agusiaa1
08.08.05, 14:25
20 lipca tj. 4 dni po moich urodzinach urodziłam synka IGNASIA. Poród to nic
strasznego i jesli o mnie chodzi to mogę znów rodzić za kilka miesięcy.
Troche mi szkoda że nie zdążyłam nacieszyć się jeszcze ciążą bo do terminu
zostało 7 tygodni. Ignaś ważył 2200g i mieżył 42 cm dzisiaj waży 2260g a
jutro będzie już ze mną w domku. Jestem bardzo szczęśliwa bo mam dwóch
najwspanialszych facetów na świecie - mojego męża i synka, a w perspektywie
jeszcze większą rodzine.
Opiszę wszystkim zainteresowanym jak to się stało, że urodziłam wcześniej.
Moja ciąża była od początku zagrożona i w związku z tym w 27 tyg wylądowałam
w
szpitalu gdzie dostałam dexawen na rozwój pęcherzyków płucnych u dziecka.
Odstawiono mi Również fenoterol ze względu na jego nietolerancję. Ze szpitala
wyszłam po tyg. Z dnia na dzień czułam się coraz lepiej i nie mogłam
usiedzieć
w miejscu cały czas byłam w ruchu.
19.07. wieczorem odeszły mi wody i nie dało się tego pomylić z niczym innym-
ciekło mi ciurkiem po nogach. Wylądowałam na pogotowiu i na sali
przedporodowej.Problemem było to, że był to dopiero 33 tydzień więc było
wiadomo, że dzidziuś będzie musiał poleżeć w szpitalu, a położnictwo w moim
mieście miało być za kilka dni oddane do remontu i już od jakiegoś czasu
pacjentki, które nie przyjeżdżały bezpośrednio do porodu były kierowane do
innych szpitali. W szpitalu byłam do następnego dnia. Moja pani dr, która w
tym
szpitalu pracuje "załatwiła" mi przeniesienie do centrum zdrowia matki polki
w
Łodzi. Przedc samym wyjazdem karetki dowiedziałam się, że trafię prosto na
blok
porodowy ale moja pani dr uspokajała mnie, że zostanę tylko zbadana i napewno
jeszcze nie będę rodzić. Później okazało się, że ona doskonale wiedziała po
co
ja tam jadę. Oczywiście jeśli odejdą wody to poród można trochę odwlec ale
nie
za długo bo bakterie z pochwy przedostają się do dzidzi i mogą u niej
spowodować infekcje.
Nieświadoma niczego trafiłam na salę porodową gdzie zbadał mnie lekarz i
zalecił podanie kroplówki z oksytocyną. Szybko zadzwoniłam po męża żeby
przyjeżdżał(50km). Byłam przekonana jednak,że kroplówka nic nie da i na pewno
nie urodze. Zapytałam położną co będzie w takim wypadku odpowiedziała, że w
ten
albo inny sposób muszę urodzić dzisiaj w nocy (było po 16). Po kilku kroplach
oksytocyny poczułam ogromne skurcze ale mimo wszystko do przeżycia.
dyskomfortem było dla mnie to, ze większość czasu byłam podłączona do ktg i
nie mogłam sobie pochodzić. Kroplówka została bardzo szybko odłączona ale
skórcze pozostały tak samo duże tylko o wiele mniej bolesne. Było ok 5-6 cm
rozwarcia kiedy przyszedł lekarz i poprosił mnie żebym pozwoliła zrobić sobie
zzo bo on zwariuje tyle ma pacjentek. Dostałam znieczulenie nic to nie bolało
nie ma się czego bać. Jednak po wszystkim przez kilka dni bardzo bolą plecy.
Spotkałam też dziewczynę która mimo, że rodziła 1,5 miesiąca temu nadal nie
może dojść do siebie ipozostała cała poskręcana- niestety wygląda jakby miała
garba.
W międzyczasie mój mąż przypomniał sobie, że nie zabrał aparatu pojechał więc
pożyczyć od znajomych. Mimo, że były duże skurcze i poród cały czas
postępował
do przodu lekarz zadecydował o ponownym podłączeniu kroplówki z oksytocyną.
Chwilę po jej podłączeniu tętno dziecka spadło do 60 na minutę. Było wtedy
już
8 cm rozwarcia. Lekarz zadecydował o natychmiastowym cesarskim cięciu
ponieważ
wszystkie metody podniesienia tętna zawiodły. Pamiętajcie o prawidłowym
oddychaniu w trakcie porodu- kiedy mojemu dzidziusiowi tętno spadło po raz
pierwszy to wystarczyło zeby je podnieść- zdążyłam się tego nauczyć w szkole
rodzenia mimo, że byłam w niej tylko 3 razy.
Ignaś urodził się o 22:10. Niestety mój mąż nie mógł przy tym być (lekarze
nie
pozwolili) ale i tak on pierwszy zobaczył maleństwo. Mały miał infekcje i
przez
kilka dni lerzał w inkubatorze i dostawał antybiotyk. Wielkim szczęściem jest
to, że ważył ponad 2 kg bo mógł po 11 dniach wyjść ze szpitala. Gdyby nie to
Ignacy musiałby leżeć w szpitalu do uzyskania wagi 2 kg.
Jeszcze kilka słów o porodzie w ICZMP. Sam poród super. Wszystko szło szybko
sprawnie i pod fachową opieką. Cały czas był przy mnie jakiś lekarz i
położna.
Cały poród trwał 6 godz i trwałby tyle samo gdyby odbył się drogami natury
ponieważ kiedy zabrano mnie na salę operacyjną było już 8 cm rozwarcia więc
jeszcze chwilkę i dzidziuś i tak by się urodził. Opieka na oddziale
neonatologicznym nad moim wcześniaczkiem też była niczego sobie ale
najważniejszy był sprzęt, który w ICZMP mają najlepszy. Za to opieka nade mną
ma oddziale położniczym pozostawia wiele do życzenia. Nie sposób odróżnić
położną od sprzątaczki i dowiedzieć się czegokolwiek, a pytań miałam dużo bo
to moje pierwsze dziecko i niewiele dowiedziałam się na szkole rodzenia
ponieważ dopiero co zaczęłam do niej chodzić. Leku przeciwbólowego nie mogłam
doprosić się w czwartej dobie ponieważ jakaś zołza stwierdziła że już nie
powinno boleć.
Gdybym mogła wybierać rodziłabym w moim szpitalu naturalnie i bez zzo i
postaram się zeby tak było następnym razem. POzdrawiam i życzę
powodzenia.