Chodzi mi o konkretną rzecz - zachęcenie do książki albo filmu. Jak koleżanka
w szkole powie, że książka super, to przeczyta nawet jeśli nad nią zasypia.
Jeśli ja mówię, że film fajny, to natychmiast widzę, jak zjeżają jej się włosy
na karku, bo na pewno będę chciała ją wmanewrować w jakieś nudziarstwo.
Na książki mam półśrodek - jak jęczy że nie ma co czytać, daję coś i mówię
"spróbuj, może Cię wciągnie" i nie robię problemu jak nie wciągnęło. Z filmami
jednak gorzej - wczoraj odniosła się niechętnie do obejrzenia ze mną odcinka
Bill Cosby Show, ewidentnie sądząc że to jakieś nudziarstwo

Dowcip polega
na tym, że jak zachęciliśmy ją (tysiącznymi sposobami i podchodami) np. do
Kopii Mistrza to zrobiła aferę że chcemy przerwać i resztę obejrzeć następnego
dnia, "bo to super i ona chce obejrzeć".
Macie może jakieś patenty?