Dodaj do ulubionych

Tymka juz mamy :-D

13.12.06, 19:38
Czesc.
Juz jestem po porodzie. Moge powiedziec - to cos wspanialego. Dalo popalic, ale jak sadze, w normie. A synka mam cudownego. Jest taki slodki. Urodzilam 5 grudnia we wtorek (idealnie w terminie przewdzianym 7 miesiecy temu) o 15.40. Waga 3200, dlugosc 51 cm. Bole zaczely sie juz w niedziele, nieregularne jakies ale czuc bylo to co zapowiedziala polozna, twardniejacy brzuch i odczucie jak okres, nie byly silne, ani specjalnie dlugie. Zaczely sie okolo 15ej. Poszlismy z mezem na spacer. Jeszcze do wieczora popracowalam na kompie. Ale tak koo 21ej odszedl mi czop. Bole byly nieco silniejsze, co 20 minut. Zadzownilam do poloznej. Powiedziala, ze zaczyna sie powoli to co sie ma poprostu zaczac. Kazala zadzwonic za godzine, ale ja jakos zapomnilam, nie dotarlo do mnie, juz nie wiem. w kazdym razie kobieta i tak zarwala te nocke. Bole zrobily sie co 10 minut po minucie. Wytrzymalismy z mezem do prawie trzeciej i zadzownilismy po taksowke. Pani taksowkraka miala taki kurs pierwszy raz w zyciu. Zaliczylam bola w taksi, mimo ze kurs trwal moze z minute, moze dwie, bo szpital blisko. W kazdym razie jedna ulice pojechalismy pod prad, bo to sytuacja niecodzienna. Przyjeli nas i zadzwonili po moja polozna. Przyjechala zaraz i zbadala mnie a tu zero rozwarcie, tylko przedbole. Mysle sobie kurcze fajnie. Czlowieka umeczylo pol nocy a tu nic. Dala mi zastrzyk i jakies tabletki, takze mi szytsko przeszlo. Poczulam sie strasznie senna i zmeczona. Kazali zostac juz w szpitalu. Bylo kolo 4 rano. Maz byl o 10ej w odwiedzianch u mnie ale kimalam, wiec mnie nie budzil. Wyspalam sie przynajmniej, tak pewnie czlowiek by sie meczyl i do porodu bez sil by szedl. Poniedzialek minal wiec bez boli. Kolejne bole co pol godziny, po okolo minutcie zaczely sie o pierwszej w nocy, wiec kimalam w przerwach, na bol, ktory mnie budzil pomagalam oddychaniem, ze szkoly rodzenia. Potem zrobily sie co 20 mniut, a rano gdy polozna byla mnie obejrzec byly co 10 mniut. Umowila sie ze mna na kolejne badanie na wpol do pierwszej popoludniu. Moj maz na ta godzine tez przyjechal do szpitala. Akurat lezalam juz na porodowce. Na wlasne zyczenie wzielam lewatywke. Zreszta wyproznic bylo mi sie ciezko, bo bole i nie dawalam rady. Wiec poszlo lepiej przy pomocy wiadomej. Polzna przygotowala kapiel. Maz twierdz ze siedzialam w wannie godzine, dla mnie to jak kilka minut. Zupelnie inaczej sie odczuwalo czas, jakby go nie bylo. Tylko bol i przerwa. W wannie jednak znosnie. Rozwarcie ktore po przyjsciu na sale porodowa mialo 3 cm, skoczylo do 8. Polozna mowi, ze najgorsze juz za nami. Wyskakujac z wanny na lozko chwycily mnie bole, silne, czeste, jeczalam stojac, oparta o meza. Potem zaleglam na lozku bole trwaly. Polozna powiedziala, ze jak poczuje parcie moge przec i parlam tak pol godziny na zmiane lezac na boku, to w pozycji jakiejs kolyski. Zjawil sie moj lekarz, ktory ciaze od poczatku prowadzil. Orzekli, ze polgodzinne parcie bez efektu jest grozne dla malucha a i ja nie mialam tyle sily. Nie potrafilam wyprzec Tymka. mimo ze krzyczeli, ze blisko ze wiadc, ze ma czarne wlosy. Ja parlam i krzyczalam, a wszyscy, ze mam nie krzyczec tylko przec powietrzem, ktore gdy zlapie mam trzymac i na tym wdechu przec. Podsunieta mi tlen, taka rurke, z ktorej lecial. Maz ja trzymal. Lekarz pomogl mi opierajac sie o brzuch, w koncu zarzadzili wciaganie Tymka ssawka. Poszlo za tym i naciecie krocza. Jak glowka przechodzila poczulam pieczenie i moj maz juz mi do ucha mowi, trzymajac mi noge "Jest, jest" i pamietam jak Tymek w rekach polznej miedzy moimi nogami wyladowal w koncu mi na brzuchu. Byla 15.40. Powiedzialam "moje dziecko" i wielkie szczescie, ulga odpoczynek, szycie krocza w tle. Lekarz przyznal ze rzadko tnie, ale coz koniecznosc. Teraz mam troche utrudnione chodzenie, siadanie, piecze. Ale Tymus jest kochany. Nie wiem kiedy urodzilam lozysko. Tymek lezal na piersi. Wkoncu poszedl na wage i podstawowe pierwsze badanie. Mnie polozna umyla na lezaca, dali czysta koszulke szpitalna i przeszlam na lozko, na ktorym spedzilam potem tydzien w szpitalu. Tymka polozyla kolo mnie i byla pierwsza proba ssania z cyca. Trudne na poczatku bylo karmienie piersia teraz juz jest ok. Maz narobil troche fot zaraz po urodzeniu mamy jego pierszwe chwile zycia. To naprawde wzruszajace i to wielka chwila. Porod nie jest straszny, nie ma sie co bac. A Tymek wynagradza wszystko.

Porod byl w Niemczech.

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • zola Re: Tymka juz mamy :-D 13.12.06, 19:39
      A zapomnialam napisac, ze nie bylo znieczulenia, tylko srodek (zastrzyk) rozkurczowy co pomoglo szyjce sie rozszerzac.
      • gosssia_g Re: Tymka juz mamy :-D 13.12.06, 21:04
        gratulacje!!!
    • chiqita7 Re: Tymka juz mamy :-D 13.12.06, 23:37
      Gratulacje dla mamuski,i synusia!!!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka