Dodaj do ulubionych

Wychodzą już sami na spacery:)

15.07.07, 00:38
Upadłam na głowę, co dzień grozi mi zawał serca, ale wypuszczam już dzieci
same na dwór. Wygląda to tak, że szykuję dzieci na rower(lat prawie 3 i
prawie 5), zakładam kaski i odprowadzam do furtki. Dzieci wiedzą, gdzie mają
jechać, czyli pod okno naszej kuchni - mają tam fajny placyk asfaltowy,
akurat do jazdy rowerem- starszy sprowadza rower z górki młodszemu i szaleją.
A ja szaleję z niepokoju, choć nie spuszczam ich oczu.
W tym czasie ja wypakowuję zmywarkę, załadowuję zmywarkę i porządkuję kuchnię
po kolacji z dnia wczorajszego i po śniadaniu, lub jeśli jeżdżą na rowerze po
południu obieram ziemniaki, gotuję zupę, mieszam coś tam na patelni.
I zauważyłam, że już prawie nie wychodzę z nimi na spacer. Najdłużej potrafią
brykać tak 50 min.
mam z nimi kontakt wzrokowy i w każdej niemal chwili mogą mnie zawołać,
wychodzę wtedy na balkon i krzyczymy do siebie.
Gdy przejeżdża straż miejska lub policja to boję się, że wlepią mi mandat, bo
dzieci bez opieki są, ale nikt się nimi nie zainteresował.

Druga opcja to wyjście do piaskownicy - tu już ich niestety nie widzę, ale są
na terenie zamkniętym, nie mogą wyjść na zewnątrz, teren monitorowany przez
ochronę osobiście i kamerami. By komunikować się ze mną podchodzą do balkonu
i wołają: mamo!pić, mamo siusiu!(to ten młodszy)
Generalnie to super rozwiązanie, choć kosztuje mnie mnóstwo stresu, mąż nie
podziela mojego zachwytu nad ich samodzielnością, a ja się jakoś tak cieszę,
ale z wyrzutami sumienia.
Ale chciałam wam o tym powiedzieć, trudno, wiem że może być pręgierz i to
raczej zasłużonysmile
Obserwuj wątek
    • anneau Re: Wychodzą już sami na spacery:) 15.07.07, 09:45
      Dlaczego pręgierz... jeśli masz z nimi kontakt wzrokowy i patrzysz na nie
      niemal bez przerwy - to bez przesady. Do piaskownicy bym nie puściła (tzn tak
      żeby ich nie widzieć) ale pod balkonem to trochę tak jak we własnym ogrodzie
      przydomowym... smile
      ściskam
    • mbkow pod pregiez z nia!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!! 15.07.07, 10:19
      smile))
      balabym sie...
      • mamuletka Re: pod pregiez z nia!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 15.07.07, 15:29
        o rany! hmm nie wiem czy bym tak zrobiła bo na razie mam 3 latka i roczniaka w
        domu... a Bartek (3lata) notorycznie mi ucieka nikogo się nie boi więc i by
        poszedł z kimś to raczej bym mu tak nie pozwalała zwłaszcza że mieszkamy na 8
        piętrze i jakby się coś stało to z kilka minut by trwało abym dobiegła do
        niego.
        • volta2 Re: pod pregiez z nia!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 16.07.07, 00:45
          no ja mieszkam na pierwszym i to niskim, więc se pokrzykujemy, z ósmego piętra
          też bym się nie odważyła.
          A wczoraj mieliśmy mały wypadek, czyli nie zauważyłam z okna, że na środku
          owego asfaltu było szkło, widzę, że starszy nie jeździ, stoi, stoi nie jedzie,
          mały leci do domu więc szybko biegnę po schodach(nie zamykam wtedy mieszkania
          na klucz) i mały do mnie że michał ma kuku.
          i faktycznie, starszy wziął się za uprzątanie szkła(rozbita butelka) i kciuk
          lekko skaleczony. ale wieczorem też chciał iść sam na rower więc nie zniechęcił
          się - a ja trochę jednak taksad
    • gopio1 Wiadro zimnej wody 16.07.07, 16:36
      Fakt, upadłaś na głowę.
      Piszesz to wszystko w lekkiej formie, oczekując - sama nie wiem czego - podziwu?
      No, to po moim poście się zawiedziesz.
      Uważam, że to co robisz jest po prostu super nieodpowiedzialne i głupie.
      5 lat to nie wiek do samodzielnego wychodzenia na rower. Tym bardziej 3.
      A 5-latek to nie opiekun dla młodszego brata. To Ty jesteś opiekunem, i to Ty masz wychodzić
      z dziećmi na spacer. Żal Ci czasu na spacer z dziećmi????
      Jeśli nie potrafisz sobie poradzić z dziećmi w czasie przygotowywania obiadu,
      to na litość - posadź je przed telewizorem - tak będzie dużo rozsądniej.

      Nie masz wyobraźni? Nie wiesz co może się stać? To Ci podpowiem:
      1. Sprawa podstawowa - ulica - jest do niej dostęp, prawda? Piszesz, że piaskownica jest zamknięta,
      ale teren do jazdy na rowerze, już nie - zresztą nawet gdyby...
      2. To co napisałaś - szkło na drodze. Dzieciak jadąc na rowerze może się przewrócić.
      Co z tego, że ma kask, jeśli uderzy buzią centralnie w rozbitą butelkę?
      3. Pies. Nie wszyscy wyprowadzają zwierzaki na smyczy. Pies może skoczyć na dziecko - nawet dla
      zabawy, ale jeśli Ciebie nie ma blisko, żeby zareagować, może się skończyć tragedią.
      4. Obcy ludzie - nie mam manii prześladowczej, ale mam wyobrażnię, to mi wystarczy żeby wiedzieć,
      że dzieci bez opieki wzbudzają zainteresowanie. Jeśli zainteresuje się ktoś niebezpieczny, może
      obserwować Twoje dzieci, po to, by zrobić im coś głupiego, złego, tragicznego.


      I nie pisz, że z terenu zamkniętego dzieci nie mogą wyjść na zewnątrz.
      Jeśli można wejść, można też wyjść. Zawsze. Samemu albo z kimś. Albo za kimś.
      Niezauważonym, albo widzianym przez wszystkich. Ale nikt nie zareaguje.
      Bo nikomu do głowy nie przyjdzie, że takie małe dzieci są bez opieki.

      To, że tak małe dzieci wychodzą same na spacery, to nie jest samodzielność!!!!
      To bezmyślność i brawura matki!!

      I jeszcze - piszesz, że boisz się, że policja wlepi Ci mandat. A więc, doskonale zdajesz sobie sprawę,
      że robisz źle. Ale z tym mandatem, to nie tak. Jeśli straż miejska spotka dzieci bez opieki, to ma prawo
      zabrać je do izby dziecka. Policja może skierować sprawę do sądu rodzinnego, a ten wyznaczy Ci
      kuratora lub kogoś z opieki społecznej.

      Dopóki nic się złego nie stanie, możesz sobie co chcesz. Ale przypomnij sobie te nagłówki gazet, tuż
      po tragedii z udziałem dziecka - w 90% przypadków były bez opieki!! I przecież ich rodzice też nie
      zakładali, że może się coś złego stać.

      Żadne ziemniaki czy zmywanie nie są tego warte...
      Otrząśnij się!
      • natalia433 Re: Wiadro zimnej wody 16.07.07, 17:06
        własciwie podpisuję się pod tym co napisała Gopio, też uważam że to mało
        odpowiedzialne, oszem piszesz że masz dzieci cały czas na oku ale po 1.
        wyladowujesz zmywarkę, szykujesz obiad a to jednak wymaga odwrócenia uwagi
        choćby chwilowej,po 2. zreszta nawet jak zauważysz że np. któreś z twoich
        dzieci wjeżdza na ulice to jak zdążysz odpowiednio zareagować? nim wylecisz z
        mieszkania to juz może być za późno.
        3. bałabym się jednak że ktoś zauwazy że dzieci samotnie wychodzą i np. (jakiś
        wariat a wariatów nie brakuje) może sobie upatrzyć takie dziecko.
        4. policja może nie zauważyc ale zawsze ktoś " zyczliwy " może zglosić cos
        takiego.

        poza tym bałabym sie poproprostu i tyle, jestem odpowiedzialna za swoje dzieci
        i nie wybaczyłabym sobie gdyby stala im sie krzywda, jak dla mnie to wiek
        szkolny jest dopiero odpowiedni na pierwsze samodzielne wyjścia nie wcześniej!
      • kasia2705 Re: Wiadro zimnej wody 16.07.07, 17:10
        Ostro napisane, ale szczerze i z sensem. Mysle, ze Volta nie pusci juz swoich
        dzieci samych, przynajmniej nie przez najblizszy czas.

        Kurcze...a jednak to racja... male dzieci-maly problem, duze dzieci-...
        i bedzie coraz gorzej smile
        pozdrawiam
        kasia
    • aaania Re: Wychodzą już sami na spacery:) 16.07.07, 21:54
      przemyśl to jeszcze. sama ma w domu 5 latkę i 3 latka i dzieciaki w tym wieku nie mają jeszcze wystarczającej wyobraźni, zaradności, wiedzy, jak się zachować, żeby być bezpiecznymi, z dala od rodziców, w różnych, nieprzewidywalnych sytuacjach.
      patrząc na nich z okna masz tylko wrażenie, że masz panowanie nad sytuacją. przecież nie wyskoczysz za nimi przez okno jakby się coś działo! one wychodzą na dwór same od niedawna, za chwilę znudzą im się stare kąty i pójdą samodzielnie w świat w poszukiwaniu przygód, nieświadome konsekwencji, ufne... może ktoś też im w tym "pomóc" (inne dzieci, dorośli), a Ty za chwilę stracisz czujność i będziesz sprawdzać ich położenie raz na jakiś czas...

      zresztą za chwilę, jeśli sąsiedzi zauważą, że dzieciaki latają same regularnie, ktoś się Wami zainteresuje... to już nie te czasy, kiedy wszystkie dzieciaki latały samopas... możesz narobić sobie kłopotów. wytrwaj, jeszcze troszkę, kilka lat i same Ci wyfruną z gniazda. kiedy poczują w sobie siłę, same będą Cię prosić o powiększenie obszaru swobody...
    • volta2 Re: Wychodzą już sami na spacery:) 16.07.07, 22:01
      no, generalnie to nie oczekuję ani podziwu ani wiadra zimnej wody, to że
      mieszkam w najlepszej dzielnicy w polsce (w/g rankingu zdaje się polityki?) i w
      tej dzielnicy w najbardziej zacisznym miejscu - czyli ulica kończy się w polu -
      bo dalej nie ma już warszawy- pozwala mi na takie akcje.

      starszak nie jest opiekunem dla młodszego, gdyby tak miało być to bym małego
      nie wypuszczała - on zresztą woli w piaskownicy być, on jest dla starszego
      towarzyszem któremu po prostu trzeba pomóc, starszy na tę pomoc się decyduje w
      imię bycia razem. nie sprawia mu to problemów więc czemu nie?

      faktycznie pies jest problemem, ale po to na nich patrzę non stop by nic się
      nie stało.
      a z piaskownicy żeby wyjść trzeba też przejść mi po oczach więc się tak nie
      stresuję.
      i jeszcze raz, żeby było jasne mam wyrzuty sumienia, to co robię na pochwały
      nie zasługuje...
      • mbkow Re: Wychodzą już sami na spacery:) 16.07.07, 22:39
        ok, to po co to robisz?
      • gopio1 Re: Wychodzą już sami na spacery:) 16.07.07, 23:15
        volta2 napisała:
        > po to na nich patrzę non stop by nic się nie stało.

        Od patrzenia jeszcze nikomu nie udało się zapobiec tragedii.
        Poza tym jak to non stop? Przecież obierasz ziemniaki, wstawiasz zupę,
        rozładowujesz zmywarkę, chowasz talerze do szafek, rozdzielasz łyzki od noży,
        porządkujesz kuchnię. A jak Ci się zachce siku, to pewnie idziesz zrobic?
        Wiesz co, Volta - oszukujesz samą siebie.

        Masz wyrzuty sumienia, boisz się policji, mąż Cię nie pochwala, dzieci się
        kaleczą o szkła, Ty się stresujesz, piszesz że zasługujesz na pręgierz.
        Monika słusznie zapytała po co to robisz?
        To ja jeszcze dorzucę jedno pytanie od siebie - po jakie licho o tym piszesz?

        Aha - i nie ma czegoś takiego jak najlepsza dzielnica w Polsce.

        • volta2 Re: Wychodzą już sami na spacery:) 16.07.07, 23:32
          gopio napisała:
          zapytała po co to robisz?
          bo jest mi łatwiej, oni się bawią a ja pracujęsmile

          po jakie licho o tym piszesz?
          by się podzielić informacją - mogę, prawda? tak jak inni dzielą się mnóstwem
          innych informacji, przecież nie pytam czy dobrze robię, skoro sama wiemsmile

          Aha - i nie ma czegoś takiego jak najlepsza dzielnica w Polsce.

          no popatrz, ja upierać się nie będę, bo wiem gdzie mieszkam - ale tak jak
          pisałam, polityka w ubiegłym roku pisała potężny artykuł o tym, gdzie się
          najlepiej mieszka - wyszło że w skali polski na moim osiedlu: uwzględniając
          bezpieczeństwo, infrastrukturę, rozrywkę, itd, itp.(a najlepsza nie znaczy
          najdroższa, czy nobistyczna, bo takich dzielnic jest w wawie kilka innych, moja
          do nich się nie zalicza) jakoś tak nie wzięli edukacji pod lupę, bo w tym nie
          przodujemysad- brak przedszkoli

          generalnie to ja z matek - kamikadze jestem i od zawsze robiłam z dziećmi
          rzeczy niepopularne, typu zostawianie w wózku pod sklepem - jeśli witryna duża,
          zostawianie samych w domu, gdy szłam po bułki a młodszy miał miesiąc czy dwa,
          zostawianie samych w samochodzie, czy wyjmowanie z fotelika na karmienie cycem
          w trakcie jazdy - takie nie trzęsienie się nad dziećmi pozwala mi zbierać teraz
          owoce w postaci puszczania ich samodzielnie do piaskownicy czy na placyk
          rowerowy. i dodam, dzieci chętnie wychodzą, nie wysyłam ich tam, bo tak mi
          wygodnie, a dlatego że chcą. do niedawna młodszy do piaskownicy sam nie
          poszedł, a teraz nie wejdzie do korytarza tylko sam biegnie do piachu.
          większość matek tego by nie zrobiła - a ja tak, choć nie mówię, że się nie boję.

          podpowiem, że nie jestem jedyną matką która tak robi, znam nawet jeszcze
          bardziej odważne(nierozważne?), wcale nie jestem hardcorowa.

          • natalia433 Re: Wychodzą już sami na spacery:) 17.07.07, 08:29
            Volta nie jesteś matka kamikadze tylko z lekka niepoważna, wiesz mojej
            koleżanki synek zginął na miejscu kiedy przy prędkości 50km/godzinę wyjęła go z
            fotelika na karmienie, akurat wjechał w nich samochód , dziecko wyskoczyło jej
            z rąk jak z procy, oczywiście dorosłym sie nic nie stało bo byli przypięci
            pasami....takich wypadków można wymienić setki a może i tysiące, masz poprostu
            szczęscie że tak robiłaś i nic sie nie stało, na całym świecie są porwania,
            morderstwa, wypadki i jesli chodzi o dzieci prawie zawsze są winni nieostrożni
            rodzice. Obyś nigdy nie musiała żałować swojego postępowania.
            A to że tak robisz to tylko i wyłącznie twoja sprawa ja tylko wyrażam swoje
            zdanie.
            jednego tylko nierozumiem, sama czujesz się z tym źle, masz wyrzuty sumienia,
            to przestań tak robić poprostu i wychodź razem z dziećmi.

            aha a czy w najlepszej dzielnicy Polski dziecku nie może sie przydarzyć wypadek?
            np. potrącenie samochodem? skaleczenie szkłem?
          • mbkow Re: Wychodzą już sami na spacery:) 17.07.07, 10:41
            napisalas: 'no, generalnie to nie oczekuję ani podziwu ani wiadra zimnej wody',
            na ten tekst rzuca sie automatycznie: 'po jakie licho o tym piszesz?' oraz
            napisalas: 'i jeszcze raz, żeby było jasne mam wyrzuty sumienia, to co robię na
            pochwały nie zasługuje', wiec sie rzuca: 'po co to robisz?'. pytanie retoryczne.
            chcialas, zeby Twoj post byl tylko czytany??????? albo zestaw odpowiedzi: rob,
            jak chcesz, Twoje dzieci...?
            to, ze matki robia/robimy dziwne, a czasem glupie rzeczy, wiedza wszyscy. Ty
            wymieniasz niezla liste, nie wiem, czy zrobilas to raz, czy robisz to
            regularnie. aczkolwiek nasuwa sie kolejne pytanie wink chcesz byc oryginalna a la
            big brother? no bo zesz... nie rozumiem kierunku, w jakim idziesz.
            kiedys matka-polka rodzila 10 dzieci. teraz dzieci to towar deficytowy.
            filozofia sie zmienila.
            moj syn l.3.5 bardzo chetnie zostaje sam na podworku (osiedle ogrodzone,
            strzezone, bla-bla, daleko od ulicy). robie eksperymenty, jak robi cyrki, chowam
            sie i obserwuje. a on luz, spaceruje, odchodzi dalej. jestem z tych matek, wg
            Twojej oceny, przewrazliwionych. a efekt podobny.
          • andziulindzia Re: Wychodzą już sami na spacery:) 31.07.07, 20:52
            Miałam odpisać wcześniej, ale komputer szlag mi trafił więc dopiero teraz piszę.


            volta2 napisała:

            > generalnie to ja z matek - kamikadze jestem i od zawsze robiłam z dziećmi
            > rzeczy niepopularne, typu zostawianie w wózku pod sklepem - jeśli witryna
            duża,
            >
            > zostawianie samych w domu, gdy szłam po bułki a młodszy miał miesiąc czy dwa,
            > zostawianie samych w samochodzie, czy wyjmowanie z fotelika na karmienie
            cycem
            > w trakcie jazdy - takie nie trzęsienie się nad dziećmi pozwala mi zbierać
            teraz
            >
            > owoce w postaci puszczania ich samodzielnie do piaskownicy czy na placyk
            > rowerowy. i dodam, dzieci chętnie wychodzą, nie wysyłam ich tam, bo tak mi
            > wygodnie, a dlatego że chcą. do niedawna młodszy do piaskownicy sam nie
            > poszedł, a teraz nie wejdzie do korytarza tylko sam biegnie do piachu.
            > większość matek tego by nie zrobiła - a ja tak, choć nie mówię, że się nie
            boję
            > .

            Wydaje mi się, że w tym momencie pomieszałaś dwie sprawy: podstawowe zasady
            bezpieczeństwa z nadopiekuńczością. Nieprzestrzeganie zasad bezpieczeństwa to
            IMHO głupota. A nadopiekuńczość jest wtedy gdy np: dziecko nie bawi się w
            miejskiej piaskownicy bo tam zarazki, piasek do piaskownicy przydomowej rodzice
            wygotowują, dziecko nie zjeżdża na ślizgawce bo to niebezpieczne, nie je samo
            bo mógłby się zachłysnąć/ubrudzić, nie biega, bo się może przewrócić, nie bawi
            się z innymi dziećmi bo a nuż są chore, nie chodzi do sklepów (a markety Boże
            broń!) bo zbyt dużo bodźców i zarazki, itp. itd. Ja przy swoich dzieciach
            stosuję podstawowe zasady bezpieczeństwa (nie zostawiam samych w domu, ani poza
            nim, nie wyjmuję z fotelika w czasie jazdy) a jednak moje dziewczynki są
            samodzielne, potrafią rozwiązywać konflikty, bawić się, są sprawne, biegają,
            wspinają się, zjeżdżają ze ślizgawki (tak, tak 18 miesięczna panienak sama
            wchodzi na ślizgawkę i zjeżdża z niewielką asystą na wszelki wypadek, czym
            przyprawia o zawał okolicznych opiekunów).

            Nie potępiam cię. Rób jak uważasz. Jednak warto zweryfikować pojęcie
            nadopiekuńczości, bo je pomieszałaś z brakiem elementarnych zasad
            bezpieczeństwa.
            • volta2 Re: Wychodzą już sami na spacery:) 01.08.07, 00:21
              Skąd wiesz, na ile są samodzielne twoje dziewczynki, skoro jeszcze nie zostają
              same? Nawet na chwilę?
              Mój syn, starszy(który generalnie był zawsze samodzielny) gdy miał 20 miesięcy
              był właściwie sam w mieszkaniu przez godzinę, może półtorej - niania miała atak
              serca, leżała jak długa w łazience, nieprzytomna, tam ją znalazłam gdy wróciłam
              z pracy. Syn się obudził ze spania południowego, nie ubrał się, ale grzecznie
              się bawił - widok, jak jeździ bosy na odpychaczu w ufajdanej pieluszcze mam do
              dziś w pamięci. nie pociął się nożem, choć leżał w zasięgu ręki, nie wypadł
              przez okno, choć lubił sobie posiedzieć na parapecie - i nie płakał nawet, że
              nikt się nim nie zajmuje. Zresztą jak przyszłam do domu to też się nim nie
              zajęłam, bo wzywałam pogotowie, męża swojego i nianiowego i ogólnie w szoku
              byłam.
              ale nauczyło mnie to jednego: dziecka trzeba uczyć od malucha trudnych sytuacji
              i tyle. ma wiedzieć, co mu wolno a czego nie bez względu na to czy jestem i na
              niego patrzę, czy mnie nie ma, bo wyszłam po bułki na pięć minut.
              i jeszcze w sparwie fotelika - czy miałaś takowy, gdy sama dzieckiem byłaś? bo
              ja od urodzienia do dziś nie siedziałam w foteliku i żyję, a sporo samochodem z
              rodzicami jeździliśmy, jak na tamte czasy. więc nie róbmy przestępstwa z
              wyjęcia dziecka z fotelika na chwilę(dłuższą lub krótszą). wypadki się
              zdarzają, nikt i nic im nie zapobiegnie, fotelik to minimalizacja następstw
              wypadku, niemniej nie demonizujmy sprawy. jako 9 latka jechałam do gdańska z
              ojcem, który grzał 130-140 na godzinę, bo kogoś na prom do szwecji z warszawy
              odwoził i trzeba było zdążyć. nawet nie wiem, czy byłam zapięta w pasy? chyba
              jeszcze wtedy w tylnych siedzeniach nawet pasów nie było. odważyłaby się któraś
              z was dziś na coś takiego? a wtedy to była norma przecież. czy nasi rodzice
              byli głupi bo nie wozili nas w fotelikach? czy łamali podstawowe zasady
              bezpieczeństwa? jakoś nas do dorosłości dowieźli, jesteśmy na forum, same mamy
              dzieci...
              • undomestic_goddess Re: Wychodzą już sami na spacery:) 01.08.07, 09:03
                odważyłaby się któraś
                >
                > z was dziś na coś takiego? a wtedy to była norma przecież. czy nasi rodzice
                > byli głupi bo nie wozili nas w fotelikach? czy łamali podstawowe zasady
                > bezpieczeństwa? jakoś nas do dorosłości dowieźli, jesteśmy na forum, same
                mamy
                > dzieci...

                Odpowiadajac - jak bylysmy mlode to na ulicach byl duuuuzo mniejszy ruch i inne
                predkosci wiec porownanie mocno nieadekwatne. Poza tym wtedy nie bylo
                fotelikow.
              • andziulindzia Re: Wychodzą już sami na spacery:) 02.08.07, 20:56
                volta2 napisała:

                > Skąd wiesz, na ile są samodzielne twoje dziewczynki, skoro jeszcze nie
                zostają
                > same? Nawet na chwilę?

                Skąd wiem? Bo stosuję kryteria samodzielności dostosowane do wieku moich
                panienek. I coś mi się wydaje, że znowu popełniłaś błąd tym razem w definicji
                samodzielności dzieci. Samodzielność dziecka nie mierzy się pozostawieniem go
                bez opieki dorosłych. Dziecko samodzielne to dziecko, które np: potrafi się
                samo ubrać/rozebrać, potrafi sygnalizować bądź samodzielnie załatwiać swoje
                potrzeby fizjologiczne, potrafi zjeść posiłek nie karmione, potrafi wymyślić
                sobie zabawę i bawić się w nią przez dłuższy czas, potrafi rozwiązać konflikt
                bez interwencji dorosłego, potrafi zagdnąć/wciągnąć do swojej zabawy obce
                dziecko, wie, że są przedmioty zakazane i ich nie rusza, sprząta swoje zabawki,
                z własnej inicjatywy pomaga dorosłym w codziennych obowiązkach w miarę swoich
                możliwości itd, itp. I wszystkie te czynności, chociaż świadczą o stopniu
                samodzielności dziecka, nie wykluczają obecności dorosłego. To, że opiekun jest
                w pobliżu dziecka wcale nie oznacza ograniczenia jego samodzielności. Moim
                zdaniem dzieci bycia samodzielnym trzeba uczyć stopniowo a nie wrzucać na
                głęboką wodę. Wtedy poradzą sobie i z trudnymi sytuacjami nie doznając
                większego uszczerbku na psychice.

                Serdecznie współczuję twojej opiekunce i dobrze, że synek nie zrobił sobie
                krzywdy. Ja bym chyba wpadła w lekką panikę, jakbym zobaczyła taką scenę.
    • aaania Re: Wychodzą już sami na spacery:) 17.07.07, 08:20
      to, co piszesz brzmi kontrowersyjnie, w dziesiejszych czasach.
      kiedyś pozostawienie śpiącego niemowlaka samego w łóżeczku nikogo nie dziwiło, było koniecznośccią (np. na wsi, kiedy mama pracowała w tym czasie polu i zjawiała się w porze karmień, drugi wariant to było rzucanie zawiniątka gdzieś w stogu siana), bieganie kilkulatka bez opieki po dworze też nie było niczym dziwnym (nie sądzę, żebym miała więcej niż 5 lat, kiedy już latałam sama po wsi, u babci), zostawianie wózków pod sklepem, czy to kogoś mierziło? pamiętajmy rozmiary tamtych wózków/czy były podjazdy przy wejściach do skelpu?
      tyle, że czasy się zmieniły, i raczej nikt już tego nie robi. kolorowe gaazety dla rodziców lansują pewne modele zachowania, media nagłaśniają każdy pojedynczy przypadek niefrasobliwej mamy, który skończył się tragicznie i mamy wszyscy wrażenie, że jesteśmy osaczeni pedofilami, porywaczami dzieci, że zagrożenie czyha na każdym rogu.
      ja świadomie nie pozowliłabym sobie, jak Volta, na takie zachowania. ale nie demonizujmy tego, co ona robi! nie katuje swoich dzieci, nie głodzi, zachowuje się jedynie nieco inaczej niż ogólnie przyjęte, dzisiejsze, wzorce postępowania, inaczej niz większość z nas zachowało by się na jej miejscu. na co może się narazić na nieprzyjemności (straż miejka, policja), czym zwiększa prawdopodobieństwo jakiegoś wypadku.
      • natalia433 Re: Wychodzą już sami na spacery:) 17.07.07, 10:55
        Ania masz racje, że nie głodzi swoich dzieci nie katuje ale świadomie naraża na
        niebezpieczeństwo, kiedyś dzieci biegały samopas ale wypadki się zdarzały tylko
        że nie nagłaśniało się tego tak jak teraz, wystarczy przytoczyć przykład
        rodziców małej Madeleine porwanej dwa miesiące temu z pokoju hotelowego,napewno
        słyszeliście o tym, teraz rodzice siedzą i płaczą a dziecka pewnie juz nie
        odzyskają , żal mi tych rodziców ale najbardziej dziwi mnie głupota takich
        ludzi, oni też nie przypuszczali że ktoś może wejść i porwać dziecko a jednak
        można było temu zapobiedz, Volta jest własnie takim rodzicem, woli zaryzykować
        niż zabobiegać dla mnie to niezrozumiałe.
    • smilodona Re: Wychodzą już sami na spacery:) 17.07.07, 11:28
      5letnie dziecko mooooooze bym wypuscila samo na ogrodzone, monitorowane,
      bezpieczne podworko, gdybym mogla go widziec z kuchni (nie mam 5latka, wiec nie
      wiem)

      3letnie dziecko po opieka kontaktu wzrokowego mamy - jak sama napisalas
      załuguje na pręgierz (3letnia corke mam; bardzo mądra, rozgarnięta i
      samodzielaną; ale na samotne łazenie po podworku zdecydowanie za małą).

      Opowiem ci cos. Kiedys wyslalam męża (nie byl wtedy mezem) do sklepu w nocy.
      Zachcialo mi sie ciastek, czy jakiejs innej głupoty. Czesto go tak wysyłałam,
      dla wlasnej wygody - nie chcialo mi sie robic zakupow w dzień. Poszedl, choc
      nie chciał; pod sklepem został napadnięty i zdrowo pobity (był kopany w głowe);
      do dzis odczuwa powazne skutki tamtego urazu. Ja do dzis odczuwam wyrzuty
      sumienia, ze wtedy zmusialam go do wyjscia. Zycze ci zebyc takich wyrzutow nie
      musiala odczuwac, bo to strasznie meczące zyc ze swiadomościa ze przez moja
      głupote i wygodnictwo ktos ucierpial.
    • lola125 Re: Wychodzą już sami na spacery:) 17.07.07, 14:46
      Właśnie czytam w Polityce "Porwani za młodu" o 4 letniej Madelaine McCann, którą
      ktoś porwał z hotelowego pokoju, gdy spała ze swoim rodzeństwem, a rodzice byli
      na kolacji. W tym samym artykule: "Porwanie dziecka przez obcą osobę zawsze jest
      horrorem dla rodziców, nie tylko ze względu na obawę o fizyczne, psychiczne i
      moralne skrzywdzenie dziecka. Boją się własnej bezradności, a także poczucia
      winy. Nie powinni dziecka spuszczać z oka, bawić się na podwórku, posyłać do
      pobliskiego sklepu lub godzić się na samotne przejażdżki rowerem. Mogli
      zapobiec, a nie zapobiegli. Problem polega na tym, że osoba która chce otrzymać
      okup, albo pedofil czy psychopata rzadko wybierają przypadkowe dziecko. Oni je
      obserwują, znają jego zwyczaje, czekają na okazję.( ) Wtedy nie potrzeba im
      wiele czasu na zrealizowanie zamiaru, czasem wystarczą dwie minuty". Nic więcej
      nie napiszę!!!
      • housewife1 Re: Wychodzą już sami na spacery:) 17.07.07, 21:30
        Fundacja Itaka (zajmująca się poszukiwaniem zaginionych) wyraźnie pisze w swoim
        instruktazu- dzieci do 7 roku życia nigdy nie wypuszczamy samych na podwórko,
        ani nie zostawiamy w miejscach publicznych, dziecko do 10 roku zycia nie moze
        zostawac samo w domu. Ale jeśli ktos woli ryzykować swoim dzieckiem, jego sprawa...
        przypominam tylko, że statystycznie najcześciej sprawcami tragedii dziecka sa
        wcale nie obcy ludzie z ulicy ( chociaz oczywiście też) tylko np. ten miły
        sąsiad z naprzeciwka, który być może tez ma na oku twoje dzieci, gdy sa same w
        piaskownicy, ale z zupełnie innych powodów, albo moze np ochroniarz... itd, to,
        że mieszkasz na najlepszym osiedlu nic nie znaczy, ja mieszkam w bardzo
        spokojnym miejscu, mam dom i własna działke, a i tak staram się nie spuszczac
        ich z oka, nie moga podchodzić do bramy, siatki itp. na zagadywania ludzi, nawet
        sąsiadów maja grzecznie odpowiedzieć "zaraz zawołam mamusię" i mnie zawołac...itd...
        • housewife1 Re: Wychodzą już sami na spacery:) 17.07.07, 21:40
          a te wszystkie rzeczy, które robiłas gdy dzieci były mniejsze, piszesz o tym z
          jakas duma, nie wiem z czego jestes taka dumna, chyba ze swojego lekceważącego
          podejścia do dzieci... sad((
          ale w sumie twoje dzieci, moze akurat tobie nie bedzie przykro kiedy im się cos
          przydarzy, w sumie prowokujesz los, zapytaj siebie- dlaczego?
          przemyśl to sobie, twój mąz ma rację obawiając się o dzieci
          • housewife1 Re: Wychodzą już sami na spacery:) 17.07.07, 21:43
            cyt. faktycznie pies jest problemem, ale po to na nich patrzę non stop by nic się
            nie stało.


            a znasz takie tabliczki z napisem " dopadam wroga w dwie sekundy, a ty? " na
            tych tabliczkach jest morda psa, a to co jest na niej napisane to prawda,
            widocznie jestes szybsza od niego...
            • ammam Re: Wychodzą już sami na spacery:) 17.07.07, 22:09
              moje malucy też mają 5 i 3 lata a mieszkamy w domu z ogródkiem ale nawet na tym
              zamkniętym ogrodku nigdy nie są same dłużej niż 5 minut bo przecież zawsze może
              ktoś wejść wziąsc małego na rece i uciec a zanim ja zejdę z piętra to w którą
              stronę mam biec żeby go szukać, a jeśli sprawców będzie dwóch i będą mieli auto
              to już zupełnie będę bez szans. Dla minie to co robisz to po prostu GŁUPOTA i
              to właśnie pisana dużymi literami. Życzę Twoim dzieciom żeby zawsze miały
              szczęście.
              • housewife1 Re: Wychodzą już sami na spacery:) 18.07.07, 01:26
                to, co piszesz brzmi kontrowersyjnie, w dziesiejszych czasach.
                kiedyś pozostawienie śpiącego niemowlaka samego w łóżeczku nikogo nie dziwiło,
                było koniecznośccią (np. na wsi, kiedy mama
                pracowała w tym czasie polu i zjawiała się w porze karmień, drugi wariant to
                było rzucanie zawiniątka gdzieś w stogu siana),



                nie zgodzę się z tobą, tak może było w rodzinach, gdzie dzieci były dopustem
                bożym, i nie dbano o nie zupełnie...

                moja babka opowiadała mi, że małe dzieci zawsze zostawiało się w mojej rodzinie
                pod opieką w domu, wszak mieszkało się całymi rodzinami, zawsze znalazła się
                babka lub ciotka, co popilnowała, zaś niemowlaki "cyckowe" zabierało się ze sobą
                w pole i kładło obok siebie, bo kobiety wykonywały raczej prace ręcznie, a więc
                i niezbyt szybko. dziecko lezało w widocznym miejscu, na polu i niestety szybko
                uczyło się, że płacz nic nie daje... mama karmiła dopiero, jak skończyła robotę
                sad(( były tez kobiety co nosiły dziecko zawinięte w kawał płótna, czyli
                popularne dzisiaj chusty smile
    • gopio1 Matka Kamikadze 18.07.07, 16:14
      volta2 napisała:
      > generalnie to ja z matek - kamikadze jestem i od zawsze robiłam z dziećmi rzeczy niepopularne,
      > typu zostawianie w wózku pod sklepem, zostawianie samych w domu, gdy szłam po bułki
      > a młodszy miał miesiąc czy dwa, zostawianie samych w samochodzie...

      Zdaje się, że nie rozumiesz pojęcia...
      Matka Kamikadze to taka, która robi RAZEM z dziećmi rzeczy zwariowane, ponad ludzkie siły
      - staje na rzęsach żeby czegoś dokonać dla i z dziećmi. Naraża SIEBIE dla dzieci. A nie odwrotnie.
      Poczytaj sobie wątek kamikadze, może zrozumiesz.
      Ty nie jesteś Kamikadze. Nawet nie pretendujesz do tego tytułu. Jesteś dokładnie przeciwnieństwem.
      • housewife1 Re: Matka Kamikadze 21.07.07, 23:31
        w 2006 roku w POLSCE zaginęło 142 (sto czterdzieści dwoje) dzieci, poniżej 7
        roku życia.
        to same zaginięcia, a ile zostało skrzywdzonych, uległo wypadkom??? tysiące
        • monia420 spojrzenie z drugiej strony - bronię volty 26.07.07, 00:31
          a ja z drugiej strony chcę na to spojrzeć - straszymy się tragediami i obcymi
          ludźmi, trzęsiemy się nad naszymi dziecmi i troszczymy o nie baaardzo - i w tym
          wszystkim musi też znaleźć się czas na naukę samodzielności, na
          odpowiedzialność za drugiego człowieka, za rodzeństwo przynajmniej. Musimy
          także mieć możłiwość sprawdzić, czy to czego uczymy zostaje w głowie - i to co
          robi volta wcale nie jest złe, a na pewno nie powinno spotkac się z taką wrzawą
          i oburzeniem - jak we wszystkim należy znelźć umiar, tzw złoty środek
          (generalnie jestem zwolenniczką tegoż w każdej dziedzinie życia). To, że
          dziecko/dzieci same o siebie dbają, same się potrafią bawić i wiedzą, gdzie
          mają oczekiwać pomocy jest równie/jeśli nie bardziej/ ważne od tej nadmiernej
          troski i chowania pod kloszem. Ja nie wiem czy pieciolatek może wychodzić sam
          na plac zabaw - wszystko przecież zależy od miejsca, dziecka, otoczenia. Ja ma
          szczęście, ze mieszkam na tak dobrze, pod tym względem, zagospodarowanym
          osielu, ze swojego pięciolatka puszczam do dzieci samego, czasami trzylatka mu
          dokoptuję. Trzęsę sie bardzo o jego/ich bezpieczeńśtwo, ale wiem, że i tak ich
          nie upilnuję. Jak broją, to przecież tak, zebym nie widziała - to samo z
          zabawami na podwórku - bawią sie w piratów i walczą mieczami - nie jestem w
          stanie zapobiec "ranom", tak samo z jazdą na rowerze - jeśli wyjedzie na
          parking pod samochód - nie jestem w stanie temu zapobiec - nie jesteśmy wstanie
          być ciągle w takim oddaleniu od nich by dać im swobodę, a jednocześnie chronić
          w każdej sytuacji. musimy uczyć gdzie nie należy wjeżdżać i że należy z obcymi
          nie oddalać się, i takie tam... Płacz, ból i strach też są potrzebne, też uczą
          (niestety) i oby żadnemu z naszych dzieci nigdy nic się nie przytrafiło, bądźmy
          mądrymi opiekuńczymi rodzicami, ale nie zarozumiałymi i nadopiekuńczymi.
          Widzicie różnicę?

          P.S. Nigdy nie zostawiłam i nie zostawię dzieci samych w samochodzie...
          • housewife1 Re: złoty srodek 26.07.07, 00:59
            złoty srodek tak, widocznie każdy go upatruje gdzie indziej, mój złoty środek
            wygląda tak, że wszędzie towarzyszę dzieciom, jestem jak najbliżej, ale nie
            interweniuje dopóki nie poproszą same, ostrzegam, że coś sie może stać, ale
            decyzję podejmują same i potem najwyżej pocieszam... wlaczą "mieczami" z
            gałązek, ale ja jestem blisko, by ewentualnie krzyknac jeśli widzę, że chce
            drugiemu "miecz" wsadzic do oka, jesli nie robi tego, to nie przeszkadzam w
            dobrej zabawie.
            itd... po prostu jestem najblizej jak moge, ale tak, że dzieciaki często
            zapominają , że jestem. na moim własnym podwórku, mam sąsiadów z 3 stron
            ogrodzenia, oraz naprzeciwko, ślepa ulicę, brame i furtkę na klucz nikt obcy mi
            nie wjedzie autem, żaden obcy pies nie wejdzie, i moge ich zostawic samych, ale
            i tak co chwila patrzę, a generalnie to ktos raczej zawsze z nimi jest, na
            zmiane, ja, dziadkowie, mąż...
            dziecko w tym wieku, jest tak ufne, że jesli dorosły zachowa się nieco inaczej
            niz w schemacie obrony, który ćwiczymy w domu, pójdzie za nim... poza tym
            wypadki... czytałam bloga jakiejś lekarki na chirurgii (pogotowia), i ona
            wyraźnie napisała, jej zdaniem 95% wypadków dzieci odpowiadaja lekkomyśli rodzice.
            • housewife1 Re: złoty srodek 26.07.07, 01:04
              i jeszcze napisze o moim doświadczeniu, dzieliłam sie nim juz na innym forum...

              mój synek prawie sie utopił, jak miał 2 lata, bylismy sobie w sklepie
              ogrodniczym, ja z moimi dziećmi, był tam taki placyk dla dzieci, a obok
              sadzawka, która nie była niczym ogrodzona. Wyglądała na płytka, i tak ładnie
              obsadzona kamieniami... Był piekny słoneczny dzien... rozmawiałam ze
              sprzedawcami, ale cały czas obserwowałam dzieci... stojac tak, by je widziec i
              to uratowało mego synka, bo w pewnym momencie przechylił się, poślizgnął i wpadł
              do sadzawki. jak dobiegłam (jakies nie wiem może 15-20 metrów) to juz pływał na
              brzuchu w pozycji topielca z twarzą w wodzie (jak biegłam to w zwolnionym tempie
              widziałam jak sie zanurza i wynurza z wody próbująć sie ratować) , wskoczyłam i
              wyciągnełam go, woda okazała się powyżej pasa, na szczęście nie stracił jeszcze
              przytomności, wypluł wode i nawet nie zapłakał zszokowany... mała wszystko
              widziała, ale nie zareagowała, w ogóle, dalej sie bawiła, bo to tez jeszcze
              małe dziecko było(miała 4 lata). Myslała, że braciszek sobie pływa...
              pędem zabrałam dzieciaki do auta, cała mokra, przebrałam go w jakies zapasowe
              ciuchy i pojechalismy do domu. Potem obserwacja w domu, ale wszystko było na
              szczęście ok.
              Sprzedawcy byli takimi matołami, że przez ten cały czas nawet mi nie pomogli,
              musiałam krzyknac ostro na jednego, żeby mi podał ręke, żebym mogła sie wydostac
              z tej wody z dzieckiem na ręku !!!

              oczywiście po tym wszystkim plułam sobie w brode, że ich cały czas za ręce nie
              trzymałam, ale te hustaweczki, i placyk mnie tak omamiły, myslałam, że to
              bezpieczne miejsce...

              parę dni później po mojej interwencji u szefa firmy staneło tam zabezpieczenie
              tej sadzawki.

              i nikt juz mi nigdy nie powie, że gdzieś jest bezpiecznie, nie ma takiego
              miejsca choćby sie wydawało, że jest takie i dlatego mama powinna byc zawsze w
              pobliżu, gdybym stała odwrócona, to nikt by nawet nie zauwazył, to działo sie w
              takiej ciszy...
              i Kajtka by juz nie było
              ale bylam, obserwowałam cały czas i zdazyłam go uratowac, ta minuta przewagi...

              byc może po takim przeżyciu troche sie inaczej patrzy na kwestie bezpieczeństwa
              dzieci sad((

              nie zycze nikomu tego przezywac, mimo szczęśliwego zakończenia
    • subobo Re: Wychodzą już sami na spacery:) 27.07.07, 15:34
      tytuł wątku brzmi tak dumnie...

      To ja tym bardziej dumna jestem, bo jestem spryciula, żeby pozmywać (nie mam
      zmywarki, buuu), obrać ziemniaki albo ogarnąć trochę mieszkanie nie muszę
      pozbywać się dzieci z domu.
      I dumna jestem, że znajduję przyjemność w wychodzeniu z dziećmi na spacery i
      jestem pewna, że zawsze ją we wspólnej zabawie odnajdę smile nawet jak mi sterta
      prasowania pod sufit urośnie lub inne bardzo ważne rzeczy odłożę na później
      • gitara13 Re: Wychodzą już sami na spacery:) 30.07.07, 21:06
        przeczytalam uwaznie post Autorki watku raz, drugi...Wciaz z niedowierzaniem...
        Ze mozna byc DUMNYM z takiej postawy wobec dzieci. Mnie byloby po prostu WSTYD,
        ze zachowuje sie z taka nieodpowiedzialnoscia!
        Mam dwie coreczki w wieku pol roczku i dwa latka dwa miesiace, nie pracuje, z
        wyboru zajmuje sie dziecmi. Na spacery wychodze z nimi codziennie, a poniewaz
        mam ogrod przy domu to i dwa a nawet trzy razy dziennie sa na dworzu. Mam czas
        na zrobienie obiadu czy prania,umycie łazienki itp. a i tak 90% czasu poswiecam
        na opieke nad nimi, pielegnacje i ZABAWE! To kwestia dobrej organizacji pracy.

        nie wyobrazam sobie, ze dzieci ( oczywiscie starsze, nawet 3-5 letnie) mialyby
        bawic sie same! To po co TY jestes w domu?!
        O niebezpieczenstwach juz swietnie napisala housewife1, mnie tylko dziwi, ze nie
        zal Ci, ze nie spedzasz czasu z dziecmi... Odczuwasz, jak piszesz, wyrzuty
        sumienia, wiec masz swiadomosc, ze taka sytuacja jest niewlasciwa! To nie jest
        wiek, na puszczanie dzieci gdziekolwiek bez mamy/taty.
        Wspolczuje Twoim dzieciom, ze maja Mame, ktora woli pozmywac niz pobawic sie w
        piaskownicy, pokazac motyla, zachwycic sie płynacymi chmurami.

        Zycze opamietania, i przewartosciowanie tego, co w zyciu wazne smile

        pozdrawiam,
        Aleksandra



    • undomestic_goddess Re: Wychodzą już sami na spacery:) 28.07.07, 13:57
      Rzadko tu pisze ale tym razem nie moge sie powstrzymac.

      To sa za male dzieci na taka samodzielnosc. Obarczasz starszego nadmierna
      odpowiedzialnoscia. A co jak jakis pies sie rzuci? Albo jakis upadek? Wg mnie
      to jest skrajnie nieodpowiedzialne postepowanie. Dzieci sa wg mnie wazniejsze
      od sprzatania.

      Nie wspominajac juz o tym ze takie krzyki pod balkonem czy oknem sa b uciazliwe
      dla sasiadow.

      Coz sa jeszcze gorsze sytuacje. Niedawno widzialam 3 latka na spacerze ze
      spiacym niemowlakiem w spacerowce pod wiezowcem przy b ruchliwej ulicy. Nie
      umial do domu zadzwonic domofonem. Ponoc jego mama caly czas przez okno na
      niego patrzyla. Ciekawe ze nie widziala jak skrecal wozkiem prosto na ulice bo
      nikt przez okno chocby nie interweniowal.
    • undomestic_goddess Re: Wychodzą już sami na spacery:) 28.07.07, 14:04
      I jeszcze jedno. To ja naiwniak spoleczny zostaje z taki puszczonymi samopas
      dziecmi az sie pojawi niefrasobliwy opiekun. Nie umiem odejsc i zostawic na
      pastwe losu. A przeciez to nie powinien byl moj obowiazek. Mam swoje dzieci do
      pilnowania i swoje sprawy. I za kazdym razem szlag mnie trafia i mam ochote
      dzwonic na policje bo jakby cos sie zdarzylo to nie wybaczylabym sobie
      obojetnosci. Tylko dlaczego mam byc darmowa opiekunka dla nieodpowiedzialnych
      rodzicow ktorzy nie widza zagrozenia i nie doceniaja pomocy?

      Mysle ze takie zachowanie to proszenie sie o klopoty. Wybacz szczerosc ale jest
      tyle zagrozen czyhajacych na pilnowane dzieci ze nie widze powodu by ich liczbe
      zwiekszac puszczajac dzieci samopas bo to nie jest samodzielnosc tylko
      puszczenie samopas - moze sie zdarzy taki jelen jak ja co przypilnuje. Oby nie
      stracil cierpliwosci i nie zadzwonil na policje.
    • volta2 Re: Wychodzą już sami na spacery:) 31.07.07, 14:39
      Odpowiadając hurtem na zarzuty:
      gdzie wy widzicie dumę? między radością z tego, że sami chcą wychodzić i
      potrafią do dumy to jeszcze daleko!(zresztą wcale taka dumna nie jestem - piszę
      i wiem o niewłaściwości takiego postępowania, więc naprawdę gdzie wy widzicie
      tę dumę?)
      o świetnej organizacji: ależ ja zorganizowana jestem świetnie, dzieci wychodzą
      same od miesiąca(?), a starszy ma już niemal 5 lat, więc proszę o organizacji
      morałów nie prawić, bo nie trzeba
      co do czasu z dziećmi spędzanego: jw. dzieci mają już niemal 5 i 3 lata,
      uważacie, że do tej pory nie zdążyłam motyla czy autobusu pokazać? skoro do tej
      pory to robiłam to też i robię dalej, jak pisałam, dzieci wychodzą same na pół
      godziny, 40 minut. czy dzień tyle właśnie trwa? jak sądzicie, co robię z tymi
      godzinami pomiędzy ich wyjściem?
      ja swoje dzieci wychowuję, tzn. nie tylko się z nimi bawię, ale również
      uczę!!! - uczę jak mają się zachowywać w określonym miejscu w określonej
      sytuacji i teraz między innymi sprawdzam, jak to działa. mąż się denerwuje bo z
      nimi nie jest, i nie ma kiedy ich uczyć zachowań w trudnych sytuacjach(np. na
      przejściu dla pieszych) ja wiem, czego ich uczyłam, więc wiem, co zrobią i się
      nie denerwuję, albo denerwuję się nie tak mocno jak on.

      i żeby nie było:
      za dyskusję dziękuję, wszystkie głosy wzięłam pod rozwagę, przemyślałam,
      zastanowiłam się. nie trzeba tylko mnie pouczać, bo póki co ja z wszystkiego co
      robię zdaję sobie świetnie sprawę. rozumiem też te, które tego nie zrobiłyby i
      nigdy nie zrobią.
      • natalia433 Re: Wychodzą już sami na spacery:) 02.08.07, 21:23
        co do tego ze kiedyś dzieci jeżdziły bez fotelików, widocznie było jednak wiele
        wypadków z udziałem dzieci skoro foteliki są obowiązkowe a niezapinanie pasów
        karane wysokimi mandatami. to tak na marginesie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka