Dodaj do ulubionych

nacięcie krocza

07.11.04, 11:04
Witam wszystkich!!!! Tzn. Mamy i ich Dzidzie!
Wracam tu jeszcze raz, gdyz przez ostatnie dni intensywnie poszukiwalem info
dotyczacych tzw. episiotomii czyli nacinania krocza.
W naszych szpitalach zabieg stosuje sie u 98% rodzacych. Wg WHO naciecie
statystycznie na swiecie wykonuje sie u 60% kobiet i zdaniem specjalistow,
ktorzy sie dla WHO wypowiadali odsetek ten jest duzo za duzy. Stad wg WHO
kazda kobieta w trosce o swoje zdrowie nie powinna sie zgadzac na rutynowe!!!
nacinanie.
Rutynowe nacinanie ma niby zapobiec naturalnym peknieciom tyle tylko, ze
naturalne pekniecia goja sie szybciej, dotycza przerwania lacznosci skory i co
najwazniejsze nie dotykaja warstw miesni (najczesciej sa okreslane jako
pekniecia 1 lub 2 stopnia).
A chirurgiczne naciecie krocza jest rownowazne peknieciom glebokim czyli 3 i 4
stopnia (co ponoc b. rzadko sie zdarza kobietom rodzacym w spionizowanych
pozycjach).
Czyli wynika stad, ze chroniac przed peknieciami funduje sie rodzacym wlasnie
ciecia, ktore maja postac najciezszych pekniec!!!!! czyli super!!!
To tak jakby w trosce o to zeby sie nam zeby nie psuly, zwyczajnie dentysci je
wyrywali!!!!!

Teraz przytocze zrodla, o ktore sie oparlem piszac powyzsze info:

1)polecam tekst: Obstetric Myths Versus Research Realities ze strony:
www.efn.org/~djz/birth/obmyth/epis.html
gdzie Donna Dolezar Zelzer pisze, iz mit o profilaktyce wynika z nie popartego
zadnymi badaniami starego artykuly z 1920 roku!!!
Co wiecej: cytat:

The major argument for episiotomy is that it "protects the perineum from
injury," a protection accomplished by slicing through perineal skin,
connective tissue, and muscle. Obstetricians presume spontaneous tears do
worse damage, but now that researchers have gotten around to looking, every
study has found that deep tears are almost exclusively extensions of
episiotomies. This makes sense, because as anyone who has tried to tear cloth
knows, intact material is extremely resistant until you snip it. Then it rips
easily.
Co w wolnym tlumaczeniu:
Waznym argumentem za stosowaniem naciecia jest "ochrona krocza przed
zranieniem", ochrona realizowana przez: krojenie skóry krocza, zwiazanych z
nim tkanek i miesni. Poloznicy przyjmuja (czyli nie maja dowodow,
przypuszczaja), iz naturalne pekniecia moga powodowac gorsze skutki, lecz
sprawa dopiero w tej chwili jest badana przez naukowcow, i wszystkie badania
wskazuja, iz najwieksze pekniecia sa skutkiem naciecia. Co ma sens, gdyz kazdy
kto probowal rozedzrec material, wie, iz po nacieciu szmata latwo peka.
Autorka opisuje takze zagrozenia wynikajace z rutynowego stsowania tego
zabiegu oraz prawdopodobne przyczyny tej rutyny.

2) ksiazka J. Balaskas: Porod aktywny, autorka cytuje m. in. swiatowej slawy
brytyjskich ginekologow m. in. prof. J. M. House z National Childbirth Trust ,
ktorego badania wskazuja, ze nietrzymanie moczu oraz ryzyko wypadania narzadow
wewnetrznych ma zwiazek z niepotrzebnym kaleczeniem kobiet podczas porodu!!!!

3) strona: Wolfson Institute of Health Service Centre for Midwifery Practice
(www.wolfson.tvu.ac.uk/cmp/onetoonesummary.html), gdzie autorzy w rozdzialiku
Clinical Outcomers pisza, iz zmniejszenie nacinania rodzacych nie zwiekszylo
liczby naturalnych pekniec!!!!
Co jest jednym z argumentow naszych poloznych - nacinamy zebyscie nie
pekaly!!! A tu widac,z e to falsz!

Na razie to tyle, pozdrawiam i zycze wszystkim przyszlym mamom by trafily na
polozna, ktora nie wierzy w mity!
linuss
Obserwuj wątek
    • linuss1 Re: nacięcie krocza 07.11.04, 11:35
      No i zapomnialem o jeszcze jednym fajnym tekscie:
      Benefits and risks of episiotomy:
      A review of the English-language literature since 1980 ze strony:
      falcao.best.vwh.net/format/woolley.html

      Otoz zgodnie z tym, co pisze autorka:
      Dlaczego lekarze uwazaja, ze naciecie krocza jest lepsze od naturalnych pekniec???
      otoz wcale nie sa tu wskazywane np. wzgledy zdrowotne ale fakt, iz
      lekarzom jest latwiej "zalatac" naciecie niz naturalen pekniecie!!!
      Gdyz rane gladka latwiej naprawic niz uszkodzenie o nierownych brzegach!
      Tyle tylko, ze uszkodzenie o nierownych brzegach szybciej sie goi i rzadziej
      wywoluje powiklania.
      No ale bolu po takm fajnym zabiegu pan doktor nie czuje, wiec jemu wsio ryba!
      On rutynowo nie musi nosic drutu kolczastego miedzy nogami - jak to opisala
      jedna z dziewczyn, ktorej taka prewencje zastosowano!
      Autorka tekstu ze strony falcao.best.vwh.net/format/woolley.html
      przytacza tez dane o powiklaniach po nacieciu m.in.
      wiekszym ryzyku krwotokow u kobiet nacinanych
      oraz znacznie wiekszym odsetku kobiet z peknieciami 3 i 4 stopnia po tym
      profilaktycznym!!! zabiegu.
      Pisze tez, iz bez nacinania takie pekniecia zdarzaja sie u 0 - 6,4 % kobiet.
      Podczas gdy po nacieciu takie zranienia mialo: i tu w zaleznosci od badan na
      ktore sie powolala:
      od 0 - 9%
      0,2 - 13,5 % a nawet do 29%! Czyli w kazdym przypadku znacznie wiecej kobiet niz
      bez naciecia!
      Wynika z tego, ze znacznie lepiej jest peknac naturalnie niz dac sie kroic!
      Bo po pierwsze jesli pekniecia glebokie zdarzaja sie tak rzadko, to jest wielkie
      prodopodobienstwo ponad 90%, ze wcale nie pekniemy. A jesli juz, to beda to
      pekniecia 1 lub 2 stopnia!
      Przypomne tylko, ze pisze tu o porodach bez komplikacji, kiedy naciecie nie ma
      zadnych uzasadnionych przeslanek. Tylko, ze rodzacej trudno ocenic, czy wszystko
      w porzadku i w zwiazku z tym personel medyczny ma nad kobieta znaczna przewage,
      bo zawsze mozna przeciez powiedziec: byla koniecznosc nacinania!
      Tylko dziwne, ze dane statystyczne z innych krajow, kttre ograniczyly rutynowe
      nacinanie az tak bardzo sie roznia od naszych statystyk?!
      Polecam tez stronke:
      www.rodzicpoludzku.pl/opieka/wyniki_ankiety.html

      pozdrawiam,
      linuss
    • linuss1 Re: nacięcie krocza 08.11.04, 08:17
      podciągam tylko
      • fala9 Re: nacięcie krocza 08.11.04, 09:10
        Hej Linuss - calkowicie Cie popieram w walce o nienacinianie kroca, niestety
        mój angielski jest słaby wiec mam info tylko z polskiej literatury na temat
        episjonomii. Twoja zona ma fajnie ze jej mąz sie tak interesuje przebiegiem
        porodu i tym wszystkim - zazdroszcze jej. Moj jest zapracowany i nie bardzo
        znajduje czas aby poczytac to co mu sama podsunę - sam nie szuka informacji na
        te tematy, szkoda sad
        Gdybys jeszcze cos znalazł na ten temat to poprosze na mój adres gazetowy. Tez
        interesuje sie tematem ochrony krocza bo jestem w ciazy (10 tydziensmile i jak
        zobacze położną z nożycami to wywale za drzwi !!!
        • linuss1 Re: nacięcie krocza 08.11.04, 09:25
          Hej Fala9! Ja tez bede wywalal wszystkich, ktorzy z nozycami zbliza sie do mojej
          zony. Doszlismy do wniosku, ze lepiej popekac niz dac sie pokroic!!! No i
          zdecydowalismy sie na cwiczenia balonikiem EPI-NO.
          W kazdym razie haslo: Krojeniu STOP!!!! jest ostro aktualne!
          A tak w ogole to zachecam do wciagniecia meza w te sprawy. mysle, ze gdyby
          sprawa dotyczyla nacinania penisow, to chlopaki zaraz by zorganizowaly ostre
          VETO! I co najwyzej lakarz czy polozna mogliby sami sobie cos ponacinac -
          oczywiscie profilaktycznie!!!!
          pozdrawiam i zycze wszystkiego najlepszego!
          linuss
          • fala9 Re: nacięcie krocza 08.11.04, 09:42
            Kupiliscie juz balonik Epi-no? ja mam sporo czasu do porodu, ale jestem ciekawa
            jak to działa i czy warto w niego zainwestowac. Wiem za to sporo o innych
            metodach przygotowania krocza do porodu z innych wątków na ten temat, zresztą
            co Ci polecam smile Mam zamiar swoje krocze przygotować i wtedy niech sobie
            lekarze gadają co chcą - wezme odpowiedzialnosc na siebie.
            Pozdrawiam Cie serdecznie
            Ps. Masz jakies polskojezyczne informacje na temat EPI-no??
            • linuss1 Re: nacięcie krocza 08.11.04, 10:05
              Balonik zamowilismy za zaliczeniem pocztowym i czekamy na przesylke.
              Podam adres moze Ci sie przyda:
              Medicotech
              ul. Kopcińskiego 35
              90-143 Łódż
              email: medicotech@wp.pl

              Niestety cale urzadzenie kosztuje okolo 300 zł (280 lub 290 zł). Wydatek spory.
              Uwazam, ze to cudo powinno byc tansze, bo nie jest to nic skomplikowanego
              technologicznie.

              Info po angielsku dostepne jest na stronie: www.epi-no.com (tu mozesz zerknac
              jak to wyglada)
              Z tego, co wiem nasi lekarze niewiele wiedza o tym urzadzeniu. W Niemczech mozan
              je kupic w aptece lecz koszt jest porownywalny.

              Informacji po polsku nie posiadam, ale oto co znalazlem na forum:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=11437921&v=2&s=0
              fragment wypowiedzi JOLI, ktora pozdrawiam!

              "A ten stretching zapewnia nam trening z epi-no (gdybyśmy żyły w Afryce,
              służyłyby nam do tego celu specjalnie spreparowane tykwy, które zresztą
              posłużyły za pierwowzór dla „dylatatora pochwowego”, jak fachowo nazywa się epi-
              no). No więc nasz „rozciągacz” czy „rozszerzacz”, jak sama nazwa wskazuje,
              służy do rozciągania. Szczególnie spektakularne efekty, o których za chwilę,
              osiągnięto właśnie w grupie pierworódek!!!! Słyszycie pierworódki?
              (dla wyjaśnienia dodam, że NIE PRACUJĘ dla firmy zajmującej się dystrybucją
              tego w Polsce i mam z tymi informacjami do czynienia wyłącznie jako osoba
              potencjalnie zainteresowana, biorąc pod uwagę, że wygląda to na dosyć
              przełomowy wynalazek w położnictwie i że jest w „obiegu” od 1999 roku, SZLAG
              MNIE TRAFIA na „przebojowość” epi-no na naszym rodzimym rynku, nawet strony
              www nie ma porządnej w necie, a tylko zrządzeniem losu wątła informacja o tym
              wpadła mi w ręce, dzięki własnej desperacji dotarłam w miarę do źródła i
              szczęśliwie się złożyło, ze publikacje są w języku, którego jestem tłumaczem)

              Podaję w skrócie wyniki badań w dwóch grupach kobiet pierworódek (dla grupy z
              epi-no średni czas trwania treningu: 11 dni przed porodem), personel
              odbierający te porody nie był poinformowany że dana pacjentka uczestniczy w
              eksperymencie, więc jest wykluczone, ze „się bardziej przyłożył”:

              kryterium grupa bez epi-no grupa z epi-no
              nacięcie krocza 82% 49%
              rozdarcie krocza 1 i 2 stopnia 4% 2%
              punktacja Apgar po 1 min. niższa wyższa
              czas trwania fazy parcia śr. 54 min. 29 min.
              użycie śr. p/bólowych wyższe niższe
              znieczulenie z.o. 36% 16%

              Oprócz tego trening z epi- no zapobiega różnym dolegliwościom i uszkodzeniom
              mięśni, śluzówki i tych natury neurologicznej, jakie powoduje nagłe i zbyt
              silne rozciągnięcie mięśni pochwy, co się zwyczajnie dzieje przy porodzie drogą
              pochwową. To jest później bezpośrednim powodem problemów z nietrzymaniem moczu
              i wypadania narządów. Można więc powiedzieć, że porodowy trening epi- no i temu
              zapobiega. Bo poporodowy na pewno!"

              Na razie zona robi intensywne masaze zgodnie z instrukcjami od dziewczyn z tego
              forum (instrukcje tez dostepne na stronce, ktora podalem wyzej),
              no i pamietam, ze jakas swieza mama pisala, ze uniknela naciecia po stosowaniu
              epi no. ALe ta wypowiedz chyab byla na edziecku. Jesli znajde to przesle bo
              dziewczyna fajnie opisala przygotowania i najwazniejsze efekt - zero naciecia.
              Ale swoja role odegrala tam tez polozna, ktora walczyla o krocze!
              pozdrawiam,
              linuss
    • linuss1 Re: nacięcie krocza 08.11.04, 10:14
      Mam tu jeszcze taki fajny list od aktywnej mamy - wiecznej gosi.
      Tekst z interesujacymi poradami. Moze sie to przydac przyszlym mamom.
      Konkretnie chodzi o zaktywizowanie ojcow - ostatecznie tez mieli swoj udzial
      w cudzie narodzin i niech pomagaja przy przyjsciu potomka na swiat:

      "Oczywiscie jolu ze masz racje wink)
      Pozycja- jak najbardziej zblizona do pionowej w duzym stopniu gwarantuje ze
      nawet jesli cos peknie- to tyle ile trzeba ale nie 15 cm do odbytu.
      Polozna- ktora wie kiedy lepek siedzi w kroczu juz w najszerszym miejscu,
      potafi umiejetnie parcie przerwac, trocheczke obsunac skore krocza na lebku
      (tak jak my przeciskajac ciasna bluzke uszy przepuchamy sobie recznie wink a nie
      na ciag wink) i na nastepnym parciu maluch wypada.

      W czasie porodu zakazane powinny byc:
      to nieszczesne rzucanie sie poloznicy na brzuch- kto to wymyslil!!!
      Pozycja- to jasne. Chcoiaz znam kobiety ktorym dobrze sie dodzilo na lezaco
      czy na boku. Tu juz po prostu pomoc poloznej potrzebna ale nie koniecznie
      trzeba trzasnac.
      Rutynowa oksytocyna- wtedy skurcze sa tak szybkie ze faktycznie szyjka moze
      nie nadorzyc o kroczu nie wspomne.

      Ale najwazniesze- my musimy przychodzic do porodu swiadome. Swiadome ze lezaca
      pozycja i naciecie nie jest dla naszego dobra a jedynie dla dobra poloznej. Ze
      trzy osoby lezaca nam na brzuchu w czasie parcia to barbarzystwo. Ze KTG ne
      musi byc przyczepione caly czas. Ze porzadny spacer przed porodem z tymi
      skurczami co 5 minut bardziej pomoze niz kroplowa w zyle. Maz nie chce byc
      przy porodzie - prosze bardzo. Ale niefh bedzie na poczatku- niech zadba o to
      bysmy mogly chodzic i wykloci sie o pozycje siedzaca. A na parcie niech sobie
      pojdzie jak musi.
      Ja rodzilam dwa razy na fotelu porodowym ale po prostu polozna sobie mnie
      podniosla na wysokosc poltora metra czy wyzej a ja sobie siedzialam. Ona nie
      musiala jak mechanik, a ja nie musialam miec nog wycelowanych w sufit. Mozna?
      Mozna. Tylko po co?"

      pozdro,
      linuss
      • fala9 Re: nacięcie krocza 08.11.04, 10:51
        Linuss dzieki Ci serdeczne za wszystkie informacje. Bede sie jeszcze odzywac.
        pozdrawiam smile
        • zelda34 Re: nacięcie krocza 08.11.04, 13:55
          Przeczytalam Wasz watek - jestem juz 8 tyg po porodzie, ale wciaz sledze z
          zainteresowaniem watki o nacinaniu, bo tez jestem przeciwniczka. Nie wiem, czy
          to mojego posta czytal linuss jakis czas temu, ale po porodzie chwalilam sie, ze
          udalo mi sie uniknac nacinania m. in. dzieki cwiczeniom z epi-no. Cwiczylam 3
          tyg przed porodem, codziennie, ale nieco krocej niz zalecaja w ulotkach, i
          uniknelam zarowno nacinania jak i pekniecia, mimo, ze nie udalo mi sie dojsc do
          zalecanej w ulotce srednicy 10 cm. Dodam, ze pomogla mi w tym rewelacyjna
          polozna, z ktora sie umowilam na ochrone krocza. Takze ja polecam, chociaz
          wydatek spory (mi kupil maz na urodziny i to chyba najlepszy prezent w moim zyciu).
          Pozdrawiam
          Zelda
          • linuss1 Re: nacięcie krocza 08.11.04, 14:01
            Kurcze Zelda!!! Fajnie, ze sie odezwalas!!!
            Po pierwsze gratulacje!!!!!!!!
            Po drugie, jakos nie moglem dotrzec do Twojego listu o skutkach cwiczen z
            epi-no. Super, ze Ci sie udalo!!!
            Mam nadzieje, ze mojej zone tez sie uda uniknac nacinania!!!
            pozdrawiam i dzieki,
            linuss
          • fala9 Re: nacięcie krocza 09.11.04, 10:46
            czesc Zelda, czy mozesz mi powiedziec na czym polega dokładnie ćwiczenie z
            balonikiem EPI-NO?
            • zelda34 Re: nacięcie krocza 10.11.04, 20:59
              Ten balonik ma taka pompke na wezyku (troche jak aparat do mierzenia cisnienia).
              Generalnie idea jest taka, ze wprowadza sie czesciowo balonik do pochwy, pompuje
              za kazdym razem nieco wiecej, i wykonuje rozne cwiczenia opisane w ulotce: na
              poczatku zaciskanie miesni, potem wypychanie, jakby rodzenie tego balonika.
              Cwiczy sie na dwa tygodnie przed terminem porodu, raz lub dwa razy dziennie, nie
              wiecej niz 30 min dziennie. Idealnie, po tym czasie powinno sie udac urodzic
              balonik o srednicy 10 cm, czyli podobny do glowki dziecka. Mi sie to nie udalo,
              mimo, ze cwiczylam ponad trzy tyg (dziecko urodzilo sie po terminie), ale
              doszlam do 9 cm i jak sie okazalo, to wystarczylo. Szczerze mowiac, cwiczylam
              max 20 minut dziennie, bo bardzo tego nie lubilam, i byc moze dlatego mialam
              takie kiepskie osiagniecia.
              Dodatkowe zalety balonika: mozna sie nauczyc jak sie prze (ktorymi miesniami,
              jak oddychac), oraz obadac, w jakiej pozycji najwygodniej sie "rodzi". Co do
              parcia, to w czasie porodu i tak bylam zbyt zaaferowana, i musialam sie uczyc od
              nowa, ale za to z tymi pozycjami to mi sie sprawdzilo - urodzilam synka w
              takiej, w jakiej najwygodniej cwiczylo mi sie z balonikiem.
              Jesli masz jeszcze jakies pytania, to pisz.
              Pozdr
              Zelda
              • zelda34 Re: nacięcie krocza 10.11.04, 20:59
                No i oczywiscie trzymam za Was kciuki!!!
                Zelda
              • fala9 Re: nacięcie krocza 13.11.04, 08:12
                dzieki Ci Zelda - chyba zaczynam sie przekonywac do tego "cudenka". Zawsze
                warto sprobowac czy sie uda. Noi jesli sama nie zadbam o własny interes -
                personel szpitalny tego napewno nie zrobi.
                pozdrawiam
    • tyagata Re: nacięcie krocza 09.11.04, 10:33
      Ja wlasnie jestem ofiara nacinania krocza. I chcialabym przestrzec wszystkie
      dziewczyny zeby sie nie daly. Bo wlasnie po nacieciu moje tkanki pekly do
      przyslowiowego odbytu. Czyli, co czym mnie straszono stalo sie op zabiegu
      profilaktycznym!
      Rana goila sie bardzo dlugo, dyskomfort + stres + bol oto moje skojarzenia po
      porodzie!
      Dlatego, gdy rodzilam drugie dziecko kategorycznie nie zgodzilam sie na zadne
      ciecia. Zostalam potraktowana jako osoba, ktora nie wie czego chce, ma
      fanaberie, szuka dziury w calym. Tylko dlatego,z e chcialam uniknac bolu i
      stresu. Ale wiecie warto bylo sie upierac bo chociaz raz naciete krocze nie
      jest juz tak elestyczne jak tkanki nigdy nie ciete, to jednak dziecko choc
      wieksze urodzilo sie bez problemow. Porod trwal co prawda kilkanascie minut
      dluzej ale sie oplacalo poczekac.
      Dziewczyny wybierajcie polozne, ktore pozwalaja rodzic zgodnie z owczesna
      wiedza, a nie kieruja sie stereotypami byle szybciej i wygodniej dla poloznej
      czy lekarza. tyagata
    • linuss1 Re: nacięcie krocza 10.11.04, 17:19
      Podciągam ku przestrodze,
      linuss
    • amama2 Re: nacięcie krocza 10.11.04, 21:19
      Witam!
      Jestem mamą dwójki dzieci i za każdym razem byłam nacinana. Za pierwszym -
      rodziłam 5 lat temu - to był standard i nikt mi się o zdanie nie pytał. Zresztą
      rodziłam ponad 20 godzin i prawde mówiąc było mi już wszystko jedno co ze mną
      zrobią byle córcia się urodziła.
      Drugi poród miał miejsce w marcu tego roku i tym razem poprosiłam położną, że o
      ile się da, to żeby mnie nie nacinała. Niestety w czasie porodu tętno dziecka
      zaczęło sie robić coraz słabsze i nie było czasu na "cackanie" się z moim
      kroczem. Mały musiał urodzić się szybko, żeby uniknąć ewentualnego niedotlenienia.
      Samo nacinanie wcale nie boli, potem została elegancko zszyta i już za kilka
      godzin mogłam siadać na łóżku. Co prawda trochę bolało ale po porodzie to
      człowiek cały jest jak nie z tej ziemi więc nie wiadomo co bardziej boli.
      Tak że ja nie mam jakiś strasznych wspomnień z porodu. Już znacznie gorzej było
      z "baby blues". I mimo wszystko wolałabym być nacięta niż pęknąć.
      A po drugie moi drodzy, weźcie jeszcze pod uwagę fakt, że poród może całkowicie
      zmienić wasze plany i zamierzenia, bo nie zawsze przebiega on książkowo.
      Pozdrawiam i życzę szybkich i łatwych porodów z nienacinaniem tego
      nieszczęsnego krocza.
      amama2
      • linuss1 Re: nacięcie krocza 11.11.04, 08:53
        amama2,
        Wiesz nikt sie nie spiera, ze w uzasadnionych przypadkach naciecie moze byc
        konieczne.
        Jednak nacinanie stosuje sie w Polsce az w 98% przypadkow. Wyglada wiec na to,
        ze nasze babcie, ktore nie byly nacinane, mialy elastyczniejsze tkanki niz
        wspolczesne kobiety.
        Pytanie, co spowodowalo takie unielastycznienie tkanek?
        Poza tym wg WHO kobiety maja prawo nie byc nacinane. A samo WHO podaje,z e na
        swiecie zabieg wykonuje sie u 60% kobiet. Czyli przynajmniej w 40% naciecie jest
        w POlsce naduzywane.
        W sumie to nie chodzi o to, czy samo naciecie boli, czy nie, chodzi o to by
        nikogo niepotrzebnie nie kaleczyc z wygody czy rutyny. By polozne chronily
        krocze, tak jak to robily dawniej, kiedy o nacieciach czy niciach chirurgicznych
        nikt nie slyszal.
        No i mysle,z e oczywisice kiedys kobiety umieraly rodzac dzieci, dzisiaj
        medycyna ma pomagac. W tym takze pomagac unikac niepotrzebnego krojenia zdrowych
        tkanek, unikac niepotrzebnego bolu, dyskomfortu, stresu, strachu etc.
        Poza tym, zacytowane we wstepnym watku badania pokazuja, ze lepiej peknac - bo
        rana latwiej sie goi, niz byc nacinanym.
        pozdrawiam,
        linuss
    • linuss1 Re: nacięcie krocza 11.11.04, 09:05
      W sumie to tak pomyslalem przed chwila,z e cala sprawa to chyab walka z
      wiatrakami. No i przypominam, ze pisalem o nacieciach, ktore sa wykonywane
      rutynowo, z wygody czy przyzwyczajenia a nie wskazan medycznych.

      Na sali porodowej polozna i lekarz maja przewage, bo z racji wiedzy, czy
      doswiadczenia wiedza, co sie dzieje i czym to co sie dzieje moze grozic.

      Poza tym bardzo trudno jest wyeliminowac mity. Skoro badania, statystyki nikogo
      kto moglby sie zajac problemem nie przekonuja, to sprawa powinna zostac
      rozwiazana przez same kobiety. Bo to w sumie w ich interesie, bo to one wszystko
      na wlasnej skorze przezywaja.
      I tak mysle, ze warto pytac o polozne, ktore beda czynily starania o ochrone
      tkanek. Wowczas rynek sam wymusi respektowanie praw pacjentek oraz rezygnacje z
      rutyny.
      Przy okazji polecam artykul o tym jak rodza Europejki. Tekst ukazal sie kilka
      tygodni temu w Przekroju. Tam wyraznie napisano, ze np. Brytyjki nacinania nie
      chca, o czym wyraznie informuja personel, i w konsekwencjinie sa nacinane. Mimo
      wszystko nie wierze,z e Polki sa mniej elastyczne niz Brytyjki, czy Holenderki!
      No i polecam watki od dziewczyn, ktorym sie udalo uniknac niepotzrebnego
      kaleczenia. I tym dziewczynom gratuluje oraz mam nadzieje,z e ich sladem pojdzie
      wiekszosc.
      pozdrawiam i zycze wszystkiego najlepszego, szybkich porodow, fajnych poloznych
      etc. etc.
      linuss
      • jola.wie Re: nacięcie krocza 11.11.04, 13:06
        "fragment wypowiedzi JOLI, ktora pozdrawiam!"
        wielkie dzięki za pozdrowienia! smile))) oczywiście temat nacięć i przygotowania
        krocza do porodu stanowi dla nieodmiennie pokuse nie do odparcia smile)))) i
        prowokuje do obejrzenia wątku, choć temat jest dla mnie już chyba nieaktualny,
        ale pamiętam tę wzburzoną krew jak dziś... smile)), no, w każdym razie trzymam
        kciuki za wszystkich "walczących" i zaraz jeszcze wrzucę linka do wątku na
        temat nacięć. Jest tam ze sto pięćdziesiąt wypowiedzi, wśród których można
        znaleźć też ciekawe merytoryczne informacje, jak również relacje, jak jest,
        oraz jak być moze. Widzę, ze każda "fala" ciężarnych na tym forum boryka się z
        tymi samymi problemami od nowa.
        No nic, nie dajcie się ciąć! Ja ciągle jeszcze z sentymentu oglądam program
        niemiecki "mein baby" o rodzeniu dzieci i tam większość, porażająca większość
        porodów naturalnych, odbywa się bez ingerencji chirurgicznej, jeśli już, to w
        skojarzeniu z porodem zabiegowym, albo faktycznie krytyczną sytuacją.
      • jola.wie Re: nacięcie krocza 11.11.04, 13:07
        rzeczony wątek:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=10270909pozdrawiam
      • jola.wie Re: nacięcie krocza 11.11.04, 13:13
        linuss1 napisał:

        > W sumie to tak pomyslalem przed chwila,z e cala sprawa to chyab walka z
        > wiatrakami. No i przypominam, ze pisalem o nacieciach, ktore sa wykonywane
        > rutynowo, z wygody czy przyzwyczajenia a nie wskazan medycznych.
        >
        > Na sali porodowej polozna i lekarz maja przewage, bo z racji wiedzy, czy
        > doswiadczenia wiedza, co sie dzieje i czym to co sie dzieje moze grozic.
        >
        > Poza tym bardzo trudno jest wyeliminowac mity. Skoro badania, statystyki
        nikogo
        > kto moglby sie zajac problemem nie przekonuja, to sprawa powinna zostac
        > rozwiazana przez same kobiety. Bo to w sumie w ich interesie, bo to one
        wszystk
        > o
        > na wlasnej skorze przezywaja.
        > I tak mysle, ze warto pytac o polozne, ktore beda czynily starania o ochrone
        > tkanek. Wowczas rynek sam wymusi respektowanie praw pacjentek oraz rezygnacje
        z
        > rutyny.

        Warto warto warto robić szum. Prędzej czy później zadziałają "prawa rynku".
        Nawet jeśli nas osobiście jeszcze to ominie, to przeciez mamy dzieci, mamy
        córki, będziemy mieć synowe. Będziemy mieć (będziecie mieć smile)) następne
        dzieci....Ponoć własnie środowisko ginekologów i położników jest najbardziej
        skostniałym i zrutynizowanym, jak powiedział mi kiedyś znajomy lekarz. Tym
        bardziej uważam że warto. Może w przysżłości nie trzeba będzie operować
        wyrostków, nowotworów, czy składać kości, ale rodzić to chyba trzeba będzie
        zawsze.
      • asieka Re: nacięcie krocza 13.11.04, 20:14
        Walka z wiatrakami swoja droga, ale mysle, ze jesli przy okazji przyjmowania do
        szpitala zaznaczy sie na pismie ze nie wyraza sie zgody na zabieg nacinania
        krocza to 1) faktycznie nie natna 2) natna a wtedy ma sie juz mocne podstawy do
        procesowania sie z nimi. I nie wykluczam ze finanse to bedzie argument dla
        wiekszosci szpitali powazny. Dziewczyny, wyobrazcie sobie ze polowa z rodzacych
        ktora zostala nacieta wbrew swojej woli wytacza proces o pare tysiecy. W skali
        roku bylaby to kwestia grubych milionow...

        pozdrawia bojowo nastawiona Asieka wink
    • amama2 Re: nacięcie krocza 11.11.04, 14:19
      Oczywiście nie jestem za rutynowym nacinaniem i jeśli można to jestem za tym,
      żeby rodzić bez interwencji chirurgicznej.
      Ale naprawdę śmieszą mnie te rozwodzenia się na temat nacinania bo w czasie
      porodu jest to najmniej istotna sprawa.
      Zdaję sobie sprawę, że dla mam rodzących po raz pierwszy jest to temat bardzo
      ważny. Trzeba sobie jednak zdać sprawe, że w czasie porodu po kilkunastu
      godzinach bólu większości kobiet jest wszystko jedno co z nimi zrobią byleby
      urodzić!
      Kiedy zaczynają się skurcze parte jest to tak niemiłosierny nacisk na krocze, że
      nie wiem czy któraś z mam ma siłę i chęć jeszcze dopominać sie o nienacinanie.
      Ja miałam wrażenie jakbym była rozrywana od środka - coś niesamowitego!
      Poza tym wszystko wtedy rozgrywa się tak szybko, kobieta otoczona jest przez
      lekarzy, pielęgniarki - słychać krzyku typu "przyj" itp., itd. i przy tym
      wszystkim to wrażenie rozrywania od środka - że naprawdę sprawa krocza schodzi
      na plan dalszy.
      Poza tym jesli rodzi się dziecko o wadze ponad 4 kg, no to ja dziękuję w ogóle
      za poród naturalny....
      A popekac aż do odbytu.....no nie wiem co gorsze nacięcie czy takie popękanie.
      Powtarzam jeszcze raz: nie jestem za rutynowym nacinaniem ale myślę, że nie
      nalezy stawiać własnego "widzimisię" ponad dobro rodzącego się dziecka.
      W takiej sytuacji też trzeba zachować odrobinę rozsądku!
      Pozdrawiam
      amama2
      • aniaop Re: nacięcie krocza 12.11.04, 13:56
        Dlatego ja ostateczna decyzje zostawilam poloznej. Warto jednak z nia wczesniej
        uzgodnic i przedyskutowac te sprawe. Moja polozna wiedziala, ze wolalabym
        naciecia uniknac i starala sie je chronic. Sama nawet bylam zdziwiona, ze sie
        udalo.
      • jola.wie Re: nacięcie krocza 12.11.04, 22:37
        "Ja miałam wrażenie jakbym była rozrywana od środka - coś niesamowitego!"

        to nie jest niezwykłe odczucie, tak właśnie się w tej fazie odczuwa. Co nie
        znaczy że w środku faktycznie wszystko się rozrywa.

        "Poza tym wszystko wtedy rozgrywa się tak szybko, kobieta otoczona jest przez
        lekarzy, pielęgniarki - słychać krzyku typu "przyj" itp., itd. i przy tym
        wszystkim to wrażenie rozrywania od środka - że naprawdę sprawa krocza schodzi
        na plan dalszy."

        Otóż własnie w porodzie "na ochronę krocza" nie słyszy się
        ponaglających "przyj", tylko "teraz nie przyj", "powstrzymaj się", "delikatnie"
        plus demonstrowane jest oddychanie, aby faktycznie móc od parcia w krytycznych
        chwilach się powstrzymać.

        "Poza tym jesli rodzi się dziecko o wadze ponad 4 kg, no to ja dziękuję w ogóle
        za poród naturalny...."

        I takie dzieci potrafią się urodzic bez nacinania mamy. Na poparcie czego jest
        wystarczająco dużo relacji.

        "Zdaję sobie sprawę, że dla mam rodzących po raz pierwszy jest to temat bardzo
        > ważny. "

        Najmniejsze szanse na nienacinanie są przy pierwszym porodzie, ale w
        przyszłości oczywiście wzrastają jeśli uda się ten pierwszy raz nie naciąć.

        pozdrawiam
        (w tej sytuacji trzeba zachowac odrobinę rozsądku wink
      • wieczna-gosia Re: nacięcie krocza 13.11.04, 03:56
        amama2,
        dla mnie to byl wazny temat przy piatym porodzie wink)))

        Owszem mialam chec dopominac sie o nienaciecie. BYlam zdeterminowana zeby
        wspolpracowac z polozna by krocza nie naciela.

        Polozna krzyczala zreszta glownie nie przyj wink)))

        Nikt nie stawia swojego widzimisie ponad dobro dziecka. To wlasnie odwrotnie-
        lekarze i pielegniarki czesto stawiaja swoje widzimisie ponad naszym dobrem.
        Wszyscy ZA cieciem opowiadaja o peknieciach do odbytu. Osoby ktore naciecia
        uniknely- mowia o czyms zupelnie innym- niewiele z nich mialo przyjemnosc pt
        popekanie do odbytu, natomiast wiekszosc mowi o komforcie siadania, karmienia
        po turecku itp.

        jesli mojemu dziecku by sie cos dzialo- niech mnie tna i za odbyt. Chce po
        prostu przy porodzie poloznej, ktora uszanuje moj trud, jakim niewatpliwie jest
        chec wspolpracy by ochronic krocze. Ktora, jesli zobaczy ze idzie mi dobrze-
        jednak mnie nie natnie.

        Oraz moich corek w liczbie czterech wink)
    • imbirka do góry, bo ciekawe-n/t 17.11.04, 14:08

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka