dopiero teraz jestem w stanie pisac o tym bez nerwów. Urodzilam na poczatku
listopada. Moja ciąża wyglądala tak: cukrzyca ciążowa, nadciśnienie, obrzęki,
podejrzenie h- gestozy. Na wizycie kontrolnej dostalam skierowanie na KTG i
sprawdzenie czystości wód plodowych ( do terminu brakowało 2 dni ). Niestety
juz mnie zostawili w szpitalu ze względu na ciśnienie wysokie i obrzeki.
Leżałam na patologii ciąży, dzień po terminie założono mi cewnik w celu
zwiększenia rozwarcia ( mialam na 1 palec), po cholernie bolesnym cewniku
tylko na 1,5 palca wiec proba nieudana. Następnego dnia zabrali mnie na
porodowke i wywolywali porod kroplowka z oksytocyna, ktora rowniez nic nie
pomogla ( zero skurczow). Następnego dnia o 18 zaczal pobolewac mnie brzuch, o
22 bole byly regularne ( co 3 min ) i coraz bardziej bolesne. O 23 zabrali
mnie na porodowke. Bole byly coraz czestrze i okropnie bolesne, po 4 godz
sprawdzono rozwarcie- 3 palce. ok 5 rano bylo na 4 i tak juz staneło, pomimo
ze polozna mowila ze po 4 pojdzie juz gladko i do 8 rano zapomne o porodzie.
Niesety tak sie nie stalo, rozwarcie na 4 palce utzymywalo sie do godz 11, o
12 przebili mi pecherz. NIe wytrzymywalam juz z bolu, krzyczalam, prosilam o
znieczulenie- powiedziano mi ze nie ma znieczulen, tylko lekarz decyduje i
jesli jest taka potrzeba to podaja, platnych tez nie ma

krzyczalam coraz
glosniej, nie pomagala juz goraca woda w wannie, skakanie na pilce itd, mialam
wrazenie ze bol nigdy nie minie. O 15 podlaczona mi kroplowke z oksytocyna na
zwiekszenie skurczyi wtedy lekarz zdecydowal o podaniu znieczulenie w
kregoslup- widzial ze juz prawie mdleje z bolu. Mialo dzialac ok 1,5 godz a
dzialalo niecala godz, oksytocyna zrobila swoje i wtedy to juz mnie rozrywalo,
doszly bole z krzyza mialam wrazenie jakby lamano mi kregoslup, bolal mnie
tylek i nawet uda. Gdy o 17 polozna stwierdzila ze jest odpowiednie rozwarcie,
kazala przec i stwierdzila ze glowka jest ciagle wysoko i nie dam rady
urodzic, zbiegli sie lekarze, ktorzy potwierdzili jej wersje i wtedy juz
szybko akcja i cesarka, zabrzmialo to dla mnie jak zbawienie, bo myslalam ze
umre nie mialam sil juz nawet krzyczec. Co to bylo za znieczulenie skoro
czulam jak mi rozrywaja brzuch, mialam czucie w nogach, w koncu mnie uspili i
tyle pamietam

moja meczarnia twrala 20 godz zanim zdecydowali ze zrobia
cesarke, dopiero gdy ochlonelam zaczelam myslec ze dzidzi moglo sie cos stac,
dlaczego mnie tyle meczyli skoro od kilkunastu godz nie bylo postepu porodu,
do tej pory nie moge tego zapomniec i naprawde zastanawiam sie nad 2 ciaza
chyba ze od razu zaczne odkladac na cesarke. W życiu bym sie nie spodziewala
ze czeka mnie taki koszmar, obojetnosc personelu na bol i krzyk jest
przerazajaca. Mam nadzieje ze wasze porody nie beda takie okropne, bo nie
zycze nikomu takiego cierpienia. Urodzilam synka 3950, 57 cm. Kochane
malenstwo, pokarmu nie mialam, nad czym bardzo ubolewam, pewnie wina cesarki,
dziecko przystawialam czesto ale nic nie przybieralo. Pozdrawiam goraco