Witam serdecznie.
Czytam sobie różne wątki, masochistycznie katując się oczywiście największą
ilością tych o szpitalnych traumach, złych lekarzach i opryskliwych położnych.
W kwietniu zostanę mamą po raz pierwszy i staram się czerpać jak najwięcej
informacji na temat przebiegu porodu, procedur szpitalnych, etc. Czytając
wszystkie te wątki o dramatycznym wydźwięku, o tym jak to akcja Rodzić po
ludzku niewiele dała i tak dalej - zastanawiam się dlaczego tak mało dziewczyn
nie walczy o swoje. Chyba, że piszą tu tylko te, które chcą się wyżalić po
tym, jak zawalczyć nie potrafiły.
Nie oceniam - zastanawiam się tylko jak to jest, że kobiety to teraz takie
waleczne są, ale jak pojawi się personel z gatunku tych wrednych, to nie
potrafią odszczekać. Rozumiem argumenty tych, które w bólach były jak małe
dzieci - nie miały siły, nie chciało im się, nie słuchały, skupiały się tylko
na dziecku. Ale czy naprawdę nie ma wśród Was takich, które po prostu szlag
trafił, kiedy piguła zwróciła się do którejś na Ty? Takiej, która nie
pozwoliła na zaglądanie sobie w krocze lekarzowi i 15 studentom?
Cholera, to przecież nasze podstawowe prawo - do szacunku. I jak o każde inne
prawo, o to też można czasem zawalczyć, jeśli nie jest respektowane. Czy nie
można? Naiwna jestem?
Proszę, dajcie mi nadzieję