Witam wszystkie mamy i ewentualnych tatów
Ojciec mojej córki [niespełna 10 latka] jest w Niemczech. Jesteśmy po
rozwodzie od kiedy mała skończyła 2 lata i od tego czasu, po licznych
perturbacjach, kontakt polega na alimentach i telefonach od jakiegoś czasu. Ja
z nim nie rozmawiam, bo mnie denerwuje

Zresztą on nie ma praw rodzicielskich
i wszelkie kontakty są uzależnione od mojej dobrej woli. Zgadzam się, bo chcę,
aby córa miała z nim kontakt.
Jakiż czas temu padła propozycja, aby w ferie zimowe córa pojechała do niego
na tydzień. On ma tam dziewczynę i z nią dwójkę dzieci - 3 latkę i niemowlaka.
Ta dziewczyna chyba ma na niego dobry wpływ - wnioskuję to z faktu, że to ona
zawsze wysyła paczki i kartki okolicznościowe. Nie zgodziłam się wtedy,
uważając, że jedyne co ma na celu, to wyłudzenie zasiłku socjalnego na
dziecko, poza tym bałam się, że może wziąć małą [moją małą!] pod pachę i w
nogi. Poza tym ten niemowlak dopiero sie urodził, jakoś wątpiłam w celowość
wyjazdu, za daleko, moja Młoda za mała, on nieodpowiedzialny itp.
No i teraz padła znowu propozycja, aby Młoda tam pojechała w wakacje na
tydzień. Najchętniej powiedziałabym twardo NIE bez żadnych uzasadnień, ale
czuję jakoś podświadomie, że powinnam mu umożliwić kontakt z Młodą, jeśli tego
faktycznie chce. Planuję pójść do dzielnicowego spytać, czy jest jakaś
możliwość kontroli czy interwencji, sprawdzenia, czy on tam pracuje, płaci
podatki, jest zarejestrowany.
Czy ktoś może był w podobnej sytuacji? Puścić dziecko, czy za małe? A jak
puścić, to jak zapewnić jej bezpieczeństwo, a sobie spokój?
Młoda jest duża jak na swój wiek i dość kumata. Po niemiecku nie mówi, po
angielsku też nie. Ma swoją komórkę, dzieliłaby nas odległość ok 600km, więc
jakby coś, to droga zajmie z 8 godzin.
Nie wiem, nie wiem...