Dziewczynki
zaczynam się bać nie tyle o maleństwo, ale o siebie. U mnie leci 10 tydzień
ciąży i zamist tyć, chudnę. Dotychczas straciłam na wadze 3 kilo. To przez
mdłości i brak apetytu. Zmuszam się do jedzenia. Nic mi nie wchodzi.
Ziemniaków na obiad zjem łyżkę, do tego pól schabowego i koniec. Kolacji
niejem w ogóle. Rzyganko już trochę minęło. Tera mnie tylko mdli, ale apetytu
brak. Wczoraj kiedy rozmawiałam z moją babunią, opowiadała mi, że ona z moją
mamą miała tak samą. Nabawiła się z niejedzenia anemii i odwapnienia
organizmu. Dzidzi, jak mnie zapewniała nic nie będzie, bo ssie wszystko ode
mnie. Gorzej ze mną.
Strasznie się czuję i obawiam też o siebie. Właśnie zmuszam się do zjedzenia
1 jogurtu.
Dziewczyny 0 miałyście tak na początku. Czy to mi minie? Czy rzeczywiście mam
się czegoś obawiać? A może znacie jakieś sposoby na wzmożenie apetytu? Spytam
mojego lekarz o to, ale wizyta dopeiro za tydzień.
love