Wiem, że temet był wałkowany i przejrzałam archiwum. Niestety nie za
bardzo wyczerpał tematu po moim kontem. Moja córka nie tylko nie
chce chodzić za rękę, ale w ogóle nie chce iść. Przejście od
samochodu do domu to chwilka, ale jak mam zakupy, to nie mogę
zwyczajnie poradzić sobie jej z niesieniem. Żeby chociaż szła obok
mnie, ale ona stanie obrazi się, że nie chce jej nosić i stoi,
względnie siada na ziemi, albo histeryzuje i kładzie się na ziemi.
Próbowałam ją przytrzymywać za rękę, żeby nie miała możliwości
uklęknięcia i pobrudzenia spodni, ale ona potrafi tak wisieć na tej
ręcę i nie odpuścić, przy tym tak histeryzować, że .... Próbowałam
ją zostawić samą, wytrzymałam pół godziny (tyle miałam czasu) i nie
przyszła. Próbowałam to powtórzyć ,ale zawsze bez skutku

. Zreguły
zależy mi na czasie i zwyczajnie nie mam czasu czekać aż jej
przejdzie. W domu jak się obrazi i pójdzie do swojego pokoju, to
potrafi przez kilka godzin siedzieć w nim obrażona...Gdzieś czytałam
o nagrodach, ale jakoś mi to nie pasuje, mam dać jej żelka, jak
pójdzie do domu, a jak jej nie dam to nie pójdzie. Więc do tego
pomysłu sceptycznie podchodzę

. Ale mi już ręcę "opadywują",
szczególnie rano jak się spieszę. Wtedy nie mam zakupów, ale trochę
ona jednak waży

Dodam, że próbowałam wszelkie sposoby,
zabawianie, odwracanie uwagi, jakieś wyliczanki, stanowczość,
konskwetne powtarzanie idziemy...
Wiem też, o okresie buntu dwulatka, ale jakoś specjalnie mi to nie
poprawia humoru