ada828
23.06.09, 10:43
Mam wrażliwego, uczynnego sześciolatka. mamy dobry kontakt, dobrze mam się
żyje i bawi. Jednak raz na jakiś czas staje okoniem i szczerze mówiąc nie wiem
jak mam postępować. Ostatni przykład:
Wczoraj wieczorem popłakał się ze nie pójdzie rano do przedszkola. Długo
rozmawialiśmy. Powiedział jakie są jego obawy (inna sala, ewentualne
leżakowanie). Zapewniłam go że z tatą zrobimy wszystko by latem jak najmniej
chodził do przedszkola, w tym porozmawiamy z dziadkami by ich wzięli na dwa
tygodnie. Powiedziałam ze leżakować nie będzie bo jest za duży, że część jego
kolegów (w tym ulubionyvch) nadal będzie chodzić do przedszkola. Pomimo tego
dziś rano zaparł się, ze nie pójdzie (choć sam się ubrał). Niestety krzyczałam
(bo my do pracy a on ze nie pójdzie). Trochę mi głupio, bo chyba naprawdę to
było mi żal bezskutecznosci wczorajszej rozmowy. Ostatecznie mąż na siłę (na
ramieniu) zaniósł go do przedszkola. Gdzie tkwi błąd i jak postępować ???. Czy
po prostu na codzień za bardzo im ulegam a potem nie potrafię przeforsować
własnego zdania. Ale jak zmusić dziecko do postępowania wbrew jego woli?
Przecież to niehumanitarne. Ale w sytuacjach jak wyżej, czasmi trzeba. Badźcie
mądre.