Dodaj do ulubionych

Szkoła dla rodziców

04.03.09, 00:05
Byłyśmy wczoraj z Moniką na pierwszych zajęciach, ale były to tylko zajęcia
organizacyjne. Bardzo dużo osób się zapisało do szkoły i panie psycholożki
prosiły, aby kto może przeniósł się do grupy środowej.
No więc w rezultacie obie się przeniosłyśmy i zajęcia mamy teraz w środy o 9
rano. Spodziewajcie się pierwszych relacji jutro po południu.
Z tego pierwszego spotkania utkwiło mi tylko jedno zdanie w pamięci.
Mianowicie okazuje się, że dzieci WCALE NIE POTRZEBUJĄ IDEALNYCH RODZICÓW.
Gdyby któraś z Was chciała się katować z powodu własnych błędów wychowawczych
to może przestać zanim na dobre zacznie smile
Dzieci potrzebują rodziców, którzy popełniają błędy, ale którzy umieją się do
tych błędów przyznać. Niby oczywiste, a jednak nie do końca, bo co i rusz
któraś z nas sobie wyrzuca to lub tamto. Niepotrzebnie. Szczera rozmowa z
dzieckiem i przepraszam powinno załatwić sprawę. Optymistyczne prawda?
Obserwuj wątek
    • hovawartka Re: Szkoła dla rodziców 04.03.09, 00:32
      bardzo optymistycznesmile Tylko jak się zaprogramować, zeby nie było
      tych wyrzutów sumienia po błedach?
      Fajnie, że bedziecie zdawać relacjęsmile
    • iv-o Re: Szkoła dla rodziców 04.03.09, 08:19
      Czekam w niecierpliwości na Wasze opowieści
      • malabru Szkoła dla rodziców - po pierwszych warsztatach 04.03.09, 14:32
        Dzisiejsze zajęcia miały dla mnie charakter porządkujący i w pewnym stopniu też
        uświadamiający big_grin
        Chodziło o to, żeby zrozumieć jak myślimy o swoich dzieciach, czego od nich
        oczekujemy i jak widzimy swoją rolę w ich wychowaniu.
        Niby sprawy oczywiste a jednak nie do końca.
        Pod koniec ćwiczeń była też mowa o koncepcji wychowania dziecka, którą można
        określić "Kochać i wymagać".
        Moim zdaniem wiele z zagadnień związanych z tą koncepcją wychowania było nie raz
        poruszane na tym forum dlatego podejrzewam, że tezy tej koncepcji nie będą Wam
        obce. Myślę, że wiele z nas stosuje te zasady w praktyce mniej lub bardziej
        świadomie.
        Jednak pewne usystematyzowanie wiedzy o sobie i naszych dzieciach jest chyba
        konieczne i stąd jak przypuszczam mieliśmy do zrobienia dwa ćwiczenia.
        Doszłyśmy do wniosku z Moniką, że spróbujemy przekazać Wam wiedzę z warsztatów
        stopniowo ćwiczenie po ćwiczeniu zachowując kolejność z zajęć, bo choć nie jest
        to obowiązkowa kolejność, to jednak łatwiej nam będzie panować nad tym co już
        zostało powiedziane od tego czego jeszcze nie było. Na koniec napiszemy też o
        tej koncepcji wychowania, ale to dopiero po ćwiczeniach smile
        Tymczasem zapraszam do zrobienia ćwiczenia pierwszego - w osobnym wątku...
        Marta
        • mbkow Re: Szkoła dla rodziców - po pierwszych warsztata 04.03.09, 22:46
          to bedzie fajna przygoda, naprawde smile wyobrazcie sobie kilkanascie osob szczerze przejetych swoimi relacjami z dziecmi, chcacymi je naprawiac, ulepszac... dokonujacych nawet na pierwszym spotkaniu waznych odkryc... obawiam sie, ze mocno dostaniemy po glowie na tych zajeciach i dokonamy pare niekoniecznie milych odkryc na temat wlasnego postepowania z dziecmi, czy w ogole. naprawde mowie Wam, napelnia mnie wielkimi emocjami ten kurs, bo bedzie duzo konfrontacji i wymiany doswiadczen. a wszystko z pierwszej reki... i bardzo dobrze sie poznamy z Marta smile
          Marta jest jedna z przodowniczek w ilosci dzieci smile obie jestesmy jednymi z najmlodszych mam stazem. przede wszystkim rodzice dzieci okolo lat 10ciu lub po porstu nastu... wiec bedziemy czerpac garsciami z doswiadczen innych!
          to tak od strony nieformalnej big_grin
          tez Was namawiam na zaangazowanie sie! do wykonywania cwiczen i dzielenia sie przemysleniami, boooo... to chodzi o nasze skarby smile
    • mbkow Szkoła dla rodziców - zajecia 3 12.03.09, 09:58
      Na zajeciach było sporo teorii na temat granic psychologicznych.
      Najpierw tradycyjnie wymienilismy sie "myslami, z ktorymi przychodzimy". Jest to bardzo przyjemna czesc wprowadzajaca. Nastepnie panie zapowiedzialy pierwsze cwiczenie - wypracowanie. Przed podaniem tematu prowadzące zaczęły nas upominać w sposób bardzo stanowczy o poważne potraktowanie tematu, powstrzymanie się od komentarzy, co kontrastowało ze swobodną dotąd atmosferą. Uprzedziły nas, że mamy pisać bez zadawania dodatkowych pytań. Podały temat: "Mój pierwszy raz". Oczywiście padły pytania z naszej strony: o co chodzi??? One odpowiadały: proszę pisać i nie dyskutować. Zaczęły się przechadzać po sali a la strażnik więzienny, zagadywać, oglądały biżuterię kursantek, następnie przymierzały i nie oddawały. Podebrały jedną torebkę, a innej dziewczynie sprawiły głośny komplement na temat biustu i zapytały o rozmiar stanika. Przysiadały się na krzesełka i poklepywały... Gdy czas minął, podniesionym głosem nakazały skończyć pisanie. Było jasne, że nie chodziło o "Mój pierwszy raz" wink Ale o co? Zadały nam ulubione pytanie: co czuliśmy? Padały stwierdzenia o niepewności, o skupieniu na zadaniu, o dużym dyskomforcie, o braku skupienia na zadaniu, o podstępie, o dezorientacji, o przykrych uczuciach, o złości, aż wreszcie o przekraczniu granic. bingo! one przekroczyły nasze granice. było to naprowadzenie na odpowiednie tory myslenia w związku z tematem zajęć. poczuliśmy własne naruszone granice, wiemy, o czym będzie mowa na zajęciach!
      To byly bardzo ciekawe zajecia, bo definiowalismy sobie w glowach wlasne granice, ich "stan techniczny", "budulec"... Sprawdzalismy, z kim sasiadujemy i jaka granica nas dzieli... Nie dotyczylo to tylko sfery zycia rodzinnego i dzieci.
      Marta przekaze Wam w osobnych watkach poszczegolne cwiczenia i zagadnienia. Goraco namawiam do uczestnictwa smile
      • malabru Re: Szkoła dla rodziców - zajecia 3 12.03.09, 10:43
        Taaak, ja się muszę przyznać, że niespecjalnie poczułam naruszenie moich granic
        big_grin Może dlatego miałam potem problem z resztą zagadnienia...
        Ja się wzięłam i skupiłam na zadaniu nie zwracając uwagi na to co robiły nasze
        nauczycielki. I jakoś tak mnie to nie dotknęło. Nawet temat nie wydał mi się
        zbytnią ingerencją w moja prywatność, bo od razu potraktowałam go jako pułapkę.
        To też mówi trochę o moich granicach. Tylko jeszcze nie wiem co smile
        • hovawartka Re: Szkoła dla rodziców - zajecia 3 12.03.09, 10:57
          jak sobie siebie wyobrażę na takich zajęciach to pewnie poczułabym,
          że granice moje są naruszone, ale nie zrobiłabym nic, skupiłabym się
          na zadaniu. To typowe dla mnie - nie umiem powiedzieć wprost "nie
          podoba mi się to co robisz", milczę i unikam dalszych kontaktów
          zazwyczaj. Na szczęście własnie dzieci uczą mnie otwartości w tych
          sprawach bo trudno z bliskimi osobami unikać kontaktu. I na męza to
          się przełozyło. Zamiast czuć się urażoną i przestać się do niego
          odzywać - teraz od razu mówię co mnie uraziło. To plus ogromny dla
          naszych relacji. Ciekawe czy na obcych tez to się przełoży z czasem?
          • malabru Re: Szkoła dla rodziców - zajecia 3 12.03.09, 11:02
            Właśnie to o czym piszesz będzie wartością dodaną tych warsztatów, bo zmusi nas
            do poukładania swoich stosunków nie tylko z dziećmi ale z każdym innym
            człowiekiem, bo mechanizm działania jest ten sam.
            Dla mnie ten temat też jest fantastyczny, ale na razie czuję, że mnie ciągle
            przerasta. Czuję jakiś taki wewnętrzny opór, żeby sobie uświadomić moje własne
            granice. Tak jakbym nie chciała wiedzieć gdzie przebiegają.
            • mbkow Re: Szkoła dla rodziców - zajecia 3 12.03.09, 11:51
              oj, grzebanie w sobie to niemal wyciecie z zyciorysu calego tego okresu. jest to
              zajebiscie trudne, zmudne i meczace. na dodatek trzeba przejsc mase etapow w
              roznych konfiguracjach. negowania, kitowania 'pitu-pitu znam swoje granice',
              zlosci przy odkrywaniu prawdy, zalamania, niecheci do pogodzenia, smutku po
              pogodzeniu... potem nastepuje akceptacja i spokoj. ma sie swiadomosc wielu
              rzeczy, ktore kuleja i sa do du, ale chociaz sie czuje bezpiecznie. a na pewno
              szybciej sie wraca do tego spokoju po rozczarowaniu soba z okazji nowego
              odkrycia wink
              orka do grobowej deski wink sens zycia.
              • hovawartka Re: Szkoła dla rodziców - zajecia 3 16.03.09, 00:25
                Dziewczyny, im dalej w las tym mniej drzew (znaczy postów)?wink
                Przy pierwszym ćwiczeniu było nas dużo, potem coraz mniej... piszcie
                chociaz, ze ćwiczycie w domu bez pisania wniosków na forum!
    • mbkow Szkoła dla rodziców - zajecia 4 18.03.09, 21:15
      Dzisiejsze zajęcia poświęcone były uczuciom. Padlo stwierdzenie, ze uczucia sa
      jakby na wyposazeniu organizmu. Rodzimy się z ich całą paletą. A samo uczucie
      mozna okreslic jako "energię" z nazwą umowną. Jestesmy szczesliwi, nasz organizm
      generuje energie, ktora nazywamy uczuciem szczescia. Jestesmy zli, nasz organizm
      generuje energie zwana złość.
      Panie nam uswiadomily, ze uczucia nie sa dobre ani zle. Uczucia pojawiają się
      bez naszej świadomości czy kontroli, uczucia po porstu mamy. Sa naturalna
      reakcja organizmu i nie nalezy z nimi walczyc. Wrecz nalezy do nich podchodzic z
      szacunkiem. Natomiast w pelni świadome są nasze reakcje na uczucia. Ponosimy
      PEŁNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ za swoje reakcje. Uczucia sa, powiedzmy, neutralne,
      natomiast nasze reakcje na nie moga podlegac juz surowej ocenie. Mozemy
      zazdroscic sasiadce szczuplej sylwetki i obgadywac ja za plecami z nienawiscia -
      uczucie zazdrosci jest naturalne, natomiast reakcja negatywna. mozemy tez
      zazdroscic tej sylwetki i zaczac biegac 2x w tygoniu... reakcja ze wszech miar
      pozytywna wink
      Okazuje sie, ze możemy pozwolić sobie na uczucie zazdrości, złości, wściekłości
      (nawet w stosunku do ukochanych dzieci, o z grozo!). pytanie jest: co z tym robimy?
      Trzeba nauczyc sie rozdzielac zachowania i uczucia. TAK dla uczuc, NIE dla
      zachowan. Nalezy rozrozniac wyrazanie uczuc od dzialania pod ich wplywem.
      ogolnie wyszlam ze spuchnięta glową wink
      • mbkow Szkoła dla rodziców - zajecia 4 cd. 18.03.09, 21:23
        Taka jeszcze wazna uwaga dla nas rodzicow, jaka pojawila sie na zajeciach
        apropos postepowania z dziecmi i reagowania na ich ekspresje uczuc typu placz
        wink Powinnismy pozwolic na "eksponowanie" uczuc, akceptowac i w miare mozliwosci
        przejawiac zrozumienie, ale nie zapominac o granicach! Jasne, jestes
        zly/smutny/niezadowolony z powodu....., ale rozrzucone klocki musisz posprzatac wink
        Akceptacja + granica
    • malabru Szkoła dla rodziców - zajęcia 5 25.03.09, 20:34
      Dzisiaj była mowa o empatii. Na początku zrobiliśmy ćwiczenie, w którym
      wczuwaliśmy się w rolę pracownika biura. To ćwiczenie znajdziecie w książce "Jak
      mówić..." Potem zastanawialiśmy się też nad tym, co można powiedzieć dziecku,
      które wróciło zdenerwowane ze szkoły.
      Przekaz był taki, że w sytuacji, gdy mamy do czynienia z osobą targaną silnymi
      emocjami najlepszym wstępem do rozmowy jest wykazanie się empatią i próba
      nazwania uczuć, które ta osoba w danej chwili przeżywa. Dopiero potem można
      zaryzykować dawanie rad, dopytywanie się czy jakąkolwiek inną reakcję ,ale
      wówczas należy się liczyć z tym, że osoba, z którą rozmawiamy jednak nie
      przyjmie tego co chcemy jej przekazać. I ma do tego prawo.
      Te "inne" podejścia do których wlicza się zaprzeczanie uczuciom, filozofowanie,
      dawanie rad, dopytywanie, obrona drugiej osoby, użalanie się i amatorska
      psychoanaliza określane są jako bariery komunikacji, bo mogą, choć nie muszą
      wywołać w rozmówcy uczucia gniewne czy smutku i powodować, że ta osoba nie
      będzie chciała dalej z nami prowadzić rozmowy.
      Tematu empatii jeszcze nie skończyliśmy, ale teoria, którą przerobiliśmy do tej
      pory mieści się w pierwszym rozdziale wspomnianej książki.
      A ja ze swej strony chciałam napisać, że chwilowo nie chcę i nie mogę zdawać
      relacji z zajęć w szkole. Gdyby ktoś chciał, to mogę mu mailem podrzucić jeszcze
      kilka ćwiczeń na temat uczuć. Nie będę ich umieszczać na forum, bo pochodzą z
      zeszytu ćwiczeń a nie z moich notatek.
      • ja_janka Re: Szkoła dla rodziców - zajęcia 5 25.03.09, 23:53
        Zabrzmiało tajemniczo...
        Tzn. nie o empatii tylko to "nie chcę i nie mogę zdawać relacji..."
        Ja się chętnie piszę na te ćwiczenia jeśli znajdziesz czas.
        Eeech ...bo ja nie mogę znaleźć czasu nawet na przeczytanie wspomnianej książki. Ledwie nadążam z czytaniem wpisów na forum. Jak Wy to robicie że dzieci i dom zadbane i jeszcze forum kwitnie?smile
        A co do empatii to może znajdzie się tam jakieś ćwiczenie pt. "jak rozwijać swoją empatię?" Bo z tym u mnie bywa kiepsko. Tzn. jak kogoś lubię to i owszem ale jak się już do kogoś źle nastawię to nie mam ochoty "wsłuchiwać" się w tą osobęsad
    • malabru Szkoła dla rodziców - zajęcia 6 03.04.09, 19:20
      Już chyba jesteśmy na półmetku szkoły.
      Na tych zajęciach w dalszym ciągu mówiliśmy o uczuciach a właściwie omawialiśmy
      zwroty, które pomagają w nazywaniu uczuć i w empatycznym reagowaniu na emocje
      naszych dzieci.
      Robiliśmy ćwiczenie, które znajdziecie też w książce - to, w którym trzeba
      zastanowić się nad emocjami i napisać zdanie zawierające nazwę tej emocji, którą
      wg nas przezywa bohater scenki. Omawialiśmy też "komiksy" z rozdziału
      pierwszego. Bardzo przegadane były te zajęcia, ale fajnie było słuchać o
      sukcesach, które już pojawiły się u uczestników szkoły. Te historie, w których
      widać jak na dłoni, że metody, których się uczymy działają są dla mnie
      najcenniejsze. Ja bym mogła właściwie słuchać ich bez końca, dlatego że
      doświadczenia innych są dla mnie prawdziwą skarbnicą wiedzy. Bo teoria teorią, a
      praktyka praktyką. Nawet w książce najbardziej lubiłam te części rozdziałów, w
      których była mowa o doświadczeniach polskich rodziców.
      W wolnej chwili dorzucę jeszcze trochę teorii. Ciekawe, czy ktoś jeszcze te
      relacje czyta smile Czytacie?
      • doros1 Re: Szkoła dla rodziców - zajęcia 6 03.04.09, 21:29
        Czytam. smile
      • mbkow Re: Szkoła dla rodziców - zajęcia 6 03.04.09, 21:43
        czytam wink a nawet napisalam juz dlugi post, ale skasowalam. byl zbyt emocjonalny i w zwiazku z tym subiektywny smile
        to jest ciezki kawalek tego kursu, granice to pikus w porownaniu z emocjami/uczuciami. coraz bardziej rozumiem, dlaczego to jest "szkola dla rodzicow i wychowawcow" wink bo to chodzi o (r)ewolucje w glowie rodzicow. lepsze relacje z dziecmi to efekt uboczny wink a okreslenie "szkola" jest mega trafne - daja nam niezla szkole wink
        na tym etapie juz widac rozne postawy w przyjmowaniu wiedzy. i w mozliwosciach jej praktycznego zastosowania... stad z jednej strony slyszymy o sukcesach, a z drugiej o braku reakcji na te metody...
        naprawde ciezko przekazywac te tersci z zajec bez subiektywnego zaangazowania emocjonalnego... Marta pisze, ze zajecia byly przegadane, a dla mnie refleksyjne wink
        w kazdym razie przekaz byl takie, ze nalezy od poczatku konsekwentnie tworzyc w domu atmosfere do rozmawiania. bez oceniania i z szacunkiem. cos, co bedzie procentowac pozniej, jak dzieci wejda w trudny wiek dojrzewania.
    • mbkow SDR - zajecia 7/zachecanie do wspolpracy 08.04.09, 22:35
      Marta juz wkroczyla w okres swiateczny i jest offline, wiec ja raportuje. dzis
      byly zajecia na temat zachecania dzieci do wspolpracy. w okresie porzadkow
      przedswiatecznych temat jak znalazl wink
      nie uda sie i tak, ale bede sie starala przekazac maksymalnie obiektywnie nabyta
      wiedze wink
      na poczatek mamy sobie uswiadomic, ze porzadek w pokoju, ciepla kurtka, czapka,
      rekawiczki zima, w ogole wychodzenie na dwor w ubraniu, a nie w samej koszulce i
      skarpetkach to sa nasze "potrzeby", nie dziecka. dziecko nie widzi potrzeby
      zakladania szalika zima, sprzatania klockow i zmiany pizamki na stroj dzienny.
      nastepnie mamy zrozumiec, ze wykonywanie naszych polecen nie bedzie sie odbywalo
      z usmiechem na twarzy. jako, ze sami nie lubimy sprzatac, prasowac, zmywac,
      prac, a czasem nawet nie chce nam sie nic, tym bardziej powinnismy zaakceptowac
      strojenie fochow. mamy sie skupic na celu: chcemy, zeby dziecko posprzatalo,
      pilnujemy, zeby posprzatalo, a nie posprzatalo i bylo szczesliwe z tego powodu.
      to byly takie dwa szybkie tematy, ktore maja pomoc nam zdystansowac sie, dobrze
      sie zastanowic, kiedy nasze dzieci naprawde sa "niegrzeczne", a kiedy zachowuja
      sie normalnie.

      wypisalismy metody, jakimi komunikujemy/egzekwujemy polecenia. byly: proszenie,
      wydawanie polecen, rozkazywanie, krzyczenie, grozenie, szantazowanie,
      przekupywanie, marudzenie, obietnice... potem panie nam wyciagnely liste z
      cwiczenia 2: do czego wychowujemy dzieci... i ups! szczytne, ambitne cele, a
      metody... jak nauczyc odrozniania dobra i zla, bycia sprawiedliwym, empatycznym,
      obiektywnym itp. za pomoca marudzenia i rozkazywania...?

      panie zademonstrowaly nam dwie scenki pt. "mama wraca z pracy, dzieci przed tv,
      w domu balagan". pierwsza byla z serii: "mam juz tego dosc, znowu balagan, ja tu
      z ojcem sie zacharowujemy dla was, a wy co? siedzicie i tylko pasozytujecie, nie
      macie wspolczucia, tylko brac i brac, niech no tylko ojciec wroci, balagan w
      pokoju, gary w kuchni, a wy nic. kupujemy mp3, lumpy, gadzety, poswiecamy sie,
      czlowiek nie moze wrocic z pracy i odpoczac...." itd. my miesmy byc dziecmi i
      wczuc sie w ich role. poczulismy zlosc, bunt, niechec do wspolpracy, myslelismy:
      znowu gledzi, niech sobie pogada, jest niesprawiedliwa... nastepnie byla scenka
      nr 2, mama znow wrocila z pracy i powiedziala: "dzieci, widze, ze znow jest
      balagan, a bardzo tego nie lubie. chcialabym, zeby Zosia posprzatala w pokoju
      albo umyla garnki, bo nie mam w czym gotowac obiadu. Zosiu wybierz. a wy chlopcy
      chodzcie mi pomoc w obieraniu warzyw". my jako dzieci poczulismy konkret,
      poczulismy sie autentycznie winni (nie jak w pierwszej scence), a poza tym
      chcielismy pomoc.

      wniosek, mamy byc szczerzy i zdystansowani. proste wink
      mamy komunikowac dzieciom: "zalezy mi, zebys...", "potrzebuje, zebys...",
      "oczekuje, ze zrobisz to i to..." "chce, żebys zrobil to i to...". to sa uczciwe
      komunikaty. komunikaty "ja". i nalezy przestac sie i dzieci kitowac tekstami z
      serii: "prosze cie, abys sprzatnal klocki". jezeli zwracamy sie do znajomego i
      mowimy: "prosze, pozycz 100zl", nie wymagamy od niego, zeby to zrobil. jestesmy
      gotowi na ewentualna odmowe i dajemu mu do tego prawo. wiec "prosze" przy
      poleceniach dla dziecka jest tylko zawoalowanym rozkazem.
      mamy byc klarowni w tych naszych wymaganiach i w komunikowaniu ich. w ksiazce
      "jak mowic... jak sluchac..." sa wypisane metody zachecania do wspolpracy.
      zajrzyjcie! no i nie gadamy-gadamy-gadamy, nie poslugujemy sie ogolnikami typu:
      posprzataj pokoj, szykuj sie do kapieli, ubieraj sie na spacer... tak, to sa
      ogolniki! mowimy: posprzataj klocki do pudla, a ksiazki na polke. mowimy: za
      15min zaczynasz mycie, nastawic ci zegarek, zebys wiedzial, kiedy masz pojsc do
      lazienki? i mowimy: zaloz buty i kurtke.... a teraz zaloz czapke.
      jakkolwiek, nie unikniemy naszych "tradycyjnych" metod ekzekwowania polecen.
      jednak musimy szczegolnie kilku metod wystrzegac sie: grozenia, bo grozenie jest
      zachecaniem do sprawdzania/przekraczania granic. musimy byc tez swiadomi checi
      naszych dzieci wychodzenia "z twarza" z takich sytuacji. przekupywania, bo to
      niemoralne, a konsekwencje sa jasne. i obiecywania (obiecaj mi, ze... obiecuje
      ci, ze...), bo pojawia sie pytanie, a gdzie zaufanie???
      tak to mniej wiecej wygladalo. jezeli macie jakies uwagi, rozwine. my, kursanci,
      bylismy zaskoczeni powaga tematu i "polem razenia". bylismy zaskoczeni swoimi
      brakami umiejetnosci w tej kwestii. tradycyjnie, wyszlam z glowa kwadratowa i
      znow myslalam: "kupa roboty przede mna" smile
      z osobistych wnioskow, stwierdzilam, ze kurde, w checi wyrobienia w dziecku
      mechanizmu natychmiastwoego posluszenstwa jest niemal wylacznie egoistyczne
      pragnienie bycia wladca. gdy dziecko nie slucha, poddaje pod watpliwosc nasze
      metody wychowawcze, nasz autorytet, robi z nas medzacych nudziarzy, jestemy po
      porstu uncool. i zachowujemy sie jak dzieci wink wsciekamy sie jak dzieci i
      obrazamy jak dzieci wink na nasze dzieci.
      troche zaszalalamy z dlugoscia... gratuluje wytrwalym smile
      • doros1 Re: SDR - zajecia 7/zachecanie do wspolpracy 08.04.09, 22:55
        długie ale dobrze się czyta smile
        "mamy sie skupic na celu: chcemy, zeby dziecko posprzatalo,
        > pilnujemy, zeby posprzatalo, a nie posprzatalo i bylo szczesliwe z tego
        powodu"- muszę to zapamiętać , dobre to.

        yyyyyy.... ja przekupuje dzieci....i nie zrezygnuje z tego, wiem ,że to
        niemoralne i uczę je manipulowania w ten sposób.
        A poza tym granica między przekupstwem a nagradzaniem jest bardzo cienka.
        Dawanie nalepek za dobre sprawowanie, to co to jest?Ja właśnie odpieluchowałam
        prawie 2,5 latka...za każde nasikanie do nocnika dawałam mu nagrodę wink..żelek.
        • mbkow Re: SDR - zajecia 7/zachecanie do wspolpracy 09.04.09, 00:03
          no to bylo omowione na zajeciach. Marta zapytala o metody superniani, naklejki,
          nagrody... to nie jest przekupstwo.
          gdybys nadal dawala zelek, a nawet cala paczke, to by bylo przekupstwo. cos, co
          jest z grupy "zakichanych" obowiazkow, a staje sie oplacana usluga. tak mysle,
          ze moglyby skomentowac to nasze panie wink pisze to z doza niepewnosci wink
          • malabru Re: SDR - zajecia 7/zachecanie do wspolpracy 13.04.09, 23:02
            Ja kwestię z nagradzaniem zrozumiałam tak, że jeśli mówisz dziecku: "jak zrobisz
            siusiu na nocnik to dostaniesz żelka" to to jest przekupstwo. Zaś jeśli dasz mu
            żelka bez tego komunikatu za to że to siusiu zrobił to to jest nagroda. No i
            dziecko nie może się dopominać żelka, bo to nie jest wtedy nagroda tylko właśnie
            przekupstwo.
            Myślę, że dobrym przykładem nagradzania jest metoda z kulkami opisana przez
            gopio1 w innym wątku.
    • mama_olka Re: Szkoła dla rodziców 09.04.09, 00:22
      Dziewczyny, ja sie szkoliłam jako rodzic, dwa lata temu (prawie),
      ale czytam Wasze posty z wielkim zainteresowaniem.
      nawet mi głupio, ze tak siedziałam cicho i się nie podzieliłam
      zdobytą wiedzą...
      A wiedza zdobyta na warsztatach przydaje się nie tylko z dziećmi,
      takze (a moze przede wszystkim)z dorosłymi! A współpraca zawodowa z
      ludźmi, którzy nie odrobili np. swoich lekcji z granic jest dużo
      trudniejsza niż z tymi, którzy mogli to sobie przepracowac na
      kursach wychowawczychwink

      Malabru i Mbokow -Swietna robota, naprawdę!


      Marta, mama Olka (15.01.2005)
      i Zosi (17.05.2007)
    • moyyra Re: Szkoła dla rodziców 09.04.09, 22:01

      ja was podczytuje- bez obawy smile))

      powiem wam, ze jakos latwiej, bezkonfliktowo wspolpracowalo mi sie z
      starszym synkiem,

      gdy na swiat przyszed drugi synek to jakos sie pogubilam,

      cenne sa te wasze rady i refleksje


    • malabru SDR - zajęcia 8 /kary 15.04.09, 21:34
      Dzisiaj zajęcia były dla mnie arcyciekawe. Niestety tematu nie przerobiliśmy do
      końca a na ciąg dalszy trzeba będzie poczekać całe 2 tygodnie, ale to co było
      poruszone dało mi wiele, oj wiele do myślenia.
      Generalnie zajęcia były z tych cięższych (zupełnie jakby były poruszane na nich
      też łatwe tematy ;D)
      Rundka honorowa na początek zajęć byłą ciężką orką, bo każdy z nas praktycznie
      miał jakieś trudne świąteczno/poświąteczne doświadczenia za sobą. Potem, żeby
      nam nie było za lekko dostaliśmy jeszcze obuchem po łbie gdy zaczęliśmy temat
      kar. Wystarczyło zastanowić się nad kilkoma pytaniami...
      Umieszczę je w osobnym wątku, bo ciekawa jestem Waszych przemyśleń.
      • malabru SDR - zajęcia 9 /kar ciąg dalszy 30.04.09, 11:22
        Wczoraj skończyliśmy temat kar.

        Generalnie najważniejsze jest, by wzmacniać pozytywne zachowania zamiast
        karać za złe. Ale jeśli już musimy za coś ukarać, to przede wszystkim trzeba
        rozróżnić karę od konsekwencji.

        Dla mnie granica jest dość płynna, ale najważniejszym kryterium, który pozwala
        odróżnić karę od konsekwencji są uczucia, które towarzyszą jednemu i drugiemu.
        Konsekwencje uczą, a kary ranią. Tu możecie sobie przypomnieć pytanie o kary,
        które pamiętacie z dzieciństwa i co wtedy czułyście. Robiliśmy też ćwiczenie,
        które miało nam pomóc zrozumieć tę różnicę: ćwiczenie
        11


        Dziecko zawsze powinno ponieść konsekwencje niewłaściwego zachowania, przy czym
        musi to nastąpić bezpośrednio po zdarzeniu. Wówczas będzie to naturalną
        konsekwencją
        .

        Takimi konsekwencjami mogą być np.:
        - możliwość straconej zabawy, gdy dziecko nie wykona zadania
        - smutek rodzica
        - konieczność posprzątania po sobie

        Aby konsekwencja była konsekwencją a nie karą należy o niej uprzedzić -
        powiedzieć dziecku o zmianie, jaka nastąpi, gdy dziecko się nie dostosuje do
        naszych wymagań. Należy być potem oczywiście konsekwentnym w tym co się
        zapowiedziało stosując zasadę minimum słów przy maksimum czynów.

        Nasze przewodniczki duchowe zwracały nam też uwagę, że niebezpiecznie jest być
        konsekwentnym za wszelką cenę i trwać na swoim stanowisku dla zasady, żeby
        pokazać kto rządzi. Jeśli widzimy, że dziecko ma szczerą chęć poprawy wskazane
        jest czasem danie dziecku drugiej szansy. Czasem dobrze jest po prostu wskazać
        dziecku sposób naprawienia błędu, które popełniło.

        Było jeszcze o słowie "przepraszam". Żeby nie straciło na znaczeniu dziecko
        powinno przeprosić drugą osobę tylko wtedy, gdy rzeczywiście żałuje tego co
        zrobiło i chce to naprawić. W innym przypadku będzie to nieszczera skrucha,
        która nie spowoduje zmiany zachowania dziecka.
    • laulalama Re: Szkoła dla rodziców 19.04.09, 19:56
      Przede wszystkim chylę czoła nad Waszymi relacjami. Świetna robota. Zazdroszczę zajęć i mam prośbę: szukam podobnej szkoły w Poznaniu. Może prowadzące są w stanie polecić kogoś sensownego. Uczestniczyłam w zeszłym roku w zajęciach dla rodziców i niestety poziom był żenujący. A Warszawa trochę daleko...
      • malabru Re: Szkoła dla rodziców 19.04.09, 20:38
        W Poznaniu znalazłam dwie placówki prowadzące SDR rekomendowane przez Centrum
        Metodyczne Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej tj.:
        1. Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna
        2. Terenowy Komitet Ochrony Praw Dziecka

        Tu masz źródło tej informacji:
        www.cmppp.edu.pl/SRW_realizatorzy?page=1&sort=asc&order=Miasto
        Nie wiem, czy nasze prowadzące mają wiedzę na temat ośrodków w innych miastach.
        Jeśli będę pamiętać to spróbuje się dopytać na następnych zajęciach.
        • laulalama Re: Szkoła dla rodziców 19.04.09, 23:39
          Wielkie dzięki za info. Jutro podzwonię i zapytam czy coś mają w najblizszym terminie.

          A przy okazji Sto Lat!!!!!!!! dla Małej - Dużej Z.
          • malabru Re: Szkoła dla rodziców 20.04.09, 10:50
            Jejku!
            Piękne dzięki za życzenia! big_grin
    • mbkow SDR - zajecia 10/samodzielność 07.05.09, 22:37
      na ostanich zajeciach podjelismy temat samodzielnosci naszych dzieci. zaczelismy
      od omowienia kwestii, co nas powstrzymuje przed usamodzielnianiem naszych
      dzieci. wyszlo na to, ze
      - boimy sie o nie, boimy sie potencjalnych zagrozen,
      - nie wierzymy w nasze dzieci, boimy sie, ze sobie nie poradza lub podaza w zlym
      kierunku
      - jestesmy niechetni z uwagi na opinie innych, co pomysla, powiedza np. na widok
      dziecka, ktore samo sobie wybralo ubranie, doprawdy niegustowne wink
      - robimy to z wygody, bo nam to wychodzi szybciej, lepiej
      - nie chcemy tego uniezaleznienia
      - boimy sie, ze dziecko poczuje sie opuszczone, przytloczone nowymi obowiazkami
      ...
      nastepnie, tradycyjnie dla kontrastu, wykonalismy cwiczenie polegajace na
      wczuciu sie w role dziecka (4latek, 10latek, 16latek i 35latek), ktorego mama
      chce wyreczyc we wszystkim (proporcjonalnie do wieku). we wszystkich kategoriach
      wiekowych odczucia byly podobne: niechec, bunt, zlosc, wscieklosc, irytacja,
      zrezygnowanie, 'nie chce tego', 'nie potrzebuje tego', 'daj mi zyc'...
      alternatywnie: super, rob to za mnie wink ale owocujace nieprzystosowaniem
      dziecka do samodzielnego zycia...
      musimy wiec kszatltowac w dziecku ta samodzielnosc. samodzielnosc funkcjonalna,
      jak rowniez decyzyjna. warto podjac ryzyko np. straty cennej wazy i poprosic
      dziecko o pomoc w sprzataniu stolu po rodzinnym obiedzie wink
      wspolczesni rodzice cierpia na kompleks ratownika. a w zasadzie cierpia z tego
      powodu nasze dzieci wink pragniemy zminimalizowac ryzyko wystapienia przykrych
      zdarzen w zyciu naszych dzieci, nadmiernie je chronimy. uciekamy sie do
      nadopiekunczosci, ktora pozbawia dziecko doswiadczen, podstawy rozwoju. wrecz
      grozi wegetacja...
      to dotyka bardzo trudnej kwestii wychowywania dzieci dla innych. dzieci
      zakladaja swoje rodziny, uniezalezniaja sie. mamy ich zapewnic korzenie, ale tez
      skrzydla. wiec taka samodzielnosc dziecka jest wazna rowniez dla nas, zebysmy
      mieli zycie poza dziecmi wink np. rozmawialismy o samodzielnym usypianiu i padlo
      takie zdanie, ze pozwalanie dziecku na spanie z rodzicami bywa sposobem na
      zatuszowanie nieudanego pozycia...
      dzieci wychowuje sie i kstaltuje do 10tego roku zycia, potem dziecko staje sie
      naszym towarzyszem...

      ostatnio tematy zajec sa coraz bardziej spychane przez nasze rundki poczatkowe
      wink gadamy o konkretach, kazdy mowi o swoich najwiekszych trudnosciach i dostaje
      komentarz. znamy sie juz prawie jak lyse konie, stopien otwartosci jest
      maksymalny i powtorze po raz kolejny: szukajcie takich kursow w okolicach, bo sa
      fantastyczne. ludzie sa fantastyczni. znamy juz imiona naszych dzieci, jestesmy
      ciekawi, co tam sie u kazdego dzieje... czerpiemy, kazdy z kadego doswiadczen...
      kazdy jest wazny i kazdy jest potrzebny na zajeciach. pole razenia tych zajec
      jest ogromne. to, co sie dzieje w nas, jest czyms, na czym nie tylko dzieci
      skorzystaja smile
      • hovawartka Re: SDR - zajecia 10/samodzielność 10.05.09, 23:01
        troche odpuściłam internet ostatnio, ale zaczynam nadrabiać.
        Dziewczyny, jestem z wami i was czytam!
    • malabru Zajęcia 11 - etykiety 18.05.09, 10:47
      Jesteśmy Wam jeszcze z Moniką winne relacji z ostatnich zajęć.
      Te były z kategorii tych trudniejszych jeśli chodzi o przemyślenia.
      Chodziło o etykietki, jakie przypinamy naszym dzieciom i jak to wogóle robimy.
      Przyznam szczerze, że ja popadłam w pewną paranoję po tym, jak wzięłam udział w
      jednym z ćwiczeń.
      W ćwiczeniu tym 2 osoby były rodzicami, a dwie dziećmi. Rodzice dostali na
      kartkach informacje o tym co myślą, jak postrzegają swoje dzieci a dzieci
      dostały opis tego jakie są. Ani rodzice ani dzieci nie wiedzieli co reszta ma na
      swoich kartkach.
      Scenka była taka:
      Dzieci wracają ze szkoły i zastają rodziców przy układaniu puzzli. Okazuje się,
      że rodzice biorą udział w konkursie w którym mogą wygrać wycieczkę do ciepłych
      krajów dla całej rodziny. Muszą jednak ułożyć całą układankę w 10 minut. Zadaniu
      przygląda się telewizja i nagrywa przebieg zadania. Dzieci naturalnie chcą
      rodzicom pomóc.
      No i tu się zaczyna. Rodzice wyraźnie faworyzują jedno dziecko nie dopuszczając
      do zadania drugiego. To pierwsze chwalą, zachęcają do działania, komentują jego
      wysiłki, a drugie słyszy od nich ciągle: nie rusz, zostaw, bo zepsujesz, idź
      lepiej odrób lekcje, na pewno sobie z tym nie dasz rady itp.
      Ja byłam tym odpychanym dzieckiem.
      Miałam dobre chęci, bardzo chciałam pomóc bo lubię układać puzzle, a od rodziców
      słyszałam, że jestem za malutka (miałam 7 lat), że jestem ich małą dziewczynką i
      że lepiej bym sobie poukładała swoje puzzle z kaczorem Donaldem, żebym nie
      dotykała klocków, bo znowu je pobrudzę, że jestem niegrzeczna bo ich nie słucham
      itp. Weszłam do domu z dobrym nastawieniem, które się potem zmieniło w złość,
      bunt, przekorę i chęć dokuczania. Zaczęłam stosować odzywki na poziomie 4-latka.
      Miałam wrażenie, że rodzice myślą o mnie, że jestem niezdarna, nierozgarnięta,
      że się im naprzykrzam, że mnie nie lubią.
      Moja "siostra" z kolei odbierała same pozytywy, że rodzice na niej polegają, że
      jest dla nich ważna, że jest mądra, zdolna i inteligentna.
      A teraz szok. Wszystkie dzieci musiały potem odczytać co miały napisane na
      swoich karteczkach. A tekst był taki:
      "Jesteś normalnym, przeciętnym ,fajnym dzieckiem. Usposobienie masz pogodne,
      choć oczywiście, tak jak każdemu, w pewnych sytuacjach zdarza ci się wpadać w
      złość. Rodziców lubisz, dogadujesz się z nimi, są w porządku, ale czasem cię
      denerwują. Taka typowa sytuacja"

      Te scenki były przerysowaniem, ale bardzo dobrze uświadomiły mi, że to jak
      rodzice myślą o dzieciach wpływa na to jak dzieci się zachowują. Zobaczcie, że
      tu nie chodzi o mówienie, tylko o postrzeganie własnego dziecka, bo to co
      myślimy przekłada się na nasze działania.
      Dziecku narzuca się rolę wg schematu:
      Doświadczenia dziecka od osób ważnych (przede wszystkim rodziców)
      |
      |
      Sądy i myśli dziecka na swój temat
      |
      |
      Zachowanie

      Czasem zupełnie nieświadomie narzucamy dziecku rolę. U podstaw tego leży fakt,
      że najczęściej zwracamy dziecku uwagę na to czego ma nie robić zamiast
      mówić mu jak ma robić.
      To tak jak z zieloną małpą. Spróbujcie przez 2 minuty za wszelką cenę nie myśleć
      o zielonej małpie. Sama nam się myśli bo tak pracuje nasz mózg. Jak mówimy
      dziecku "nie wierć się" to dziecko ciągle wizualizuje sobie wiercenie, więc się
      wierci, a my potem myślimy o nim, że jest wiercipięta. A skoro tak myślimy, to
      próbujemy to zachowanie u dziecka wyeliminować i znowu zwracamy mu na to
      uwagę... To jest samonapędzająca się machina.
      A temat jest ciężki.
      • mbkow Re: Zajęcia 11 - etykiety 18.05.09, 12:31
        Marto, kawal posta smile
        dla mnie tez ciezki temat, wiec sie dopisze, co tam mnie zabolalo najbardziej. odczuwalam taki wewnetrzny opor przed godzeniem sie z tym, co bylo mowione. w tym temacie rodzic nie byl rodzicem, ale bardziej "trenerem". powychodzily takie niuanse, jakie slowa, jaki efekt daja... wlasciwie zachowania wymagaja "trenerskiego" dystansu, ktory jest trudny dla rodzica, kochajacego, pelnego uczuc, zmeczonego, zabieganego i co tam jeszcze... lata praktyki, zeby to okielznac.
        poczulam, ze najwiekszym moim problemem sa emocje osobiste, za ktorymi ida czesto nieodpowiednie zachowania. zbyt duzy zachwyt nad dzieckiem, rozpierajaca nas duma, ktora wcale nie owocuje pewnoscia siebie u dziecka. moze paradoksalnie nadwyrezyc zaufanie dziecka do nas - zbyt duzo komplementow, ktorych dziecko nie slyszy poza domem. i tu nalezy zwracac np. uwage na konkrety: "to jest ladny rysunek", a nie: "och, jak ty ladnie rysujesz", albo: "ladne sloneczko", a nie: "piekny rysunek". i tu ciekawe zagadnienie szczerosci. jezeli ladne sloneczko jest nad paskudnym konikiem, a dziecko domaga sie komentarza, mowimy: "ten konik ma krotkie nogi i duza glowe", a nie: "konik mi sie nie podoba"... jezeli dziecko uwielbia wystepy publiczne, a nie jest urodzonym aktorem, mamy podzielac jego entuzjazm, nie scinac slowami: 'ustap komus z talentem', 'nie poszlo ci najlepiej'. mowimy: 'zapamietales cala role, wspaniale!', "ciesze sie, ze sie tak swietnie bawiles!". mamy unikac roli eksperta, choc jestesmy starsi i madrzejsi wink otwierac drzwi dziecku w miare swoich mozliwosci. poczulam, ze czesto napotykam opory osobiste, niezwiazane z dziecmi.
        mamy przybrac postawe tropicieli dobrych zachowan. to najlepsza walka z etykietami. nie robic z pojedynczych zdarzen ogolu. jezeli dziecko jest uparte, mamy zwracac uwage na sytuacje, w ktorych takie nie jest. jezeli w sytuacjach, w ktorych dziecko jest naprawde uparte, glosno to komentujamy, dajemy mu coraz mniejsza motywacje do zmiany wizerunku. jak pisala Marta, samonapedzajaca sie maszyna. w koncu nie wiemy, czy u podstaw zlego zachowania lezy charakter czy niepotrzebnie zasiane ziarno... eksponowanie zlych zachowan utrwala je. i na dodatek utrwala je w glowie dziecka jako spektrum znanych i przez to bezpiecznych zachowan.
        etykiety sa po prostu obciazeniem. na "leniucha" nikt nie liczy, a "zdolny" nie moze nikogo zawiesc, jest pod ciagla presja.
        powracajac jeszcze do cwieczenia, w ktorym naszej "7letniej" Marcie rodzice nie pozwolili ukladac puzzli wink Marta byla swietna! walczyla jak lwica, ale rodzice ja zbywali. po cwiaczeniu "tata" Marty powiedziala, ze miala wkrecony film, ze Marta jest mala, taki jeszcze dzieciak i niezdarna, ze byla przekonana, ze wskazowki Marty na kartce byly dokladnie takie same. nie byla w stanie zobaczyc w niej norlamnego, przecietnego, fajnego dzieciaka. tak moze byc z etykietami, ktore przyklejamy dzieciom. nie zauwazamy ich normalnych zachowan, zauwazamy tylko te pasujace do etykiety...
        • malabru Re: Zajęcia 11 - etykiety 18.05.09, 14:00
          Bóg zapłać Monika za to uzupełnienie, bo temat jest taki, że i we dwójkę tego
          nie ugryziesz, ale zawsze łatwiej smile
          • ja_janka Re: Zajęcia 11 - etykiety 19.05.09, 23:50
            Dziewczyny - serdeczne dzięki za te relacjesmile Czytałam z przejęciem,
            rozmyślałam i dalej jestem głupiasad Ale będę do tych postów wracać żeby to
            jeszcze raz przetrawić. Trochę Wam zazdroszczę tej szkoły ale ja jakoś nie mogę
            przekonać męża do takiego pomysłu uczenia się wychowywania. Jeszcze nad tym
            popracujęsmile
            Pozdrawiam i dziękuję.
            • mbkow Re: Zajęcia 11 - etykiety 20.05.09, 20:46
              podzielam Twoje odczucie, czuje sie coraz glupsza wink chorem ludzie twierdza, ze te metody poprawiaja relacje w malzenstwie, wiesz? moze uda Ci sie przekonac do nich malzonka stosujac je na nim podstepnie wink
        • gopio1 Re: Zajęcia 11 - etykiety 20.05.09, 22:22
          Przedyskutowałam temat z mężem - w zasadzie wszystko o czym pisałyście jest dość
          oczywiste i logiczne. Niestety, tylko w teorii. W praktyce wszystko to jest
          koszmarnie trudne - głównie dlatego, że dochodzą emocje, które nie tylko
          zmieniają obraz sytuacji, ale też powodują, że działamy impulsywnie - szybciej
          niż byśmy chcieli.

          I to nie tylko w tych sytuajach negatywnych. Chyba bardziej mi dają do myślenia
          te pozytywnych własnie.

          Bo łatwo przyznać się do błędu, gdy stale powtarzamy - "jesteś niegrzeczny" - od
          razu czuć tu ten wydźwięk etykiety.
          W przypadku gdy powtarzamy dziecku "jesteś taki mądry" czując radość i puchnąc z
          dumy nie zdajemy sobie sprawy, jakie brzemię mu fundujemy. Bo jeśli taki młody
          człowiek wyrośnie w poczuciu że jest mądry, a ta jego mądrość zostanie w jakis
          sposób podwazona przez życie, to on nie tylko straci zaufanie do rodziców, ale
          zwyczajnie sie załamie. Mnóstwo ludzi nie podołało ambicjom rodziców. Te
          "pozytywne" etykiety mogą własnie być taką poprzeczką nie do pokonania.

          Baaaaardzo ciekawy temat! smile
          • malabru Re: Zajęcia 11 - etykiety 20.05.09, 22:36
            O to to właśnie! Człowiek myśli, że dowartościowuje swoje dziecko, pomaga mu
            nabrać pewności siebie a tu się okazuje, że obarcza go brzemieniem trudnym do
            udźwignięcia...
          • mbkow Re: Zajęcia 11 - etykiety 21.05.09, 10:08
            brzemie dla dziecko to jedno... ale jak NAM jest ciezko rozstac sie z
            piedestalem, na ktorym stawiamy nasze dzieci, a ktory to nas tak bardzo
            dowartosciowuje wink
    • mbkow SDR - zajecia 12/etykiety c.d. 21.05.09, 10:32
      dokonczylismy etykiety/role na zajeciach.
      etykieta/rola jako cos, z czym mamy walczyc. jako cos wyuczone/nabyte przez dziecko, a nie cos, co ma zwiazek z charakterem. cos szkodliwego, usztywniajacego i ograniczajacego dla dziecka. rola, ktora (bezwolnie/bezwiednie) gra dziecko, ale rowniez otoczenie (reakcje potwierdzajace 'role').
      no ale na wszystko jest lekarstwo wink
      odsylam do ksiazki "jak sluchach... jak mowic". tam sa fajne metody przedstawione w formie komiksu, jak pomagac dzieciom (i sobie) przezwyciezac te role.
      wszystko odbywa sie wg schematu:
      doswiadczenia korekcyjne --> zmiana mysli na swoj temat --> zmiana zachowania
      doswiadczenia korekcyjne mamy zapewnic my, wazne osoby w zyciu dziecka. mamy wykorzystywac kazda okazje, zeby zmienilo myslenie na swoj temat, uwypuklac te zaprzeczajace etykiecie zachowania, przypominac dziecku, ze potrafi zupelnie inaczej, samemu dawac przyklad i nie ustawac w wyrazaniu uczuc i oczekiwan, gdy dziecko wraca do starych nawykow... potem bedziemy (dzieci i my) zbierac owoce smile

      panie porownaly wychowanie dzieci do poszukiwana zlota. cierpliwie i wytrwale przesiewamy mul, piasek, rozne resztki, zgnilizny. zeby znalezc mala grudke zlota. bierzemy ta grudke, oczysczamy ja z brudu, polerujemy i chowamy do woreczka. w tym woreczku zbieramy prawdziwe skarby. wracamy do przesiewania, szukania, znow znajdujemy i znow oczyszczamy, zeby schowac do woreczka.
      codziennosc to 99% piasku i mulu wink skarby sa w woreczku smile nie powinnismy ustawac w napelnianiu go smile
    • malabru SDR zajęcia 13 - rozwiązywanie konfliktów 30.05.09, 16:01
      Przyznam się szczerze, że zupełnie zapomniałam o napisaniu relacji z zajęć.
      Miałam głowę zaprzątniętą debatą rodzinną, bo o niej była mowa.
      Chodziło naturalnie o rozwiązywanie konfliktów za pomocą dyskusji w gronie
      rodzinnym. Kwestia mnie żywo dotyczyła, bo mam właśnie na głowie kłopot
      wychowawczy z synkiem, dlatego też zupełnie mnie pochłonęła analiza możliwości
      przeprowadzenia takiej rozmowy z 4-latkiem. Teraz już jestem po debacie, więc
      mogę się z Wami od razu podzielić doświadczeniem smile Ale po kolei. Tu macie
      skrawek teorii na temat konfliktów:
      Rozwiązywanie problemów i konfliktów

      Zarys naszego problemu:
      Moje dzieci, jak to dzieci, a szczególnie rodzeństwo, dokuczają sobie na
      przeróżne sposoby. A to się biją, popychają lub szczypią, a to się przezywają
      lub przedrzeźniają. Właściwie norma, gdyby nie to, że Tomek jednak nadużywa tych
      metod wyrażania swojego niezadowolenia. I to nie tylko w domu w stosunku do
      Natalki ale i w przedszkolu. Wszelkie metody typu "Nie zgadzam się na takie
      zachowanie" czy regulaminowe konsekwencje w postaci odstawienia na kilka minut
      nie przynoszą rezultatu. Domyślam się gdzie leży przyczyna takiego zachowania.
      Najprawdopodobniej Tomek jest zazdrosny o młodszą siostrę. Jednak zanim uporamy
      się z zazdrością chciałam coś zrobić z tymi zachowaniami "których nie akceptuję".
      Na ostatnich zajęciach z pomocą przyszła mi dyskusja. Tylko czy da się debatować
      z 4-latkiem? No z moim nie za bardzo.
      A było to tak:
      Postanowiłam z dziećmi pogadać o tym "ważnym dla mnie problemie" jakim jest nie
      szanowanie siebie na wzajem. Zmodyfikowałam trochę przebieg rozmowy stosując
      tzw. metaplan (kto ma przygotowanie pedagogiczne ten będzie wiedział o co
      chodzi). W metaplanie problemy rozwiązuje się wg schematu:
      Nazwanie problemu: Co zrobić żeby...
      Rozmowa 1: Jak jest teraz?
      Rozmowa 2: Jak powinno być?
      Rozmowa 3: Dlaczego jest jak jest?
      Rozmowa 4: Co zrobić, żeby było tak jak być powinno?
      Taki schemat wydawał mi się łatwiejszy do przeprowadzenia niż to co opisałam w
      teorii na temat spotkania rodzinnego. Zresztą metod rozwiązywania problemów jest
      kilka, a metaplan jest jedną z nich.
      Wnioski po spotkaniu:
      - Moim dzieciom 6, 4 i 1 lat ciężko było wysiedzieć na krzesłach podczas
      rozmowy. Szczególnie najmłodszej smile ale ją szybko zwolniliśmy z obowiązku
      uczestniczenia w dyskusji smile
      - Niestety Zośka, po wysadzeniu z fotelika swoją zabawą zaczęła mi rozpraszać
      starsze dzieci a szczególnie Tomka (4 lata), który bardzo chciał się pobawić
      akurat tym co Zośka. Lepiej jednak rozmawiać, gdy to najmłodsze śpi.
      - Natalka (6 lat) nawet uczestniczyła w rozmowie, poddawała pomysły, Tomek za do
      mówił wreszcie co czuje i kiedy mu Natalka dokucza - to było dość cenne, bo
      zwykle dokuczają sobie na osobności i Natalka próbuje się wybielać, a Tomek
      rzadko skarży na Natalkę, najczęściej jej po prostu oddaje
      - Udało mi się przedyskutować wszystkie cztery punkty i nawet wyciągnęliśmy
      fajne wnioski
      - Może Natalce dała ta rozmowa do myślenia, ale mój Tomek jeszcze chyba nie
      dojrzał do przemyśleń na zadany temat, bo krótko po zakończeniu rozmowy zaczął
      stosować te same stare metody. Właściwie się tego spodziewałam i absolutnie nie
      oczekiwałam cudów. Teraz mam argument, bo mogę przywołać wnioski z rozmowy, ale
      i tak czuję, że wrócimy do tematu za tydzień smile
      - O ile w przypadku starszych dzieci debata może rzeczywiście pomóc rozwiązać
      jakiś problem o tyle w przypadku takich maluchów jak moje bardziej chodzi o
      spotkania rodzinne i o to by dzieci mogły się poczuć ważne i wysłuchane, nawet
      jeśli rozmowa sprawy nie załatwi. Może za 5, 10 lub nastym razem wreszcie dzieci
      zaskoczą i debaty zaczną przynosić oczekiwany efekt. Na zajęciach nasze mentorki
      mówiły, że mimo wszystko dobrze jest zaczynać rozmawiać w ten sposób wcześnie.
      No to zaczęłam i na efekty będę musiała jednak jeszcze poczekać.
      - Na zakończenie proponuję zacząć od prostych tematów takich jak np. wycieczka w
      weekend a nie od spraw grubego kalibru takich jak w moim przypadku smile

      Dziękuje za wytrwałość smile
      Marta
    • mbkow SDR - zajecia 14/pochwały 03.06.09, 23:19
      No to na koniec miły temat - pochwały.
      Pochwały pomagają dziecku:
      - budować poczucie własnej wartości, wyciągać wnioski na własny temat,
      - nauczyć się radzenia z problemami,
      - czuć się bezpiecznie, dają poczucie bezpieczeństwa.
      Mieliśmy na zajęciach ćwiczenie. Byliśmy uczniami na lekcji plastyki. Pani
      powiedziała: proszę narysować kwiatek. Każdy z nas go narysował. Pani postawiła
      nam oceny. Bez komentarza, nie przyglądając się specjalnie rysunkom, szybko.
      Jednemu 5, drugiemu 3+, innemu 2, a innemu 4-... Na drugiej lekcji pani
      powiedziała: narysujcie drzewo. Każdy narysował. Pani nad każdym rysunkiem się
      zatrzymała, komentowała: 'no ślicznie', 'piękne drzewko', 'naprawdę pieknie',
      'cudnie to narysowałaś'... Miód płynący strumieniami... I tym razem pani oceniła
      nas w jednakowy sposób. Każdy dostał 6 w kółeczku wink Potem była trzecia lekcja,
      na której narysowalismy wspomnienie wakacji. Pani podchodziła od osoby do osoby,
      przy każdym z nas sie zatrzymywała. Dokładnie opisywała rysunki, dopytywała o
      szczegóły, np. 'widzę jezioro. tak, to jezioro? widzę, że świeci słońce, jezioro
      i słońce - bardzo miło mi się kojarzą. widzę cztery postacie, to twoja rodzina?
      mały domek, bardzo przyjemna atmosfera...' Nikt de facto nie dostał klasycznej
      oceny typu '5' lub '4+'...
      Czas na odczucia. Na dwóch pierwszych lekcjach mieliśmy podobne odczucia. pani
      jest obojętne, co robimy, nie zwraca uwagi na nas, jesteśmy nieważni dla niej,
      jest niekompetentna, niesprawiedliwa, lekcewazy nas, my nie mamy
      potrzeby/chęci/motywacji do zmian, robienia postępów, starania się, dla nas nie
      ma znaczenia jej ocena, bo jest przypadkowa, lekceważymy tą ocenę. Natomiast na
      trzeciej lekcji każdy z nas poczuł się doceniony, zauważony, zrozumiany, ważny
      dla pani, poczuliśmy motywacje do działania, chęć uczestnictwa w następnych
      zajęciach, poczuliśmy, że ta ocena wpływa na naszą samoocenę.
      Na czym polega fenomen ocen z trzeciej lekcji? Pani skupiła się na opisaniu
      tego, co widziała, bez oceniania, podzieliła się swoimi odczuciami,
      skojarzeniami, wspomnieniami, bardzo pozytywnymi, pozwoliła nam samym
      skoncentrowac się na sobie, uwolnić nas od porównywania sie nawzajem, oglądania
      na innych, rywalizacji, co miało miejsce szczególnie na drugiej lekcji.
      Przepis na dobrą pochwałę: opisz, co widzisz+opisz, co czujesz.
      Jak działa taka pochwała? Ocena dokonuje się we wnętrzu/duszy osoby ocenianej,
      dziecko samo wyciąga wnioski, samo się ocenia. Nie robimy tego my, nie dajemy
      gotowca, często przylepiając dziecku de facto etykitę... W związku z tym, aby
      podnieść wartość i skuteczność pochwały, powinniśmy unikać zdań typu: "jesteś
      grzeczny", "jesteś punktualny", to są etykiety, uogólniacze. Powinnismy odnosić
      się do sytuacji: "to było bardzo miłe zachowanie!", "to się nazywa punktualność!"
      No ale są oczywiście sytuacje, w których dziecko doprasza się o ocenę, a my nie
      mamy mu nic miłego do powiedzenia... Dla przykładu weźmy rusunek. Dziecko pyta
      nas o ocenę.
      - Mamo, podoba ci sie moj rysunek?
      - A tobie synku?
      ...
      - A co ci się podoba?
      ...
      - Chciałbyś coś dorysować?....O, to świetny pomysł.
      ogólnie zwlekać z odpowiedzią do ostatniej chwili smile

      Chwalenie w ten opisowy sposób nie pozbawione jest pułapek. Mamy wystrzegać się:
      - "ale", bo możemy zniweczyć najwiekszą pochwałę ("książki na półce są idealnie
      poukładane, miło popatrzeć, ale szkoda, że nie zrobiłeś tego w sobotę, jak byli
      goście...)
      - przenoszenia na siebie, przypisywania sobie pozytywnych skutków pochwały:
      'jestem dumna', 'jestem zadowolona', ma być: 'możesz być z siebie dumny'...
      - uwaga z nastolatkami, które wszedzie węszą podstęp wink opisywanie ich wyglądu
      może być interpretowane jako tuszowanie, opdciąganie uwagi od jakieś strasznej
      skazy na wyglądzie typu pryszcz na twarzy wink
      Ogólnie jak każdy poprzedni temat: bułka z masłem wink

      Na koniec dostaliśmy taka pracę domową, z której rozliczymy się przed sobą
      samym... Ale to chyba na osobny rozdział wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka