Dodaj do ulubionych

Poddaję się... Matka na łopatkach

30.07.03, 12:53
Słuchajcie, wpadłam w emocjonalny dół, no, załamałam się... A z rodzicielstwa
nie ma zwolnień. Moje dzieci dokazują i muszę reagować, choć chwilowo nie mam
pojęcia, jak:

1. Dotychczas 2,5 latek nie był zazdrosny o niespełna 10-mies. brata.
Myśleliśmy, że tak genialnie prowadzimy sprawę... A tu teraz eksplozja
zazdrości, najbardziej uciążliwe jest ciągłe wieszanie się na mnie starszego
synka. To 'mamo, na jąćki, ja chcę do ciebie..." On nawet nie chce się bawić,
tylko siedzieć mi na kolanach wczepiony w moje włosy i z Kubusiowym smoczkiem
w buzi... Doprowadza mnie to do rozpaczy... Staram się poświęcać mu aktywnie
czas, gdy tylko mogę (pieszczotki w łóżku, czytanie, wycinanie, rower,
rysowanie, rozmowa itp.), aranżować jak się da wspólne zabawy.

Ale pytanie do Was mam konkretne: co ja mam robić w tych momentach marudzenia?

Jestem w kropce - jak biorę na ręce, pieszczę, całuję, wcale nie jest
lepiej, tak jakby synek był "nienasycalny", poza tym nie mogę się ruszyć
nawet do łazienki, o zrobieniu czegokolwiek mowy nie ma... A nie chcę z
kolei, żeby w momencie, kiedy intensywnie cierpi z powodu zazdrości o nasz
czas dla braciszka, poczuł się odtrącony...

Jeszcze trochę i zwariuję. Tak się staram, a oni i tak nie są szczęśliwi!
Młodszy płacze, starszy trzyma za włosy, a ja muszę wybierać... Weryfikuję
swoje zasady wychowawcze, może byłam za miękka, nie mam już chyba siebie
więcej do rozdania, czuję się 'nadużyta'! Nie chcę krzyczeć, ale entuzjazmu
już nie ma w moich słowach, opędzam się od dzieci... I cierpię, bo kocham ich
nad życie i chcę im dać jak najwięcej miłości i jak najpiękniejsze
dzieciństwo, a chyba do niczego mi to wychodzi...

Dziewczyny, proszę o rady. Pozdrawiam smutno
Obserwuj wątek
    • aga020368 Re: Poddaję się... Matka na łopatkach 30.07.03, 17:06
      Mam dwóch chłopców, różnica wieku 3 lata i 4 miesiące. Z tego typu sytuacjami
      czyli mama pobaw się ze mną, mama mnie uśpi, na spacer tylko z mamą, mama umyje
      miałam do czynienie przez prawie pierwszy pół roku po urodzeniu maluszka. Z
      nikim nie wyszedł na spacer, nikt go nie mógł umyć, ubrać, pomóc w czymkolwiek -
      tylko mama. Miałam wrażenie, że non stop ktoś jest do mnie "przyklejony" czyli
      młodszy do piersi, a starszy - przy boku, na oparciu fotela, z tył za plecami
      (zależnie od tego gdzie siedziałam lub co robiłam). Dom został odłożony na
      drugi (a może trzeci plan), obiad gotowałam wieczorem lub coś na szybko w ciągu
      dnia np. mrożonki i jakoś wytrwałam i przetrwałam.
      Rady nie znalazłam, po prostu trzeba przeczekać.
      Życzę cierpliwości.
    • miniutka Re: Poddaję się... Matka na łopatkach 31.07.03, 00:30
      Pesteczko!
      piszę choć sama mam jednego półrocznego bobaska. Piszę bo widoku nie
      przysłania mi dwójka dokazujących szkrabów i mogę powołać się na zdrowy
      rozsądek smile)
      A zdrowy rozsądek mówi, że tak być musi. Jakiejkolwiek rodziny nie
      obserwowałabym to tak właśnie się dzieje niezależnie od stopnia uświadomienia
      wychowawczego rodziców. Co więcej, zaobserwowałam, że opędzanie się od dzieci
      przez kochającą acz zmęczoną mamę wielkiech szkód tym dzieciom nie czyni. Po
      prostu dzieci dowiadują się, że mama też bywa zmęczona.
      Mam przyjaciół, którzy mają 3 chłopaków i przechodzili przez coś podobnego. W
      pewnym momencie opędzali się strasznie... A po pół roku wszystko minęło.
      Dzieci musza mieć czas na rozpoznanie nowej sytuacji znalezienie sobie w niej
      miejsca. A jak sobie znajdą to wszystko wraca do normy.

      A może za jakiś czas ja napiszę to samo co Ty... najłatwiej jest obserwować
      innych... smile

      Cierpliwości Pesteczko
      Pozdrawiam
      M

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka