Dodaj do ulubionych

Depresja w ciąży...???

21.06.09, 13:20
Jestem w 33 tc, od paru wlasciwie miesiecy jestem cholernie drazliwa, hustawki
nastrojow to standard. Od euforii, przygotowywania z radoscia wszystkiego na
nowego potomka i wiary, ze wszystko bedzie super, ze bedziemy szczesliwa,
pelna rodzina z dwojka dzieci (jedno juz mamy) do totalnego dola,
histerycznego placzu bez wiekszego powodu, nienawisci do swiata, zwlaszcza
najblizszych (doslownie na noze z mama i mezem w sumie chyba o...drobiazgi,
jak sie tak na trzezwo nad tym zastanowie). Do tego zero cierpliwosci do
dziecka, darcie sie na nie, no i przemozne uczucie, ze MNIE NOSI (zwlaszcza
teraz, jak mi lekarka kazala lezec, bo niby brzuch za czesto twardnieje...).
Tez tak mialyscie? Ja juz nie moge, powaznie sad( Chyba pojde do psychologa,
bo w takim trybie albo sie rozwiode, albo wyladuje w psychiatryku. Myslalam
nawet o lekach antydepresyjnych, ale w ciazy to podobno wiecej szkody niz
pozytku, chyba ze rzeczywiscie trzeba. Tak sie ludze, ze u mnie moze jeszcze
nie. Chociaz sa momenty, ze sie zastanawiam, czy nie lepiej opuscic ten
swiat... Ale to raczej tylko gdybanie, nie sadze, bym sie do tego posunela.
Dodam, ze ciaza jest bardzo chciana (podobnie jak pierwsze nasze dziecko). Maz
stara sie mi pomagac, wyreczac jak moze, ale...No wlasnie - jest jedno ale.
Nie dociera do niego, ze kobieta - zwlaszcza w ciazy - potrzebuje duzo
wsparcia emocjonalnego, rozmow, ciepla, zwyklego przytulenia. Nie wiem, czy
wszyscy faceci tak maja??! Nie chce wszystkiego na niego zwalac, ale tak sobie
mysle, ze gdyby mnie lepiej rozumial i poswiecil wiecej czasu na rozmowy,
przytulanie... czulabym sie o niebo lepiej. Wiem, ze kobiety w ciazy bywaja
ciezkie (zwlaszcza ja z moimi i tak juz zmiennymi nastrojami), ale nie zmienia
to faktu, ze czuje, iz moje podstawowe potrzeby nie sa zaspokajane...
Obserwuj wątek
    • nolija83 Re: Depresja w ciąży...??? 21.06.09, 14:54
      slowo w slowo jakbym sama to napisala!!!!


      sad(((( od stanow euforii, przez proby zamordowania w myslach calej rodziny
      (dwulatka, meza, rodzicow).......... sad( Umowilam sie nawet do psychologa, ale
      nie odwazylam sie tam pojsc..

      nie mam juz sil - na nic.. a to moj 37tc i mam tak chyba wlasnie od okolo
      30tygodnia sad( na szczescie widze ze czop mi juz odlazi, moze po porodzie bedzie
      lepiej?

      a na kidy masz termin? trzymaj sie mocno!
    • nolija83 Re: Depresja w ciąży...??? 21.06.09, 14:55
      a co do przytulania przez meza, to wcale nei sadze, zeby to cokolwiek zmienilo -
      jak moj mnie prpobuje przytulic to robie sie momentalnei agresywna... sad
      • marta5525 Re: Depresja w ciąży...??? 21.06.09, 17:05
        O matko! No to ciesze sie bardzo,ze nie jestem sama!! A'propos, jestem wlasnie
        po dlugiej i meczacej, aczkolwiek uzdrawiajacej rozmowie z mezem i czuje sie o
        niebo lepiej smile) Maz sie wlasnie wlaczyl, ze pozdrawia Twojego wink
        Mysle, ze musimy szukac sposobow na rozladowanie napiecia. Mi co prawda
        dotychczasowe metody odpadaja (ruch fizyczny, proby choru w zwiazku z przerwa
        wakacyjna...), pozostaje muzyka relaksacyjna... Coz, jest to srednio w moim
        stylu, ale chyba nie mam wyjscia. No i zapraszanie ludzi do nas.
        • nolija83 Re: Depresja w ciąży...??? 22.06.09, 12:22
          dzięki wielkie - przekazałam pozdrowienia. Bardzo to mile smile

          Ja już żyję porodem i doszukiwaniem się we wszystkim dosłownie jego objawów.
          Liczę na szybką końcówkę. Zwłaszcza, że wiem już, że to co najgorsze - szybko
          minie i niedługo będzie już wesoły dwulatek i po porodzie i ciąży jedynie jakieś
          zatarte wspomnienia. Ale czasem trudno tak myśleć sad
    • inez-sis Re: Depresja w ciąży...??? 21.06.09, 17:39
      Nic nowego.
      Miałam to samo.Nie wiem czy Was to pocieszy ale... niestety mnie po porodzie to
      jeszcze przez 4 tygodnie. teraz jest już super, jestem cała happy i w ogóle mam
      speeda do roboty. Ale był niezły "hardcor" smile
      pomijam darcie się na 4 latka, ale nawet łzy i płacz po urodzeniu "że po co mi
      było do drugie dziecko", "że teraz to już na nic nie mam czasu", byłam stale
      rozczochrana, nieumalowana a zmęczenie i laktacyjne frustracje potęgowało
      jeszcze mój TRAGICZNY wyglądsmile
      Uwierzcie-to minie. Może świadomość, że nie jesteście wyjątkami i poczujecie się
      super dopiero jak burza hormonalna przejdzie.
      Trzymam kciuki!!!
      Znajdźcie coś co Was zawsze odstresuje. Ja oglądałam komedie na dvd, niektóre po
      20-30 razy, Kiepskich, każdą wolną chwilę poświęcałam po prostu sobiesmile
      Pozdrawiam
      Anka
      mam Antka 24.06.2005 i Olka 12.05.2009
      • marta5525 Re: Depresja w ciąży...??? 21.06.09, 18:46
        To pocieszajace, ze jest nas wiecej smile Wlasnie zapisalam sie do psychologa. A
        termin (porodu) mam na 7 sierpnia. Domyslam sie, ze na poczatku zwlaszcza nie
        bedzie latwo, tym bardziej, ze dziadkowie i tesciowie hen, hen daleko... Ale
        pocieszam sie, ze ludzie z piatka dzieci tez sobie jakos radza. Licze, ze zycie
        samo przyniesie jakies rozwiazania... Pozdrawiam!
    • marzeniee22 Re: Depresja w ciąży...??? 22.06.09, 02:01
      hmmm, skad to znam, u mnie jest ta roznica, ze mam zdiagnozowana
      nerwice lekowa. Bez lekow strasznie mi ciezko zreszta i tak nie
      chcialam sie uzaleznic. JA dodatkowo mam ciezka ciaze (ciagle
      skurcze), kazdego dnia sie boje czy donosze a jestem dopiero w 31
      tyg. Mieszkam w UK i zatruwam zycie mojemu malzonkowi. Mam juz
      naprawde dosyc, od 3 miesiecy leze, czekaja mnie jeszcze 2. Tu nie
      daja lekow na podtrzymanie i musze liczyc na to, ze lezenie mi
      pomoze. Mam straszliwego dola i strasznie boje sie byc w domu sama,
      ze cos mi sie stanie (maz pracuje w nocy). Mam ciagle cholerne lęki
      i tylko dziwie sie , ze maz nie wnosi o rozwod.sad A jest na[prawde
      kochany, wszystko robi w domu itd ja tylko wstaje do toalety, tyle,
      ze tez brakuje mi tego, zeby mnie przytulil sam z siebie. Mam
      nadzieje, ze po porodzie mi minie, choc watpie.
      • marta5525 marzeniee22 22.06.09, 15:58
        Podejrzewam, ze jest Ci cholernie ciezko z ta nerwica. Mam znajoma, ktora sie z
        tym meczy od lat, tyle ze ona nie jest w ciazy, ani nawet nie jest mezatka. Ja
        sama ciagle borykam sie z depresja. Mam za soba lata psychoterapii i lekow...
        Oczywiscie sa lepsze okresy, ale tez sie boje, ze po porodzie bedzie podobnie...
        Trzeba chyba po prostu (starac sie)byc dobrej mysli, robic w miare mozliwosci
        to, co Ci sprawia przyjemnosc. Chocby to ogladanie komedii, czy sluchanie muzyki
        relaksacyjnej (wyslalam dzis malzonka po plyty wink, czy cwiczenia oddechowe z
        napinaniem poszczegolnych partii miesni... No wiesz, co kto lubi i moze. Sadze,
        ze moja lekarka na moj pomysl jakichkolwiek cwiczen popukalaby sie w glowe (bo
        te moje czeste twardnienia brzucha to jakby nie bylo tez skurcze!), ale ja tam
        wychodze z zalozenia, ze czlowiek sam wie, co mu najlepiej robi. Dzis np.
        poszlam na spacer. Choc nie wiem, czy nie przegielam, bo brzuch znowu
        twardszy... Pociesz sie, ze juz niedlugo rodzisz. Z perspektywy wiecznosci, a
        przynajmniej dlugosci naszego zycia na ziemi takie 2 m-ce to naprawde krotko. Ja
        wiem, ze jak czlowiek siedzi (nie daj Bog lezy) non stop w lozku, to kazda
        minuta sie dluzy sad
        A co do przytulania przez meza "od siebie", nie dalej jak wczoraj mielismy
        rozmowe na ten temat. I wiesz, co mi powiedzial? Po pierwsze, kiedy mu ostatnio
        sygnalizowalam, ze chce sie przytulic? A po drugie, czemu sama nie przytulam
        jego? Z naszej (babskiej) perspektywy to moze brzmiec smiesznie, ale faceci sa
        naprawde z innej gliny (podobno z Marsa wink i nie wiedza/nie czuja/nie
        rozumieja, ze dla nas najbardziej sie liczy, kiedy on sam od siebie, z serca...
        (tym bardziej, ze on sam nie ma potrzeby, bo: wychowanie, zmeczenie, itd)
        A tu sie okazuje, ze facetowi trzeba po prostu powiedziec: "Kochanie, jest mi
        smutno, przytul mnie!". I on to najpewniej wtedy zrobi smile Albo samej sie
        przytulic i koniec smile Sprobuj, mowie Ci. Powodzenia!
        • marzeniee22 do marty5525 23.06.09, 19:47
          Marta dzieki za slowa otuchy, zreszta twoja depresja to bardzo
          ciezka choroba. I jak sobie radzisz? pomogla ci terapia? dalej
          bierzesz leki? Ja czytalam o dziewczynach, ktorym lekarz wrecz
          zalecal zajcie w ciaze, bo to zupelnie zmienia kobiete.Czy to
          depresja czy nerwica i na niektore to dziala. Moge powiedziec, ze
          jesli o mnie chodzi to g...o prawda. Mam chyba wieksze leki niz
          wczesniej. J wlasnie dzis spedzilam noc w szpitalu, dostalam sterydy
          na rozwoj pluc malego. Strasza mnie porodem przedwczesnym, choc z
          drugiej strony na ktg wychodzi, ze to skurcze trenujace. Jakies
          takie slabe na wykresie wychodza do tych, ktore czuje. A sa naprawde
          mocne i ciagle. Zreszta jesli chodzi o moja nerwice to pozostalosc
          po nadczynnosci tarczycy i osobistych problemow. Doigralam sie. I
          majac 23 lata czuje sie jak staruszka. A tobie skad ta depresja sie
          wziela?
          A jesli chodzi o meza to moj mowi dokladnie to samo na
          usprawiedliwienie. Jakbym go slyszala. Masakra. Tyle, ze on naprawde
          liczy, ze po porodzie wyjde z tego. A to nie takie proste, bo ja mam
          takie jazdy, ze szok. Przykladem jest to, ze nie wyjde tutaj sama na
          spacer ani nigdzie. O samotnych zakupach nie wspomne. I takie rozne
          glupie, ze az wstyd sie przyznawac. A w ktorym tyg jestes?
          • marta5525 Re: do marty5525 01.07.09, 23:17
            U mnie na szczescie az tak ciezko nie jest. Jakos funkcjonuje bez lekow (choc
            szczerze mowiac, zastanawialam sie, czy w ciazy do nich nie wrocic, lecz
            porzucilam ten pomysl jak sie dowiedzialam o konsekwencjach dla dziecka).
            Terapia indywidualna bardzo mi pomogla, choc w sumie teraz widze, ze po latach
            wracam do problemow, z ktorymi ja zaczelam... Jest takie powiedzenie, ze jak
            sobie sama nie pomozesz,to nikt Ci nie pomoze. Cos w tym jest...Probuje roznych
            sposobow. W duzej mierze pomaga mi wiara. Staram sie tez relaksowac na rozne
            sposoby, robic to, co mi sprawia przyjemnosc. Ostatnio bylam u psycholog, ktora
            polecila mi ksiazke "Porozumienie bez przemocy" Rosenberga. Moze byc fajna
            (jeszcze nie czytalam). Pokazujek, jak wazne jest komunikowanie wlasnych potrzeb
            i uczuc. W przeciwnym razie je tlumimy i jestesmy w ciaglej niezgodzie z soba.
            Stad nerwice, depresje, itd. Niby banal, ale prawdziwy. Sprobuj ksiazki, moze
            akurat. Tylko nie wiem, jak Ci sie uda ja zdobyc - moze przez internet? Albo
            ktos Ci kupi w Polsce i wysle? Aha, ja jestem w 34-35 tc. Zycze powodzenia!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka