Dodaj do ulubionych

odwiedziny w szpitalu

21.10.03, 17:47
Mała refleksja nt. odwiedzin krewnych w szpitalu, a właściwie apel o trochę
wyczucia.

Mianowicie są mężowie, którzy spędzają przy młodej mamie i dziecku po
porodzie całe dnie. To naprawdę super dla tejże mamy i dziecka. Ale niech ten
mąż wyjdzie czasem chociaż do sklepiku, albo na korytarz, bo inna świeżo
upieczona mama, w dzień czy dwa po porodzie, leżąca na łóżku obok, płynie
potem i krwią i czasem wstyd jest nawet wyjść z łóżka do łazienki przy obcym
facecie, nie mówiąc już o wietrzeniu ran poporodowych i pogryzionych piersi...

A z liczną rodziną można też przecież wyjść pogadać na korytarz.

Życzę wszystkim spokojnego i komfortowego połogu!
Obserwuj wątek
    • ja275 Re: odwiedziny w szpitalu 22.10.03, 00:09
      wiem co masz na mysle ja taka sytuacje glupio mowiac olewalam - bo moj maz tez
      przy mnie byl non stop ( b. tego potrzebowalam ) i nie krepowala go ani mnie
      obecnosc meza mojej kolezanki z sali ani to ze bylysmy ubazgrane krwia - to
      ludzkie wiem ze moze byc to krepujace ale czy po cc mysl sie o tym ee niee
      • dollores1 Re: odwiedziny w szpitalu 22.10.03, 08:28
        Macie rację że to krępujące - przynajmniej dla niektórych kobiet, bo wiele z
        tych co znam twierdzi że poród to coś tak pięknego i naturalnego że nie ma się
        czego wstydzić. Ja jednak należę do tej niewielkiej garstki, która nie uważa
        porodu za najatrakcyjniejszą rzecz na świecie. Dlatego też rozmawiałam już z
        moją rodziną i rodziną męża że nie chcę odwiedzin w szpitalu - i to nawet nie
        ze względu na kobietki z tej samej sali, ale również i przede wszystkim ze
        względu na mnie samą. Ustaliliśmy, że może mnie odwiedzać tylko mąż. Wiadomo że
        chciałabym żeby był przy mnie non stop, ale z pewnościa wezme pod uwagę również
        uczucia moich koleżanek z sali. Mam tylko nadzieję że one także będą miały
        troche taktu i nie będzie do nich tłumu odwiedzających. Zobaczymy
        • wiki41 Re: odwiedziny w szpitalu 22.10.03, 14:50
          Przy porodzie, przy lekarzu i przy mężu nie ma się czego wsydzić, ale przy
          obcych dla mnie był to dyskomfort.

          Ale zrozumcie mnie dobrze - nie mam nic przeciw odwiedzinom, to wspaniale, że
          ktoś bliski może być przy nas. Chodzi mi tylko o to, że długie odwiedziny mogą
          być przerywane wjściem na pizzę na pół godziny, czy do kiosku na 15 min. To
          pozwoli sąsiadkom wyjść bez stresu do łazienki. Pewnie po cc tym bardziej
          potrzebna jest opieka, ale chyba i wtedy można wysłać męża na moment po herbatę?

          Pisanie o tym jest trochę niezręczne, bo to tak, jakbym zarzucała, że
          potencjalnie takie zachowanie dotyczy każdej z czytelniczek. Ale po prostu
          chciałam uczulić. Każda z nas ma prawo do odrobiny prywatności, zwłaszcza po
          takim przeżyciu, jak poród.

          A odwiedziny - jak najbardziej. Ja, już w domu, bardzo się cieszę, że
          odwiedzają mnie przyjaciele, to daje poczucie, że nie jest się wyizolowanym od
          świata. No i zawsze miło usłyszeć, że nasze maleństwo jest takie słodkiesmile)

          Pozdrawiam, wiki
    • kari7 Re: odwiedziny w szpitalu 22.10.03, 13:29
      A ja jestem zwolenniczką zakazu odwiedzin w salach. Sama byłam na takim
      oddziale i uwazm ze to jest super sprawa.Na oddział nie ma wejscia rodzina,
      jest świetlica przed wejsciem i mozan wyjśc i porozmawiać.Jest oczywiscie w
      szpitalu druga część oddziału na którą są wejścia, jest to jednak i tam nie
      jest super - slae 3 i 4 osobowe, część dzieczyn z dcieśmi część z zagrozona
      ciążą czu po poronieniu ( co uważmza najwiekszy absurd żeby babaka po usunieciu
      ciązy leżała ze szczęsliwą mamusią).Jednak typowy oddział dla matek jest
      zamknięty. ze mną z małym mąz był 3 godziny po porodzie.Potem jak chciałm
      maluszka pokazac babciom to wywyiziłam go w wózeczku do drzwi.A na sali spokój,
      nikt sie nie plącze.Jednych stan po porodzei krępuje innych nie.ALe odiwedzic
      mzan potem w domy a nie pchac się tłumem osób do szpitala i jeszcze przynosić
      jakieś wirusy.Maz ma i tak co robic w tym czasie, poza tym teraz to nie
      tragedia bpo przeciez w szpitalu trzymają 2 dni i do domku.No chyba ,że to jest
      cesarka to wtedy uważam że maż powinien móc wejsc i pomóc, ale tylko wtedy.Poza
      tym bedźmy szczere - jestśmy tak zaabsorbowane maluchem ze chyba nie w głowie
      nam wizyty!J amiałm to szęście z urodziłą sw sobotę po południu a w poniedziełk
      rano byłam już w domku, może dlatego nie odczyłam pobutu w spzitalu , poa tym
      mały cły czas spał i jadł wieć niemiąłm problemów.Czego wszystkim życzę.
    • joanka75 Re: odwiedziny w szpitalu 22.10.03, 14:08
      Hej
      Jestem jak najbardziej za. Podczas pobytu w szpitalu wielokrotnie musialam
      maskowac sie z podpaska czy balsamem na rozstepy, bo do sasiadki przychodzili
      znajomi, czesto siedzac do poznych godzin wieczornych.
      Ten apel nalezy skierowac przede wszytskim do kobiet, bo to one maja wplyw na
      zachowanie swoich gosci. Wszystko mozna, tylko z wyczuciem i umiarem.
      • maja252 Re: odwiedziny w szpitalu 22.10.03, 14:20
        no i racja ...dla mnie to był by horror gdyby jakiś obcy facet siedział w
        pokoju a ja wymemłana .ledwo chodząca a i wiadomo że po porodzie krwaienie
        jest duże i różne wpadki sie zdażają....i tu wielki plus dla szpitala w którym
        przyszły na świat moje dzieci i przyjdzie niedługo kolejne ..........nie ma
        odwiedzin na oddziale...jest specjalny pokój odwiedzin gdzie przyjmuje się
        gości i rodzinę...uwarzam że wszędzie tak powinno być

        Pozdrawiam Maja
    • kubbik1 Re: odwiedziny w szpitalu 22.10.03, 15:08
      no ja w pierwszy dzien po porodzie lezalam z dziewczyna ktorej maz przyszedl
      moze na pol godziny i wlasciwie swoje tez moze tyle widzilam bo szczerze mowiac
      po calej nocy porodu(a rodzilismy razem) bardziej mialam ochote pospac niz
      patrzec mezowi w oczy zreszta i on byl zmeczony natomiast drugiego dnia
      dziewczyna z ktora lezalam rano poszla do domu i przywieli inna a razem z nia
      wpadla na sale jej mama maz i mlodsze dziecko to byl koszmar
      przede wszystkim jej mama zaczela od robienia swoich porzadkow na sali, gadal
      przy tym bez przerwy, potem zaczela mnie wypytywac o rozne rzeczy w stylu ile
      wazylo moje dziecko a ile mialo punktow no i o czywiscie porownywala to z
      geberytami swoje wnuka(nowonarodzonego) potem sobie jeszcze przeczytala moja
      karte choroby no i stwierdzila ze idzie ko kosciola i wroci potem a na razie
      zostanie sobie jej coreczka z mezem...no a maz sie rozsiadl na krzesle obok zony
      i wlaczyl na caly regulator telewizor (rodzilam w prywtnej klinice) i sobie ten
      telewizor ogladal
      na cale szczescie tego dnia po pludniu szlam do domu...
      ale kultura no coz....

      pozdrawim
      magda
    • kerstink Re: odwiedziny w szpitalu 23.10.03, 08:28
      Popieram. Z drugiej strony rozumiem matki z pierwszym dzieckiem, ze nie chca byc
      same, i zalezy, na ile naprawde potrzebna jest pomoc.
      K.
      • ainer1 zrocic uwage? 23.10.03, 12:38
        Witam!

        Moze jestem za bardzo bezposrednia ale po "nalocie" rozwrzeszczanej matki-matki
        i ryczacego TV porozmawialabym z mloda mama z prosba o chwile wytchnienia:>
        Chyba zrozumie? Albo dala znac w trakcie panoszenia sie mamy-mamy.
        Przeciez bylyscie na rownych prawach?
        A to zamieszanie to czesto jak sadze ludzie robie z podniecenia ze nowe zycie i
        wogole troszke szaleja :>>>

        Renia

        Renia
        • joanka75 Re: zrocic uwage? 23.10.03, 13:07
          Hej
          Majac na glowie rozwrzeszczana rodzinke napewno zwrocilabym uwagesmile Tylko ze
          nie kazdy przejmie sie tym.
    • ania175 Re: odwiedziny w szpitalu 23.10.03, 13:11
      Ja jeszcze wprawdzie nie rodziłam (będę w styczniu) ale zgadzam sie, że j.
      odwiedziny to albo na chwilę, albo w oddzielnym pomieszczeniu. Ja do siebie
      dopuszczę po porodzie tylko męża, ewentualnie mamę. Nie wyobrażam sobie wizyty
      teściowej, która zaraz zaczęłaby się mądrzyć i udawać zatroskaną mamusię.
      Ponieważ nie będę rodzić prawdopodobnie w miejscu mojego zamieszkania, mama w
      ogóle musi dojechać jeszcze z innej miejscowości, więc myslę, ze jedynym
      odwiedzającym mnie będzie mój małżonek a w dodatku nie będzie ze mną siedział
      cały czas tylko będzie wpadał, bo pracuje.
      No chyba, ze moja współspaczka bedzie mnie zamęczać swoimi gośćmi, to sproszę
      większą gromadę wink
      Pozdrawiam
      Ania.
      • monique251 Re: odwiedziny w szpitalu 23.10.03, 14:33
        A ja moje drogie, będę pewnie niezbyt popularna i zaraz napadnie mnie tłum
        walczących samodzielnych mamuś, zamierzam wykorzystać obecność małżowiny bez
        żadnych ograniczeń. Między innymi dlatego nie płacę żadnych dodatkowych
        pieniędzy lekarzowi ani położnej, tylko funduję sobie taki elegancki pojedynczy
        pokoik (mój mąż stwierdził, że upadłam na głowę, bo za tyle to se moge nocleg w
        najwytworniejszym hotelu w mieście wraz z prywatnym położninkiem zafundować), w
        którym to pokoiku zamierzam go wykorzystać (męża znaczy) maksymalnie - będzie
        przewijał, podawał malucha do karmienia, włączał i wyłączał radio i biegał po
        dodatkowe podkłady i takie tam różne. Teraz stara się wykorzystać co się da do
        woli (jeździ w góry z kolegami, chodzi na męskie spotkanka itp- pewnie się tak
        nie przejmuje zbytnio bo to druga ciąża) więc niech nie sądzi,że jak ja będę w
        szpitalu to on będzie urządzał pępkowe i wypoczywał przed telewizorem. Nic z
        tego. Dziecko będzie nasze a nie moje. Nikomu nie będzie przeszkadzał, a może
        się nawet komuś (mi?) do czegoś przyda. Pozdrawiam i czekam na grad potępienia.
        • ewetka Re: odwiedziny w szpitalu 23.10.03, 15:19
          Gdybym miała więcej pieniążków sama bym sobie taką przyjemność zafundowała.
          Potępiać Cię nia zamierzam, bo sama zamierzam wykorzystać męża na maksa. Moje
          kochanie weźmie dwa tygodnie zwolnienia na opiekę nad żoną po porodzie i w
          domu będziemy się wszystkiego uczyć przez te pierwsze dwa tygodnie razem.( To
          nasze pierwsze dziecko). Niestety nie stać mnie na samodzielny pokoik w
          prywatnej klinice, więc dostosuję sie do szpitalnych warunków. Z jednej strony
          chciałabym, żeby mąż był przy mnie i dziecku cały czas, ale z drugiej strony
          rozumiem potrzebę intymności innych osób. Sama też pewnie niewyraźnie czułabym
          się w obecności innych tatusiów, teściówek itp. Mój mąż też póki co korzysta z
          ostatnich chwil wolności, bo zdaje sobie sprawę z tego, że po porodzie życie
          wywróci się nam do góry nogami.
          pozdrawiam
          Ewa
        • burza4 Re: odwiedziny w szpitalu 23.10.03, 15:39
          Tak sobie zajrzałam z ciekawości, to wtrącę swoje trzy grosze. Oczywiście, że
          możesz sobie pofolgować, i nikt nie ma do ciebie pretensji - jeśli będziecie w
          osobnym pokoju, to wasza sprawa. Ale jeśli nie? Bo jak rozumiem, rodzić
          będziesz w Polsce, a weź pod uwagę fakt, że pokoi jednoosobowych jest w
          porywach kilka i są non stop zajęte (np. na Karowej są chyba 2, na Żelaznej
          tylko 3) -i mimo swojej chęci zapłacenia może się okazać, że nic z tego, bo
          akurat nie mają wolnych pokoi i basta. A wbrew pozorom wiele mamuś chce się
          szarpnąć na taki luksus raz w życiu (ze już nie spomnę, że taki pokój "nalezy
          się" w ramach złotej karty w większych prywatnych lecznicach).
          Dziewczyny piszą o zupełnie innej sytuacji i trudno się dziwić, że nikogo
          normalnego nie cieszy tabun gości przy sąsiednim łóżku. Ja sama na własne oczy
          widziałam w szpitalu 7-osobową wycieczkę, z babcią o kulach, jakimiś starszymi
          wujkami i ciotkami tudzież dwójką znudzonych nastolatków. Wydawało mi się to
          strasznie nie na miejscu, tym bardziej, że działo się to na oddziale
          obserwacyjnym, gdzie były kobiety po porodzie (w innej sali), ale były też np.
          po poronieniu i takie radosne odgłosy z korytarza mogły kogoś innego dobijać...
          Że już nie wspomnę o fakcie, że wyobraźcie sobie taka bidulę, która leżała z
          zagrożoną ciążą i przy tych wszystkich starych wujach i nastolatkach ktoś ją
          zasypywał intymnymi pytaniami o rozwarcie szyjki... A z kolei ta po 36-
          godzinnym porodzie tez chciałaby odpocząć i w miarę możliwości odespać, a zza
          ściany dobiera miarowy gwar rozmów 10 osób...
        • joanka75 Re: odwiedziny w szpitalu 23.10.03, 23:05
          Grad potepienia ? Ale to chyba nie o to chodzilo w tym watku.... Chodzi o
          dyskomfort jaki odczuwa "wspolspaczka" kiedy jest przez caly dzien bombardowana
          obcymi ludzmi nad glowa. A to ze meza zaganiasz do roboty od samego poczatku to
          zupelnie normalne, ale twoj maz nie bedzie przeszkadzal nikomu, bo jak sama
          napisalas bedziesz miala "pojedynczy apartament" smile Moze poczujesz sie
          rozczarowana, ale zadnego gradu potepienia nie bedziesmile
          Pozdrawiam
          • gochagocha Re: odwiedziny w szpitalu 24.10.03, 12:38
            Taka mi sie nasunela refleksja ...
            Niecale 5 lat temu urodzilam synka (silami natury). Na sali lezalo wtedy 6
            albo 7 mam z maluszkami (wszystkie urodzily sie tej samej nocy i wczyscy byli
            chlopcami). Na nasza sale nie mial prawa wstepu nikt z zewnatrz, zaden tatus,
            zadne male dzieci, zadne stesknione babcie ... Jak do ktorejs z nas przyszla w
            odwiedziny rodzinka to trzeba bylo grzecznie wyjsc do niej do poczekalni a jak
            sie chcialo demonstrowac dzidziusia mozna go bylo jak najbardziej wywiezc do
            rodzinki i pokazac.
            I wiecie co? Bylam z takiego rozwiazania bardzo zadowolona. Cieszylam sie, ze
            nikt z zewnatrz nie peta mi sie po sali, nie kicha i nie kaszle na moje
            nowonarodzone dziecko (nie chce nikogo obrazic ale wszyscy wiemy, ze nie
            wszyscy sa odpowiedzialni w dzisiejszych czasach).
            I mozecie teraz mnie zakrzyczec, ze przeciez dziecko i tak bedzie mialo
            kontakt z zarazkami jak wyjde ze szpitala. No i dobrze, wtedy juz nie mam
            wyjscia, ale przynajmniej w tych dwoch pierwszych dobach po urodzeniu niech ma
            spokoj i jest chroniony przed chorobskami.
            Gosia
            PS. Teraz tez bede rodzic w tym szpitalu.
        • malgog Re: odwiedziny w szpitalu 24.10.03, 13:01
          Popieram w całej rozciągłości.
          Po pierwszym porodzie leżałam w 3 osobowej sali - do dziewczyn leżących ze zmną
          przychodziły tłumy gości - do mnie mąż i mama, cichutko, kilka minut na
          korytarzu i do domku, żeby nie przeszkadzać.
          Ja również zdecydowałam, że w maju kiedy przyjdzie na świat moje drugie
          maleństwo decyduję się na pojedyńczy pokój nawet jeżli miałabym zapłacić jak za
          najlepszy hotel w W-wie.
          Po porodzie oczykiwałam jedynie chwili spokoju, poznawała swojego synka i
          marzyłam wyłącznie o tym aby być sama z dzieckiem, nie miałam ochoty na
          jakiekolwiek rozmowy o porodzie, bólach, krawieniach i tego typu przyjemnościch.

          Małgosia
    • ese1 Re: odwiedziny w szpitalu 24.10.03, 19:43
      O!! Skad ja to znam. A na dodatek jeszcze ten troskliwy maz sasiadki przychodzi
      z rozwydrzonym dzieciakiem ktorego jest pelno wszedzie, wrzeszczy, i nikt mu
      uwagi nie zwraca. Mozna bylo oszalec!
      • gagarin3 Re: odwiedziny w szpitalu 24.10.03, 22:29
        Ja miałam sąsiadkę, która urodziła piąte dziecko. Szczęśliwy tatuś
        przyprowadzał codziennie pozostałą czwórkę rodzeństwa. Cała dziatwa zasiadała
        na matczynym łożu - usytuowanym naprzeciwko mojego - i z rozdziawionymi
        buziami wpatrywała się we mnie, jak sroka w gnat. Jakby tego było mało ich
        tatuś latał po całej sali i z zapałem wszystko filmował... Czułam się, jakbym
        brała udział w reality show...
        Aga J. mama Piotrusia
        • kasik8 Re: odwiedziny w szpitalu 26.10.03, 13:05
          Nie wyobrazam sobie takich sytuacji o ktorych piszecie..naszczescie w moim
          miescie sa jakies inne prawa, choc tez sie zmiemniaja. Przy pierwszym dziecku
          oddzial byl zamkniety..nikt nie mogl wchodzic i nawet widziec
          dziecka...odwiedziny w pokoiku metr na metr..wiec szybko bo zaraz ktos znow
          chcial skorzystac...i w pelnym ubraniu ochronnym. Teraz w tym samym szpitalu
          jest nieco innaczej...mozna juz wywozic w wozeczkach dzieci do specjalnego -
          duzo wiekszego pokoju...ale nadal na sale lezacej kobiety nie ma sie
          wstepu.Nie wyobrazam sobie lazenia obcych ludzi..kobieta wtedy jest obolala,
          zmeczona, krwawiaca i karmiaca...co akurat mnie przeszkadza. Nie jestem tak
          otwarta na te sprawy jak inne mamy. Nie mam poczucia chwalenia sie swoimi
          piersiami i kroczem obcym ludziom..i swoim takze. To dla mnie intymna sprawa.
          Po za tym jak juz wspomiala dziewczyna wyzej..ludzie nie znaja
          ograniczen..wpadaja calymi tabunami, rodzinami, ciotek, babc, chorych z
          rodziny i rozwydrzonych dzieciakow. Dziecko mam mala odpornosc na infekcje..a
          ja np. rodzilam pierwsze dziecko w listopadzie a teraz drugie bede rodzic w
          lutym..malo kto jest calkowicie zdrowy w tym okresie..wszyscy zakatarzeni,
          prychajacy - gosc nie kaszlnie na dziecko "z rodziny" - odwroci glowe w strone
          obcej kobiety i jej dziecka. I to nie przesada co pisze...widzialam takie
          sytuacje samej odwiedzajac rodzine. Cale szczecie u mnie zachowane sa jeszcze
          pewne normy w szpitalu.
          Kasik
    • mama_wiktora Re: odwiedziny w szpitalu 27.10.03, 10:56
      Też się wtrącę. Leżałam po cesarce w dwuosobowej sali, współspaczka też była po
      cesarce. Odwiedziny mojej rodziny przyjmowałam z utęsknieniem, pomogli
      posprzątać, przyszykować herbatkę do termosu, zajęli się dzieckiem, a ja
      doczołgiwałam się w spokoju pod prysznic i do toalety, przynosili całość
      niezbędnego osprzętu. Odwiedziny te nigdy nie były długie, góra pół godziny do
      godziny i dyskretnie się zmywali, choć fakt faktem było tych wizyt kilka
      dziennie, a bo mąż przed pracą na 15 minut, potem mama, potem tata z tym czego
      mama zapomniała, kurtuazyjna wizyta brata i bratowej na pół godzinki, no i mąż
      po pracy na dłuższą chwilę. Gdyby siedzieli cały dzień to sama bym ich
      wyrzuciła, bo chciało mi się spać, spać i jeszcze raz spać. A sen miałam wtedy
      tak mocny, że ani dzwoniąca komórka ani tłum przy sąsiednim łóżku mi nie
      przeszkadzał.
      Tak więc po pierwsze uważam że odwiedziny są konieczne, przynajmniej mnie
      zapewniały niezbędną pomoc, której w tym zakresie nie mogłam wymagać od
      zapracowanych pielęgniarek, no i moc troski i zainteresowania, o zachwytach nad
      dzieckiem nie wspomnę.
      Nie sądzę aby w takiej formie odwiedziny były dla innych kłopotliwe, choć
      oczywiście miałam pewne zastrzeżenia do rodzinnego tłumu współwspaczki, który
      przychodził rano z wałówką na cały dzień, składał się z bliższej i dalszej
      rodziny, no i rzeczywiście zostawał na prawie cały dzień, zmywali się po
      południu jak przychodził jej mąż.
      Ja osobiście się nie krępowałam, cycki okładałam kapustą i wietrzyłam jak
      trzeba było, z gracją przy schodzeniu z wysokiego łóżka z raną w brzuchu też
      było kiepsko, więc i z podkładem i podpaską bywało różnie, ale ostatecznie
      wtedy potrzeby fizjologiczne brały górę. Uznawałam, że to ewentualnie ich
      problem, nie mój. Liczę że następnym razem będę leżeć z kimś o większym umiarze.
      • monikazm Re: odwiedziny w szpitalu 27.10.03, 13:11
        przeczytałam wszystkie listy w tym wątku i uważam że jako jedyna masz zdrowe
        podejscie i nie doszukujesz się sztucznie problemów. gratulacje.
        • burza4 Re: odwiedziny w szpitalu 27.10.03, 16:01
          monikazm napisała:

          > przeczytałam wszystkie listy w tym wątku i uważam że jako jedyna masz zdrowe
          > podejscie i nie doszukujesz się sztucznie problemów. gratulacje.

          Moniko, ale nie każdy ma tak twardy sen że nic go nie rusza. A po porodzie
          kazda kobieta jest zmęczona i chciałaby móc odpocząć. A niektórzy naprawdę nie
          zmrużą oka, jak na sali siedzi kilka osób, nawet jeśli usiłują być cicho. Ale
          niektórzy nawet nie usiłują. Poza tym szpital to nie sanatorium, ludzie mimo
          wszystko nie są w najlepszej formie, więc należałoby się z nimi po prostu
          liczyć. Jeśli kogoś nie krępuje obecność obcych osób, to fajnie, ale niektórzy
          źle się z tym czują i naprawdę trudno się im dziwić. Na porodówce wystarczy mąż
          i ewentualnie mama, to naprawdę nie jest miejsce dla rzeszy pociotków...
          • mama_wiktora Re: odwiedziny w szpitalu 28.10.03, 13:40
            Moje "zdrowe podejście" jak to określono powyżej, nie jest wynikiem mocnego
            snu. Myślę, że umiar we wszystkim jest jak najbardziej wskazany, nie wszystko
            jest albo czarne albo białe. Dla mnie odwiedziny w szpitalu były
            błogosławieństwem, nieocenioną pomocą i ukojeniem obaw "na nowej drodze życia".
            Ale OCZYWIŚCIE nadmiar dalszych krewnych przychodzących do leżącej obok
            pacjentki, czy nawet do mnie wyprowadza mnie z równowagi.

            Dodam jedynie, że do listy dopuszczonych do szpitalnych odwiedzin dodałabym
            jednak trochę ponad męża i mamę, mój ojciec i bratowa również bardzo mi
            pomogli. Nie przychodzili przecież na raz. Na mój gust jeśli w ciągu dnia mam
            4 godzinne wizyty rodziny po jednej osobie, góra dwie na raz to nie jest to
            jakaś tragedia dla współspaczki.

            No i raczej nie będę kombinować jak "zaoszczędzić" pewnych widoków
            odwiedzającym, ostatecznie przyszli do szpitala a nie do mnie na herbatkę
            imieninową.

            Pozdrawiam
            Gosia
            • kasik8 Re: odwiedziny w szpitalu 28.10.03, 14:27


              "No i raczej nie będę kombinować jak "zaoszczędzić" pewnych widoków
              odwiedzającym, ostatecznie przyszli do szpitala a nie do mnie na herbatkę
              imieninową"

              Swietne zdanie..to nie herbatka tylko szpital..miejsce, gdzie kobiety
              wypoczywaja!, regeneruja sily, zajmuja sie swoimi dziecmi itp. Miejscem
              odwiedzin jest dom. Naprawde w szpitalu jestesmy tak ktorko, ze moznaby bylo
              uszanowac inne panie.
              Zalozmy, ze do Ciebie przyjdzie na 4 godz. maz i mama...do sasiadki rowniez i
              do nastepnej..w pokoju ile jest osob??? kazdy rozmawia, smieje sie - nawet nie
              chcacy.. i tu nawet nie o to chodzi...o zagluszanie ciszy i sen..bo przyjdzie
              noc i moze uda sie troche przysnac...ale o wlasnie o wietrzenie, lezenie bez
              majtek, karmienie piesia, o krew...naprawde ja osobiscie nie chcialabym zeby
              ktos obcy to ogladal...dla Ciebie to bliski a dla mnie obcy..dlatego jestem za
              izolacja.Ciesze sie, ze u mnie w szpitalu nie ma tak swobodnych odwiedzin.
              Do tego powinno byc miejsce.Osobny pokoik...wizyty krotkie - odwiedziny! jak
              sama nazwa wskazuje a nie posiadowy. Nie myslmy tylko o sobie, ale o
              innych...przez te kilka dni jest tak jakbysmy mieszkaly razem.A kazde
              mieszkanie razem to szanowanie wspollokatora.
              Pozdrawiam Kasik
              • mama_wiktora Re: odwiedziny w szpitalu 28.10.03, 15:30
                Gdybyś przeczytała moje oba posty może zauważyłabyś że mam na myśli cztery
                godzinne a nie czterogodzinne wizyty.

                Oraz to że nie popieram wizyt wieloosobowych na herbatkę, a raczej wizyty typu
                pomoc, rodzice przynosili mi różne zakupy, wodę mineralną, herbatki
                wspomagające karmienie, dodatkowe ciuchy, zabierali te brudne do prania, umyli
                szklanki, zajęli dzieckiem, pomagali wziąć prysznic. I niewiele mnie obchodzi
                czy to się komuś podobało, nie jest to pomoc której można wymagać od
                pielęgniarki a dla mnie była bezcenna w tamtym czasie.

                Zdanie które ci się tak spodobało w zamierzeniu powinno być odebrane: nie
                popieram długich wizyt w szpitalu, ale jeśli ktoś takie odwiedziny uskutecznia,
                to nie będę się przejmować tym, że zobaczy krew na moim łóżku, albo cycki
                obłożone kapustą, bo nie zamierzam w bezruchu czekać aż łaskawie wyjdzie.

                Pozdrawiam
                gosia
            • kasik8 Re: odwiedziny w szpitalu do mama-wiktora 28.10.03, 14:32


              "No i raczej nie będę kombinować jak "zaoszczędzić" pewnych widoków
              odwiedzającym, ostatecznie przyszli do szpitala a nie do mnie na herbatkę
              imieninową"

              Swietne zdanie..to nie herbatka tylko szpital..miejsce, gdzie kobiety
              wypoczywaja!, regeneruja sily, zajmuja sie swoimi dziecmi itp. Miejscem
              odwiedzin jest dom. Naprawde w szpitalu jestesmy tak ktorko, ze moznaby bylo
              uszanowac inne panie.
              Zalozmy, ze do Ciebie przyjdzie na 4 godz. maz i mama...do sasiadki rowniez i
              do nastepnej..w pokoju ile jest osob??? kazdy rozmawia, smieje sie - nawet nie
              chcacy.. i tu nawet nie o to chodzi...o zagluszanie ciszy i sen..bo przyjdzie
              noc i moze uda sie troche przysnac...ale o wlasnie o wietrzenie, lezenie bez
              majtek, karmienie piesia, o krew...naprawde ja osobiscie nie chcialabym zeby
              ktos obcy to ogladal...dla Ciebie to bliski a dla mnie obcy..dlatego jestem za
              izolacja.Ciesze sie, ze u mnie w szpitalu nie ma tak swobodnych odwiedzin.
              Do tego powinno byc miejsce.Osobny pokoik...wizyty krotkie - odwiedziny! jak
              sama nazwa wskazuje a nie posiadowy. Nie myslmy tylko o sobie, ale o
              innych...przez te kilka dni jest tak jakbysmy mieszkaly razem.A kazde
              mieszkanie razem to szanowanie wspollokatora.
              Pozdrawiam Kasik
            • burza4 Re: odwiedziny w szpitalu 28.10.03, 14:59
              mama_wiktora napisała:

              > Moje "zdrowe podejście" jak to określono powyżej, nie jest wynikiem mocnego
              > snu. Myślę, że umiar we wszystkim jest jak najbardziej wskazany, nie wszystko
              > jest albo czarne albo białe. Dla mnie odwiedziny w szpitalu były
              > błogosławieństwem, nieocenioną pomocą i ukojeniem obaw "na nowej drodze
              życia". Ale OCZYWIŚCIE nadmiar dalszych krewnych przychodzących do leżącej obok
              > pacjentki, czy nawet do mnie wyprowadza mnie z równowagi.
              >
              > Dodam jedynie, że do listy dopuszczonych do szpitalnych odwiedzin dodałabym
              > jednak trochę ponad męża i mamę, mój ojciec i bratowa również bardzo mi
              > pomogli. Nie przychodzili przecież na raz. Na mój gust jeśli w ciągu dnia
              mam 4 godzinne wizyty rodziny po jednej osobie, góra dwie na raz to nie jest to
              > jakaś tragedia dla współspaczki.

              Gosiu, ty się zamkniesz w 4 osobach, ale ktoś inny przyprowadzi całą wycieczkę,
              bo kuzynka szwagra ze stwony matki też strasznie chciała dzidziusia zobaczyć. A
              jeśli na sali leży kilka dziewczyn to przecież przez cały dzień drzwi się nie
              zamykają! Myślę, że te 3-4 dni w szpitalu można się ograniczyć do kogoś, kto po
              prostu służy do pomocy. Na wizyty jest czas w domu. W szpitalu pod ręka jest
              wykwalifikowany podobno personel, który znacznie lepiej powinien jakiekolwiek
              obawy rozwiewać.

              Do do zdrowego rozsądku - to wierz mi, naprawdę wielu ludziom go brakuje (patrz
              mój pierwszy post). Ja na własne oczy widziałam w szpitalu zbiegowisko rodziny
              i nikomu z tych ludzi nie przyszło do głowy, że może coś jest nie tak. Że już
              nie wspomnę o dwójce dzieci (bracia cioteczni pacjentki), na oko 12 i 16 lat i
              jakimś starszym dziadku wśród kobiet z podpaskami i biustem na wierzchu. Nie
              wiedzieli gdzie oczy podziać. Litości!!! Męka i dla innych pacjentek i dla
              męskiej połowy tej wycieczki.

              > No i raczej nie będę kombinować jak "zaoszczędzić" pewnych widoków
              > odwiedzającym, ostatecznie przyszli do szpitala a nie do mnie na herbatkę
              > imieninową.

              Gosiu - ty patrzysz od strony "zaoszczędzenia lub nie widoków" innym, a
              niektóre kobiety pod kątem "zaoszczędzenia sobie" wątpliwej przyjemności
              wystawiania się na widok publiczny w dość kiepskiej formie. Bo nie jest im
              wszystko jedno czy ktoś widzi czy nie i czują z tego powodu pewnien dyskomfort.
              To by warto uszanować.
              • mama_wiktora Re: odwiedziny w szpitalu 28.10.03, 15:45
                Generalnie chyba się zgadzamy co do meritum. Ja też nie byłam zachwycona
                wielogodzinnymi i wieloosobowymi wycieczkami u mojej współspaczki. Niemniej
                najważniejsze dla mnie było to, żeby zająć się dzieckiem i własnymi cycami
                elementarną higieną. Starałam się nie zwracać uwagi na towarzystwo przy
                sąsiednim łóżku i robiłam swoje. Nie mówię, że to nie przeszkadza, wręcz
                przeciwnie, ale nie czekałam też aż wyjdą, bo nigdy nie udałoby mi się wymienić
                kapuchy na cyckachsmile

                Może tylko ja dostałam takiej znieczulicy po porodzie i późniejszej cesarce,
                ale naprawdę było mi wszystko jedno. Opowiem taką historię: Gdy po raz pierwszy
                szłam po cesarce pod prysznic, nie mogłam zamoczyć rany, chciałam umyć włosy i
                się trochę odświeżyć, prysznic nie był zamykany, taka sobie kabina obok
                kibelków, nie miałam jak sama się umyć, pomagała mi przyjaciółka, siedziałam na
                krześle częściowo w kabinie, a ona pomagała mi się spłukać, wtedy z kibelka
                wyszła jakaś pani i powiedziała, że może powinnam się zasłonić, bo tu
                przychodzą panie z mężami, i wiesz co, spojrzałam na nią jak na wariatkę, bo ja
                ledwo się tam doczołgałam, miałam za sobą 16godzinny poród i cesarkę, zdarte od
                krzyku i znieczulenia gardło i nie miałam siły ani energii na to, żeby
                kombinować, co by tu zrobić, żeby ktoś nie zobaczył moich cycków. I tylko to
                miałam na myśli...

                Myślę, że to że są osoby które nie potrafią uszanować intymności odwiedzin w
                szpitalu i przychodzą na herbatkę na kilka godzin nie może powodować drugiej
                skrajności, czyli zakazu wejść do szpitala, temu jestem przeciwna, patrz moje
                posty powyżej.

                Chyba się znowu rozpisałam...smile
    • elasz4 Re: odwiedziny w szpitalu 27.10.03, 14:03
      Uważam, że jest to problematyczna sprawa, bo dla mnie osobiście nie wyobrażam
      sobie gdyby mój mąż i siostra nie przychodzili do szpitala.
      Ja urodziłam przez cc, nie miałam żadnych problemów z raną, właściwie to odrazu
      wstałam i dużo zajmowałam się moim synkiem, ale był jeden ogromny problem z
      karmieniem. Maluszek nie chciał ssać i przez cały pobyt w szpitalu nikt się tym
      nie zainteresował chociaż szukałam pomocy w tej sprawie, pozostawiono mnie
      samej sobie i przez pierwsze dni kiedy nie wiedziałam dlaczego dziecko nie śpi,
      tylko płacze i marudzi to jedynie pomoc najbliższych pozwoliła mi nie zwariować
      i zażyć odrobinę snu dlatego nie wyobrażam sobie jakby nie było takiej
      możliwości.
      A jeśli chodzi o inne rodziny na sali? Nie myślałam o tym, bo najważniejsze dla
      mnie było dobro moje i mojego dziecka i szczerze powiedziawszy po prostu ich
      nie zauważałam.
    • jaha_mama_magdy Re: odwiedziny w szpitalu 27.10.03, 17:46
      Rodzilam w szpitalu, w ktorym nie mozna bylo przyjmowac gosci. Jesli ktos
      przyszedl mozna bylo wyjechac z dzieciaczkiem w wozeczku - i to na 10 min i
      pokazac. Nie powiem, po cesarce, kiedy ledwo sie ruszalam przydalby mi sie
      ktos, kto podalby mi chociaz kubek zza glowy. Niestety bylo to niemozliwe. Z
      drugiej strony od zawsze wpajano mi, ze pierwsze 3-4 tygodnie zycia dziecka to
      czas dla najblizszej rodziny, gdzie nie ma mowy o odwiedzinach, przynoszeniu
      zarazkow i wirusow - i to jest dla mnie oczywiste. Tabuny cic, wujkow,
      kolezanek naprawde moga poczekac.
      po porodzie nie wolno bylo nosic bielizny, podpaski miedzy nogami i krociutkie
      koszulki to widok wybitnie malo estetyczny, dlatego nie mialam i nie mam nic
      przeciwko braku odwiedzajacych.

      Aga
    • majcia74 Re: odwiedziny w szpitalu 28.10.03, 14:57
      No to jak to jest bo ja już nic nie rozumiem?!
      Kiedyś po cesarce /10 lat temu/ nie mogli przychodzić na oddział odwiedzający,
      ale było super bo dzieciaki były zadbane przez pielęgniarki i nie potrzebowałam
      przewijać, kąpać etc. Sala mamuś połączona była z dzieciaczkami i pielęgniarki
      przywoziły bąble na karmienie i tak zostawiały, a ja jak byłam zmęczona albo
      chciałam wyjść z sali to odstawiałam malucha do jego salki pod oopiekę piguł smile
      I było ok. Miła i bezpieczna dla dziecka współpraca. Mi się podobało bo miałam
      przy sobie dziecko ile chciałam, a robótkami zajmował się personel, a nie ja,
      ucząca sie chodzić z raną w brzuchusmile Z tego co czytam to teraz dziecko jest ze
      mną po wyjściu z sali pooperacyjnej /gdybym znowu miała cesarkę/? I sama muszę
      przewijać, przebierać i takie tam???!!! Z tego co czytam pielęgniarki nie rwą
      się już tak do pomocy odkąd jest możliwość odwiedzin i co? Miałabym sobie
      żałować zaproszenia mojego męża czy matki pielęgniary żeby ktoś zajął się
      dzieckiem? Ja bałabym się wziąć je na ręce, że upuszczę czy coś zrobię nie
      tak... Pamiętam, że długo dochodziłam po cc do siebie. A może cesarkowym
      mamusiom pomaga się jakoś? A może za drugim razem jest łatwiej...No nie
      wiem...Jeżeli nie uda mi się urodzić naturalnie to ostrzegam, że przez pierwsze
      dwa, trzy dni na sali zawsze ktoś ze mną będzie, no chyba że personel wbrew
      temu co czytałam spisze się na medal smile) Czego sobie i Wam życzę smile

      Maja i Groszek /29tyg./
      • burza4 Re: odwiedziny w szpitalu 29.10.03, 10:31
        majcia74 napisała:

        > No to jak to jest bo ja już nic nie rozumiem?!
        > Kiedyś po cesarce /10 lat temu/ nie mogli przychodzić na oddział
        odwiedzający,
        > ale było super bo dzieciaki były zadbane przez pielęgniarki i nie
        potrzebowałam
        >
        > przewijać, kąpać etc. Sala mamuś połączona była z dzieciaczkami i
        pielęgniarki
        > przywoziły bąble na karmienie i tak zostawiały, a ja jak byłam zmęczona albo
        > chciałam wyjść z sali to odstawiałam malucha do jego salki pod oopiekę
        piguł smile
        >
        > I było ok. Miła i bezpieczna dla dziecka współpraca. Mi się podobało bo
        miałam
        > przy sobie dziecko ile chciałam, a robótkami zajmował się personel, a nie ja,
        > ucząca sie chodzić z raną w brzuchusmile Z tego co czytam to teraz dziecko jest
        ze
        >
        > mną po wyjściu z sali pooperacyjnej /gdybym znowu miała cesarkę/? I sama
        muszę
        >
        > przewijać, przebierać i takie tam???!!! Z tego co czytam pielęgniarki nie rwą
        > się już tak do pomocy odkąd jest możliwość odwiedzin i co? Miałabym sobie
        > żałować zaproszenia mojego męża czy matki pielęgniary żeby ktoś zajął się
        > dzieckiem? Ja bałabym się wziąć je na ręce, że upuszczę czy coś zrobię nie
        > tak... Pamiętam, że długo dochodziłam po cc do siebie. A może cesarkowym
        > mamusiom pomaga się jakoś? A może za drugim razem jest łatwiej...No nie
        > wiem...Jeżeli nie uda mi się urodzić naturalnie to ostrzegam, że przez
        pierwsze
        >
        > dwa, trzy dni na sali zawsze ktoś ze mną będzie, no chyba że personel wbrew
        > temu co czytałam spisze się na medal smile) Czego sobie i Wam życzę smile
        >
        > Maja i Groszek /29tyg./


        A to już Maju skutek uboczny pięknej akcji Rodzić po ludzku i dowód na to, jak
        w naszym pięknym kraju można wypaczyć każdą ideę. Kobiety walczyły o to, żeby
        móc zajmować się dziećmi (w założeniu kiedy będą miały na to siłę), a
        wywalczyły to, że MUSZĄ się zajmować, bo zostały po porodzie pozostawione same
        sobie, niezależnie od kondycji. Otóż sytuacja taka to nie tylko efekt
        wygodnictwa personelu, ale przede wszystkim tego, że ktoś "mądry" szybciutko
        poglówkował "aha, mamusie domagają się żeby dzieci były z nimi, bo najnowsze
        badania amerykańskich uczonych dowodzą, że zajmowanie się dziecmi przez matki
        zaraz po porodzie służy i dzieciom i matkom - proszę bardzo! w takim razie
        trzebaby ograniczyć liczbę personelu, bo co się pielęgniarki bedą pętać skoro
        matki chcą same się dziećmi opiekować". I to tyle. W efekcie np. na oddziale
        obserwacyjnym który miałam wątpliwą przyjemność oglądać (z awaryjną porodówką)
        była na dyżurze JEDNA położna, do której należała opieka nad 6 kobietami
        leżącymi, w tym 2 w trakcie poronienia, jedną mamusię z dzidzią po 36-godzinnym
        porodzie (siłą rzeczy w "świetnej" formie), tudzież jedną na porodówce w
        trakcie. Kroplówki odłączały sobie pacjentki nawzajem, a antybiotyki podawała o
        2 w nocy salowa ściągnięta do pomocy... Powód - redukcje personelu, bo po co
        utrzymywać nadmiar pielęgniarek, skoro mamy same nie tylko moga, co teraz już
        MUSZĄ o siebie i dzieci zadbać. I to jest podobno jeden z najlepszych szpitali
        w kraju...
    • malgo76 Re: odwiedziny w szpitalu 28.10.03, 15:11
      to prawda. moja teścoiwa przyprowadziła pół rodziny, a ja akurat byłam gotowa i
      bardzo chętna na przyjmowanie gości.
    • aga_rn Re: odwiedziny w szpitalu 28.10.03, 15:51
      Ja rodzilam dzieci w Kanadzie ale bylo identycznie - kupa odwiedzajacych ...
      Naprawde, niektorzy ludzie po prostu nie znaja umiaru. Sama, po calonocnym
      porodzie, ktory spedzilam prawie w calosci na nogach, chodzac po domu (do
      szpitala dojechalam na samo zakonczenie - po 15 minutach urodzilam synka) bylam
      totalnie wykonczona - nie spalam pnad 24 godziny - a tu sasiadka w pokoju, jak
      nie przyjmujaca gosci, to non stop przyjmujaca telefony. Tyle ze naprawde nie
      ma na to rady, bo przeciez i prawo do gosci, i do telefonow ma ...
      Jedyna rada to ograniczyc liczbe odwiedzajacych do 2 naraz - czyli tylko dwie
      osoby moga byc w tym samym czasie w sali z pacjentka. W ten sposob moze bedzie
      mniej tloczno i halasliwie, a rodzinka moze ustalic kto kiedy przychodzi, lub
      czekac przed oddzialem, i sie wymieniac.
      Taki system mamy w szpitalu w ktorym ja pracuje, i to na wszystkich
      oddzialach.
      Poza tym na oddziale polozniczym, na ktorym lezalam, byla tez tzw. cisza
      poobiednia, czyli zero odwiedzin od 14 do 16. Nie bylo wyjatkow, rodzina byla
      przepraszana i proszona o wyjscie. Ja musze przyznac ze bardzo mi to
      odpowiadalo, chwila wytchnienia ...
      Na koniec musze powiedziec ze nie moge pojac jak w 21 wieku wciaz nie ma
      poszanowania prawa czlowieka do intymnosci. Dlaczego, po tylu akcjach "rodzic
      po ludzku" itp., na oddzialach nie ma kotar/zaslon tak aby kobieta nie byla
      wystawiona na widok publiczny. Nie dotyczy to zreszta tylko kobiet, ale
      wszystkich pacjentow szpitali. To nie jest jakis straszny koszt - karnisz
      dookola lozka i material, i prywatnosc zapewniona.
      AgaRN
    • nolinka.s Re: odwiedziny w szpitalu 28.10.03, 16:25
      Jestem w 30 tygodniu i wszystko dopiero przede mną, ale wczasie ciąży byłam 2
      razy w szpitalu. W dwóch różnych szpitalach, więc mam porównanie jak to jest z
      odwiedzinami.
      Pierwszy szpital: Puck, lipiec. Trochę nam się urlop nie udał. Wylądowałam tam
      z powodu bardzo nasilonych wymiotów. Sala 3 osobowa. Ja ledwo żywa, z bólem
      głowy, odwodniona, pod kroplówką. Dziewczyny w sali bardzo miłe, rozmawiały
      cichutko. Odwiedzający,zawsze pojedynczo, głównie mężowie, zachowywali się
      cicho i taktownie. Wiedzieli kiedy wyjść, kiedy ich obecność jest krępująca. No
      i nie przesiadywali całymi dniami.
      Drugi szpital: Kielce, dwa tygodnie później. Z tego samego powodu. Z tym, że
      byłam w o wiele gorszym stanie. Potworny ból głowy, wymioty, kroplówka jedna za
      drugą. Sala 6 osobowa. U dziewczyny obok odwiedziny. 3 osoby, potem przyszły
      jeszcze 2. Bardzo wesoło, śmieją się, opowiadają jej o poprawinach /przyjechała
      do szpitala z własnego wesela/. Nawet nie miałam siły zwrócić im uwagi. Na
      drugi dzień u tej samej osoby już inny skład, ale rownie liczny. Wszyscy
      przyszli obejrzeć dziennik /akurat była 19.30/. Oczywiście w telewizorze, który
      był w sali.
      Inna pani miała małe radyjko, ciągle włączone, wcale nie cicho.
      Może powiecie, że się czepiam, ale dla mnie naprawde szpital to nie hotel.
      Jeżeli ktoś ma 1 osobowy pokój, to ok. Ale w kilkuosobowych zwracajmy uwagę na
      innych. Osoby, które są w szpitalu zazwyczaj potrzebują spokoju, nikt nie jest
      tam dla przyjemności.
      W styczniu urodzę. I napewno będę bardziej asertywna w szpitalu. Prawo do
      odwiedzin to jedno, ale jest też prawo do intymności. Po to wyznacza się w
      szpitalach godziny odwiedzin, żeby rodzina nie siedziała cały dzień przy łóżku
      i gapiła się na inne kobiety po porodzie.
      Odwiedziny dzieci w szpitalu są zabronione i nie jest to tylko czyjś wymysł.
      Niektórzy ludzie nie mają zupełnie wyobraźni i potrafią przyprowadzić w
      odwiedziny do mamusi po porodzie pociągającego nosem i kaszlącego malucha.
      Zupełnie nie zwracając uwagi na inne matki i ich dzieci.
      • monique251 Re: odwiedziny w szpitalu 28.10.03, 20:45
        No cóż, a ja nie wyobrażam sobie tabunów gości (mamuś, teściowych, bratowych,
        szwagrów...) ale też nie wyobrażam sobie, że mój mąż, będący takim samym
        rodzicem nowo narodzonego dziecka jak ja (tylko się troszkę... mniej umęczył)
        przychodzi w odwiedziny na pół godzinki do pokoiku obok. Moje, dość
        dramatyczne, doświadczenia z pierwszego porodu, spowodowały powzięcie takiej
        właśnie decyzji, że spróbuję wynająć sobie ten cudowny pokoik (wcale nie
        apartament i wcale nie w prywatnej klinice - w szpitalu miejskim mamy takie
        pokoiki trzy - płatne)po to właśnie, by mąż mógł być przy mnie cały czas i żeby
        nikomu jego obecność nie przeszkadzała. Tak było też przy pierwszym porodzie,
        choć wtedy leżałam w salce dwuosobowej. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby go nie
        było, bo mdlałam przy każdej próbie podniesienia się z łóżka, żadne
        pielęgniarki się nami specjalnie nie interesowały, więc małżonek biegał po
        podkłady i zmiany pościeli, podawał dziecko do karmienia (bo nie mogłam wstać)
        zajmował się naszym - moim i koleżanki z łóżka obok piciem i jedzeniem bo
        byłyśmy za słabe, żeby sobie je przynieść itp. I tak sobie myślę, że to nie my
        powinnyśmy się tu wykłócać o to, czy odwiedziny są ok czy nie, tylko w
        szpitalach powinno się brać specyficzną sytuację położnic pod uwagę i stworzyć
        warunki do godnego przyjęcia malucha przez OBOJE rodziców. Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka