Młody ma 15 m-cy i wciąż nie chodzi.. Baa, do tydzień temu nie
wykazywał żadnej chęci do przemieszczania się w pionie. A jak już
zaczął chciec, to przy chodziku-pchaczu lub za rączki chodzi na
zupełnie sztywnych nogach.
I w sumie diagnozy obydwu specjalistów nie są jakieś tragiczne, bo
ma "tylko" obniżone napiecie w obręczy biodrowej, przez co bardzo
słabe mieśnie nóg, ale i tak jestem wkurwiona, ze nikt tego
wczesniej nie zauważył. Bo symptomy były - np. źle pełzał, przez co
wzmacniał nie te mieśnie co trzeba..
Teraz to w sumie będzie kłopot z rehabilitacją, bo Bartek jest juz
duży i nie będzie łatwo zmusic go do jakichś ćwiczeń..
Co więcej, rehabilitantka u której byłam (podobno autorytet w tej
dziedzinie) uważa, ze Młody ma zaburzenie integracji sensorycznej
pod postacią nadwrażliwosci na dotyk. Moze ma i racje, bo zawsze był
niedotykalski, nie lubił się przytulać, nie lubił miękkich zabawek
(wszystkie pluszaki są fe), bardzo szybko przstawił się z piersi na
butelkę (nie potrzebował bliskości ciepłego i miękkiego cycka

).
Mój mąż oczywiście uważa, ze wymyślam dziecku choroby, że
najchętniej to bym go do szpitala położyła, albo od razu wyrobiła
grupę inwalidzką.. A ja poprostu nie chcę niczego zaniedbać, bo
przecież to co teraz dla niego zrobie, zaowocuje w przyszłosci -
będzie sprawniejszy fizycznie itp.
No nic, zapisałam go do ośrodka wczesnej interwencji - tam podobno
zajmują się dziećmi bardzo kompleksowo (wizyty u lekarza,
rehabilitanta, psychologa) - wiec mam nadzieję, że mu wszystkie
nieprawidłowości wyłapią i pomogą wyprostować..
Mam niestety wrażenie, że te kłopoty to przez ilosć leków, które
brałam w ciąży (3 razy antybiotyk, + tony na nadcisnienie), ale co
miałam zrobic..
Ech..