Witam serdecznie wszystkie Kwietniowe Mamusie !Chciałbym się na początek przedstawic. Mam na imie Adam i mam nieopisany zaszczyt byc mezem Gusiaka.Z nieukrywana radoscia chcialbym Was poinformowac, ze wczoraj wieczorem do mych uszu dobiegl pierwszy placz naszego Malego Kacpra.Jako, ze jestem facetem, to pewnie poprzekrecam troche faktow, ale i tak napisze jak bylo - szczegoly to jest to co tygrysy lubia najbardziej

Okolo godziny 6 rano moje Szczescie slodko szepnelo mi do uszka, ze odeszly jej wody. jako, ze bylm pol przytomny (to byla niedziela, spedzona po drinkowym wieczorku z Tesciami

- nie zerwalem sie od razu na nogi krzyczac O Jezu !Tak wiec spokojnie (nie na tyle spokojnie, zeby cos zjesc przed wyjazdem) zabralismy torbe i pojechalismy do Szpitala Sw. Rodziny w Poznaniu.Po godzince biurokracji i badaniu Zony okazalo sie, ze faktycznie pekl pecherz, rozwarcia zero, ze szpitala wyjdziemy w powiekszonym skladzie !Udalismy sie na sale porodow rodzinnych, tam podlaczona Mala do KTG - jakies tam skorcze byly (co prawda Gusiak nic nie czul) ale coz, czekalismy na rozpoczecie "akcji" porodowej. Czyli glodni uwalilismy sie na materacu i probolwalismy zasnac. Po kilku godzinach przyszedl lekarz i zbadal Gusiaka. Jako, ze rozwarcia bylo nadal ZERO podlaczyli mala do oksytocyny. A oksytocyna jak to ona miala wlasciwosci mulace - wiec zmulilo zarowno Gusiaka jak i mnie

Tak mijaly minutki, i nic sie nie dzialo. Mala czula regularne skurcze ale byly brdzo slabe (max naKTG to 100 pkt)Mala czula sie bardzo dobrze, stwierdzilismy, ze szkoda, ze nie zabralismy ze soba scrabble bo by sie nam tak nie nudzilo. Pomijajac potworny glod - mi fuksem dostal sie oboiadzic a Mloda nadal byla potwornie glodna. (Jak patrzyla na mnie to widziala duzego ptysia lub eklera).Po 14tej odlaczyli ja od oksytocyny i pozwolili sie wykapac. A ja - nie ukrywam dumy - wyblagalem lekarke, aby pozwolila Gusiakowi zjesc banana. Zebyscie widzialy radosc w jej oczach - nie wiedzialem, ze taki banan moze dac tyle radosci

.Po kapieli chodzilismy sobie, bo skorcze podczas spacerow byly mocniejsze. Nastepnie znow oksytocyna (jesli doczytalyscie do tego momentu to podziwiam - ale musze sie z kims podzielic waidomosciami !!!).O 16tej lekarz stwierdzil, ze nadal jest zero rozwarcia i jak tak dalej pojdzie to do dwudziestej bedzie cesarka. Mala czula sie juz coraz gorzej. Znow podlaczyli oksytocyne i dlai jakis preparat na rozwarcie szyjki.Miala coraz bardziej bolesne skorcze, ale wedlug zapisu KTG byly slabsze od tych przez caly dzien. I tu juz zaczelo byc nieciekawie. W pewnej chwili puls malego spadl do 60-ciu. Natychmiast zawolalem lekarza, polozyli Mala na boku i wszystko wrocilo do normy. Siedzielismy (znaczy Gusiak lezal) na tej sali wspolnie walczac ze skorczami. Okolo 20-tej przyszedl lekarz na kolejne badanie i znow stwierdzil zero rozwarcia !! To juz nie byly zbyt wesole wiesci dla nas. Ja tym bardziej sie zmartwilem, bo nawet gdyby porod juz sie rozpaczal to i tak przef Mala byloby jeszcze kilka godzin ciezkiej pracy - a nie powiem, zeby Agnieszka czula sie najlepiej. Tak wiec zapadla decyzja - o 21 jazda na blok operacyjny i cesarka. Boze, jakiego mielismy stracha. Ze lzami w oczach odwiozlem Mala na blok. Ile kilometrow wydreptalem pod drzwiami to moje. Po kilku minutach wyszla do mnie siostra i powiedziala mi, ze zrobili Malej znieczulenie zewnatrzoponowe, i ze wszystko jest ok. Odetchnalem z ulga -tego znieczulenia najbardziej sie balismy - jest najlepsze ale zawsze jakies ryzyko jest.Ale moj nie pokoj juz kilka minut pozniej zniweczyla niwopisana radosc - zza drzwi bloku operacyjnego uslyszalem najpiekniejszy dzwiek na swiecie - pierwszy placz Malego. Teraz juz wiedzialem, ze z nim wszystko w porzadku. Ale co z Gusiakiem. Trzymalem kciuki mocno Kciuki. Nagle z bocznych drwi zawolala mnie pielegniarka z zapytaniem czy chce zobaczyc Malego - pobieglem jak dziki !Maly byl slodki, sliczny i w ogole :"""-). Pani zawinela go w rozek, dala mi na rece i kazala pojsci z nia i zaniesc go do noworodkow. Gdzie mieli go zbadac. Zanioslem go tam i wrocilem po Gusiaka. Po okolo pol godzinie oczekiwania i dalszych nerwow Moja Dzielna Zona wyjachala z sali, umeczona ale szczesliwa. Strasznie zazdroscila mi, ze juz trzymalem Malucha a ona dopiero po 12 godzinach bedzie mogla sie z nim zobaczyc. No a jaj ja poinformowalem, ze przez dwa dni nie bedzie mogla jesc to juz w ogole sie zalamala. Ale bylismy szczesliwi. Ja ze nic nie bylo Malej i Malemu a Zona, ze nic nie jest Malemu i Mnie

.Jak sie okazalo akcja porodowa nie wystepowala prawidlowo bo Maly mial dluga pepowine owinieta dwa razy dookola szyi -bardzo dobrze, ze skonczylo sie w ten sposob (zapewne, i tak nie byloby innego wyjscia) bo mogloby byc nieciekawie.Pozegnalem sie z Mloda i poszedlem do synka. Pediatry nie bylo bo gdzies sobie polazl

ale jakas pani polozna powiedziala mi ze Maly KAcper wazy 3760 - kawal chlopa.Nie wiem ile ma wzrostu i ile dostal punktow - ja bym mu dal z dyche bo byl sliczny rozowiotki, szukal cyca i lypal oczkami na chwilke odchylajac powieki. Skubany - jak swietnie mruzyl oczy zaraz po po porodzie - idac bylo, ze nie pasuja mu te wszystkie lampy

.Pozegnalem sie z Malym, poszedlem powiedziec jeszcze raz Zonie, ze ja kocham i pojechalem do domku.Zdarzylem tylko walnac piwko (zeby Maly sie dobrze rozwijal

) i padlem jak zabity.Dziekuje Wam wszystkim, ze wspieralyscie Gusiaka przez cala ciaze. Jestem z Wami i trzymam kciuki za Wasze Bobasy.3majcie sie Kwietniowe MamyNajszczesliwszy tata i maz na swiecie.Adam