Witajcie. Mam ostatnio taki problem z 15-miesięcznym chłopcem: wieczorem nie
chce iść spać. Zanoszę go do sypialni, kładę do łóżeczka, a on wstaje i płacze
w niebogłosy, wyciąga rączki i pokazuje na drzwi. Jak kładę, to się broni -
wygina, łapie mnie za ubranie. Nie chce żeby go nosić, przytulać, usypiać. Jak
biorę na ręce, to się wyrywa. Chce iść do dużego pokoju i się bawić.
Próbowałam go przetrzymać, ale szczerze mówiąc wymiękam po kilku minutach jego
płaczu.
Mieszka z nimi moja teściowa, która opiekuje się synkiem kiedy my jesteśmy w
pracy i z przykrością muszę stwierdzić, że przy niej mały na ogół usypia bez
buntu. Może jest bardziej pewna siebie, a ja się stresuję... A może ma większy
autorytet, bo my traktujemy ją z szacunkiem (jak rodzica) i synek to widzi.
Chyba nic na to nie poradzę, nie chciałabym jednak, żeby moje dziecko zawsze
usypiała tylko babcia.
Dodam, że w południe na ogół syn zasypia bez histerii. Ale nie jest tak, że za
wcześnie go kładziemy wieczorem, bo nieraz nie spał po południu (zwykle śpi 2
razy w dzień) i też się buntował. Z reguły śpi w nocy od ok 20:30 do 6:30, a w
dzień od 9:30 do 11:00 i od 15:00 do 16:00.
Poradźcie coś