agalubian
16.07.03, 09:47
Od dwóch miesięcy mamy problem z synkiem. Długo nie udawało się go oduczyć
od pieluszek. W końcu udało się z siusianiem i jest OK. Gorzej z kupą.
Przez pewien czas maluch ładnie robił do nocnika. Był chwalony, tatuś
zabierał go po pracy na spacery (np. wycieczka do metra...) Potem było
zatwardzenie, a zaraz potem rozwolnienie - nie można było nadążyć ze zmianą
majtek i reszty zabrudzonego ubrania. Założyłam maluchowi pieluszkę, żeby
przetrwać ten okres. I koniec! Odtąd w żaden sposób - cierpliwością, prośbą
czy groźbą - nie umiemy synka namówić na powrót do nocnika.
Dziadkowie mówią, że trzeba cierpliwie wysadzać małego na nocnik i czekać,
czekać, czekać. W praktyce wygląda to tak, że małego na siłę sadza się na
nocnik, umila mu czas bajeczkami, oglądaniem książeczek, i trzyma tam mimo
protestów pół godziny (dla trzylatka to wieczność!), a potem, gdy kupa jest
tuż-tuż, synek ze łzami w oczach zrywa się z nocnika i raczej wstrzyma kupę
przez trzy dni niż się złamie.
Mąż najpierw tłumaczył i namawiał, po paru tygodniach zaczął dawać klapy, a
teraz zrezygnował z kar, tylko nieustępliwie wypytuje winowajcę, dlaczego tak
robi. Dziecko natychmiast zmienia temat rozmowy ("Tatusiu, a czy nasza
pralka jest nowa?") albo po prostu zacina się. Inny pomysł to nie zmienianie
zabrudzonego ubrania tak długo, aż zawartość zacznie przeszkadzać. Mały jest
na to niestety bardzo odporny.
Ja uważam, że trzeba namawiać, sadzać, ale tak naprawdę synek sam musi chcieć
załatwić się do nocnika. Przymus czy awantury powodują odwrotny skutek.
Tylko że jestem bezradna. Mam już dosyć prania i sprzątania tych paskudztw.
Z drugiej strony żal mi dziecka, bo na nim w końcu to wszystko się odbija.
Nie jestem w stanie, tak jak namawiają teściowie, trzymać go na nocniku bez
końca. Tłumaczę mu, że moglibyśmy iść na spacerek, pooglądać dobranockę, itd,
a tymczasem tracę czas na pranie i po prostu nie mam siły na nic.
Czy ktoś ma pomysł, jak przerwać to błędne koło? Nam już brak nadziei i
cierpliwości, bo końca nie widać.