Dodaj do ulubionych

koszmar pod balkonem

14.07.08, 18:40
Mój problem nie dotyczy własnych dzieci. Poradzić sobie z nim nie potrafię, bo
rozmowa z rodzicami nic nie daje. Wprowadziłam się kilka lat temu do spokojnej
dzielnicy, niski blok, czyściutka klatka schodowa. Marzenie. Rok po mnie
wprowadziły się dwa małżeństwa z dziećmi. W miarę upływu czasu dobytek rodziny
rósł, mieszkanie niestety nie. Na 25 metrach kwadratowych jest czwórka
dzieci, u drugiej rodziny dwójka. Dzieci rano są wypuszczane na dwór i tak
bytują cały dzień. Młodsze kilkuletnie pilnowane są przez starsze. Cały dzień
pod moimi oknami słychać wrzaski, jazgoty i krzyki. Dzieci nie potrafią ze
sobą normalnie rozmawiać tylko krzyczą. Nie ma tam placu zabaw, tylko parking
i śmietnik. W tym śmietniku spędzają większość czasu. Dołącza do tego
towarzystwa jeszcze pół osiedla i w domu nie można wytrzymać. Zdarzyło mi się
odsypiać trzecią zmianę u koleżanki w mieszkaniu. Zamknięcie szczelne okien
niewiele daje, tak samo jak spanie w stoperach. Tego już nie można wytrzymać.
Czysta klatka zamieniła się w chlew. Papiery, butelki, zabawki wszystko to
porozwalane leży po całej klatce. Wejście zastawione jest rowerami, wózkami,
hulajnogami, rolkami i gratami przytarganymi ze śmietnika. Wiele razy
widziałam, jak sąsiedzi próbowali rozmowy z rodzicami. Nic to nie dało.
Poprawcie mnie, ale dzieci się wychowuje a nie hoduje na dworze! Obie mamy
siedzą cały dzień w domu i są szczęśliwe, gdy dzieci nie przebywają w
mieszkaniu. Zimą towarzystwo przenosi się na klatkę. Uwierzcie mi, wypoczynek
we własnym mieszkaniu jest niemożliwy
Obserwuj wątek
    • d.o.s.i.a Re: koszmar pod balkonem 14.07.08, 20:43
      A co te dzieci maja robic innego? Najwidoczniej nudza sie bo rodzice nie
      potrafia/nie chca znalezc im rozrywki. Moze trzebaby sie skrzyknac z sasiadami i
      uradzic jakis plac zabaw? Zaproponowac jakies gry?
      Swoja droga, ja tez cale dziecinstwo spedzialam pod blokiem...
      • tymozeja Re: koszmar pod balkonem 15.07.08, 10:36
        "zaproponować jakieś gry" Pewnie, kobieta wraca zmęczona do domu i ma zabawiać
        cudze dzieci, ekstra pomysł!
        • d.o.s.i.a Re: koszmar pod balkonem 15.07.08, 12:03
          Proponuje wiec sie przeprowadzic...
          • ibulka Re: koszmar pod balkonem 27.07.08, 14:33
            to nie autorka jest problemem, tylko jej sąsiedzi i ich dzieci, a raczej
            sąsiedzi i ich brak umiejętności i chęci do wychowania potomstwa.

            faktycznie, pomysł zbudowania placu zabaw brzmi fajnie. trzeba tylko zrobić
            zebranie wszystkich sąsiadów i zobaczyć, jak się sprawy mają. może nie tylko
            autorce przeszkadza wieczny wrzask?
    • czekola Re: koszmar pod balkonem 14.07.08, 20:52
      A jakiś list do administracji wspólnie z sąsiadami napisać?
      • gwiezdna_rzeka Re: koszmar pod balkonem 15.07.08, 06:46
        park jest obok, więc organizowanie placu zabaw jest bez sensu. Do tego parku z
        dziećmi trzeba się udać. Co mają dzieci robić ? Wybacz, ale znudzone dzieci są
        puszczone na łaskę pobytu całodziennego. Do śmietnika przychodzą zbieracze
        złomu, kręcą się poszukiwacze "skarbów" Jestem rodzicem i nie przypominam sobie,
        aby mój syn bawił się w ten sposób. Kilka metrów dalej jest ogródek jordanowski
        z zorganizowanymi półkoloniami. Jednak wygodniej jest wypuścić towarzystwo i
        róbta co chceta. Z tego co mi wiadomo wg prawa dzieci do 7 roku życia nie
        powinny przebywać bez opieki.
        Wczorajsza zabawa z rozmoczonym wapnem gaszonym w kałuży i pryskaniem nim na
        lewo i prawo jakoś nie wzruszyła żadnej mamy.
        • lila1974 Re: koszmar pod balkonem 15.07.08, 12:24
          Skoro dzieci są ewidentnie zaniedbane, a rozmowa z rodzicami nie
          odnosi skutku, to daj znać dzielnicowemu i niech on z nimi pogada.
          Na razie tyle.
    • etruska Re: koszmar pod balkonem 15.07.08, 16:00
      Mieliśmy kiedyś podobny koszmar. Blok przerobiony z koszarów
      wojskowych, długie i szerokie korytarze, a na nich dzieci grające w
      piłkę, jeżdżące na rolkach i drące się do późnych godzin nocnych.
      (My wstawaliśmy wcześnie rano do pracy, poza tym ciężko było uśpić
      nasze dziecko). Wszystkie mamuśki zadowolone, że towarzystwo nie
      siedzi u nich w mieszkaniach. Na zwróconą uwagę reagowały (matki,
      nie dzieci): "Nie podoba się, to się wyprowadźcie". Nie pocieszę
      cię - my się wyprowadziliśmy, sąsiadka - starsza pani - rozchorowała
      się na nerwicę czy depresję.
    • czekola Re: koszmar pod balkonem 15.07.08, 17:13
      Z ciekawości zapytałam się dzielnicowego (mam komendę pod nosem wink)i - tak jak
      mówi autorka wątku dzieci poniżej 7 roku nie mogą chodzić sobie samopas, bez
      opieki. Masz tylko jedno wyjście - "umilać" życie mamusiom ciągłymi wizytami
      "służb specjalnych, po godzinach nocnych (bo rozumiem, że i wówczas dzieci
      hałasuję? )wzywać policję, skrzyknąć się z sąsiadami i napisać pismo do
      administracji. I ostateczna rzecz - wyprowadzić się i nie tracić nerwów wink Może
      rób zdjęcia z ukrycia jak dzieci niszczą, brudzą, potem do administracji - i...
      (oczywiście to tylko żart wink)
    • jacksparrow1 Re: koszmar pod balkonem 15.07.08, 20:50
      Moze to troche uciazliwe rozwiazanie ale moze Ci sie
      spodoba.Skrzyknac sie z sasiadami i byc upierdliwym.Owe rowerki i
      wwozeczki przyuwazyc do kogo naleza i notorycznie wtaszczac na
      wycieraczke danej rodziny.Dziecko samo nie zniesie a mamusia moze w
      koncu zaskoczy.To samo z innymi sprzetami.Papierzyska to samo zebrac
      i zdeponowac na wycieraczce.Jezeli dzieciarnia sie wydziera po
      godzinach kiedy jest cisza nocna masz prawo zadzwonic na policje.JAk
      masz troche sily to o 11 w nocy kilka dni pod rzad zacznij gotowac
      kapuste.Uprzedz pozostalych sasiadow, malo tego namow ich zeby tez w
      poznych godzinach wieczornych tez sie za gotowanie smierdziaszczych
      potraw zabrali.Z pewnoscia mamuski sie beda skarzyc.Wtedy mozecie
      powiedziec ze smrodzenie wieczorne sie skonczy jak porzadek na
      klatce zapanuje i troche spokoju na podworku tez zapanuje.
      Czasami rozmowy nie dzialaja i nalezy dowalic tym samym kalibrem.
    • gopio1 Re: koszmar pod balkonem 16.07.08, 18:50
      Kurcze, no ale postaw się w sytaucji tej rodziny - sama piszesz: 4 dzieci na 25
      m. To przeciez dramat. A każde dziecko potrzebuje jakiejś wolności, swobody.
      Pewnie, że rozwrzeszczana hałastra pod oknem to nic przyjemnego, ale pomysl - to
      tylko dzieci - muszą się wybiegać, wykrzyczeć, wyszaleć. Jasne, że matka powinna
      pójść z nimi do parku, ale może w tym czasie gotuje im obiad, pierze stosy
      ubrań, albo pracuje chałupniczo.

      Staram się być obiektywna - moje samopas nie latają wink

      A na pociesznie (choc pewnie marne) napiszę Ci, że w poprzednim naszym
      mieszakniu mieliśmy sąsiadów żulików. Sikali pod oknami, rozbijali na schodach
      butelki z tanim winem, okropnie się awanturowali i przeklinali, że strach. A, i
      jeszcze włamali się nam do piwnicy 2 razy kradnąc cenne rzeczy (raz rowery, raz
      opony zimowe). I nie było na nich żadnego sposobu. Policja bywała u nich
      przynajmniej raz w tygodniu. Ileż ja bym wtedy dała, żeby żulików zamienić na
      rozwrzeszczane dzieci... wink
      • gwiezdna_rzeka Re: koszmar pod balkonem 16.07.08, 20:09
        dziewczyny dziękuję za odpowiedzi. Oprócz dosi widzę, że rozumiecie sytuację.
        Postawię się w sytuację rodziny, ale proszę o zrozumienie ich wielodzietność to
        nie jest problem zbiorowy całej klatki. Poszłam za radą, jutro jestem umówiona z
        dzielnicowym. Z rodzicami nie ma sensu rozmawiać. Próbowało już kilka osób, zero
        rezultatu. Wyprowadzać się nie mam zamiaru. Uciekać nie będę, nie mam gwarancji,
        że nie trafię na lepsze cudo. Zobaczę co jutro odpowie dzielnicowy. Zdjęcia już
        widziałam robił sąsiad z balkonu dzieci w kałuży z wapnem.
        • czekola Re: koszmar pod balkonem 16.07.08, 20:32
          Ekstra! A ja to jako żart napisałam wink))
          • gwiezdna_rzeka Re: koszmar pod balkonem 16.07.08, 20:35
            a mnie już się w tym przynajmniej wypadku deficyt na żary wykończył wink
        • gandzia75 Re: koszmar pod balkonem 16.07.08, 21:44
          Jeszcze możesz opiekę zawiadomić, przyjdzie jakaś pani na kontrolę
          (myślę, że w przypadku takiego zawiadomienia - musi) i będzie im
          choć trochę wstyd. Bo w policję nie wierzę, tak naprawdę wg KK
          żadnego przestępstwa nie ma. Natomiast ja tu widzę zaniedbanie. I tu
          już rola MOPS, czy innej instytucji.
          Pzdr (i współczuję, zwłaszcza tych nocnych zmian)
    • srebrnarybka Re: koszmar pod balkonem 18.07.08, 16:29
      A możecie mi wyjaśnić, na czym polega problem, bo, kurcze, nie
      widzę. Że dzieci głośno krzyczą biegając po podwórku - ich prawo.
      Trudno, trzeba było zamieszkać w środku lasu. Na mój gust dzieci
      zachowują się zupełnie normalnie i rodzice też.
      • czekola Re: koszmar pod balkonem 18.07.08, 16:33
        Puszczanie dzieci samopas to normalne?! Wspólny korytarz lokatorów, to nie jest
        miejsce do zabaw dla dzieci!
        • srebrnarybka Re: koszmar pod balkonem 18.07.08, 16:39
          Co to znaczy puszczanie samopas? W grupie na podwórko przed blokiem,
          gdzie matka w każdej chwili może zobaczyć z okna? Przecież to
          normalne.
          Gwiezdna skarży się nie na to, że dzieci niby bez opieki, tylko na
          to, że hałasują. Przyznam, że znacznie bardziej męczy mnie hałas
          dzieci sąsiadów, którzy wypuszczają 2 czy 3 latki na korytarz, żeby
          się wyskakały i wywrzeszczały i sami stoją obok i "pilnują, niż
          dzieci wczesnopodstawówkowe biegające "samopas" po pobliskim
          skwerze. Jeżeli matka, wie, gdzie jest dziecko, dzieci są w grupie,
          więc się nie zgubią, bo bawią się razem, i bawią się dobrze, nie
          widzę problemu.
          • czekola Re: koszmar pod balkonem 18.07.08, 16:40
            Ale gwiezdna pisze też o korytarzu - a to jest nie OK.
            • srebrnarybka Re: koszmar pod balkonem 18.07.08, 16:51
              Na moim korytarzy wyją dzieci wyprowadzane przez rodziców, żeby
              sobie tam powyły, a nie w mieszkaniu (Żelazna Brama, małe
              mieszkania), uwagi nie zwrócisz, bo przecież dziecko, a nie
              są "samopas". Natomiast wypuszczanie dziecka 6, 7, 8 letniego, 5
              letniego ze starszym bratem na podwórko za wiedzą rodziców, żeby
              bawiły się same, nie jest dla mnie puszczaniem "samopas", skoro
              rodzice wiedzą, gdzie są dzieci i na taką zabawę pozwalają. A dzieci
              uczą się samodzielnej zabawy. Że krzyczą i hałasuja - taki wiek.
              Trudno, użyję wyświechtanego argumentu - te dzieci bedą kiedyś
              zarabiały na emeryturę gwiezdnej.
              • czekola ??? 18.07.08, 17:07
                Gwiezdna chyba sama zarabia na emeryturę. A dzieci biegające samopas po
                korytarzach dla lokatorów - to nie jest normalne - to patologia.
                Tak samo dzieci opiekujące się dziećmi!
                • srebrnarybka Re: ??? 18.07.08, 17:58
                  A dzieci wyprowadzane POD OPIEKĄ RODZICÓW na korytarze, żeby tam
                  sobie powyły, a nie w małym mieszkaniu, nie są patologią?
                  Oczywiście, jak się zwróci uwagę, zaraz usłyszysz: przecież to
                  dziecko etc., przez mamusię zachwycona faktem istnienia swego
                  potomka, włącznie z jego wyciem, i wymagającą teog od innych. Ja
                  mówię o dzieciach na tyle dużych, mniej więcej od 5 lat wzwyż,
                  zwłaszcza, gdy jest przewaga starszych, by bawiły się same w grupie
                  na podwórku. Z opieką nie przesadzajmy: jeśli rodzice są w pobliżu,
                  wiedzą, gdzie są dzieci i na jakie zabawy im pozwalają, i co jakiś
                  czas spojrzą, nie widzę problemu. A jak dzieci są w grupie, to są
                  bezpieczniejsze, niż pojedyncze bawiące się samotnie na podwórku: 1.
                  mniej narażone na nudę i wynikające stąd głupie pomysły, 2. mniej
                  podatne na zaczepki poedoila, który też nie podejdzie do grupy, 3.
                  jak jednemu coś się stanie, inne przyjdzie do domu zawiadomić. A
                  dzieci w tym wieku powinny umieć bawić się same. Gwiezdną denerwują
                  ich krzyki: czy gdyby stała nad nimi stale matka, to nie krzyczałyby
                  • czekola Re: ??? 18.07.08, 18:02
                    Dzieci bawiące się same - w wieku do 7 lat NIE mogą bawić się same! Z tego
                    właśnie biorą się wypadki. U mnie dzwoni się na policje, gdy dzieci łażą same!
                    • srebrnarybka Re: ??? 18.07.08, 18:56
                      dorosłym wypadki się nie zdarzają? Nie mówie o wypuszczaniu dzieci
                      nie wiadomo gdzie, tylko na znane rodzicom podwórko, ze znanymi i
                      omowionymi zagrożeniami (jeśli takowe są, a najlepiej, gdy
                      minimalne) i wtedy, kiedy rodzice są w pobliżu i co jakiś czas
                      kontrolują sprawę. A jeżeli policja zajmuje się 7latkami np.
                      grającymi w piłkę na własnym podwórku, to nie ma co się, dziwić, że
                      nie ma kiedy łapać np. pedofilów.
                      • czekola zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 18.07.08, 19:13
                        A jak pedofil przyjdzie na znajome podwórko, rodzice akurat nie zobaczą i
                        nieszczęście gotowe!
                        • gwiezdna_rzeka Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 18.07.08, 19:31
                          wytłumaczę. Jeżeli uważasz, że opieka 7,8, 10 latka jest wystarczająca to
                          gratuluję. Ostatni wypadek utopienia w szambie niemowlaka to tez opieka drugiego
                          dziecka. Dzieci w wieku szkolnym nie są opiekunami dla młodszych. Druga sprawa,
                          rodzice w/w gromady mają okna po przeciwnej stronie, poza tym jak długo to trwa
                          nie zauważyłam zainteresowania, czy wszystkie są na dworze. Kolejna rzecz, mama
                          zostawia dzieciaki i udaje się na zakupy, lub ogólnie wychodzi mówić dzieciom,
                          że nie może ich zabrać. Wiele razy płakały pod drzwiami. Prawem dzieci jest
                          wrzeszczeć pod oknami?? Sorry, wydaje mi się, że takie podejście wychowuje
                          samolubów na całego. Nie zauważyłam takiego problemu będąc za granicą. Nie
                          chodzi tu o jedno państwo, ale kilka. Na osiedlu nie mieszka sie samemu, mój
                          pies nie szczeka, nie wyje, mój syn nie hałasuje. W zeszłym roku w czasie
                          generalnego remontu zawiadamiałam sąsiadów w których godzinach będzie głośniej,
                          mając na uwadze noworodka piętro niżej. Wszystko zależy od chęci i empatii.
                          Pisząc, że prawem dzieci jest robienie bydła i chlewu wszędzie gdzie się bawią
                          jest delikatnie mówiąc brakiem taktu.
                          Być może dla wielu to normalna sytuacja, dla mnie nie. Oglądając kilka odcinków
                          z Dorotą Zawadzką wyłapałam akurat te wątki. Nie obarczajmy wychowaniem
                          starszego rodzeństwa i nie pozostawiajmy dzieci bez opieki.
                          • czekola Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 18.07.08, 19:34
                            Srebrnarybka najwyraźniej wychowała się na takim korytarzu, czy podwórku i
                            dlatego tak pisze wink)) Kobieta nie wie co czyni wink
                            • gwiezdna_rzeka Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 18.07.08, 19:37
                              też tak sobie pomyślałam. Nawet, jeśli tak było nie powinna powielać takiego
                              zachowania
                              • gwiezdna_rzeka Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 18.07.08, 19:40
                                poza tym tłumaczenie bezkarności " bo to dzieci" raczej uczy czego innego.
                                Dzieci są bardzo mądre i szybko wykorzystają swoje bonusy dzieciństwa przeciwko.
                                Trzeba dzieciom tłumaczyć, a nie tłumaczyć dzieci.
                                • czekola Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 18.07.08, 19:44
                                  Nie wyobrażam sobie, aby dziecko puszczone samopas skorzystało na tym - jedynie
                                  rodzice korzystają ze spokoju, jaki mają. Złudnego...
                                  • gwiezdna_rzeka Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 18.07.08, 19:46
                                    tia...dokładnie.
                                    • srebrnarybka Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 18.07.08, 20:49
                                      srebrnarybka była chowana pod kluczem i bardzo tego żałuje. Jedyne
                                      fajne wspomnienia srebrnejrybki z dzieciństwa to te, kiedy
                                      odwiedzając znajomych lub kuzynów była wypuszczana na podwórko z
                                      gromadą dzieciaków. Nic się tam nigdy nie stało i stać nie moglo.
                                      Jaki pedofil przyjdzie i zaatakuje dziecko bawiące się w grupie 15 7-
                                      10 latków na podwórku, po którym na dodatek kręcą się jeszcze
                                      dorośli, także rodzice owych dzieci? Jeżeli będzie siłą wyciągał
                                      dziecko z rozbawionej gromady, to przecież nie da rady 15
                                      dzieciakom, a nie uwiedzie odciągając na bok i proponując kupienie
                                      lodów, bo dzieciak bawiący się z 15 innymi ma ciekawsze zajęcia niż
                                      iść na lody z nieznajomym. Zresztą dzieciak powinien mieć wbitą do
                                      glowy żelazną zasadę, że z nieznajomymi się nie rozmawia. Znajome
                                      podwórko, takie, na które się wypuszcza dzieci, powinno być
                                      bezpieczne, a więc bez szamba i innych podobnych zagrożen. Jeśli
                                      jest tam coś takiego, to rodzice powinni się dopomnieć, zeby to
                                      zabepieczyć.
                                      Raportuję też, że jednym z przyjemniejszych wspomnień z dzieciństwa
                                      srebrnejrybki było wysłanie jej, jako 9 latki, do pobliskiego parku,
                                      z 3 i 4 letnimi córeczkami przyjaciół rodziców. Panienki bawiły się
                                      w piaskownicy, a srebrnarybka usiadła na ławce i udawała całkiem
                                      dorosłą osobę, a dumna była pod sufit. Melduję, że po drodze do
                                      parku nie bylo niebezpiecznych przejść, dzieci bawiły się w piasku,
                                      a nie na drabinkach, było ustalone, na której alejce etc. Gdybyście
                                      były moimi rodzicami, pozbawiłybyście mnie tej odrobiny radości,
                                      którą mam z dziecińswa.
                                      Co do niezwracania uwagi dziecku, bo dziecko: to nie dotyczy dzieci
                                      puszczonych "samopas", ale specjalnie wyprowadzanych przez rodziców
                                      na korytarz, żeby tam się wyryczały POD ICH OPIEKA. I to rodzice nie
                                      pozwalają swoim skarbom zwrócić uwagi. Dotyczyło to zresztą
                                      mniejszych dzieci, 2-3 latków, których naturalnie na żadne podworko
                                      ani nigdzie indziej wysłać samych nie można.
                                      • mgla_jedwabna Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 18.07.08, 21:59
                                        "a nie uwiedzie odciągając na bok i proponując kupienie
                                        > lodów, bo dzieciak bawiący się z 15 innymi ma ciekawsze zajęcia niż
                                        > iść na lody z nieznajomym."

                                        Nawet ogladajac filmy przyrodnicze mozna zauwazyc, ze drapieznik zawsze upatrzy sobie na ofiare jednostke, ktora odlacza sie od stada. Wsrod dzieci moze to byc jakies nieakceptowane przez grupe, indywidualista lub moze sie to stac np. w trakcie zabawy w chowanego, gdy grupa sie rozprasza. a pedofile umieja manipulowac.

                                        "Zresztą dzieciak powinien mieć wbitą do
                                        > glowy żelazną zasadę, że z nieznajomymi się nie rozmawia."

                                        A taka zasade mozna wbic do glowy starszemu dziecku, pieciolatkowi duzo trudniej.

                                        Co do wychowania przez starsze rodzenstwo, to jednorazowe pozostawienie, tak jak w twoim przypadku, moze i sprawilo ci radosc, ale sa dzieci ktore nie maja kiedy pobawic sie z rowiesnikami, bo maja pod opieka o kilka lat mlodsze petaki. Wspolczuje takim dzieciom bardzo, bo takie8-10 lat to nie jest wiek do pracy, a opieka nad kilkulatkiem JEST takowa.

                                        Poza tym jest pewna roznica miedzy dziecmi,, ktore grzecznie (choc czasem zywiolowo a wiec i halasliwie) bawia sie na dworze przez okolo 2 godziny dziennie (obserwowane przez okno), a takimi, ktore sa puszczone samopas (nie obserwowane w ogole) i zamiast bawic sie w normalne dzieciece gry (w berka, chowanego, skakanie w gumie albo na skakance, jakas pilka, badmington itd.) wrzeszcza jak opetane biegajac po klatkach schodowych i smietnikach, babrzac sie w substancjach toksycznych (wapno) itp.
                                    • srebrnarybka Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 18.07.08, 20:51
                                      srebrnarybka była chowana pod kluczem i bardzo tego żałuje. Jedyne
                                      fajne wspomnienia srebrnejrybki z dzieciństwa to te, kiedy
                                      odwiedzając znajomych lub kuzynów była wypuszczana na podwórko z
                                      gromadą dzieciaków. Nic się tam nigdy nie stało i stać nie moglo.
                                      Jaki pedofil przyjdzie i zaatakuje dziecko bawiące się w grupie 15 7-
                                      10 latków na podwórku, po którym na dodatek kręcą się jeszcze
                                      dorośli, także rodzice owych dzieci? Jeżeli będzie siłą wyciągał
                                      dziecko z rozbawionej gromady, to przecież nie da rady 15
                                      dzieciakom, a nie uwiedzie odciągając na bok i proponując kupienie
                                      lodów, bo dzieciak bawiący się z 15 innymi ma ciekawsze zajęcia niż
                                      iść na lody z nieznajomym. Zresztą dzieciak powinien mieć wbitą do
                                      glowy żelazną zasadę, że z nieznajomymi się nie rozmawia. Znajome
                                      podwórko, takie, na które się wypuszcza dzieci, powinno być
                                      bezpieczne, a więc bez szamba i innych podobnych zagrożen. Jeśli
                                      jest tam coś takiego, to rodzice powinni się dopomnieć, zeby to
                                      zabepieczyć.
                                      • czekola Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 18.07.08, 21:05
                                        Bardzo to smutne co piszesz sad Naprawdę.
                                        OK, dzieciom potrzebna jest wolność, ale taka, żeby nie przeszkadzał innym. Ja
                                        miałam dużą swobodę - inna sprawa, że nie szalałam na korytarzach do tego nie
                                        przeznaczonych wink
                                        • srebrnarybka Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 18.07.08, 23:26
                                          Dzieci powinny być uczone, że nie wolno przeszkadzać innym, ale są
                                          ludzie, którym wszystko przeszkadza. Nie uważam, żeby krzyczenie
                                          dzieci bawiących się w dzień na podwórku było zbytnią uciążliwością.
                                          Jak się te dzieci mają bawić: milcząc i czy milczałyby, gdyby obok
                                          siedziały matki?
                                          Co do opieki starszego rodzenstwa nad młodszym: nie mówię o opiece
                                          (chociaż byłam dumna, jak raz mi ja powierzono), ale o zabawie w
                                          grupie zrożnicowanej wiekowo. Rodzeńtwo to nie klasa ani zastęp
                                          harcerski, żeby wszyscy byli w jednym wieku i jest to układ bardziej
                                          naturalny, niż sztucny układ rowieśniczy. Ocyzwiście, że 8latek nie
                                          będzie bawił się z niemowlęciem, a 18 latek z 5 latkiem, ale 8 latek
                                          z 5 latkiem - nie widzę problemu. W ten sposób uczy się kontatków w
                                          grupie zróżnicowanej wiekowo, takie kontakty będą i później, np. w
                                          pracy.
                                          • mama303 Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 19.07.08, 10:49
                                            srebrnarybka napisała:

                                            > Nie uważam, żeby krzyczenie
                                            > dzieci bawiących się w dzień na podwórku było zbytnią
                                            uciążliwością.


                                            Dla mnie jest, chociaz mam własne dziecko. Do szaleńst są place
                                            zabaw /i to tez bez przesady/.
                                            Autorka wątku chyba nie zakupiła mieszkania przy placu zabaw?

                                            Nikt nie ma prawa non stop zakłucać mi spokoju w moim domu i
                                            wrzeszczeć pod moimi oknami, nawet dzieci. Za dzieci odpowiadają
                                            rodzice.
                                            • srebrnarybka Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 19.07.08, 11:01
                                              Pod moimi drzwiami stale wrzeszczą dzieci POD OPIEKĄ rodziców i to
                                              przeszkadza mi dużo bardziej, niż jak nastoletni sąsiad wywołuje
                                              przez okno drugiego na piłkę. Poza tym cisza nocna obowązuje od 22
                                              do 6 rano, jeżeli dzieci krzyczą w tych godzinach - można
                                              interweniować.
                                              • czekola Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 19.07.08, 11:57
                                                No właśnie krzyczą i po godzinach nocnych!
                                                • srebrnarybka Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 19.07.08, 16:33
                                                  Z postu wynika, że dzieci biegają w dzień po podwórku, co
                                                  uniemożliwia gwiezdnej odespanie trzeciej zmiany. Trzecia zmiana to
                                                  praca w nocy, więc odsypia się ją przed południem. Nie ma mowy o
                                                  wrzasu w nocy, wtedy są już w domu, bo i po co miałyby nocą biegać
                                                  po podwórku.
                                                  Moi sąsiedzi odprowadzali regularnie 2, 3, 4 letnią wnuczkę do jej
                                                  rodziców ok. 22. Dziecko szło przez wąski korytarz wzdłuż bloku
                                                  tańcząc, śpiewając, krzycząc głośno, skacząc etc. tak głośno, że gdy
                                                  ja rozmawiałam przez telefon w głębi mieszkania, oddzielonego
                                                  drzwiami dźwiękoszczelnymu, słyszeli to moi rozmówcy. Dziadkowie
                                                  dziewczynki byli w nią wpatrzeni jak w obraz i zachwyceni wszelkimi
                                                  objawami jej aktywności, więc oczywiście zwrócić uwagi nie było
                                                  można. A dziecko nie biegało "samopas", tylko jak najbardziej POD
                                                  OPIEKĄ troskliwych dziadków.
                                                  • czekola Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 19.07.08, 21:36
                                                    Zgłosić dziadków do dzielnicowego - za zakłócanie ciszy nocnej.
                                                  • srebrnarybka Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 19.07.08, 23:58
                                                    Kobieto, to moi sąsiedzi, więc podałabym ich na policję, gdyby mi
                                                    podpalili drzwi albo próbowali mnie zastrzelić. W innym wypadku wolę
                                                    sobie dać siana - zgłoszę do dzielnicowego, dzielnicowy ich ochrzani
                                                    i sobie pójdzie, oni zostaną, a ja będę miała u nich przechlapane.
                                                    Wole znosić tego dzieciaka, nie jestem z cukru, a o 22 i tak jeszcze
                                                    nie śpię. Chodziło mi o to, że nie zawsze prowadzenie dziecka za
                                                    rączkę przez opiekunów = cisza, a samodzielne wypuszczenie dziecka =
                                                    hałas. To znacznie bardziej skomplikowane.
                                                  • mama303 Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 20.07.08, 00:19
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Chodziło mi o to, że nie zawsze prowadzenie dziecka za
                                                    > rączkę przez opiekunów = cisza, a samodzielne wypuszczenie dziecka
                                                    =
                                                    > hałas. To znacznie bardziej skomplikowane.

                                                    Nie ważne czy samopas czy pod opieką - ważne że dzieciarnia non stop
                                                    hałasuje komus pod oknem.
                                                  • srebrnarybka Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 20.07.08, 01:11
                                                    W ciągu dnia ma święte prawo, tak samo, jak ja mam prawo włączać
                                                    wiertarkę. Od 22 do 6 rano ma być cisza, jak wstaję o 5.30 do pracy,
                                                    nie włączam nawet radia.
                                                  • mama303 Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 20.07.08, 14:21
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > W ciągu dnia ma święte prawo, tak samo, jak ja mam prawo włączać
                                                    > wiertarkę. Od 22 do 6 rano ma być cisza, jak wstaję o 5.30 do
                                                    pracy,
                                                    > nie włączam nawet radia.

                                                    Mylisz się. Nie maja prawa. Włączenie wiertarki na godzinę /dobrze
                                                    jest uprzedzić sąsiada/ to nie to samo co warsztat stolarski za
                                                    ścianą.
                                                  • srebrnarybka Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 20.07.08, 17:36
                                                    dziecko to nie warsztat stolarski. Moi przyjaciele mieli sąsiadkę z
                                                    dołu, która robiła im awantury o to, że oddychają we własnym
                                                    mieszkaniu, bo jej to przeszkadzało. Są ludzie, którym wszystko
                                                    przeszkadza i tacy ludzie powinni mieskać w donkach jednorodzinnych,
                                                    bo to ich problem.
                                                  • mama303 Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 22.07.08, 19:22
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > dziecko to nie warsztat stolarski.

                                                    Pod względem natężenia hałasu /szczególnie w przypadku gromadki/ -
                                                    to samo, a poza tym to Ty zaczęłas o wiertarce smile
                                                  • gwiezdna_rzeka Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 22.07.08, 20:44
                                                    żeby sprostować po raz któryś. Przy placu zabaw nie mieszkam, nie jestem starszą
                                                    panią, której przeszkadza wszystko.
                                                    Biegające samopas dzieciaki po osiedlach to jakiś zwyczaj propagowany w Polsce.
                                                    Na całym świecie poza biedniejszymi dzielnicami nie widziałam takiego obrazka.
                                                    Nie chciałabym wpisywać kolejnych serii zabaw wymyślonych przez podwórkowe
                                                    dzieci. Dziś był piknik w śmietniku, tzn leżenie na kocyku ze śmietnika pod
                                                    kontenerami. Zabawa w dom. Dziś też przyszedł nieznany nikomu pan z pieskiem na
                                                    smyczy i dziewczynki wdały się z nim w dyskusje. Podejrzany człowiek zagaduje
                                                    małolaty, ale to pewnie norma tak???
                                                  • srebrnarybka Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 23.07.08, 00:07
                                                    Dzieci pod właściwą opieką powinny oczywiście wiedzieć, że z
                                                    nieznajomymi się nie rozmawia i że to żelazna zasada. Chociaż
                                                    oczywiście, jeśli dziewczynek bylo kilka, to raczej ich nie
                                                    skrzywdzi, musiałby zwabić jedną gdzieś w ustronne miejsce, a to
                                                    jednak mało prawdopodobne, by jedna się odłączyła.
                                                    A poza tym zasadnicze pytanie: o co Tobie właściwie chodzi?
                                                    Czy o to, że dzieci hałasują i Ci to przeszkadza, a wtedy co Cię
                                                    obchodzi pan z pieskiem, to zmartwienie ich rodziców czy o to, że
                                                    Twoim zdaniem biegają "samopas" (to takie słowo-wytrych, które ma
                                                    wbudzić oburzenie) i są zaniedbane, co mogłoby być nawet wtedy,
                                                    gdyby biegały w idealnej ciszy? I przypomnę jeszcze przykład wnuczki
                                                    moich sąsiadów, która bynajmniej nie biega "samopas", tylko jest
                                                    prowadzana przez troskliwych dziadków, a hałasuje na pół bloku?
                                                  • zefiryna.czarna Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 25.07.08, 05:32
                                                    O sytuacje chodzi... Ktorej Ty albo nie potrafisz zrozumiec albo nie chcesz uncertain
                                                    Jak zacieta plyta powtarzasz, ze Ty masz gorzej, bo po korytarzu przez kilka
                                                    minut dziennie (codziennie?) maszeruje glosne dziecko. Tak glosnie az sie ciezko
                                                    przez telefon rozmawia... To sprobuj sobie wyobrazic taki halas przez kilka
                                                    godzin dziennie, a przy tym zdystansuj sie do tych cudownych chwil ze swojego
                                                    dziecinstwa.


                                                    > Dzieci pod właściwą opieką powinny oczywiście wiedzieć, że z
                                                    > nieznajomymi się nie rozmawia i że to żelazna zasada.(te dzieci takowej nie maja)

                                                    Chociaż
                                                    > oczywiście, jeśli dziewczynek bylo kilka, to raczej ich nie
                                                    > skrzywdzi, musiałby zwabić jedną gdzieś w ustronne miejsce, a to
                                                    > jednak mało prawdopodobne, by jedna się odłączyła.
                                                    Tu pokazalas brak wyobrazni (i doswiadczenie chyba dalej "zyjesz pod kluczem")
                                                    sad i chyba ten brak nie pozwala Ci zrozumiec zalozycielki watku.

                                                    I przypomnę jeszcze przykład wnuczki
                                                    > moich sąsiadów, która bynajmniej nie biega "samopas", tylko jest
                                                    > prowadzana przez troskliwych dziadków, a hałasuje na pół bloku?
                                                    Twoja sytuacja jest chyba bez wyjscia, ale trzymasz sie dzielnie, narzekasz
                                                    tylko na forum, co by sie sasiadom nie narazic...

                                                    > A poza tym zasadnicze pytanie: o co Tobie właściwie chodzi?
                                                    wlasnie... a Tobie? Przyznaj sie, chcesz medal z kartofla za swoja postawe
                                                    Sasiadki Cierpiacej Katusze Nieslychane
                                                    no i troche oklaskow wink

                                                  • srebrnarybka Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 25.07.08, 09:28
                                                    Dobrowolnie zgodziłam się na mieszkanie w bloku, a więc i na
                                                    słuchanie podobnych rzeczy i nie uważam, że jest to powód
                                                    jakiegokolwiek cierpienia. Ja po prostu lubię ludzi i źle czułabym
                                                    się w cichej willi na uboczu, nie słysząc sąsiadów.
                                                    Natomiast Gwiezdna, także mieszkająca w bloku, nie jest w stanie
                                                    znieść hałasu nie w bloku, ale NA DWORZE i dorabia do tego ideologię
                                                    o zaniedbaniu dzieci. Gdyby te dzieci jej nie przeszkadzały, nie
                                                    zainteresowałaby się, czy mają opiekę.
                                                    W całej dyskusji chodzi mi o logikę: dziecko hałaśliwe niekoniecznie
                                                    równa się dziecko zaniedbane.
                                                    Nie widzę powodu, dlaczego mam dystansować się od cudownych chwil z
                                                    dzieciństwa. Jest to jakaś część mojego kapitału na życie. Na czym
                                                    mam opierać swoje wspomnienia na nudnych spacerach z mamusią po
                                                    parku? Obrzydliwość.
                                                  • gwiezdna_rzeka Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 25.07.08, 11:05
                                                    chyba masz problemy ze zrozumieniem wątku. Przeszkadza mi hałas pod blokiem i na
                                                    klatce schodowej. Powtórzę po raz kolejny dzieciaki biegają po klatce , bo są
                                                    nota bene moimi sąsiadami. To w razie niepogody. Wychodzę z domu i potykam się o
                                                    zabawki walające się pod moimi drzwiami. Plac zabaw również jest na parterze,
                                                    powiększony o rolki, rowerki hulajnogi. Twoje rozumienie ciszy nocnej od 6 do 22
                                                    jest błędne. Wydaje Ci się, że poza porą ciszy nocnej można rozbić wszystko,
                                                    łącznie z bydłem pod oknem??? Sprawa bezpieczeństwa dzieci wyszła w trakcie
                                                    rozwoju wątku. Ideologii nie dorabiam, to raczej mój "podziw " dla rodziców,
                                                    którzy wychowanie dzieci obwarowali hasłem "tumiwisizm" Jeśli nie możesz
                                                    zrozumieć , że przy otwartym oknie na trzecim piętrze wrzasków nie da się
                                                    wytrzymać, jeśli przyjęłaś rolę osoby bardzo akceptującej takie zachowanie to
                                                    już Twój problem.Nie pisz jednak proszę, że to norma i tak musi być.
                                                  • harrypotter Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 25.07.08, 11:32
                                                    Jedni ludzie maj cichsze dzieci inni glosniejsze bo sami sa glosniejsi np.
                                                    dzieci wyjace to nie jest normlana sprawa
                                                    Muszisz gwiazda jakos sie z tego szyumu wydostac nie ma innego wyjscia
                                                    Ja wiem jaki halas jest meczacy ty masz mniejszy prog halasu i tyle
                                                  • alessia27 Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 25.07.08, 11:37
                                                    Balagan na klatce mozna zglosic do spoldzielni.
                                                    A jezeli dzieci nie maja placu zabaw tylko jak
                                                    piszesz parkink i smietnik to co one maja robic
                                                    skoro nie ma sie gdzie bawic.Mozesz do skargi
                                                    dolaczyc prosbe do spoldzielni o to aby spoldzielnia
                                                    stworzyla plac zabaw dla dzieci.
                                                    A co do halasu no coz wszyscy bylismy kiedys dziecmi
                                                    mnie tez dzieci caly dzien stercza i krzycza pod oknami
                                                    ale to sa tylko dzieci.Biorac mieszkanie w bloku trzeba
                                                    A jak chcesz miec spokoj to nic niepozostalo jak
                                                    wlasny domek z ogrodkiem na jakims cichym uboczu...
                                                  • gwiezdna_rzeka Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 25.07.08, 11:43
                                                    mieszkanie w bloku nie wiążę się ze znoszeniem złego zachowanie innych ludzi.
                                                    Pewnie miałaś okazję przebywać za granicą, w różnych rejonach. Mieszkałam w
                                                    bloku u przyjaciół w Niemczech, Anglii i czegoś takiego nie zauważyłam.
                                                    Obowiązują sjesty i poszanowanie dla sąsiadów. Tego się uczy od młodości i
                                                    wyrabia wiele lat. Fakt faktem słychać niejednokrotnie jak mama mów ( krzyczy )
                                                    do dzieci. Niech wychowuje je zgodnie ze swoim sumieniem, tylko niech nie
                                                    uczestniczy w tym pół osiedla.
                                                    Ja swoją sprawę pociągnęłam dalej. Dzielnicowy mnie poinformował, że
                                                    wielodzietna rodzina ( jedna ) wyprowadza się wkrótce.
                                                  • gwiezdna_rzeka Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 25.07.08, 12:15
                                                    na koniec chciałam dodać tak z własnej beczki. Była propozycja zawiadomienia
                                                    spółdzielni o zbudowaniu placu zabaw. Raczej nierealne. Plac zabaw jest tuż
                                                    obok, ale tak małe dzieci same tam nie mogą chodzić. ( zabronione przez rodziców )
                                                    Gdy mój syn był w wieku biegającej dzieciarni i nie pracowałam umawiałam się z
                                                    babkami na placu zabaw w parku. Rano nastawiłam obiad, pakowałam torbę. Trochę
                                                    słodyczy, jakieś kanapki, coś do picia. Książeczkę dla dzieci, kolorowa kreda.
                                                    Każda z mam coś przyniosła. Jak zabawa w wiosce zbudowanej w parku się znudziła
                                                    organizowałyśmy konkurs rysowania kredą. Czytanie bajek, lub kolorowanie
                                                    książeczek. Bywały sytuacje, że umawiałam się z koleżankami ( w sytuacjach
                                                    podbramkowych ) że dziś ona zaopiekuj się moim synem na placu zabaw, jeśli w tym
                                                    czasie ja będę miała coś ważnego do załatwienia. System działał bardzo dobrze.
                                                    Do parku można było zabrać książkę, krzyżówkę i spokojnie poczytać.
                                                    Może o takiej rozrywce warto pomyśleć, a nie o kolejnych przygodach Horhe i
                                                    Luizy czy czegoś tam z brazyliany.
                                                  • cygarietka Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 25.07.08, 12:25
                                                    Nie odpuszczaj Gwiezdna bo Ci ta dzieciarnia na głowę wejdzie, też
                                                    nie przepadam za rozwrzeszczanymi dzieciakami, mimo, że sama
                                                    posiadam potomstwo. Ty umiałaś zająć się swoimi dziećmi a owa
                                                    sąsiadka ma wszystko i wszystkich gdzieś i woli wypuścić dzieci na
                                                    dwór i niech tam wrzeszczą niż miałyby to robić w domu. Ona w tym
                                                    czasie może i zdązy serial obejrzeć
                                                  • srebrnarybka Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 25.07.08, 12:47
                                                    Gdyby na placu zabaw pod moim oknem była ta wnuczka moich sąsiadów
                                                    pod ich opieką, zapewne darłaby się tak, jak robi to stale. Tak samo
                                                    sądzę, że wyprowadzane przez Ciebie Twoje dzieci też na placu zabaw
                                                    hałasowały, tylko Tobie to nie przeszkadzało, bo były Twoje. Sama
                                                    napisałaś, że dzieci zainteresowały Cię, bo Ci przeszkadzają, a
                                                    sprawa bezpieczeństwa wyszła później. To przecież widać. Ja nie
                                                    twierdzę, że te dzieci nie są zaniedbane (chociaż sam fakt biegania
                                                    w grupie w pobliżu bloku, za wiedzą rodziców, jeszcze tego nie
                                                    dowodzi), ale bardzo zadbane dzieci też mogą hałasować i
                                                    przeszkadzać. Więc zaniedbanie nie ma tu nic do rzeczy. Zresztą,
                                                    jeśli rodzice nie pozwalają im chodzić samym na zbyt odległy plac
                                                    zabaw, to znaczy, że mają jakieś rozeznanie i czymś się kierują, a
                                                    nie pozbywają się kłopotu. Gdyby matki siedziały tam z dziećmi,
                                                    mogłabyś mieć jeszcze głośniej, bo plotki i śmiech matek + dzieci.
                                                  • cygarietka Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 25.07.08, 12:52
                                                    A ja myślę, że gdyby matka była z dziećmi na dworze to nie
                                                    siedziałaby na parkingu przy śmietniku tylko na placu zabaw w
                                                    pobliskim parku (jak pisze Gwiezdna) A tam raczej krzyki i zabawy
                                                    dzieci nikomu nie przeszkadzają.
                                                  • gwiezdna_rzeka Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 25.07.08, 12:58
                                                    widzę, że cokolwiek napisze będzie kontra. Plac zabaw, na który chodziłam z
                                                    synem , który znajduje się w dalszym ciągu niedaleko mojego miejsca zamieszkania
                                                    nie jest w pobliżu bloków mieszkalnych.
                                                    Do tego placu jednak trzeba przejść przez ulicę. Nie bardzo mogę sobie wyobrazić
                                                    kontrolę skoro dzieci bawią się po drugiej stronie bloku, nie tej co rodzina
                                                    może mieć na nie wgląd. Rybo cokolwiek napisze, jakichkolwiek argumentów użyję i
                                                    tak dla Ciebie będzie źle. To takie usilne pchanie do przodu "moja racja jest
                                                    najświętsza" Ja tu mieszkam i mam najlepszy pogląd na sytuacje.Plac zabaw został
                                                    wybudowany w miejscu właśnie takim, by hałas nikomu nie przeszkadzał. Dla Ciebie
                                                    jednak parking i śmietnik jest priorytetem, bo taką sobie rolę na forum
                                                    wybrałaś.Mam nadzieję, że nie masz okazji odsypiać w domu pracy na trzecią
                                                    zmianę. Taki mam zawód i taką sobie pracę wybrałam. Zaraz napiszesz zmień pracę,
                                                    zmień miejsce zamieszkania. Utarło się, że skoro mam własne dzieci, to musi mnie
                                                    oblewać wszechobecna miłość do wrzeszczącej gromady, ma mi się instynkt
                                                    macierzyński wylewać bokami, bo to tylko dzieci. Posiadanie dzieci wiążę się z
                                                    odpowiedzialnością. Posiadasz zwierzęta, więc zabrudzone klatki i śmierdzące
                                                    piwnice pewnie nie przeszkadzają. Skąd takie myślenie?? Bierz odpowiedzialność
                                                    za swoje dzieci, swoje zwierzęta skoro one nie biorą odpowiedzialności za siebie.
                                                  • luccio1 Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 04.08.08, 09:15
                                                    W ten sam sposób, jak dzieci Gwiezdnej Rzeki, bawiłem się u schyłku
                                                    lat 50. (już ubiegłego wieku) na Plantach krakowskich, w kółku pod
                                                    pomnikiem Grażyny - wówczas była tam piaskownica.
                                                    Pora dnia była nieco inna: wychodziliśmy po wczesnym
                                                    obiedzie, "zagospodarowywaliśmy" się na miejscu koło 14,
                                                    i siedzieliśmy aż nie zaczęło się ściemniać (powrót do domu już przy
                                                    zapalonych lampach).
                                                    Oczywiście Mama brała cały kosz z podwieczorkiem - w tym i słoikz
                                                    kompotem, i termos z herbatą, i książeczki - i robótkę drucianą lub
                                                    szydełkową dla siebie. Rysowało się po asfalcie kawałkiem cegły.
                                                    W razie potrzeby siusiu (albo i więcej) za krzaczkami - Mama ramię w
                                                    ramię ze mną...
                                                    Po prostu: Mama nie miała z własnego dzieciństwa tradycji, aby
                                                    dzieci ganiały same.
                                                    Swoją drogą, eksplorację świata bez asysty dorosłych rozpocząłem w
                                                    wieku mniej więcej 10 lat - ale wysyłany po konkretną rzecz do
                                                    konkretnego sklepu.
                                                  • 123redomino Re: zagrożenie nawet na znajomym podwórku! 25.07.08, 23:01
                                                    Czasem wydaje się własnie, że te dzieci pod opieką otrzymują prawo
                                                    do różnych wyczynów bo są chronione zaś "bezpańskich" dzieciaków nie
                                                    chroni nikt i bardzo łatwo je każdemu ochrzanić. Z tym, że one już
                                                    do tego przywyczajone nawet nie okażą,że się tym przejęły.
                • jakw Re: ??? 10.01.09, 23:01
                  czekola napisała:

                  > Gwiezdna chyba sama zarabia na emeryturę.
                  Taa, w tych OFE co w już mnóstwo kasy umoczyły?
              • vharia Na jaką *** emeryturę?! 25.07.08, 14:48
                By zastosować ten sam język: narazie to autorka wątku zarabia na ich
                opiekę medyczną, edukację, infrastrukturę z której korzysta cała
                rodzina i wszelkie przejawy dóbr wspólnych w kraju. I jeszcze długo
                będzie. Wczesniej zarabiała najprawdopodobniej na urlop wychowawczy
                ich matki. Biorąc pod uwagę horyzont czasowy, to gdyby kwotę
                podatków zainwestowanych w ten sposób w czyjeś dzieci każdy
                bezczelny podatnik mający tych dzieci mniej ODŁOŻYŁ sobie i
                potrzymał do własnej emerytury- gwarantuję, ze lepiej by na tym
                wyszedł niż na późniejszym tych dzieci "zarabianiu".
                Pożegnajmy się wreszcie raz na zawsze z tymi bredniami o zarabianiu
                na czyjąś emeryturę.
    • d.o.s.i.a Re: koszmar pod balkonem 25.07.08, 14:48
      A mnie dziwi, ze nikt z doroslych nie zwrocil uwagi na dzieci
      bawiace sie wapnem gaszonym. Skad je wziely? Dlaczego nikt im w tym
      nie przeszkodzil? Znieczulica?
      I czego tak naprawde oczekujesz? Ze matka zamknie gromadze dzieci w
      25m mieszkaniu? Sytuacja trudna, ale wez pod uwage takze druga
      strone medalu...
      • lenna69 Re: koszmar pod balkonem 27.07.08, 22:56
        Jestem przerażona mentalnością Rybki. Niestety nie jest ona obca wielu polskim rodzicom, którzy uważają że "dziecko musi się wykrzyczeć", "to przecież tylko dziecko" "to prawo dziecko" etc. Znaczy to mniej więcej tyle co- dziecku wolno robić wszystko i żadne reguły je nie obowiązują.
        TYm sposobem hoduje się armię dzieci które robią co chcą jak są dziećmi i potem jak dorosną- nie zważając na poszanowanie innych - gadają i jedzą w teatrze (na początek lalkowym, potem "dorosłym"), głośno gadają przez komórki w środkach transportu, urządzają hałaśliwe imprezy w domu zgodnie z dewizą "wolnoć Tomku...", nie sprzątają po swoich psach w parkach i nie widzą nic złego w tym, że NIE Są SAMI, że obok mieszkają inni ludzie.
        Niestety jest już za późno- tacy ludzie potem tak samo chowają swoje dzieci i kółko się zamyka...
        • srebrnarybka Re: koszmar pod balkonem 28.07.08, 19:10
          Czytaj ze zrozumieniem. Rybce przeszkadza dziecko prowadzane przez
          dziadków, które ich zdaniem MUSI się wykrzyczeć o 22 akurat pod
          drzwiami Rybki. Natomiast Rybce nie przeszkadzają dzieci krzyczące
          NA DWORZE i nie wierzę, żeby dziecy mogły krzyczeć tak, żeby nie
          można było spać w dzień na trzecim piętrze, zwłąszcza, żę w dzień są
          i tak inne hałasy.
          • lenna69 Re: koszmar pod balkonem 28.07.08, 21:05
            Słuchaj TY chcesz koniecznie coś tu komuś udowodnić. Pytanie-komu i co?
            Bo ani mnie ani innych tu nie przekonujesz. To nie jest tak, że jak mieszkasz w bloku (najczęściej dlatego, że nie stać Cię po prostu na dom z ogrodem)to AUTOMATYCZNIE musisz godzić się na zachowania pozbawione szacunku dla innych . W bloku tak samo jak w eleganckiej willi obowiązują te same kanony zachowań, a jedną z podstawowych zasad jest- RODZICE BIORą ODPOWIEDZIALNOść ZA ZACHOWANIE SWOICH DZIECI. To Rodzice wychowują dzieci a nie podwórko.Tylko tyle.I proszę skończ już ze swoimi filozofiami bo podejrzewam, że nie jestem jedyną którą męczy tłumaczenie Ci rzeczy oczywistych.Widzę że
            autorka wątku już spasowała, ja też nie będę wchodziła z Tobą w dalsze polemiki. Szkoda czasu.
            • gwiezdna_rzeka Re: koszmar pod balkonem 28.07.08, 22:31
              spasowałam z dyskusją z osoba mającą z góry ustalony monopol na rację.
              Wypowiedzi już nie będę komentować, Ryba wie nawet lepiej jak mi się śpi w
              dzień, jakie mam natężenie hałasu. Wie lepiej ode mnie. I niech tak zostanie.
              • srebrnarybka Re: koszmar pod balkonem 28.07.08, 23:22
                nie wiem, jakie masz natężenie hałasu, ale to nie ma znaczenia.
                Sąsiedzi w ciągu dnia mają prawo zachowywać się normalnie, a głośnie
                rozmawianie na dworze w ciągu dnia jest normą. Sąsiadka moich
                znajomych robiła im awantury o to, że oddychają we własnym
                mieszkaniu, bo jej to przeszkadzało. Może miała takie natężenie
                hałasu, że jej to rzeczywiście przeszkadzało, ale to nie oznaczało,
                że sąsiedzi mieli zaprzestać oddychania we własnym mieszkaniu.
                To, że nie stać mnie na dom z ogrodem dlatego, że jestem
                pracownikiem naukowym, a nie buisnesswomen, nie oznacza, że jestem
                gorsza od tych, których stać. Zresztą, nawet gdyby było mnie stać,
                nie chciałabym mieć takiego domu z wielu powodów. Między innymi
                dlatego, że źle się czuję nie słysząć sąsiadów za ścianą ...
              • srebrnarybka Re: koszmar pod balkonem 28.07.08, 23:22
                nie wiem, jakie masz natężenie hałasu, ale to nie ma znaczenia.
                Sąsiedzi w ciągu dnia mają prawo zachowywać się normalnie, a głośnie
                rozmawianie na dworze w ciągu dnia jest normą. Sąsiadka moich
                znajomych robiła im awantury o to, że oddychają we własnym
                mieszkaniu, bo jej to przeszkadzało. Może miała takie natężenie
                hałasu, że jej to rzeczywiście przeszkadzało, ale to nie oznaczało,
                że sąsiedzi mieli zaprzestać oddychania we własnym mieszkaniu.
                To, że nie stać mnie na dom z ogrodem dlatego, że jestem
                pracownikiem naukowym, a nie buisnesswomen, nie oznacza, że jestem
                gorsza od tych, których stać. Zresztą, nawet gdyby było mnie stać,
                nie chciałabym mieć takiego domu z wielu powodów. Między innymi
                dlatego, że źle się czuję nie słysząć sąsiadów za ścianą ...
                • lenna69 Re: koszmar pod balkonem 29.07.08, 21:26
                  Więc wszystkie tu jak jeden mąż życzymy Ci, abyś słyszała ich jak najczęściej i jak najwyraźniej. Acha, i o różnych porach dnia i nocy.
                  Amen.
                • mamaperelek Re: koszmar pod balkonem 31.07.08, 13:18
                  Ej Rybka, zaraz Cię tu zjedzą. A ja może nie w 100%, ale co do
                  zasady się z Tobą zgadzam. Dzieci to dzieci. Większość z ludzi już
                  nie pamięta, jak to było za czasów ich dzieciństwa. Ja goniłam po
                  osiedlu pod opieką starszego o 3 lata brata, co było normalne w
                  latach 80-tych. Chodziliśmy "na grandę", obżerając się cudzymi
                  owocami, pewnie i wydzieraliśmy sie czasami w niebogłosy (choć
                  szczerze mówiąc tak tego nie pamiętam). Wszystkie dzieci sąsiadów
                  tak robiły, mimo że na osiedlu naprawdę nie było rodzin
                  patologicznych. I raczej nikomu to nie przeszkadzało, a sąsiedzi
                  rodziców do dziś mnie lubią. Teraz wszyscy idziemy "z duchem czasu".
                  Nawet ja, bo strach mnie ogarnia, jak sobie pomyślę, że za parę lat
                  będę miała puścić moje dzieci gdzieś same.

                  Autorce wątku współczuję, ale mimo wszystko myślę, że ma bardzo mały
                  próg wytrzymałości na hałas, co niestety nie ułatwia mieszkania w
                  bloku (ja np. usnę w każdych warunkach, niestety...). A ponieważ
                  trwa to od dosyć dawna i poziom frustracji się zwiększa, to i pewne
                  rzeczy wyolbrzymiasz.

                  Swoją drogą, chyba nie chcemy, żeby u nas był aż taki "Ordnung" jak
                  u Niemców. Mieszkając tam kiedyś widziałam, jak Niemka łapie za
                  telefon chcąc dzwonić na Policję, bo sąsiad z domu obok gilla
                  rozpalił, i ona dym poczuła (może ciut większy, bo przy rozpalaniu,
                  ale zaraz się mniejszył do "normalnych" rozmiarów).
    • kanna Straż Miejska 31.07.08, 19:04
      Wydaje mi się, że nie było o tym wspominane - jeżeli dzieci robia
      cos niebezpiecznego (dla siebie), lub łamia przepisy porządkowe
      (hałasowanie po 22, smiecenie itp.) można wezwac straz miejską. Oni
      maja wejścia do rozmaitych słóżb i często nadaja dalszy bieg sprawie.

      pozd. Ania
      • e-ftalo Re: Straż Miejska 01.08.08, 14:00
        gwiezdna_rzeka,mam dla Ciebie świetną radę.Wyjdź do tych dzieci,zaobserwuj ich
        zachowanie,spróbuj sie czegoś dowiedzieć,porozmawiać,zrozumieć.
        Od razu minie złość,jak tylko uświadomisz sobie dlaczego one się tak
        zachowują(czyli normalnie,bo nic dziwnego nie widzę w takim zachowaniu).

        Przykro mi ale osiedla mieszkaniowe nie są dostosowane do sobó nienawidzących
        dzieci,bo wieszkośc chce mieć i je widzieć.
        Na tym forum raczej uznania nie znajdziesz,bo są tu w 99% które mają właśne lub
        wychowują/uczą dzieci i nie wdizą nic złego ani dziwnego w dzieciach.

        Acha mproponuję tez wizytę u psychologa,on też powienie pomóc zrozumieć.
        • denaturat.mi.sie.rozlal Re: Straż Miejska 10.01.09, 20:39
          "Przykro mi ale osiedla mieszkaniowe nie są dostosowane do sobó
          nienawidzących > dzieci,bo wieszkośc chce mieć i je widzieć. Na tym
          forum raczej uznania nie znajdziesz,bo są tu w 99% które mają właśne
          lub wychowują/uczą dzieci i nie wdizą nic złego ani dziwnego w
          dzieciach. Acha mproponuję tez wizytę u psychologa,on też powienie
          pomóc zrozumieć."

          Ręce opadają, jak coś takiego się czyta. Ja proponuję zapisanie się
          na kurs czytania ze zrozumieniem.
    • lubie.gazete Re: koszmar pod balkonem 04.08.08, 16:19
      Raz miałem taką sytuację (dodam,że na tym samym osiedlu znajduje się plac
      zabaw,obok park,więc miejsc do wypoczynku nie brakuje) ,otwarłem okno i używając
      wyrazów mocno niecenzuralnych zakazałem darcia gęby.
      Pomogło,choć potem jedna mamunia nie odpowiadała na moje "dzień dobry".
      To,że mieszka się w bloku nie oznacza,że mieszka się w slumsach,gdzie wszystko
      wolno.
      Czy autorka tylko żali się na forum i czy poczyniła jakiekolwiek
      kroki:np.przywołanie do porządku choćby krzycząc w tym celu przez okno?
      • gwiezdna_rzeka Re: koszmar pod balkonem 05.08.08, 15:14
        oj..bo to nie jeden raz. Raczej niecenzuralnych słów nie używam, ale posypał się
        wiele od sąsiadów. Nic to jednak nie dało. Wiele razy słyszałam jak sąsiadka
        próbowała i na spokojnie i już w sporych nerwach. Ma umierającego męża w domu i
        czasem ze łzami w oczach próbowała uspokoić dzieciaki. Cóż jednak poradzić,
        jeśli mamusia mówi nie słuchajcie tych starych bab tylko bawcie się dalej.
        • tendencia Re: koszmar pod balkonem 06.08.08, 22:40
          rozumiem to doskonale, mieszkałam kiedyś w ładnych blokach,
          czystych, ale z podcieniami, które ulubiły sobie dzieciaki ze
          starych osiedli. Siadały mi pod balonem, paliły, piwko
          a "k*rwa..pierd*le..za*ebie.." to były przecinki. Koszmar.
          Nawalczyłam się z tym, z czasem byłam bardziej bojowa niż mój mąż.
          Albo małe dzieciaki strzelające z pistoletów kulkami /IDIOTYZM
          kupować to dziecku/, wrzeszczące "tatataata! trafiłem cię!
          tatatatata!" i wszystko odbijało się od bloków spotęgowane
          rezonansem. Kiedyś strzelili dla zabawy w mój otwarty balkon, akurat
          podchodziłam do dziecka w pokoju, mogłam stracić oko, na szczęście
          trafiło w szybę. Nienawidzę rozwrzeszczanych dzieciaków pod oknami,
          nienawidzę osiedlowych wrzasków, bo wiem, jak bardzo to słychać, jak
          bardzo to utrudnia życie - usypianie dziecka- można sobie darować,
          odpoczynek w ciszy - no comment, praca w domu w skupieniu - zerowa,
          nawet tv się nie dało oglądać. Koszmar. Tak, jakbym mieszkała z
          bandą dzieciaków we własnym mieszkaniu, za które płaciłam niemało.
          Teraz mieszkam we własnym domu, i oby los pozwolił żeby tak zostało
          na zawsze.Tam byłam bliska depresji, nie miałam własnej
          codzienności, to była codzienność tych wrzaskowyjców...
          Nienawidziłam wiosny, nienawidziłam lata.
          A teraz jeżdżę z dzieckiem rowerem po spokojnej okolicy, pełnej
          dzieci ale nie w moim domu, chyba że córka sobie ich zaprosi. To
          moje pierwsze lato którym się naprawdę cieszę, od kilku lat. Wszyscy
          tu, ja, mój mąż i moja córka - wreszcie odpoczywamy. A srebrnarybka
          niech się tylko cieszy, że nie wie dokładnie, o czym pisze. Gdyby
          wiedziała jaki to rzeczywiście może być CODZIENNY koszmar, nie
          pisałaby na pewno w ten sposób.
          • lubie.gazete Re: koszmar pod balkonem 07.08.08, 08:44
            Srebrnarybka z tego co pisze sama hałasowała dorosłym pod balkonami jak była
            mała,więc co się dziwić,że teraz broni rozwydrzonych bachorów.
            Co mnie obchodzi,że dziecakom nie chce się przejść siedem minut na nogach do
            parku albo na plac zabaw?
            Może ja zacznę pić piwo z kolegami zamiast w pubie to ludziom przed oknami?Skoro
            bachorom można wydzierać się pod oknami w większości ciężko pracujących ludzi,a
            mają place zabaw i parki,to czemu ja nie mogę z kolegami przysiąść na piwku
            przed blokiem mimo barów w okolicy?
            A może jakby się na nich wydarł jakiś mężczzyna to by inaczej reagowały? U mnie
            od razu zadziałało.
    • nihiru Re: koszmar pod balkonem 12.01.09, 10:39
      Hehe - zabawny wątek: wszystkie strony sporu mocno zaprzerzone,
      okopane w swoich poglądach, nikt nikogo nie słucha i nie usiłuje
      zrozumiećsmile)).

      Jako osoba, która tego problemu nigdy nie doświadczyła osobiście,
      pozwolę sobie jedynie na marginesie zauważyć, że na e-mamie była
      ostatnio dyskusja o tym, że obecnie dzieci są dużo mniej samodzielne
      niż 20-30 lat temu. I wyjątkowo zgodnie, prawie wszystkie mamy się z
      tą tezą zgodziły, dodając jedynie, że jest to cena jaką płacimy za
      większe bezpieczeństwo naszych dzieci.
      Dyskusja opierała się m.in. właśnie na przykładzie podwórka - że
      kiedyś dzieci bawiły się same, a teraz puścić 7-latka bez opieki to
      już patologia.

      Od siebie dodam tylko, że IMHO 6-7 letnie dzieci mogłyby się już
      bawić bez czujnego oka mamusi wiszącej im nad karkiemsmile, a
      jednocześnie powinny być już nauczone, że nalezy mieć wzgląd na
      innych. Jednakże oczekiwanie, że będą się bawić CICHO jest z
      pewnością przesadzonesmile).
      ------------------------------------
      Koniec i bomba, a kto czytał, ten trąba!
      • maksimum Re: koszmar pod balkonem 12.01.09, 14:47
        Ja bym zadzwonil na policje kilka razy,ze dzieciaki lataja bez opieki rodzicow i
        niech policja daje sobie z nimi rade.
    • maxxt radykalnie 12.01.09, 18:58
      1. spokojnym tonem poinformowac rodziców dzieci że jesli jeszcze raz: beda
      robiły ci sajgon pod oknem, bedą hałasowac ci pod drzwiami, beda śmiecić
      itp/etc- dzwonisz RÓWNOCZESNIE na policje i do opieki społecznej w celu
      zgłoszenia ewidentnego zaniedbania dzieci ewentualnie świadomego stwarzania
      (przez owych rodziców) zagrożenia dla zdrowia i życia ich dzieci (takimi
      zagrożeniami moze skutkowac puszczanie samopas).
      2. grubszy kaliber- nie uprzedzasz rodziców i dzwonisz "na pniu". z tym ze
      musisz byc swiadoma ze dla rodziny to moze skonczyc sie rozmaicie.
      p.s. sposob z drugiej wersji jest autentyczny.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka