Dodaj do ulubionych

zwolnienie a urlop macierzynski

26.08.08, 09:06
Witam.
Jestem na ten moment w 18 t.c. Termin porodu mam wyznaczony na ok.
23 stycznia. Jesli wszystko bedzie OK i lekarz pozwoli chcialabym
pracowac do konca grudnia i dopiero w styczniu miec wolne aby
przygotowac sie na przyjscie dzidziusia. Czy lekarz w styczniu
wystawi mi zwolnienie czy moze bedzie kazal juz wykorzystac urlop
macierzynski? Czy wiecie cos na ten temat?
Obserwuj wątek
    • moka2 Re: zwolnienie a urlop macierzynski 26.08.08, 09:36
      to zalezy tyklo i wylacznie od Twojej ginekolog. mi wypisala do samego dnia
      rozwiazania. tak ze nie martw sie na zapas. jak jest fajna to powinnas
      "ochronic" macierzynski wink)
      • henia76 Re: zwolnienie a urlop macierzynski 26.08.08, 10:32
        ja mam zwolnieinie do przewidywanego dnia porodu ale i tak jak nie
        urodze to bede starala sie o nastepne a od dnia porodu pojde na
        macierzynskie bo wczesniej go szkoda marnowac!!!!
    • siasiunia1 Re: zwolnienie a urlop macierzynski 26.08.08, 10:43
      gotusia.
      Na macierzyński to Ty idź jak urodzisz i nie marnuj go przed porodem.
      Jak Ci ginekolog nie będzie chciał wystawić zwolnienia to idź do zwykłego rodzinnego.
      pozdrawiam
      • zoska7777 Re: zwolnienie a urlop macierzynski 26.08.08, 22:26
        prawda jest taka -
        najlepiej iść na macierzyński od dnia porodu - bo po prostu szkoda go wcześniej,
        Ginekolog zazwyczaj wystawia zwolnienie do prognozowanego terminu porodu - i
        raczej ciężko będzie od niego uzyskać dłużej to zwolnienie - bo po prostu
        wcześniej motywowane jest zawsze ono chorobą grożącą przedwczesnym porodem - a
        taka argumentacja odpada po prognozowanym terminie.
        Ale część kobiet bieże wówczas zwolnienie chorobowe choćby od ogólnego lekarza
        na zwykłą infekcję bądź cokolwiek
        • dudek1980 DO nauczenia ;) 27.08.08, 09:11
          zwolnienie ma być do faktycznego dnia porodu-nie dajcie sie odeslac gin na
          macierzynski cz do internisty

          PRZEDSTAWIAM SUPER DIALOG SAMOSIA2 Z FORUM SIERPNIóWEK-SKORZYSTAJCIE

          "No i przeżyłam na własnej skórze, coś na co w sumie byłam
          przygotowana... smile Dziś mija termin porodu, a w poniedziałek
          skończyło mi się zwolnienie lekarskie - bo mój gin był pewien, że ja
          to urodzę w 36 tyg. (sic! - nawet leżeć plackiem kazał smile
          Przedstawię zatem skrócony mój dzisiejszy dialog z panią gin (skąd
          inąd okropny babsztyl, bo miałam z nią wcześniej do czynienia...),
          do której poszłam z powodu nieobecności mojego doktorka...
          Osoby dramatu: Ja i ginka

          Ja: "Dzień dobry jestem pacjentką doktora X, dziś mija termin, a
          mnie skończyło się zwolnienie, a dr X jest na urlopie..."
          Gin: Dzień dobry... bla, bla (proszę się zważyć, zmierzyć sobie
          ciśnienie i przygotować się do badania).
          Ja: (wykonuję polecenia i ląduję na fotelu w pozycji wiadomej w tzw.
          międzyczasie słyszę dyskusję między pielęgniarką a gin)
          Pięlęgniarka: "ależ przecież proszę wypisać pacjentce normalne
          zwolnienie - po co ma tracić macierzyński..."
          Ginka: "No ja nie wiem, no ja nie wiem..." przychodzi do fotela... i
          w łapami w wiadomym miejscu oświadcza: "Ja pani nie mogę wypisać
          zwolnienia..."
          Ja: "Czy to oznacza, że mam wrócić do pracy...?"
          Ginka: "Eeeee, eeee chyba lepiej nie..."
          Ja: "W takim razie co mam zrobić...?"
          Ginka: "Eeee może pani iść do internisty..."
          Ja: "Ale ja przecież jestem u lekarza, co to ma za znaczenie...?"
          Ginka: "No ale ginekolog nie może wypisać zwolnienia po terminie
          porodu (!)..."
          Ja: "Dlaczego? Nie ma przecież tego typu przepisów, a wynikają
          jedynie z porzuconej już przez ZUS nielegalnej praktyki w tym
          względzie...".
          Ginka: "Eeee, no własnie ja tak słyszałam..."
          Ja: "Ja też słyszałam, ale niczego to nie zmienia, bo taka podstawa
          prawna nie istnieje..."
          Ginka: "To ja pani mogę macierzyńskie wypisać..."
          Ja: "Macierzyńskie zgodnie z przepisami bierze się od dnia porodu, a
          ja nie zauważyłam, abym urodziła..."
          Ginka: "No ale przecież wykorzystuje się dwa tygodnie
          macierzyńskiego przed terminem porodu..."
          Ja: "I owszem NA MÓJ WNIOSEK, a poza tym termin i tak już minął..."
          Ginka: "Eeee, to na ile ja mam pani wypisać to zwolnienie? Tydzień,
          dwa?"
          Ja: "Myślę, że w tej sytuacji wystarczy tydzień, bo mam nadzieję, że
          do tego czasu wszystko się... rozwiąże".
          Ginka: Wypisuje zwolnienie mrucząc pod nosem, "NO BO JA TAK
          ZASŁYSZAŁAM... i nigdy nie byłam w takiej sytuacji"
          Ja: W MYŚLACH - pewnie nikt Ci się jeszcze nie postawił big_grin

          W tej całej historii miałam jeszcze przygotowane dwa argumenty,
          których nie użyłam, bo wystarczyło stanowcze podkreślanie braku
          podstawy prawnej.
          1) Skoro nie chce mi pani wypisać zwolnienia, to uprzejmie proszę o
          wpisanie w mojej karcie, że nie ma przeciwskazań, abym wróciła do
          pracy, a ja sobie zrobię kserokopię. Do tego proszę o wypisanie
          stosownego zaświadczenia o zdolności do pracy, bo mój pracodawca bez
          takiego zaświadczenia nie dopuści mnie do stanowiska pracy...
          2) Zgodnie z przepisami zasiłek macierzyński przysługuje OD DNIA
          PORODU - wypisze mi pani zaświadczenie, że urodziłam, skoro termin
          minął, a przecież na mój wniosek, to ja mogę macierzyńskie
          wykorzystać PRZED TERMINEM - więc jestem w kropce..."

          Wbrew pozorom rozmowa była uprzejma, chociaż napięta, choć
          świerzbiło mnie użycie kompletnie bezsensownego w tych
          okolicznościach argumentu "Ja proszę panią jestem prawnikiem i wiem,
          co mówię smile" co pewnie tylko zaotrzyłoby sprawę, dlatego jestem z
          siebie dumna, że się udało...

          Efekt tylko z tego taki, że mi się ciśnienie podniosło, a to jak
          wiadomo szkodzi Panu Dzidziusiowi. Na koniec jeszcze jedna ważna
          uwaga - ta dyskusja miała miejsce w prywatnej klinice jednej z
          dużych sieci medycznych."

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka