izabela1976
25.05.06, 11:16
Byłam na zwolnieniu na synka (2,3 lat) w kwietniu całe 11 dni (od wtorku do
następnego piątku). I liczyłam, że za te 11 dni dostanę od nich kasę. Nic
bardziej mylnego.
A wszystko dlatego, że mój mąż pracuje na zmiany i w tym okresie były dwa dni
kiedy siedział w domu. Wg ZUSu móg wtedy opiekować się synkiem a ja mogłam na
te dwa dni wrócić do pracy. Tylko ciekawe jak skoro na zwolnieniu było
napisane od do. Zakład pracy nie zapłaciłby mi za te dwa dni, bo przecież
przedstawiłam im zwolnienie.
I co mam robić? Na te 11 dni choroby dziecka brać 4 cząstkowe zwolnienia?
Pierwsze zwolnienie - 2 dni, potem dzień przerwy (ja do pracy, mąż z
dzieckiem), Drugie zwolnienie - 2 dni, potem dzień przerwy, bo ja do pracy i
znów 3 zwolnienie itd.
Czy oni kręcą bata na siebie? Chcą jeszcze więcej dostawać papierków, bo
przecież do każdego zwolnienia trzeba wypeniać osobne druczki i formularze.
I już widzę minę lekarza gdy mówię mu: poproszę o zwolnienie na poniedziałek,
środę, piątek. Na sobotę i niedzielę nie, bo przecież siedzę i tak w domu. I
potem proszę wypisać jeszcze na wtorek i czwartek.
Doczego oni dążą?