molla7
24.08.07, 08:01
moje dziecko jest niepocieszone. wczorajsza wizyta na placu zabaw,
na którym postawiła w katku swój piekny smigany rowerek z różowymi
frędzelkami u lierownicy-jej duma i radość, skończyła się, ze jeden
z tych frędzelków został urwany przez 2 letniego chłopczyka.
Siedziałam na ławce i obserwowałam, jak rzucił sie do tego rowerka,
jak gdyby widział sprzęt na 2 kółkach pierwszy raz w zyciu, próbował
jeżdzić, szarpał obracał kierownicą, spoko. Nie ma i mu się podoba.
Jednak chwila, w której odwróciłam na chwile wzrok okazała się
wystarczajća by frędzelki zostały zniszczone. Pal licho, jak dla
mnie mogłoby ich nie byc i trudno, jednak Rozalka była bardzo
rozzalona, zeby nie powiedziec zrospaczona.
Pytam mamy, ile lat ma jej syn? Dwa.
To mówię jej zeb to najwyższy czas by zaczeła uczyć swojego syna
szacunku do rzeczy innych.
Pani przeprosiła, ale się bardzo oburzyła i stwierdziła ze to ja
powiinam pilnować swoich rzeczy czy dziecka.
Tak powinnam kurczowo trzymać ten rower.
Zastanawia mnie czy ja od swojego dziecka wymagam zbyt wiele
przywiązuje uwagę do tego by szanowała innych i ich własność, a
odkąd zaczełam kłasc na to nacisk nie miała 2 lat. Nigdy coś takiego
jej się nie zdarzyło.
Jak dla mnie dwulatek to już poważan osoba, od której mozna
oczekiwac cywilizowanych zachowań. a może dziwna jestem.
Nienawidzę wychowania bezstresowego, to zadne wychowanie