jola.wie wyciągam, bo ciągle ktoś nowy pyta... 19.03.04, 10:48 "Proszę o wypowiedzi również praktykujące położne, żebyśmy wiedziały jak na to patrzy "druga strona barykady", i co jest w naszych szpitalach realnie możliwe." Prośba zamieszczona przeze mnie w pierwszym poście nie doczekała się spełnienia. Mimo że sam watek dorobił się znaczącej liczby wypowiedzi. Dlaczego nie znalazły się położne i gin - położnicy, którzy z perspektywy "drugiej strony" wypowiedzieliby się w temacie? Czy nie chcą czy nie mogą? Czy nie korzystają z internetu? Czy boją się konfrontacji, czy uważają za niegodne wystawiac się na nią? Przeciez tu można wystąpić anonimowo. Przecież można zrobic wiele dobrego, ukazując nam inne argumanty. Może nie wszystko wygląda tak, jak my to tu przez setkę wypowiedzi wymalowałyśmy (- liśmy)? Przeciez można osiągnąć jakąś wspólną płaszcyzne porozumienia, doporowadzić w efekcie do lepszej "współpracy" z pacjentem. Poznac potrzeby, moze da się im wyjść naprzeciw? Przeciez to należy do procesu samokształcenia się i to w toku dosyć nieskomplikowanej procedury. (moje drogie, nie zyczę sobie, żeby ktoś wytykał mi teraz moje naiwniactwo, ok? ))))) ale wzywam was do zainteresowania tym forum, a zwłaszcza tym wątkiem znajome położne i lekarzy. Na forum "zdrowie" wypowiadają się lekarze, studenci medycyny (zwłaszcza dla nich takie tematy sa interesujące, bo moga się "powymądrzać" ) Będę wyciągac, dopóki się nie doczekam wypowiedzi "fachowców". pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
ewetka Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 19.03.04, 11:06 Niestey Jolu nie jestem ani położną ani ginem. Cztery mieisiące temu rodziłam. W szkole rodzenia tyle mówiło się właśnie o możliwości wyboru pozycji, nacięcia itp. W rzeczywistości nie miało to jednak odzwierciedlenia. W czasie porodu poproszono mnie o maszynkę, nacięto mi krocze, posadzono na fotel do którego przypięto mi nogi. Najbardziej przeraziły mnie te pasy, nie sądziłam, że coś takiego sie jeszcze praktykuje. Rodziłam bez znieczulenia i szczerze mówiąc nie poczułam nacięcia krocza. Nacięcie krocza nie uchroniło mnie przed pęknięciem szyjki a ponieważ rodziłam bez znieczulenia to powiem szczerze, że szycie szyjki na żywca (znieczulenie miejscowe do szycia krocza podziałało tylko na krocze) to jest najgorszy ból jaki może być. Dzieci mogłabym urodzić tuzinami, bo ból porodowy przy tym to pikuś. A wracając do tematu nacięcie krocza nie wpłynęło na mnie w żaden sposób negatywnie. Dobrze mnie zszyto, szybko mogłam siadać, szybko się szwy zagoiły i nie sprawiają mi w tej chwili żadnych problemów. Jednak nie podoba mi się to, ze w zasadzie nie mogłam sama o tym ani o innych sprawach zadecydować. W moim mieście chyba nie ma takiego miejsca gdzie na prawdę można by RODZIĆ PO LUDZKU. I fajnie byłoby gdyby to całe mamienie w prasie, książkach i szkołach rodzenia stało się rzeczywistością a nie fikcją Odpowiedz Link Zgłoś
martaurb Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 25.03.04, 14:46 Ewa, powiedz ze to zart!!! Na fotel i przypieta pasami???????? Zrobilo mi sie slabo...... I szyjka na zywca - Boze, gdzie my zyjemy?????? Ja bym tych ludzi pozabijala, a conajmniej podala do sadu, chociazby za nieludzkie i niegodne traktowanie!!!! Co Ty zwierze jestes (chyba je nawet w rzezniach sie lepiej traktuje, bo znieczula przed zabiciem) czy zagrozenie dla otoczenia, zeby pasami przypinac?????? Odpowiedz Link Zgłoś
zalotnica Re: mnie tez sie slabo zrobilo...n/t brrrr... 05.04.04, 02:03 martaurb napisała: > Ewa, powiedz ze to zart!!! > Na fotel i przypieta pasami???????? Zrobilo mi sie slabo...... > I szyjka na zywca - Boze, gdzie my zyjemy?????? > > Ja bym tych ludzi pozabijala, a conajmniej podala do sadu, chociazby za > nieludzkie i niegodne traktowanie!!!! Co Ty zwierze jestes (chyba je nawet w > rzezniach sie lepiej traktuje, bo znieczula przed zabiciem) czy zagrozenie dla > otoczenia, zeby pasami przypinac?????? Odpowiedz Link Zgłoś
aasiak Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 19.03.04, 21:35 Witam, jestem studentką medycyny i miałam zajęcia z ginekologii i położnictwa. I proszę mi wierzyć, że my wcale nie chcemy się wpychać do sal porodowych, rozumiemy , że to bardzo intymne przeżycie dla rodziców dziecka, i że tak naprawdę tylko przeszkadzamy. I sami się żle z tym czujemy, ale to napewno nic w porównaniu dorodzącej kobiety. Zwłaszcza jeżeli wchodzi 3-4 studentów. Prawda jest taka, że aby zaliczyć zajęcia musimy mieć pieczątki od położnych, że odebraliśmy na każdym dyżurze min. 1 poród. Większość moich kolegów i koleżanek pytało o zgodę rodzącą, ale nie sądze aby te zgody były naprawdę dobrowolne. Zresztą lekarze i położne potrafią odpowiedzieć że "skoro wybrała pani szpital akademicki to jednocześnie i na obecność studentów". Generalnie kobiety są zastraszaone, boją się, że jeżeli nie zgodzą się na wszystko, to zostaną źle potraktowane przez personel. A jeżeli chodzi o możliwość wyboru pozycji czy bycia/ niebycia "naciętą" to w szpitalu, w którym miałam zajęcia go zwyczajnie nie było. ( Chociaż nikt nie był przywiązywany do fotela.) Po tych zajęciach właściwie wszystkie byłyśmy przerażone tym jak to naprawdę wygląda :o((((. Dla mnie to było zupełne uprzedmiotowienie. I szczerze mówiąc nie chciałabym przeżyć takiego porodu jakie widziałam. Jeżeli mogę coś doradzić to obecność kogoś bliskiego ( m.in. do ochrony przed położnymi, lekarzami i studentami ;o>, oraz dotrzymywania towarzystwa, ocierania potu i wspierania- to naprawdę pomaga i to widać!), a w ogóle najlepiej opłacić położną, ona wtedy zadba, aby nie było żadnych studentów. I jeżeli już są, to najlepiej wybrać jednego i wyrazić zgodę na obecnośc tylko tej jednej osoby. Mam nadzieję, że Wasze porody będą takie jak postanowicie- asia Odpowiedz Link Zgłoś
jola.wie Re: aasiak 20.03.04, 08:09 .. dzięki za wypowiedź, choć mało optymistyczna.. ((( A może by tak któraś z tych cudownych położnych albo lekarzy ze słynnego Ujastka w Karakowie chociażby? Tam są takie cudowne porody do wody... Inne też zresztą.... Tam się da, to gdzie indziej się nie da? Jak to do cholery jest? Odpowiedz Link Zgłoś
hesia-ala Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 20.03.04, 12:55 Naciecie i gojaca sie blizna po nim na pewno do przyjemnych nie naleza. Ale jednak wydaje mi sie ze nacinanie ma 1 duzy pluc (oczywiscie jesli jest prawidlowo wykonane). Otoa jak kobieta rodzi i przez kanal przeciska sie glowka dziecka to miesnie musza sie bardzo rozciagnac. Jesli wykona sie naciecie to te miesnie rozciagna sie jednak mniej i moze potem szybciej uda sie wrocic do stanu sprzed ciazy? Chodzi mi o dyskomfort jaki daje porozciagana pochwa w czasie stosunku.. Im bardziej sie rozciagnie tym chyba gorzej... Co o tym myslicie? Odpowiedz Link Zgłoś
mama5plus Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 20.03.04, 13:23 hesia-ala napisała: > Naciecie i gojaca sie blizna po nim na pewno do przyjemnych nie naleza. Ale > jednak wydaje mi sie ze nacinanie ma 1 duzy pluc (oczywiscie jesli jest > prawidlowo wykonane). Otoa jak kobieta rodzi i przez kanal przeciska sie glowka > > dziecka to miesnie musza sie bardzo rozciagnac. Jesli wykona sie naciecie to te > > miesnie rozciagna sie jednak mniej i moze potem szybciej uda sie wrocic do > stanu sprzed ciazy? Chodzi mi o dyskomfort jaki daje porozciagana pochwa w > czasie stosunku.. Im bardziej sie rozciagnie tym chyba gorzej... Co o tym > myslicie? Hesiu, to jak sie rozciagnie i jak szybko wroci do normy zalezy od sprawnosci tych miesni(cwiczenia Kogla) i elastycznosci skory(masaze). Jesli skora nie jest dosc elastyczna to przy rozciaganiu raczej peknie niz sie rozciagnie poza granice mozliwosci Osobiscie po 5 porodach nie mam problemu z tymi sprawami. Wrecz przeciwnie. Jesli juz cos sie odzywa to przy zmianie pogody blizna po nacieciu. Nie koniec swiata ale zawsze. A cwiczenia mozna kontynuowac po porodzie. Tez pomagaja wtedy Odpowiedz Link Zgłoś
lemona1 Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 20.03.04, 14:31 Cześć, Rodziłam dwa tygodnie temu w Szpitalu Miejskim w Gdyni i nie miałam nacięcia krocza, zdziwilam się - położne powiedziały, ze nie trzeba ciąc i dam radę urodzić bez nacięcia (psychicznie pogodziłam się wcześniej z ewentualnoscia ciecia). Jeżeli tylko nie ma jakiegoś zagrozenia to polecam wszystkim - w dniu porodu niemal mogłam biegać, siadać, korzystac z toalety bez zadnych problemów. Jest to duży komfort, w czasie porodu nic mi nie pękło (szyjka, krocze) ale zawdzięczam to doświadczeniu i dobrej decyzji położnych. Zazanaczę, ze nie miałam opłaconej połoznej. Pozdrawiam, Życzę lekkich porodów i zdrówka. lemona1 i dwutygodniowy synuś Odpowiedz Link Zgłoś
megi122 Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 25.03.04, 12:48 Jestem Wam wszystkim bardzo wdzięczna za wszystkie opinie zawarte w tym wątku. Zajrzałam tu przypadkowo, bo poród mam dopiero w lipcu, ale to czego tu się dowiedziałam uświadomiło mnie w sprawie porodu chyba bardziej niż ewentualna szkoła rodzenia. Przeczytałam wszystkie listy i wiem, jak natawić się na poród i przedmiotowe traktowanie przez personel. Zamierzam na początku jasno postawić na pozycję pionową, nie zgodzić się na cięcie krocza chyba, że nie będzie innego wyjścia oraz na ciągłe podłączenie do aparatury. Teraz też poważnie rozważam uczestnictwo męża przy porodzie, choć do tej pory byłam zdecydowana na samodzielny poród, choćby właśnie żeby wspierał mnie w moich postanowieniach. Będę rodzić po raz pierwszy raczej na Kasprzaka, choć jedna z mam wypowiedziała się nieprzychylnie co do tego szpitala w tej kwestii, więc pewno będą chcieli ciąć mnie rytynowo. Mój dzidziuś od początku jest malutki i jeżeli tak zostanie do porodu, to mam szansę poradzić sobie siłami natury bez tych tępych nożyc!!! Myślę tylko o tym, czy moja zdecydowana postawa na samym początku porodu nie zaszkodzi mi samej, bo kto wie na kogo trafię i czy nie będą chcieli mi dać nauczki za 'krnąbrność'? Jedno wiem na pewno, świadomość i wiedza jest najważniejsza, więc uczmy się od siebie i nie dajmy się !!! Magda Odpowiedz Link Zgłoś
martaurb Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 26.03.04, 08:34 Wyciagam temat, bo mam nadzieje ze Ewetka powie ze to co napisala to jakis koszmarny zart! PROSZE!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
jola.wie Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 26.03.04, 09:41 że ewetka nie opdpowiada, to ja skomentuję, ze to jakieś średniowiecze, do cholery!!!! (martaub, kojarzysz naszą dyskusję o studentach, tam jest o uprzedmiotowieniu pacjentek, też przeżyłam na własnej skórze, że rodząca nie jest postrzegana jako człowiek w pełni władz umysłowych. Nie słucha się jej, nie informuje, nie konsultuje z nią niczego, a już unieruchomienie jej, żeby nie sprawiała problemów, nie "rzucała się" i nie przeszkadzała /bo jak sądzę po to to zrobiono/ to praktyka rodem z domu wariatów z poprzedniego stulecia!!!!! skandal! Może by tak zgłaszającym sie na izbę od razu zakładac kaftany bezpieczeństwa?! Odpowiedz Link Zgłoś
martaurb Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 26.03.04, 12:50 No ja mam podobne wrazenie, dlatego az wierzyc mi sie nie chce albo bronie sie przed tym faktem rekami i nogami!!!! Jak ja sie ciesze, ze nie bede rodzic w Polsce!!! (Jak do tej pory wszyscy byli bardzo sympatyczni i wszystko mi tlumaczyli albo sie pytali o zgode, mam nadzieje ze porod bedzie podobnie przebiegal - dam znac A to moja reakcja na post ewetki: "Ewa, powiedz ze to zart!!! Na fotel i przypieta pasami???????? Zrobilo mi sie slabo...... I szyjka na zywca - Boze, gdzie my zyjemy?????? Ja bym tych ludzi pozabijala, a conajmniej podala do sadu, chociazby za nieludzkie i niegodne traktowanie!!!! Co Ty zwierze jestes (chyba je nawet w rzezniach sie lepiej traktuje, bo znieczula przed zabiciem) czy zagrozenie dla otoczenia, zeby pasami przypinac??????" Naprawde, po przeczytaniu musialam dlugo i gleboko oddychac! Odpowiedz Link Zgłoś
ald77 Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 26.03.04, 14:26 Witam, Nie jestem jeszcze w ciąży, ale przeraziły mnie wasze wypowiedzi. Znajoma połozna tłumaczyła mi jak to jest z nacięciem krocza i moze przedstawię jej wersję Po pierwsze, nacięcie jest potrzebne tylko w wyjątkowych sytuacjach i połozna jest w stanie to ocenić (wcześniak, zbyt duże dziecko, tkanki krocza nieodporne na rozciąganie) Po drugie, krocze trzeba przygotować, czyli masowac, ćwiczyć mięśnie Kegla. Dobra jest też joga. Po trzecie, pomaga właściwe postępowanie podczas porodu, czyli pozycja wertykalna i spokojne parcie, tak, żeby położna mogła chronić krocze. Po czwarte, natura tak nas stworzyła, ze przy pęknieciu pękamy zawsze w stronę odbytu. Dzięki temu po porodzie mozemy od razu siedzieć, bo siedzimy na guzach kulszowych. Po nacieciu siedzenie jest bolesne, potrzebne sa gumowe koła itp. A poza tym pęknięcia I i II stopnia lepiej się goją od naciecia, a dobra położna rozpozna kiedy jest ryzyko poważniejszego pęknięcia i wtedy natnie. Pozdrawiam i życzę przyjemnych porodów Odpowiedz Link Zgłoś
martaurb Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 26.03.04, 17:50 Ald77, fajna masz znajoma polozna!!! Problem jest w tym, ze my to wszystko, o czym napisalas, juz praktycznie wiemy, tylko ta "druga strona" nie bardzo..... I o te dobre polozne, ktore potrafia poprowadzic porod (spokojne parcie - tego sformulowania wiekszosc nie zna!), godza sie na pozycje inne niz "walnac na fotel/lozko i niech sie meczy jak sama chciala" czy ktore potrafia ocenic czy naciac czy nie bardzo, bardzo trudno! Odpowiedz Link Zgłoś
jola.wie jak uniknąć cięcia... 27.03.04, 10:13 Mam zastrzeżenia co do intensywnych cwiczeń mięśni kegla i te zastrzeżenia przedstawiam w wątku o epi-no (zresztą nie ja te zastrzeżenia wymyśliłam), zapraszam was tam, poczytajcie. Ja mam zamiar ćwiczyć krocze poprzez jego rozciąganie. I nie mam tu na myśli naciągania tej skórki (w kształcie litery "U"), żeby mi nie pękła, tylko trening stopniowo rozciągający m i ę ś n i e przepony miednicy, co pozwala na w miarę szybkie (jednak), stosunkowo niebolesne (to co nas boli w fazie wypierania to rozciągające się mięśnie pochwy) urodzenie dziecka, bez narażania się na uszkodzenia tkanki mięśniowej i trwałe odnerwienie tych mięśni (trwałe, bo czasowe następuje prawie zawsze, wtedy właśnie robi się "bezbolesne" nacięcie krocza), bo własnie trwałe uszkodzenie choćby części unerwienia mięśni przepony miednicy prowadzi do ryzyka wypadania narządów i nietrzymania moczu. Kluczowa dla całej sprawy jest oczywiście pozycja w jakiej wypiera się dziecko i czynniki wpływające na maksymalne rozluźnienie mięśni krocza (np. maksymalne odstresowanie, czyli przyjazna atmosfera, a z czynników fizycznych ciepła woda albo okłady z kawy, albo delikatny masaż olejkiem albo już sama nie wiem co, nie jestem położną). Wytrenowane, to znaczy rozciągnięte mięśnie pod wpływem główki same łatwo się rozciągają bez ingerencji z zewnątrz. Jeżeli o mnie chodzi, to może mi pęknąć śluzówka (czyli ta skórka właśnie), zadna to tragedia, może nawet "zahaczyć" o brzeżek mięśnia, spoko, to są własnie pęknięcia I i II stopnia (jeżeli takie są przewidywalne, to położna nie powinna w ogóle ciąć). Nacięcie krocza "zastępuje" pęknięcia III i IV stopnia, gdzie strzela umięśnienie właśnie, bo nacięcie wykonuje się w poprzek mięśnia, żeby zlikwidować jego opór. Całą historię o rozrywaniu i nacinaniu krocza można porównać do póby rozerwania tkaniny, jest to trudno zrobić ciągnąc ją po prosu w przeciwnych kierunkach, ale jeżeli wykona się nawet małe nacięcie w tkaninie, drze się ją bardzo łatwo. Tak samo zachowują się tkanki krocza, więc jak się je już tnie, to nie tnie się "maciupeńko" tylko zawsze w pewnym standardzie, który rzecz jasna w razie "potrzeby" można przekroczyć. Kiedyś wykonywano nacięcia podłużne (w stronę odbytu własnie) i poprzeczne ( w kierunku pośladka). Teraz wykonuje się wyłącznie te w kierunku pośladka, może zaobserwowano, że te pionowe jednak "darły sie dalej". Upierać przy nienacinaniu można się tylko wtedy kiedy się do tego nienacinania dobrze przygotuje i urodzi w dogodnej pozycji, albo się wie, bo się już rodziło bez, ze można urodzić bez. W przeciwnym wypadku ryzykuje się uszkodzenie mięśni przepony miednicy i wtedy lepiej ciąć. Więc skoro lepiej ciąć, to w Polsce się tnie rutynowo. Zeby było jasne: jestem założycielką tego wątku i jestem przeciwna rutynowemu nacinaniu krocza! Zapraszam do tego wątku, do wątku o epi-no albo na priva. Pozdrawiam jola.wie@gazeta.pl Odpowiedz Link Zgłoś
dominikams Re: jak uniknąć cięcia... 04.04.04, 22:58 Dziewczyny, niektóre historie, które tu opisujecie to horror (gdzie to było z tym przypinaniem pasami?), chciałabym tylko sprostować, że nacinanie krocza nie chroni w żaden sposób szyjki (która może pęknąć przy wychodzeniu z niej - z szyjki, znaczy się - główki dziecka. Przy nacinaniu krocza główka jest już w kanale rodnym. A pęknięcia szyjki mogą się zdarzyć np. przy zbyt wczesnym parciu (kiedy rozwarcie nie jest pełne). Moja kolezanka tak miała, ale nie skarżyła się na ból przy szyciu - przynajmniej nie jakiś dramatyczny... Ja jestem po dwóch porodach, pierwszy na oksytocynie, drugi bez, oba bez nacinania - starałam się bardzo dokładnie wypełniać polecenia położnej (tej samej przy obu porodach) w trakcie rodzenia się główki. Wiem, że stosowała ona tzw. ochronę krocza, przytrzymując skórę i ją naciągając, aby uniknąć pęknięcia A poza tym cały czas mówiła mi co mam robić! A byłam oczywiście przygotowana na cięcie, nawet o tym nie rozmawiałam z położną, ona sama stwierdziła, że uda się bez... Uważam jednak, że są sytuacje, kiedy trzeba je wykonać (ale nie powinno to być rutyną, tak jak to jest w Polsce). Co do pośpiechu przy parciu - nie wiedziałam, że tak ponaglają. Ja przy pierwszym dziecku parłam przez godzinę (trochę się namęczyłam, to fakt, ale główka nie chciała się obrócić, oczywiście później się przekręciła). Jeżeli komuś zależy na błyskawicznym parciu, powinien zdecydować się na cięcie, gdyż skraca ono czas parcia - osobiście uważam, że można wytrzymać te parę minut dłużej. Życzę porodu bez cięcia w takim razie, bo widzę, że nie tylko ja się tego bałam Dominika Odpowiedz Link Zgłoś
jola.wie Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 05.04.04, 09:52 ach, jak mi miło, że zastałam ten wątek na pierwszej stronie!! ) pojawiła się wypowiedź, która jeszcze coś mi nasunęła: kokosia napisała: "ja nie chcialam. Umowilam sie z lekarzem i poloznymi .Ale w ostatniej fazie porodu poczulam ze dziecko sie przyblokowalo, wystraszylam sie , tetno oslablo ( jestem byla plywaczka AZS przy UW) Sama zawolalam, zeby mnie przeciely." Dziewczyny wysportowane (j.w.) np. uprawiające jeździectwo i inne dyscypliny wymagające napinania mięśni (więc teoretycznie na przykład wszystkie które chodzą/chodziły na stepa, siłownię albo tae-bo i inne "boksy") są bardziej niż inne narażone na ryzyko nacięcia krocza! (to nie jest mój wymysł!) Dlaczego? Otóż mają znacznie silniejsze, a zatem bardziej rozbudowane (ale wcale nie bardziej rozciągliwe!) mięśnie przepony miednicy mniejszej, czyli te, które się nacina, bo im jest ich więcej i im są twardsze, tym większy opór stawiają rodzącej się główce dziecka. Zastanówcie się więc co do siebie, czy nie warto byłoby przed porodem się trochę "pomasować". A do ostatniego postu: przyspieszają, nawet może wcześniej niż nam się wydaje. Ale może też z różnych powodów! Czytałam, że "pełne rozwarcie" nie musi wynosić 10 cm, może to byc np. 12 cm (zależy od kobiety), takim znakiem, że rozwarcie jest pełne jest pojawienie się skurczów partych. Otóż ja nie p a m i e t a m czegoś takiego jak odczucie parcia. Po stwierdzeniu 10 cm kazali mi przec. Rozmawiałam o tym z koleżanką i u niej była analogiczna sytuacja. Może to więc jeszcze nie był mój czas na parcie? Wyobraźcie sobie przec z całej siły kiedy wam się wcale nie chce przec. Dobra, z zzo też im się nie chce przec a muszą.... nie czepiam się (choć przynajmniej nie boli). Ale moje urodzenie dziecka wyglądało tak: dwa parcia, lekarz zrobił gigantyczne nacięcie, na trzecim parciu wypchnął dziecko (mi żeber nie połamał, ale dziecku obojczyk owszem), wszystko trwało niecały kwadrans! I dopiero dzisiaj do mnie dociera, kretynki: była godzina 13.45!!!! A tu jeszcze łożysko, a tu jeszcze szycie!!!! A o 14.00 kończy się zmiana!!!!! Ani ze mną się nic nie działo, ani dziecku tętno nie spadało, nie było więc wskazań do takiego postępowania! To było dawno temu, i mam gorącą nadzieję, że dzisiaj już tak nie jest. Nie życzę w każdym razie nikomu trafić z końcową fazą porodu na zmianę zmiany. Tak na wszelki wypadek!) Odpowiedz Link Zgłoś
dominikams Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 05.04.04, 10:07 jola.wie napisała: > > A do ostatniego postu: przyspieszają, nawet może wcześniej niż nam się wydaje. > Ale może też z różnych powodów! Czytałam, że "pełne rozwarcie" nie musi wynosić > > 10 cm, może to byc np. 12 cm (zależy od kobiety), takim znakiem, że rozwarcie > jest pełne jest pojawienie się skurczów partych. Otóż ja nie p a m i e t a > m czegoś takiego jak odczucie parcia. Po stwierdzeniu 10 cm kazali mi przec. > Rozmawiałam o tym z koleżanką i u niej była analogiczna sytuacja. Może to więc > jeszcze nie był mój czas na parcie? Wyobraźcie sobie przec z całej siły kiedy > wam się wcale nie chce przec. Dobra, z zzo też im się nie chce przec a > muszą.... nie czepiam się (choć przynajmniej nie boli). Ale moje urodzenie > dziecka wyglądało tak: dwa parcia, lekarz zrobił gigantyczne nacięcie, na > trzecim parciu wypchnął dziecko (mi żeber nie połamał, ale dziecku obojczyk > owszem), wszystko trwało niecały kwadrans! I dopiero dzisiaj do mnie dociera, > kretynki: była godzina 13.45!!!! A tu jeszcze łożysko, a tu jeszcze szycie!!!! > A o 14.00 kończy się zmiana!!!!! Ani ze mną się nic nie działo, ani dziecku > tętno nie spadało, nie było więc wskazań do takiego postępowania! To było dawno > > temu, i mam gorącą nadzieję, że dzisiaj już tak nie jest. Nie życzę w każdym > razie nikomu trafić z końcową fazą porodu na zmianę zmiany. Tak na wszelki > wypadek!) Tak, tak , rozwarcie powinno być "diagnozowane" na podstawie tego, czy szyjka jest jeszcze wyczuwalna, czy już całkiem "zanikła" - jeśli jeszcze się ją wyczuwa, tzn., że jeszcze nie czas na parcie... A z tym rzucaniem się na brzuch - tragedia, cały czas mówi się o tym, że to powinno być zakazane, a tymczasem... (i tak jak mówisz - przyspieszają bez żadnego powodu - bo dłuższe parcie wcale nie oznacza zagrożenia dla dziecka, ani dla matki, u nas ani przez moment nie było problemów z serduszkiem, a parłam ponad godzinę, dlaczego więc po 15 minutach niektórzy lekarze wariują i skaczą na brzuch?!!!) Nie dać się dziewczyny, nie pozwalajcie na takie praktyki (zawsze takie działania MUSZĄ mieć uzasadnienie!!!) Dominika Odpowiedz Link Zgłoś
kocur_1 Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 15.04.04, 10:58 jola.wie napisała: > Czytałam, że "pełne rozwarcie" nie musi wynosić > > 10 cm, może to byc np. 12 cm (zależy od kobiety), takim znakiem, że rozwarcie > jest pełne jest pojawienie się skurczów partych. Otóż ja nie p a m i e t a > m czegoś takiego jak odczucie parcia. Po stwierdzeniu 10 cm kazali mi przec. > Rozmawiałam o tym z koleżanką i u niej była analogiczna sytuacja. Może to więc > jeszcze nie był mój czas na parcie? Wyobraźcie sobie przec z całej siły kiedy > wam się wcale nie chce przec. Dobra, z zzo też im się nie chce przec a > muszą.... nie czepiam się (choć przynajmniej nie boli). Ale moje urodzenie > dziecka wyglądało tak: dwa parcia, lekarz zrobił gigantyczne nacięcie, na > trzecim parciu wypchnął dziecko (mi żeber nie połamał, ale dziecku obojczyk > owszem), wszystko trwało niecały kwadrans! I dopiero dzisiaj do mnie dociera, > kretynki: była godzina 13.45!!!! A tu jeszcze łożysko, a tu jeszcze szycie!!!! > A o 14.00 kończy się zmiana!!!!! Ani ze mną się nic nie działo, ani dziecku > tętno nie spadało, nie było więc wskazań do takiego postępowania! U mnie podobna sytuacja: stwierdzono rozwarcie na 10 cm i kazano mi przeć - chęci parcia ani skurczów partych nie miałam wcale. Nie wiem zatem nawet jakie to odczucie - może tym razem się dowiem??? Oczywiście lakarz uwalił mi się na brzuch i w ciągu 10 minut Młody ujrzał świat. Skutki: złamany obojczyk Mikołaja i duże nacięcie, które szyto mi na żywca (bo zastrzyk znieczulający nie zadziałał)i które paskudnie mnie bolało 2 tygodnie. Wsakazań do takiego rodzenia nie było, tętno dziecka o.k., kondycja moja też b. dobra, nie zdążyłam się zmęczyć tym porodem, miałam jeszcze mnóstwo sil na parcie....... Ale zmiana się kończyła, była 6.20 rano, a o 7 lekarz kończył dyżur..........a tu jeszcze łożysko, jeszcze zszyć............. Zrobię WSZYSTKO by teraz było inaczej. Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 15.04.04, 11:13 Mi sie z kolei chcialo przec juz przy 8 cm kucalam poloznym, one mnie podnosily proszac bym nie parla bo jeszcze czuc szyjke. Ale jolu uswiadomilas mi ze ja nigdy nie rodzilam tuz przed koncem dyzuru..... Odpowiedz Link Zgłoś
elve Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 15.04.04, 18:19 to woła o pomstę do nieba. ja jeszcze nie rodziłam (czeka mnie to we wrześniu), ale nie wyobrażam sobie, żeby mi ktoś kazał przeć, mimo, że ja tego nie chcę i nie czuję, a o waleniu się na brzuch już nie wspomnę. no po prostu nie dam sobie tego zrobić - mam nadzieję, że razem z mężem wymożemy ludzkie traktowanie. nie można przymykać na to oczu, bo to urąga całej mojej (oczywiście nie tylko mojej, wszak wzięłam ją z książek) wiedzy na temat dobrego, ludzkiego porodu. Odpowiedz Link Zgłoś
ankankanka Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 10.05.04, 12:28 Ja dopiero w pażdzierniku. Przeczytałam całą dyskusję. Daje do myslenia. Chcę jeszcze obejrzec filmy. Powiem tak: bardziej boje się kontaktu ze szpitalem niż samego bólu. A to co przeczytałam jeszcze umocniło mnie w obawach. Zamierzam być najbardziej wścibską i dociekliwą pacjentką jaką mieli! Leżałam niedawno na ginekologii na Starynkiewicza i choć nie był to poród tylko poronienie zagrażające, miałam namiastkę tego, że wystarczy założyć piżamę i już zmieniają się relacje. Nagle przestajesz być dorosłym, odpowiedzialnym za siebie i innych człowiekiem, którego granice są jasne i oczywiste. Stajesz się kimś, może dzieckiem, kto ma bezgranicznie zaufać ludziom, których nie zna , zabiegom, których nie rozumie, powierzyć im najwazniejsze dla siebie sprawy. Nowoczesność w zakresie stosunku do pacjenta na tym oddziale skończyła się na pierwszym (dla mnie nie najważniejszym) punkcie - nie brakowało mianowicie ciepła i uśmiechu, głównie ze strony pielęgniarek. Natomiast lekarze nie odpowiadali na pytania!!! Zbywali uroczym "niech pani tak nie myśli", gdy pytałam o zagrożenie. Nie mogłam się dowiedzieć, dlaczego wdrożyli takie a nie inne leczenie, dlaczego je podtrzymują mimo braku efektu, czy są inne alternatywy, jakie mogą być przyczyny moich problemów. Kontakt z lekarzem prowadzącym to tylko 2-3 minuty w czasie obchodu. Potem nie było juz komu zadać pytania, bo fizycznie znikali. Gdy sie połapałam jak to działa zapisywałam pytania, żeby zdążyć je zadać. Na żadne nie dostałam odpowiedzi na miarę rozmowy dorosłych ludzi. Zawsze w biegu, w drzwiach, i rady od czapy "niech się pani zrelaksuje". Przecież do cholery właśnie usiłuje sobie poradzić z emocjami poznawczo Nie zamontowano mi innego pstryczka - "wyłącz uczucia" To mój sposób. I bardzo dobry, wiedzieć co się czuje w z związku z czym i czuć, przeżywać. Jak smutno - płakać, jak wesoło - śmiać się, a jak niepewność i lęk - PYTAĆ. Czułam się jak w matrixie (któraś z was już użyła tego porównania), jakbym ja jedna nie była podłączona. Może lekarze mają zamontowane takie przełączniki czuć - nie czuć? Ja sie nie nadaje do kontaktu z nimi w każdym razie. Szukam koleżanek na szkołę rodzenia na sierpień/wrzesień, któraś z rekomendowanych przez Zofię, bo tam chce rodzić, skoro muszę w szpitalu. Potrzebuję wsparcia w zadawaniu pytań nawet głupich. Odpowiedz Link Zgłoś
jola.wie ankankanka 11.05.04, 11:04 Aniu, bardzo trafna wypowiedź, w dodatku twoje doświadczenie pokrywa się z moim, będąc w szpitalu byłam wstrząśnięta brakiem komunikacji, lekarze nie odpowiadali na pytania. To nie jest tylko kwestia zaspakajania twoich potrzeb emocjonalnych, bo jesteś stroskana i potrzebujesz wsparcia i oczekujesz go od otaczających cię w szpitalu (ja też w okolicznościach porodu zagrażającego, nadmiernych skurczy i koszmarnego stresu słyszałam: „porosze się zrelaksować i leżec na lewym boku”, tylko jak się zrelaksujesz, kiedy nikt z tobą nie rozmawia, i jak poleżysz na lewym boku na żelaznym łóżku z cieniutkim materacem, gdzie żelazne pręty powodują cierpnięcie całego ciała, nie da się na nim w ogóle leżeć, a co dopiero gnieść się na lewym boku! Powiedziałam ordynatorowi, że leżenie na tym łózku w ogóle jest trudne, co skwitował :”może i trudne, ale w pani przypadku konieczne”, co za bezczelność!). To jest kwestia przestrzegania praw pacjenta, m.in. prawa do informacji. Pomijanie cię w procesie decydowania o terapii i informowania o niej jest nie tylko karygodne ale i karalne. Cytuję fragment mojego listu na temat przestrzegania praw pacjenta: ”Personel „wyższy” miał tendencję do traktowania pacjenta jako egzemplarza demonstracyjnego, bez wnikania w jego faktyczne samopoczucie. Mimo zgłaszanych przeze mnie rzeczy istotnych (jak np. uczulenia na leki (dorobiłam się w końcu wysypki) i innych uwag), nie było to w ogóle brane pod uwagę, dopiero przekazane przez pielęgniarki nabierało „mocy”. To właśnie dzięki personelowi średniemu ten oddział jest taki popularny, lekarze mogliby się od położnych uczyć! Podczas pobierania wymazu położna spytała mnie, czy będzie mi przeszkadzać uczennica myjąca narzędzia, czy ma wyjść, dla kontrastu: ordynator nie skomentował przeprowadzonego na mnie badania, a kiedy wróciłam się z korytarza i domagałam się wyjaśnień i informacji (czym zszokowałam zastraszone położne), był wyraźnie poirytowany „czego ta baba jeszcze chce”. Pewnie, że są szpitale, w których jest inaczej, ja jednak będę, hm, „musiała” tam właśnie urodzić.” Jeszcze z przeszłości z autopsji potwierdzę, że pacjentka rodząca tez nie jest traktowana jak człowiek, a jak ktoś ubezwłasnowolniony, dlatego warto mieć ze sobą osobę towarzyszącą, która robi za „człowieka”. Może czyni to rzeczywiście koszula nocna? Ja w każdym razie mam fobię na szpitalne traktowanie, a w czasie ostatniego pobytu „porodowego” przekonałam się jak działa cywilizowane ubranie: miałam dres i drewniaki, żadne koszule nocne, szlafroczki i papućki i spotkałam się rzeczywiście z innym traktowaniem! Oddziałowa nie mogła tego przeżyć, zwłaszcza stukotu drewniaków po szpitalnym korytarzu, ale do cholery, gdzie jest „przepis na ubiór” do którego pacjent się zobowiązuje?! Miałam z nią poważne starcie, zażądała abym występowała w koszuli nocnej i szlafroku, i zdjęła te drewniaki, wyśmiałam ją! Teraz też mam przygotowany odpowiedni ubiór na czas pobytu i nie dam sobie w tej kwestii niczego narzucić. Napisałaś: „Ja sie nie nadaje do kontaktu z nimi w każdym razie” – ja też nie. Wygląda na to że trzeba to będzie po prostu jakoś przeżyć. Trauma porodowa dla mnie to trauma pobytu w szpitalu. Wiele relacji jednak świadczy o tym, że dużo się zmieniło w naszych szpitalach i życzę ci żebyś trafiła własnie do takiego szpitala, w którym panuje "nowy porządek". W razie czego szykuj się na walkę ) pozdrawiam serdecznie jola Odpowiedz Link Zgłoś
ankankanka Re: ankankanka 11.05.04, 11:21 Cześć Jola! Dzięki za słowa poparcia. No i za tę słuszną radę odnośnie stroju. To śmieszne, ale myślę, że psychologia społeczna przyznaje nam racje, że to ma znaczenie. Ja przygotuje adidasy i dresik. Ale i tak w końcu trzeba wystawić tyłek Pozdrawiam. PS. Jola na kiedy ty masz termin? Odpowiedz Link Zgłoś
jola.wie Re: ankankanka 12.05.04, 14:57 To ja będę wybierać, komu będę wystawiac MÓJ tyłek )) termin mam na przełom maja/czerwca, tak naprawdę nikt nie wie, bo OM mam wyimaginowaną, a usg różnie wychodzi. W każdym razie jestem już w fazie czekania na finał..... pozdrówka ) Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Uniknelam ;)))))) 11.05.04, 11:15 Hysia mialam na tym punkcie porzadnego, ale udalo sie. Pomimo tego ze porod byl wspomagany oksytocyna (na szczescie malutko i tak naprawde nie odczulam wielkiego bolu byl w koncu czesciowo wywolywany) udalo sie i uwazam ze mistrzostwo swiata nalezy sie poloznej- parlam zupelnie znienacka po przebiciu pecherza przy rozwarciu 7 cm. Dizecko urodzilam na tych parciach od ktorych nie udalo mi sie powstrzymac ))) Odpowiedz Link Zgłoś
jola.wie gosia!!!!! 12.05.04, 14:54 nareszcie, super, gratuluję!!!!! Oczywiście nie musze dodawać, że zazdroszczę jak cholera!!!!!!!!!!!!!!!! U mnie cykor coraz większy, im bliżej terminu.... No i coś więcej o tym dziecku też mogłabyś dorzucić ))), choć pewnie jesteś zajęta strasznie... Odpowiedz Link Zgłoś
jola.wie nowinki 13.05.04, 13:54 zresztą, ja wiem, czy to takie nowinki? Toz to logiczne jak cholera! Chodzi po prostu o to, że znalazłam u fachowca potwierdzenie, że odesetek nacięć krocza przy kolejnych porodach rzeczywiście spada u tych rodzących, u których w poprzednich porodach NIE WYKONYWANO nacięcia krocza (albo najwyżej jedno), bo każde kolejne ZMNIEJSZA zdolność rozciągania się zwieraczy..... Pamiętajcie ze dbając o to od pierwszego porodu, pracujecie poniekąd na kolejne porody..... (oczywiście, asekuracyjnie dorzucę, że kiedy trzeba ciąć, to trzeba, etc., etc., etc.... żeby się nikt czepiał, bo dowiedziałam się dzisiaj, że fachowcy na nasze forum zaglądają, a jakże!, tylko /z sobie tylko wiadomych względów/ nie udzielają się tu. A szkoda) Odpowiedz Link Zgłoś
ciociacesia Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 14.07.04, 00:16 własnie skonczyłam czytac w trakcie raz sie popłakałam ze strachu, chociaz jeszcze w ciąży nie jestem a potem popłakałam sie jeszcze dwa razy, tym razem na widok mamusi i dziecka (obejrzalam filmiki z porodow), a muj brat powiedzial, ze ja to chyba tak zeby go do antykoncepcji zachecic (bo obejrzal sobie razem ze mną). sie boje jak to ze mną bedzie strasznie, bo ja za nic asertywnosci nie mam, bardzo ukladna jestem i nic zalatwic nie umiem, pozostaje mi tylko uswiadamiac meża i liczyc na to ze bedzie mi wsparciem, (a niechby sprobowal nie byc) pozdr steffi ps. gratuluje gosiu. sie rozklejam na wiesc o porodach i rozplywam sie w szczesciu ( pewnie dlatego ze mnie osobisce nie dotyczy jeszcze nocne wstawanie ) Odpowiedz Link Zgłoś
franula Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 07.09.04, 10:22 podciagam DZiewczyny urodziłyście? i co udało się uniknąć cięcia? Pozdrawiam Franula Odpowiedz Link Zgłoś
aleksandrynka Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 07.09.04, 11:18 witam dlaczego nie przeczytałam tego wcześniej? (bo nie było tego wątku) Rodziłam w grudniu 2003, o porodach wiedziałam baaaaardzo dużo, również o tym, że cięcie nie jest potrzebne. Była nastawiona na to, że się nie zgodzę, uważałam (i nadal uważam), że nie jest mi to potrzebne. A jak przyszło do parcia to nagle - cykcykcyk! Położna już mnie goli, w szczycie skurczu nacina (nic nie bolało) i tyle było mojego protestowania. Ktoś mnie o coś pytał? Bzdura! Przecież moje zdanie się nie liczy, jakaś gówniara nie będzie mówić jak ma rodzić, nie? Zrobiono to po prostu poza mną, a jednak na mnie. Jakie to znamienne! Polska normalka: przychodzi człowiek, ale leczymy kawał mięcha... Efekt: leżenie przez 10 dni, zero aktywności, do łazienki zgięta w pół jak babinka stuletnia chodziłam, kaszlnąć nie można bo ból, jakby mnie rozrywało, ech... Odchorowałam to strasznie. Byłam przygotowana na poród, świetnie wszystko znosiłam, mimo że krótko - 3 h od pierwszego skurczu, to jednak bardzo intensywnie (na oksytocynie - czy to prawda, że bardziej boli? Jak tak, to bez wspomagaczy mogę rodzić codziennie!!!). Ale połóg? Mi się kojarzy jedynie z wielkim bólem krocza, wyłam, wyklinałam, do tego hemoroidy... Jak już wspomniałam, wstałam z łóżka po 10 dniach - gdyby nie urlop męża, to nie wiem, jak bym funkcjonowała. A krocze bolało jeszcze ze 2 miesiące, przy stosunku ze cztery... Jestem zdecydowana - następne dziecko rodzę w domu. Trudno. Pewnie więcej zapłacę za położną, ale warto. Nikt mi nie powie, czy mam siedzieć, leżeć, nikt nic nie przyspieszy z powodu zmiany na dyżurze, tylko ja, mąż, dzidzia i dyskretna opieka zaufanej położnej. To sie musi udać. A jak nie będzie można - pojadę na porodówkę z całą listą uwag i zastrzeżeń, włączę do moich akt i niech ktoś podskoczy... Szkoda tylko, że tak trzeba nerwy mobilizować, zamiast luzować i cieszyć sie niepowtarzalnym wydarzeniem... Ale to wszystko dlaekosiężne plany, teraz pomieszkamy sobie troszkę w trójkę, potem się zobaczy. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
kasia64 Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 07.09.04, 11:41 Ciekawy wątek.1-szy poród z nacięciem krocza- oczywiście bez pytania- 5 szwów i 2-miesięczna gehenna.Nie pamiętam już nawet tych bóli - ale ból krocza zapamiętam do końca życia( oczywiście gojenie, a nie samo nacięcie).Przy drugim byłam mądrzejsza.jak tylko weszłam na porodówkę poinformowałam, obie położne-że nie życzę sobie nacinania.tak na wstępie nie póżniej bo tak na dobrą sprawę to w momencie gdy się je nacina rodząca ma inne problemy na głowie. Gdy doszło do porodu asystująca lekarka spytała położną-czemu nie nacina- i to położna odpowiedziała jej,że Pani sobie nie życzy.Dziecko nie było duże- wiedziałam o tym dlatego tak się upierałam przy swoim. po porodzie założono mi jeden szew- w kierunku odbytu- nie bokało,ani szycie,ani gojenie- gdyby nie informacja o tym szwie chyba sama bym się nie domyśliła.Karmiłam przez cały pobyt w szpitalu na siedząco z nogą na nogę.Po 5 dniach wszystkie niedogodności związane z porodem należały do przeszłości.za 7 tyg.rodzę po raz trzeci - dzieciątko nieduże- nie dam się naciąc!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
nejmlez Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 07.09.04, 15:01 o cholera... ja pier........ jak tylko poczuje pierwsze skurcze to uciekam do lasu (na szczescie mam blisko) i zaszywam tak zeby mnie nikt nie znalazl... Odpowiedz Link Zgłoś
joannak4 Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 07.09.04, 18:51 Hej Nejmlez Ja Ci powiem, ze jak to wszystko czytam na tych róznych watkach to też bym do lasu... Tylko mam psiakrew daleko ))Wybrałam opcje awaryjną-zbieram kase na prywatną klinike i nie ma przeproś. A żeby było smieszniej to z wykształcenia jestem lekarzem ... i jak pomyśle o tym nacieciu to mi sie nóż w kieszeni otwiera (ale nie żeby sobie krocze chlastać )) nejmlez napisała: > o cholera... > ja pier........ > jak tylko poczuje pierwsze skurcze to uciekam do lasu (na szczescie mam blisko) > i zaszywam tak zeby mnie nikt nie znalazl... Odpowiedz Link Zgłoś
joannak4 Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 07.09.04, 18:45 Hej, Spójrzcie na to-to artykuł z Medycyny Praktycznej (Ginekologia i Połoznictwo). Polecam. www.mp.pl/streszczenia/show.php?aid=1001 jola.wie napisała: > Drogie przyszłe mamy! (i obecne mamy) > W bardzo wielu wątkach, niezależnie od tematu, przewija się problem obawy > przed porodem z różnych względów (najczęściej, hm, egoistycznych: czy będzie > bolało, czy ja to wytrzymam, czy będę nacinana, jak szybko dojdę do siebie, > itp, MAMY PRAWO!), no i czasem przewija się wątek nacięcia krocza. Właściwie > mam wrażenie, że traktujemy to jak zło konieczne ("to się robi > rutynowo", "nikt się nie pyta"), a tymczasem jest to chirurgiczny zabieg, na > który powinnyśmy wyrazić zgodę. Tylko że jak o zgodę pyta się z nożycami w > ręku w momencie wychodzenia główki, to jest już trochę za późno... > Problem nacięcia publikacje generalnie bagatelizują, mówiąc "w razie > konieczności wykonuje się...", "czasami wykonuje się.." tymczasem z różnych > relacji wynika, że to nie tak do końca "z konieczności" a raczej z wygody (i > to nie naszej) i wcale nie tak "czasami" tylko prawie zawsze. No bo > incydentalnie się słyszy o NIEnacinaniu i to przy okazji > stosowania "nowoczesnego" położnictwa najczęściej. Czyli co? Nowoczesne jest > dla większości niedostępne, czy jak?! > Naprostujcie mi myślenie, bo nie wiem, czy mam przywiązywać do tego aż tak > straszną wagę, czy traktować problem jako zło konieczne. Wiem co to nacięcie, > wiem, co to ropień na ciasnym szwie, wiem, co to "rodzenie pod górkę" (wbrew > sile grawitacji) i wiem, że poniekąd z tego się moje nacięcie wzięło. Nie > chcę powtórki!!!! > Proszę o wypowiedzi również praktykujące położne, żebyśmy wiedziały jak na to > patrzy "druga strona barykady", i co jest w naszych szpitalach realnie > możliwe. > czekam z niecierpliwością na Wasz odzew > jola Odpowiedz Link Zgłoś
jola.wie joannak4 10.09.04, 11:20 Nie pamiętam czy tu, czy na wątku o epi-no (chyba jednak tam, zaraz poszukam linka do tego i zamieszczę) podawałam skrótowo wyniki badań prowadzonych w niemczech i austrii, i wynika z nich jasno, że przygotowanie krocza do porodu poprzez masaż i rozciąganie, a także pozycja w trakcie porodu/parcia MA znaczenie dla urazów krocza. Artykuły sa w języku niemieckim, jak ktoś ciekawy może zjrzeć na stronę firmową epi-no. Ja przestałam się póki co w nacięciach specjalizować: dziecko urodziło się przez cesarskie cięcie, więc nie miałam możliwości przeprowadzenia planowanych akcji protestacyjnych )) Wszystkim "walczącym" życzę wytrwałości i konsekwencji i bardzo sie cieszę, że ten mój wątek co jakiś czas powraca... Z lekarzami różnie bywa, ale położnych "nowoczesnych" jest coraz więcej. Odpowiedz Link Zgłoś
fezworra wypowiedz sie na http://www.rodzicpoludzku.pl/dysk 08.09.04, 14:50 dziewczyny, "Nacięcie krocza- ochrona czy okaleczenie" jest dyskusja miesiąca na podanej przeze mnie stronie. Mozemy sie wypowiedziec - moze to mały kroczek do przodu? Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
jola.wie Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 10.09.04, 11:24 wątek o epi-no: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=11437921&v=2&s=0 Odpowiedz Link Zgłoś
kmiszka Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 15.09.04, 08:23 staję do raportu. Nie miałam opłaconej dodatkowej opieki położnej. Rodziłam dobrze, poród postepował dość szybko, mimo strasznie bolesnych skurczy (wspomaganie oksytocyną) czułam się na siłach żeby rodzić bez ciachania. Przy rozwarciu 6 cm zapytałam połóżną czy mogłaby tak pokierować parciem, żeby nożyce nie były potrzebne. Odpowiedź oczywiście była twierdząca, pani się chyba nawet ucieszyła, że taka świadoma rodząca jej się trafiła, uprzedziła lojalnie że parcie bez ciachania = większy i dłuższy wysiłek, i że może się krocze i tak samo trochę rozerwać. Jak przyszły bóle parte zaczęło spadać małej tętno. Zbiegła się ekipa coby można zrobić szybkie cc. Leżałam pod ktg, a oni patrzyli i czekali co dalej. Położna powiedziała że w tej sytuacji nie ma możliwości ominięcia ciachnięcia, bo trzeba się spieszyć. Trudno. Chciałam tylko nie załapać sie na operację - to by była porażka - trzy godziny zwijania się pod oksytocyną, i potem jeszcze cięcie - 2 w 1. W każdym razie w czasie parcia dostałam znieczulenie miejscowe, położna zachwyciła się że taka jestem rozciagnięta i takie warunki do rodzenia bez nacinania, po czym z małym żalem mnie nacięła ale naprawdę niewiele, przy drugim skurczu musiała 'dociąć', przy trzecim córcia była już ze mną. Nacinanie rzeczywiście nie jest straszne, ale pod warunkiem że jest potrzebne - tak jak było u mnie. Chociaż żal i tak miałam - tyle tygodni ćwiczeń i masaży... Ale ponoć z porodami tak już jest - nic się nie da przewidzieć. Co do gojenia to też nie narzekam - karmiłam siedząc noga na nogę, nawet trochę za bardzo tą bliznę forsowałam, bo ja z tych co to nie lubią się pieścić z bolączkami... Szybko się zagoiło. Jak kiedyś jeszcze będę miała rodzić to też postaram się porozciągać (obeszło się bez kosztownego epi-no)i w odpowiednim momencie poprosze położną o pomoc. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
naaz Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 15.09.04, 15:07 Faktycznie szkoda, że mimo przygotowań i takiego cudu, jak "ugodowa" położna nie udało się tego cięcia uniknąć. Ale mimo wszystko takie sytuacje podnoszą na duchu - dzięki, bo przechodzę właśnie fazę schizy na punkcie nacinania Rozumiem, że masaże - z użycem tych różnych olejków opisanych tutaj + ćwiczenia Kegla dały taki świetny wynik - czuję się zmotywowana do tych wszystkich zabiegów. Śliczna córka, gratulacje! Odpowiedz Link Zgłoś
nejmlez Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 14.10.04, 21:58 podziele sie z wami tekstem ktory ostanio uslyszalam (autorem jest facet, nieglupi, wyksztalcony, ktorego zona niedawno urodzila): "konstrukcja kobiet się zmieniła i dzisiaj graniczy z niemożliwością odebranie porodu bez cięcia" i co? slabo? rece opadaja... Odpowiedz Link Zgłoś
katarzyna-83 Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 14.10.04, 23:49 Wydaje mi się że wszystko zależy od położnej. Mnie osobiście nie pytała przed porodem o zdanie na temat nacinania. Sama zapytałam. Czy to konieczne. Zupełnie szczerze (tak mi sie wydaje) odpowiedziała, że to zależy od ustawienia dziecka, od wielkości główki i innych takich tam... Niestety okazało się że moja kruszynka, a raczej kruszyna ważyła prawie 4kg. Głowę miała bardzo dużą. Ja nie byłam aż tak elastyczna. Za mocno i za szybko parłam (nie dlatego że chciałam im zrobić na złość ale dlatego że przy bólach krzyżowych kompletnie nie kontrolowałam swojego ciała). To wszystko złożyło się na szybką decyzję o nacięciu za co... jestem im BARDZO wdzięczna. Malutko "wyskoczyła" w mgnieniu oka, z niewielkim guzkiem na główce, który zdążyłam jej wcześniej swoim gwałtownym parciem nabić A nie chciałam! Teraz trzy miesiące po porodzie nie odczuwam żadnego dyskomfortu jeśli chodzi o bliznę. Jedyne co jest dla mnie niesamowicie zaskakujące to to żę kochając z mężem czuje się jak dziewica! A nawet bardziej niż dziewica o ile to możliwe Dziwna sprawa... Dziwne uczucie... Ps.Dodatkowo kochane dziewczyny które jesteście jeszcze przed porodem chciałam Wam napisać żebyście się nie bały czegoś takiego jak "masaż szyjki", który czasami położne wykonują w trakcie porodu. Dziewczyny które już rodziły mówią że to boli. Nie kłamią. Ale z mojego doświadczenia wiem że dobrze wykonany taki masaż niesamowicie przyspiesza akcję. Ja już po 15min od wykonania go rodziłam Pozdrawiam Kaśka Odpowiedz Link Zgłoś
angieblue26 Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 15.10.04, 00:10 Nie jestem jeszcze w ciazy , ale wiem, ze NIE CHCE !!! Moja mama zeszlego lata przyznala mi sie, ze przez lata wstydzila sie taty. Rozeszly jej sie szwy, miala otwor(!) az do.. Chyba nie musze dodawac. Plakalam razem z nia i nawet teraz leca mi lzy, jak to pisze... Kiedy wreszcie w Polsce kobiete przestanie traktowac sie jak bydlo ????? Chyba nigdy. Dlatego mieszkam we Francji i nigdy, PRZENIGDY, nie wroce ! Odpowiedz Link Zgłoś