Pisze zeby podzielic sie z wami moimi wrazeniami z pierwszego spotkania w szkole rodzenia.Moze to dziwnie zabrzmi, ale czulam sie tam jakbym poszla w czerwonej kiecce na pogrzeb

niby bylo to pierwsze spotkanie, ale bylo jeszcze sporo dziewczyn na tzw. "ostatnich nogach", uczestniczek jeszcze poprzedniego kursu.Siedzielismy sobie w ponurej klasie szkoly medycznej, w laweczkach, kazdy sobie. Dla mnie dziwne

nikt sie nikomu nie przedstawial, po prostu grupa obcych sobie ludzi ktorych jakas sila spedzila w to samo miejsce.W dodatku tematem pierwszego wyklady byla antykoncepcja (!!!). Pasc ze smiechu mozna.A teraz sedno sprawy...

Liczylismy na to ze spotkamy tam chociaz jedna pare z ktora sie zaprzyjaznimy, ale nie spodziewalismy sie calej grupy smutnych, zaniedbanych i niezbyt atrakcyjnie wygladajacych dziewczyn.

Moze czesc z Was sie zdenerwuje, a moze zgodzi sie ze mna, ale czy kobieta w ciazy faktycznie musi byc rozlazlą masą ciala w rozciągnietym podkoszulku, z tlustymi przylizanymi wlosami? i tym wyrazem twarzy!

Patrzac na nie mozna bylo odniesc wrazenie, ze ciaza to dla nich kara. Ciekawa jestem jakie Wy mialyscie wrazenia ze szkol rodzeniaPozdrawiam wszystkie zadowolone z zycia ciezarowki.