sobie zamknie drzwi i nie może ich otworzyć
-jak chce spać
-jak nie chce spać
-jak chce...
-jak nie chce...
jak nie zwariować?
co robić?
pomóżcie!!!
Moja mama twierdzi, żo on jest rozpuszczony. Ale przecież on nie ma jeszcze
roku! Takiego dziecka chyba nie da się jeszcze nauczyć pewnych rzeczy. Np,
że ma poczekać jak mama idzie do łazienki albo jak robi mu jedzenie.
A może rzeczywiście za łatwo mu ulegam i często daję mu to czego akurat chce
bo już nie mogę słuchać tego wycia. Nie chodzi o to, że jest mi go żal. Mnie
to po prostu irytuje i chcę, żeby już przestał. Czy jemu to przejdzie? Czy
będzie jeszcze gorzej?
Nie dopisałam się do wątku "jak nie rozszarpać roczniaka" bo tam nie
dokładnie o to chodziło. Patyk potrafi się sam bawić i wcale nie wymaga żeby
mu ciągle coś pokazywać czy go nosić. Jest bardzo samodzielny. Potrafi
prawie wszędzie sam wejść. Ale jak mu mówię "nie wolno" to się śmieje.
Czasami doprowadza mnie to do szału. Już parę razy dostał klapsa na pieluchę
ale go to w ogóle nie wzruszyło. Myślał, że się z nim bawię.
Jak mam reagowac na to wycie?