Dodaj do ulubionych

Niezawiniona kara?

22.09.07, 22:10
Opiszę Wam taką sytuację: mój syn zaczął w tym roku podstawówkę. I
pewnego razu na zajęciach z muzyki jeden z klasowych łobuzów
popchnął kolegę, który wpadł na mojego syna i ten upadł na podłogę.
Dopiero ten moment zobaczyła nauczycielka i posadziła za karę mojego
syna do ławki (reszta tańczyła). Druga sytuacja: chłopcy stali w
stołówce po swój obiad. Znów tenże łobuz powtarza popchnęcie, mój
syn wraz z kolegą wpadają na inne dzieci. Opiekun widzi dopiero jak
mój syn z kolegą wpadają na dzieci, więc każe im wyjść z kolejki,
usiąść przy stołach i jako ostatni dostają jedzenie. Chłopcy
tłumaczą, że to tenże łobuz ich popchnął, ale opiekun nie słucha i
każe im i tak siadać.
Przyznam, że wnerwiły mnie obie te sytuacje, bo zawsze uczyłam syna,
ze owszem, karę ponieść trzeba, ale za swoje przewinienia, a nie
czyjeś i że zawsze - jeśli nie wie za co zostaje ukarany ma pełne
prawo zapytać i wyjaśnić sytuację.
I mam ochotę na ten temat podyskutować z wychowawcą (wychowawca nie
był świadkiem żadnej z tych sytuacji), ale znajomi twierdzą, że to
norma w szkole i w życiu, że mam dać spokój, że nie ma o co kruszyć
kopii...
No i sama już nie wiem, czy takie postępowanie jest normą w
szkole??? I co byście zrobiły na moim miejscu?
Obserwuj wątek
    • nangaparbat3 przykro mi bardzo 22.09.07, 22:21
      ale takie postępowanie JEST norma w szkole.
      W szkole dzieje sie strasznie duzo w tym samym czasie. Nauczyciel widzi tylko
      fragment całości i na jego podstawie podejmuje decyzję. Woli podjac błedną
      decyzje niż wstrzymac sie od natychmiastowej reakcji. Jak juz decyzje podejmie,
      1 na 10 przyzna czasem, ze sie pomylił. Wiem o tym duzo, bo jednym z moich
      głównych działań w szkole jest odkrecanie takich szybkich, błednych decyzji, i
      naprawianie skutków.
      Żeby dziecko w szkole ukarac, nie ma obowiazku udowodnienia mu winy.
      Byłam kiedys swiadkiem potwornej awantury spowodowanej przez nauczycielke, która
      o cos oskarzyła dziecko, twierdząc, że widziała, potem wyznała, ze nie wie, jak
      dziecko wyglada. Przysiegam, tak było.

      Z drugiej strony dziwi mnie, ze juz w pierwszym miesiącu nauki w pierwszej
      klasie wiadomo, ze jeden z chłopców to "łobuz". Boje sie, ze skoro nawet rodzice
      tak o nim mówią, został juz wyznaczony na kozla ofiarnego. I nie mozna
      wykluczyc, ze po prostu na niego zrzuca sie w tej klasie wine. Choc w przypadku
      siedmiolatków wydaje mi się to mało prawdopodobne.
      • aniask_mama Re: przykro mi bardzo 22.09.07, 22:29
        napisałam: łobuz, bo...tak rozrabia, że wychowawczyni rozmawiała już
        z rodzicami na ten temat niejeden raz, był też na rozmowie z
        dyrektorem szkoły...
        • nangaparbat3 Re: przykro mi bardzo 23.09.07, 00:28
          Ale z czyimi rodzicami? Jego czy innych dzieci?
          • aniask_mama Re: przykro mi bardzo 23.09.07, 07:56
            Jego rodzicami - nie bardzo chcą współpracować ze szkoła, mówią, że
            chłopak taki jest i już.


            I tak sobie przemyślam to, co napisałaś i zastanawiam się nad
            jednym: "Woli podjac błedną
            decyzje niż wstrzymac sie od natychmiastowej reakcji."

            Dlaczego? Po co reagować w ten sposób? w sumie wtedy pokrzywdzone są
            obie strony: dziecko, które zawiniło (bo widzi, że może tak robić
            dalej jak nauczyciel nie widzi i mu się upiecze) i które nie
            zawiniło, bo zostaje niesłusznie ukarane. No tak myślę... Reakcja
            tylko po to, żeby była jest bez sensu...
            • nangaparbat3 Re: przykro mi bardzo 23.09.07, 12:38
              aniask_mama napisała:

              > Jego rodzicami - nie bardzo chcą współpracować ze szkoła, mówią, że
              > chłopak taki jest i już.
              ale skad Ty, matka jego kolegi, o tym wiesz?
              To sprawa miedzy szkoła a tymi rodzicami - jeśli to wychowawca opowiada innym
              rodzicom (na Boga, minęły 3 tygodnie nauki, to tyle co nic), to tym bardziej
              uwazam, że w klasie tego chlopca wyznaczono na kozła.




              >
              > I tak sobie przemyślam to, co napisałaś i zastanawiam się nad
              > jednym: "Woli podjac błedną
              > decyzje niż wstrzymac sie od natychmiastowej reakcji."
              >
              > Dlaczego? Po co reagować w ten sposób? w sumie wtedy pokrzywdzone są
              > obie strony: dziecko, które zawiniło (bo widzi, że może tak robić
              > dalej jak nauczyciel nie widzi i mu się upiecze) i które nie
              > zawiniło, bo zostaje niesłusznie ukarane. No tak myślę... Reakcja
              > tylko po to, żeby była jest bez sensu...
              Oczywiscie ze jest bez sensu. Ale w szkole zdarza sie bardzo często. Zanim
              sprawdzi sie jak było, spróbuje dociec przyczyny, pogada z dziećmi.
              • aniask_mama Re: przykro mi bardzo 23.09.07, 14:08
                Nie sądzę, że wyznaczono go na kozła, w klasie kilku chłopaków
                rozrabia, ale ten jest ewenementem - wiem a raczej wnioskuję to z
                opowieści mojego dziecka... To nie jest jedyny temat naszych rozmów
                dodam, raczej poboczny...
                Nieważne skąd wiem, Pani nie rozmawia o tym na forum z innymi
                rodzicami.

                Szkoda, że tak jest w szkole... Może za dużo wymagam...
    • scher Re: Niezawiniona kara? 23.09.07, 14:58
      Ja bym rozmawiał z nauczycielami po każdym takim incydencie.
      Nie rozpuszczam dzieci, nie wybielam, nie jestem roszczeniowym
      rodzicem, więc tym bardziej oczekiwałbym od nauczyciela, że przyjmie
      do wiadomości moją stanowczą niezgodę na karanie bez winy.
    • marysienka110 Zalozmy ze pojdziesz do wychowawcy. 23.09.07, 22:13
      I co chcesz mu powiedziec?
      Jak zareaguje na to twoj synek?
      • franklin76 W obronie nauczycieli 24.09.07, 10:03
        Jestem nauczycielką i nie zgadzam się z opiniami na nasz temat że
        wolimy zareagować w jakikolwiek sposób żeby nie stracić domniemanego
        autorytetu niż postąpić sprawiedliwie.
        Proszę nie uogólniać. Nie każdy nauczyciel jest taki - poza tym
        nauczyciel też człowiek i ma swoje problemy, które czasem
        przytępiają mu ostrość widzenia.
        Niestety zdarza się dość często, że w tym zawodzie pracuje ktoś kto
        się kompletnie do tego nie nadaje.
        Natomiast nie ma takiego nauczyciela, który nie doceni starań
        rodzica o dobry kontakt ze szkołą.
        Wiem, jak to jest jak człowiek źle oceni sytuację - ale ja jestem
        zawsze bardzo wdzięczna jeśli ktoś pomoże mi dostrzec coś czego nie
        widzę. I szanuję bardzo rodziców, którzy interesują się tym, co
        dzieje się z ich dzieckiem w szkole i mają czas na rozmowę z
        wychowawcą. A takich rodziców jest coraz mniej - niestety... W
        codziennej pogoni za czasem brakuje czasu dla własnego dziecka,
        przerzuca sie odpowiedzialność na szkołę - a tak naprawdę wychowanie
        odbywa się w domu. Nauczyciel może tylko wspierać, tylko wtedy jest
        sukces, jeśli między szkołą i domem jest dobry kontakt.
        Poznaję tę relacje z drugiej strony - córka chodzi do przedszkola i
        trzeba było trochę czasu poświęcić kiedy np. była ukarana za
        rozmawianie przy posiłku w ten sam sposób jak największy rozrabiaka.
        Wywalczyłam system kar adekwatny do winy. dzieci mają lepsze
        wyczucie sprawiedliwości niż nam się wydaje.
        Co ważne mi się wydaje - takie rozmowy powinny się odbywać poza
        dzieckiem - ono musi nauczyć się radzić sobie w takich sytuacjach.

        Skad takie przekonanie że rozmowa z wychowawcą nic nie da?
        A moze nawet nie ma pojęcia o całej sytuacji?
        I radzę jeszcze jedno - zamiast rozbudzać w dziecku poczucie
        niesprawiedliwości - czemu nie poradzić mu żeby po prostu unikał
        bliższego kontaktu z łobuzem?
        • aniask_mama Re: W obronie nauczycieli 24.09.07, 11:05
          dzięki za wypowiedź wink

          Nie rozbudzam w dziecku uczucia niesprawiedliwości, po prostu dużo z
          nim rozmawiam o szkole nie kwalifikując i nie oceniając sytuacji,
          czy jest dobra czy zła (nie przy dziecku). Jeśli widzę, że nie
          bardzo potrafi się znaleźć w sytuacji, to ewentualnie coś proponuję.
          Myślę, że on musi nauczyczyć bronić się sam, ale jeśli jeśli coś
          ewidentnie jest niesprawiedliwe i dziecko nie wie dlaczego zostało
          ukarane, to po prostu chcę zainterweniować.

          Wiesz, mój syn nie może go unikać za bardzo, bo obie te sytuacje
          miały miejsce, gdy dzieci były w grupie, a dzieci w klasie
          niewiele...

          Zobaczymy...

          • franklin76 Porozmawiaj! 24.09.07, 13:23
            Mimo wszystko ja staram się zawsze być po stronie dziecka.
            Jeśli moje dziecko coś źle zrobi, to szukam przyczyny najpierw w
            swoim postępowaniu.
            Ale to już problem rodziców tego łobuza a nie Wasz.
            Jeśli widzę że dziecko nie umie się bronić, to pomagam i wspieram.

            Ważne jest że syn mówi o tym co się dzieje w szkole. I z całego
            serca życzę aby tego zaufania do mamy nigdy nie stracił. A stykać
            się będzie z różnymi ludźmi (np. nauczycielami bez powołania, ba
            niektórzy wogóle nie powinni pracować z młodzieżą), dziećmi (wiele z
            nich wychowywanych modną ostatnio metodą bezstresowego zaspokajania
            potrzeb) i najważniejsze jest żeby z Tobą, Wami rodzicami rozmawiał
            o wszystkim i wiedział że zawsze będziecie po jego stronie. A
            niestety nie zawsze dacie radę pomóc.
            Za długo pracuję w szkole i za dużo czasem muszę się użerać ze
            zmanierowanymi kolegami i bezmyślnymi rodzicami.

            Radzę jednak interweniować w szkole - tym bardziej że synek dopiero
            zaczyna chodzić do szkoły. Rodzica zawsze się szanuje. A
            pierwszoklasista to jeszcze małe dziecko. Jeśli nie nauczyciel ani
            wychowawca, to może pedagog?
            Radzę tego tak nie zostawiać - dla dobra synka - żeby wiedział
            przynajmniej tyle że nie jest Wam obojętne co się z nim dzieje w
            szkole. Musicie interweniować, możliwe że następnym razem syn nie
            przyznałby się co się stało...
    • atari800xl twoj syn ma wyjatkowegho pecha 24.09.07, 12:33
      albo moze taki swiety nie jest...
      ale przypuszczalnei ma pecha i niestety nic nie poradzisz..mozesz pojsc do
      wychowacy i porozmawiac, ale ja nie wiem czy to cos zmieni.
    • vharia Re: Niezawiniona kara? 24.09.07, 23:37
      Ja bym rozmawiała nie z wychowawcą i nie z nauczycielem, który ukaral niezasłuzenie, tylko Z SYNEM. Przychodzi moment, kiedy dziecko musi się dowiedzieć, ze w życiu nie wszystko jest sprawiedliwe i wypracować sobie pomalu "grubszą skórę". Nie dostał jakiejś straszliwej i dotkliwej kary, więc twoje wsparcie i zainteresowanie powinno mu zrekompensować dyskomfort. I tyle.
      Gdybyś chciała chodzić z takimi sprawami na rozmowy z wychowawcą, to będziecie sie widzieć kilka razy w tygodniu przez najbliższe 6 lattongue_out

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka