Problemy w kościele

02.05.07, 22:54
Witam! Pomóżcie mój 5-letni synek nie chce chodzić do kościoła, bo
twierdzi,że to nudne.Gdy już jest w kościele to nieustannie sie wierci i
marudzi,że chce do dmou. Jak go zachęcić do tego by uczestniczył we mszy
świętej. Nie chce go przekupywać czy karcać za złe zachowanie bo całkiem się
zniechęci.. Będze wdzięczna za pomoc.
    • asinek68 Re: Problemy w kościele 02.05.07, 23:12
      Z całym szacunkiem do wychowania w wierze ale chyba nic na siłę. Przymuszanie
      spowoduje tylko, że będzie tą mszę po prostu "odbębniał". Może spróbuj w innym
      kościele i na mszach dla dzieci. Wszystko zależy od księdza jak prowadzi taką
      mszę. U mnie "śpiewa, tańczy, recytuje" i gra na gitarze. I widzę nieraz, że
      dzieciaki dobrze się bawią. Popytaj o okoliczne kościoły.
    • soffia75 Re: Problemy w kościele 02.05.07, 23:26
      Pięciolatek to jeszcze małe dziecko, ma prawo nie rozumieć, po co tak właściwie
      ma chodzić do kościoła i ma prawo się tam nudzić. Może pozwól mu być na mszy tak
      długo, jak długo wytrzyma, żeby nie odbierał tego jako przykrego obowiązku?
      Spróbuj zaciekawiać go jakimiś elementami liturgii (ja pamiętam, że jako dziecko
      chodziłam do kościoła tylko dlatego, że "ładnie śpiewali i grali" wink),
      pojedynczymi drobiazgami, które może obserwować. Myślę, że dzięki temu będzie mu
      się udawało wytrwać na mszy za każdym razem trochę dłużej i wreszcie - aż do końca.
      • kropkacom Re: Problemy w kościele 02.05.07, 23:37
        Po co takie małe dzieci prowadzicie na msze? Rozumiem że można iść z dzieckiem
        do kościoła ale msza to przecież niekiedy 45 minut.
    • jaskolka.dymowka Re: Problemy w kościele 03.05.07, 00:08
      Myślę, że poczytaj sobie forum o wychowaniu w wierze, tam są takie dyskusje, np. ta:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=22460627
    • mapi9 Re: Problemy w kościele 03.05.07, 00:23
      poczekaj aż będzie gotowe.Ja miałam to samo.Nie chciałam się niepotrzebnie
      denerwować więc nie chodziłam z synkiem do kościoła,teraz jesteśmy w trakcie
      przygotowań do ślubu więc już parę razy spotkał się z księdzem oko w oko i cały
      czas mówi o kościele,coraz dłużej na mszy wytrzymuje
    • jacksparrow1 Re: Problemy w kościele 03.05.07, 02:50
      Albo musicie chodzic z mezem na zmiane do kosciola by jedno zostalo w domu z
      synkiem, albo jak nie masz z kim zostawic dziecka to zabierz do kosciola jakies
      ksiazeczki( sa dokupienia ksiazeczki z tematyka biblijna) , wychodz podczas
      kazania przed kosciol, sa glosniki to tez nie stracisz niczego, albo zostan
      przed kosciolem - synek moze sobie polazic tu i tam, a ty mozesz uczestniczyc
      we mszy.Ja dosc dlugo tak robilam bo corka byla straszna wiercipieta.Mialam z
      kim zostawic w domu, ale dziecko chcialo chodzic do kosciola.teraz mam problem
      z glowy.Msze nie trwaja tutaj w kosciele godzine i wiecej.Max 30 min i to jak
      kosciol jest zapelniony na maksa.
      • elske Re: Problemy w kościele 03.05.07, 09:15
        W moim kosciele jest msza dla przedszkolakow.Trwa 30 min, kazaine jest
        specjalnie dla dzieci, z udzialem dzieci.Ale ta msza zostala dodana dopiero we
        wrzesniu.
        Moja corka ma dwa lata i do tej pory chodzilysmy na msze zwykłe.
        Moja teoria jest taka ze im wczesniej zaczelam chodzic z corka do kosciola, tym
        szybciej sie przyzwyczaila.Zestaw jaki bralam ze soba:picie w butelce, chrupki,
        ksiazeczka z obrazkami, 2 male zabawki.Zawsze chodzilam na msze rano , p
        sniadaniu (9.30). I nigdy nie pozwalalam jej wychodzic z wozka.moja córa caly
        czas siedziala w wozku.Czasami plakala jak inne dzieci biegaly po kosciele i ona
        tez chciala.Ale ja mowilam nie i koniec.
        • lolinka2 Re: Problemy w kościele 03.05.07, 10:56
          elske napisała:

          "Moja teoria jest taka ze im wczesniej zaczelam chodzic z corka do kosciola, tym
          szybciej sie przyzwyczaila.Zestaw jaki bralam ze soba:picie w butelce, chrupki,
          ksiazeczka z obrazkami, 2 male zabawki.Zawsze chodzilam na msze rano , po
          sniadaniu (9.30). I nigdy nie pozwalalam jej wychodzic z wozka. moja córa caly
          czas siedziala w wozku.Czasami plakala jak inne dzieci biegaly po kosciele i ona
          tez chciala.Ale ja mowilam nie i koniec"

          My jesteśmy Świadkami Jehowy więc kościół akurat odpada, ale są zebrania
          religijne (3 razy w tygodniu odpowiednio 1 godzina, 1,5 godziny i 2 godziny), na
          które dzieci (5 lat i 11 m-cy)od momentu ich narodzin zabieramy. Strategia elske
          opisana powyżej jest najlepsza na świecie. Dzięki takiemu podejściu moja
          aktualnie 5-letnia córa uczestniczy aktywnie w zebraniach (jest przygotowana,
          udziela się z sensem w dyskusjach, kiedy trzeba siedzi cicho słuchając i
          próbując notować na swój sposób). Nad małą pracujemy metodą NUR (nieustępliwej
          upierdliwości rodzica), siedzi w wózku, jest ew. bujana, picie, kasza, jakaś
          mała zabaweczka. Za jakiś czas zamiast zabaweczek będą już tylko książki...
          • ibulka Re: Problemy w kościele 03.05.07, 15:19
            lolinka2 - metoda NUR bardzo mi się podoba wink)

            a co do koćioła - fakt, przeszkadzają mi dzieci drące się wniebogłosy, ale tylko
            na mszach dla dorosłych ;]
            na mszach dla dzieci nigdy.
            dlatego tak dobijają mnie wszystkie upierdliwe moherowe berety, które siadają
            sobie na dziecięcych mszach w pierwszych ławkach i łapią biegające maluchy uncertain
        • jacksparrow1 Re: Problemy w kościele 03.05.07, 19:09
          I tak powinno byc.U mnie w kosciele sa dwie msze gdzie jest specjalny serwis
          dla dzieciakow - na czas czytan i kazania dzieciaki wychodza z opiekunem do
          osobnego pomieszczenia i tam jest omawiana ewangelia dostosowana do ich
          wieku.KAzda msza u nas trwa jakies 40 minut.
          Przyzwyczajanie dziecka jest dobre, ale czasami dzieciaki sa zbyt ruchliwe,
          krzykliwe(zwlaszcza jak chce sobie pocwiczyc pisk i odkryje ze w kosciele
          fajnie niesie echo) i to przeszkadza w kosciele, zwlaszcza jak nie jest sie z
          dzieckiem na mszy przeznaczonej dla dzieci.Dobija mnie w kosciolach to ze
          mamuska pcha sie do przodu z dzieciakiem, badz gdziekolwiek, dziecko puszcza
          luzem, a w kosciele jest miejsce przeznaczone dla osob z malymi dziecmi.No ale
          to ja.Zawsze uwazalam, ze jak moje dziecko chce sobie polazic to wyjde przed
          kosciol i niech sobie lazi i nie przeszkadza innym w modlitwie.
          • mapi9 Re: Problemy w kościele 03.05.07, 19:24
            no i własnie o to chodzi żeby przyzwyczaić dziecko do uczestniczenia we mszy
            ale ważne jest też to żeby nie przeszkadzało innym.
        • annakate Re: Problemy w kościele 05.05.07, 22:29
          A nie lepiej ją z tymi książeczkami i chrupkami zabrac do parku? a do kościoła
          jak chociaż z grubsza będzie kontaktowac o co chodzi?
          • triss_merigold6 Re: Problemy w kościele 05.05.07, 22:34
            Sekty wcześnie indoktrynują.wink
        • direta Re: Problemy w kościele 12.05.07, 10:06
          elske napisała:

          > W moim kosciele jest msza dla przedszkolakow.Trwa 30 min, kazaine jest
          > specjalnie dla dzieci, z udzialem dzieci.Ale ta msza zostala dodana dopiero we
          > wrzesniu.
          > Moja corka ma dwa lata i do tej pory chodzilysmy na msze zwykłe.
          > Moja teoria jest taka ze im wczesniej zaczelam chodzic z corka do kosciola, tym
          > szybciej sie przyzwyczaila.Zestaw jaki bralam ze soba:picie w butelce, chrupki,
          > ksiazeczka z obrazkami, 2 male zabawki.Zawsze chodzilam na msze rano , p
          > sniadaniu (9.30). I nigdy nie pozwalalam jej wychodzic z wozka.moja córa caly
          > czas siedziala w wozku.Czasami plakala jak inne dzieci biegaly po kosciele i on
          > a
          > tez chciala.Ale ja mowilam nie i koniec.

          Osobiscie jestem przeciwna braniu do koscioła chrupek czy zabawek. Msza to nie
          party time.
          Ale są różne szkoły.
          Natomiast pozwoliłabym pewnie wyjśc z wózka żeby msza nie kojarzyła się z niewolą.
          smile Są więc różne szkoły.
          Ale ja byłam w o tyle komfortowej sytuacji, ze szłąm z męzem i jak mały miał
          ochotę pobiegać, to maż zawsze brał go na ręce, co było dla niego o wiele
          bardziej atrakcyjne. (Ja nie bardzo mogę dzwigać, poza tym bycie na rękach u
          mamy to ie to samo co u taty)
          Po drugie - unikaliśmy mszy dla dzieci własnie dlatego, by nie dawały małemu
          złego przykładu.
          Pewnie wszystko zależy od dziecka. Trzeba poeksperymentować.
          Traz ładna pogoda, wiec mozna tez czesc mszy lub cała spedzac przed kosciołem
          Ja sugeruję częsc. Tea bardziej niezrozumiałą dla małego dziecka, bo nic się nie
          dzieje tylko ktoś gada a wiec czytania i kazanie. Potem mozna go znowu
          zaprowadzić do środka i to jak najblizej ołtarza, zeby wszystko dobrze widział
    • 0golone_jajka Re: Problemy w kościele 05.05.07, 12:34
      Dziwisz się dziecku? Przecież msze SĄ NUDNE. A dziecko nie rozumie, że TRZEBA w nich uczestniczyć "bo tak wypada". Prowadzanie dzieci na msze to nic innego tylko wyrabianie siłą nawyku, swoista indoktrynacja nie mająca nic wspólnego z wiarą. Jak dziecko dorośnie i ZROZUMIE co to jest bóg i religia to samo zadecyduje. A prowadzanie na msze i tłumaczenie (jak moja teściowa) "o tam w górze mieszka pan bóg i patrzy na ciebie, pomódl się do niego" jest bez sensu.

      No ale to tylko moja opinia.
      • news21 Re: Problemy w kościele 05.05.07, 19:16
        Więcej powiem drogie Jajka - to wychowywanie ateisty, albo wojującego ateisty.
        Tresura: im wcześniej się zacznie chodzić z dzieckiem do kościola tym szybciej
        się wytresuje i dostosuje, skutkuje czymś dokładnie odwrotnym. W pewnym wieku
        dziecko stanowczo powie NIE i nigdy w życiu do kościoła nie pójdzie.
        Ateiści to dzieci z ultrakatolickich rodzin.
        • elske Re: Problemy w kościele 05.05.07, 20:17
          To nie jest zadna tresura.I wiekszosc dzieci w pewnym wieku mowi nie i przestaje
          chodzic do kosciola.I wiekszosc z nich po jakims czasie wraca (o ty mowi sie
          nawet troche na pietwszym roku pedagogiki, na zajeciach z psychologii).Ja
          zostalam wychowana jak katoliczka,mialam przyklad z domu(mama zawsze chodzila z
          nami do kosciola).I ja tez chodze ze swoja corka.Dla mnie nie chodzenie z
          dzieckiem do kosciola a pozniej wymaganie od 6-7 latka zeby bylo w kosciele
          grzeczne, jest dziwne.Bo coraz czesciej chodzi sie z dziecmi do kosciola dopiero
          jak zaczynaja pierwsza klase podstawowki, bo za rok komunia.A przeciez zeby
          dziecko nie poszlo do komunii to tez nie wypada.I w takim razie po co chrzest,
          czy tez dlatego ze wypada?
          Moja cora obok ksiazek z bajkami ma biblie dla dzieci z obrazkami(ma ona ok.20
          lat, kiedys nalezala do mnie).I tak jak czytamy bajki, tak tez czytamy biblie,
          opowiadamy co jest na obrazkach.ma tez ksiazki o przypowiesciach, i jak sama
          wyciaga sobie ksiazki to wie ktora opowiada o Bogu.W soboty oglada "Ziarno", bo
          lubi piosenki z tego programu i dzieci.
          I jeszcze jedno, kiedy bylam nastolatka tez przechodzilam bunt i przestalam
          chodzic do koscila(rodzice mnie wtedy na sile do kosciola nie wyciagali).Trwalo
          to 2-3 lata i przeszlo.Za to moj maz do kosciola tylko na sluby i pogrzeby
          chodzi.Ja nie zmuszam go do chodzenia na msze ze mna ( to jego wybor, ma do tego
          prawo).
          • akseinga Re: Problemy w kościele 05.05.07, 21:18
            Ja chodze z moją 5-latką na msze dla dzieci. Taka msza jest krótsza, więcej się
            śpiewa, gra na gitarze i nie jest tak nudno dla dziecka jak na normalnej mszy.
        • triss_merigold6 Re: Problemy w kościele 05.05.07, 22:07
          Interesujące...
          A mogą byc ateiści z ateistycznych rodzin czy ci w ramach buntu rzucają się na
          oazy i dewocję?
          • guruburu Re: Problemy w kościele 06.05.07, 14:17
            Ja wszystko rozumiem, ale wymaganie od dziecka, zeby siedziało w wózku przez 40
            minut to jakiś kosmos. Wózki są do wożenia, gdzie dziecko chodzące nie moze lub
            nie powinno chodzić (ze względu na niebezpieczeństwo - vide ruchliwa ulica) a
            nie do więzienia...
            • iwoniaw W wózku? 06.05.07, 18:11
              Autorka wątku pisze, zdaje się, o pięciolatku! Ja rozumiem, że można wychowywać
              dziecko na ateistę, można zgodnie z wyznawaną religią - wszystko zależy przecież
              od poglądów rodziców. Ale nie rozumiem, skoro rodzice odczuwają potrzebę
              religijnego wychowywania dziecka, dlaczego czekają z tym aż 5 lat? Z opisu
              wynika, że dziecko zachowuje się tak a nie inaczej, bo nikt mu nie tłumaczył
              (wbrew tezom niektórych wypowiadającym się w tym wątku na temat indoktrynacji
              wink..) sensu ani celu pójścia na mszę. Czy do muzeum, kina, teatru czy w
              jakiekolwiek inne miejsce też bierzecie dzieci nie przygotowując ich do tego w
              ogóle i nie ucząc ich wcześniej, co w takich sytuacjach jest właściwe, a co nie?

              No i to ubolewanie nad niemożnością spokojnego wytrzymania w bezruchu 40 minut -
              przecież za rok to dziecko będzie objęte obowiązkeim szkolnym. Nie zazdroszczę
              jego wychowawczyni ani usiłującym normalnie funkcjonować kolegom z klasy...
              • 0golone_jajka Re: W wózku? 07.05.07, 10:40
                Mój dwulatek może jakoś wysiedzieć godzinę w....teatrze. A czym się różni teatr od kościoła dla dwulatka? Pewnie tym, że kościół to teatr jednego aktora i że każde przedstawienie jest tak samo nudne.
                • iwoniaw Ale to nie dwulatek, to pięciolatek. 07.05.07, 16:57
                  > A czym się różni teatr
                  > od kościoła dla dwulatka?

                  Dla dwulatka pewnie niczym, niemniej sam przyznajesz, że dwulatek w teatrze
                  wysiedzi spokojnie z godzinę, zatem jeśli nie ma zaburzeń, w kościele też
                  powinien dać radę (jeśli rodzice widzą sens go tam zabierać, powinni go do tego
                  przygotować, a nie narażać postronnych ludzi na nieodpowiednie zachowania
                  pociechy, czyż nie?).
                  Ale tu jest mowa o pięciolatku. Który przede wszystkim powinien umieć się
                  zachować w miejscach publicznych nieco lepiej niż przeciętny dwulatek,
                  nieprawdaż? Pięciolatek nie potrafiący spokojnie zachowywać się przez 40 minut
                  mszy to porażka kompletna - bez względu na to, co kto sądzi o religii, wierze
                  itd. I jeśli rodzice znajdują wytłumaczenie dla "niecierpliwości" dziecka i
                  nieumiejętności stania/siedzenia w spokoju przez godzinę, to naprawdę można
                  współczuć nauczycielom i kolegom w szkole narażonych na kontakty z takim
                  "żywym", "nadpobudliwym", a naprawdę - niewychowanym.
                  • 0golone_jajka Re: Ale to nie dwulatek, to pięciolatek. 11.05.07, 16:28
                    > Dla dwulatka pewnie niczym, niemniej sam przyznajesz, że dwulatek w teatrze
                    > wysiedzi spokojnie z godzinę, zatem jeśli nie ma zaburzeń, w kościele też
                    > powinien dać radę

                    Nie zgadzam się. W teatrze coś się dzieje, ludzie sie ruszają, mówią, grają, śpiewają itd itp. A w kościele jest przeraźliwie nudno i w kółko to samo. Nic dziwengo że dwulatek nie wysiedzi.

                    Jeśli chodzi o pięciolatka to fakt, on powinien umieć się zahcowywać spokojnie przez 45 minut, ale CZY CHCE? Skoro msza jest tak potwornie nudna a jemu każą na te nudy chodzić, to się chłopak buntuje - normalna, zdrowa reakcja myślącego człowieka.
                    • d.o.s.i.a Re: Ale to nie dwulatek, to pięciolatek. 11.05.07, 21:58
                      Ale w POlsce najwiekszym osiagnieciem wychowawczym jest takie wytresowanie
                      dziecka, zeby siedzialo cicho jak pod miotla, zwlaszcza jak dorosli rozmawiaja,
                      albo na mszy (bo przeciez tak ma byc i koniec i taka matka sie nawet nie
                      zastanowi dlaczego to dziecko w ogole tak MUSI na tej mszy byc).
                      Bezrefleksyja tresura w imie "dobrego" wychowania. I dlatego Polacy sa zahukani,
                      nie potrafia sie zachowywac swobodnie i naturalnie - bo byli od dziecinstwa
                      tresowani do "wlasciwego" zachowania. Sztywni do bolu, ale w kosciele umieja
                      zachowac sie najlepiej ze wszystkich narodow swiata (chociaz za cholere nie
                      kumaja o co w tej mszy chodzi).

                      Dziecko to dziecko. Po to ma 5 lat, zeby brykac, smiac sie i bawic. A nie stac
                      na bacznosc w kosciele!
                      • scher Re: Ale to nie dwulatek, to pięciolatek. 12.05.07, 13:12
                        d.o.s.i.a napisała:

                        > Dziecko to dziecko. Po to ma 5 lat, zeby brykac, smiac sie i bawic. A nie stac
                        > na bacznosc w kosciele!

                        Właśnie na dzieci rodziców o takich poglądach często ciężko patrzeć bez
                        irytacji. Jest czas brykania i czas stania.
                        • d.o.s.i.a Re: Ale to nie dwulatek, to pięciolatek. 12.05.07, 13:59
                          Oczywiscie, ze tak - ale wtedy gdy dziecko rozumie dlaczego powinno sie
                          zachowywac ciszej niz w piaskownicy. Nie widze nic zlego w tym, aby oswajac
                          dzieci z tym, ze np. w szpitalu trzeba sciszyc glos, ale nie rozumiem tresury
                          pt. masz siedziec w wozku bo teraz jest msza (a co to takiego msza, to juz
                          dziecko nie kuma, wie tylko, ze z jakichs powodow ma trzymac morde na klodke).

                          Mieszkalam przez jakich czas w Stanach i moglam porownac jak wychowywane sa
                          dzieci amerykanskie, a jak polskie. Roznica jest kolosalna. Rodzice
                          amerykanskich dzieci z nimi ROZMAWIAJA, dziecko jest pytane o to jak sie czuje,
                          co chcialoby zjesc, jaki ma poglad na takie, a takie sprawy. Jest rownoprawnym
                          czlonkiem rodziny. Polskie dzieci od dziecinstwa uczone sa "ich miejsca", czyli
                          "siedz cicho i nie dyskutuj". Dziecko polskie jest zahukane, niesmiale, boi sie
                          odezwac, scenki pt. "idz pocaluj dziadka", albo "zaspiewaj piosenke" sa na
                          porzadku dziennym - amerykanskie dziecko samo pojdzie pocalowac dziadka (bo sie
                          go nie boi) i samo zaspiewa piosenke. Polskie dziecko czesto jest niegrzeczne
                          (bo przeciez nikt go nie slucha, a w kosciele trzeba stac na bacznosc,
                          niewiadomo dlaczego). I nie zrozum mnie zle, widzialam amerykanskie dzieci w
                          kosciolach - chodzily sobie spokojnie po kosciele, albo siedzialy z rodzicami w
                          specjalnym pomieszczeniu. Ale nikt nie wiezil ich w wozku!!! Znaczy, da sie
                          jakos nauczyc dziecko aby bylo spokojne gdy trzeba, bez uciekania sie do metod
                          pt. tu jest kosciol, tu sie nie gada.

                          Z wytresowanych dzieci, wyrastaja wycofani dorosli. Wytresowani, ulozeni, ale
                          bez poczucia, ze cos znacza.
                          • news21 Re: Ale to nie dwulatek, to pięciolatek. 13.05.07, 08:58
                            Cała smutna prawda dosiu.
          • news21 Re: Problemy w kościele 13.05.07, 08:53
            Ależ dokładnie tak. MOja koleżanka z mężem nie uczęszcza do kościoła, ich corka
            za to biega sama z siebie bo chce i bardzo jej się to podoba.
    • nowabiala1 Re: Problemy w kościele 06.05.07, 15:18
      Ja miałam szczęscie, bo kosciol do ktorego chodzilam z moimi malymi dziecmi
      wlasnie się rozbudowywal i na podworzu byla wielka kupa czystego piaku. Dzieci
      cala msze spedzaly na robieniu babek i bardzo lubily chodzic do kosciola.
      • mapi9 Re: Problemy w kościele 06.05.07, 17:19
        u mnie w rodzinie nikt do kościoła nie chodził i nikt mnie nie namawiał.Sama
        zaczęłam chodzić jak byłam w siódmej klasie podstawówki.Śpiewałam psalmy itp.
      • 0golone_jajka Re: Problemy w kościele 07.05.07, 10:41
        uściślijmy. Twoje dzieci chodziły do piaskownicy a nie do kościoła. Dlatego to lubiły.
    • scher Re: Problemy w kościele 07.05.07, 00:17
      nox10 napisała:

      > Witam! Pomóżcie mój 5-letni synek nie chce chodzić do kościoła, bo
      > twierdzi,że to nudne. Gdy już jest w kościele to nieustannie sie wierci i
      > marudzi,że chce do domu.

      Jak przygotowujesz dziecko do uczestniczenia we Mszy Św.? Czy opowiadasz mu w
      domu o Bogu? O tym, co i dlaczego dzieje się podczas nabożeństwa? Czy przed
      pójściem do kościoła przypominasz dziecku o obowiązujących tam zasadach? Czy
      każesz mu powtórzyć najważniejsze? Czy wyjaśniasz dziecku zachowanie się ludzi
      w kościele (np. kiedy i dlaczego się robią znak krzyża, kiedy i dlaczego
      klękają) i zachęcasz do naśladownictwa?

      Czy w domu przezwyczajasz dziecko do modlitwy, czy odmawiacie razem pacierz?
      • des4 Re: trzeba być cierpliwym 07.05.07, 09:23
        Po pierwsze chodzić z dzieckiem do kościoła bo w ten sposób wyrabia się nawyk,
        nawet wtedy jescze kiedy dziecko niewiele rozumie. Latem można stać przed
        kościołem gdzie zawsze bryka grupka dzieciaków, zimą starać się chodzić tam
        gdzie msze są w miarę krótkie, albo wychodzić nieco wcześniej...

        Oczywiście dobrze jest aby msza był dla dziecka ciekawa, dlattego najlepiej
        chodzić na msze dla dzieci....

        Też mieliśmy problem ze znudzeniem i wierceniem się, ale ostatnio nasz mały (5
        lat)zaczyna z tego wyrastać i jest ewidentnie spokojniejszy. Dużo pomogło od
        kiedy kupiliśmy Biblię dla dzieci i zaczęliśmy mu czytać wieczorami, teraz
        zawsze na mszy konfrontuje te opowieści z tym co jest "na żywo"...
        • natalia414 Re: trzeba być cierpliwym 07.05.07, 09:52
          W chodzeniu do kościoła chodzi chyba o wiare a nie nawyk. Czy jest to wtedy
          prawdziwa wiara czy wyuczona? Hmm..
          • 0golone_jajka Re: trzeba być cierpliwym 07.05.07, 10:43
            Niestety dla większości poslkich katolików to jest nic innego tylko nawyk. Nawyk wyrobiony od niemowlęcia. Takie nawyki są automatyczne i bezrefleksyjne. To nie jest wiara tylko mechaniczne wykonywanie pewnych czynności.
            • kalosze2 Re: trzeba być cierpliwym 07.05.07, 10:59
              Od kiedy pamiętam, zawsze chodziłam do kościoła. Nudziłam sie, bolały mnie nogi
              (rodzice nigdy nie siadali do ławek), denerwowały mnie kaszlące babcie itp., ale
              uczestnictwo w mszy niedzielnej nie podlegało dyskusji. Rodzice nigdy nie
              rozmawiali o sprawach religijnych w domu, nie tłumaczyli, nie wyjaśniali, nie
              interpretowali. Pacierz wieczorny miał być zmówiony, religia zaliczona.
              "Pranie mózgu" wytrzymałam zadziwiająco długo.Od kiedy wyprowadziłam się z domu,
              przestałam chodzić do kościoła i czuję się z tego powodu bardzo szczęśliwa.
              Rodzice praktykują jak dawniej. Dziwią sie, że nie robi tego żadne z ich trojga
              dzieci wink
              • 0golone_jajka Re: trzeba być cierpliwym 11.05.07, 16:30
                U mnie było podobnie. Ja swoich dzieci do kościoła nie posyłam. Czasami teściowa weźmie dzieci na mszę - nie oponuję. Niemniej starszy twierdzi że to nudne. A kiedyś lubił. No ale jak kościół był dla niego nowy to lubił - to jasne.
                Ja nie będę zmuszał dzieci do praktyk religijnych. Ciekawe czy wyrosną na moherów??
          • des4 Re: trzeba być cierpliwym 07.05.07, 13:33
            natalia414 napisała:

            > W chodzeniu do kościoła chodzi chyba o wiare a nie nawyk. Czy jest to wtedy
            > prawdziwa wiara czy wyuczona? Hmm..

            Wiary uczysz się od rodziców. Przynajmniej w tym wieku. 4-5 letnie dziecko nie
            będzie analizować wiary podk katem bytu transcendentnego tylko patrzy na to co
            robią rodzice. Prawdziwa dojrzala i świadoma wiara przychodzi z wiekiem, ale
            jeśli dziecko jest małe to obowiązkiem rodziców jest tej wiary uczuć i ją
            przekazywa.

            Nikt to nie mówi o ciągnięciu dzieci na siłę do kościoła, tylko wyrobieniu w
            nich przekonania, że do tego kościoła powinno się regularnie chodzić. A do
            rodziców należy przekonanie dziecka, że niedzielna msza jest ciekawsza niż
            poranna kreskówka czy gran w necie...
            • 0golone_jajka Re: trzeba być cierpliwym 11.05.07, 16:32
              > Nikt to nie mówi o ciągnięciu dzieci na siłę do kościoła, tylko wyrobieniu w
              > nich przekonania, że do tego kościoła powinno się regularnie chodzić.

              Wyrobieniu niczym nie uzasadnionego przekonania...Jak to wytłumaczysz kilkulatkowi??

              A do
              > rodziców należy przekonanie dziecka, że niedzielna msza jest ciekawsza niż
              > poranna kreskówka czy gran w necie...

              Taaa, ciekawe jak?
    • direta Re: Problemy w kościele 12.05.07, 09:56
      Moim zdaniem dziecko powinno byc jak najbardziej z przodu, zeby wszystko dobrze
      widziało.
      Po drugie - nie ciągnąc go tam na siłę.
      Jak nie chce, to wymiencie się z męzem i idzcie osobno bez niego. Niech wie, ze
      to nie smutny przymus tylko mozliwosc, na ktora nawet mozna zasluzyc (moj miał)
      np za kare wstrzymane pojscia do kosciola)
      Po trzecie - dziecko sie nudzi, bo nie wie po co i dlaczego ten pan w kolorowej
      pelerynie robi te dziwne gesty.
      Ja sobie mojego sadzałam na kolanach i szeptem "nadawałam" mu do ucha niczym
      lektor z filmu - co teraz ksiądz robi, co my zaraz będziemy robic, co to oznacza
      i dlaczego. Najtrudniej bylo podczas czytan, ale to sie mowilo, ze teraz
      będziemy sluchac co Pan Bog ma nam do powiedzenia i żeby nie hałasował, bo
      rodzice chcą posłuchać, a potem po czytaniach przed kazaniem, ze teraz ksiadz
      jeszcze to bedzie wyjaśniał i tłumaczył. Na ten czas małego puszczało się
      swobodnie albo brało na ręce. Czasem potrzebował bliskości i przytulenia czasem
      przeciwnie - swobody. Ograniczenia były dwa:
      1. Nie moze hałasować i przeszkadzać innym
      2. Nie wolno mu przekraczać granic prezbiterium.
      (Bardziej żywe dzieci czasem musza sie troche poruszac.
      Mozna spytac ksiedza - nasz powiedział, ze chodzenie dziecka go nie rozprasza
      podczas kazania, ale na przykład gadanie czy hałasowanie - tak.
      Mozna też na czas czytan i kazania wyjśc przed kosciol.
      Moj był zawsze zainteresowany tym co się dzieje na ołtarzu, ale też tłumaczyłam
      po kolei, ze np teraz jest przygotowanie darów, ze ksiądz ofiaruje chleb, ktory
      potem stanie sie Panem Jezusem i ze w tym momencie on też moze Panu Bogu cos w
      myslach ofiarowac, albo jakas prosbe tam "do kielicha" włozyc, ze ten chleb to
      symbolizuje naszą pracę, całe nasze życie i ze jak to Bogu ofiarujemy to
      zostanie przemienione... no nie wiem teraz mi trudno tak pisać, to się mówi na
      bieżaco.
      Jak sie zbliża moment przeistoczenia to dziecko uprzedzam, ze teraz bedzie
      bardzo ważny moment (dlaczego ważny, co się bedzie działo) i ze powinnismy być
      bardzo cichutko itd...

      I ostatnia rada - przed pojsciem do kosciola dobrze by było z dzieckiem
      przecwiczyc zachowanie na Mszy (na zasadzie "zabawy w sklep" - mozna sie tez
      pobawic w kosciol) a przed samą msza przypomnieć:
      Czego nie wolno robić w kościele?
      i dziecko powinno odpowiedzieć:
      - biegać, krzyczeć itd...
      a co wolno?
      - i tu też dziecko powinno dokładnie wiedzieć i umieć wymienić
      - modlić się, patrzeć, śpiewać ze wszystkimi itd

      A CO NAJWAZNIEJSZE po każdej mszy POCHWALIĆ dziecko za te zachowania ktore były
      dobre.
      Nawet jesli siedziało spokojnie tylko minutę, to zauwazyc to i docenić " a od
      momentu jak ministrant zadzwonił do momentu jak ksiądz powiedział xxxxx - byłeś
      baaardzo grzeczny. Brawo!

      Ja podczas mszy miałam groźbę: - jak się tak będziesz zachowywać to zaraz
      wyjdziemy i nie zobaczysz jak ministrant dzwoni (moj bardzo lubił dzwonki i ta
      groźba skutkowała. Raz tylko wyszliśmy rzeczywiście, a i to chyba nawet nie do
      końca, bo zaczął zaraz obiecywać ze juz bedzie grzeczny i był.
      Chodzi tylko o to zeby grożba była prawdziwa, tzn by rodzic był gotów w razie
      czego ją spełnić.


      I - raz jeszcze powtórzę - jak najwiecej chwalić. Kosciol nie moze sie kojarzyc
      z czyms przykrym, z jakims przymusem
      • mapi9 Re: Problemy w kościele 12.05.07, 11:27
        albo siedzieć tak długo puki jest spokojne,a jeśli zacznie wydziwiać zaraz wyjść
      • d.o.s.i.a Re: Problemy w kościele 12.05.07, 14:01
        Coz za piekny i opisowy przyklad tresury...
        • 0golone_jajka wiara i wiedza 13.05.07, 12:03
          Moim zdaniem najgorsze jest to, że tzw. wierzący rodzice tłumacząc dziecku o co chodzi (to i tak sukces, bo większość nie tłumaczy, tylko stosuje uniwersalną odpowiedź "no bo tak") nie uczą dziecka odróżniać wiary od wiedzy. Ba, sami tego nie odróżniają. Weźmy np. to co wyżej napisała direta. Ona tłumaczy dziecku że chleb zmienia się w ciało Jezusa. Czy ktokolwiek zrowo myślący tak sądzi? W to WIERZĄ tzw. wierzący, ale OBIEKTYWNIE chleb (a w zasadzie ciasteczko
          z wody i mąki) nadal pozostaje chlebem. On się zmienia tylko symbolicznie. Tak samo jak to że bóg słucha modlitw ludzi. W to tzw. wierzący WIERZĄ ale opowiadają o tym jak o PEWNIKU. A to różnica. I potem dziecko ma skrzywiony obraz świata, sądzi, że inne wiary są głupie, no bo przecież tylko jeden bóg naprawde słucha modlitw, a reszta to gusła...
          Staram się to tzw. wierzącym uświadomić, ale nie jest to łatwe.
          • d.o.s.i.a Re: wiara i wiedza 13.05.07, 12:19
            Dokladnie - uczenie dzieci na zasadzie bezmyslnego odruchu bezwarunkowego.
            Dziecka nie zacheca sie do myslenia. Dziecku wbija sie do glowy pewne, gotowe
            przekonania, nawet jezeli logika mowi, ze to nie moze byc prawda. A przeciez
            dziecko na pewno sie zastanawia jak to z tym chlebem jest, bo przeciez widzi, ze
            nic sie w zadne cialo nie zamienia. Ale matka uparcie twierdzi, ze sie zamienia
            - dziecko uczy sie wiec, ze jego logika, jego rozum sa zle i niewartosciowe. Po
            pewnym czasie przestanie pytac (zwlaszcza, jesli za te pytanie jest karcone), a
            zda sie na zdanie innych. I tak w doroslym zyciu, nie bedzie polegal na sobie,
            tylko zawsze szukal potwierdzenia w innych.

            Sprawy wiary sa zbyt skomplikowane dla malych dzieci. Ale to nie znaczy, ze
            nalezy je karmic bzdurami. Chleb NIE zamienia sie w cialo Jezusa - to jest
            SYMBOL. I, jezeli juz, to dziecku nalezy objasniac ta symbolike, tlumaczyc, ze
            sa pewne rzeczy, ktorych nie wiemy na pewno, ale w nie wierzymy (jak to, ze Bog
            slucha modlitw), a nie uczyc go bezmyslnego lykania czegos co nawet na jego
            dziecieca logike nie trzyma sie kupy, albo co nie jest udowodnionym faktem.
            Przeciez tlumaczac cos dziecku zawsze mozna zaznaczyc, ze jest to cos w co my
            WIERZYMY.
            • scher Re: wiara i wiedza 13.05.07, 13:16
              d.o.s.i.a napisała:

              > nic sie w zadne cialo nie zamienia. Ale matka uparcie twierdzi, ze sie
              > zamienia - dziecko uczy sie wiec, ze jego logika, jego rozum sa zle i
              > niewartosciowe.

              Ilu znasz dorosłych, którzy skarżyli Ci się, że nabrali w dzieciństwie awersji
              do posługiwania się swoim rozumem i logiką na skutek wpajania im zasad Wiary?
              • d.o.s.i.a Re: wiara i wiedza 13.05.07, 13:52
                Moze sie nie skarza, ale widze ich na kazdym kroku w Polsce - miliony
                niedowartosciowych, wystraszonych i uleglych Polakow, ktorzy boja sie wyrazic
                swoje zdanie, nie odnoszacych sukcesow w zyciu, wycofanych i biernych, wiecznie
                czekajacych, ze ktos cos zrobi za nich i zalatwi im "godne" zycie. Polakow
                smutnych, nie umiejacych sie swobodnie zachowac, ale wiernie chodzacych do
                kosciola co niedziele, bo tak trzeba, bo tak rodzice nauczyli.

                To nie chodzi o jeden przyklad wziety z kosciola, tylko wieloletnie wpajanie
                roznych rzeczy - oczywiscie, nie tylko tepe uczenie wiary jest tu winne, chodzi
                mi raczej o caloksztalt wychowywania polskich dzieci, tego, ze nie uczone sa
                wlasnego zdania, nie pytane o przekonania, zawsze tatus, albo mamusia sa
                madrzejsi, a dziecko ma siedziec cicho i chlonac tylko to co rodzice wpajaja,
                bez slowa dyskusji.

                Uczenie dziecka, ze chleb przemienia sie w cialo, i ingorowanie jego dzieciecej
                logiki, jest tylko jednym z elementow budowania jego poczucia wartosci w
                pozniejszym zyciu. I oczywiscie nikt nie bedzie sie skarzyl, ze jakas konkretna
                rzecz spowodowala "awersje" do poslugiwania sie swoim rozumem i logika - taka
                osoba nawet o tym przeciez nie wie, ale wszystkie te rzeczy do kupy zaowocuja
                predzej czy pozniej wytworzeniem sie mechanizmu braku wiary we wlasne zdanie.

                I nie mow, ze jest inaczej, bo z dziecka, ktore ciagle slyszy "masz byc cicho",
                "sluchaj co mowi mama/babcia/dorosli", "masz byc grzeczny bo ja tak mowie/bo
                Bozia patrzy", "siedz cicho bo tu jest Kosciol" za Chiny nie wyrosnie pewny
                siebie, dojrzaly dorosly.
              • 0golone_jajka Re: wiara i wiedza 16.05.07, 09:25
                > Ilu znasz dorosłych, którzy skarżyli Ci się, że nabrali w dzieciństwie awersji
                > do posługiwania się swoim rozumem i logiką na skutek wpajania im zasad Wiary?

                Właśnie najgorsze jest to, że ci dorośli nawet nie wiedzą, nie zdają sobie sprawy, że nabrali tej awersji. Oni myślą, że tak po prostu musi być, zdania księdza się nie kwestionuje, bo to co powie to Prawda, a tego podważać nie można! A niektózy się dziwią skąd tyle moherów. Właśnie stąd.
Pełna wersja