Dodaj do ulubionych

Poród z mężem-za i przeciw.

16.12.03, 14:17
Cały czas nie mogę się zdecydować - rodzić z mężęm, czy sama - z jednej
strony, nie chciałabym zostać z tym wszystkim sama, zdana na położne, i wiem
że mąż by mnie wspierał, opiekował się mną (on z resztą powiedział, że chce
być przy porodzie, ale ostateczna decyzja należy do mnie), z drugiej strony,
boję się,że byłabym chyba trochę skrępowana jego obecnością przy badaniach,i
całej tej "mniej estetycznej" stronie porodu. Jakie są Wasze odczucia? Czy
myślicie że są jakieś minusy porodu z mężem? A Wy jak planujecie rodzić? A
może macie już takie doświadczenie? Poddzielcie się...
ola i 27 tygodni szczęścia
Obserwuj wątek
    • katarzyna.br Re: Poród z mężem-za i przeciw. 16.12.03, 14:31
      Bardzo dobrze wspominam poród i cieszę się, że mąż był przy mnie. Właściwie to
      nie miałam żadnych wątpliwości co do obecności męża przy porodzie - obawiałam
      sie jedynie tak jak Ty, że będę skrępowana. Wątpliwości miał tylko mój mąż -
      bał się moich reakcji w czasie porodu, mam trochę porywczy charaker a ponadto
      strasznie histeryzuję. Prawdę mówiąc to najbardziej bałam sie sama siebie
      podczas porodu!!!
      Skrępowana nie byłam, ponieważ kompletnie się o tym nie myśli. Skupiałam się
      tylko na oddechu i bardzo sie starałam żeby pomóc dzidzi jak najszybciej
      przyjść na świat. Mąż mi bardzo pomagał - masował mnie, zwilżał mi twarz, no i
      czułam się rażniej. Ja osobiście polecam obecność męża przy porodzie, chyba że
      on stanowczo odmawia.

      Pozdrawiam

      • cytrynka3 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 17.03.04, 04:02
        Witam
        Ja także rodziłam razem z mężem i było świetnie. Dużo mi pomógł, po porodzie
        pilnował dziecka jak było badane. Robił zdjęcia i mam też film, jak pierwszy raz
        w życiu trzymam córeczkę w ramionach.
        Teraz znowu jestem w ciąży i mam nadzieję, że ktoś z rodziny będzie mógł do nas
        przyjechać żeby zająć się Julcią, kiedy my pojedziemy rodzić (choć przyjazd może
        być niemożliwy, bo mieszkamy w USA).
        Pozdrawiam i polecam
        Cytrynka
    • elasz4 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 16.12.03, 14:33
      Nie mam żadnych PRZECIW, tylko ZA.

      Ja rodziłam z mężem i nie wyobrażam sobie żeby go nie było w tym ważnym
      momencie.
      Przede wszystkim miał kto mnie trzymać za rękę jak nadchodził skurcz, pomagał
      oddychać (chodził też do szkoły rodzenia), miał kto mi podać wodę i przynieść
      jak się skończyła, przemyć czoło, przytrzymać pod prysznicem kiedy nadchodził
      skurcz, miał kto mnie przytrzymać jak skurcz odchodził i mdlałam z bólu,
      powiedzieć miłe słowo. I przede wszystkim był ktoś trzeźwy, kto patrzył się
      lekarzom i położnym na ręcę, a dla mnie to było bardzo ważne, bo nie opłacałam
      nikogo.
      A badania, podczas porodu mój mąż napatrzył się na wiele rzeczy, ale było to na
      tyle naturalne, że nie stanowiło to dla niego żadnego problemu.
      Dlatego tylko poród rodzinny z mężem, polecam gorąco.
      • martynka30 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 16.12.03, 14:51
        Ja też nie wyobrażam sobie porodu bez męża! Trzymał mnie za rękę, masował
        krzyż, zwilżał wargi, pocieszał, wspierał, współczuł. Nie bez znaczenia był
        fakt, że mógł trzeźwo rozmawiać z lekarzem i położną. Bez niego czułabym się
        bardzo samotna i przestraszona. No i nie wyobrażaliśmy sobie, że przy tak
        ważnym momencie jak narodziny naszego dziecka mogłoby go nie być. Co do
        fizjologii zdania są podzielone, ja przyznaję nie chciałabym mężczyzny, dla
        którego w czasie porodu byłabym odstręczająca, mój mąż twierdził, że byłam
        piękna (co nie znaczy, że erotycznie pociągającasmile. Po tym nabrałam zaufania
        do męża, że będzie mnie kochał także w tych okresach kiedy będę wyglądać źle,
        kiedy nie będę panować nad fizjologią, że nasz związek to coś więcej niż
        fizyczne przyciąganie. Rozumiem jednak, ze nie wszyscy muszą być tego zdania,
        dlatego dodam, że mąż nie musi siedzieć tak, by widzieć krocze, może siedzieć
        przy Twojej głowie skąd naprawde nie widać drastycznych szczegółów. Także w
        fazie partej.
        • martynka30 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 16.12.03, 14:54
          I także przy badaniu.
      • aneta_25 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 17.12.03, 11:28
        > Nie mam żadnych PRZECIW, tylko ZA.

        Owszem są argumenty PRZECIW. Najważniejsze to zadać sobie pytanie, czy po
        takich doświadczeniach Twój mąż nie będzie miał problemów, aby patrzeć na
        Ciebie jak na kobietę, a nie tylko jak na mamuśkę... Nie sztuka być tylko
        mamuśką - sztuka być matką, żoną i kochanką w jednym.
        Wielu psychologów wypowidało się na ten tamat. Ciekawe, że kobiety-psycholodzy
        są najczęściej zdania, że to samo dobrodziejstwo, ale mezczyźni-psycholodzy są
        tu już bardziej sceptyczni. Uzasadniają to tym, że mężczyzna chce mieć kobietę
        tylko dla siebie, chce aby jej intymne części ciała dla reszty świata były
        tajemnicą. I gdy widzi, że w czasie badań i porodu każdy z personelu, może jej
        tam dotknąć bez żadnych ceregieli to co było tajemnicą, to to co było intymne,
        staje się fizjologią...
        Wielu mężczyzn, nawet jeśli wyraża chęc do udziału w porodzie to tak do konca
        nie jest w stanie przewidzieć swoich reakcji, ani emocji po porodzie.
        Dlatego ja byłabym bardziej ostrożna. Oczywiscie każdy reaguje inaczej, ale
        szczerze mówiąc spotkałam się z tym, że mężczyźni którzy byli przy porodach
        swoich żon i partnerek (oczywiscie, nie wszyscy) zamiast się do nich zbliżyć
        poprzez to doświadczenie, oddalają się... Bo oni nadal chcą mieć przy swoim
        boku kobietę...
        Nasze matki i babki rodziły w samotności (lub ew. towarzyszyły im inne kobiety)
        i jakoś specjalnie nie żałują że nie było przy nich mężczyzn... Tak było od
        pradziejów, bo natura tak to wymyśliła. Nie podążałabym tak ślepo i
        bezkrytycznie za nową modą...
        Ale oczywiscie i każdy związek i każdy meżczyzna jest inny - trudno
        generalizować. Jest dużo ZA, ale są i PRZECIW i nie można nie dostrzegać tych
        nagatywnych zagrożen. Na pewno warto to dobrze przemysleć.

        Aneta

        PS: Oczywiscie nie neguje argumentów ZA. Ale te PRZECIW też trzeba rozważyć.

        • melka_x Re: Poród z mężem-za i przeciw. 17.12.03, 16:49
          Aneto, już inne dziewczyny pisały, że relacja, w której na erotyczną
          atakcyjność może wpłynąć oglądanie kobiety przy porodzie nie jest głeboką
          relacją. To oczywiście tylko zdanie dziewczyn, i Ty możesz pozostać przy
          swoim, ale ja się z nimi zgadzam. Mnie mąż widział mnie wrzeszczącą, spoconą,
          a nawet oddającą stolec (a jesteśmy osobami, które zawsze bardzo dbały o
          zachowanie intymności w takich sytuacjach). I fakt, że po tym nadal go tak
          samo pociągam jest dla mnie wskazówką, że on kocha mnie nie tylko w roli
          kochanki (nie wiem zreszta czy to miłość). Ale też kocha mnie jako matkę jego
          dziecka, jako osobę, która będzie się starzeć, która będzie z czasem mniej
          pociągająca, która będzie chorowacć. Ja jestem całością, pełnię wiele ról, i
          chcę żeby mój partner akceptował mnie w każdej, a nie tylko erotycznej, żeby
          kochał mnie całą. Chcę żeby jak zachoruję on nie odwrócił się z obrzydzeniem
          gdy trzeba podać kaczkę. Nie neguję roli seksu, ale dla mnie miłość to
          pewność, że ta osoba poda mi tę kaczkę, obmyje mnie, będzie pielęgnować -
          jeśli zdarzy się taka potrzeba. I jeśli Twój partner pojmuje, czuje to samo,
          to obecność przy porodzie na pewno nie sprawi, że przestanie cie pożądać.
          Obecność mężą w sytuacji kiedy cierpisz i wyglądasz źle nie oznacza, że jesteś
          tylko mamuśką i już nie będziesz kochanką.
          • aneta_25 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 17.12.03, 19:45
            Biorę pod uwagę opinie dziewczyn, ale podobnie jak i moja nie są one do konca
            obiektywne. Ja sama nie akceptuje towarzyszenia mi partnera przy porodzie, wiec
            trudno mi wymagać, aby on do tego pałał entuzjazmem...
            Każdy mężczyzna w takiej sytuacji reaguje inaczej i trudno zakładać z góry jaki
            będzie efekt koncowy. Seksuolodzy i psycholodzy raczje nie kłamią - nie odwodzą
            od porodów rodzinnych, ale ostrzegają. I dobrze, bo warto poznać dwie strony
            medalu. To, ze Twój mąż doskonale odnalazł się w roli, nie znaczy, że jest to
            reguła... I wcale nie chodzi tu o dojrzałość mężczyzny, lub jej brak, czy siłę
            uczucia... Jest to bardzo indywidualna sprawa i każdy reaguje inaczej, a
            reakcja jest sumą doświadczeń, przekonań, lęków, obaw i wychowania. Tak więc
            trudno tu coś oceniać.
            Ja sama jestem, akurat w tej sprawie konserwatystką - nie akceptuje obecności
            partnera przy porodzie i mi osobiscie to by przeszkadzało, a nie pomagało.
            Natomiast jeżeli chodzi o mężczyzn, jak słusznie zauważyła jedna z dziewczyn,
            ze duzo zależy od wychowania i tego ile mezczyzna ma lat - dla częsci tych
            starszych poród rodzinny jest abstarkcją.

            Aneta
        • cardamomo Re: Poród z mężem-za i przeciw. 14.03.04, 12:57
          Podpisuję się pod tym obiema rękami.
          Ja również nie jestem przeciw, ale uważam, że WSZYSTKO zależy od ludzi, którzy
          decydują się na poród razem lub osobno. To bardzo delikatna kwestia i nie
          należy podążać za modą, a wszystko dokładnie przemyśleć.
          Nie tak dawno był wątek Roberta, który odradzał kobietom zabieranie mężów na
          porodówki i uważam, że takiego głosu również należy wysłuchać.

          Ja za 1,5 m-ca zostanę mamą i po obejrzeniu filmu z porodu już wiem, że nie
          chcę, żeby mój partner był ze mną. Dla mnie jest to czysta fizjologia a nie
          wielki mistycyzm i wolę uporać się z bólem sama. Ale podziwiam kobiety i
          mężczyzn, którzy potrafią dzięki porodowi się zbliżyć i uważam, że każdy ma
          prawo do własnego wyboru.

          Pozdrawiam serdecznie.



          aneta_25 napisała:

          > > Nie mam żadnych PRZECIW, tylko ZA.
          >
          > Owszem są argumenty PRZECIW. Najważniejsze to zadać sobie pytanie, czy po
          > takich doświadczeniach Twój mąż nie będzie miał problemów, aby patrzeć na
          > Ciebie jak na kobietę, a nie tylko jak na mamuśkę... Nie sztuka być tylko
          > mamuśką - sztuka być matką, żoną i kochanką w jednym.
          > Wielu psychologów wypowidało się na ten tamat. Ciekawe, że kobiety-
          psycholodzy
          > są najczęściej zdania, że to samo dobrodziejstwo, ale mezczyźni-psycholodzy

          > tu już bardziej sceptyczni. Uzasadniają to tym, że mężczyzna chce mieć
          kobietę
          > tylko dla siebie, chce aby jej intymne części ciała dla reszty świata były
          > tajemnicą. I gdy widzi, że w czasie badań i porodu każdy z personelu, może
          jej
          > tam dotknąć bez żadnych ceregieli to co było tajemnicą, to to co było
          intymne,
          > staje się fizjologią...
          > Wielu mężczyzn, nawet jeśli wyraża chęc do udziału w porodzie to tak do konca
          > nie jest w stanie przewidzieć swoich reakcji, ani emocji po porodzie.
          > Dlatego ja byłabym bardziej ostrożna. Oczywiscie każdy reaguje inaczej, ale
          > szczerze mówiąc spotkałam się z tym, że mężczyźni którzy byli przy porodach
          > swoich żon i partnerek (oczywiscie, nie wszyscy) zamiast się do nich zbliżyć
          > poprzez to doświadczenie, oddalają się... Bo oni nadal chcą mieć przy swoim
          > boku kobietę...
          > Nasze matki i babki rodziły w samotności (lub ew. towarzyszyły im inne
          kobiety)
          >
          > i jakoś specjalnie nie żałują że nie było przy nich mężczyzn... Tak było od
          > pradziejów, bo natura tak to wymyśliła. Nie podążałabym tak ślepo i
          > bezkrytycznie za nową modą...
          > Ale oczywiscie i każdy związek i każdy meżczyzna jest inny - trudno
          > generalizować. Jest dużo ZA, ale są i PRZECIW i nie można nie dostrzegać tych
          > nagatywnych zagrożen. Na pewno warto to dobrze przemysleć.
          >
          > Aneta
          >
          > PS: Oczywiscie nie neguje argumentów ZA. Ale te PRZECIW też trzeba rozważyć.
          >
          >
        • dorri tak własnie myślę. 10.08.04, 15:55
          dzieki Aneta za ten list. Rodzę za 10 tygodni. Od samego poczatku wiedzielismy
          z moim facetem, że jego nie będzie bezpośrednio przy porodzie. Ja tak czułam i
          on tak czuł, choć ty to tak ładnie wyraziłaś. Nieprzenikalnością i
          nieprzystawalnościa świata kobiet i mężczyz. są takie obszary życia w których
          nie możemy być nazbyt blisko siebie, nie możemy być zespoleni, nadano nam różne
          role i musimy pogodzic sie z odrębnością. poród zaliczam do takich własnie
          momentów w życiu, zupełnie odwrotnie niż sex i akt poczęcia dziecka. Fakt, że
          On będzie za drzwiami i wpadnie gdy tylko nasz synek sie urodzi nie osłabia
          siły naszego związku, nie sprawi, że więź między nim a dzieckiem będzie
          słabsza. chcę zachować pewną część mojej kobiecej tajemnicy tylko dla siebie.
          Dałas mi argumenty dla tych wszystkich postepowych, którzy patrzą na mnie jak
          na relikt minionej epoki gdy mówię, że nie będziemy razem podczas narodzin
          naszego upragnionego syna. Dzięki.
    • p.jewiec Re: Poród z mężem-za i przeciw. 16.12.03, 16:35
      byłam wraz z mężem zagorzałą przeciwniczką pordu rodzinnego. teraz z
      persepktywy czasu bez niego bym sobie nie pradziła. skurcze i bóle zaczęły się
      jeszcze w nocy a o 14.00 skończyło się cesarkę. maleńka zaczęła źle się
      układać. te wszystkie godziny przeżyłam dzięki niemu. miałam bardzo mocno bóle
      krzyża - jedynym ukojeniem był jego praktycznie nie przerwany masaż. pomagał mi
      rozmową. był ze mną pod prysznicem, przy wannie polewajac mnie wciaż wodą.
      słowem dziękuję, że był. on - szanuje mnie i docenia jeszcze bardziej po tym
      jak zrozumiał co to jest poród.
      • kasiacs Troche przeciw na odmiane 16.12.03, 18:07
        Ja tez jestem na etapie wahan i rozumiem wszystkie wymienione przez Was "za"
        teraz to co u mnie dziala na "przeciw":
        1) Mam wrazenie ze czasem jestem silniejsza wewnetrznie kiedy jestem sama.
        Kiedy cos mnie boli jest problem itp. i jest przy mnie ktos bliski zdaje sie
        na niego staje sie bezradna jak male dziecko, kiedy jestem sama z problemem
        bolem itp. jestem wewnetrznie silniejsza umiem sie zebrac w sobie i dzialac a
        nie czekac na pomoc.
        2) Sa ponoc mezczyzni ktorzy potem mimo ogromnej milosci nie potrawia sie
        kochac ze swoja zona - nie mowie absolutnie ze to jest regula ale niektorzy
        slabsi panowie tak ponoc dzialaja (sama znam taki jeden przypadek)

        Oczywiscie ja jeszcze nie rodzilam i Wasze doswiadczenie jest wieksze. To jest
        bardzo wzruszajace jak Wasi mezowie sie sprawdzili i jak Was to umocnilo,
        tylko czy u mnie bedzie tak samo? Chyba kazdy powinien zdecydowac co dla niego
        jest najlepsze.

        Pozdrawiam
        K. 15 tc.
    • kasiacs ... i jeszcze pytanie 16.12.03, 18:10
      Czy jest mozliwe aby maz byl z rodzaca zona tylko przez dwie pierwsze fazy, bo
      ponoc one trwaja najdluzej, a potem opuscil sale porodowa i poczekal na
      zewnatrz?
      K.
      • aniaop Re: ... i jeszcze pytanie 16.12.03, 18:46
        Pewnie, ze tak. Tak zrobil moj kolega z pracy. Wyszedl w finalowym momenicie,
        bo nie mogl zniesc krzyku zony.
        • mamka_tip Re: ... i jeszcze pytanie 17.12.03, 07:52
          Witam Wszystkich!
          Miałam już dwa porody. Przy pierwszym mąż był. Nie wypowiedział się do
          ostatniej chwili czy chce przy nim być, ale, ze mieszkaliśmy blisko szpitala
          odwiedzał mnie często. Poród się przedłużał i w koncu na samo rozwiązanie
          akurat mąż przyszedł. Zobaczył jak sie męczę i został. Nie żałuje on tego, a
          nawet powiem więcej nabrał do ciała kobiety jeszcze większego szacunku.
          Przy drugiej ciąży - opowiem - od początku deklarował się że chce być, ale
          pamietając długość porodu nie spieszył się, więc jak zadzwoniłam, że juz się
          zaczyna to on zaraz niby jechał. Ale jak się później okazało jeszcze poszedł
          się zwolnić, jeszcze z kimś pogadał i dopiero jechał. A że drugie dziecko
          przyszło na świat szybciej (mam na myśli długość porodu) to jak przyjechał to
          juz syna zastał po kąpieli. I teraz ma dopiero doła,że u jednego był a u
          drugiego nie.
          Więc drogie mamy - jeżeli mężowie chcą to nie zabraniajcie im tego!
          Pozdrawiam!
          Ja w tej chwili oczekuję trzeciego dziecka i tez chciałabym aby mąż był przy
          mnie.
    • jaga2003 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 17.12.03, 08:26
      Ja trochę obok tematu - Poród dopiero przede mną - w lutym. Od początku byłam
      zdecydowana, że z mężem. Lwia część spoczywa na mnie, więc mam prawo wymagać,
      żeby był przy mnie "na żądanie" smile) Tydzień temu robiłam sobie żarty z tego w
      szkole rodzenia i na następnych zajeciach pani mnie wzięła na stronę i zrobiła
      mi wykład, żeby męża nie zmuszać, bo oni tacy delikatni, że to dla nich trudne,
      że może potem być zniechęcony do sexu, że wystarczy, aby był w w I fazie - to i
      tak dużo - a na parciu nie musi być, itp. Czułam się jak karcony przedszkolak -
      a mam już po 30-tce smile)) No więc przeprowadziłam z mężem pseudo poważną rozmowę
      wieczorem, że może faktycznie go terroryzuję a on się nie czuje na siłach? I
      ustaliliśmy, że jak źle się poczuje, to wyjdzie. I taką mam impresję, że faceci
      ZAWSZE mają lepiej - nawet w szkole rodzenia panie myślą o ich dobrym
      samopoczuciu, a my, wiadomo, jakoś to przeżyjemy (nawet anestezjolog wymienił
      zmęczenie męża długim porodem jako wskazanie do znieczulenia - "żeby się
      bidusia trochę przespał") I nie możemy wymagać za wiele, bo im skrzywimy
      psychikę wink))
      Może jestem żoną terrorystką o mega wymaganiach, ale nie wyobrażam sobie bycia
      samą w takiej chwili, kiedy będę męża najbardziej potrzebować (a niech tylko
      spróbuje gdzieś wyjść wink)). W końcu "w zdrowiu i chorobie", do cholery! A co do
      problemów ze współżyciem - przez 6 miesiecy odstawki przejdą mu
      wszystkie "opory" wink))))
      jaga
      ps. oczywiście bardzo kocham mojego męża, bo jest cudownym facetem smile

      • adzia_a Re: Poród z mężem-za i przeciw. 17.12.03, 10:00
        jaga2003 napisała:
        > I taką mam impresję, że faceci
        >
        > ZAWSZE mają lepiej - nawet w szkole rodzenia panie myślą o ich dobrym
        > samopoczuciu, a my, wiadomo, jakoś to przeżyjemy (nawet anestezjolog wymienił
        > zmęczenie męża długim porodem jako wskazanie do znieczulenia - "żeby się
        > bidusia trochę przespał") I nie możemy wymagać za wiele, bo im skrzywimy
        > psychikę wink))

        Niezłe smile))) Coś w tym jest.
        Ja bym powiedziała tak - to jest spraw obojga rodziców, jak do tego podejdą.
        Jeśli facet czuje, że może to wywołać u niego zwersję, to rzeczywiście lepiej
        niech nie idzie - skutki moga być opłakane...Natomiast ja o takim przypadku nie
        słyszałam - wszyscy faceci, którzy uczestniczyli w porodzie rodzinnym byli z
        tego powodu strasznie szczęsliwi i wszyscy twierdzą, że żałowaliby, gdyby ich
        przy tym nie było. Łącznie z moim mężem - a my w pierwszej ciąży przez prawie 9
        miesięcy zastanawialismy się, czy iść razem na porodówkę. teraz, przed drugim
        porodem nawet się nie zastanwaiamy - po prostu nie ma innej opcji.

        Ale ja nie wiem, czy jest sens w głosowaniu za czy przeciw. To jets sprawa
        indywidualna, intymna, każdy może to odczuwać inaczej i ma do tego prawo. W
        końcu jedno jest pewne - my musimy tam być ze zrządzenia natury - oni nie
        muszą. i rzeczywiście, gdyby to miało za dużo kosztować - nie chciałabym tego.
        • martynka30 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 17.12.03, 10:25
          A mnie wydaje się, że jeśli facet po wspólnym porodzie czuje awersję do żony
          to ona i tak by przyszła. Wcześniej czy póżniej. Tylko powodem byłby nie
          poród, ale np. choroba z bardzo intesywną biegunką, pierwsze zmarszki,
          zwiotczenie biustu, ulewające się mleko czy cokolwiek innego. Bo nie sądzę, że
          powodem może być sam poród, przyczyna leży głebiej.

          "Taka jest moja koncepcja, tak ja to widzę"

          A Adzia - chyba masz rację. Mąż mojej znajomej na początku nie był pewny, czy
          chce być przy porodzie, bo rozumiecie boi się krwi. I ona mu na to " a ja
          myślisz to co, ja niby nie boję się krwi??? A wiesz jak do tego jeszcze bólu
          się boję???". Był przy niej i teraz twierdzi, że kocha ją jeszcze bardziej, a
          poród był najpiękniejszą chwilą w jego życiu.
          • martynka30 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 17.12.03, 10:29
            hi hi coś nie mogę skończyć. Muszę dodać, że wszsytko to co napisałam wyżej
            nie oznacza, że należy epatować fizjologią. Ja właśnie z tego powodu miałam
            przed porodem lewatywę na własne życzenie (oczywiście bez obecności mężasmile)).A
            kiedy nie mogłam wstawać i musiałam skorzystać z basenu poprosiłam męża, by
            wyszedł na chwilę.
      • malika5 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 17.12.03, 15:12
        Jaga, całkowicie Cię popieram. Zresztą nie uważam żeby faceci byli tacy
        wrażliwi- czy zabicie karpia nie jest obrzydliwe? Od wieków to mężczyźni
        walczyli na wojnach- a tam dopiero leje się krew, wyprówają sobie flaki i pełno
        jest niesłychanego cierpienia. Ja myślę, że to raczej kobiety, być może z
        miłości, próbują mierzyć facetów własną miarą i ich oszczędzić. Jeżeli któraś
        ma męża, który nabierze urazu do niej po porodzie, to co będzie jeżeli w
        przyszłości będzie miała usuniętą pierś z powodu raka, albo założony sztuczny
        odbyt- ten facet na pewno ją porzuci. Co mam nadzieję żadną z nas nie spotka.
        Pozdrowienia
    • allunia77 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 17.12.03, 10:36
      Witaj.
      ja rodziłam z mężem 6 tygodni temu. I zaraz powiedziałam mu, że jak chce
      nastepne dziecko to musi mi obiecać , że będzie także przy następnym porodzie.
      Bez niego sobie porodu nie wyobrażam !!!!!!!!!!!!!!
      Był moment, kiedy to powiedział mi, że on wie jak mnie boli - wtedy chciałam
      go wywalić z porodówki...Ale jak go poprosiłam, aby nie gadał tylko był po
      prostu ze mna to posłuchał i reszta porodu przebiegała już bez takich wpadek :-
      ))))).
      A zapeniam Ciebie, że moment kiedy to rodzi się dziecko i oboje rodzice są
      przy tym to .....Tego nie da się opisać..........Spojrzeliśmy wtedy na siebie
      i juz nic nie musielismy mówić. I kochamy się teraz jeszcze bardziej
      pozdrawiam
      Magda-mama Zuzi
    • wieczna-gosia Re: Poród z mężem-za i przeciw. 17.12.03, 10:37
      Nie uwazam ze obowiazkiem faceta jest bycie przy zonie gdy rodzi. Sa kobiety
      ktore faktycznie lepiej radza sobie same, sa faceci o tak tradycyjnych
      pogladach ze na sale nie wejda i juz. I o nikim nie swiadczy to zle.
      Ale ja o tej mniej estetyczniej stronie...
      Tak to juz jest ze ciaza do estetycznych nie nalezy- czlowiek rzyga, puchnie,
      brzuch mu rosnie. Pozniej porod, krew i bol. Mysle ze w ogole tego nie mozna
      rozpatrywac w kategoriach estetycznych i mam wrazenie ze faceci potrafia to
      lepiej od nas- oddzielic esetyke od spraw wazniejszych wink)
      Po pierwsze facet nie stoi w nogach i nie patrzy ci sie w pochwe wink) tylko
      siedzi przy glowie i patrzy sie w oczy. Po drugie na parcie zawsze moze wyjsc.
      Po trzecie zas- kiedy czlowiek ma grype, okres, czy zapalenie krtani (jak
      autorka) to estetyczny nie jest. Narzeczonemu bym oszczedzila, poprosilabym
      zeby nie przychodzil. maz niestety oglada mnie w tych sytuacjach. I kocha.
      Calkiem spora ilosc moich znajomych decydowala sie na opcje- pan wychodzi
      podczas parcie- nie wyszedl nikt- po kilku godzinach porodu i wspolnej meki z
      zona wszyscy stwierdzili ze juz chca byc przy finale, nie po to sie meczyli
      ty;le godzin wink)
      jesli maz twierdzi ze chce- moim zdaniem mozna mu wierzyc. Dla wiekszosci
      mezczyzn to ogromne przezycie jak mistrzostwa swiata w boksie wink nie
      estetyczne ale ogromne wzruszajace wink)
      • groszkowamama Re: Poród z mężem-za i przeciw. 17.12.03, 11:46
        Ja jeszcze kilka tygodni temu powiedzialabym dokladnie to co wieczna-gosia, ze
        obowiazkiem faceta nie jest bycie przy porodzie. Ale niedawno rozmawialam ze
        znajoma, ktorej maz wlasnie oswiadczyl, ze nie chce. I ona powiedziala mi z
        przekasem, ze to ciekawe, ze tak toleracyjne i pelne akceptacji dla takiej
        decyzji sa zazwyczaj kobiety, ktore albo same nie chcialy obecnosci meza, albo
        chcialy i ich maz rowniez. I pomyslalam, ze cos w tym jest. Latwo mi tak bylo
        mowic, bo moj chcial. A gdyby nie? Chyba jednak czulabym rozczarowanie. A ona
        mnie przekonala jednym pytaniem, dlaczego wrazliwosc mezczyzny jest wazniejsza
        niz to, ze kobieta bedzie sie czuc samotna i pozbawiona wsparcia w takiej
        chwili, ze boi sie, ze ten maz jest jej do cholerywink potrzebny! Jasne mozna
        powiedziec, ze meza moze zastapic matka lub przyjaciolka, ale po pierwsze: nie
        oszukujmy sie, dla kobiety ktora chcialaby czuc obecnosc meza i ojca dziecka
        to jednak nie to samo, w dodatku w jej sytuacji to niemozliwe, sa za granica,
        od niedawna, nie maja tam nikogo bliskiego procz siebie, a podroz jest zbyt
        daleka i kosztowna. I ja sie niestety w duchu zgodzilam z jej zdaniem, ze maz
        okazal sie egoista. Jasne, ze zmuszanie nie ma sensu, ale tez sadze, ze
        malzenstwo czy zwiazek polega na miedzy innymi na tym, ze jestes z ta osoba,
        wtedy kiedy cie potrzebuje, a nie tylko wtedy kiedy chcesz. Pozdrawiam
        serdecznie
        • jagonia Re: Poród z mężem-za i przeciw. 17.12.03, 15:30
          Dlaczego od razu egoistą??? Ja sie raczej dziwię gdy mężczyzna chce być przy
          porodzie...
          Przepraszam z góry, jezeli ktoś poczuje się urażony, ale dla mnie porody z
          męzem (lub narzeczonym, partnerem, jak kto woli) to tak jakby świat stanął na
          głowie...
          Poród od zawsze był wyłącznie sprawą kobiet i ja nie widzę w tym nic
          niewłaściwego. Facet nie moze być w ciazy, bo tak wymyśliła natura i nie ma
          żadnych powodów, aby na siłę go w to wciągać! Nas do porodu przygotowują długie
          miesiące ciązy, hormony wydzielające się przed i w trakcie porodu, mężczyzni są
          pozostawieni sami sobie, ze swoimi lekami i obawami, a mają być silnym macho...
          Coś nie tak...
          Z niektórych postów wynika jakbyśmy to my kobiety zostały skrzywdzone, bo
          musimy przechodzić przez poród, więc aby meżczyzna nie miał za dobrze to też
          trzeba go w to wciągnąć. Przecież to chore i całkowiecie niedojrzałe. Każda z
          nas zachodząc świadomie w ciąze liczy się z tym, że TO ONA będzie musiała
          urodzić to dziecko. I robienie z siebie cierpiętnicy jest po prostu nie na
          miejsu.
          Ja uważam, że jezeli mężczyzna i kobieta chcą rodzić razem to OK. Ale jeżeli
          choć jedno z nich nie jest do tego przekonane, to naprawdę lepiej odpuścić...
          Nic na siłę. Bo chyba udany związek z ojcem dziecka jest ważniejszy od
          wspólnego porodu...
          Zawsze można też znaleźć kompromis - przyszły tatuś zostaje tylko do konca
          pierwszej fazy porodu i np: wychodzi w bardziej krępujących momentach. To
          najbardziej optymalne wyjście.

          Jagoda


          groszkowamama napisała:

          > Ja jeszcze kilka tygodni temu powiedzialabym dokladnie to co wieczna-gosia,
          ze
          > obowiazkiem faceta nie jest bycie przy porodzie. Ale niedawno rozmawialam ze
          > znajoma, ktorej maz wlasnie oswiadczyl, ze nie chce. I ona powiedziala mi z
          > przekasem, ze to ciekawe, ze tak toleracyjne i pelne akceptacji dla takiej
          > decyzji sa zazwyczaj kobiety, ktore albo same nie chcialy obecnosci meza,
          albo
          > chcialy i ich maz rowniez. I pomyslalam, ze cos w tym jest. Latwo mi tak bylo
          > mowic, bo moj chcial. A gdyby nie? Chyba jednak czulabym rozczarowanie. A ona
          > mnie przekonala jednym pytaniem, dlaczego wrazliwosc mezczyzny jest
          wazniejsza
          > niz to, ze kobieta bedzie sie czuc samotna i pozbawiona wsparcia w takiej
          > chwili, ze boi sie, ze ten maz jest jej do cholerywink potrzebny! Jasne mozna
          > powiedziec, ze meza moze zastapic matka lub przyjaciolka, ale po pierwsze:
          nie
          > oszukujmy sie, dla kobiety ktora chcialaby czuc obecnosc meza i ojca dziecka
          > to jednak nie to samo, w dodatku w jej sytuacji to niemozliwe, sa za granica,
          > od niedawna, nie maja tam nikogo bliskiego procz siebie, a podroz jest zbyt
          > daleka i kosztowna. I ja sie niestety w duchu zgodzilam z jej zdaniem, ze maz
          > okazal sie egoista. Jasne, ze zmuszanie nie ma sensu, ale tez sadze, ze
          > malzenstwo czy zwiazek polega na miedzy innymi na tym, ze jestes z ta osoba,
          > wtedy kiedy cie potrzebuje, a nie tylko wtedy kiedy chcesz. Pozdrawiam
          > serdecznie
          • groszkowamama Re: Poród z mężem-za i przeciw. 17.12.03, 16:08
            Dlaczego egoistą? Już pisałam. Dlatego, że związek polega na tym, że jesteś z
            tą osobą wtedy kiedy ona tego potrzebuje, a nie tylko wtedy gdy masz na to
            ochotę.

            Sprawa kiedy i kobieta nie chce obecności ojca dziecka przy porodzie, to coś
            zupełnie odmiennego, ma prawo. Ale ja mówiłam o znajomej, która uważa, że
            bardzo potrzebuje męża, która boi się rodzić sama, bez nikogo bliskiego, a mąż
            nie chce.

            Kiedy rozmawiałam z nią przypomniało mi się czas kiedy moja mama była w
            szpitalu, może to zabrzmi okropnie, ale nie zawsze miałam ochotę ją odwiedzić,
            czasem byłam tak zmęczona, czasem marzyłam tylko żeby się wyspać. I do tego ta
            obecność aparatury medycznej, te rurki - na widok tego wszystkiego miałam
            ochotę uciec. Ale wiedziałam, że ona czuje się lepiej dzięki mojej obecności,
            że prosi by zapytać o różne rzeczy lekarzy, bo nie wszystko zawsze rozumiała,
            tylko dzięki moim interwencjom zmieniono mojej mamie okropnie brudną pościel,
            śiszono radio na korytarzu itd - i dla mnie to było ważniejsze niż fakt, że
            wolałabym być może niektórych rzeczy nie oglądać. Myślicie, że ta sytuacja
            dużo różni się od porodu? Moja mama dzięki mojej obecności po operacji czuła
            się bezpieczniej, podobnie jak ja czułam się bezpieczniej dzięki obecności
            mojego męża przy porodzie.
            • aneta_25 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 17.12.03, 19:55
              groszkowamama napisała:

              > Dlaczego egoistą? Już pisałam. Dlatego, że związek polega na tym, że jesteś z
              > tą osobą wtedy kiedy ona tego potrzebuje, a nie tylko wtedy gdy masz na to
              > ochotę.

              Skoro nawet część kobiet (np: ja) nie chce, aby partner uczestniczył w
              porodzie, to dlaczego uważsz, że każdy mężczyzna powinien się do tego
              wyrywać??? Trochę tolerancji.

              > Sprawa kiedy i kobieta nie chce obecności ojca dziecka przy porodzie, to coś
              > zupełnie odmiennego, ma prawo. Ale ja mówiłam o znajomej, która uważa, że
              > bardzo potrzebuje męża, która boi się rodzić sama, bez nikogo bliskiego, a
              mąż
              > nie chce.

              Skoro kobieta ma prawo nie chcieć, to mężczyzna też ma takie prawo. Oczywiscie
              może być to przykre, ale jest to zbyt delikatna sprawa, aby kogokolwiek do
              czegokolwiek przymuszać...
              Przecież może być taka sytuacja, ze facet bardzo chce uczestniczyć w porodzie,
              ale kobieta się na to nie zgadza. I to jest OK, a w drugą stronę nie???

              > Kiedy rozmawiałam z nią przypomniało mi się czas kiedy moja mama była w
              > szpitalu, może to zabrzmi okropnie, ale nie zawsze miałam ochotę ją
              odwiedzić,
              > czasem byłam tak zmęczona, czasem marzyłam tylko żeby się wyspać. I do tego
              ta
              > obecność aparatury medycznej, te rurki - na widok tego wszystkiego miałam
              > ochotę uciec. Ale wiedziałam, że ona czuje się lepiej dzięki mojej obecności,
              > że prosi by zapytać o różne rzeczy lekarzy, bo nie wszystko zawsze rozumiała,
              > tylko dzięki moim interwencjom zmieniono mojej mamie okropnie brudną pościel,
              > śiszono radio na korytarzu itd - i dla mnie to było ważniejsze niż fakt, że
              > wolałabym być może niektórych rzeczy nie oglądać. Myślicie, że ta sytuacja
              > dużo różni się od porodu? Moja mama dzięki mojej obecności po operacji czuła
              > się bezpieczniej, podobnie jak ja czułam się bezpieczniej dzięki obecności
              > mojego męża przy porodzie.

              To jest jednak trochę inna sytuacja. Mogłabyś to porównać, jeżeli byłabyś przy
              operacji swojej mamy, a nie po.

              Aneta
        • cytrynka3 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 17.03.04, 04:10
          Groszkowamamo
          Wydaje mi się, że faceci często nie chcą być przy porodzie, bo poród jest dla
          nich zdemonizowany; krew się leje, facet mdleje. A przecież wcale tak nie jest.
          Mój chyba też nie do końca chciał, ale ja postawiłam sprawę jasno: był przy
          poczęciu, to niech będzie przy porodzie. Inna sprawa, że rodziłam zagranicą i
          miałam argument, że w bólach mogę mieć problem z dogadaniem się.
          I wydaje mi się, że zostawianie kobiety samej w takiej chwili, jeśli ona pragnie
          obecności męża, to egoizm, bo tak jak pisała Gosia Wieczna, nie trzeba stać
          między nogami. Wystarczy być u wezgłowia, potrzymać za ręce, zwilżyć wargi, ale BYĆ.
          Pozdrawiam
          Cytrynka
      • curara77 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 14.03.04, 21:29
        Witajcie jestem teraz w 30 tygodniu i za nie dlugo bede rodzic Nie uwazam ze
        obowiazkiem meszczyzny jest bycie przy narodzinach ja z mezem przerabialam juz
        temat rozwiazania i choc na poczatku ciazy razem zgodnie potwierdzalismy ze
        bedziemy razem rodzic teraz czym blizej konca sama mysle ze chyba nie chce zeby
        moj meszczyzna mnie ogladal w takim stanie Po glebszej rozmowie jak widzi porod
        moj maz stwierdzilam ze do niczego go nie bede namawiac jesli bedzie na bycie
        przy porodzie gotowy to bedzie jesli nie to tez nie bede zawiedziona Zreszta
        kto wie ?jak natura pokieruje moim prorodem Pozdrawiam
      • cytrynka3 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 17.03.04, 04:05
        Gosiu, mój mąż przy parciu stał prawie między nogamismile)) Tzn. trzymał mi lewą
        nogę (położna prawą).
        Cytrynka
        • cytrynka3 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 17.03.04, 04:30
          Dodam jeszcze, ze dwa razy podał mi i odebrał ode mnie basen i to właśnie było
          tym, co mnie ciut skrępowało, ale był (, sprawdził się. Wtedy go bardzo
          potrzebowałam i nie opuścił mnie. I prawie mieszkał w szpitalu nastepne dwa dni
          (miał własną leżankę).
          Cytrynka
    • lemona1 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 17.12.03, 12:11
      Moim zdaniem naszych ukochanych facetów mozna podzielić na dwie kategorie :
      tych z zacieciem chirurgicznym, którzy traktuja poród jako wydarzenie i są
      troszkę ciekawi jak to jest, nie brzydzą się krwi i takich troszke bardziej
      wrażliwych (nie każdy musi być chirurgiem !!!). Gdybym miała tego pierwszego,
      to bez chwili wahania zgodziłabym się na poród rodzinny. Moje szczęście jednak
      nie pała chęcia uczestniczenia w porodzie i ja to rozumiem, gdybym go
      przycisnęła to byłby ze mną, ale czy warto?
      Jak miałam laparoskopię - ciaza pozamaciczna, to bał się mnie dotknąć, pomimo
      tego że ja sie czułam dobrze, teraz jestem w ciąży i jakby troszkę mniej często
      chce się ze mną kochać, poza tym jest bardzo czuły, ciepły i troskliwy.
      Ja wynajmę położną, męża zostawie w spokoju i obydwoje będziemy zadowoleni.
      Naszego brzdąca nie mozemy się juz doczekac.
      lemona1
      • jaga2003 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 17.12.03, 12:41
        Nie zgadzam się z tym zacięciem chirurgicznym. Nie wyobrażam sobie, żeby mój
        mąż chciał ze mną być przy porodzie bo jest ciekawy, jak wygląda łożysko!
        Moim zdaniem po prostu są mniej i bardziej dojrzali faceci. Są strachajły,
        które brzydzą się kobiecej fizjologii (np. mój ojciec) i są tacy, którzy
        kochają coś więcej w swoich żonach niż zgrabny tyłek (mój mąż, mam nadzieję smile.
        I są gotowi się poświęcić - w tym wypadku swoje dobre samopoczucie, stereotyp
        twardziela - zapomnieć o sobie i być w tak ważnej i trudnej chwili z kobietą,
        którą kochają.
        Zgadzam się całym sercem z dziewczynami, które piszą "a co, jak będziesz stara,
        bdziesz wymiotować, mieć biegunkę itp" A jeśli kiedyś odpukać będziemy obłożnie
        chore - to jak się będziemy czuć, gdy mąż będzie się brzydził nas nakarmić albo
        podać basen?
        Chyba trochę się zagalopowałam z tymi drastycznymi przykładami, wybaczcie. Ale
        tak sobie myślę, że poród w samotności może wiecej szkody przynieść psychice
        kobiety (znam kilka przypadków) niż facetowi obecność w tej chwili (nie znam
        ani jednego negatywnego smile))
        jaga

        • jagonia Re: Poród z mężem-za i przeciw. 17.12.03, 15:43
          jaga2003 napisała:

          > Nie zgadzam się z tym zacięciem chirurgicznym. Nie wyobrażam sobie, żeby mój
          > mąż chciał ze mną być przy porodzie bo jest ciekawy, jak wygląda łożysko!
          > Moim zdaniem po prostu są mniej i bardziej dojrzali faceci. Są strachajły,
          > które brzydzą się kobiecej fizjologii (np. mój ojciec) i są tacy, którzy
          > kochają coś więcej w swoich żonach niż zgrabny tyłek (mój mąż, mam
          nadzieję smile.

          Absolutnie się z Tobą nie zgadzam. To, że facet nie chce być przy porodzie
          wcale nie świadczy o jego niedojrzałości. TO BZDURA!
          Całkowiecie zgadzam się natomiast z Lemonką - nie każdy ma dostateczną
          odporność psychiczną i nie każdy jest w stanie odnaleźć się w tak skrajnej
          sytuacji.
          Dużą rolę odgrywa też wychowanie. Pokolenie dzisiejszych 40, 50 latów było
          wychowywane w przekonaniu, że jest to sprawa wyłącznie kobiet. Nie dziw się
          więc, że nie są oni gotowi do starcia z kobiecą fizjologią. Dziwiłabym się
          gdyby Twój ojciec myślał inaczej - przecież jak Ty się rodziłaś, to męzczyźnie
          nawet nie byli wpuszczani na oddziały położnicze!!!!!!!! A co dopiero rodzinny
          poród...

          > I są gotowi się poświęcić - w tym wypadku swoje dobre samopoczucie, stereotyp
          > twardziela - zapomnieć o sobie i być w tak ważnej i trudnej chwili z kobietą,
          > którą kochają.
          > Zgadzam się całym sercem z dziewczynami, które piszą "a co, jak będziesz
          stara,
          >
          > bdziesz wymiotować, mieć biegunkę itp" A jeśli kiedyś odpukać będziemy
          obłożnie
          >
          > chore - to jak się będziemy czuć, gdy mąż będzie się brzydził nas nakarmić
          albo
          >
          > podać basen?
          > Chyba trochę się zagalopowałam z tymi drastycznymi przykładami, wybaczcie.
          Ale
          > tak sobie myślę, że poród w samotności może wiecej szkody przynieść psychice
          > kobiety (znam kilka przypadków) niż facetowi obecność w tej chwili (nie znam
          > ani jednego negatywnego smile))

          Bo ponieważ masz takie poglądy żaden Ci sie do tego nie przyzna... Jak
          dowiedzieliśmy, ze jestem w ciązy mój partner rozmawiał, ze swoimi kolegami ad
          porodu. KAŻDY odradzał mu pomysł z porodem rodzinnym - byli wśród niech też
          tacy, co to przeżyli. Z tym, że nie przyznają się własnym zonom, bo nie chcę
          ich po prostu niechcący zranić.

          Jagoda
          • kasik8 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 19.12.03, 15:26
            witam panie
            W koncu naprawili mi (chyba?? przynajmniej dzis!) skrzynke i login.

            No to moze i ja sie udziele.
            Jagoniu napisalas:
            > Dużą rolę odgrywa też wychowanie. Pokolenie dzisiejszych 40, 50 latów było
            > wychowywane w przekonaniu, że jest to sprawa wyłącznie kobiet. Nie dziw się
            > więc, że nie są oni gotowi do starcia z kobiecą fizjologią. Dziwiłabym się
            > gdyby Twój ojciec myślał inaczej - przecież jak Ty się rodziłaś, to
            męzczyźnie
            > nawet nie byli wpuszczani na oddziały położnicze!!!!!!!! A co dopiero
            rodzinny
            > poród...

            Jestem ciekawa ile sama masz lat? Twoje poglady sa wlasnie takie jak tych 40,
            50 latkow. Wczesniej pisalas, ze od zarania dziejow mezczyzni nie patrzeli na
            porody. A ja sie ciebie pytam skad wiesz, ze bylo tak zawsze i ze to jest
            wlasnie wyznacznikiem tego co dobre??? To, ze pokolenie Twoich rodzicow i
            moich nie bylo przy porodach nie znaczy, ze bylo tak zawsze. I nie znaczy to,
            ze gdyby tylko mogli nie chcieli by tam byc. Poprostu takich mozliwosci nie
            bylo. Takie bylo wychowanie..to nie natura! to wychowanie..tak jak sie
            wychowuje wstydliwa dziewczynke i malo placzacego chlopca. Gdyz tlumaczy sie
            im, ze dziewczynka i te sprawy to bee a chlopiec musi byc mezczyzna, wiec
            plakac mu niewypada!
            Ale nie zmienia to faktu, ze "plodzilismy razem..wypadaloby wiec i rodzic
            razem" prawda?
            Co znaczy ze facet jest slaby, nie znosi widoku krwi itp...ja tez nie
            znosze!.Okropnie boje sie bolu a przede wszystkim samotnosci.
            Pewnie, ze nie zmusze faceta do tego zeby byl..nawet bym juz nie chciala..bo
            po co? tylko to jest kwestia tego co ja bede potem o tym myslec..jak sie bede
            czuc. Pobieramy sie czy zakladamy rodzine by miec cos wspolnego...a tu nagle
            ok! miejmy wspolne dziecko..ale Ty se je urodz, bo ja nie bardzo! a ciebie
            natura przeciez stworzyla...potem uslyszysz: Ty wstawaj w nocy, bo ja nie mam
            piersi do karmienia i tatus bedzie smacznie spal..Ty wychowaj, bo ja musze do
            pracy ..przeciez taka jest rola mezczyzny.
            Boze! dziekuje Bogu ze te czasy sie koncza. Ze kobiety zaczynaja miec jakies
            prawo glosu, swobody..zaczynaja byc traktowane ludzko.
            Moj maz chce ze mna isc na porod..to ja tak naprawde nie wiem czy chce by on
            szedl. On strasznie boi sie krwi (jak kazdy facet!), ale chce..chce mi
            pomoc..chce potrzymac za reke..chce pokazac ze moge na niego liczyc i to jest
            chyba najwazniejsze..jesli tego nie zniesie tam na porodowce i zemdleje czy
            cos takiego - ok. Wazne ze chcial. A nie wykrecal sie, ze on nie za bardzo
            znosi takie rzeczy jest smieszne.

            A co sie tyczy drugiej kwestii..znajomych.
            Napisalas:
            > Bo ponieważ masz takie poglądy żaden Ci sie do tego nie przyzna... Jak
            > dowiedzieliśmy, ze jestem w ciązy mój partner rozmawiał, ze swoimi kolegami
            ad
            > porodu. KAŻDY odradzał mu pomysł z porodem rodzinnym - byli wśród niech też
            > tacy, co to przeżyli. Z tym, że nie przyznają się własnym zonom, bo nie chcę
            > ich po prostu niechcący zranić.


            Zacznijmy od tego ze nie zaczyna sie zdania od BO a nastepnie dodaje
            poniewaz..hehe (sory za drobna uszczypliwoscwink)...
            To, ze Twoj maz uslyszal takie opinie nie znaczy tez ze kazdy mezczyzna taka
            opinie ma. Moze wlasnie obracacie sie w takim towarzystwie. Ja rowniez nie
            spotkalam sie z opinia, by ktorykolwiek tata uczestniczacy przy porodzie mial
            potem wyrzuty sumienia i z litosci nie powiedzial o tym zonie.
            A jesli tak jest..jesli sa mezczyzni ktorzy odgradzaja tak diametralnie swiat
            meski od kobiecego..i ktorzy za plecami zony opowiadaja prawde kolegom..to
            chyba dobrze ze takich nie znam, bo dla mnie to marny model mezczyzny.
            Wole pozostac samotna silna kobieta, niz miec przy swoim boku "slabego"
            mezczyzne.
            Wyrazam tylko swoje zdanie.
            Kasik
          • sirod78 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 14.03.04, 11:29
            podciągam wątek
    • mamarta77 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 17.12.03, 14:37
      moze rzeczywiscie tak jest jak pisza tu niektore dziewczyny choc ja osobiscie
      w to nie wierze ze jesli facet kocha swoja kobiete to po wspolnym porodzie
      straci ona cos z kobiety w jego oczach (a ci przytoczeni powyzej panowie
      psychologowie widocznie nigdy nie rodzili z kochana kobieta): pierwsze dziecko
      urodzilam z mezem i nie wyobrazam sobie inaczej!! i nie stracilam nic w oczach
      meza jako zona i kochanka, wiele nawet w naszych stosunkach intymnych sie
      poprawilo odkad jestesmy rodzina a nie tylko malzenstwem. teraz oczekujemy
      drugiego dzieciatka i obydwoje wiemy ze przywitamy je na tym swiecie razem.
      mysle tylko ze kazdy facet przed taka przygoda powinien pochodzic z matka
      swojego dziecka do szkoly rodzenia -to swietne miejsce w ktorym mozna
      zrozumiec co sie bedzie dzialo w tym waznym dla was momecie i czlowiek
      przestaje sobie wyobrazac porod tak, jak sie go widuje na filmach (wrzeszczaca
      kobieta i bezradne otoczenie)
      pozdrawiam i zycze takiej decyzji z ktorej bedziesz zadowolona cale zycie -
      Marta
      • melka_x Re: Poród z mężem-za i przeciw. 17.12.03, 16:26
        Jagonia a nie szkoda Ci trochę tego, że w chwili kiedy po raz pierwszy
        spojrzysz swojemu dziecku w oczy, nie będzie Twojego męża i ojca dziecka?
        Wiem, że zawołają go w chwilę później, ale magia tego pierwszego momentu we
        troje...

        Argument, że rodzenie zawsze było babską sprawą jest nie do końca trafiony. W
        naszej kulturze. W innych niekoniecznie, są kultury gdzie mężczyźni
        uczestniczą przy porodzie. Poza tym nawet jeśli będziemy rozpatrywać to tylko
        w kategoriach naszej kultury, to ona przeciez jest czymś dynamicznym. Jeszcze
        100 lat temu w większości rodzin mężczyzna był jedynym żywicielem, a dziś?
        Kilkadziesiąt lat temu nikt nic złego nie widział w zabawkach militarnych, a
        dziś zastanawiamy się, mamy wątpliwości czy nie uczymy w ten sposób dzieci
        agresji. Nie zmienia się natura (rodzić może tylko kobieta), ale zmienia się
        kultura, zmieniają się role mężczyzn i kobiet, a my jesteśmy zarówno dziećmi
        natury, jak i kultury.

        "Psycholodzy mężczyźni są przeciwni porodom rodzinnym". Mój mąż jest
        psychologiem, mój ojciec też. Mamy naprawdę wiele znajomych po psychologii i
        jakoś nie widzę tego trendu. Publikacje (choćby Eichelbergera, Samsona,
        Santorskiego)także nie. Pozdrawiam Was wszystkie
        • jaga2003 Re: Poród z mężem - jestem ZA! 17.12.03, 16:43
          No właśnie - żyjemy w XXI wieku, zmieniła się rola kobiety, podejście do dzieci
          itp. Więc też nie przekonuje mnie argument o tym, że "natura" tak chce, więc
          tak musi być. Kiedyś żyłyśmy najwyżej do 30-tki rodząc od 13 roku życia. Czy to
          znaczy, że teraz po 30 powinnyśmy popełniać zbiorowe samobójstwa? smile
          Poza tym - skoro już mi się oberwało, to ripostuję - nie uważam, że brak
          entuzjazmu wobec porodu świadczy o mojej niedojrzałości smile Pewnie, że skoro nie
          można inaczej (np. rodzi mążsmile), a ja bardzo chcę mieć dziecko, to urodzę, co
          mam zrobić. Ale nie mam zamiaru zachwycać się czekającym mnie przeżyciem (nie
          dotyczy pierwszego przytulenia dzidziusia oczywiście smile)). I dlatego tak
          potrzebuję, żeby była przy mnie osoba, którą kocham. A jeżeli jeszcze wiem, że
          w pewnym sensie poświęca się dla mnie, bo jest biologicznie uwarunkowany na
          ucieczkę od rodzącej kobiety smile), to kocham go tym mocniej.
          Tak czy owak uważam, że mamy prawo tego wymagać od ojców naszych dzieci.
          jaga

        • aneta_25 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 17.12.03, 20:06
          melka_x napisała:

          > Jagonia a nie szkoda Ci trochę tego, że w chwili kiedy po raz pierwszy
          > spojrzysz swojemu dziecku w oczy, nie będzie Twojego męża i ojca dziecka?
          > Wiem, że zawołają go w chwilę później, ale magia tego pierwszego momentu we
          > troje...

          Nie wiem, co sądzi adresatka tego pytania, ale np: ja nie potrafiłam zrobić
          czegoś wbrew sobie. ALbo sie coś akceptuje, albo nie - ja np: nie akceptuje
          porodów rodzinnych. Robić coś wbrew sobie, tylko dlatego że inni mówią, że tak
          trzeba???? Przecież to głupie.


          > Argument, że rodzenie zawsze było babską sprawą jest nie do końca trafiony. W
          > naszej kulturze.

          I w bardzo wielu innych też.


          > W innych niekoniecznie, są kultury gdzie mężczyźni
          > uczestniczą przy porodzie. Poza tym nawet jeśli będziemy rozpatrywać to tylko
          > w kategoriach naszej kultury, to ona przeciez jest czymś dynamicznym. Jeszcze
          > 100 lat temu w większości rodzin mężczyzna był jedynym żywicielem, a dziś?
          > Kilkadziesiąt lat temu nikt nic złego nie widział w zabawkach militarnych, a
          > dziś zastanawiamy się, mamy wątpliwości czy nie uczymy w ten sposób dzieci
          > agresji. Nie zmienia się natura (rodzić może tylko kobieta), ale zmienia się
          > kultura, zmieniają się role mężczyzn i kobiet, a my jesteśmy zarówno dziećmi
          > natury, jak i kultury.
          >
          > "Psycholodzy mężczyźni są przeciwni porodom rodzinnym". Mój mąż jest
          > psychologiem, mój ojciec też. Mamy naprawdę wiele znajomych po psychologii i
          > jakoś nie widzę tego trendu. Publikacje (choćby Eichelbergera, Samsona,
          > Santorskiego)także nie. Pozdrawiam Was wszystkie

          Akurat czytałam wczoraj w starej gazecie opienie Samsona na ten temat i wcale
          nie była ona taka jednoznaczna jak piszesz. Eichelberger też pisze, ze wszystko
          zależy od partnerów, każdy zwiazek jest inny i to jest indywidualna decyzja.
          Zresztą nikt nie twierdzi, ze są przeciwni, tylko zwracają uwagę na różne
          możliwe scenariusze i są sceptyczni, ostrożni w wydawaniu jednoznaczych opinii.

          Aneta
          • melka_x Re: Poród z mężem-za i przeciw. 18.12.03, 15:01
            "Nie wiem, co sądzi adresatka tego pytania, ale np: ja nie potrafiłam zrobić
            > czegoś wbrew sobie. ALbo sie coś akceptuje, albo nie - ja np: nie akceptuje
            > porodów rodzinnych. Robić coś wbrew sobie, tylko dlatego że inni mówią, że
            tak
            > trzeba???? Przecież to głupie."
            Ja własnie tylko pytam adresatkę, czy jej nie szkoda, że w chwili kiedy po raz
            pierwszy swojemu dziecku w oczy, nie będzie jej męża i ojca dziecka. Pytam, bo
            jestem zwyczajnie ciekawa odczuć kobiet, które nie chcą rodzinnych poródów.
            Pytanie Jagonii o to, czy jej czegoś nie szkoda jest naprawdę tylko pytaniem,
            a nie sugestią, że należy coś robić wbrew sobie. Gdzie ja mówię, że tak
            trzeba? Nie wiem gdzie taką treść Aneto znalazłaś, ale na pewno nie w mojej
            wypowiedzi.
    • fizula Re: Poród z mężem-za i przeciw. 18.12.03, 01:28
      Podoba mi się ta dyskusja i dlatego dołożę swoje 3 grosze. Dwoje naszych
      maluchów miało to szczęście, że przywitali je oboje rodzice. No cóż, byliśmy
      przy zaraniu ich życia, to i przy rodzenia się naszych maleństw też chcieliśmy
      być razem. Mowa poprzednio była głównie o fizjologii rodzenia, a za to dziwnie
      mało, że to przecież jest prawdziwy cud rodzenia. A że niektórzy faceci tchórzą
      przed trudniejszymi aspektami tego cudu, to uważam za ich problem. Dlatego
      dziwię się niektórym mamom, że piszecie, iż mają do tego prawo. Uważam raczej,
      że naszym obopólnym prawem jest udzielanie sobie nawzajem wsparcia w sytuacji,
      gdy tego potrzebujemy z mężem. A sytuacja porodu niewątpliwie jest taką, gdy
      kobieta potrzebuje wsparcia. W czasie pierwszego porodu wrył mi się w pamięć
      ten cały formularz, który musi wypełnić położna i nie wyobrażam sobie siebie
      odpowiadającej trzeźwo na tą masę pytań (kwestionariusz) podczas rodzenia.
      Równocześnie bardzo współczuję mamom, które rodząc muszą równocześnie
      odpowiadać na dociekliwe pytania położnej, lekarza, załatwiać samej formalności,
      troszczyć się dla siebie o picie itd. (sama nie byłam w stanie i wątpię, żeby
      położna choćby najlepsza, najlepiej opłacona była w stanie to wszystko zapewnić
      razem z czułością i taką troską, do jakiej zdolny jest mój mąż). A wyjście męża
      przed samym parciem to dla mnie po prostu sromotna ucieczka przed samym finałem
      jednego z najważniejszych wydarzeń w życiu. Po porodzie mojej starszej pociechy
      przez około pół godziny miałam "cerowane" krocze. Znosiłam wtedy nieobecność
      mojego dzidziusia i to długie szycie tylko dlatego z taką radością, że
      widziałam w oddali moją córcię w ramionach swojego kochanego tatusia, a nie u
      jakiejś obcej osoby. A propos wątpliwości wyrażonych w pierwszym poście
      rozmawialiśmy z mężem i doszliśmy do wniosku, że mąż jest w szpitalu jednak
      odsuwany od wszelkiej fizjologii, mniej estetycznej strony porodu do bardziej
      duchowej materii. Np. mąż podczas parcia przytrzymywał mi głowę, w badania nie
      był angażowany (był zawsze po mojej stronie), tak że tak naprawdę niewiele
      widział z samej fizjologii. Położne to wszystko tak skrzętnie uprzątają, że
      raczej mężowi nie daje się oglądać łożyska, błon płodowych, krwi. Ale jak
      rodziłam w domu moje młodsze szczęście, to mąż sam był żywotnie zainteresowany
      łożyskiem i błonami płodowymi, które z takim trudem rodziłam, bo tu chodziło o
      moje zdrowie, a nie o jego przyjemność. Chociaż twierdzi, że nie ma żadnego
      zacięcia chirurgicznego (nawet ryby nie chce zabić na święta). Pomimo tak
      żywego uczestnictwa w tej całej "nieestetycznej" fizjologii nie przestałam być
      dla mojego męża ukochaną żoną. A mąż, który jest duszą towarzystwa i ma masę
      znajomych tatusiów nigdy się nie spotkał z tym, że któryś z nich był
      niezadowolony z uczestnictwa w tak podniosłym wyjątkowym wydarzeniu. Wszyscy
      raczej byli dumni z siebie, szczęśliwi z uczestnictwa w narodzinach ich
      dzieciątka. I są gorącymi zwolennikami porodów w asyście ojca.
      Pozdrawiam :o)
      Kto lubi rodzić z obcymi osobami, ten może rodzić bez męża. A może mniej się
      wstydzisz innych bliskich Ci osób (przyjaciółki, mamy)- gdy jest trudno
      naprawdę warto mieć wsparcie.
      podwójnie szczęśliwa Iza
    • malika5 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 18.12.03, 10:04
      A wiecie czego najbardziej boi się mój mąż (będziemy rodzić pierwszy raz)?
      Wcale nie obrzydliwych widoków, tylko tego że będę na niego krzyczeć, będę mu
      miała za złe mój ból. Po prostu boi się odrzucenia i że go przestanę kochać-
      choćby tylko na czas porodu. Może my często nie zdajemy sobie sprawy co tak
      naprawdę myślą mężczyźni, bo nam się wydaje że najważniejsze to jest ładnie
      wyglądać i przyjemnie pachnieć w każdej sytuacji.
      • majcia74 Ja chcę z mężem, ale mam obawy... 18.12.03, 12:11
        Wiecie czego ja się boję?
        1. Że będę na mojego niemęża warczeć, że mi nie pomaga bo jakoś nie mogę
        nakłonić go do czytania na temat jak mi pomóc - on ciągle wierzy, że to jednak
        będzie cesarka i że wie już dużo bo był ze mną przy naszym pierwszym /martwym/
        porodzie,
        2. Że będę na niego warczeć bo będzie nadopiekuńczy, a ja wiem że są takie
        momenty, że najlepiej jakby do mnie nikt nic nie mówił i mnie nie dotykał...
        3. No i najważniejsze, że on mi pierdyknie na wylew bo ma wysokie ciśnienie i
        wiem, że się chłop bardzo przejmuje,
        4. A i jeszcze, że nie zobaczę tej osławionej dumnej i wzruszonej miny ojca na
        jego twarzy bo on nie okazuje w entuzjastyczny sposób swoich uczuć tak jak ja
        to robię mimo, że wiem na pewno że będzie przeszczęśliwy...

        Może te obawy są płytkie, ale znam siebie i wiem że jestem okropny nerwus i
        czepialska, a taka sytuacja jaka nas czeka uwypukli te moje wady i żal mi go
        poprostu, ale za Chiny Ludowe nie wyobrażam sobie rodzić bez niego, a i on
        powiedział że mnie samej nie puści i za to też go kocham smile

        Maja i Groszek /36tyg./
        • wilga_kasia Re: Ja chcę z mężem, ale mam obawy... 18.12.03, 14:07
          Majcia, mój mąż, jak urodziła się nasza druga córeczka powiedział: "Jaka
          brzydka, ciekawe po kim?" smile To jest ojciec, prawda? A jeśli chodzi o pomoc i
          nadopiekuńczość, to ja po prostu trzymałam męża za rękę i nie pozwalałam mu się
          dotknąć, bo mi to przeszkadzało - a więc stał tylko i pozwalał mi wykręcać
          swoją rękę.
          Nie martw się, mąż sobie poradzi smile nawet jak na niego trochę pokrzyczysz smile
          ---------

          Natura lubi się ukrywać
        • kasiacs zgadzam sie 18.12.03, 18:19
          zgadzam sie z Twoimi obawami to chyba najciekawszy list w tym temacie. Z
          jednej strony tyle jest za ale przytoczyne przez Ciebie przeciw sa poprostu
          trawione w sedno.
          Czy ja sie nie wkurze na meza jak dziecko sie urodzi a na jego twarzy nie
          bedzie widac tego zachwytu co na mojej? Czy jego chec pomocy - to co jemu
          bedzie sie wydawalo trafne - mnie nie bedzie rozpraszac? Czy on bedzie myslal
          i czul tak jak ja? a moze zemdleje i to jego trzeba bedzie reanimowac?
          Nie watpie w jego dobra wole i opiekunczosc ale nie wiem (szczegolnie po
          wczorajszym USG o ktorym pisze nizej)czy to w czasie porodu mi wystarczy...
          Bardziej niz wsparcia chcialabym zeby on czul tak jak ja i widzial wszystko
          moimi oczami. Czy to sie moze udac?
          K.
        • isma Re: Ja chcę z mężem, ale mam obawy... 19.12.03, 11:10
          majcia74 napisała:

          > Wiecie czego ja się boję?
          > 1. Że będę na mojego niemęża warczeć, że mi nie pomaga bo jakoś nie mogę
          > nakłonić go do czytania na temat jak mi pomóc - on ciągle wierzy, że to
          jednak
          > będzie cesarka i że wie już dużo bo był ze mną przy naszym
          pierwszym /martwym/
          > porodzie,
          Prawde rzeklszy, nie jest to jakas akademicka wiedza, ktora trzeba zglebiac
          miesiacami. Czesc kobiet tez jej nie zglebia czytajac podreczniki, a jednak
          rodzi, wiec dlaczego z facetami mialoby byc inaczej. Tak naprawde najwazniejsze
          jest chyba wsparcie psychiczne, przytomnosc umyslu (do poslowania do
          personelu), moze masaz - ale ktory z naszych Panow jest dyplomowanym masazysta,
          a same wiecie, JAK potrafia to robic...
          Jesli naprawde chce Ci pomoc, bedzie umial to zrobic bez ksiazek.
          > 2. Że będę na niego warczeć bo będzie nadopiekuńczy, a ja wiem że są takie
          > momenty, że najlepiej jakby do mnie nikt nic nie mówił i mnie nie dotykał...
          To zalezy, jakie macie relacje. U nas jest tak, ze w kazdej sytuacji jest szef,
          i jest ten, ktory slucha. Jak malujemy sciany - to on organizuje front robot i
          macha walkami, a ja poslusznie podaje co trzeba (sorry za porownanie) i nie
          dyskutuje, ze wolalabym inaczej. A jak rodzilismy, to moje potrzeby byly na
          pierwszym miejscu - zrob to, podaj wode, mierz czas. Robil tylko to, czego
          potrzebowalam.
          > 3. No i najważniejsze, że on mi pierdyknie na wylew bo ma wysokie ciśnienie i
          > wiem, że się chłop bardzo przejmuje,
          Oj, rownie dobrze moze mu sie to zdarzyc za drzwiami, z niepewnosci (nie zycze,
          oczywiscie, ani jednego, ani drugiego)
          > 4. A i jeszcze, że nie zobaczę tej osławionej dumnej i wzruszonej miny ojca
          na
          > jego twarzy bo on nie okazuje w entuzjastyczny sposób swoich uczuć tak jak ja
          > to robię mimo, że wiem na pewno że będzie przeszczęśliwy...
          No, to nie ma problemu, skoro wiesz, ze inaczej okazuje uczucia. Moj maz sie
          poplakal, co widzialam pierwszy i jedyny raz w zyciu, i nie powiem, najpierw
          mnie to zdziwilo,a potem rozczulilo.
          >
          > Może te obawy są płytkie, ale znam siebie i wiem że jestem okropny nerwus i
          > czepialska, a taka sytuacja jaka nas czeka uwypukli te moje wady i żal mi go
          > poprostu, ale za Chiny Ludowe nie wyobrażam sobie rodzić bez niego, a i on
          > powiedział że mnie samej nie puści i za to też go kocham smile
          Majciu, nawet nie zdazysz pomyslec o swoich powyzszych obawach. A, ja tez
          jestem czepialska okropnie, ale w tamtej sytuacji moje czepialstwo skrupilo sie
          na personelu, i dobrze.
          >
          > Maja i Groszek /36tyg./
          • majcia74 Re: Ja chcę z mężem, ale mam obawy... 19.12.03, 11:20
            Dzięki Isma smile
            Pewnie będzie i tak, że życie samo pokaże... smile

            A wiecie kobitki czego się boi mój niemąż?

            Wczoraj gdy po raz n-ty oglądaliśmy na TVN program "Uwaga" dotyczący jakiejś
            kolejnej wpadki lekarskiej powiedział mi, że gdy będziemy rodzić boi się
            najbardziej niekompetencji lekarzy...
            I co mu miałam powiedzieć?...
            Na to nie ma rady, ale powiedziałam mu, że musi się o wszystko pytać, o to co
            mi podają i co robią i po co. I co ważne zadawać nawet te z pozoru najgłupsze
            pytania bo już się parę razy przekonaliśmy, że nie wszystko jest takie
            oczywiste jak się wydaje.
            To taka moja refleksja na temat

            Pozdrawiam
            Maja i Groszek /36tyg./
        • cytrynka3 Re: Ja chcę z mężem, ale mam obawy... 17.03.04, 04:14
          Maju, z tym warczeniem to też racja.
          Mój mąż bardzo się starał, ale kiedy w momencie wyjątkowo silnego skurczu
          pogłaskał mnie po czole, też warknęłam, ale tylko raz. Poród miałam wywołany,a
          taki jest ponoć bardziej nieprzyjemny. W każdym razie od razu jak przeszedł
          skurcz i mogłam mówić normalnie, przeprosiłam go.
          Cytrynka
    • aluc Re: Poród z mężem-za i przeciw. 18.12.03, 12:03
      nie wyobrażaliśmy sobie porodu nierodzinnego - właśnie MY a nie JA, bo to
      wspólna decyzja musi być
      tata Maksia widział więcej niż ja, pomagał nie tylko przy ocieraniu potu z
      czoła wink po prostu przyjął Maksia na świat
      • groszkowamama Re: Poród z mężem-za i przeciw. 18.12.03, 12:34
        "Skoro nawet część kobiet (np: ja) nie chce, aby partner uczestniczył w
        porodzie, to dlaczego uważsz, że każdy mężczyzna powinien się do tego
        wyrywać??? Trochę tolerancji."

        Aneto, czytaj posty uważnie, bo dyskutujesz ze swoim wyobrażeniem na temat
        tego co mówię, a nie z tym co powiedziałam naprawdęsmile)).
        NIGDZIE NIE NAPISAŁAM, ŻE JAK KOBIETA NIE CHCE, TO MĘŻCZYZNA POWIENIEN SIĘ
        WYRYWAĆ.

        "Skoro kobieta ma prawo nie chcieć, to mężczyzna też ma takie prawo.
        Oczywiscie
        może być to przykre, ale jest to zbyt delikatna sprawa, aby kogokolwiek do
        czegokolwiek przymuszać...
        Przecież może być taka sytuacja, ze facet bardzo chce uczestniczyć w porodzie,
        ale kobieta się na to nie zgadza. I to jest OK, a w drugą stronę nie???"

        Owszem, według mnie to działa w jedną stronę. To kobieta rodzi (i stwierdzenie
        tego faktu nie ma nic wspólnego z cierpiętnictwem) i dlatego dla partnera
        naistotniejsze powinno być, czy ona uważa, że potrzebuje jego pomocy i
        obecności. Jeśli Ty nie potrzebujesz - masz prawo, nigdzie nie jest
        powiedziane, że kobieta musi chcieć rodzić z partnerem. Ale ja opisywałam
        sytuację, w której kobieta bardzo boi się samotnego porodu, gdzie kobieta
        liczyła na to, że mąż jej w takiej sytuacji nie zostawi, a dla męża ważniejszy
        jest jego strach. Przyznaję, że jak mam szalę ze strachem samotnie rodzącej
        kobiety i strachem męża to moim zdaniem ta szala przechyla się na stronę
        kobiety. Po prostu uważam, że akurat w tej sytuacji lęk kobiety i lęk mężczyny
        nie są równoważne. W związku jest wiele sytuacji kiedy trzeba czasem postawić
        dobro tej drugiej osoby ponad własnymi odczuciami i według mnie poród jest
        jedną z nich. Tym bardziej, że jak pisała jedna z dziewczyn w czasie porodu
        naprawdę nie trzeba epatować fizjologią. Można wszystko tak zorganizować, by
        mąż nie widział krocza, badania, zszywania, łożyska itp.

        A przykład mojej obecności przy mamie w szpitalu? Piszesz, że to nie to samo,
        bo nie byłam przy operacji i dopiero moją obecnośc przy operacji można
        przyrównać do obecnośći męża przy porodzie. Tylko widzisz ja nie mogłam wejść
        na blok operacyjny, zresztą mama była operowana pod narkozą, więc i tak nie
        czuła by mojej obecności. ALE GDYBY BYŁA OPEROWANA W ZNIECZULENIU MIEJSCOWYM,
        GDYBY LEKARZE POZWOLILI MI WEJSC NA BLOK I GDYBY ONA CHCIALA, ZEBYM PRZY NIEJ
        BYLA I MIALABY SIE Z TEGO POWODU LEPIEJ CZUC I MNIEJ BAC TO WESZLABYM. DLA
        MNIE WAZNIEJSZY BYLBY JEJ STRACH I TO ZE MOGE JEJ POMOC NIZ FAKT, ZE NIE LUBIE
        WIDOKU KRWI.

        Pozdrawiam
    • judytak Re: Poród z mężem-za i przeciw. 18.12.03, 13:12
      W tym temacie, jak i w całym związku między kobietą i mężczyzną, najważniejsze
      jest wzajemne zrozumienie, szczerość i gotowość do kompromisów.

      Zawsze można ustalić, co konkretnie chciałaby, a czego nie chciałaby każda ze
      stron, i co jest dla kogo na ile ważne. I tak zorganizować całe wydarzenie,
      żeby było najbliżej ideału.

      Ja po raz pierwszy na pewno bardzo chciałam rodzić z mężem. Nie bałam się bólu,
      z tym radzę sobie dobrze. Bałam się nieprzyjaznej służby zdrowia, tego, że
      będzie mi się wydawało, że coś jest nie tak, i nikt nie będzie chciał mnie
      posłuchać. I tego, że w końcu zacznę być nieprzyjemna w stosunku do personelu
      medycznego, czym jeszcze pogorszę swoją sytuację.

      Mąż (ma teraz 50 lat, wtedy miał 41) niekoniecznie był zapalonym entuzjastą
      asystowania przy porodzie, ale znając mnie i polskie szpitale, rozumiał i
      podzielał moje obawy.

      Zapłaciliśmy za poród rodzinny, i ustaliliśmy, że owszem pojedziemy razem, a w
      trakcie zobaczymy, jak nam pójdzie. Jakby bardzo mu się nie chciało być przy
      porodzie, to miał wyjść na korytarz, i nie odchodzić nigdzie, żebym mogła go
      zawołać, jak będę bardzo potrzebowała. Zastosowałam tylko taką drobną motywację
      na wesoło, że jeśli pierwszy zobaczy dziecko, może wybrać imię (z dwóch
      przygotowanych z góry)

      No i zobaczył pierwszy, nawet pępowinę przeciął, i jakoś nic naszemu życiu
      małżeńskiemu nie stało...

      Pozdrawiam
      Judyta

      P.S. przy następnych porodach czułam się już zupełnie pewnie i wolałam, żeby
      mąż w tym czasie pilnował dzieci w domu. On chyba miał zamiar ostatnio zdążyć
      na poród, bo jak tylko zawiózł Dużą do szkoły, a Średniego do przedszkola,
      zaraz się pojawił w szpitalu, ale cóż, było już dawno po fakcie...
      J.
      J.
      • melka_x Re: Poród z mężem-za i przeciw. 18.12.03, 14:23
        Jeszcze coś dopiszę. Nie rozmawialiśmy z mężem na temat wspólnego porodu, tak
        bardzo dla nas było to oczywiste. Nie zamieniliśmy na ten temat jednego
        zdania, bo obojgu nam nawet nawet nie przyszło na myśl, że mogłoby go nie być
        w najważniejszej dla nas chwili. Żadnemu z nas również nie przyszło do głowy,
        że jego obecność mogłaby przynieść cokolwiek innego prócz umocnienia naszego
        związku. Zaznaczam, że zdaję sobie sprawę, że ta pełna zgodność była luskusową
        sytuacją i nie potrafiłabym nic doradzić kobiecie, która chciałaby rodzić z
        mężem, a której maż nie wyrywa się do tego. Nie wiem, może warto zapytać
        jakiego typu ma obawy? Bo co innego "nie, bo nie, brzydzę się krwi", a co
        innego gdy on np. boi się, że nie sprosta sytuacji, że np. zemdleje i narobi
        zamieszania, że jego zona pomyśli, że się nie sprawdził, że jego wyobrażenie
        na temat męskości wyklucza uczestniczenie przy porodzie itd. Nie można i nie
        wolno nikogo do tego zmuszać, ale gdyby mój mąż bał się fizjologicznej strony
        porodu, to chyba wolałabym usłyszeć "kochanie nie wiem czy sobie poradzę z tym
        widokiem, z twoim cierpieniem etc, wolałbym przy tym nie być, ale jeśli dla
        ciebie to ma duże znaczenie, to spróbujmy wypracować jakiś kompromis",
        niż "Boje się, nie chcę, i nie będę" w domyśle "ze swoim strachem sama sobie
        będziesz musiała poradzić". Widzicie różnicę? Bo dla mnie jest kolosalna.

        A czy wiek lub stopień wrażliwości wpływa na stosunek do rodzinnego porodu?
        Mój ojciec bardzo żałuje, że nie mógł przy tym być, dla mojego wujka pewnie
        sama myśl o tym byłaby obrzydliwa (on nawet w sklepie nie kupić podpasek
        swojej żonie czy córce). Stopień wrażliwości - o tyle jestem sceptyczna, że
        znam kilku mężczyzn, ktory niemal mdleli przy oddawaniu krwi, a wspolny poród
        też był dla nich oczywisty. Mnie się raczej wydaje, że rzecz wynika z
        wyobrażeń na temat męskości i kobiecości, jak ktoś jak aksjomat traktuje
        przekonanie, że poród to babska sprawa, że podział ról (w rodzinie,
        społecznych) jest nieodwołalnie, niezmiennie od stuleci związany z płcią to
        trudno żeby palił się do porodu. Tak się tylko zastanawiam (ale zastanawiam,
        nie twierdzę, że tak jest!) czy tacy mężczyźni (tacy - bez oceniania) nie będą
        traktować pielęgnowania małego dziecka jako zajęcia wyłącznie kobiecego? Bo ze
        wspomnianym wujkiem tak było i jest, poród to babska sprawa, przewijanie (a
        fuj!)też, rozpacz, że córka nie syn (bo syn to dopiero jest coś! pewnie znacie
        takich mężczyzn, ktorzy wciąż uważają, że kobiety są mniej warte), a
        wychowanie zaczyna się od momentu kiedy syna można zabrać na mecz piłki
        nożnej. Oczywiście nie twierdzę, że wszyscy mężczyźni którzy nie chcą
        rodzinnego porodu są w tym typie. A skoro zebrało mi się już na snucie
        domysłów to tak sobie jeszcze myślę, czy to nie jest tak, że mężczyźni bardzo
        pewni swej męskości właśnie chcą wspólnych porodów? Moi znajomi nie są
        reprezentatywną grupą, to żaden dowód, ot luźna obserwacja nie uprawniająca do
        stawiania tez, ale w wśród moich znajomych i rodziny, na wspólny poród
        decydowały się pary, gdzie mężczyźni byli oceniani jako bardzo męscy. Dobrze
        sobie radzący zawodowo, finansowo, dający swoim rodzinom poczucie
        bezpieczeństwa, przyzwyczajeni do podejmowania szybkich, często ryzykownych i
        bardzo odpowiedzialnych decyzji, doskonale radzący sobie z pełnieniem funkcji
        przywódczych, czyli wszsytko to co chyba jednak nadal kojarzymy z męskościąsmile.
        Może tacy faceci skoro przez całe życie chcą i dają swoim żonom wsparcie mają
        poczucie, że i w czasie porodu powinni? A może są tak pewni swojej męskości,
        że nie boją się ten męski wizerunek nadszarpnie uczestnictwo w "babskiej
        sprawie"? Nie wiem, czy tak jest rzeczywiście, to tylko obserwacje z mojego
        środowiska.

        A porzucając już te domysły, chciałam tylko powiedzieć, że obecność męża ma
        aspekt jak najbardziej praktyczny. W czasie mojego porodu lekarka podjęła
        decyzję, która dla małej oznaczała być albo nie być. Trudno mi było wykłócać
        się z nią miedzy jednym skurczem a drugim. I wtedy mój mąż złapał za komórkę,
        zadzwonił do lekarza prowadzącego ciążę, który nas do tego szpitala skierował
        i opowiedział co się dzieje. Lekarz uspokoił go, że decyzję podejmie profesor,
        ordynator oddziału. Dosłownie 5 minut po tym lekarka wróciła i bardzo
        niezadowolnym tonem oświadczyła, że rozmawiała z profesorem i on podjął inną
        decyzję. Pozdrawiam serdecznie

        p.s. bardzo proszę nie traktować mojej wypowiedzi jako głosu za zmuszaniem do
        wspólnego porodu, ja przedstawiam argumenty za, co nie jest równoznaczne ze
        zmuszaniem kogoś do rodzinnego porodu.
    • wilga_kasia Re: Poród z mężem-za i przeciw. 18.12.03, 14:02
      Bardzo polecam poród z mężem. My rodziliśmy już dwa razy i mąż był mi bardzo
      pomocny. Nie czułam się skrępowana, ale to oczywiście zależy od rodzaju relacji
      między małżonkami. W czasie porodu trzymałam męża za rękę i jedynie tego
      potrzebowałam. Nie pozwoliłam mu odejść ani na krok od siebie (krzyczałam na
      niego, jak chciał oddalić się choćby o pół metra smile ) Po porodzie, gdy zszywali
      nacięcie mąż trzymał naszą córeczkę tuż przy mojej twarzy a ja mogłam ją dzieki
      temu podziwiać. I do dzisiaj słyszę pochwały, jaka byłam dzielna (mój mąż
      żartuje sobie, że rodziłam jak nauczycielka szkoły rodzenia), ach i och smile
      Chociaż myślę, że jakby bardzo nie chciał, to bym go namawiała, ale nie
      zmuszała.
      ---------

      Natura lubi się ukrywać
    • ainer1 ZAPRASZAM OJCÓW, KTÓRZY BYLI PRZY PORODZIE 18.12.03, 14:21
      Witam serdecznie!

      chcialabym poznac zdanie Tatusiów, którzy byli przy porodzie i mają na tyle
      odwagi, żeby nam powiedziec czy zaluja czy nie i jak to wplynelo na ich stosunek
      do partnerek?

      pozdrawiam,
      Renia
      • malika5 Re: ZAPRASZAM OJCÓW, KTÓRZY BYLI PRZY PORODZIE 18.12.03, 14:36
        Zobaczcie na forum etata- tam jest sporo tego typu wątków na których
        wypowiadają się facecismile)
    • kruszynkaa tylko z mężem 18.12.03, 15:21
      sama nie dałabym rady, równiez psychicznie, namawiam na poród z mężem
    • kasiacs Mezczyzna to troche inne stworzenie... 18.12.03, 17:59
      ...Wczoraj bylam na USG moj maz byl ze mna i co? ja na widok dziecka malo sie
      nie poryczalam, kiedy slyszalam jak bije jego serduszko... Moj maz ogladal
      dzielnie i choc mowil ze bylo fajnie to tak naprawde wiem ze nie czul tego co
      ja - to bylo widac a znam go nie od dzis. Uczucia kobiet i mezczyzn sa inne.
      Kobieta czuje magie chwili kiedy klada jej dziecko na brzuchu, kiedy je widzi
      po raz pierwszy, mezczyzna.... mysle ze dla nich to jest zupelnie co innego.
      Oni tej magii tak nie czuja bo poczuc ja moze tylko matka tylko kobieta.
      Kobieta w czasie porodu czuje nie tylko bol dzialaja hormony - ona rodzi,
      mezczyzna widzi tylko bol, nie potrawi czuc jak kobieta i to nie jest jego
      wina tak poprostu jest.
      Uwazam ze jedyny powod dla ktorego ewentualnie mozna wymagac od meza obecnosci
      w czasie porodu to pomoc w trudnych chwilach. Tylko to.
      Czy Wy naprawde wierzycie ze Wasi mezowie (kochajacy czuli opiekunczy...)
      czuja tak jak Wy?
      Pozdrawiam.
      Ciagle niezdecydowana w sprawie rodzinnego porodu K.
    • fizula Re: Poród z mężem-za i przeciw. 18.12.03, 23:27
      Poczułem się zachęcony do napisania kilku słów. Jestem chyba pierwszym
      mężczyzną, który odważył się wtrącić idąc za mottem - "nic o nas bez nas" wink.
      Jak się zapewne zorientujecie żona pisała już o naszych porodach. Mnie
      natomiast poruszył ostatni post i postanowiłem zareagować. Zgadza się -
      mężczyźni są zupełnie inni od kobiet, inaczej wyrażają swoje uczucia i emocje
      itp. itd. Inaczej - ale to nie znaczy, że mniej lub bardziej od Was dziewczyny.
      Gdy zobaczyłem moją starszą pociechę na pierwszym USG - byłem nie mniej
      przepełniony radością niż moja żona. Mimo to nie zareagowałem krzykami zachwytu
      oraz płaczem. Ale po powrocie często brałem te zdjęcia i sobie z radością
      oglądałem - po prostu nie mogłem się na moje dziecko napatrzeć. Razem z żoną
      odszukiwaliśmy poszczególne części ciałka: o tu kręgosłup, tu nóżka... itd. To,
      że nie płakałem, nie piszczałem z zachwytu wcale nie znaczyło, że przeżywałem
      to mniej niż kobieta - ale z pewnością inaczej.
      Oczywiście, że miałem wątpliwości jak zachowam się podczas porodu - ale jeśli
      kiedykolwiek powiedziałem żonie, że mnie nie biedzie razem z nią - to jedynie w
      formie żartu. Przecież to logiczne. Byłem przy poczęciu - to jak miałbym nie
      być podczas porodu. Przecież przeżywałem razem z nią całą ciąże. Czekałem na
      pierwsze ruchy, rozmawiałem z dzidziusiem itd. I co - miałbym przedłużać te
      długie 9 m-cy oczekiwania o jeszcze kilka godzin? Nigdy. Podobno to się nazywa
      świadome ojcierzyństwo.
      Zgadzam się - tak jak już powiedziałem - miałem pewne obawy, (czego to się
      człowiek naogląda w TV - jak faceci mdleją podczas porodu itd.), ale jakie
      obawy miała moja żona, która miała rodzić pierwsze dziecko. Moje obawy w
      porównaniu z jej to pikuś. Przecież ja byłem świadomy, że to nie jest
      przyjemne, tylko bolesne - ale ten ból przeżywała ona - a nie ja. Ja mogłem
      tylko starać się jej ulżyć na wszelkie możliwe sposoby.
      A propos mdlenia - tam ogóle nie było czasu na mdlenie. Czas zleciał mi jak z
      bicza strzelił. Cały czas na zmianę masowałem, trzymałem za rękę, polewałem
      wodą, poiłem, głaskałem po głowie, trzymałem głowę,... i tak w kółko. Starałem
      się szukać przerw w skurczach, (ale ona miała jeden wielki skurcz po
      oksytocynie - tak zareagował organizm).
      Fizjologia - ja Was dziewczęta bardzo przepraszam - ale wcale nie byłem ciekawy
      jak wygląda dolna strona mojej żony. JA byłem tak skupiony na pozostałej
      części, że zupełnie nie zwracałem uwagi na to, co wg Was mogło być obrzydliwe.
      Jeśli nawet w którymś momencie niechcący - zupełnie spojrzałem w tamtym
      kierunku - to raczej z emocji - czy już widać główkę. Zresztą tak czy siak -
      nie mam w pamięci żadnych obrzydliwych - (to Wasze określenie - nie moje) -
      obrazów.
      A sam moment porodu (ta ostatnia faza, z której cześć z Was wyprosiłaby mężów) -
      to tak jakby kogoś zaprosić kogoś na obiad, postawić na stole deser i wyprosić
      go na dwór crying Oczywiście, że dziecko zaraz po narodzeniu nie wygląda najlepiej -
      często jest zsiniałe, pomarszczone, zaśluzowane itd. Ale przecież to moje
      cudowne maleństwo. Wtedy też byłem szczęśliwy jak nigdy. Ale też nie wykonałem
      tańca radości. No na pewno zakręciły mi się łzy. A potem, kiedy żonkę cerowali
      ja trzymałem malutką na rękach. I pamiętam ten moment i nigdy go nie zapomnę.
      Najpierw otworzyła jedno oczko. Zaraz je zamknęła. A chwilę potem otworzyła oba
      tak szerokooo, i już wiedziałem, że jestem owinięty wokół jej najmniejszego
      paluszkawink. Spojrzała się na mnie tak wyraźnie, takimi szeroko otwartymi
      oczami, że ... tu mi trudno to opisać - ale było to coś wspaniałego. Emocje
      potem opadły i prawdę mówiąc po jakichś dwóch godzinach potem przeprosiłem żonę
      i pojechałem do domu coś zjeść (no cóż - życiewink) i zostawiłem ją na kilka
      godzin samą z córcią. Myślę, że chciałaby wtedy żebym był razem z nią.
      Drugiego dzidziusia urodziliśmy w domu - więc te moje przeżycia byłyby nie na
      temat - bo przecież rozmawiamy o porodach rodzinnych w szpitalu.
      Mam prawie 30 lat i większość moich kolegów, z którymi rozmawiam tez chcą
      uczestniczyć lub uczestniczyli w porodzie. Nikogo w gronie rówieśników nie
      dziwi, że przecinałem pępowinę, że nie zemdlałem, że chodziłem na szkolę
      rodzenia i ćwiczyłem tam razem z zoną. To jest normalne.
      Dziewczyny - nie bójcie się powiedzieć Waszym mężom/partnerom o Waszych
      pragnieniach. Twierdzicie, że Was nie rozumiemy. Zgadza się. Bardzo często Was
      nie rozumiemy, bo każdą prostą sprawę potraficie strasznie zagmatwać. A
      wystarczy powiedzieć, że zależy Wam, (jeśli tak jest) na jego obecności przy
      porodzie. Na początku może będzie się wzbraniał, dlatego macie 9 miesięcy na
      pracę, aby jego stanie obok ciąży stało się wspólnym jej przeżywaniem.

      Pozdrawiam Was wszystkie oraz Waszych mężów i życzę szczęśliwych, wspólnych
      porodów.
      PS
      Ale się rozpisałem.
      • pesteczka5 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 19.12.03, 03:18
        Mogłabym długo perorować na temat za i przeciw, bo w ogóle lubię gadać.
        Dyskutowalismy w pierwszej ciąży - ja, że nie chcę, żeby mi przeszkadzał, bo
        lepiej molbilizuję się w samotności, on, że nie ma o czym gadać, bo on będzie
        wszystkiego pilnował (ciąża była zagrożona, a my jesteśmy lekarzami)

        A sam poród rozegrał się poza wszelką dyskusją - po prostu tak jak martwiliśmy
        sie razem całą ciążę i razem cieszyliśmy z każdego pomyślnie przeżytego
        tygodnia, jak razem jeździliśmy na badania, jak razem z bijącym sercem
        słuchaliśmy bicia serduszka maluszka na ktg, jak w trzaskający mróz noga za
        nogą po ślizgawicy on prowadził mnie do auta, żeby pojechać do lekarza, jak
        niósł mnie, słonia w 37 tygodniu, po schodach, bo musiałam bezwzględnie leżeć -
        -
        -
        -
        tak był ze mną przy finale, poszedł do kiosku po gazety, a przy rozwarciu 6 cm
        po pierogi, bo mi się zachciało - a ja w przerwach miedzy skurczami umalowałam
        się ździebko i staniczek poprawiłam
        -
        a potem był już tylko wielki krzyk, i nawet go ździeliłam, bo gorliwie
        wypełniał przykaz położnej - a przygnij jej pan tę nogę to szybciej urodzi - a
        to bolało straszliwiesmile

        A potem mnie do szycia znieczulili, bo pięciokilowe dzieko urodziłam i sobie
        usiedli z przerażenia, a moje dzieciątki cudne, mokre, lepkie, ciepłe i
        różowofioletowe jak miękka śliweczka leżało siamo bez mamy na jakimś otwartm
        inkubatorku... Nie samo, z tatusiem - do dziś pociesza mnie mój mąż...
        Rozmawialismy sobie i bardzo był zadowolony, jak mówi.

        A rano, gdy ciemnoszary świt przygnany turkotem szpitalnego wózka zaznaczył
        prostokąt drzwi, równie szary ze zmęczenia tata stanął w tych drzwiach jak
        cień... No, to się karmimy, powiedział i przystawił mi do piersi zdziwionej
        najszczerszym zdziwieniem śpiącego Bartusia, który także nie wiedział, po co
        ma pyszczuś. Njabardziej zdeterminowany był świeży tata... Rozwinęliśmy
        dzidzia i gdy z zachwytem oglądaliśmy jego ciepłe, zawziecie różowe łapusie,
        opieprzyła nas pielęgniarka i zabrała nam nasze dziecko.

        Do dziś nie gadaliśmy o sensownosci obecności taty przy porodzie, a ja łapię
        się na tym, że mój głos merytoryczny byłby czysto teoretyczny.

        To stało się poza wszelką dyskusją, a życie toczy się dalej. Dla każdego od
        nowa do odkrycia.
        Buziaki, pesteczka
        • cytrynka3 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 17.03.04, 04:21
          Pesteczko, jak to pieknie napisałaś Aż się prawie popłakałam ze wzruszenia.
          Pozdrawiam
          Cytrynka
      • jaga2003 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 19.12.03, 09:06
        Dzięki! Tak właśnie to sobie wyobrażam smile)
        pozdrawiam,
        jaga
    • maadzik3 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 19.12.03, 09:18
      Od razu mialam zaplanowana cesarke ze wzgledu na oczy. Poniewaz szpital
      pozwalal na obecnosc taty przy cesarce ustalilismy ze bedziemy razem. Meza
      wyprosili tylko na moment zakladania znieczulenia podpajeczynowkowego.
      Strasznie sie balam i chcialam zeby byl ze mna. Bylo wspaniale.
      M.
    • ellii Re: Poród z mężem-za i przeciw. 04.01.04, 22:47
      Ja rodziłam z mężem i jestem z tego powodu bardzo zadowolona. Na początku
      zastanawiałam się nad tymi samymi sprawami co Ty, ale stwierdziłam, że
      najważniejsze mieć kochaną osobę u swojego boku w tak ważnym momencie, a na
      dodatek mąż bardzo chciał byc przy porodzie. I rzeczywiście sprawdził się w 100%
      A jak słyszę jego opowieści o porodzie to aż mi przykro że nie mogłam zobaczyć
      tego wszystkiego co on widział, bowiem opowiada to z takim entuzjazmem i
      radością smile
      Tak więc ja zdecydowanie polecam takie rozwiązanie
      Pozdrawiam
      Eliza
      --------------
      Zdjęcia Mojego Słoneczka smile
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=9677561&a=9753803
      • betty_julcia Re: Poród z mężem-za i przeciw. 05.01.04, 00:16
        Kochane dziewczyny. Poród trwa czasami krócej, czasami dłużej. Czasami jest
        mniej bolesny, czasami bardziej i dobrze jest mieć przy sobie męża po to aby
        mógł w każdej chwili pomóc, podjął decyzję, zapłacił lekarzowi bądź położnej,
        dopilnował różnych spraw. Poza tym przed samym rodzeniem pomaga chodzić, kłaść
        się, poda picie, podnosi bo takie zwykłe czynności nagle urastają do ranki
        niezwykle trudnych do wykonania.
        Ja rodziłam w wodzie i mój mąż był przy mnie. Widoki były okropne bo o ile przy
        normalnym porodzie na fotelu nie widać krwi to przy porodzie w wannie jest jak
        w jakimś horrorze. Naprawdę. Cała wanna krwi, ja, podłoga i w ogóle wszystko.
        Lekarz mało niezemdlał (żartował). Chyba dla własnego komfortu drugi raz
        wolałabym zaoszczędzić mężowi takich widoków. On słowa złego nie powiedział,
        nawet nie dał mi ani razu do zrozumienia że coś nie tak, ale ja się bardzo źle
        czułam. Wiadomo, staramy się być atrakcyjne, ładnie wyglądać a tu taki widok.
        Mąż mówi że nic nie widział bo zajmowała się już naszą Juleczką, ale ja jakoś
        źle się z tym czułam. Ale za to wcześniej obecność mojego męża była
        nieoceniona, chociażby to że jedynie w jednej pozycji uczepiona jego ramion jak
        małpka mogłam znieść bóle, pomagał wyjść z wanny, nogi miałam jak z waty a on
        podtrzymywał mnie, uśmiechał się, po prostu był przy mnie, ale jakbym wiedziała
        jak to będzie dalej to bym naprawdę poprosiła go o wyjście. Później było
        wychodzenie z tej krwawej wanny, łyżeczkowanie, małe zszywanie, mycie. Nigdy
        nie wiadomo jak zakończy się Wasz poród i zastanówcie się czy w tym końcowym
        etapie chcecie aby wasi mężczyźni was oglądali. I to wcale nie z tego powodu,
        żeby oszczędzić ich wrażliwość albo żebyście straciły na atrakcyjności ale
        tylko i wyłącznie dla Waszego komfortu.
        Pozdrawiam.
    • gandzia4 Re: Poród z mężem-za i przeciw. 05.01.04, 18:53
      Zdecydowanie za. Pierwszą córkę rodziłam sama takie były głupie czasy i na moją
      propzycję czy mógłby byc ze mną mąż usłyszałam: "A MOŻE JESZCZE HIPOPOTAM I
      GORYL?" Za drugim razem nikogo nie dziwiło i nikt nie miał już tego za
      fanaberię. Mąż się wahał ale teraz mówi, że nie ma nic wspanialszego niż
      ujrzenie swego długo oczekiwanego dzieciątka. Chwali sie też wszystkim, że
      widział synia pierwszy jeszcze nim ja go ujrzałam. A i jakoś dziwnie na widok
      dzieciątka zaparowały mu okularysmile)))
    • gosia.mama.wojtusia Re: Poród z mężem-za i przeciw. 05.01.04, 21:04
      my pierwsze dziecko rodzilismy razem,teraz jestem w drugiej ciązy i ani ja ani
      mój mąż nie wyobraza sobie ze tym razem mogło by byc inaczej,to naprawde
      niesamowita chwila gdy rodzi się dziecko,dodatkowo powiem ze u nas wcale nie
      było łatwo bo rodzilismy razem na porodówce ogólnej(rodzinna była zajęta)i mój
      mąż nie stał z tyłu przy mojej głowie ale centralnie z przodu widział cały
      poród,dodam ze jest strasznym estetą i na początku bał się swojej reakcji ale
      jak potem wspominał patrzył tylko na głowe dziecka.Absolutnie nie miał do mnie
      zadnych uprzedzen potem ani nic ,wrecz przeciwnie,bylismy siebie bardzo
      spragnieni a poniewaz byłam nacieta raptem pól centymetra wszystko szybciutko
      się zagiło wrócilam do formypo 2 tyg i powolutku zaczelismy się do siebie
      zblizac i było milusiosmile
    • abdzia Re: Poród z mężem-za i przeciw. 09.01.04, 19:06
      WITAJ !!!
      Chciałabym dorzucić swój głos w dyskusji. 25.04.2003 urodziłam córeczkę Olę -
      twoją imienniczkę. Był wtedy ze mną mój mąż. Decyzja o porodzie rodzinnym
      zapadła na długo przed poczęciem naszej córeczki. Mój mąż nie wyobrażał
      sobie ,że mogłoby go nie być przy narodzinach Oli. Przez całą ciążę chodził ze
      mną do lekarza, kupował witaminy , opiekował się mną bardziej niż zwykle . Co
      do obecnośći przy badaniach to w moim szpitalu położne nie wpuszczały męża na
      salę porodową.Wiedział,że jestem w dobrych rękach lekarki, która prowadziła
      moją ciążę. Co do "widoków" przy parciu to zwykle facet stoi koło głowy i nic
      nie widzi, choć mój mąż przyznał się, że się " wychylił " i sobaczył jak rodzi
      się Ola. Po wsp.ólnym porodzie czuję się bardziej kochana przez męża, wiem ,że
      bardzo szanuje mnie jako kobietę, zobaczył na własne oczy jak wygląda poród, że
      to nie tak jak na filmach - kobieta znika za parawanem a ,mąz chodzi z kubkiem
      kawy przed drzwiami porodówki i obgryza paznokcie a za 5 minut widzi szczęśliwą
      i świeżutką żonkę i ślicznego bobaska. Wiem, że wspólne rodzenie scaliło nasz
      związek i jestem pewna mojego męża jak nigdy przedtem. Co do wahań czy poród
      nie zniechęci męża do seksu, to muszę przyznać, że po porodzie jest 100 x
      lepiej mimo iż ciało już nie to : ))))))) Pozatym zapomniałam dodać, że facet
      przydatny jest do wypełniania stosu formularzy ( ja nie miałam siły mówić ) ,
      do ciągnięcia za mną kroplówki do WC oraz do łamania rąk przy skurczach. JEŚLI
      TWÓJ MĄZ CHCE BYC PRZY NARODZINACH WASZEGO DZIECKA TO BIERZ GO ZANIM SIĘ
      ROZMYŚLI : )))) NAPEWNO NIE POŻAŁUJESZ. JESLI NAPRAWDĘ CIĘ KOCHa TO NIEWAŻNE
      CZY BĘDZIESZ KRZYCZEĆ , PŁAKAĆ CZY przeklinać to będzie dla Ciebie oparciem i
      może uda ci się zobaczyć tak jak mi łzy mojego męża, który przez 3 h po
      porodzie ryczał jak bóbr. Pozdrawiam Magda
    • larvva nasza decyzja to porod wspolny. 14.03.04, 11:44
      moj maz chce byc ze mna - przy mojej glowie, wiec jak okreslilas "mniej
      nieestetyczna czesc porodu" w duzej mierze go ominie.

      natomiast kwestia skrepowania... jestesmy malzenstwem i mielismy okazje widywac
      sie naprawde w roznych sytuacjach.
      moj maz towarzyszyl mi podczas wielu wizyt u ginekologa, byl obecny podczas
      wszystkich moich inseminacji a nawet przez czesc zabiegu punkcji (przy in
      vitro) wiec zdarzyl sie napatrzyc i oswoic wink

      zreszta... mysle ze podczas samego porodu akurat uczucie skrepowania bedzie
      jednym z ostatnich jakie ci przyjda do glowy smile
      • larvva a... jako uzupelnienie.... 14.03.04, 11:52
        moj maz jest z tego gatunku wrazliwcow bojacych sie widoku krwi i igly smile))
        a mimo wszystko chce byc ze mna - nie dla "atrakcji" porodu, ale by mnie
        wspierac w chwili gdy bedzie rodzilo sie nasze dziecko.

        moj brat byl przy porodzie obu dziewczyn - i jest z tego dumny.
        moj ojciec takiej szansy nie mial - nie te czasy - a teraz z zalem wzdycha, ze
        nie bylo mu to dane.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka