Jestem w 38 tc i podjełam decyzję że po porodzie nie będę karmić
maleństwa piersią i nie zamierzam się nikomu z tej decyzji
tłumaczyc. Przeraża mnie ta cała nagonka na naturalne karmienie i
dziewczyny, które płaczą z bólu a karmią -bo tak trzeba. Co więcej
przeważnie kobiety decydują się karmić na czas pobytu w szpitalu
żeby uniknąć ciągłego naporu ze strony położnych, a po powrocie do
domu i tak karmią mlekiem modyfikowanym.Ja nie chce karmić, nie
czuje sie przez to gorszą matką, najważniejsze żeby dziecko było
najedzone i czuło że jestem szczęśliwa, no i tatuś czasami nakarmi.
W szkole rodzenia dowiedziałam się ze dzieci karmione piersią nie
chorują i są mądrzejsze, ja karmiona byłam od razu z butelki i nie
jestem jakaś głupsza.....Moja siostra ma 2 córeczki i nie karmiła bo
nie miała pokarmu( chociaż bardzo chciała), dziewczynki jeszcze
nigdy jej nie chorowały( jedna 6 lat , druga 8 m-cy). Poruszam ten
wątek dlatego że nie kryje się ze swoją decyzją i wszędzie naokoło
dosięga mnie krytyka matek"polek", które nie mają pojęcia co czuję,
a przecież to ja decyduje-Ja i mój mąż jak będziemy karmić naszego
synka