fajnyrobal
24.04.09, 11:38
bo mi się wymyślać nie chce.
Nie mam już kurna kompletnie czasu na nic. Rano z wywieszonym
jęzorem lecę na spacer z potomką. Potem z ryczącym potworem wracam
do domu, kładę spać i na szybciora gniotę obiad. Po godzinie potwór
wstaje, jemy obiad i a piać na pole. Wracamy pod wieczór. W
międzyczasie muszę upchnąć jeszcze zakupy, sprzątanie chaty, pranie,
prasowanie i swoją pracę. Młoda w pięć minut robi taki syf w domu (
we wszystkich pokojach), że mam potem sprzątania na godzinę, w
dodatku znowu przechodzi ,cholera wie, chyba bunt trzylatka, bo
wszystko jest na nie i na wszystko jest ryk.
Na widok placu zabaw dostaję już drgawek, może jestem wyrodna, ale
latanie po takowym za glutem z obłędem w oczach, to dla mnie strata
czasu i katorga.
Nie mam czasu pomyśleć jak się nazywam... Myślałam, że jak dzieć
wyjdzie z pieluszek, to będę już miała trochę lżej, a tu doopa. I
jeszcze zachciewa mi się drugiego. Nosz pogięło mnie chyba.
Niech mi ktoś przypomni dlaczego chciałam zostać matką...