czesc kochane. urodzilam 7 czerwca cudną córeczkę - Kamilkę. waga 3120g,
wzrost 55 cm. do domku wypisali mnie w 3 dobie po porodzie. rodziłam siłami
natury ( dobrze ze ta natura ma tyle siły

))) ) Poród troszke sprowokowała
połozna która podraznila specjalnie szyjke i kazała czekac w domu na skurcze.
i przyszly. ja sie bardzo bałam bólu wiec napisze Wam szczerze jak bylo z tym
bolem. zaczely sie lekkie bole jak na okres, potem takie niby czasem skurcze
ale ledwo odczuwalne, potem rzeczywiscie takie pękniecie w brzuchu (podczas
mycia garów)- i poszlam do ubikacji. tam poczulam ze musze sie wypróznic
(słynne oczyszczanie) i w trakcie tejże czynnosci poczulam ze płynie mi
ciepły plyn "stamtad". i troche sie wtedy juz przestraszylam ale byla tez
radosc ze WRESZCIE. Potem droga do Krakowa (30 km)i pierwsze duze
zaskoczenie: zaczeły sie skurcze - ból całkowicie do wytrzymania, takie
normalne mocne skurcze, odczuwalne w brzuchu, miedzy nimi faktycznie chwila
relaksu i 100% przytomności. i od tego momentu moj porod przebiegal o tyle
dziwnie ze rodzilam ekspresowo - skurcze dosc bolesne co 1 min, trwajace tyle
samo! mąż liczyl skurcze ja sie psychicznie przygotowywalam na poród.
dojechalam do szpitala, skurcze bardzo czesto, wody mnie zalały. badanie
przez połozna - rozwarcie na 5 cm! (musze zaznaczyc ze chodzilam w ciazy z
rozwarciem na opuszke palca,potem na caly palec, na końcu na dwa palce,
mialam twardnienia macicy, skrócona szyjke od 7 msc)polozna powiedziala do
meza ze "2 godz i urodzimy". polozyli mnie na łozku i podlaczyli ktg. stresik
tu byl duzy ale tez mobilizacja - mowie Wam kobieta jest bardzo silna i to
wszystko samo sie dzieje.i tu zaczely sie mocne skurcze. bylo ich kilka
dobrych w odstepach takich minutowych, mąz mowi ze okolo 10. wtedy juz nic
nie dociera do człowieka, juz Ci wszystko zwisa, czy jestes goła, czy ktos Ci
sie patrzy w krocze, czy krzyczysz, czy klniesz. te skurcze sa bolesne, boli
faktycznie, troszke rozpycha od srodka, spina, ale trzeba trzymac i sciskac
mocno kogos (najlepiej męza - polecam!!!) lub cos i da sie! mysli sie tylko
zeby wytrzymac ból i trzeba sie motywowac. ja myslałam tak: moje dzieciątko
wlasnie chce wyjsc i musi bolec, jego głowka sie przeciska przeze mnie, musze
wytrzymac, za chwile ją zobaczę! jestem silna pokaze im! i to pomaga!!!!!!!!
i jeszcze modlitwa. te cholerne skurcze trwały krótko u mnie, moze inni maja
je dłuzej. ja po kilku dobrych poczulam ze mi ta głoweczka weszla w szyjke -
to nie byl szczyt bólu, szczyt byl juz za mna. kazali isc na fotel i dotarło
do mnie:Jezu to juz! minęlo okolo 40 min od przyjazdu do szpitala!a od
poczatku-odejscie wód 17.45, poród 19.20!kazali nabierac powietrza i przec,
za trzecim lub czwartym parciem wyszla głoweczka! miedzy skurczami pytalam
polozna gdzie jest glowka i bylam w kontakcie. to juz prawie nie bolało, to
bylo piekne. chcialam mocno ją wyprzec zeby nie cierpiala. w samych drogach
rodnych czuje sie rozpieranie, bol ja czulam tak jakby bardziej w odbycie,
takie rozciaganie. inne dziewczyny tez tak mialy. mialam naciecie krocza ale
juz tydzien po porodzie siedze sobie zadowolona przy kompie i pisze do Was
bolało po porodzie ale co z tego - wtedy juz jest dziecko i szczescie na maxa!
Mowie Wam szczerze poród jest bolesny ale to jest inny bol niz kiedykolwiek
czlowiek czuje.ale warto!!! Kazda kobieta jest w stanie wytrzymac ten bol a
mysl o dziecku motywuje niesamowicie.To naprawde siły natury. Nie bojcie sie
bo szkoda nerwów. Jak przyjdzie co do czego to wszystko samo sie bedzie
dzialo i Wy bedziecie same wiedzialy co robic. Ja jestem teraz
najszczesliwszym czlowiekiem na swiecie, patrze na moja kruszynke i łzy sie
kreca ze szczescia. dbajcie o siebie bo w tych Waszych brzuszkach naprawde
pływa sobie piekne dzieciatko! pozdrawiam!!!!!!!!!!!!!!!!!