Dodaj do ulubionych

Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę do

10.06.08, 12:28
walenia głową w drzwi lodówki smile Bynajmniej nie z zachwytu.
Dziecię szykowało się na dwudniową wycieczkę szkolną. Pomijam, że
zajęło jej to w sumie (razem z prasowaniem) prawie 10 godzin.
Wymiękłam po dwóch, bezpośrednio po sobie następujących pytaniach:
1. Ale po co mam brać czapkę? (taką z daszkiem od słońca, gdyby ktoś
miał wątpliwości)
2. Naprawdę mam wziąć wiatrówkę? (przeciwdeszczową).
Oba pytania, jak łatwo domyślą się rodzice nastolatków w tym wieku,
zadane zostały ze zdziwieniem pomieszanym z niedowierzaniem i niemal
zszokowaniem w głosie.
W tym momencie zaczęłam walić łepetyną w lodówkę smile))

Kto da więcej?
Obserwuj wątek
    • alanta1 Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 10.06.08, 13:17
      Ja mam na odwrót smile Młoda jest tak zapobiegliwa, ze muszę jej wyciągać rzeczy z
      torby, bo chętnie zabrałaby pół domu na każdą ewentualność na trzydniową
      wycieczkę smile
      • andaba Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 10.06.08, 13:32
        Nisar, ty masz niski próg wytrzymałości.
        Żeby walić w drzwi lodówki głową z powodu pytania o czapkę czy kurtkę? Ostatecznie niech nie bierze, najwyżej zmoknie - a czapki z daszkiem to bym sobie nie ubrała, więc i dzieciom nie każę. Jak nie chcą brac czegoś na głowę to nie biorą, chrzanić słońce, głowa sie w czapce poci.
        • nisar Andaba! 10.06.08, 13:42
          Ja mam zawsze niski próg wytrzymałości, a w 9 miesiącu ciąży to on
          jest już chyba ujemnysmile
          Niemniej udar słoneczny mojego dziecka już przeżyłam (parę lat temu)
          i absolutnie nie chcę mieć tego raz jeszcze. Rzadka radość,
          zapewniam Cię.
          • agatka_s Re: Andaba! 10.06.08, 14:29
            Eeeee tam, to nic.

            Ja dzisiaj mialam 1/2 godziny tlumaczenia-negocjowania, dlaczego
            nowe dopiero co kupione jeszcz lsniace swa nowoscia, BIELUTKIE buty,
            halowki Nike nie sa najlepszym obuwiem na biegi przelajowe po lesie
            (takowe dzis mieli) i ze lepiej ubrac stare ale wygodne czarne
            trampki.....

            To na porzadku dziennym. Czapka albo jej brak, krotkie spodenki jak
            jest zimno ze psa nie wygon itp itd...

            Mnie takie pogodowo-ubraniowe dyskusje juz nie ruszaja. Ja bym
            zapakowala i juz, bym sie w dyskusje nie wdawala.
            • myelegans Re: Andaba! 10.06.08, 14:45
              Jako 14-latka pakowalam sie juz na wyjazdy sama. Mama czesto
              pracowala na zmiany, w domu jej nie bylo, wiec nie miala nawet
              wgladu w plecak. Nauczylam sie, przezywalam. Czapki z daszkiem nie
              zalozylam nigdy w zyciu. Jak nie chce daj jej bandane, albo
              plocienny kapelusz.
    • royalmail Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 10.06.08, 15:42
      Moja kiedyś jadąc w czerwcu do Włoch spakowała swetry które miała
      pół roku wcześniej będąc na zimowisku w Zakopanem.
      Raz ze zdziwieniem pytała, po co jej na obóz survivalowy latarka
      oraz stary dres. Okazało się, że słusznie co do dresu, bo do
      czołgania się po jaskiniach i do gry w paintball dostali kombinezony.

      Ale ja od dawien dawna się już nie wtrącam smile.Zawsze ma największą
      torbę ze wszystkich, jej sprawa.Częste wyjazdy nauczyły ją, co
      będzie potrzebne.Na ogół większość tego, co ma w szafie wink
      • verdana Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 10.06.08, 16:07
        Mój 13-latek co najmniej od 3 lat pakuje sie sam. Na szczęście, nie
        mam stresów.
        I Nisar - wynbacz, ale szczytem naiwnosci jest mniemać, że 14-latka,
        która na polecenie mamusi zabierze czapkę, włozy ją na głowę
        niezaleznie od stopnia nasłonecznienia. Szkoda kazdej sekundy
        awantury.
    • babcia47 Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 10.06.08, 17:27
      mój w zimie, w mrozy, pod niezbyt ciepłą kurtkę zakładał koszulkę z
      krótkim rękawkiem..mnie to juz było "rybka", uodporniłam się, bo
      nigdy nie chorował, ale nauczycielki na jego widok, biegajacego po
      szkole w krótkim rekawku dostawały dygotania z zimna...czapka była w
      robocie w wyjątkowo "pieską pogodę" a szalik raczej dla ozdoby...i
      kurza nać nawet kataru nie załapał..
      • lila1974 Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 10.06.08, 18:18
        Ano nie złapał, bo był zahartowany ... tez się tak pastwię nad
        kolezankami z pracy i nad rodzicami w szkole mojej córy - dygoczą az
        miło tongue_out
        • maksimum Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 10.06.08, 18:22
          Monika nosi czapke z daszkiem nawet jak slonca nie ma i myslalem,ze to ze
          wzgledu na jasna cere.
          Cos mnie sie zdaje,ze ona nie chce by ludzie na nia patrzyli i ta czapka sie
          zaslania.
          Jak bylo dosc chlodno,to ona zakladala krotkie spodnie,krotki rekaw i czapke.
    • triss_merigold6 Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 10.06.08, 18:32
      W życiu jeżdżąc jak nastolatka na wycieczki i kolonie nie zakładałam
      czapki z daszkiem ani niczego innego na głowę.
      Kurtki przeciwdeszczowej też bym nie brała, zawsze można kupić taki
      foliowy płaszczyk w kiosku.
      Olać. Nie męcz tego biednego dziecka zapobiegliwością na tle
      zdrowotnym.
      • malinowa_rapsodia Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 10.06.08, 19:22
        Pamiętam jak mi kiedyś mama kazała na obóz wziąc KALOSZEuncertain Nie dośc, że zajęły
        poł plecaka, to jeszcze musiałam znosic szyderstwa koleżanek z pokoju.
        Oczywiście nie założyłam ani razu, mimo ulewnych deszczów. Wolałam razem z
        koleżankami suszyc adidasy na parapecie niż ośmieszac się w kaloszach. Taki wiek.
    • srebrnarybka Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 10.06.08, 19:26
      Wyluzuj i zrelasuj się. Młoda zahcowuje się NORMALNIE i nie widzę w
      jej zachowaniu niczego niepokojącego. A jak nie włoży tej czapeczki,
      nic się nie stanie. Daj sobie siana i wyśpij się te dwa dni, kiedy
      nie ma młodej, bo za parę tygodni młodsze Ci nie da.
    • wieczna-gosia Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 10.06.08, 22:24
      co z tego ze wezmie jak nie zalozy- sadzac popodejsciu nie zalozy ani jednego
      ani drugiego, tylko co najwyzej zmoknie smile
      aczkolwiek jesli czemus dalabym wieksze szanse to wiatrowce jednak bo maja byc
      deszcze.
      Jesli moje cos zakladaja na glowy- to bandany lub takie kupione w turystycznym
      sklepie elastyczne chusty roznorodnego przeznaczenia- mozna z tego zrobic
      wszystko poczynajac od opaski na wlosy,poprzez rozne namotane chusteczki, szalik
      a dkonczywszy na baklawie czyli kominarce.
      Ale najczesniej to nie zakladaja nic.
    • nisar Sprawozdanie po powrocie :) 11.06.08, 10:34
      Elka wróciła wczoraj, w stanie rozkładu. Cieplnego. Mimo że, jak
      przysięga, czapki nie wzięła z autokaru raz, mieli bowiem zwiedzać
      tylko kościół w środku, a łazili po słońcu dwie godziny. Wczoraj
      miała stan podgorączkowy, dzisiaj już lepiej (no myślę, od
      wczorajszego wieczora do teraz wypiła minimum 3 litry chłodnego
      picia). Dzisiaj chrypi, smarcze i boli ją łepetyna - ewidentnie
      przeziębiona, nic dziwnego, skoro z upalnego powietrza zabrano ich
      do lodowatej kopalni, bez uprzedzenia żeby wzięli coś cieplejszego.
      Prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie, że miałaby nie mieć czapki w
      ogóle. Podejrzewam, że zeszłaby na jakiś udar, raz już to miałam,
      jak siedziała cały upalny dzień nad wodą w pełnym słońcu, mimo że
      akurat czapkę wtedy miała. Niemniej problem był.
      • verdana Re: Sprawozdanie po powrocie :) 11.06.08, 13:32
        A nie sądzisz, ze na skutek ciągłego pilnowania jest mniej
        zahartowana niż inne dzieci?
        • nisar Re: Sprawozdanie po powrocie :) 11.06.08, 14:24
          Verdana, naprawdę myślisz, że da się jaśniutką blondyneczkę
          ZAHARTOWAĆ na przebywanie na słońcu bez czapki??? Bo ja w to ani nie
          wierzę, ani na pewno nie będę próbować. Stawka nieco za wysoka, jak
          na moją wytrzymałość nerwową. Zwłaszcza, że przedawkowanie słońca
          przy Elki fototypie może mieć bardzo groźne następstwa, za to
          opóźnione w czasie. Trudno, nie mam ochoty ryzykować.

          Co innego zaziębienie - tu faktycznie być może dałoby się ją
          zahartować na zmiany temperatury, ale prawdę mówiąc rzadko kto jest
          odporny na skoki po kilkanaście stopni różnicy. Ja też nie.
          • verdana Re: Sprawozdanie po powrocie :) 11.06.08, 14:30
            Nisar, ona ma 14 lat. dziecka w tym wieku nie da się dopilnować, nie
            da sie zmusi do noszenia czapki (jak widzisz nie nosiła),
            niezaleznie od następstw. Skoro ona sama wiedzac, ze dostaje udaru
            czapki nie wlozyła, to nic już na to nie poradzisz. Pora się z tym
            pogodzić.
            Wiele dzieci w tym wieku włożyłoby czapkę , gdyby nie naciski matki.
            Wzzięłoby kurtke, gdyby miało sznase parę razy zmarznąć i zmoknąć.
            na razie - nie obraź się - robisz wszystko, by Ela jak tylko tracisz
            ją z oczu nie ubierała się stosownie do okolicznosci - jak na tej
            wycieczce....
            • nisar Re: Sprawozdanie po powrocie :) 11.06.08, 14:36
              Verdana, nie czytasz co piszę! Ona nie włożyła czapki bo mieli tylko
              wejść do środka do kościoła i jechać dalej, a nie dlatego, że
              chciała koniecznie postawić na swoim.
              Co do kurtki czy cieplejszych ciuchów - nawet nie próbuję pilnować,
              żeby je nosiła, niby jakim cudem jeśli jest np. dwa tygodnie na
              obozie, ufam, że założy jak będzie trzeba (no i chyba zakłada bo jak
              dotąd tylko raz wróciła z obozu chora) niemniej uważam za swój
              obowiązek dopilnować, by te rzeczy po prostu ze sobą miała. Pod tym
              względem nie mam złudzeń: na pewno nie zapomni o piance do włosów,
              ale taka piżama czy bluza... First things first, jak to mówią...
              • wieczna-gosia Re: Sprawozdanie po powrocie :) 11.06.08, 15:20
                za swój
                > obowiązek dopilnować, by te rzeczy po prostu ze sobą miała.
                i tu sie roznimy-bo ja za swoj obowiazek uwazam nauczenie dziecka ktore rzeczy
                sa first.
                i ze nie chodzi o to by poprostu miala- ale wiedziala po co ma.

                tez mam jasniutka blondyneczke, udaru nigdy nie miala, a wyjezdy potrafimy po 10
                godzin na sloncu spedzac- no po prostu ona wie po co ma chusteczki, i jak ich
                uzywac. I naprawde polecam chusteczki rozne fikusne, bo w odrozneniu od czapki-
                mozna spakowac ich kilka na zasadzie ze jedna do plecaka, druga do kurtki,
                trzecia do kieszonki spodni czy podrecznej torebki- wtedy jak sie orientujesz ze
                nie zabralas- wyciagasz zapasowa, nakladasz i luzik.
              • verdana Re: Sprawozdanie po powrocie :) 11.06.08, 15:35
                Hm, a Ty w to wierzysz? Bo ja bym , mimo zaufania do dzieci,
                wierzyla nieszczególnie, aby wystarczyły 2 godziny, w tym część w
                kościele, aby nastolatka już zachorowała od słońca... Może - ale to
                bardzo niepokace i nie ukrywam - na "Frajdzie" cały dzień na słoncu,
                na wodzie - ja bym się bała wyslac tak wrazliwe dziecko. tam
                nieszczególnie strojów pilnują.
    • laeticia Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 11.06.08, 13:41
      Dzięki Bogu, że nie miałam takiej matki jak Ty !!! Koszmar.
      Poza tym szczytem naiwności jest sądzić, że ona naprawdę będzie nosiła tą
      czapkę, którą jej na siłę wciskaśniesz.
      • nisar Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 11.06.08, 14:27
        I fajnie laeticia. Ty wystaw na pełne słońce swoje dziecię o
        jaśniuteńkiej karnacji, nieważne że potem będą groźne problemy,
        ważne żebyś była cool matką, nie?

        Sorry, może jestem przewrażliwiona, ale dwa lata temu pochowałam
        niespełna trzydziestoletniego kuzyna. Był typowym rudzielcem ale
        lubił słońce. Czerniak potrzebował pół roku. W dupie mam więc to,
        czy jestem dla mojej córki koszmarną matką czy nie, na
        zasadzie "lepsze bite jak zdechłe".
        • wieczna-gosia Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 11.06.08, 15:15
          czerniak to choroba skory. Co ma do chorob skory czapka?
          no chyba ze dziecko sie smarowac sunblokerami nie chce...
          nisar nie wiem jakajestes matka ale prawda jest taka ze jesli 14 letniej babie
          spakowanie zajmuje 10 godzin i w dodatku dyskutuje z toba problem czapki i
          kurtki najwyrazniej nie widzac zastosowan- no to chyba cos tu szwankuje no nie?
          nie w twoim stopniu bycia dobra matka tylko w metodologii moze czty jasnosci
          tlumaczenia, czy w wyrabianiu nawykow- no nie wiem.

          ja sluchaj powiemci jedno- jakby mi matka zrobila AWANTURE o brak potrzeby
          zabrania czapki- to bym jej nie zalozyla na zasadzie "na zlosc babci". A chyba
          nie o to ci chodzi?

          cio ja sie zreszta dziwie- dziecko bylo na zielonej szkole- to ze ma 8 lat,
          spakowalo sie samo, tzn naszykowalo propozycje na lozku i zrobilo liste a
          nastepnie omowilysmy ja razem- to ja pomijam smile i byla tam chusteczka i okulary
          i kurteczka smile
          ale fakt ze dzieci pojechaly do Karpacza i 3 osoby mialy buty do lazenia....
          ale fakt ze jak lunelo (mialo byc pieknie, ale wiadomo jak jest w gorach, pogoda
          jest zmienna).....

          no po prostu nie wiem czy to jest kwestia beztroski matek czy tez bardziej ich
          wyreczania dzieci z myslenia.
          Moja uwaga ogolna jest taka ze jesli wyreczamy dzieci w mysleniu to nie
          wymagajmy nagle by myslec zaczely (no faktycznie, jesli zaplanowana jest
          wycieczka do kopalni, strasznie trudno przewidzic ze bedzie w niej zimno, i 14
          latkom trzeba wyraznie powiedziec ze maja wziac sweterki- no blagam......
          • nisar Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 11.06.08, 15:20
            Widzisz Gosiu, nie wiem w jakim wieku masz dzieci, ale jeśli jeszcze
            nie masz w domu nastolatki, to możesz nie wiedzieć... że nastolatka
            perfekcyjnie skompletuje strój na przewidywaną dyskotekę, komplet
            biżuterii do tego oraz niezbędne kosmetyki (pół plecaka). Rzeczy
            typu kurtka czy dobre buty są ... hm... nieco zbyt przyziemne by o
            nich pamiętać. I to mnie nadal lekko zaskakuje jednak. To znaczy
            fakt, że myślenie o jednym niejako wyłącza myślenie o innym, jak by
            nie można było tego jakoś rozdzielić. Bo Elka generalnie nie
            negowała potrzeby wzięcia czapki i kurtki, tylko w pierwszym
            momencie szalenie ją to zdziwiło, daleko bowiem jej myśl była od tak
            przyziemnych kwestiismile
            • verdana Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 11.06.08, 15:33
              Mam w domu trzeciego nastolatka i naprawe - kazde z nich
              perfekcyjnie grubo przed ukonczeniem 13 lat kompletowalo strój na
              wycieczke czy wyjazd. Nic nie bylo przyziemne, jakos nie zdarzyło
              sie dzieciom zapomnieć niczego (mnie owszem - raz nie zapakowałam
              dziecku majtek, a raz na wakacje zapomnialam pizam). Tak, przez dwa-
              trzy pierwsze lata zdarzaly się niedoróbki, czyli np. zabranie
              brudnej bluzki. Ale to koszty wlasne nauki.
              Ela chyba nie mia szans na nauke... Wie, ze Ty to zrobisz,
              przypomnisz itd.
              • wieczna-gosia Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 11.06.08, 15:56
                nisar mam w domu 2 nastolatki- przestaje mnie dziwic dlaczego sa postrzegane
                jako zaradne, zorganizowane i samodzielne, podczas gdy dla mnie bywaja
                pie..wate, slamazarne i gapowate. Widac mam wysoki standart smile
                oczywiscie maserazy zapomnialy czegos bez czego wyjazd jest niewyobrazalny, ja
                rowniez zapominam o takich rzeczach. Ale ani dlanich ani dla mnie nie jest to
                wystarczajacy powod by wpadac w zlosc, miec wizje udarow itd. Po prostu dziecko
                ktore rozumie o co chodzi z ta czapka- zamota sobie na glowie koszulke jak
                czapki zapomni.
                • nisar Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 11.06.08, 17:06
                  Osobiście mi się zdarzało wyjechać na weekend bez szczoteczki do
                  zębów tudzież piżamy. I co z tego? Czy gdyby ktoś mi o tym
                  przypomniał oznaczałoby to coś złego? Czy jeśli widzę, że dziecko
                  nie pomyślało o czymś co wziąć powinno mam mu dla jakiejś durnowatej
                  zasady nie przypomnieć?

                  No to się przyznam do rzeczy już chyba zupełnie tragicznej i
                  dyskwalifikującej mnie kompletnie: potrafię przypomnieć mężowi (47
                  lat) żeby założył cieplejszą marynarkę jeśli przegapi fakt, że tego
                  dnia ma się ostro ochłodzić. Zdarzyło mi się także dzwonić rano z
                  pracy do mojej matki (66 lat) że bardzo wieje i żeby wzięła coś na
                  głowę jak będzie wychodziła z domu. Zdarza się także nie raz, że mój
                  mąż, moje dziecię czy moja matka dzwonią do mnie do biura, że idzie
                  burza i żebym wzięła taksówkę bo zmoknę i zmarznę.
                  I kompletny dramat - nie widzę w tych faktach nic złego. Żadne z
                  nas nie czuje się do niczego zmuszane, raczej miło nam, że ktoś się
                  o nas troszczy. Nie sądziłam, że można to tak odbierać, prawdę
                  mówiąc.
                  • verdana Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 11.06.08, 17:42
                    Co innego przypomnienie, a co innego walenie głowa o lodówke.
                    I z Twoich postow wynika, ze 14-latka kompletnie nie umie sie
                    spakować - a to znaczy, ze nie zostala tego nauczona.
                    • nisar Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 11.06.08, 18:04
                      Walenie głową o lodówkę dotyczyło faktu, że była tak daleko myślami
                      przy dyskotece, że zadziwił ją fakt konieczności zabrania czapki czy
                      kurtki. Niemniej było raczej humorystyczne, co wydawało mi się
                      oczywiste.
                      Jak wnioskuję z powyższych postów, moja czternastolatka umie się
                      spakować daleko lepiej niż niektórzy dorośli, może bowiem zapomnieć
                      o kurtce (zwłaszcza jeśli przez ostatni tydzień panuje skwar a ona
                      jedzie tylko na dwa dni) nigdy dotąd nie zapomniała o np. majtkach.
                      Chyba to nie tak źle.
                      Rozumiem, że Twoje dzieci w wieku 14 lat pakowały się perfekcyjnie,
                      nie zapominając nigdy o absolutnie niczym? Gratuluję, w takim razie
                      są lepsze ode mnie.
                      • verdana Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 11.06.08, 18:32
                        Tak, moje dzieci pakują sie perfekcyjnie. Ode mnie tez sa lepsze.
        • srebrnarybka Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 11.06.08, 20:40
          Czerniak to straszna choroba, ale statystycznie bardzo rzadka, a
          zwłaszcza rzadko zdarza się śmierć na tę chorobę w tak młodym wieku.
          Nie znm się na tym, ale sądzę, że prócz karnacji musi to być
          spowodowane genetycznie. Dziecko nie moze żyć stale pod presją
          nieszczęścia, które spotkało kuzyna, bo prawdopodobieństwo, że i jej
          się coś podobnego zdarzy, jest minimalne. Równie dobrze mogłabyś
          zakazać jej jeździć samochodem, bo z pewnością więcej ludzi ginie w
          wypadkach samochodowych niż umiera na czerniaka w wieku 30 lat.
          Dziecko nie będzie traktować takich argumentów poważnie, a jedynie
          przenosisz na nią swoje lęki. Poza tym zagrożenia, które widzisz, są
          niespójen: czym innym jest udar, a czym innym zniekształcenie
          znamion na skórze od zbyt długiego opalania.
          • malinowa_rapsodia Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 12.06.08, 09:43
            A gdybys wzięła córkę na zakupy, żeby sama wybrała sobie nakrycie głowy , jakie
            jej odpowiada? Nie wiem, kapelusz, chustkę na głowę, generalnie coś co jest
            modne wśród równieśników. Bo czapka wydaje mi się obciachowa, sama bym nie
            założyła w jej wieku. Chyba, że nic jej się nie spodoba, ale spróbowac wartosmile
    • rycerzowa Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 12.06.08, 11:52
      Oj, ale cię twoja córka rozpieściła!
      Gdyby zapomniała o tabletkach (!), albo zapakowała przez omyłkę zawartość
      waszego barku, to byśmy tu waliły głową w lodówkę razem z tobą! wink))

      Poważnie:
      Konstatujesz, że nastolatki, chociaż niby takie mądre, to jednak durne są. Są,
      zgadzam się. Przywilej i urok wieku.
      Owszem, wielu na forum powie,że ich nastolatki to ho ho ho, ale ja to za
      Krasickim "między bajki włożę".

      "Dać więcej mogę", owszem. Na przykład syn (inteligentny, nad wiek poważny, a
      jakże) zapakował na obóz komplet tiszertów, i przywiózł wszystkie czyste,
      nieużywane.Wrócił w tym, w czym pojechał.( W domu codziennie zmieniał ciuchy).
      No, kto da jeszcze więcej?

      Sęk w tym,że w tym wieku już nie możesz za bardzo i bezpośrednio interweniować.
      Czyli niektórzy naprawdę muszą odchorować, albo inaczej odcierpieć, aby się
      nauczyć.To jest czas, by dopuścić doświadczenie, jako narzędzie wychowawcze.

      • agatka_s Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 12.06.08, 12:32
        to jest ta sama dyskusja, co o tym czy pozwolic 7-latkowi zeby
        chodzil sam do szkoly....

        Tu tak samo jak w przypadku 7 -latka chodzi o nasze !!! (rodzicow)
        leki, obawy itp-tylko i wylacznie.

        Ja wiem (bo sama mam ten klopot !!!!) jak cholernie, cholernie
        trudno te nasze dzieci wypuscic spod naszej kurateli (stad te
        pedzace samochody, czerniaki i inni gwalciciele ktorzy wprost
        czychaja na nasze dzieci jesli tylko ich nie dopilnujemy).

        Trzymam Nisar kciuki za Ciebie, i wiem ze niedlugo Twoja corka chcac
        niechcac bedzie musiala byc samodzielna-macie szczescie ze na swiat
        przychodzi ktos kto bedzie wymagal wiecej opieki....

        Ja mam pecha bo mam jedynaka i mimo jego 13-lat wciaz go pakuje
        sama.... (no bo napewno zapomni wszystkiego !!!!)

        • nisar Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 12.06.08, 12:49
          Patrząc "po otoczeniu" oraz pamiętając siebie w tym wieku widzi mi
          się, że Elka ma średni rygor i średni luz. Jakkolwiek ten jej luz
          (zwłaszcza pozadomowy) jest okupiony moim dzikim, skrzętnie przed
          nią ukrywanym stresem smile
          Intencją popełnienia niniejszego wątku nie było nic innego, jak
          tylko chęć podzielenia się jak dziwnymi (dla mnie dorosłej) dróżkami
          czasami biegnie myśl nastolatki i jak bardzo perspektywa wycieczki i
          dyskoteki na tejże wycieczce potrafi zrobić naprawdę względnie
          rozsądnej nastolatce totalną pianę z mózgu.

          Mam świadomość, że to pryszcz. Jak się zakocha, to się zacznie
          dopiero... smile)))
          • asocial Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 17.06.08, 17:29
            ten 'sredni rygor' bardzo mnie rozbawilsmile
            ja mysle, ze po twoich postach niejedna forumka ma ochote walic glowa w
            lodowkewink z przymruzeniem oka oczywisciewink
            • kanga_roo Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 18.06.08, 11:26
              nisar, to fajnie, że przypominasz mężowi o marynarce a mamie o czymś
              na głowę, może rzeczywiście odbierają to jako troskę. moja mama też
              tak potrafi, łącznie z tym, że w czasie naszej podróży poślubnej
              ostrzegała nas telefonicznie o powodzi w rejonach, które właśnie
              zwiedzaliśmy...no fakt, padało, ale powodzi nie zanotowałam smile
              mnie to męczy, i chociaż rozumiem intencje, wolałabym, żeby trochę
              zluzowała. więc myślę sobie, że - w odniesieniu do córki - też
              mogłabyś trochę odpuścić. na pewno doceni, nie będzie się czuła
              kontrolowanym dzieckiem, zacznie myśleć za siebie smile
    • marget11 Re: Moja 14-latka doprowadziła mnie w niedzielę d 20.06.08, 23:04
      Ubawiłam się czytając ten wątek smile sama mam 14-latkę i wiem jak to jest...
      chociaż nie przyszłoby mi do głowy żeby na wycieczkę wciskać jej czapkę od
      słońca, od dawna to jej sprawa-weźmie to dobrze; nie weźmie-jej strata.

      Chodzi mi jednak o co innego-o to dzwonienie do mamy, przypominanie mężowi o
      ciepłej marynarce..Jezu!!!mój mąż wkurzyłby się na mnie żebym mu się nie
      wtrącała-cytuję:"jestem dorosły i wiem co mam ubrać!!!!"-to było wiele lat temu
      krótko po ślubie.

      A jakby ktoś (np. mama) mi tak dzwoniła i doradzała w strojach w związku z
      pogodą, to czułabym się (wybacz nisar)jak jakaś niedorozwinięta umysłowo.

      Nie chce tym postem nikogo krytykować. Chcę tylko powiedzieć jak bardzo różni są
      ludzie. Ja jestem b.niezależna i lubię czuć się niezależna pod kAŻDYM względem,
      dlatego też nigdy nie narzucam się innym ludziom-uważam, że każdy powinien
      kierować się wolną wolą i oczywiście rozumem.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka