Dodaj do ulubionych

krzyczę na córkę a raczej wrzeszcę...pomocy

25.03.07, 23:27
Nie wiem, po prostu wysiadam, odpadam, Mała ma 22 miesiące, jest bardzo
impulsywna, energiczna, bystra, w mig łapie o co chodzi, bardzo ładnie mowi,
doskanale wie co wolno, a czego nie, na każde pytanie potrafi odpowiedzieć,
pięknie sama się bawi i z nami też, rozumie co sie do niej mowi ,po prostu
cud nie dziecko, gdyby nie fakt, że....każde moje "nie", każde "nie wolno",
których naprawdę nie nadużywam okupione są jednym wielkim, właśnie nawet nie
płaczem tylko, ja to nazywam "źlamdaniem" takim udawaniem płaczu, mruczeniem
pod nosem, skowytem......to mnie doprowadza do szału, pytam dlaczego
płaczesz...i słyszę...mmmmmm, jeszcze raz to samo, tulę ją Maleńka, co się
stało , no i jest jeszcze gorzej zaczyna się ryk... taki totalny....Kiedyś
pomyślałam, ok. marudż sobie ja nie będę zwracać uwagi, no ale nie mogę,
wtedy wychodzę z pokoju i mówię jak sie uspokoisz to mnie zawołaj, fakt nie
trwa to długo jak przychodzę to sama mówi uspokoiłam się mamusiu kocham cie
bardzo, na co jej odpowiadam, że bardzo ja kocham, tulimy się całujemy i jest
fajnie a po paru chwilach znowu zaczyna marudzić, a mnie zaczyna szlak
trafiać ale jaszcze wytrzymuję, niczyn nie chce sie bawić, wszystkim szybko
się nudzi,każda zabawka jest na nie,każda jest na 5 sekund, jak jej się nie
podaoba to wyrzuca,a wie,że tego nie może robić i koło się zamyka, ja
zaczynam sie wk....a ona chce żebym nią się zajmowała, no i wrzeszczę "do
cholery prosiłam Cię", "tak trudno to zrozumieć" ," tak naprawdę to ona jest
cudowna, ale przez te swoje....kaprysy....doprowadza mnie do szału, wtedy nie
panuje nad sobą, po prostu wrzeszczę na nią, okrponie wrzeszczę...a potem ma
wyrzuty, ja już nie wiem co mam z tym robić, tak bardzo ją kocham, a nie
potrafię się opanować.....
Obserwuj wątek
    • monisku32 Re: krzyczę na córkę a raczej wrzeszcę...pomocy 25.03.07, 23:39
      przeczytaj "Jezyk dwulatka" Tracy Hogg albo inną książkę o rozwoju dziecka,
      zrozumiesz, że ona nie robi tego "przeciwko Tobie" i moze nabierzesz
      dystansu... taki etap rozwojowy, sprawdza granice, uczy się zachowan (pomysl,
      co by bylo gdybys Ty trafila na inną planetę, musiała się nauczyć języka i
      zwyczajów, a miała niewykształcony odpowiednio układ nerwowy). Chyba wazna jest
      dorosła reakcja, a nie taka na poziomie dwulatka co? Wrzeszczeniem NIC nie
      osiągasz.
      Na pewno sobie poradzisz, spróbuj złapać do tego dystans i nie traktowac
      tak "osobiscie". Powodzenia i zyczę cierpliwosci smile
      • monisku32 Re: krzyczę na córkę a raczej wrzeszcę...pomocy 25.03.07, 23:42
        aha, moze potrzebujesz się trochę od córeczki oddzielić? moze masz za mało
        pomocy, jestes zbyt zmęczona? warto zadbac o siebie, też sie wkurzałam na
        dziecko, a odkąd mąż zajmuje się nim więcej, to mi się nie zdarza (okej, miewam
        lekkiego nerwa jak mi się wyrywa z tylkiem umorusanym kupą)
        często takie niekontrolowane emocje mówią więcej o naszym stanie niż o
        zachowaniu dziecka...
        • symplegada Re: krzyczę na córkę a raczej wrzeszcę...pomocy 26.03.07, 10:27
          > często takie niekontrolowane emocje mówią więcej o naszym stanie niż o
          > zachowaniu dziecka...
          >

          Dokładnie tak! Jeśli twoje dziecko zachowuje się normalnie dla swojego wieku, a ciebie to wyprowadza z równowagi - musisz odzyskać równowagę. Przede wszystkim wyluzuj - dziecko ma prawo sobie pomarudzić, nic mu się od tego nie stanie (ani tobie).
          Miałam taki etap z niemowlęciem i 3,5 latką, kiedy coraz częsciej traciłam cierpliowść i zaczynałam wrzeszczeć, aż sobie (na szczęscie szybko) uświadomiłam, że ja jestem wściekła nie na dzieci, ale na mojego męża, który siedzi w pokoju obok przy kompie i palcem nie ruszy, gdy ja się dwoję i troję - no ale to dzieciom się obrywało. Uwierz mi, samo uświadomienie sobie tego praktycznie natychmiast sprawiło, że zaczęłam się inaczej zachowywać - a spokojna mama to generalnie spokojniejsze dzieci.
          Teraz mam zbuntowanego 1,5 roczniaka i zbuntowaną 4 latkę - i kiedy tracę cieprliwość, staram się sobie samej odpoiwedzieć, co mnie tak wkurzyło - i zwykle mi przechodzi. A moje ostatnie doświadczenia z buntownikami pokazują, że naprawdę tylko spokój może nas uratować smile)
          • magdulichaa Re: krzyczę na córkę a raczej wrzeszcę...pomocy 26.03.07, 11:05
            Problem w tym, że mam jeszcze 4 miesięcznego syna więc taka dwójka dzieci to
            mieszanka wybuchowa, ja naprawdę się staram opanowywać, zachować zimną krew,
            być spokojna, bo co to za matka, która ciągle wrzeszczy, wiesz chyba masz
            racje, ja nie jestem zła na dzieci tylko na męża, który rano idzie do pracy,
            więc dzieci nie widzi, wraca przeważnie, kiedy śpią, więc z reguły zostają mu
            weekendy, a wtedy "tatusiek" jest zmęczony i musi wypocząć itd, tak to może
            rzeczywiściebyć kluczem całej sprawy. Bardzo Ci dziękuję rozjaśniłaś mi umysł,
            teraz będę się jeszcze bardziej starać, przecież chodzi o moje dzieci.
            Pozdrawiam
            • aniahrrr Re: krzyczę na córkę a raczej wrzeszcę...pomocy 29.03.07, 21:43
              łatwo powiedzieć, że tylko spokój nas uratuje.
              jestem właśnie po jednym z wściekłych dni mojej córki, więc może być trochę
              pesymistycznie. pomimo wielu prób trwania w spokoju ducha i dogadania się jakoś
              z moim dzieckiem zakończyłam dzień łzami z powodu bezsilności.mam nadzieję, że
              mnie trochę oczyszczą i jutro zwarta i gotowa stanę do boju.tfu...cholera,
              jakiego boju.jutro przecież BEDZIE miło, słodko i
              rozkosznie...chciałabym...taaak.
              no więc też nawrzeszczałam dzisiaj na córkę. i w trakcie pisania uświadamiam
              już sobie dlaczego. nie ze zmęczenia, bo wypoczęta jestem na maksa tylko z
              braku alternatywnych sposobów na dogadanie się i okiełznanie jej jaoś-to raz,
              dwa-z wyidealizowanego obrazu 4-latki, która powinna być taka siaka i owaka i
              robić to, to i tamto, a przecież nie da się dziecka podpiąc pod żaden schemat.i
              tyle.więc znowu problem tkwi nie w dziecku, a w nas. dodam, ze stosunek męża-
              taty do sprawy też jest tutaj bardzo ważny, ale to już zupełnie inna
              historia....pozdrawiam rozwrzeszcane i ciche.
              • magdulichaa Re: krzyczę na córkę a raczej wrzeszcę...pomocy 29.03.07, 22:05
                o jak ja doskonale znam takie stany, aż za bardzo, od kilku dni zaciskam zęby
                tak mocno, żeby na nią nie wrzasnąć, że aż mam nadgryzione wargi, ale kurcze,
                to skutkuje, mała kaprysi, kombinuje, doprowadza mnie do wrzenia, ale ja sie
                nie daję, problem w tym, że wiem, że któregoś dnia po prostu wyprowadzi mnie z
                równowagi na maxa i na nic się zda teoria "tylko spokój nas uratuje", przy niej
                trzeba być totalnym flegmatykiem, żeby nie reagować na jej wyczyny, a mąż to
                faktycznie inna historia
                • magdulichaa Re: krzyczę na córkę a raczej wrzeszcę...pomocy 09.04.07, 10:13
                  i wiecie co jeszcze do tego doszło? coś na kształt buntu dwulatka, no teraz to
                  juz przechodzi sama siebie, ale po kolei, od samego rana, tzn od pobudki
                  zaczyna się "nie mamusia, nie kaszka, bułeczka chce bułeczke" i rykk, a raczej
                  mhmmmmm i pięć razy powtarza, że nie chce kaszki, no nic do chwli zjada kaszkę
                  jednak zjada, następnie ubiernie "nie mamusia nie rajtuzki, nie chce, spodnie"
                  i mhmmmmmm następnie, "nie mamusia nie bluzeczka, bluza z kapturem" i mhmmmmm,
                  a poetem "nie zabawki, nie jablko, nie coś tam nie coś tam ne coś tam, nie
                  spacerek, nie jedzenie," wszystko nie i na dodatek ten rykopłacz i mruczenie
                  pod nosem, ale co jest najdziwniesze, doprowadza mnie to do szału prawie
                  odchodzę od zmysłów, ale przestałam na nią wrzeszczeć, jak zaczymna się
                  taka "akcja" to mówię jej "pogadamy jak się uspokisz" i wychodze z pokoju, idę
                  do małego albo do kuchni, coś robić i staram sie wyłączyć słuch, po jakims
                  czasie wracam i wszystko mozna z nią zrobić, ale jak długo to jeszcze
                  potrwa?????? pozdrawiam świątecznie
                  • duygu Re: krzyczę na córkę a raczej wrzeszcę...pomocy 09.04.07, 21:25
                    Doskonale Cie rozumiem! mnie tez dobija marudzenie moich dzieci,juz wola jak
                    placza z jakiegos konkretnego powodu niz taki zly humor i ciagle taki niby-placz.
                    Niestety chyba nic nowego Ci nie moge doradzic oprocz cierpliwosci.A wiem ze o
                    nia ciezko...
                    Pozdrawiam!
            • scher Re: krzyczę na córkę a raczej wrzeszcę...pomocy 09.04.07, 11:21
              magdulichaa napisała:

              > ja nie jestem zła na dzieci tylko na męża, który rano idzie do pracy,
              > więc dzieci nie widzi, wraca przeważnie, kiedy śpią

              Nie uważasz wobec tego, że stara się jak może, wypruwając sobie zyły, żeby jego
              rodzina żyła na odpowiednim poziomie? Czy powiedziałaś mu, że zadowoli cię
              trochę niższy poziom życia, żeby i on miał jakiś odpoczynek, a nie tylko praca-
              dom, dom-praca?

              Sz.
              • majaaaaa eh, faceci 10.04.07, 11:28
                scher napisał:

                > Nie uważasz wobec tego, że stara się jak może, wypruwając sobie zyły, żeby
                >jego rodzina żyła na odpowiednim poziomie?

                Szczególnie w weekendy, kiedy muuuuusi odpoczyyywać i miec czas dla siebie.
                Typowo męski punkt widzenia.

                >Czy powiedziałaś mu, że zadowoli cię
                > trochę niższy poziom życia,

                No i takie gdybanie, bo moze zapewnia jedynie niezbędne minimum. No i kolejny
                aspekt jedni naprawde zyły sobie wypruwają pracując od rana do wieczora, a
                drudzy - tez od rana do wieczora, bo ... tak wygodniej i z dziecmi nie trzeba
                sie użerać i w domu zakasac rekawów.

                > żeby i on miał jakiś odpoczynek, a nie tylko praca- dom, dom-praca?

                On ma- w weekendy, a ona?
    • lila1974 Re: krzyczę na córkę a raczej wrzeszcę...pomocy 09.04.07, 10:29
      Mam wrażenie, że winą za swój wrzask obarczasz małą i jej zachowania.

      Niestety, tylko i wyłącznie Ty jesteś winna temu, że wrzeszczysz.
      Jesteś przemęczona, masz żal do swojego męża i to Cię nakręca, a swoją
      frustrację wyładowujesz na córce.

      Znam ten stan, bo sama niestety wrzeszczałam na dziewczynki (jeszcze mi się
      zdarza jakaś burza, ale zdecydowanie rzadziej) i wiem, ze to tylko i wyłącznie
      moja wina, ze wrzeszczę. Jak ochłonę i opadną emocję, to wiele razy przylapałam
      się na tym, że zachowanie moich dzieci było zupełnie normalne, może czasami
      męczące, ale to nie daje mi prawa do wydzierania się na nie.

      Jesteśmy bezkarne, a dzieci wobec nas bezbronne i pozwalamy sobie na nadużycia
      wobec nich.
      Jeśli rzeczywiście wrzeszczysz, to idź do psychiatry lub psychologa, a może
      wystarczy zwykły lekarz rodzinny i przyznaj się, ze nie panujesz nad swoimi
      reakcjami. Myślę, że dostaniesz coś, co pozwoli zapanowac Twoim nerwom nad ich
      impulsywnymi reakcjami.

      Ja dostałam receptę, ale jej nie wykupilam. Myślałam, że poradzę sobie sama.
      Myślałam "co to znaczy, że nie mogę nad sobą zapanowac! Dam radę!" I
      rzeczywiście rpzez jakiś czas dawałam, ale widzę, że jest to bardzo ciężkie.
      Pojdę więc ponownie do psychiatry i poproszę o wypisanie tego leku.

      I nie uważam, ze jest to pójście na łatwiznę - lek i po sprawie. Uważam, że coś
      jest ze mną nie tak, skoro mimo uświadomienia sobie problemu nie umiem nad sobą
      zapanowac. Prawdopodonie jest to jakiś rodzaj nerwicy - raczej lekki ale jest.
      • kadyga Re: krzyczę na córkę a raczej wrzeszcę...pomocy 11.04.07, 21:18
        to co napisała lila to święta prawda

        wiecie co ja zrobilam??
        kupilam sobie persen i juz mnie tak chłopaki nie wk...

        chemia po prostu
    • nangaparbat3 Re: krzyczę na córkę a raczej wrzeszcę...pomocy 09.04.07, 11:41
      Tez kiedys myslalam, ze potrafie zacisnać eby i opanować emocje, że wystarczy
      starac sie nie wybuchnąć, zeby było OK. Otrzeźwialam, kiedy corka zaczęla miec
      tik nerwowy.
      Ty po prostu potrzebujesz pomocy, troche czasu tylko i wyłącznie dla siebie,
      inaczej zwyczajnie zwariujesz. Kiedy moja corka miała 22 miesiące wrociłam do
      pracy, to było parę godzin tygodniowo, maż niewiele zarabiał, więc dziadkowie
      zafundowali nam panią - to była najlepsza decyzja, jaka podjelam w zyciu (choc
      bronilam sie bardzo, wlasciwie moja babcia mnie do niej zmusiła).
    • asidoo Re: krzyczę na córkę a raczej wrzeszcę...pomocy 09.04.07, 21:35
      Może masz niedobory magnezu i dlatego tak szalejesz.
    • magdulichaa Re: krzyczę na córkę a raczej wrzeszcę...pomocy 10.04.07, 16:45
      No właśnie postanowiłam wygospodarować "czas dla MAMY", i właśnie dzisiaj byłam
      na basenie 2 h bez dzieciaczków!!!, z małymi była babcia, kurcze relaks był
      niesamowity, co prawda zmeczona jestem jak nie wiem, ale spokojniejsza,
      zobaczymy czy to zadziała na dłuższą metę, cały czas uczę się opanowania cały
      czas kontroluję swoje zachowanie, tzn staram się i udaje się , może dlatego
      też , że Magda przestała być upierdliwa(przynajmniej dzisiaj taka jest, tzn
      pięknie się bawi, jest spokojna, taka "dzieciowata"), ale boję się, że jutro ,
      że jutro znowu się zacznie, bez sensu to.... a ja myślałam , że macierzyństwo
      to sama przyjemność...............
    • magdulichaa do scher 10.04.07, 20:29
      no super, widzę, że meski punkt widzenia jest ci bardzo bliski, jasne....maż
      pracuje od rana "do nocy", ciężko pracuje i wierz mi ja to doceniam, bardzo
      doceniam, ale wyobraź sobie ja też nie jestem na wczasach, też ciężko pracuję,
      tylko moja praca nie przeklada się na wyniki finansowe, nie zarabiam, a haruję
      jak wół, nie , nie chce się skarzyć i nie mam zamiaru, chodzi mi o to, że nie
      moge pojąć jak mozna "rozgrzeszać" faceta, który jest zmęczony po tygodniu
      pracy, który nie ma czasu dla własnych dzieci, bo jest zmęczony........dla mnie
      to niepojęte!!! a dlaczego to ja mam go doceniać , że pracuje "dla nas" a może
      tak on by docenił to, że ja też pracuję "dla nas",a zajmowanie się dziećmi to
      naprawdę ciężka robota!!!
      • scher Re: do scher 11.04.07, 22:36
        Ja pisałem jakby o czymś innym. Nie o tym, że nie doceniamy pracy kobiet, ale
        mężczyzna też człowiek i chciałby, żeby jego starania również były zauważone.
        Dobre słowo dla męża też trzeba mieć. To ważniejsze niż idealny w domu porządek.

        Odnośnie "rozgrzeszania" mężczyzny (nie lubię słowa "facet"), który nie ma
        czasu dla własnych dzieci - nie rozgrzeszam. Wielu mężczyznom jednak trzeba
        podsunąć pewne pomysły, jak mogliby spędzać czas z dziećmi, oni tego nie wiedzą
        sami z siebie. Lepiej też czują się w kontaktach z dzieckiem starszym, z którym
        można już normalnie porozmawiać. Wielu mężczyzn potrzebuje pewnego
        uświadomienia (byle życzliwego, nie tonem pełnym pretensji), jak ważna jest
        rola ojca, jak wielki jego wpływ, co tak naprawdę kontakt z ojcem daje dziecku.

        Pomocą tu może być literatura:
        www.google.pl/search?hl=pl&q=zadziwiaj%C4%85cy+wp%C5%82yw+tatusia&lr=lang_pl
        www.google.pl/search?num=100&hl=pl&q=bohaterem+dla+swoich+dzieci&lr=lang_pl
        • magdulichaa Re: do scher 11.04.07, 23:35
          scher napisał:

          > Ja pisałem jakby o czymś innym. Nie o tym, że nie doceniamy pracy kobiet, ale
          > mężczyzna też człowiek i chciałby, żeby jego starania również były zauważone.
          > Dobre słowo dla męża też trzeba mieć. To ważniejsze niż idealny w domu
          porządek

          > I tu się z tobą w zupełności zgodzę, ale to działa również w drugą stronę
          trzeba również docenić to, że kobieta jest z dziećmi, opiekuje się nimi, i jej
          też nalezy się dobre słowo a poza tym akurat dla mnie idealny porządek to
          jedynie marzenie, bo nie mam czasu na tak błache rzeczy, co nie znaczy, że
          rzeczy walaja mi się tonami po mieszkaniu
          >
          > Odnośnie "rozgrzeszania" mężczyzny (nie lubię słowa "facet"), który nie ma
          > czasu dla własnych dzieci - nie rozgrzeszam. Wielu mężczyznom jednak trzeba
          > podsunąć pewne pomysły, jak mogliby spędzać czas z dziećmi, oni tego nie
          wiedzą
          >
          > sami z siebie. Lepiej też czują się w kontaktach z dzieckiem starszym, z
          którym
          >
          > można już normalnie porozmawiać. Wielu mężczyzn potrzebuje pewnego
          > uświadomienia (byle życzliwego, nie tonem pełnym pretensji), jak ważna jest
          > rola ojca, jak wielki jego wpływ, co tak naprawdę kontakt z ojcem daje
          dziecku.

          > z tym też się w zupełności zgadzam, tylko ile razy można mówić to samo????

          > Pomocą tu może być literatura:
          > www.google.pl/search?hl=pl&q=zadziwiaj%C4%85cy+wp%C5%82yw+tatusia&lr=lang_pl
          > www.google.pl/search?num=100&hl=pl&q=bohaterem+dla+swoich+dzieci&lr=lang_pl
          >
          mężczyżni, mężowie, ojcowie są naprawdę zagadką, której chyba nikt nie jest w
          stanie rozwiazać!
          • magdulichaa Re: do scher 11.04.07, 23:41
            a poza tym ja naprawdę doceniam to, co ON robi dla nas, i chciałabym , żeby ON
            też docenił to, co ja robię dla nas
            • scher Re: do scher 12.04.07, 06:18
              magdulichaa napisała:

              > a poza tym ja naprawdę doceniam to, co ON robi dla nas, i chciałabym, żeby
              > ON też docenił to, co ja robię dla nas

              Bez rozmowy się nie obejdzie smile
        • majaaaaa Re: do scher 17.04.07, 23:46
          scher napisał:


          > mężczyzna też człowiek i chciałby, żeby jego starania również były zauważone.

          Czyli zakładasz, że ona nie zauważa?

          > Dobre słowo dla męża też trzeba mieć.

          Ona pada z nóg, psychika siada, a zamiast wsparcia dla niej - niezbędne dobre
          słowo dla męża, szczególnie, kiedy sie byczy w weekendy...

          >To ważniejsze niż idealny w domu porządek

          Dopóki jest porzadek - każdy tak mówi, ale jak zaczyna sie syf, to i zaczynaja
          sie wymówki, bo ona przeciez w domu ...

          >który nie ma
          > czasu dla własnych dzieci - nie rozgrzeszam. Wielu mężczyznom jednak trzeba
          > podsunąć pewne pomysły, jak mogliby spędzać czas z dziećmi, oni tego nie
          >wiedzą sami z siebie.

          Ty sie chyba z choinki urwałeś. Ona chce mieć w domu faceta, tak własnie faceta,
          a nie mężczyznę-dzieciaka, któremu propozycje zabaw trzeba podsuwać...

          > Wielu mężczyzn potrzebuje pewnego
          > uświadomienia (byle życzliwego, nie tonem pełnym pretensji), jak ważna jest
          > rola ojca, jak wielki jego wpływ, co tak naprawdę kontakt z ojcem daje >dziecku.

          Wkurza mnie takie pisanie. Kobieta jest na skraju depresji byc może, a ty
          dodatkowo wzbudzasz w niej winę i obarczasz ją koniecznościa uświadamiania
          dorosłego człowieka, jaka jest rola męża i ojca. Dobre sobie.


          • magdulichaa Re: do scher 18.04.07, 08:21
            prawda jest taka, że tylko kobieta zrozumie kobiet a matka matkę,
            kobieta pracująca w domu wielokronie zmaga się z 1000 razy wiekszymi problemami
            niż Szanowny, który w pracy ma do czynienia z dorosłymi ludźmi a nie z dziećmi,
            które potrafia dać tak popalić, że niejednemu Szanownemu odechciałoby się
            siedzieć z dziećmi w domu
            dzięki za zrozumienie
    • katarzyna.bn Re: krzyczę na córkę a raczej wrzeszcę...pomocy 16.04.07, 21:35
      Faktycznie tak jest ze wtedy kiedy krzyczę po swoim synku jestem zla nie na
      niego, ale na jakąs sytuacje bądz na mojego NieMęża ;/ Niestety.. chyba musze
      nad tym bardziej panować!
      • magdulichaa Re: krzyczę na córkę a raczej wrzeszcę...pomocy 17.04.07, 10:06
        odkąd uświadomiłam sobie pewne sprawy, jakos bardziej się powstrzymuję przed
        tymi moimi wyskokami ale są sytuacje kiedy nie potrafię zapanować, kiedy tak
        mnie wścieknie, że , że......po prostu muszę natychmiast wyładować emocje, i
        kurcze ja się potem dziwię, że moje dziecko też wrzeszczy jak się wkurzy, ale
        wierzcie mi pracuje nad tym bardzo, bardzo, bardzo mocno!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka